Światło życia

Blog ks. Jacka Gomulskiego

Month: Maj 2011 (page 1 of 5)

Święto Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny

Wtorek, 31 V 2011 r.

I CZYTANIE Rz 12, 9-16b
Miłość niech będzie bez obłudy. Miejcie wstręt do złego, podążajcie za dobrem. W miłości braterskiej nawzajem bądźcie życzliwi. W okazywaniu czci jedni drugich wyprzedzajcie. Nie opuszczajcie się w gorliwości. Bądźcie płomiennego ducha. Pełnijcie służbę Panu. Weselcie się nadzieją. W ucisku bądźcie cierpliwi, w modlitwie wytrwali. Zaradzajcie potrzebom świętych. Przestrzegajcie gościnności. Błogosławcie tych, którzy was prześladują. Błogosławcie, a nie złorzeczcie. Weselcie się z tymi, którzy się weselą, płaczcie z tymi, którzy płaczą. Bądźcie zgodni we wzajemnych uczuciach. Nie gońcie za wielkością, lecz niech was pociąga to, co pokorne.
EWANGELIA Łk 1, 39-56
Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w pokoleniu Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała: „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana”. Wtedy Maryja rzekła:
„Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy. Bo wejrzał na uniżenie swojej służebnicy.Oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia.Gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny.Święte jest Jego imię, a Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie nad tymi, co się Go boją.Okazał moc swego ramienia,rozproszył pyszniących się zamysłami serc swoich.Strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych.Głodnych nasycił dobrami, a bogatych z niczym odprawił.Ujął się za swoim sługą, Izraelem, pomny na swe miłosierdzie.Jak przyobiecał naszym ojcom, Abrahamowi i jego potomstwu na wieki”.
Maryja pozostała u niej około trzech miesięcy; potem wróciła do domu.

Ikonograficzny obraz Najświętszej Maryi Panny, jako uduchowionej świątobliwej niewiasty z oczętami skierowanymi w dół (lub w górę, zależnie od inwencji malarza), rączkami pobożnie złożonymi i całą postawą nierzucającej się w oczy osoby, delikatnie mówiąc – może nas wprowadzać w błąd.

Biblijny obraz jest nieco inny. Młodziutka Miriam (jak wynika z dzisiejszej Ewangelii) jest pełna dynamizmu, siły i odwagi wiary. Długa, samotna droga z Nazaretu do Ain Karim, gdzie mieszkała Elżbieta wymagała na pewno siły fizycznej i gotowości znoszenia trudów. Konfrontacja z wizjami, jakie roztaczał Anioł świadczy o odwadze. Hymn, jaki wyśpiewuje Matka Mesjasza, jest dobitnym znakiem jej pobożności – dynamicznej, żywej, a nawet żywiołowej. Chęć niesienia pomocy (ale nie z wiecznym cierpieniem na twarzy, jakie zaobserwować można u co niektórych niewiast poświęconych Panu) potrzebującej starszej kuzynce również świadczy o sile i miłości, oraz prostej, naturalnej dobroci. Cała ta wyprawa ukazuje też wolność Miriam – ona w pełni dysponuje sobą i może dawać innym siebie nic nie tracąc!

Poza naturalną, jak się wydaje, tendencją do „odczłowieczania” postaci Maryi, jest jeszcze skłonność do pewnego „usztywniania” Matki Bożej. Traci Ona wówczas swój autentyzm, zarówno w przeżywanych radościach, jak i w cierpieniu. A przecież, gdy odrobinę mocniej wpatrzymy się w ewangeliczne przekazy, to zobaczymy Jej życie w pełnym blasku promieni galilejskiego słońca! Po zielonych łąkach Galilei i skalistych pagórkach Judei nie kroczyła majestatyczna Dama w koronie i ciężkich szatach, lecz młodziutka dziewczyna – może nieco onieśmielona ogromem łaski, jaki na nią niespodzianie został złożony, ale jednocześnie pełna życia i wolności. Nawiedzenie to swoista manifestacja tych cech. To wulkan szczęścia! To śpiew radości! To wolność w najczystszej postaci!

