Światło życia

Blog ks. Jacka Gomulskiego

Dzień: 17 lutego 2019

Rozpoznać Bożą chwałę.

Żyć adoracją to przeżywać dzień ze stałą świadomością Jego obecności. I nie chodzi tu o przerażającą myśl o strasznym Bogu, który śledzi każdy mój krok, aby sprawdzić na ile przestrzegam Jego zasad i powinności, ale o pokorną obecność Baranka, który mi się ofiarowuje i chce we mnie i przeze mnie uświęcać czas i przestrzeń. Przeżywając codzienność w ten sposób nauczę się życia będącego jednocześnie chwałą Boga. Miejscem, w którym uczę się takiego stylu życia jest adoracja. Tam poznaję uniżenie Boga i Jego pokorę. Tam rozpoznaję, jak cierpliwie Pan czeka na mnie. Tam rozpoznaję wierność, jaką Pan ma wobec obietnic jakich udzielił. Tam uczę się ciszy i pokornego czekania na Jego łaskę. Tam wreszcie, poznawszy – w przejawach Jego działania, zapisanych w historii, zarówno świata, jak i mojej osobistej –  jak dobry jest mój Bóg, mogę dojść do prawdziwej i autentycznej radości i uwielbienia.

To wszystko zawiera w sobie pieśń, jaką wyśpiewała Najświętsza Maryja Panna przyjąwszy słowo Archanioła i prorockie słowo św. Elżbiety. Gabriel odsłonił przed Maryją zamysł Boży, jako pokorną propozycję Najwyższego, Elżbieta zaś potwierdziła szczególne wybranie Maryi oraz słuszność drogi, jaką postępowała Ta, która “uwierzyła w spełnienie słów powiedzianych od Pana” – drogi ufności i zawierzenia.

I rzekła Maryja: Uwielbia dusza moja Pana.

Duch mój weselem się napełnił dzięki Bogu, mojemu Zbawicielowi, że spojrzał na taką małość swojej służebnicy.

Bo oto odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia, że mnie On, Możny, tak wielkie rzeczy uczynił. Święte Jego imię!

Jego miłosierdzie przez pokolenia i pokolenia dla żyjących w Jego bojaźni.

Okazał w dziełach moc swojego ramienia, rozproszył unoszących się pychą w myślach serc swoich.

Strącił możnych ze stołków, a małych uczynił wielkimi.

Cierpiących głód napełnił dobrami, a bogatych z gołymi rękami odprawił.

Ujął się za Izraelem, swoim sługą, aby pamiętano o Jego miłosierdziu,

jak powiedział do naszych przodków: Abrahamowi i jego potomstwu na wieki. (Łk 1,46-55)

Dietrich von Hildebrand napisał:

Bóg musi się objawić naszemu duchowi w swej nieskończonej chwale, a my musimy na nią odpowiedzieć w świętej radości i miłującym uwielbieniu. (…) Cieszymy się z tego, że istnieje prawda, że istnieje ten oto dobry, szlachetny człowiek, że jest coś takiego jak niebo usiane gwiazdami czy wspaniałe dzieło sztuki. Tu wszakże chodzi o radość z tego, że to, co ma byt absolutny, jest nieskończenie doskonałe i że to coś nieskończenie wspaniałe jest Osobą. Jakież nieskończone wzmożenie rzeczywistości dobra zawiera się w fakcie, że summum bonum, najwyższe dobro, nie jest niemym, nieosobowym bytem, jakąś ideą czy zasadą jedynie, lecz Osobą, która mówi do nas: “Ego sum qui sum”- “Jestem, który jestem”, Osobą absolutną, w której spełnia się kwintesencją wszelkich wartości, która nas stworzyła i utrzymuje przy istnieniu, która nas tak ogarnia i posiada, jak to może czynić tylko osoba. Chwała Boga musi ugodzić nas w serce, a my w wielbiącej miłości musimy paść na kolana i całkowicie oddać się Bogu. Musimy udzielić owej czystej odpowiedzi, w której punkt ciężkości przenosimy z siebie na Boga, tak że chwała Boża sama w sobie jest źródłem najczystszej radości. “Deus meus et omnia” – “Bóg mój i wszystko” (św. Franciszek z Asyżu).

Do poznania chwały Bożej i odpowiedzi na nią musi jednak dojść drugi element: konfrontacja naszej własnej osoby z Bogiem. W obliczu Boga uświadamiamy sobie naszą grzeszność i nicość. Mówimy ze św. Franciszkiem: “Kim Ty jesteś, a kim ja jestem?”. (…) Jeśli tkwimy w pysznej, ślepej na wartości postawie, która szuka zadowolenia tylko we własnej chwale, zaś absolutnej chwale wartości przeciwstawia bezsilną niechęć, to żadne objawienie Bożej chwały nic nam nie pomoże. Zamiast radosnego oddania się Bogu wywoła ono pełen pychy gest Lucyfera, który chciałby Boga zdetronizować.

