A gdy zostali nakarmieni, powiedział do swoich uczniów: Zbierzcie pozostałe kawałki (κλασματα – klasmata), aby się nic nie zmarnowało! Zebrali więc i kawałkami (κλασματων – klasmaton) pięciu jęczmiennych chlebów, pozostałymi po jedzących, napełnili dwanaście koszy. (J 6,12-13)

Nie przeczę, zainspirował mnie (nie po raz pierwszy i nie ostatni) O. Pelanowski poniższym wyznaniem:

Zawsze mnie to wzrusza, gdy czytam jak Jezus nakazuje uczniom zebrać ułomki.

A potem rozwija swą myśl:

Zbywające ułomki chleba, zebrane do dwunastu koszów wydają się być obrazem odrzuconych i niepotrzebnych nikomu ludzi, odnajdujących jednak swoje miejsce we wspólnotach Kościoła symbolicznie zilustrowanych przez owe kosze. Wyobrażam sobie te resztki z chlebów leżące na trawie, odrzucone, wyplute, nie nadające się do spożycia, nie nadające się do niczego Apostołowie zbierają je troskliwie i umieszczają w koszach.

Ułomki. Restki. Połamane, a nawet pokruszone fragmenty porządnej całości. Wzgardzone. Odrzucone i jakoś niepotrzebne. A jednak zachowujące w sobie charakter tej pełni, z której je ukruszono.

Tak, dopisuje się do wzruszenia O. Augustyna, bo odnajduję w owych ułomkach samego siebie. Jestem marnym, złamanym kawałkiem. Okruchem. Chlebem, na którym Bóg dopuścił wiele pęknięć, a jeszcze więcej zrobiły ludzkie ręce i wybory. Moje decyzje.

A jednak Pan się troszczy o te resztki porozrzucane po murawie!

Ba, nasz Pan ma niezwykłą słabość do resztek…

Gdyby nam Pan Zastępów nie zostawił Reszty, stalibyśmy się jak Sodoma, podobni bylibyśmy Gomorze. (Iz 1,9)

Jeśli Reszta Izraela jest obrazem Kościoła – a tak odczytuje to św. Paweł – to również ci, którzy zachowają w sobie łączność z Chlebem Żywym, mogą napełnić sobą dwanaście koszy, które symbolizują dwanaście bram niebiańskiego Jeruzalem. Dostaje się tam idąc wąską drogą i wchodząc poprzez ciasną bramę. Ile się przy tym nas nałamie i nakruszy…

Chromych uczynię Resztą, a wyrzutków – narodem mocnym. I będzie królował Pan nad nimi na górze Syjon, odtąd i aż na zawsze. (Mi 4,7)

Ale napełnienie dwunastu koszy do pełna Resztą, to również obraz wielkiego miłosierdzia Bożego. W latach, gdy Oblubienica boskiego Mistrza trwoni swój wdzięk próbując przypodobać się światu, a ci których należałoby za Pawłem nazwać “filarami” Kościoła naszych czasów flirtują z nową, ulepszoną wersją Ewangelii, lub – w najlepszym wypadku – z własną małodusznością i tchórzostwem, widzimy wyraźnie, że “wielki tłum”, który podąża za Jezusem umiera z głodu. Czym go nakarmić? Wraca pytanie, tak przecież aktualne w chwili obecnej:

Gdzie kupimy chleba, by się ci [ludzie] najedli? (J 6,5)

Cudownie rozmnożone pięć chlebów zostało roztrwonione przez ludzki grzech i niewierność. Zostały tylko walające się w trawie resztki. Nie ma w nich wielkiego uduchowienia, ani doskonałości moralnej, ascetycznej dyscypliny, czy mądrości teologicznej. Są pragnienia tych rzeczy, albo – mówiąc inaczej – resztki tego wszystkiego, co niegdyś było bogactwem Kościoła. Jest też więź z Chlebem żywym. W końcu okruch to też Chleb…

Być resztką, pozornie niepotrzebnym połamanym kawałkiem to zgodzić się na życie ofiarą, na nieustanne uświadamianie sobie własnego wyboru i wyrzeczenia. Na ciągłe doświadczanie bólu, jaki się z tym wiąże. Dla jednych to będzie ubóstwo rodziców troszczących się o domową edukację swego dziecka, dla innych tęsknota wpisana w celibat. Obecnie coraz częściej widzimy rozpaczliwe ucieczki przed takim bólem „bycia łamanym” – czy to z małżeństwa, czy to z kapłaństwa. Przeraża liczba odejść i samobójstw wśród duchownych…

Chrystus nakazuje uczniom zebrać resztki. Mimo, że ułomki są pojedyncze, porozrzucane, niemalże zaśmiecające miejsce zgromadzenia (Kościół można przetłumaczyć jako zgromadzenie wywołanych), to Pan chce je mieć razem. Są cenne pojedynczo, ale dwanaście koszów, które mają zapełnić wydaje się dla Pana rzeczą ważną. Czyżby to była misja Reszty? Dopełnić pustych koszów? Zająć miejsce, które… ktoś pozostawił?

Jezus im powiedział: Zapewniam was, że wy, którzy poszliście za Mną, przy odrodzeniu, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na tronie swojej chwały, zasiądziecie i wy na dwunastu tronach, aby sądzić dwanaście pokoleń Izraela. (Mt 19,28)

Czy jednak pasuje mi być ułomkiem? Czy pycha nie każe wciąż myśleć o sobie jako o pewnej pełni zazdrośnie oczekującej życiowego obfitowania? Czy chcę przyjąć powołanie bezsiły, słabości, nieustannego doznawania braku?