Maryja modli się chwaląc Boga: nie za czyny przeczytane gdzieś w książce, nie za opowieści przodków – w Jej głosie co rusz pobrzmiewa głębokie doświadczenie. Przecież przed chwilą, na Jej oczach Elżbieta potwierdziła cudowną opowieść Anioła! Przed chwilą dziecię kuzynki, oddało chwałę dziecięciu Maryi! Przed chwilą usłyszała, że jest błogosławiona! Czyż jest większa radość!?

Wolność, radość wiary, zaufanie Bogu, odwaga – gdzie to wszystko u nas? Gdzie smak naszego chrześcijaństwa?

W świecie, który wulgaryzuje każde piękno i niszczy wszelką świeżość (choć nieustannie jej poszukuje) jak mam ocalić w sobie kryształ życia obfitego? Jak zachować skarb radosnej afirmacji życia i ufnego patrzenia w Niebo? Jak nie zbezcześcić prostoty (nie prostactwa, czy głupoty) na miarę Franciszka z Asyżu, cz właśnie Dziewczyny z Nazaretu? Jak ucieszyć się błękitem nieba, kolorami pól, rześkim powietrzem, czy wreszcie możliwością dawania siebie i doświadczeniem miłosnego tchnienia nad swoją głową? Jak odrzucić ciężar beznadziei, miliona samo narzucających się zadań do wykonania, pseudo miłości, czy całego tego niewolnictwa, które dzień za dniem podbija coraz to nowe płaszczyzny życia.

Zamiast radości – orgazm.

Zamiast wolności – odlot.

Zamiast miłości – nienasycone pożądanie.

Oto co mamy na wyciągnięcie ręki…

Jest taki stan, który nazywa się duchowym zaślepieniem. Polega on na usterce rozumu, który swój wysiłek poznawczy zawęża jedynie do pewnego zakresu. Z czasem pole działania staje się coraz bardziej ograniczone. To przerażające, ale (przy odrobinie złej woli, trwaniu w grzechu i odwracaniu się od tego, który jest Prawdą, Dobrem i Pięknem) można kiedyś już nie umieć pojąć wolności i miłości, a pragnienie „życia obfitego” zda się tylko czczą iluzją.

Maryjo, Matko życia, prosta i przeczysta, ocal nas!

Wspomnienie Św. Joanny d’Arc, dziewicy

Poniedziałek, 30 V 2011 r.

I CZYTANIE Dz 16, 11-15
Odbiwszy od lądu w Troadzie popłynęliśmy wprost do Samotraki, a następnego dnia do Neapolu, a stąd do Filippi, głównego miasta tej części Macedonii, które jest rzymską kolonią.
W tym mieście spędziliśmy kilka dni. W szabat wyszliśmy za bramę nad rzekę, gdzie, jak sądziliśmy, było miejsce modlitwy. I usiadłszy rozmawialiśmy z kobietami, które się zeszły. Przysłuchiwała się nam też pewna bojąca się Boga kobieta z miasta Tiatyry imieniem Lidia, która sprzedawała purpurę. Pan otworzył jej serce, tak że uważnie słuchała słów Pawła. Kiedy została ochrzczona razem ze swym domem, poprosiła nas, mówiąc: „Jeżeli uważacie mnie za wierną Panu, to przyjdźcie do mego domu i zamieszkajcie w nim”. I wymogła to na nas.
EWANGELIA J 15, 26 – 16, 4a
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Gdy przyjdzie Pocieszyciel, którego Ja wam poślę od Ojca, Duch Prawdy, który od Ojca pochodzi, On będzie świadczył o Mnie. Ale wy też świadczycie, bo jesteście ze Mną od początku. To wam powiedziałem, abyście się nie załamali w wierze. Wyłączą was z synagogi. Owszem, nadchodzi godzina, w której każdy, kto was zabije, będzie sądził, że oddaje cześć Bogu. Będą tak czynić, bo nie poznali ani Ojca, ani Mnie. Ale powiedziałem wam o tych rzeczach, abyście gdy nadejdzie ich godzina, pamiętali o nich, że Ja wam to powiedziałem”.

