Światło życia

Blog ks. Jacka Gomulskiego

Dzień: 15 lutego 2019

Na kolanach.

Następnie wyszedł i udał się według zwyczaju na Górę Oliwną; uczniowie też poszli z Nim. Gdy znaleźli się na miejscu, powiedział do nich: Módlcie się, aby nie ulec próbie (pokuszeniu).

A sam oddalił się od nich, jakby na rzut kamieniem, upadł na kolana i zaczął się modlić słowami: Ojcze, jeśli chcesz, oddal ten kielich ode Mnie; jednak nie moja wola, ale Twoja niech się dzieje.

Wtedy ukazał Mu się anioł z nieba wzmacniając Go. I pogrążony w boju jeszcze usilniej się modlił; i stał się Jego pot jak krople krwi, spadające na ziemię.

Gdy wstał od modlitwy i przyszedł do uczniów, zastał ich śpiących ze smutku. Wówczas powiedział do nich: Dlaczego śpicie? Wstańcie i módlcie się, abyście nie ulegli próbie. (Łk 22,39-46)

Punktem wyjścia tej perykopy jest Jezusowe wezwanie do modlitwy, skierowane do uczniów i opatrzone wyjaśnieniem: “aby nie ulec próbie”. Noc poprzedzającą swoją Paschę Pan przeznacza na modlitwę i zaprasza do tego także swych uczniów. Zaprasza ich tak naprawdę do wewnętrznego życia Boga, jakim tajemnicze spotkanie Syna z Ojcem w Duchu św. Musimy pamiętać, że uczniowie znali wartość owego zaproszenia, wiedzieli, że modlitwa do której zaprasza Pan odsłania przed nimi prawdę o Jego bóstwie oraz jedności z Ojcem. Poznali przemienione Oblicze Jezusa na górze Tabor. Być może teraz Mistrz chciał odsłonić im inny wymiar swego misterium – pokryte krwią Oblicze Syna Człowieczego. Być może – uczyńmy także i to przypuszczenie – gdyby nie ich ucieczka w sen, to pojmanie Jezusa i Jego Męka nie wywołałyby takiej fali strachu… Ucieczka w sen zaowocowała ucieczką od Pana.

Chrystus wyjaśnia, że modlitwa w tej konkretnej sytuacji jest niezbędnym umocnieniem, przeprowadzającym zwycięsko przez próbę, której elementem jest także pokusa ucieczki. Można potraktować to zaproszenie – kierowane przecież także do nas – jako zachętę do wejścia nie tylko w fakt modlitwy, ale także jej rodzaj. A jest to modlitwa absolutnego uniżenia i poddania swej siły mocy Ojca Niebieskiego. Chrystus – jak to zanotował św. Łukasz – “upadł na kolana i zaczął się modlić”.

Na marginesie warto odnotować uprzednią rolę gestu modlitewnego wobec aktu modlitwy. Najpierw Jezus “upadł na kolana” a potem “zaczął się modlić”. Chociaż pozostali synoptycy nie wspominają o “padaniu na kolana” ale o “padaniu na twarz” (co zresztą się nie wyklucza, podkreśla jedynie uniżoność postawy wchodzącego w mękę Jezusa) to zachowują ów porządek gestu i modlitwy. Warto pamiętać, że gest może niejako “nieść” modlitwę, czy też ją uprzedzać.

Kard. Ratzinger, omawiając znaczenie postawy klęczącej w liturgii, stwierdza w “Duchu liturgii”:

Hebrajczycy uważali kolana za symbol siły; zgięcie kolan jest zatem ugięciem naszej siły przed żywym Bogiem, uznaniem tego, że wszystko, czym jesteśmy, od Niego pochodzi.

