Światło życia

Blog ks. Jacka Gomulskiego

Autor: jacek (page 2 of 127)

Ogień nieczystości (Syr 23,16-21)

Dwa rodzaje ludzi mnożą grzechy,
a trzeci ściąga
GNIEW karzący:
NAMIĘTNOŚĆ gorąca, jak OGIEŃ płonący,
nie zgaśnie, aż będzie zaspokojona;
człowiek NIECZYSTY wobec swego ciała,
nie zazna spokoju, aż go ogień spali;
ROZPUSTNIK, dla którego każdy chleb słodki,
nie uspokoi się aż do śmieci.
Człowiek popełniając cudzołóstwo
mówi do swej duszy: «Któż na mnie patrzy?
Wokół mnie ciemności, a mury mnie zakrywają,
nikt mnie nie widzi: czego mam się lękać?
Najwyższy nie będzie pamiętał moich grzechów».
Tylko oczy ludzkie są postrachem dla niego,
a zapomina, że oczy Pana, nad słońce

dziesięć tysięcy razy jaśniejsze,
patrzą na wszystkie drogi człowieka
i widzą zakątki najbardziej ukryte.
Wszystkie rzeczy są Mu znane, zanim powstały,
tym więc bardziej – po ich stworzeniu.
Takiego [człowieka] spotka kara na ulicach miasta,
tam gdzie nie będzie się spodziewał niczego
– zostanie schwytany. (Syr 23,16-21) 

Pierwszy rodzaj tekst natchniony nazywa “gorącą namiętnością”, a odnosi się do pożądania osób, emocji, bliskości, władzy nad drugim. Jest ona „jak ogień płonący”, nie zgaśnie, póki nie będzie zaspokojona. 

Co Cię rozpala – praca, pasje, myśl o jakichś rzeczach, czy może właśnie myśli o ciele drugiej osoby? 

Podobnie będzie z drugim rodzajem nieczystości, czy też może etapem, który jednak skierowany jest bardziej do własnego ciała – masturbacją i pornografią. Jako łatwy rodzaj dawania sobie tak bardzo potrzebnego przeżycia, które dotyka głodu czułości, intymności a jednocześnie daje rozładowanie i (krótkotrwałe) poczucie rozluźnienia – wciąga coraz bardziej, spala i wypala człowieka, jego siły życiowe, zostawiając swoiste wypalenie. 

Czy doświadczasz w swoim życiu czułości i delikatności od drugiego człowieka? Tęsknisz za tym?

Te dwa pierwsze rodzaje nieczystości wprowadzają na ścieżkę nawyku, a co za tym idzie nałogu. Do zejścia z tej drogi potrzebne jest współdziałanie Łaski i wytrwałości człowieka.

Jakie chore nawyki lub nałogi paraliżują Twoją duszę? Ukonkretnij je przed Obliczem Pana.

Dwa rodzaje ludzi mnożą grzechy,
a trzeci ściąga GNIEW karzący… (Syr 23,16)

Trzeci rodzaj nieczystości ściąga na siebie karę bożą, a odnosi się do rozpusty, czyli wyjścia z nieczystością w stronę drugiego człowieka. To już nie wyobrażenia, nie smakowanie grzechu poprzez wzrok, ale generowanie „realnego kontaktu”. Zaiste, w tym „każdy chleb jest słodki”, drugi człowiek (a zwłaszcza jego ciało)  jest sprowadzany do przedmiotu – staje się dostarczycielem wrażeń, emocji i satysfakcji. Może dziać się tak zarówno w przelotnym romansie, flircie, jak i dłużej trwającym związku, opierającym się na dawaniu sobie nawzajem seksualnego przeżycia, a także w chorych poszukiwaniach seksualnych “spełnień”. Kto raz wejdzie na tę drogę „nie uspokoi się aż do śmierci”. 

Można trwać w rozpuście będąc jednocześnie w małżeństwie i nie wchodzić w zdradę. Można “używać” własnej żony do realizacji swoich fantazji, chorych pomysłów, albo sprowadzić relację małżeńską jedynie do aspektu seksualnego. Jak to wygląda u Ciebie?

Zły zaciemnia poznanie rozpustnika i zapomina on, że:

Oczy Pana, nad słońce,
dziesięć tysięcy razy jaśniejsze,
patrzą na wszystkie drogi człowieka
i widzą zakątki najbardziej ukryte.
Wszystkie rzeczy są Mu znane, zanim powstały,
tym więc bardziej – po ich stworzeniu. (Syr 23,19-20)

Pamiętajmy też, że Bóg dopuszcza różnorakie formy upokarzających zniewoleń ku nawróceniu człowieka. W Liście do Rzymian czytamy, że odrzucenie Boga poprzez nieoddawanie Mu czci i brak wdzięczności otwiera człowieka na kult grzechu i celebrowanie własnych namiętności. Dlatego Bóg dopuszcza zniewolenie, aby otworzyć drogę ku nawróceniu. (Por. Rz 1,24-28)

Czy oddajesz Bogu chwałę uwielbiając Go na modlitwie oraz uznając prawdę o sobie?

Skoro jest napisane, że Pan widzi to, co najbardziej ukryte, skoro wszystko jest Mu znane zanim powstało, to zna także przyczyny grzesznych zachowań ludzkich i może w nie wkroczyć. Może wskazać chore miejsca nawet tam, gdzie nie zajrzy ludzka świadomość. Może naprowadzić na korzenie choroby, jaka nas toczy, abyśmy Mu te korzenie oddali w modlitwie. Może oświetlić naszą pamięć, wspomnienia, utarte sposoby radzenia sobie z naszymi głodami i brakami. Byle starać się rozpoznane miejsca Jemu nazywać, Jemu oddawać, zanurzać w drogocennej Krwi Chrystusa, aby prosić o ogień inny, aniżeli ten z namiętności – o ogień Ducha Św. Ten ogień oczyszcza to, co nieczyste!

Tylko żar Ducha Św. może nauczyć człowieka bliskości z Bogiem, a przecież o brak autentycznej bliskości tu idzie. O głęboki głód akceptacji i poddania się Komuś, kto nas w owym podporządkowaniu nie zdepcze, nie zgnoi, nie zawiedzie. Komuś, przed kim odnajdziemy się jako pokorne dzieci, nie szukające dróg wyniosłości. W jaki sposób prosisz o to Pana?

Z kajdan grzechu do otwartych ramion Ojca! Z więzów nałogu do karności, jaką niesie mądrość! Z rózgi szatana do rózgi Chrystusa!

Któż zastosuje RÓZGI NA MOJE MYŚLI,
a do serca mego – KARNOŚĆ MĄDROŚCI,
by nie oszczędzić mnie w moich błędach,
nie przepuść moich grzechów,
aby się nie mnożyły moje winy
i aby moje grzechy się nie wzmagały;
abym nie upadł wobec przeciwników
i nie sprawił uciechy mojemu wrogowi?
Panie, Ojcze i Boże mego życia,
nie dawaj mi wyniosłego oka,
a ŻĄDZĘ ODWRÓĆ ODE MNIE!
Niech NIE PANUJĄ NADE MNĄ

żądze zmysłowe i grzechy cielesne,
nie wydawaj mię

bezwstydnej namiętności! (Syr 23,1-6)

W Apokalipsie jest napisane o Chrystusie, że będzie On pasł narody rózgą żelazną. Uderzenie takiej rózgi łamie twarde karki i wykoślawione dusze, źle zrośnięte, krnąbrne i zatwardziałe w złości i lęku. Takie złamanie nie jest jednak nieszczęściem, choć jest jakimś bólem. Karcenie Jezusa jest zawsze pełne duchowej radości wypływającej z przeżycia uwolnienia od siebie samego, a właściwie od swego skrzywienia duchowego. Rózga się nie złamie, ale pod nią musi się złamać ludzka pycha.

Czy błagasz Pana o rózgę Jego karności? Jakie tego typu rózgi – swoiste boże narzędzia wychowawcze – widzisz w swoim życiu? Mogą to być jakieś wydarzenia, sprawy – a może ludzie postawieni na Twojej drodze. A może odrzuciłeś taką propozycję wychowania Cię przez Pana?

O skarbie i nienasyceniu. (Mt 6,19-21)

Rekolekcje zimowe 2020/Medytacja III

Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. (Mt 6,19)

Co zbierasz? Co zagarniasz do siebie i dla siebie? Ludzi, emocje, przedmioty? Co gromadzisz? 