Prześladowania zapowiadane przez Jezusa nie są rzeczywistością z dawnych wieków. Nie skończyły się wraz z edyktem mediolańskim, ani z czasami jawnych totalitaryzmów (piszę jawnych, gdyż doskonale wiemy, że istnieją totalitaryzmy zakamuflowane, przed którymi przestrzegał bł. Jan Paweł II) czy dyktatur. Nawet pośród chrześcijan zdarzają się podziały, w których część (najczęściej ta, która dzierży w dłoniach możliwość nacisku, czy zastosowania przymusu) ochrzczonych próbuje zamknąć usta drugiej części, bądź co bardziej gorliwym jednostkom. Synagoga, z której wyłączają (nieustannie jacyś hipotetyczni „oni”) uczniów Pana, co jakiś czas materializuje się w każdej z epok. Zawsze znajdują się ci, którzy sądzą, że gdy usadzą gorliwych głosicieli prawdy to zrobią tym samym przysługę Panu Bogu. Tak było w przypadku Apostołów, tak było z wieloma świętymi, tak było z bł. ks. Jerzym, gzy jego przyjacielem ks. Stanisławem Małkowskim tak jest i teraz w przypadku wielu niepokornych kapłanów. W tym aspekcie studiowanie historii kościoła bywa niezmiernie pouczające…

Tak się składa, że dzisiaj wspominamy (jeśli ktoś w ogóle o tym będzie pamiętał, znaleźć formularz z jej święta jest niezwykle trudno) św. Joannę D’Arc – młodą dziewczynę, pełną wiary i odwagi, która uratowała swoją Ojczyznę.

Popatrzmy, cóż za niepopularna zbitka cech – młoda (choć nie wykształcona, ani nie z wielkiego miasta), wierząca, odważna a do tego patriotka. Ciekawe, że jeszcze feministki nie wzięły jej na swe sztandary, w końcu pasowałoby – dziewczę w zbroi, a za nią grzecznie tysiące mężczyzn wpatrzonych w jej gesty. Tylko ta wiara i patriotyzm jakoś zawadzają. Można też uczynić z niej romantyczną i nieco szaloną acz szlachetną postać – takim tez tropem poszedł Luc Besson w swym filmie.

A jaka była? Prosta, gorliwie wierząca, odważna, i z wielką miłością do swego kraju w sercu. Fakt, że uratowała Francję. Ale jakim kosztem – ktoś by powiedział.

Przypomnijmy sobie: wiosną 1430 r. Joanna wzięła udział w potyczce pod Compiegne. Tam dostała się do niewoli Burgundów, którzy odsprzedali ją za 10000 franków w złocie (co było wówczas ogromną ceną) Anglikom. Ci zaś powołali trybunał kościelny i wytoczyli Joannie proces w Rouen. Nie umiejąc sobie wytłumaczyć jej misji, oskarżono ją o zmowę z diabłem – nie da się ukryć, że z grubszej rury nie można było. Jej wizje, głosy, objawienia uznano za opętanie szatańskie, a użycie zaś przez nią wojskowego stroju męskiego uznano za urągające przyzwoitości chrześcijańskiej. Skazano ją na śmierć pod zarzutem czarów i herezji a objawienia uznano za fałszywe. Święta odwołała się od wyroku inkwizycji do papieża – bezskutecznie. Oddana w ręce władzy świeckiej została skazana i spalona na stosie 30 maja 1431 r.

Dnia 16 maja 1920 roku papież Benedykt XV wyniósł Joannę do chwały świętych…

Może warto więc gorliwie wierzyć, zachować męstwo w sercu i stać na straży tego, co najważniejsze w Ojczyźnie – takim kosztem…

Piątek V tygodnia Okresu Wielkanocnego

Piątek, 27 V 2011 r.