Maryja jest pełna radości z powodu Bożego działania. Jej przekonanie o dobroci Boga wiernego swym zapewnieniom, o Jego sprawiedliwości o miłosierdziu, o “wywyższeniu pokornych” obficie wypełnia serce Maryi. To samo serce, pod którym spoczywa Syn Boży – żywy dowód bożej litości nad słabym człowiekiem.

Jeśli adoracja ma stać się uwielbieniem – a więc już nie modlitwą przebłagania, prośby czy nawet słuchania – musi być zakotwiczona w bożym działaniu a następnie zostać przełożona na dziękczynienie. W uwielbieniu bezradność grzesznika przemienia się w radość z obdarowania. W doświadczenie – przede wszystkim intelektualne, poznawcze – Daru, w którym człowiek rozpoznaje swoje “nic” ale od razu widzi, że jest ono wypełnione niewyobrażalną Łaską. Może przydarzyło Ci się to doświadczenie po jakiejś spowiedzi. Przystępując do niej otaczała cię beznadzieja i rezygnacja, ale otrzymane przebaczenie przyniosło myśl o niepojętej Miłości, tak potężnej i absolutnej, że przekraczającej zdolność ludzkiego kochania i pojmowania! I nie chodzi tu o rodzaj sentymentu czy afektu, nie! Chodzi o czyste rozpoznanie takiej bezinteresownej afirmacji, do której nikt z nas nie jest zdolny. Co więcej owe afirmujące przyjęcie proszącego o przebaczenie grzesznika nie zatrzymuje się na samym akcie przebaczenia, nie, ono biegnie dalej i wyraża się w nieustannym podtrzymywaniu słabego człowieka w przeróżnych przejawach jego życia. Podtrzymywaniu tym skuteczniejszym i pełniejszym o ile człowiek wchodzi w boży zamysł i realizuje boży plan.

Odkrycie, a może raczej odkrywanie, dobroci Boga działającego, musi prowadzić do zachwytu nad Bogiem i do pragnienia powiększania Jego chwały.

Medytując hymn Maryi widzimy Jej zmysł realizmu. To wyczucie rzeczywistości nie prowadzi jednak do narzekania, lęku o siebie czy przyszłość, rozpaczy, depresji, ospałości, ani do ucieczki od planu bożego. Maryja w swojej małości a także w przejawach mocy (“strącił z tronu możnych”) widzi działanie Łaski, Opatrzność, czyli dobroć Boga! Można zadać sobie pytanie, czemu zmysł realizmu, którym się szczycimy, nas prowadzi do czegoś wręcz przeciwnego? Maryja poznaje świat przez pryzmat Boga, my zaś poznajemy świat przez pryzmat samych siebie skupiając się na naszej bezradności.


Czy dostrzegasz dobroć Boga w swoim życiu i w życiu oddanych i ludzi?

Czy dziękujesz Bogu za Jego dobroć? Czy napełnia cię ona radością? Jeśli nie to co cię cieszy?

Co robisz, aby przeżywać dzień “w obecności Pana”, czyli ze świadomością, że On jest, chce ci towarzyszyć i przez ciebie czynić “wielkie rzeczy”?

U stóp Pana.

Podczas ich drogi wstąpił do pewnej wsi a kobieta imieniem Marta przyjęła Go w swym domu. Miała siostrę imieniem Maria. Ta przysiadłszy u stóp Jezusa i słuchała Jego słowa. Marta natomiast wciąż była pochłonięta licznymi posługami. Przystanąwszy powiedziała: „Panie, nic Cię to nie obchodzi, że moja siostra zostawiła mnie samą przy obsłudze? Powiedz jej, aby mi pomogła”. Pan rzekł jej na to: „Marto, Marto, martwisz się i jesteś zakłopotana o tak wiele, a tylko jedno jest potrzebne. Maria wybrała dobrą cząstkę i nie zostanie jej ona zabrana”. (Łk 10,38-42)

Wprawdzie w powyższym fragmencie biblijnym nie występuje żaden z greckich wyrazów odnoszących się wprost do pojęcia adoracji, to jednak pamiętajmy, że postawa zasłuchania wiąże się z postawą zapatrzenia. Wspólnym ich mianownikiem będzie pełne szacunku i czci uczniowskie trwanie w obecności Pańskiej. Dodajmy, że owo trwanie musi być nacechowane miłością i oddaniem. To wszystko wyraża postawa Marii opisana w wersie 39.

Choć Maria raczej słucha Jezusa, to jednak trudno oddzielić je bycie u Jego stóp od wpatrywania się w Jego oblicze. Kard. Ratzinger pisząc o tym cytuje fragment Listu do Hebrajczyków:

Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala (Hbr 12, 2; por. 3, 1).

„Wzrok utkwiony w Jezusie” stał się hasłem Ojców pustyni, którzy w ten sposób na nowo podjęli starotestamentowy motyw „poszukiwania Jego oblicza”. Modlący spogląda na Tego, który jest ponad nim i który wychodzi mu naprzeciw; na Tego, któremu sam próbuje wyjść naprzeciw poprzez modlitewne spojrzenie, aby dojść do jedności z Nim.