Mól i rdza niszczą – dosłownie “powodują zanik”. To co zgromadzisz na ziemi, prędzej czy później zniknie. 

Bogactwo wasze zbutwiało, szaty stały się żerem dla moli… (Jk 5, 2)

W wieczność przeniesie się coś zupełnie innego – miłość, wolny czyn uczyniony z ofiarnej miłości. Popatrz na dzisiejszy dzień – widzisz takie czyny? 

W grece rzeczownik przetłumaczony przez polski wyraz “rdza” oznacza również jedzenie, pochłanianie – bądź co bądź mówimy, że rdza coś pożera. Zauważ więc, że pozwalasz, aby rdza pożarła coś materialnego, coś co jest dla ciebie tak cenne, że sam chcesz to zjeść, tym się nasycić. Każdy przedmiot, którym chcesz się “najeść” pożre ktoś inny. Co więc jesz, albo mocniej – co pożerasz?

Nadmierna konsumpcja oznacza nienasycenie, nieustanne pragnienie – uczuć, rzeczy, ludzi, wrażeń. Przypomnij sobie, co Pan powiedział nienasyconej Samarytance:

Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem tryskającym ku życiu wiecznemu (J 4,13–14). 

A powiedział to przy studni, w miejscu gdzie nie tylko można znaleźć wodę, ale także w miejscu, gdzie nawiązywano miłosne znajomości. Dał przez to do zrozumienia, że każde nasze pragnienie bierze swój początek w głodzie miłowania. Czy umiesz odnaleźć ten mechanizm odwiecznego głodu miłości u siebie? Po czym go rozpoznajesz?

Niektórzy tak mocno zepchnęli to pragnienie w głąb swej świadomości, że żyją na co dzień w zimnej obojętności wobec każdego człowieka. Głód odzywa się jednak w innych pragnieniach – im bardziej uporczywych, absolutnych lub wyuzdanych, chorych, tym mocniej wskazujących na ogrom wewnętrznego braku.

Każda próba zaspokojenia tego pragnienia jest jak wypicie oceanu – zachłysnę się lub utopię, ale celu nie zrealizuję. Tylko On może nasycić! 

Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem (J 6,55).

Ponieważ przeżywasz Eucharystię bez refleksji, bez świadomości Daru, bez pamięci, że karmisz się Kimś konkretnym, Osobą – dlatego wciąż chorujesz na nienasycenie.

Uświadom sobie na nowo, że jesz Jego Ciało! Ty, który jesteś żądny tylu wrażeń, czy rzeczy, czy smaków – jesz Jego Ciało!

Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną. Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje (Mt 6,19-21).

Pan mówi najpierw o czynnikach naturalnych mogących dokonać zniszczenia (mól i rdza) rzeczy materialnych, a potem o ludzkich działaniach (złodzieje). Nietrwałość tego, na czym nam zależy jest podwójna – wynika z naturalności przemijania i z działań drugiego człowieka. Zawsze jednak będzie chodzić o niemożność skontrolowania (a co za tym idzie – nasycenia się) rzeczy, przeżyć, doświadczeń.

Dosłownie jest powiedziane o złodziejach nie tyle, że się włamują, co “podkopują się” w domyśle “pod progi domostw”. Właśnie tam bywały zakopywane rzeczy cenne. Miejsce pod progiem to ówczesny sejf. 

Gdzie jest Twój skarb? O co się trzęsiesz, troszczysz, boisz, że stracisz? Na ile się karmisz posiadaniem tego skarbu? 

Skarb w niebie jest wyjęty spod prawa przemijalności i zniszczenia. Niebo to najpewniejszy sejf i bank zarazem. Pomyśl nad takimi Twoimi uczynkami, które tam, w Domu Ojca, są witane z radością pośród aniołów. Kojarzysz takie?

Tak samo, mówię wam, radość wzbiera wśród aniołów Boga z powodu jednego nawracającego się grzesznika. (Łk 15,10)

Pragnienie skarbu – bogactwa, bezpieczeństwa, obfitości jest w nas wpisane, tyle, że czynimy z niego karykaturę. Potrzeba było Wcielania, aby Ktoś ukierunkował te nieuporządkowane porywy ciał i serc.

Potem Jezus, świadom, że już wszystko się dokonało, aby się wypełniło Pismo, rzekł: Pragnę. (J 19,28)

W pragnieniu Ukrzyżowanego zawierają się wszystkie nasze chore pragnienia. On je wziął na krzyż i przybił do drzewa. Możesz Mu je oddać, jedno po drugim, od najpospolitszych po najbardziej chore. Za każdym razem Pan chce je przemienić w pragnienie miłości – doprowadza każde pożądanie do istoty rzeczy, do miłości Ojca.

Na polu próżniaka – lenistwo.

Szedłem koło POLA PRÓŻNIAKA i koło WINNICY NIEROZUMNEGO: a oto wszystko zarosło POKRZYWĄ, CIERNIE całą powierzchnię pokryły, KAMIENNY MUR jest rozwalony. Zwróciłem uwagę, spojrzałem, zobaczyłem i wyciągnąłem naukę: [jeszcze] trochę SNU i trochę DRZEMKI, trochę ZAŁOŻENIA RĄK, aby spocząć, a przyjdzie na ciebie nędza jak ktoś bezczelny i niedostatek jak rozbójnik (Prz 24,30–34).

Pole to miejsce pracy, coś co daje pokarm utrzymujący przy życiu Ciebie i Twoich bliskich – możesz to rozumieć także w sensie duchowym. Pole próżniaka jest zaniedbane, wyjałowione, nieowocne, martwe. 

Może przestrzeń Twojej pracy już nie przynosi owocu, bo nie angażujesz się w ten trud tak, jak niegdyś. I bynajmniej nie chodzi o nawrót pracoholizmu, ale odnalezienie w sobie chęci do walki, do ścierania się, do zmagań. 

Możesz też pomyśleć o pracy nad sobą, o zmaganiach nad własnymi wadami, o trudzie wypracowywania w sobie cnót. Jeśli już to sobie odpuszczasz, to nie dziw się, że nie przynosisz owocu i doświadczasz – duchowo, emocjonalnie i intelektualnie – obumierania i wegetacji.

W języku polskim mówimy także o polu walki. Pomyśl czy o coś jeszcze (albo w ogóle) walczysz w życiu? Na czymś Ci na tyle zależy, aby zaryzykować swój czas, siły, wygodę? A może trawi Cię lęk o utrzymanie tego, co już masz, lub zostało Ci dane?

Pole próżniaka to także obraz duszy człowieka zapatrzonego w siebie, egoisty, który nie pozwala innym nacieszyć się owocami swej pracy, sobka, który nikogo nie wspomaga, nie zdobywa więc skarbów w niebie. Z pola bowiem, podczas żniw, biedni zbierali pozostałe kłosy. Uczynkiem miłosierdzia zaś było na to pozwolić. Tak się stało w przypadku Rut, której Booz kazał nawet pozostawiać najlepsze kłosy i namawiał ją, aby nie chodziłą na inne pole. Zaowocowało to nie tylko pokarmem dla głodnej Rut i jej teściowej, ale także małżeństwem Booza i Rut, odnalezieniem przez nich i Noemi sensu życia, oraz potomstwem – a w konsekwencji życiem Dawida i samego Mesjasza. 

Jakie skutki może przynieść Twoja niechęć do wysiłku, pracy, zmagań ze sobą?

Komu pozwalasz spożywać z twego pola, z owoców twego trudu?