Chrystus, poprzez swoje ogołocenie i uniżenie, oraz podkreślenie swej zależności od woli Ojca, daje wzór autentycznego oddania Bogu, autentycznej adoracji Wszechmogącego, autentycznego poddania się Bożej Opatrzności. W tym kontekście Ratzinger odnosi się do Hymnu o kenozie Chrystusa z pawłowego listu do Filipian. Pisze:

Hymn kreśli postać Chrystusa, przeciwstawiając Go pierwszemu Adamowi: podczas gdy ten ostatni samowolnie chciał być równy Bogu, Chrystus, „istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem”, lecz uniżył się aż do śmierci krzyżowej. Właśnie ta pokora, która pochodzi z miłości, jest tym, co prawdziwie Boskie i co daje Mu „imię ponad wszelkie imię”, „aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych”. Hymn Kościoła apostolskiego podejmuje tu wspomniane słowa obietnicy z Księgi Izajasza: „Przysięgam na siebie samego, z moich ust wychodzi sprawiedliwość, słowo nieodwołalne. Tak, przede Mną zegnie się każde kolano” (Iz 45, 23).

Naśladować Chrystusa w Jego uniżeniu to wejść w tę postawę, którą uosabia klęczący Sługa Pański w Ogrodzie Oliwnym. Niestety, ci, którzy mieli być Jego naśladowcami, spali. Zamiast uniżenia i skupienia się na Bogu wybrali skupienia na sobie. A przecież każda modlitwa, a zwłaszcza adoracja jest zaproszeniem do zapomnienia o sobie. Lęk lub niepewność wobec Tajemnicy objawionej podczas Ostatniej Wieczerzy napełniły serca apostołów znużeniem. Uciekli w siebie, w tę ukrytą część swoich serc, która staje się (pozornym) schronieniem ludzi skupionych na swoim trudzie. Można powiedzieć, że w pewien sposób adorowali samych siebie, swoje zmory i obawy do tego stopnia, że zapadli w sen. Tymczasem Pan potrzebował ich obecności. Jego trud i ból kolan przyzywał ich trudu, ale nie znalazłszy go, jeszcze bardziej zasmucił boskie serce.

Zauważmy, że Chrystusowa postawa uniżenia spotyka się z reakcją Ojca. Posyła On anioła, który wzmacnia Jezusa. Jak? Łukasz używa tu słowa, które pojawia się w jego pismach jeszcze w opisie nawrócenia św. Pawła. Ochrzczony i na nowo widzący Szaweł, przebywając w Damaszku otrzymuje pożywienie, które go wzmacnia. Możemy domyślać się w tym dodającym sił posiłku Eucharystii. Przypomina się Jezusowe zdanie, jakie wypowiedział do uczniów po spotkaniu z Samarytanką:

Ja mam do jedzenia pokarm, którego wy nie znacie. (J 4,32)

Czyż więc nie wolno nam utożsamić adorowanego i przyjmowanego w Komunii Chleba z wolą Ojca, która jednocześnie jest zadaniem i darem dodającym sił do wykonania owego zadania?

Mamy więc dwie postawy wobec trudności, wobec ofiary – adorację siebie prowadzącą do ucieczki w odrealnienie oraz pełną pokory (symbolizowanej przez ugięte kolana) adorację woli bożej, ucieleśnionej w Eucharystii.


W co uciekasz wobec trudności? Na czym polega twój sen, odrealnienie, próba zapomnienia o trudzie?

Czy zdarzyło Ci się, że przeżywane trudności zamieniłeś w modlitwę?

W jaki sposób i przed kim “zginasz kolana”, czyli ulegasz? Przed Bogiem? Przed drugim człowiekiem? Ze strachu, czy z przekonania o czyjeś miłości lub wypowiedzianej prawdzie?

Pokarm mizerny.