I CZYTANIE Dz 15, 22-31
Po naradzie w Jerozolimie apostołowie i starsi wraz z całym Kościołem postanowili wybrać ludzi przodujących wśród braci: Judę, zwanego Barsabas, i Sylasa, i wysłać do Antiochii razem z Barnabą i Pawłem. Posłali przez nich pismo tej treści:
„Apostołowie i starsi bracia przesyłają pozdrowienie braciom pogańskiego pochodzenia w Antiochii, w Syrii i w Cylicji. Ponieważ dowiedzieliśmy się, że niektórzy bez naszego upoważnienia wyszli od nas i zaniepokoili was naukami, siejąc wam zamęt w duszach, postanowiliśmy jednomyślnie wybrać mężów i wysłać razem z naszymi drogimi: Barnabą i Pawłem, którzy dla imienia Pana naszego Jezusa Chrystusa poświęcili swe życie. Wysyłamy więc Judę i Sylasa, którzy powtórzą wam ustnie to samo. Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty i my, nie nakładać na was żadnego ciężaru oprócz tego, co konieczne. Powstrzymajcie się od ofiar składanych bożkom, od krwi, od tego, co uduszone, i od nierządu. Dobrze uczynicie, jeżeli powstrzymacie się od tego. Bywajcie zdrowi!” Wysłannicy przybyli więc do Antiochii i zwoławszy lud, oddali list. Gdy go przeczytano, ucieszyli się z jego zachęcającej treści.
EWANGELIA J 15, 12-17
Jezus powiedział do swoich uczniów: „To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.
Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili i by owoc wasz trwał – aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go prosicie w imię moje. To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali”.

Jak trudno pojąć, czytając te słowa Ewangelii i mając jednocześnie przed oczami rzeczywistość „Komedii ludzkiej”, że to właśnie miłość jest konstytutywną zasadą życia chrześcijan. Śmiało można by, opierając się na doświadczeniu empirycznym, stawiać na inne sprawy – władzę, konformizm, wyższość i jej pochodne, czy nawet jakieś formy obłudy. A tu – miłość… Co więcej, miłość zakorzeniona w relacji do Niego, miłość będąca zażyłością, ba, nawet przyjaźnią z Bogiem. Gdzie to widać? W kim to widać?

Bogu dzięki, że są święci, którzy podtrzymują w sercach nadzieję na taką miłość. Bogu dzięki za Jana Pawła II, który stał się swoistą ikoną (może nawet ciut popkulturową) miłosierdzia i łaski. Bogu dzięki za Matkę Teresę z Kalkuty, która ukazała swoim życiem konkretny i nawet nieco brutalny przykład takiej miłości, pozbawionej wszelkich ozdobników. Bogu dzięki, bo przecież gdyby nie oni, a być może gdyby tez nie setki anonimowych przyjaciół Jezusa, poukrywanych skrzętnie po kątach współczesności, to stracilibyśmy nadzieję, na miłosierne oblicze chrześcijaństwa… patrząc na samych siebie…

Miłość jako zasada postępowania. Nie na naszą miarę, ale na miarę Jego ofiary z samego siebie.

Tak czynił pierwotny Kościół. Apostołowie i starsi, postawieni wobec pierwszego większego konfliktu pomiędzy uczniami Jezusa nawróconymi z faryzejskiej odmiany judaizmu, a tymi, którzy przedtem pochodzili z pogaństwa, rozstrzygają spór kierując się wielkoduszna miłością. nie gra tam roli ani władza, ani chęć okazania swej wyższości, ani zemsta, ani pogarda dla inaczej myślących. Interwencja Boża w życie Piotra (kiedy to Pan sam musiał mu pokazać, że zbawienie jest także dla pogan) i mocna wiara Jakuba ocaliły Kościół przed podziałem, ukazując potęgę miłości – kierowania się dobrem duszy braci i sióstr. Widocznie trzeba modlić się o boże interwencje, oraz o znaki żywej wiary dla wielu chrześcijan, również tych wysoko postawionych w przeróżnych hierarchiach. Widocznie trzeba wybłagać rozszerzenie serc i dla nas, aby zalśniło to, co niegdyś odróżniało uczniów Jezusa z Nazaretu od innych ludzi – miłość.