Pamiętaj, że to, co masz, może zostać Ci odebrane…

Syjon zostanie ZAORANY JAK POLE… (Jr 26,18)

SPUSTOSZONE JEST POLE, w żałobie jest ziemia, bo zniszczone jest zboże, wysechł moszcz, zwiędło drzewo oliwne. (Jl 1,10)

Bóg nie chce, abyś zmarnował(a) swoje pole. Będzie wszystko robił, aby dać Ci do zrozumienia, że Twoim powołaniem jest uprawiać, to co Ci powierzył. Dlatego też pojawiają się trudności, zwłaszcza gdy wpadasz w bylejakość, dlatego Pan dopuszcza przykre konsekwencje Twoich zaniedbań. Dlatego zniszczone jest Twoje zboże (o ile może wyrosnąć coś na polu próżniaka) – nie czujesz smaku życia, zaczyna brakować Ci pokarmu i sił witalnych. Dlatego nie masz oliwy – narzędzi do zdobywania światła bożego, umiejętności czytania Słowa, zrozumienia swej sytuacji życiowej. Oliwa to także środek łagodzący powstałe na skórze rany i pęknięcia. Kiedy nie masz oliwy, to życie bardziej Cię boli, mocniej odczuwasz wszelkie trudne sytuacje, szybciej atakują Cię bakterie i wirusy grzechu, spada Twoja odporność na pokusy. Miałabyś to wszystko, gdybyś nie rezygnowała z trudu uprawy… Uważaj, bo pole żyznej ziemi, jaką miałaś uczynić sobie poddaną, może zamienić się w Pole Krwi, Hekeldamah, które przyda się jedynie do grzebania cudzoziemców lub zdrajców… 

Rzuciwszy srebrniki w stronę przybytku, oddalił się. A potem poszedł i powiesił się. Arcykapłani zaś wzięli srebrniki i orzekli: Nie wolno kłaść ich do skarbca świątyni, bo są zapłatą za krew. Po odbyciu narady kupili za nie Pole Garncarza, na grzebanie cudzoziemców. Dlatego pole to aż po dziś dzień nosi nazwę POLA KRWI. (Mt 27,5-8)

Rozniosło się to wśród wszystkich mieszkańców Jeruzalem, tak że nazwano ową rolę w ich języku HAKELDAMACH, to znaczy: POLE KRWI. (Dz 1,19)

***

Winnica to przestrzeń Twojej posługi, służby innym i Bogu. Winnica nierozumnego jest źle uprawiana, niezgodnie z logiką, zasadami, porami roku itp. Nie daje ona dobrego wina. Lepiej ją wyciąć, bo nie nadaje się do niczego. Albo lepiej odebrać ją głupcowi, aby nie kalał dobrych szczepów winnych. 

Młode wino w smutku, WINNICA PODUPADŁA, wzdychają wszyscy ludzie wesołego serca. Ustała wesołość bębenków, ucichła wrzawa hulających, umilkł wesoły dźwięk cytr. Nie piją wina wśród pieśni, sycera gorzknieje pijakom. (Iz 24,7-9)

Podupadła winnica także obraz braku troski o własną duszę, niechęć do trwania w winnym krzewie, jakim jest Pan, letniości życia duchowego. Nierozumny nie troszczy się o to, aby wydobywać z zasadzonych we własnej duszy owoców, które Pismo nazywa owocami Ducha św. Rosną przecież w Tobie szczepy winne sakramentów, dawana jest Ci łaska, przyjmujesz Eucharystię, Pojednanie, a u korzenia Twej winnicy jest Chrzest i Bierzmowanie. Wzmocniono Cię także sakramentem małżeństwa! Bóg w ten sposób wszczepił Cię w Swego Syna, w Jego Mistyczne Ciało – Kościół. Głupota polega na zaniedbaniu tych darów, na nie ustrzeżeniu ich, na wpuszczeniu wilków i zbójców do winnicy serca, na nieprzyjmowaniu przycinania jej pędów.

Jak dbasz o winnicę duszy i owoce, jakie ma sprawić w Tobie łaska sakramentów? Jak smakuje Twoje wino? Czy wlewasz je do nowych bukłaków, czy Ci się nie chce i kurczowo trzymasz się starych nawyków i schematów nie pozwalając działać Duchowi? 

Postaraj się przyjąć Słowo, którym Pan Cię karmi w tym czasie. Zadaj sobie trud przekroczenia własnego lenistwa, niechęci do modlitwy i medytacji. Wzbudź w sobie lat wiary w działanie Pana, bo to właśnie niewiara i bałwochwalstwo stoi u podstaw grzechu lenistwa, zwłaszcza duchowego. Dziś Bóg daje Ci swoje Słowo i obiecuje, że jeśli za nim podążysz, on przemieni miałkość Twoje codzienności!

Zaiste, podobnie jak ulewa i śnieg spadają z nieba i tam nie powracają, dopóki nie nawodnią ziemi, nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju, tak iż wydaje nasienie dla siewcy i chleb dla jedzącego, tak słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa. (…) ZAMIAST CIERNI WYROSNĄ CYPRYSY, zamiast pokrzyw wyrosną mirty. I będzie to Panu na chwałę, jako znak wieczysty, niezniszczalny! (Iz 55,10-13)

***

Rozwalony kamienny mur to obraz otwartości na pokusy. Nic nie strzeże pola i winnicy. Wskutek lenistwa i gnuśności możesz doprowadzić się takiego stanu, w którym otworzysz się na każdą słabość. Wszelka nieprawość znajdzie posłuch u ciebie. Brakuje wtedy duchowej ochrony przed trudem i cierpieniem, przed ludzką niegodziwością i nienawiścią diabła.

Rozbity mur z kamieni to także symbol pozorów – cóż z tego, że zewnętrznie jesteś pobożna, skoro Twoja pobożność pozbawiona jest mocy! 

Jak możesz na nowo zbudować ochronę wokół swej duszy?

Kiedy nie czytam przez kilka godzin Biblii albo pozwolę sobie zabrać czas na adorację, mam poczucie nieodwracalnej straty, bez względu na to, czy to z mojej winy, czy z winy innych. Dzień bez Mszy Świętej, adoracji, Biblii czy różańca jest otwarciem się na potworność grzechu. (O. Augustyn Pelanowski)

Ale wy, bracia, nie jesteście w ciemnościach, aby ów dzień miał was zaskoczyć jak złodziej. Wszyscy wy bowiem jesteście synami światłości i synami dnia. Nie jesteśmy synami nocy ani ciemności. NIE ŚPIJMY przeto jak inni, ale CZUWAJMY i BĄDŹMY TRZEŹWI. Ci, którzy śpią, w nocy śpią, a którzy się upijają, w nocy są pijani. My zaś, którzy do dnia należymy, bądźmy trzeźwi, przyodziani w pancerz wiary i miłości oraz w hełm nadziei zbawienia. (1 Tes 5,4-9)

Pycha Nabuchodonozora (Dn 4)

Rekolekcje zimowe 2020/Medytacja I
Na motywach rozważań O. Augustyna Pelanowskiego „Umieranie ożywiające”.

(1) Ja, Nabuchodonozor, zażywałem spokoju w swoim domu i radości w swoim pałacu. (2) Miałem widzenie we śnie, które mnie przeraziło. Zaniepokoiły mnie myśli na moim łożu i widziadła [powstałe] w mojej głowie.

Zwróć uwagę na kontrast pomiędzy spokojem i radością a zaniepokojeniem i przerażeniem. Gdzie król doświadczał spokoju i radości? W swoim domu i w swoim pałacu, czyli w miejscach, które miał pod kontrolą. Lęk, myśli niepokojące i widziadła przychodziły wtedy, gdy nie mógł się kontrolować – podczas snu.

Można dążyć do poddania kontroli wszystkiego dookoła siebie – ludzi, pracy, funkcjonowania domu – ale zawsze będą przestrzenie, w których dojdzie do głosu jakaś prawda o nas, miejsca nad którymi nie mamy władzy.

Czy miewasz złe sny i bliżej nieokreślone niepokoje?

Pycha króla łączy się z podkreśleniem jego “ego”. Mówi o “swoim” domu, “swoim” pałacu. Są takie miejsca, które nazywasz swoimi, a jeśli ktoś tego nie uszanuje, niejako “wejdzie” na Twój teren, poprzestawia coś, pozmienia, nie uszanuje ich – wpadasz w złość. Gdy jesteś lepiej wychowany to starasz się to kamuflować, chować w sobie, udawać, tworzyć pozór – wówczas trudniej ci odnaleźć prawdę o sobie, o swej pysze. Być może w ten sposób ukrywasz na dnie serca wiele nie wyznanych grzechów… Być może sumienie odzywa się w Tobie tylko nocą, albo w momentach, gdy się nie kontrolujesz, gdy nikt nie patrzy…

Czy myśli, jakie powstają w Twojej głowie przed snem to widziadła, czy pocieszenia?

