Światło życia

Blog ks. Jacka Gomulskiego

O Ojcu w ukryciu

EWANGELIA Mt 6, 1-6. 16-18 
Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.

1. Ojciec twój.

Jezus dopiero za chwilę nauczy wołać swoich uczniów: „Ojcze nasz”, najpierw przypomina każdemu indywidualnie, że ma ojca. Nie jesteś więc sam, nie jesteś sierotą, ale przynależysz do kogoś, kto cię zna, a on (On) przynależy do ciebie. „Miły mój, jest mój, a ja – jestem jego”. Czy ten namiętny szept Oblubienicy z Pieśni nad Pieśniami nie irytuje cię zbytnio? A może myśl o relacji „na wyłączność” stanowi podglebie każdej twej myśli, decyzji i niezliczonych tęsknot?

2. W ukryciu. Odda tobie.

Trzeba więc wejść do „ukrycia”, do „skrytości”, aby spotkać Jego spojrzenie – aby oddał. Co ma oddać? To, czego tak bardzo pragniesz, czego szukasz, za czym tęsknisz. Jak to poznać? Powiedz, o czym myślisz idąc spać? Jakie wyobrażenia, czy marzenia cię uspokajają? Właśnie „to” odda ci Ojciec.

Aby „to” zdobyć oddaj Mu to, co daje ci jakąś radość, czy – mniej lub bardziej – chwilowe uspokojenie. Nie musi tu zawsze chodzić o rzeczy złe i grzeszne, to zależy od stanu twojej duszy. Dopóki nie zostawisz zastępników nie dostaniesz prawdziwego spełnienia. Czemu się więc wahasz? Czy wejście do „ukrycia” naprawdę kosztuje więcej niż życie w nieustannej tęsknocie?

O pomieszaniu brata z wrogiem

EWANGELIA Mt 5, 43-48
Jezus powiedział do swoich uczniów:«Słyszeliście, że powiedziano: „Będziesz miłował swego bliźniego”, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski».

Synowie, nieprzyjaciele, bracia, ojciec – żyjemy w czasach, gdy jakiś złośliwy demon pomieszał pojęcia. Czy wiesz, kto jest kim? Kogo masz kochać jak ojca, kogo jak brata a kogo jak nieprzyjaciela? Czy nie bywa tak, że najbliższych traktujesz niczym wrogów, a ludzie obcy są darzeni przez Ciebie niczym nie zasłużoną życzliwością?

Może nie niszcz dziś swych domowników, nie karz bliskich za zło wyrządzone przez prawdziwego nieprzyjaciela. Oszczędź im swoich faz, obrażeń, podniesionego głosu, czy złośliwych szpil.

Proś o łaskę przekraczania się w miłości.

O winie jawnej i ukrytej oraz ścigającym Miłosierdziu.

Jezus pisze po ziemi.

W tej scenie jest tylko jeden bezgrzeszny.

EWANGELIA J 8, 1-11 - I Ja ciebie nie potępiam. Idź i odtąd już nie grzesz.

Jest tylko jeden bezgrzeszny – Jezus. Reszta jest winna.

Najłatwiej wskazać grzech kobiety, gdyż ją „pochwycono na cudzołóstwie”. Wina uczonych w Piśmie i faryzeuszy jest nieco bardziej zakamuflowana. Na pierwszy rzut oka trudno im coś zarzucić – troszczą się o Prawo, umieją odróżnić dobro od zła, nawet dopytują, gdy nie są pewni swej interpretacji zasad podanych przez Mojżesza. W istocie nie chodzi im o dobro duszy grzeszącej niewiasty (mówią o niej z pogardą „tamta”), nie chodzi im o Prawo (staje się ono tylko narzędziem do ukazania racji) ani o Boga (który został sprowadzony do notariusza własnych ustaw). Uczeni w Piśmie dokonali uprzedmiotowienia wszystkiego i wszystkich, sami stając się zakładnikami swych idei.