Wspomnienie obowiązkowe Najświętszej Maryi Panny Wspomożycielki Wiernych

Wtorek, 24 V 2011 r.

I CZYTANIE Dz 14, 19-28
Do Listry nadeszli Żydzi z Antiochii i z Ikonium. Podburzyli tłum, ukamienowali Pawła i wywlekli go za miasto, sądząc, że nie żyje. Kiedy go jednak otoczyli uczniowie, podniósł się i wszedł do miasta, a następnego dnia udał się razem z Barnabą do Derbe.
W tym mieście głosili Ewangelię i pozyskali wielu uczniów, po czym wrócili do Listry, do Ikonium i do Antiochii, umacniając dusze uczniów, zachęcając do wytrwania w wierze, bo przez wiele ucisków trzeba nam wejść do królestwa Bożego. Kiedy w każdym Kościele wśród modlitw i postów ustanowili im starszych, polecili ich Panu, w którego uwierzyli.
Potem przeszli przez Pizydię i przybyli do Pamfilii. Nauczali w Perge, zeszli do Attalii, a stąd odpłynęli do Antiochii, gdzie za łaską Bożą zostali przeznaczeni do dzieła, które wykonali. Kiedy przybyli i zebrali Kościół, opowiedzieli, jak wiele Bóg przez nich zdziałał i jak otworzył poganom podwoje wiary. I dość długi czas spędzili wśród uczniów.
EWANGELIA J 14, 27-31a
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka. Słyszeliście, że wam powiedziałem: Odchodzę i przyjdę znów do was. Gdybyście Mnie miłowali, rozradowalibyście się, że idę do Ojca, bo Ojciec większy jest ode Mnie.
A teraz powiedziałem wam o tym, zanim to nastąpi, abyście uwierzyli, gdy się to stanie. Już nie będę z wami wiele mówił, nadchodzi bowiem władca tego świata. Nie ma on jednak nic swego we Mnie. Ale niech świat się dowie, że Ja miłuję Ojca i że tak czynię, jak Mi Ojciec nakazał”.

Pokój Pański niech zawsze będzie z wami – słyszysz podczas każdej Mszy św. Słyszysz, ale czy otrzymujesz? Czy widzisz różnicę między świętym spokojem, którego tak często pragniesz, a pokojem, jaki Chrystus chce ci ofiarować? To nie jest pokój tego świata. To nie jest możliwość uwolnienia się od trudu myślenia, odpowiedzialności, czy podejmowania decyzji. Pokój Chrystusa to nie infantylny stan zawieszenia, coś pomiędzy „mam was wszystkich w …”, a „jestem biedny i wszędzie mam pod górkę”.

Pokój Pana przychodzi wraz z odwagą miłości i konsekwentnego zaufania Chrystusowi. Gdy odważysz się na miłość, zgodzisz się na nią, pozwolisz samemu sobie dać się objąć temu, który tak bardzo cię kocha – wówczas doświadczysz tego samego stanu, jaki był twoim udziałem przez najpiękniejsze dziewięć miesięcy w Twoim życiu. Ale to nie tylko stan emocjonalny, ów pokój jest dogłębną, autentyczną świadomością, że jestem w rękach, które mnie stworzyły, mnie znają, i chcą prowadzić „przez ciemna dolinę”. Jak Pawła w Dziejach. Jak tysiące świętych. Jak ciebie niegdyś, bo może już dane ci było skosztować tej łaski.

Pokój Pański niech zawsze będzie z wami – proś dziś podczas Mszy o ten dar. Ale tak prawdziwie zapragnij go. Jako remedium na ucieczkowe chęci świętego spokoju. Jako znak miłości do innych. Bo przecież, jeśli chcesz na serio przekazywać ów znak pokoju braciom, to musisz podjąć decyzję przekraczania siebie i swoich ucieczek. Nie jako zadanie. Zawsze jako próbę podzielenia się z innymi darem otrzymanym od Pana.