Król w czasie snu umierał z lęku, gdyż zobaczył, że jego władza jest co prawda ogromna, ale nie jest umieraniem dla innych i może być mu w każdej chwili zabrana przy pomocy dowolnego wydarzenia. Był władcą, ale nie ojcem; zniewalał, ale nie obdarowywał wolnością; uprowadzał, ale nie uwalniał. Posiadał wszystkich, ale z nikim nie był. Był otoczony mnóstwem ludzi, ale czuł się samotny. Typowy przykład człowieka uzależniającego innych od siebie. Posiadanie i zniewalanie nie zaspokoją naszego głodu uczuciowego. (O. AP)

Pamiętaj, że widziadła przydarzają się tu człowiekowi, który odniósł wielki sukces. Nabuchodonozor to nie jest pierwszy lepszy nieudacznik, ale ktoś komu się “udało”, osiągnął wiele, cieszy się własną potęgą – i to go upaja oraz usypia. Często się nam wydaje że miarą błogosławieństwa bożego jest to, że nam coś po ludzku wychodzi. Cóż, w myśl tego założenia, to Zbawicielowi się nie udało… 

Może masz taki obraz siebie – udało mi się w życiu, mam pieniądze, rodzinę, żonę, męża, dzieci, jestem w miarę pobożny, modlę się, jeszcze czynię wobec Boga więcej niż inni, w pracy doszedłem do pewnego pułapu swoich możliwości. Ale coś cię niepokoi – jakiś grzech, który Bóg dopuszcza, jakieś niezadowolenie z siebie, sytuacja, której nie możesz skontrolować, a która wyprowadza cię (w większy, lub mniejszy sposób) z równowagi. Jeśli jedna, czy kilka drobnych spraw Cię uwierają, przy ogólnym samozadowoleniu, czy samouśpieniu – to znak, że diabeł zaciemnia Twoje patrzenie na swoje życie, że karmisz się jego kłamstwami i przesiąkasz jego sposobem myślenia. Nie żyjesz błogosławieństwami Jezusa! Piąty rozdział Mateuszowej Ewangelii (Kazanie na górze) niewiele dla Ciebie znaczy. Pycha żywota zagarnęła twoje życie.

(3) Toteż wydałem polecenie, by sprowadzono do mnie wszystkich mędrców babilońskich, żeby mi dali wyjaśnienie snu. (4) Zjawili się więc wykładacze snów, wróżbici, Chaldejczycy i astrologowie. Opowiedziałem im sen, ale nie mogli mi podać jego wyjaśnienia. 

Nabuchodonozor nie może znieść, że w jego wspaniałym, budowanym mozolnie świecie jest jakiś błąd, że na tym cudownym gmachu spokoju i kontroli jest rysa. 

W zasadzie nawet się nie trudzi, aby coś z tym zrobić. Z jego słów dalej przebija pycha: “wydałem polecenie… sprowadzono do mnie”. Król nie przyjmuje do siebie prawdy, że sam musiałby się natrudzić, aby coś tu zmienić, aby pojąć siebie i swoje życie. Zupełnie jak ktoś, kto przyjeżdża na rekolekcje, licząc na “magiczne sztuczki” rekolekcjonisty (albo chodzi na terapię przekonany, że wspaniały terapeuta coś niego wydobędzie, przy minimalnym wysiłku własnym, lub nieszczerości), mądrość nauk, cudowną rozmowę, ale sam nie chce zdać sobie trudu przyjrzenia się sobie, autorefleksji. Zapomina przy tym, także i tego, że to Pan jest sprawcą chcenia i działania.

Król jest wyraźnie zirytowany tym, że ktoś mu nie dał tego, czego on oczekuje – wyjaśnienia snów. Kiedy ogarnia cię pyszna irytacja, bo ktoś nie spełnia Twoich oczekiwań? Przypomnij sobie takie sytuacje.

(5) W końcu przybył do mnie Daniel, któremu na imię według imienia mojego boga Belteszassar, a w którym mieszka duch świętych bogów. Opowiedziałem mu sen. 

Bóg się jednak lituje nawet nad pyszałkami. Jak się lituje? Wiedziała to Maryja, która wyśpiewała, że litość Boża objawia się wtedy, gdy Pan “rozprasza [ludzi] pyszniących się zamysłami serc swoich. Strąca władców z tronu” (Łk 1,51-52).

(6) Belteszassarze, przełożony wykładaczy snów! Wiem, że w tobie mieszka duch świętych bogów i że żadna tajemnica nie stanowi dla ciebie trudności. Oto mój sen, który widziałem; wyjaśnij mi go!
(7) W mojej głowie, na moim łożu, widziałem takie obrazy: Patrzałem, a oto – drzewo w środku ziemi, a jego wysokość ogromna. (8) Drzewo wzrastało potężnie, wysokością swą nieba sięgało, widać je było aż po krańce ziemi. (9) Liście jego były piękne, a owoce obfite, dawało ono pożywienie wszystkim. Pod nim szukały cienia zwierzęta lądowe, na jego gałęziach mieszkały ptaki powietrzne, z niego żywiło się wszelkie ciało. (10) Patrzyłem, w moim łożu, na obrazy [istniejące] w mojej głowie, a oto Czuwający i Święty zstępował z nieba.
(11) Wołał On głośno i tak mówił: „Wyrąbcie drzewo i obetnijcie gałęzie, otrząśnijcie liście i odrzućcie owoce! Zwierzęta niech uciekają spod niego, a ptaki z jego gałęzi! (12) Lecz pień jego korzeni pozostawcie w ziemi, i to w okowach z żelaza i brązu wśród polnej zieleni. Niech zwilża go rosa z nieba, a trawę polną niechaj dzieli ze zwierzętami! (13) Jego ludzkie serce niech ulegnie odmianie, a niech otrzyma serce zwierzęce; siedem okresów [czasu] niech nad nim przeminie! (14) Według postanowienia Czuwających [taki jest] dekret, sprawa rozstrzygnięta przez Świętych, aby wszyscy żyjący wiedzieli, że Najwyższy jest władcą nad królestwem ludzkim. Może je dać, komu zechce, może ustanowić nad nimi najniższego z ludzi”.
(15) Taki jest sen, jaki widziałem, ja, król Nabuchodonozor. Teraz zaś, Belteszassarze, podaj mi jego znaczenie, bo wszyscy mędrcy mojego kraju nie mogli go wyjaśnić, ty zaś możesz, bo posiadasz ducha świętych bogów».

Drzewo bywa w Biblii także symbolem Izraela, jako narodu (por. Ez 17,1-24), ale także pojedynczego człowieka (por. Ps 1,3).

Wspomniany „Czuwający” to anioł – ten który nigdy nie śpi, nie spóźnia się, a jego zadaniem jest wypełnić wolę bożą w oznaczonym czasie. Warto zauważyć, że anioł jest tu zarówno wyrazicielem wyroku, a jednocześnie głosem miłosierdzia. Bóg nie chce zniszczyć króla, ale zmienić jego sposób myślenia. Anioł nie każe zniszczyć całego drzewa, ale każe pozostawić korzeń, pień, z którego jeszcze coś może wyrosnąć. Odrzucenie przez Boga jest często pozorem, bo jest aktem „ku nawróceniu”. Prawdziwe odrzucenie może mieć miejsce tylko wtedy, gdy człowiek nie będzie w stanie już dokonać wolnego wyboru – po śmierci. Wielkich pyszałków należy nawracać mocnymi środkami…

Zaznaczmy, że król, mimo wszystko posiada jakąś iskierkę rozsądku, widzi w Danielu męża bożego, chce go słuchać. Nie każdego pyszałka stać na to, aby otworzył ucho na innego człowieka.

Kogo słuchasz? Kto jest dla Ciebie Danielem?