Gdzieś tam jesteśmy. Albo pośród tych, którzy grzeszą wprost, mniej lub bardziej jawnie łamiąc któreś z przykazań. Znamy swoje winy, niewiele pewnie z tym robimy. Może kiedyś, ktoś nas wywlecze na środek (a przecież przyjdzie taki moment, że „wszystko tajne jawnym będzie”) i przyjdzie na nas wielki wstyd i żałość.

Możemy też kryć się pośród tłumu faryzeuszy, z nieco bardziej skomplikowanym sumieniem. W pełnym przekonaniu o swej racji sprowadzimy innych do poziomu wypełniaczy naszej woli, „używając ich” – czasami także samego Boga – kiedy tylko będzie to służyło naszym pobożnym i idealistycznym interesom.

To nie jest tak, ż Jezus potępił tamtych oskarżycieli a uniewinnił kobietę. Oni uznali w końcu, że nie są bez winy. Dał im na to czas. Wyrzucili kamienie i poszli. Ufajmy, że do świątyni, aby złożyć przebłagalną ofiarę. Może tam dokonało się to, co między kobietą a Jezusem – stanięcie twarzą w twarz z Bogiem. Jak napisał św. Augustyn: „Relicti sunt duo: misera et misericordia ‑ Pozostali [tylko] dwoje: nędzna i Miłosierdzie”. Oto bowiem chodzi, aby poodpadały z nas tłumaczenia i etykiety, żeby nie było pobożnych hipokrytów i upadłej ofiary, ale tylko „misera et misericordia”. Tylko wtedy Miłosierdzie ma moc.

Na koniec tegorocznego misterium pasyjnego w mojej parafii Zmartwychwstały wypowiada słowa, będące parafrazą fragmentu „Dzienniczka” św. Faustyny:

„Nie mogę kochać duszy, którą plami grzech, ale kiedy żałuje, to nie ma granicy dla Mojej hojności, jaką mam ku niej. Miłosierdzie Moje ogarnia ją i usprawiedliwia. Miłosierdziem swoim ścigam grzeszników na wszystkich drogach ich i raduje się serce Moje, gdy oni wracają do Mnie. … Jeżeli uciekają przed miłosiernym sercem Moim, wpadną w sprawiedliwe ręce Moje. Powiedz grzesznikom, że zawsze czekam na nich, wsłuchuję się w tętno ich serca, kiedy uderzy dla Mnie. Napisz, że przemawiam do nich przez wyrzuty sumienia, przez niepowodzenie i cierpienia, przez burze i pioruny, przemawiam przez glos Kościoła, a jeżeli udaremnią wszystkie łaski Moje, poczynam się gniewać na nich, zostawiając ich samym sobie i daję im czego pragną” (Dz 1728).

O św. Pawle, winie i nawróceniu.

beztytułu

Nieukrywające swych słabości filary Kościoła. Pokornym trwaniem w prawdzie i własną krwią okupili dawne grzechy.

I CZYTANIE Ez 18, 21-28 Jeśliby występny porzucił wszystkie swoje grzechy, które popełniał, a strzegłby wszystkich moich ustaw i postępował według prawa i sprawiedliwości, żyć będzie, a nie umrze: nie będą mu policzone żadne grzechy, jakie popełnił, lecz będzie żył dzięki sprawiedliwości, z jaką postępował. Czyż tak bardzo miałoby mi zależeć na śmierci występnego – mówi Pan Bóg – a nie raczej na tym, by się nawrócił i żył?
EWANGELIA Mt 5, 20-26 Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego.

„Św. Paweł, który zaczął jako prześladowca,  czyli raczej SBek niż TW,  miałby przechlapane u dzisiejszych polskich Chrześcijan.” – tak napisał jeden z możnych tego świata, komentując ostatnie zamieszanie.