Tłum pospolitego ludu, który był wśród nich, ogarnęła żądza. Izraelici również zaczęli płakać, mówiąc: «Któż nam da mięsa, abyśmy jedli? Wspominamy ryby, któreśmy darmo jedli w Egipcie, ogórki, melony, pory, cebulę i czosnek. Tymczasem tu giniemy, pozbawieni tego wszystkiego. Oczy nasze nie widzą nic poza manną». (Lb 11,4-6)

Od góry Hor szli w kierunku Morza Czerwonego, aby obejść ziemię Edom; podczas drogi jednak lud stracił cierpliwość. I zaczęli mówić przeciw Bogu i Mojżeszowi: «Czemu wyprowadziliście nas z Egiptu, byśmy tu na pustyni pomarli? Nie ma chleba ani wody, a uprzykrzył się nam już ten pokarm mizerny».

Zesłał więc Pan na lud węże o jadzie palącym, które kąsały ludzi, tak że wielka liczba Izraelitów zmarła. Przybyli więc ludzie do Mojżesza mówiąc: «Zgrzeszyliśmy, szemrząc przeciw Panu i przeciwko tobie. Wstaw się za nami do Pana, aby oddalił od nas węże». I wstawił się Mojżesz za ludem. Wtedy rzekł Pan do Mojżesza: «Sporządź węża i umieść go na wysokim palu; wtedy każdy ukąszony, jeśli tylko spojrzy na niego, zostanie przy życiu».

Sporządził więc Mojżesz węża miedzianego i umieścił go na wysokim palu. I rzeczywiście, jeśli kogo wąż ukąsił, a ukąszony spojrzał na węża miedzianego, zostawał przy życiu. (Lb 21,4-9)

Użyte w tekście 21 rozdziału księgi Liczb sformułowanie “pokarm mizerny” można przetłumaczyć, jako „pokarm nieznaczny”, „upokorzony”, „zlekceważony”, a nawet „przeklinany”. Czyż nie odpowiada to częstemu stosunkowi do Eucharystii, do tej niezwykłej Obecności Pana? Czy nie tracimy cierpliwości wobec Jego tajemniczego spokoju, jaki emanuje z adorowanej Hostii? Czy nie wydaje się ona zbyt marnym lekarstwem na bóle naszej duszy, a zwłaszcza na nasze nienasycone głody? Na silne oceny siebie oraz innych? Na rozbuchane apetyty? Na gargantuiczną chęć pożarcia całego świata doznań – węchem, słuchem, smakiem, a zwłaszcza dotykiem i wzrokiem? Człowiek przeżarty niczym nie skrępowaną pożądliwością może trwać w pogardzie wobec prawdziwego “chleba niebiańskiego”, nawet jeśli go przyjmuje…

O. Augustyn Pelanowski OSPPE komentując fragment Księgi Liczb mówiący o mannie zauważył:

W drugim tekście jest mowa o żądzy mięsa. Tak, wzgarda Eucharystii jest zawsze podyktowana żądzą ciała, żądzą mięsa, podobnie jak Eucharystia sprawia, że gardzimy żądzą, gardzimy grzechem. (…) Tymczasem dla wielu z nas manna eucharystyczna nie wystarcza, tęsknimy za mięsem Egiptu. Pragniemy zabawy, zapachu restauracji i tytoniu, potoków alkoholu, podniecającej muzyki, dobrego jedzenia, głupich rozmów, pragniemy wolności od starania się o prawdziwą miłość Boga, swobody, kłębowiska pieniędzy szeleszczących niczym węże w naszych kieszeniach, forsowania wszędzie własnej woli, kolorowych filmów akcji i paprykowych chipsów, golonki, makaronu, niedosmażonych steków. Wszystkiego tego bardziej niż Jezusa.

Tym, którzy nie chcą odnaleźć w “mizernym pokarmie” Obecności Pańskiej i uparcie chcą posługiwać się jedynie kategoriami ciała, za nim tęskniąc i jego pragnąc, Bóg dotyka ich ciał – zsyła “węże o jadzie palącym”. Odtąd jeszcze bardziej nabiera znaczenia dla nich kwestia przyniesienia ulgi ciału, które boli i piecze.