(17) Drzewem, które ujrzałeś, jak rosło i stało się potężne, tak że wysokość jego sięgała nieba i że było widoczne na całej ziemi, (18) którego liście były piękne, a owoce obfite, na którym było pożywienie dla wszystkich, pod którym przebywały zwierzęta lądowe i na którego gałęziach gnieździły się ptaki powietrzne – (19) jesteś ty, o królu. Wzrosłeś i stałeś się potężny, a wielkość twoja wzrastała i sięgała aż do nieba, panowanie zaś twoje aż po krańce świata. (20) To natomiast, że król widział Czuwającego i Świętego zstępującego z nieba i mówiącego: „Wyrąbcie drzewo i zniszczcie je, tylko pień jego korzeni pozostawcie w ziemi i to w żelaznych i brązowych okowach wśród polnej zieleni; niech go zwilża rosa z nieba, niech dzieli los ze zwierzętami polnymi, aż nie upłynie nad nim siedem okresów czasu” – (21) to jest wyjaśnienie, królu, i postanowienie Najwyższego, które dopełni się na królu, moim panu. (22) Wypędzą cię spośród ludzi i będziesz przebywał wśród lądowych zwierząt. Tak jak wołom będą ci dawać trawę do jedzenia, a rosa z nieba będzie cię zwilżać. Siedem okresów czasu upłynie nad tobą, aż uznasz, że Najwyższy jest władcą nad królestwem ludzkim i powierza je, komu zechce. (23) To zaś, że wydano polecenie, by zostawić pień i korzenie [oznacza, że]: Pozostawią ci królestwo, skoro uznasz, że Niebo sprawuje władzę. (24) Dlatego, królu, przyjmij moją radę i okup swe grzechy uczynkami sprawiedliwymi, a swoje nieprawości miłosierdziem nad ubogimi; wtedy może twa pomyślność okaże się trwałą.

Sen dzieje się w ciemnościach, wtedy, gdy człowiek jest rzeczywiście sam. Nabuchodonozor był sam na kilku płaszczyznach – z wyboru, z pysznego oddalenia się, może także z faktu trwania w udawanych relacjach (musiał mieć na dworze cały harem, a przyznajmy, że w takim środowisku trudno o prawdziwe więzi). 

Drzewem, jakie ujrzał był on sam – ogarniający mnóstwo stworzeń, jakby dający im życie, pełny owoców i piękna. 

Potężne drzewo ogarniało mnóstwo stworzeń, czyli tych, których od siebie uzależniał. Drzewo było jednak spięte lękiem przed samotnością. Nikt nie osiągnie dojrzałości do bycia z innymi, kto nie potrafi żyć bez innych. Nie cieszy nas tak naprawdę obecność drugiej osoby ani nawet tysięcy ludzi, jeśli ich kurczowo sobą zniewalamy. Pięść zaciśnięta musi w końcu puścić to, co ukrywa. Przerażenie wynikające z odkrycia, że jestem samotny i świadomość, że nikt mnie nie kocha, pomimo tego, że mnóstwo osób sobą zniewalam, może być początkiem wiary i początkiem odrodzenia. Nabuchodonozor stworzył taki uzależniający mechanizm w relacjach międzyludzkich, ponieważ nie miał relacji do Boga. To, że nie czerpiemy miłości od Boga i że nie obdarowujemy Go miłością sprawia, że obżeramy się jak szarańcza ludzkimi emocjami, afektami i trzymamy innych w zniewalających związkach tak, jak trzyma się ptaki w klatkach. Myślę, że drzewo, które przyśniło się Nabuchodonozorowi mogło być równie dobrze wizją drzewa genealogicznego, ale na pewno była to przede wszystkim wizja jego osobowości – klatka uczuciowego głodu samotności, zniewalająca całe mnóstwo stworzeń. Przyśnił mu się istny „folwark zwierzęcy” Orwella, choć w jego mniemaniu wydawał się być człowiekiem, który opiekował się całymi narodami. (…)

Tyranem emocjonalnie zniewalającym nie musi być król – może nim być każdy człowiek: kobieta i mężczyzna, matka i ojciec, mąż i kochanek, porzucona matka, zniewalająco kochająca swe dzieci i niewierny mąż, który uzależnia od siebie kolejne kobiety, szukając u nich mleka, które niedostatecznie płynęło z matczynej piersi. Nabuchodonozorem może był młody mężczyzna i dziewczyna, którzy zniewalająco się kochają i ubóstwiają swoje uczucia. Może być ojciec, który zniewala swą dumą i apodyktycznością całą rodzinę, a także szef firmy, który paraliżuje strachem innych oraz prezydent państwa, który staje się tyranem dla swych podwładnych, albo przełożony zakonny, który żąda nieustannych dowodów posłuszeństwa. Oni wszyscy szukają tak naprawdę miłości i gdy nie potrafią jej znaleźć, to wymuszają uległość przy pomocy paraliżującej tyranii. Wcześniej czy później każda niewola uczuciowa musi przejść śmiertelną próbę przeobrażenia albo po prostu skończy się śmiercią. Wcale nierzadko taki rodzaj uczucia przechodzi w postać zupełnie w sobie sprzeczną – w nienawiść. Mówi się wtedy o enantiodromii.

Według Heraklita z Efezu każda rzecz wpada po jakimś czasie w przeciwieństwo. Zła miłość staje się w końcu umiłowaniem złośliwości, a osoba uwielbiana staje się znienawidzoną. Jest to kara za ubóstwienie, za nagromadzenie energii emocjonalnej w jakiejś osobie, która nawet gdyby była bogiem, nie potrzebowałaby aż takiej adoracji. Wielu ludzi popełnia samobójstwo z powodu miłości zawiedzionej lub zdradzonej, albo odrzuconej, wielu też posuwa się do zabójstwa jako aktu rozpaczliwej chęci posiadania kogoś jedynie dla siebie. (O. AP)

Pamiętamy skrajność reakcji króla opisaną we fragmencie o trzech młodzieńcach, których kazał wtrącić do ognistego pieca. Najpierw „wyraz jego twarzy zmienił się” w stosunku do nich, a już za chwilę, obsypuje ich zaszczytami (por Dn 3, 19,21.95-97). Współcześnie zapewne zdiagnozowano by u Nabuchodonozora chorobę afektywną dwubiegunową, która polega na szybkim przechodzeniu z gniewu do niewspółmiernej łagodności, z manii nadaktywności do depresji. Uprowadzonych z Jerozolimy żydów czyni dygnitarzami państwowymi, po krótkim czasie strąca do jaskini lwów, a po tygodniu wydobywa stamtąd i traktuje jak ukochanego syna. Tak było w przypadku Daniela. Król z pasją miłuje i z pasją nienawidzi. Wszystkie emocje przeżywa skrajnie i bardzo intensywnie. Chce być opiekuńczy, ale jest odstręczający. Próbuje być ojcowski, wręcz „tatusiowaty”, ale staje się zabójcą w relacji do często tych samych osób. Balansuje pomiędzy wymuszaniem miłości i szacunku a chęcią mordu wobec tych, o których myśli, że go odtrącają. Emocje są w nim olbrzymią, nieokiełznaną siłą.

Dzisiaj, pośród nas, żyje wielu Nabuchodonozorów: idealizują swoją miłość, aby za chwilę poczuć się rozczarowanymi tymi osobami, którymi byli jeszcze czas jakiś temu zafascynowani; żyją przez pewien czas w zauroczeniu, aby za chwilę odczuwać wstręt i nienawiść do tych samych osób. Nie są wytrwali w uczuciach, ale za to intensywni. Są zbyt wysoko, by można było ich prawdziwe kochać, dlatego każdy udaje wobec nich miłość, a oni wyczuwając nieszczerość wobec siebie, doprowadzają się w krótkim czasie do morderczej podejrzliwości. Zapewne król budził śmiertelne przerażenie, gdyż nikt nie wiedział, co za chwilę może go spotkać: awans czy śmierć. Jakiż to stres! Życie w takich skrajnościach – od zauroczenia i uzależnienia aż po nienawiść i odtrącenie doprowadza do załamań i depresji – wręcz pragnienia śmierci. Z całych sił kontrolują tych, których zniewalają, penetrują ich życie, żywią zazdrość i podejrzliwość, wymagają deklaracji i absolutnej wierności, a jednocześnie nienawidzą i złoszczą się pogardzając tymi, których jeszcze nie tak dawno uwielbiali. Nie tylko pragną niewolniczego uwielbienia, ale też sami uwielbiają i kochają „na śmierć”. Manipulują i szantażują, wymuszają miłość i czołobitność, żądają wierności i jednocześnie sami jej nie zachowują, zabezpieczając się poprzez „ukryte” relacje. Nie tylko są zdolni zabić z poczucia odtrącenia, ale też są w stanie sami siebie zniszczyć podcinając sobie żyły, albo głodząc się na śmierć. Pod tymi poplątanymi gałęziami uczuć, ukrywa się korzeń samotności, korzeń lęku przed osamotnieniem. Im większy lęk przed samotnością, tym silniejsze tendencje do kontrolowania innych, tym większe pragnienie zadawania komuś poniżającego bólu i tym bardziej nieopanowane szaleństwo manifestowania swoich emocji, które pożerają jak szarańcza. A schodząc jeszcze głębiej i patrząc na drzewo ich życia, można dojść do wniosku, że pielęgnują w sobie korzeń przekonania o bezwartościowości swojego istnienia, a także, że są źli, a nawet najgorsi. Przy takich „korzeniach” nie da się długo wytrzymać z samym sobą, dlatego z całą mocą przerzucają swoją wściekłość na innych, tę samą, którą żywią do siebie: inni są źli, inni zwodzą, są bezwartościowi, słabi, samotni. Nabuchodonozor miał na sumieniu wiele zbrodni i do jeszcze większych był zdolny. Oskarżanie daje poczucie władzy i złudne przekonanie, że odzyskało się kontrolę nad sytuacją i sobą samym. A jeszcze bardziej staje się to niebezpieczne, gdy władza daje możliwość oskarżania. Niektórzy, przerażeni swoimi skrajnymi uczuciami, wolą żyć przez jakiś czas w samotności, odsuwając się od wszystkich. Lękają się tej ogromnej siły emocjonalnej, która okazuje się wyniszczać ich samych i innych. Odczuwają także ogromną siłę autodestrukcyjną. Życzą sobie śmierci i odmawiają jakichkolwiek relacji z innymi. Żyją w autopotępieniu i nienawiści do samych siebie. Kto wie, czy nie na tym polegał wyrok Boga, który doprowadził Nabuchodonozora do pustynnej pokuty? Bóg bowiem jest nie tylko Bogiem naszych czynów i modlitw, ale też Bogiem naszej psychiki.

