Naturalizm. Szaro-zielone barwy i brudny śnieg. Zwykli ludzie i ich codzienne problemy. Obok inni „zwykli ludzie”, którzy znaleźli się tam, gdzie nie powinni. Ofiary i ich kaci.

„Czarny czwartek” to film o ludziach, tych zaplątanych w wielką historię nieco wbrew swej woli, a także tych, którzy za wszelką cenę chcieli stanąć na świeczniku dziejów. Powraca Chrystusowa przestroga: „Cóż bowiem za korzyść stanowi dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić?” (Mk 8,36). Przeraża zimna bezwzględność partyjnych mafiosów, którą przełamuje jedynie strach o własną skórę. Przeraża kretynizm Gomułki, wzmocniony kompletnym oderwaniem od rzeczywistości. Przeraża napuchnięta gęba Kliszki zadufanego w siebie; przedziwny portret człowieka, który uwierzył w używaną przez siebie frazeologię. Przeraża sadyzm ZOMO-wców, żołnierzy – oprawców, pełnych zupełnie idiotycznej agresji.

A jeszcze większe przerażenie budzi fakt, iż ideologiczni potomkowie (nie chodzi mi tu o ideologię komunistyczną, lecz pewną receptę na życie), a nawet – jak zapewne ma to miejsce w przypadku funkcjonariuszy ówczesnych służb mundurowych – ci sami ludzie, żyją, mają się dobrze i nie pozostali rozliczeni z krwi swych braci.

A ich patroni, piastujący wysokie (łącznie z najwyższym) stanowiska w tym kraju, mocno dzierżą ster władzy – jawnej i ukrytej.

Czyżbyśmy zatracili, jako naród, swoja duszę?

Sprzedawszy godność, honor, za… właśnie, za co?

Wydarzenia grudnia 1970 roku były wstępem do tego, co rozpętało się jedenaście lat później. Słowa filmowego Gomułki, wzywającego towarzyszy do zabijania robotników, ze względu na groźbę interwencji, brzmią proroczo. Z tym, że partyjno-mafijny aktyw nie boi się zniszczenia kraju. Cyrankiewicze, Kliszki i Spychalskie boją się o samych siebie. Czyż podobna motywacja nie legła u podstaw myślenia o stanie wojennym? Jak się dzisiaj okazuje – nielegalnym.

Tych ludzi nikt pewnie już nie rozliczy. Zaraz, inaczej. Rozlicza ich Pan, przed którym w większości już stoją. I nie chciałbym być na ich miejscu… Rozliczy ich historia, jeśli nie zaczną jej pisać koniunkturaliści.

A co z tymi, którzy ginęli – bo chcieli mieć na chleb, bo szli rano do pracy, bo chcieli stanąć w obronie człowieczeństwa. Co z nimi? Ich dzieci mają dziś połowę życia za sobą. Chciałoby sie zapytać – kogo i co wybierają? O co walczą? Co chcą zyskać?

A my? Co zyskujemy? Świat, czy duszę, a wraz z nią człowieczeństwo?

„Czarny Czwartek” trzeba obejrzeć. Nie tylko ze względu na walory artystyczne, na świetne aktorstwo (Pszoniak, Fronczewski, Honzatko), na nienatrętny, zwyczajny patriotyzm – ale może ze względu na pytania, jakie pojawiają się po wyjściu z kina. O co, tak naprawdę, walczę? I żeby jeszcze był to chleb dla rodziny…