Jeśli bowiem nie boli wzgardzone Ciało Pana, to musi boleć ciało własne, zanurzone w jadzie wężowym…

Jeśli nie boli lekceważenie Obecności, to musi zaboleć poczucie wyobcowania i samotności związane z każdą choroba ciała lub duszy…

To, co czyni Mojżesz jest zapowiedzią zarówno wywyższonego i umęczonego Ciała Pańskiego na Golgocie, jak i tego, co dzieje się na niezliczonych adoracjach uwielbionego Ciała Eucharystycznego. Uzdrowienie z palącego jadu ma się dokonać poprzez spojrzenie na wywyższonego węża z miedzi. Zadziwiać musi w tym miejscu uniżenie Syna Bożego, który używa niezwykłych znaków, aby zapowiedzieć dzieło, jakiego ma dokonać na ziemi. Wąż jest znanym symbolem księcia ciemności, a oto Pan Światłości używa tego symbolu, aby ukazać swój przyszły tryumf. Szatan nie jest bowiem dla Boga równorzędnym przeciwnikiem, a walka jaka się dokonuje nie jest gnostycką wizją walki dwóch równych sobie bóstw dobra i zła. Bóg może się posłużyć wszystkim i z każdego zła wyprowadzić dobro. Wąż zostanie zdeptany a bramy piekła połamane, kiedy to Pan zstąpi do Otchłani ogłosić, że panowanie śmierci i grzechu ustaje.

Spojrzenie na miedzianego węża uzdrawiało. Nie chodzi tu jednak o jakieś przypadkowe spojrzenie, o zerknięcie, czy o zupełne bezmyślne gapienie się. W tekście jest użyte sformułowanie „zobaczyć spojrzeniem”, co oznacza spojrzenie pełne skupienia, intensywne wpatrywanie się. Żydowski komentator zauważa, że przy takim patrzeniu ważna jest „kawana”, czyli intencja, cel patrzącego, jego koncentracja. Podkreśla to wagę skupienia adorującego, ale jednocześnie każe zastanowić się, czy aby adoracja nie działa w dwie strony? Kto bowiem jest w stanie osiągnąć w sposób doskonalszy ową „kawana” – człowiek czy Bóg? Wpatrując się w Jego uwielbione Ciało, jednocześnie pamiętaj, że o wiele bardziej sam Stwórca intensywnie wpatruje się w ciebie – w twoje ciało, duszę, myśli, czyny, słowa i uczucia. W ciebie całego. I nigdy nie ma dość… I nie jest to spojrzenie złośliwego oskarżyciela…

Izraelici musieli wpatrywać się intensywnie w miedzianego węża, ów znak będący odwróceniem tego, co przyniosło im ból. Musieli niejako odwrócić jakość swego spojrzenia. Dotąd wpatrywali się intensywnie, oczami swych wspomnień i rozbudzonych pragnień, w egipskie przysmaki – mięso, ryby, ogórki, melony… Nie chcieli natomiast wpatrywać się w mannę. Wpatrywali się w swoje nienasycenie co najwyżej wylewając swoje żale przed innymi. Nie chcieli wpatrywać się w niewidzialnego Pana, który zaznaczył swą obecność w ich losach poprzez niezwykłe cuda.

A przecież patrząc na uwielbione Ciało Syna Bożego, na ten “mizerny” kawałek chleba, widzisz żywy i skuteczny znak największego tryumfu! Co więcej, Bóg nie tylko pokonał zło, ale także pozostawił tobie, osadzonemu w czasie, siebie samego. Adorując go, patrząc na Niego, poddając mu swoje rany wywołane wężowym jadem, zapraszając do swoich otchłani, jednocześnie uznajesz niewypowiedzianą Miłość, która zaprasza do dziękczynienia.

W czym może wyrażać się twoja niechęć (może posunięta aż do wzgardy) wobec Eucharystii, zarówno przyjmowanej jak i adorowanej?

Jak odpowiadasz Panu na Jego pełne miłości ogołocenie, którego szczególnym znakiem jest Eucharystia?

Czy zapraszasz Pana do swoich otchłani? W jaki sposób to się dzieje?

© 2019 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