Jedyną osobą, zdolną podać królowi właściwe lekarstwo prawdy, był Daniel. Być może dlatego, że nie bał się ataków króla, bo wiedział, że jego panem jest Bóg Izraela, a nie poddany zezwierzęceniu pełen samouwielbienia tyran.

(25) Wszystko to spełniło się na królu Nabuchodonozorze. (26) Po upływie dwunastu miesięcy, gdy przechadzał się na tarasie królewskiego pałacu w Babilonie, (27) król odezwał się i powiedział: «Czy nie jest to wielki Babilon, który ja zbudowałem jako siedzibę królewską siłą mojej potęgi i chwałą mojego majestatu?» (28) Nim król jeszcze wypowiedział swoje słowo, padł głos z nieba: «Otrzymujesz zapowiedź, królu Nabuchodonozorze! Panowanie odstąpiło od ciebie; 

Pyszna duma z własnych osiągnięć, przejawiająca się w odebraniu Bogu miana źródła wszystkiego, jest charakterystyczna dla chwili przed upadkiem człowieka. Widzimy to w Słowie:

Serce ludzkie jest wyniosłe przed upadkiem, ale prawdziwą chwałę poprzedza pokora. (Prz 18,12)

Jakże podobna jest reakcja króla do tego co mówił ewangeliczny bogacz:

I powiem sobie: Masz wielkie zasoby dóbr, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj! (Łk 12,19)

A przecież:

Cóż masz, czego byś nie otrzymał? A jeśliś otrzymał, to czemu się chełpisz, tak jakbyś nie otrzymał (1 Kor 4,7)

Mała rysa na pięknym obrazie, jakim były nie dające się skontrolować sny królewskie okazał się zapowiedzią utraty panowania… nad sobą… w pełnym tego stwierdzenia znaczeniu. Może gdyby, po usłyszeniu wyjaśnienia snu, król ukorzył się przed Panem, odnalazł pokorę – co zresztą radził mu Daniel – powstrzymałby naturalne konsekwencje swej pychy.

Nabuchodonozor traci władzę nie dlatego, ze jest to złośliwa kara Boga. Słowo podkreśla, że wszystko dzieje się z łaski Boga. Można powiedzieć, że los króla toczył się naturalnym biegiem, bo naturalną konsekwencją pychy jest upadek, upokorzenie. Dla człowieka czującego się w jakiejkolwiek przestrzeni życia mocnym, specjalistą, znawcą – a któż nie czepia się kurczowo tej świadomości, w końcu na tym opiera się wiele szkół terapeutycznych – jest nie do zniesienia świadomość, że można to stracić, być słabym, nieznającym się, niepewnym. Myśl o niedołęstwie jest nie do przyjęcia dla sprawnych. Dlatego to:

Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. (Mt 9,12)

Potrzebujesz lekarza, czy wciąż czujesz się silny? Pomyśl, w jakich przestrzeniach doświadczasz swojej mocy, umiejętności?

Może masz wiele przestrzeni, w których jesteś słaby i nie akceptujesz tego, i jedną, która przynosi Ci zadowolenie. Czy nie jest tak, że tą jedną starasz się “przykryć” tamte? Że Twoja pycha, zagnieżdżona w tej jednej rzeczywistości, pozwala Ci się karmić samozadowoleniem, świadomością, że nie potrzebujesz nikogo, że w tej przestrzeni wszystko sam byś zrobił najlepiej – ale gdy zwrócisz uwagę na wszystkie słabości i niemożności, to szalenie cierpisz, nie znosisz siebie, szukasz pociechy w grzechu? Czy nie jest tak, że bardziej chcesz aby definiowała Cię przestrzeń, na której się znasz, aniżeli przestrzeń twoich słabości? A przecież definiuje Cię miłość Twego Stwórcy i Odkupiciela! Tylko On może bowiem zaspokoić każdy brak – dlatego wyśpiewał niegdyś na wzgórzach galilejskich hymn o ośmiu błogosławieństwach!

(29) zostaniesz wypędzony spośród ludzi. Będziesz mieszkał wśród zwierząt polnych i będą ci dawać jak wołom trawę na pokarm. Siedem okresów czasu upłynie nad tobą, dopóki nie uznasz, że Najwyższy jest władcą nad królestwem ludzkim. 
(30) Natychmiast wypełniła się zapowiedź na Nabuchodonozorze. Wypędzono go spośród ludzi, żywił się trawą jak woły, a rosa z nieba zwilżała go. Włosy jego urosły [niby] pióra orła, paznokcie zaś jego jak [pazury] ptaka.

Pierwszą konsekwencją pychy jest izolacja, gorzka samotność odrzucenia – prawdziwego bądź subiektywnego. Drugi skutek Słowo upatruje w swoistym zezwierzęceniu. Jednym z jego aspektów jest życie pozbawione smaku, piękna, radości. Innym – bezmyślność.

Zezwierzęcenie pyszałka to także rodzaj drapieżności, ostrości, nieliczenia się z innymi, ranienia ich.

Czy zdarzają Ci się czyny, o których byś powiedział, że są swego rodzaju zezwierzęceniem, może ześwinieniem, zbydlęceniem?

(31) Gdy zaś upłynęły oznaczone dni, ja, Nabuchodonozor, podniosłem oczy ku niebu. 

Miłosierdzie Boga podało dwa lekarstwa uniesionej pychą duszy włądcy. Pierwsze to słowa Daniela, jedynego, który nie był w swej duszy niewolnikiem króla, bo był sługa Kogoś innego. Daniel podał Nabuchodonozorowi słowa prawdy. Drugie lekarstwo to owo trudne i upokarzające doświadczenie zezwierzęcenia, które król przyjął i przeżył, nie próbując z niego uciekać. Dopadło go to, czego się obawiał w snach i… przetrwał. Przyjął siebie samego jako słabeusza! Uznał, że niewiele się różni od zwierząt! Nie stworzył sobie jakiejś mądrej teorii wyjaśniającej swoje niedomagania, ale zgodził się na samego siebie w rozbiciu!

Dopiero wtedy mógł wznieść oczy ku niebu, do Boga. I dopiero wtedy został wysłuchany.

Kto Ci mówi prawdę, tak jak Daniel? Czy doświadczasz takiego szaleństwa jak król – brak smaku życia, jakaś zwierzęca słabość, poczucie upadku?

Po dłuższym czasie król wspomniał o Bogu, jako Panu wszystkiego i zaczął się modlić.