Pomedytujmy nad sceną z Betaniii. Przychodząc na adorację zapraszam Pana do siebie, do swoich spraw, trosk i radości. Nie muszę zbyt wiele Mu mówić, aby trwać w świadomości, że On jest u mnie jak u siebie. To podkreślenie, że Jezus jest przyjęty i naucza w domu Marty jest znamienne. Najczęściej przecież nauczał w synagogach bądź a otwartych przestrzeniach, tu jednak wybiera dom. O ile dom Piotra, w którym także Pan nauczał jest znakiem całego Kościoła, o tyle dom Łazarzowych sióstr jest typem pojedynczego ucznia, w którego wnętrzu może trwać obecność Pana – żywego i wypowiadającego swe Słowo. Jest ona możliwa tylko dzięki darowi Eucharystii. Warto jeszcze wspomnieć, że imię owej niewiasty, która przyjęła Pana można przetłumaczyć, jako “gospodyni, pani domu”. Przyjmując Pana Wszechświata pani domu nie rozpoznała swego miejsca. Ubiegła ją w tym jej siostra.

Maria odnajduje swoje miejsce przy Jezusie, a nie w kuchni, czy innych czynnościach służebnych, mimo, że zgodnie z obowiązującym zwyczajem, nie powinna siedzieć w gronie męskim, zwłaszcza w pewnej bliskości mężczyzny. Łamie więc pewien zwyczaj, gdyż wartością najwyższą jest dla niej Jezus, Jego Słowo i Jego obecność. Owo podkreślenie stóp Jezusa, czyli Jego Ciała, przypomina nam o Obecności Eucharystycznej. Postawa siedząca Marii zaś podkreśla jej rolę jako autentycznej uczennicy, gdyż taka właśnie postawa cechowała uczniów ówczesnych rabinów. Oznaczało to nie tylko zasłuchanie i pokorną uległość wobec mądrości mistrza, ale także przyjmowanie i gotowość wypełnienia usłyszanych nauk. Marta więc przyjęła Pana do domu, ale nie uczyniła Go panem domu podczas gdy Maria przyjmuje to, co Jezus ze sobą przynosi – Jego Słowo.

Opisując postawę Marii św. Łukasz używa sformułowania, które można przetłumaczyć jako zasłuchanie z uwagą, słuchanie ze skupieniem, wsłuchiwanie się”. Podobnie jak to miało miejsce w przypadku opisu spoglądania na miedzianego węża, tak i tutaj cała uwaga patrzącego – w tym przypadku słuchającego jest skupiona na obiekcie adoracji, czyli tak naprawdę na Bogu. Ilekroć św. Łukasz używa zwrotu “słuchać słowa” (ακουειν tον λογον – akouein ton logon) to jednocześnie zwraca uwagę na pewną relację bliskości czy wręcz nowego rodzaju pokrewieństwa między słuchającym a Jezusem. Adoracja i kontemplacja wymaga pewnego intensywnego wysiłku duchowego, który przejawia się nie tyle w intensywności skupienia co w natężeniu pragnienia.

Są różne rozumienia postawy Marty. Według jednego z kluczy interpretacyjnych jest ona skupiona na sobie, na swoich sprawach i troskach, nawet jeśli wynikają one ze szczerej potrzeby gościnności. Można bowiem chcąc autentycznie czynić dobro przeakcentować własne starania zapominając o napomnieniu Pańskim:

Dość ma dzień swojej biedy. (Mt 6, 34)

Maria kontemplując Słowo Jezusa i adorując Jego obecność nie troszczy się zbyt wiele o jutro, przeciwnie, zdaje się wszystkie swoje troski składać u stóp Mistrza.

Inny sposób rozumienia roli Marty i lekcji, jaką ona nam zostawia wiąże się z greckim rzeczownikiem jakim Łukasz opisuje działania Marty – diakonian (διακονιαν), oraz czasownikiem diakonein (διακονειν). Choć w klasycznej grece oba te wyrazy oznaczają służbę najniższą i pogardzaną, to w dziele Łukasz i w listach Pawłowych ma on najczęściej znaczenie przenośne i może oznaczać też “służbę Bożą”. Czyżby więc historia o dwóch siostrach była przestrogą przed zbytnią aktywnością czynioną kosztem kontemplacji i adoracji?

Maria wie, że tym który naprawdę głosi Słowo jest Chrystus, wie także, że wejście w Jego działanie, czyli służba Słowu (o sługach Słowa pisze Łukasz w prologu do swej Ewangelii) jest pełna o ile zakotwicza się w słuchaniu samego Pana. Troski Marty są troskami osoby bardziej przejętej jakimś dobrym dziełem czy dobrym działaniem aniżeli wsłuchaniem i rozeznanie tego, co Pan ma do powiedzenia. Chrystus nie potępia trosk Marty, ale ukazuje ich dopełnienie, a nawet wtórność wobec postawy Marii.

Czym jest dla mnie słuchanie Pana? Czy czytam Pismo św.? Jak często?

Czy podczas adoracji zdarza się, że porusza mnie i powraca do mnie jakieś zdanie z Pisma św. bądź konferencji czy homilii?

Czy jest jakieś Słowo, które szczególnie poruszyło mnie podczas tych rekolekcji?

© 2019 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