Cóż, czasami należałoby nieco poduczyć się historii i teologii, zanim coś się palnie w ogniu dyskusji… Szaweł z Tarsu rzeczywiście ma bogatą przeszłość jako prześladowca wyznawców Jezusa z Nazaretu, ale nigdy tej przeszłości nie ukrywał, więcej nawet – często o niej mówił, ukazując w ten sposób swą nędzę. Zawsze zaznaczał, że jest „płodem poronionym”, „niegodnym nazywania siebie apostołem”, i dawnym „prześladowcą Kościoła”.

W życiu św. Pawła, jak i wielu nawróconych grzeszników, powtarza się motyw, o jakim dziś wspomina prorok Ezechiel – banalnie prostej, aczkolwiek trudnej, drogi nawrócenia. Zaczyna się ona w momencie nazwania swego grzechu po imieniu, następnie porzucenia go, przechodzi w zmianę życia i radykalne odwrócenie się od swego postępowania, aby wreszcie żyć w prawdzie – „Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione, ani nic tajemnego, co by nie było poznane i na jaw nie wyszło” (Łk 8,17). Kościół uściślił ten proces zaznaczając, że jeśli grzesznik popełniał zło publiczne, to i zadośćuczynienie winno być publiczne, podobnie – w pewnych wypadkach – pokuta.

Ciężar swej niechlubnej przeszłości Apostoł Narodów dźwigał całe życie, wielokrotnie o tym wspominając. Okupił swe winy służbą Chrystusowi, pokorą, a wreszcie śmiercią męczeńską.

Podobnie – choć Pismo o tym nie wspomina wprost – było ze św. Piotrem, o którego tchórzostwie wiedział cały Kościół. Jak mówi tradycja, Książę Apostołów sam do tego nawiązywał w swych kazaniach, ukazując swą małość i potęgę miłosierdzia Pana.

Nie jest więc problem grzech, choćby tak obrzydliwy jak zdrada – problemem w chrześcijańskim przeżywaniu nawrócenia jest chęć przyznania się do grzechu, nazwania go po imieniu, podjęcia pokuty i zadośćuczynienia. Niestety, powszechną chorobą sumień polskich katolików jest ślepota na własne winy, zamykająca się w przekonaniu: „nie mam się z czego spowiadać”. O tym też mówił Chrystus, gdy wzywał do  „sprawiedliwości większej niż uczonych w Piśmie”. O sprawiedliwości zaczynającej od siebie.

O jonaszowym znaku

a

Jak wygląda Twój Jonasz?

I CZYTANIE Jon 3, 1-10 Niniwa była miastem bardzo rozległym – na trzy dni drogi. Począł więc Jonasz iść przez miasto jeden dzień drogi i wołał, i głosił: «Jeszcze czterdzieści dni, a Niniwa zostanie zburzona».
EWANGELIA Łk 11, 29-32 Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni dzięki nawoływaniu Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz.

Kto jest znakiem dla Ciebie? Czyje słowa, gesty, czyny są wezwaniem, jakie Bóg kieruje do Ciebie?

Jonasz przeszedł przez Niniwę obszarpany, w niezbyt dobrym nastroju – trudno być radosnym, gdy się robi coś, na co się zupełnie nie ma ochoty, po dodatkowym przetrawieniu przez wieloryba – rzucając gniewne, prorockie słowa. W zasadzie nic z tego nie powinno zadziałać, a jednak Niniwa się nawróciła. Znak został właściwie odczytany. Mieszkańcy grzesznego miasta nie zatrzymali się na wyglądzie proroka, czy jego humorze – wszystko to było mało istotne, liczył się przekaz, znak, wiadomość od Boga.

Poprzez kogo Chrystus mówi do Ciebie? On jest Słowem, pełnią tego, co Ojciec chce nam powiedzieć. Jednak często ktoś tu na ziemi przybliża tę wypowiedź w konkretnym miejcu i czasie. Kto to czyni wobec Ciebie? Jesteś temu posłuszny?

« Older posts

© 2016 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