Wtedy powrócił mi rozum i wysławiałem Najwyższego, uwielbiałem i wychwalałem Żyjącego na wieki, bo Jego władza jest władzą wieczną, panowanie Jego przez wszystkie pokolenia. (32) Wszyscy mieszkańcy ziemi nic nie znaczą; według swojej woli postępuje On z niebieskimi zastępami. Nie ma nikogo, kto by mógł powstrzymać Jego ramię i kto by mógł powiedzieć do Niego: «Co czynisz?» (33) W tej samej chwili powrócił mi rozum i na chwałę Jego panowania powrócił mi majestat i blask. Doradcy moi i możnowładcy odszukali mnie i przywrócili mi władzę królewską, i dano mi jeszcze większy zakres władzy. (34) Ja, Nabuchodonozor, wychwalam teraz, wywyższam i wysławiam Króla Nieba. Bo wszystkie Jego dzieła są prawdą, a drogi Jego sprawiedliwością, tych zaś, co postępują pysznie, może On poniżyć.

To doświadczenie nauczyło króla uniżenia się pod ręką Boga. Uznał on w Nim, tego, który panuje – ma władzę i moc nad wszystkim. Zszedł z piedestału (bardziej lub mniej zakamuflowanego) samouwielbienia, autobałwochwalstwa.

Wszystko co miał – było już na chwałę panowania Boga. Przestał przypisywać sobie, jakim jest wspaniałym władcą, ile zdziałał, co zrobił, co stworzył. Zaznacza udział innych ludzi w swoim powołaniu. Uznaje, że nie jest samowystarczalny.

Na koniec Nabuchodonozor uwielbia Boga! Coś, co nam się nie zdarza…

Spróbuj przyjrzeć się tym wszystkim przestrzeniom swego życia, w których nie dopuszcza innych do głosu, albo dopuszczasz w niewielkim, kontrolowanym przez siebie stopniu.

Życie za życie, rana za ranę, siniec za siniec.

Ja jestem Chlebem żywym, który z nieba zstąpił; jeśli ktoś spożyje z tego chleba, żyć będzie na wieki; a chlebem, który Ja dam, jest moje Ciało – za życie świata.
Żydzi zaczęli się więc sprzeczać między sobą i mówić: Jak On może nam dać do spożycia swoje ciało? 
Jezus im na to odpowiedział: Amen, amen, mówię wam – jeśli nie będziecie jeść Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pić Jego Krwi, nie będziecie mieć w sobie życia. (J 6, 51-53)

Czytałem te słowa podczas liturgii Mszy żałobnej, mając przed sobą kir i poruszane wiatrem płomyki świec. Ulotne ogienki życia…

Myślałem wtedy nie tylko o przemijalności, ale także o tym jak przeżywamy to ziemskie życie, o tym jak chybotliwa bywa jakość życia, czy może nawet byle-jakość, jego smak lub ab-smak.

A przecież Pan powiedział:

Ja przyszedłem, aby (moje owce) miały życie i to miały je w obfitości. (J 10,10) 

Nie jesteśmy panami swego życia. Nie jesteśmy w stanie go poddać kontroli, swoistej cenzurze woli. Ono się wymyka naszym pragnieniom, oczekiwaniom. Niszczymy je, zatruwamy, zabijamy, tkwimy w śmiercionośnych przekonaniach pozbawionych ufności. Czy zasługujemy na to życie? Na to dobro, które Bóg nam czyni z dnia na dzień? Na spoglądanie na owoce własnych trudów? 

Wiadomo, że nie. 

Jesteśmy grzesznikami, którzy – zgodnie z Pismem – zasługują na śmierć.

W księdze Wyjścia czytamy o konsekwencjach, jakie spotkają tego, kto uczyni krzywdę kobiecie brzemiennej – czyli tej, która nosi w sobie życie:

Jeśli zaś poniesie jakąś szkodę, wówczas odda życie za życie, oko za oko, ząb za ząb, rękę za rękę, nogę za nogę, oparzenie za oparzenie, ranę za ranę, siniec za siniec. (Wj 21,23-25)

Wiemy, że ten motyw: “życie za życie”, pojawia się w księgach Mojżeszowych często. Czy to ma jednak jakieś odniesienie dla nas? Dla mnie? Dla Ciebie, czytającego te słowa? Pewnie nikt z nas nie jest zabójcą w dosłownym znaczeniu, nikt z nas nie przelał niczyjej krwi, nie odebrał nikomu życia. Ale przecież czytamy w Piśmie:

My sobie uświadamiamy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, ponieważ kochamy braci; ten, kto nie kocha, trwa w śmierci. Każdy, kto nienawidzi swego brata, jest mordercą, a wiecie, że żaden morderca nie ma życia wiecznego, które by w nim pozostawało. (1 J 3,15)

Słyszeliście, że powiedziano przodkom: Nie będziesz mordował, a kto by zamordował, będzie podlegał sądowi. Ja natomiast wam mówię, że każdy, kto się gniewa na swego brata, będzie podlegał sądowi, a kto by powiedział swemu bratu: Raka, będzie podlegał Sanhedrynowi, a kto by powiedział: Głupcze, będzie zasługiwał na Gehennę ognia. (Mt 5,21-22)

Skoro więc Pan mówi, że nawet żywiony gniew zasługuje na stanięcie przed sądem, to warto się zastanowić nad twardym starotestamentalnym prawem w mniej literalnym kontekście. Kto bowiem z nas może powiedzieć o sobie, że nigdy nie ubliżył bliźniemu, nie osądził go, nie doświadczał gniewu i złości.

Komu więc odebraliśmy życie? Komu czyste spojrzenie? Komu siłę? Komu możliwość bronienia się, a może zarabiania, czy wręcz utrzymania? Kogo skazaliśmy na bezruch, na zamknięcie, przyczyniliśmy się do jego utknięcia życiowego? Kogo depresji jesteśmy współwinni? Kto się sparzył na naszej pseudożyczliwości? Kogo poraniliśmy? Kogo uczyniliśmy posiniaczonym w relacji z nami? Z kogo życie uciekło bośmy go w kimś nie ustrzegli wołając, że nie jesteśmy stróżami swych braci i sióstr? A jest powiedziane, że krew brata woła z ziemi wielkim głosem do Pana. Krew, oko, ręka, oparzenie.  Siniec za siniec. Rana za ranę. Obojętność za obojętność. Niewysłuchanie za niewysłuchanie. Nieprzebaczenie za nieprzebaczenie.

Czemu Bóg ma nas słuchać, gdy my nie słuchamy tych, którzy są obok nas? Czemu Bóg ma nas rozumieć, gdy my nie chcemy rozumieć – męża, żony, dziecka, bliźniego?

A z drugiej strony – nas też ktoś posiniaczył, pobił, poranił. Grzechem, słowem, czynem, brakiem.

Biada, występny narodzie, ludu obciążony grzechem! Plemię złoczyńców, synowie przewrotni! Opuścili Pana, porzucili Świętego Izraela, odwrócili się zupełnie.
Jakiego jeszcze chcecie doznać ciosu, skoro jeszcze trwacie w buncie? Cała głowa chora, całe serce niemoc ogarnia. Od stopy aż do głowy nie ma w nim zdrowego miejsca! Rany, guzy i sińce po niedawnych uderzeniach, nie wyciśnięte ani nie przewiązane i nie złagodzone oliwą. (Iz 1,4-6)

Jak się wydostać z tej sieci wzajemnych razów? Może dobrze, że wielu ciosów (i tych zadanych przez nas, i tych zadanych przez kogoś) nie jesteśmy świadomi… Choć przy wielu razach zrzucamy odpowiedzialność na innych – jak mąż regularnie bijący żonę, który mówi: “To przez ciebie, głupia, taki jestem! Sprowokowałaś mnie!” A ona kiwa głową w poczuciu winy, przekonana, że na pewno to prawda… Mogła przecież inaczej się zachować…

Co będzie gdy oboje przejrzą na oczy? Z jakiej mocy mają skorzystać by przerwać ten łańcuch “kąsania i pożerania” (Ga 5,15), siłę wyrzutów sumienia, “serca, które oskarża” (1 J 3,20), traktowania siebie nawzajem jak bezrozumnego osła do okładania kijem (Lb 22,27). Skąd wezmą siłę, aby nie mścić się, by przebaczyć sobie i innym? Jeśli wszystkie dzieci boże tak samo się mordują, któż ocaleje? Któż się Panu odpłaci, bo przecież: 

…każdy da okup za życie swe Panu przy spisie, aby nie spadło na nich nieszczęście. (Wj 30,12)

Nie ma siły na tym świecie, która przerwie tę sieć. Wszyscy jesteśmy w nią zaplątani. Pan jednak uznał że nie można inaczej przemienić życia człowieka, jak tylko samemu w to życie wejść i je przeżyć. Cuchnący oddech, który wydobywamy z naszych płuc stał się oddechem Pana. Smród trupiego odoru Bóg zamienia na ruah hakodesz, święte tchnienie życia! Duch mordu przemieniony na Ducha Świętego!