Poniedziałek V tygodnia Okresu Wielkanocnego

Poniedziałek, 23 V 2011 r.

I CZYTANIE Dz 14, 5-18
Gdy Paweł i Barnaba dowiedzieli się w Ikonium, że poganie i Żydzi wraz ze swymi władzami zamierzają ich znieważyć i ukamienować, uciekli do miast Likaonii: do Listry i Derbe oraz w ich okolice, i tam głosili Ewangelię.
W Listrze mieszkał pewien człowiek o bezwładnych nogach, kaleka od urodzenia, który nigdy nie chodził. Słuchał on przemówienia Pawła; ten spojrzał na niego uważnie i widząc, że ma wiarę potrzebną do uzdrowienia, zawołał głośno: „Stań prosto na nogach!” A on zerwał się i zaczął chodzić.
Na widok tego, co uczynił Paweł, tłumy zaczęły wołać po likaońsku: „Bogowie przybrali postać ludzi i zstąpili do nas!” Barnabę nazywali Zeusem, a Pawła Hermesem, gdyż głównie on przemawiał. A kapłan Zeusa, który miał świątynię przed miastem, przywiódł przed bramę woły i przyniósł wieńce i chciał razem z tłumem złożyć ofiarę.
Na wieść o tym apostołowie Barnaba i Paweł rozdarli swe szaty i rzucili się w tłum, krzycząc: „Ludzie, dlaczego to robicie! My także jesteśmy ludźmi, podobnie jak wy podlegamy cierpieniom. Nauczamy was, abyście odwrócili się od tych marności do Boga żywego, który stworzył niebo i ziemię, i morze, i wszystko, co w nich się znajduje. Pozwolił On w dawnych czasach, że każdy naród chodził własnymi drogami, ale nie przestawał dawać o sobie świadectwa czyniąc dobrze. Zsyłał wam deszcz z nieba i urodzajne lata, karmił was i radością napełniał wasze serca”. Tymi słowami ledwie powstrzymali tłumy od złożenia im ofiary.
EWANGELIA J 14, 21-26
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie”. Rzekł do Niego Juda, ale nie Iskariota: „Panie, cóż się stało, że nam się masz objawić, a nie światu?”
W odpowiedzi rzekł do niego Jezus: „Jeśli mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy w nim przebywać. Kto Mnie nie miłuje, ten nie zachowuje słów moich. A nauka, którą słyszycie, nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca.
To wam powiedziałem przebywając wśród was. A Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem”.

Ludzie, czemu to robicie! – chciałoby się wołać w ślad za Barnabą i Pawłem, widząc na totalne wyrzeczenie się rozumu przez większość współczesnych bliźnich. To już nie tylko oddawanie czci ptaszkom, drzewkom, czy nawet ludziom. Przecież człowiek dzisiejszy w ślepym pragnieniu odnalezienia religii łatwej lekkiej i przyjemnej staje na głowie ulegając najbardziej bez-rozumnym formom naturalnej religijności. Amulety, horoskopy, kulty starosłowiańskie, magia, prądy, eony, aury, a do tego niemalże święte pieski i kotki, oraz cały zastęp pomniejszych bóstw cywilizacji postindustrialnej.

Słusznie głosi stare porzekadło, że jak Pan chce kogoś pokarać to mu rozum odbiera. Bo gdzie jest rozsądek? Gdzie „ratio”? Gzie namysł nad rzeczywistością? A przecież wyznawcy New Age’owych iluzji to często ci sami, którzy zachwyca się każdym wystąpieniem takiego np. Richarda Dawkinsa, czy innych apostołów ateizmu!

Czemu to robicie? czemu mając drogę ku prawdziwej miłości, będącej darem z siebie, wybieracie pseudo religijność? Czemu uczuciowość we wszelkiej postaci i jakiś wirtualizm zabija naturalną zdolność rozumu w odnajdywaniu dobra?

A może to dla tego, że nie my, mieniący się uczniami Jezusa z Nazaretu, nie chcemy dać samych siebie, nie chcemy świadczyć, nie chcemy być radykalni…

Older posts

© 2018 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