Życie musiał dać tylko Ten, którego ofiara jest nieskończenie większa, od naszych marnych wysiłków. Musiała zostać wylana Krew, która nie szuka zemsty i nie zada razów – i dlatego woła głośniej niż krew Abla! (Hbr 12,24) Krew pierwszego zabitego człowieka domagała się odpłaty u Boga. Powiedział bowiem Pan do Kaina:

Krew brata twego głośno woła do mnie z ziemi. (Rdz 4,10)

Krew Chrystusa wołała głośniej, ale nie o pomstę, ale o miłosierdzie! 

Jeśli wyda swe życie na ofiarę za grzechy, ujrzy potomstwo, dni swe przedłuży, a wola Pańska spełni się przez niego. (Iz 53,10)

W poranek Zmartwychwstania wzeszło nad Golgotą słońce. Rozpoczął się ów dzień, w którym:

…Pan opatrzy rany swego ludu i uleczy jego sińce po razach. (Iz 30,26)

Pan sam przyniósł życie. Jego życie za nasze życie. Jego rany za nasze rany. Jego sińce za nasze sińce. Wpatruję się więc w te rany , chcę kontemplować Jego zadrapania, obtłuczenia, opuchnięcia, rozbite kolana, poorane barki, sine usta, wyrwane włosy. Pragnę, aby głośno do mnie wołały strużki i strugi Jego Krwi. 

Rany, guzy i sińce po niedawnych uderzeniach, nie wyciśnięte ani nie przewiązane i nie złagodzone oliwą. (Iz 1,6)

W tych ranach są ukryte te wszystkie razy, które zadałem, w swojej pysze, bliźniemu. Ja zadałem Tobie. Ty zadałeś mnie. Razem zadaliśmy innym. Razem zbiliśmy naszego Zbawcę.

W tych ranach, jaśniejących wiekuiście chwałą, są wszystkie niechęci wobec drugiego człowieka, wszystkie pragnienia zemsty, wszystkie żachnięcia się i uderzenia słowem jak biczem. Tam, na Jego Ciele, zakwitają – teraz chwalebnie – lekceważenie, złośliwość, pogarda, nieprawy gniew, kłótnia, zawiść, złość, znieważanie, pycha, egoizm. 

Tam, na Krzyżu jest wszystko to, cośmy uczynili, aby życie zatruć, zohydzić, zniszczyć – sobie i innym. 

Obraz Jego zhańbionego Ciała, to mapa naszej morderczej nienawiści, czy niechęci do miłowania drugiego człowieka. Makabryczny plan ludzkiej złości. Odrażający przewodnik po naszych gestach, słowach, czynach, po osądach na miarę Sanhedrynu, i obojętnościach na miarę obmytych rąk Piłata. Tam, między Raną Boku a kolcami cierniowej korony jesteśmy my wszyscy.

To prawda – ta Krew woła…

Ale Jej głos nie jest wyrzutem, lecz przebaczeniem. To zaproszenie do naśladowania. Nie pysznego realizowania zadań z serii: “Jak być katolikiem – punkt po punkcie.”, ale pokornej kontemplacji i wsłuchiwania się w Jego prowadzenie. W ten sposób uczy nas cierpliwości, ciszy, pokuty i skruchy. Ten, który rozumie człowieka uczy zrozumienia. Ten, który doprowadził Swą Matkę na szczy Kalwarii uczy wytrwałości. Ten, który jest Świadkiem Prawdomównym uczy poszukiwania prawdy. Ten, który tu, na ziemi:

…trzciny zgniecionej nie złamie ani knota tlejącego nie dogasi… (Mt 12,20)

…uczy czułości i delikatności.

Nauczy tego Piotra, chełpiącego się podczas Ostatniej Wieczerzy, że to on odda swe życie za Jezusa! Że to on, Szymon Piotr, będzie kochał taką miłością, jakiej Pan oczekuje! On będzie inny, szczególny, zmusi się do dawania życia! 

Mówi do Niego Piotr: „Panie, dlaczego nie mogę pójść za Tobą teraz? Oddam swe życie za Ciebie!” (J 13,37)

Wiemy jaka była reakcja Jezusa…

Odpowiada Jezus: „Chcesz za Mnie oddać swe życie? Zaprawdę, zaprawdę mówię Ci, nim kogut zapieje, trzykrotnie Mnie się zaprzesz”. (J 13,38)

Trzeba znać miarę swojej pychy…

Piotr poszedł za Panem dopiero, gdy nauczył się pokory i ujrzawszy pełne mocy rany Zmartwychwstałego pozwolił się napełnić Duchem Świętym, zaczął stawać się człowiekiem duchowym. Wcześniej nie rozumiał swego Mistrza.

Gdy Chrystus, w przywołanym na początku fragmencie Pisma, mówi o spożywaniu Jego Ciała, aby mieć życie, jest napisane, że właśnie wtedy Żydzi zaczęli się sprzeczać. Ze słów ich sprzeczki wynika kompletne niezrozumienie słów Jezusa.

Słowo Pańskie jest jak papierek lakmusowy – wydobywa z nas prawdę o naszej kondycji, choćby o tym, że jesteśmy wciąż cieleśni, że nie postąpimy za Nim dalej, póki nie zgodzimy się na Jego sposób życia, miłowania, funkcjonowania.

Św. Tomasz z Akwinu w swoim komentarzu do Ewangelii Janowej, napisał:

Pan mówił im o pokarmie jedności, że jeśli się nim posilą, staną się jednego ducha (…) A ponieważ Żydzi nie przyjęli pokarmu zgody, dlatego sprzeczali się wzajemnie, 

Oto odbywacie post wśród sporów i sprzeczek, bijąc niegodziwą pięścią. Nie jest postem to, co czynicie obecnie, by miał być usłyszany wasz głos na wysokości. (Iz 58,4)

W tym więc, że spierali się między sobą okazali się cieleśni

Skoro bowiem między wami zazdrość i niezgoda panuje, czyż nie jesteście cieleśni i czyż nie postępujecie według zasad czysto ludzkich? (1 Kor 3,3)

Dlatego pojmowali cieleśnie powyższe słowa Pana, że mianowicie mieliby spożywać ciało Chrystusa tak, jak cielesny pokarm.

Słowo wydobyło prawdę o słuchających Go. W noc przed Paschą wydobyło prawdę z Piotra. Wydobywa i z nas. 

Żydzi się podzielili. Piotr się zaparł. Ale potem każdy, kto chciał, kto uwierzył w Jego Życie, które przyszło przez wylaną Krew i poranione Ciało, każdy mógł otrzymać “łaskę po łasce”.

Jeden ze świadków życia św. Filipa Nereusza wspominał:

Przypominam sobie, że pewnego dnia Filip powiedział mi, że śmierdzę. Otóż tak było – wtedy popełniłem grzech cielesny.
Innym razem Filip powiedział mi, żartując: Myślisz, że nie czuję grzechów? Rozpoznaję je nosem! 

To od nas zależy czy nasze życie będzie wonią miłą Bogu i ludziom, czy raczej smrodem, przed którym święci i aniołowie zakrywają nos i twarz. 

Pan dał swoje życie, swoje Ciało, swoją Krew – aby odmienić nasze życie. Sami z siebie nie potrafimy Go naśladować. Dopiero wtedy będę mógł ofiarowywać siebie, gdy będę wciąż miał przed oczami posiniaczone Ciało, z którego odpłynęła wszelka Krew, z którego wyciekło życie. Gdzie ono jest? We mnie i w Tobie. Dopiero gdy ten dar przyjmę, gdy w skrusze uznam zbrodniczość moich słów, myśli i czynów – On mnie uzdrowi.

Patrzę więc na Niego.

Podnoszę oczy moje ku górom.
Skądże przyjdzie dla mnie pomoc? 
Pomoc moja od Pana…  (Ps 121,1)

« Older posts Newer posts »

© 2020 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