Światło życia

Blog ks. Jacka Gomulskiego

Autor: jacek (page 2 of 119)

Bez imprimatur?

Pierwotnym zadaniem Szczepana była pomoc w odciążeniu Apostołów, by mogli oni oddać się wyłącznie modlitwie i przepowiadaniu Słowa Bożego. Miał zajmować się – jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli – kwestiami charytatywnymi, zwłaszcza pomiędzy ubogimi z diaspory hellenistycznej. Jednak to właśnie Szczepan pozostawił po sobie największe kazanie zachowane w księdze Dziejów Apostolskich! Wsławił się także cudami, jakie Pan działał przez jego ręce – może były to uzdrowienia, może wypędzenia demonów, może wreszcie łaska przemiany ludzkich serc przez “słowo przekonywania”.

Można by powiedzieć, że pierwszy święty diakon nie miał kościelnego imprimatur na swoje homilie i katechezy, nikt go nie posłał do mówienia kazań, nie miał swoistej misji kanonicznej, ani odpowiedniego przygotowania. Sam w ogóle fakt, aby żyd wychowany w diasporze stawał w słowne szranki z fachowcami od Tory nie był może szczytem ówczesnej roztropności… Szczepan przecież miał tylko obsługiwać stoły!

Niektórzy zrzędliwie skomentują – oto jak się kończy, gdy ktoś wyrywny bierze się nie za swoje zadania… Tego typu zrzędliwe uwagi nawet dzisiaj często bywają słyszane, zwłaszcza wobec mocnych słów prawdy, jakie z rzadka (niestety) padają w przestrzeni publicznej z kościelnej ambony. O proroku zawsze można powiedzieć: “Po co on się odzywa? To nie jego specjalność naukowa. Czy ktoś go posłał do tego głoszenia?” Albo, gdy przepowiadanie Słowo ściągnie na przepowiadającego publiczną krytykę czy inne nieprzyjemne konsekwencje – a współczesna hierarchia kościelna też umie być nieprzyjemnie konformistyczna – do odcięcia się od kapłana włącznie, można nabrać wody w usta i udać, że danego człowieka nie ma i niemalże nigdy nie istniał. Przecież, jak dobrze wiemy, pewne poglądy są po prostu “niedopuszczalne”…

Szczepan głosił “niedopuszczalną”, jak na owe czasy i uszy słuchaczy, Prawdę Bożą z mocą, bo ta Prawda go przepełniała i nie mógł uciszyć w sobie jej głosu. Nie szukał taniej sensacji ani śmierci męczeńskiej. Uczynił coś, co dla wielu, także duchownych, jest nie do pojęcia – pozwolił się prowadzić Słowu bez kalkulacji i roztrząsania dokąd go to zaprowadzi. Nie potrzebował specjalnego pozwolenia ówczesnego Kolegium Apostolskiego, a świadectwo trwania przy Prawdzie przyniesionej przez Jezusa z Nazaretu widoczne było w czynach i właściwej Szczepanowi posłudze miłosierdzia. Całą kontrowersję wywołali “niektórzy z synagogi, zwanej synagogą Libertynów”, którzy jak mówi Pismo:

Nie mogli jednak sprostać mądrości i Duchowi, z którego natchnienia przemawiał. Podstawili więc ludzi, którzy zeznali: «Słyszeliśmy, jak on mówił bluźnierstwa przeciwko Mojżeszowi i Bogu». W ten sposób podburzyli lud, starszych i uczonych w Piśmie. Przybiegli, porwali go i zaprowadzili przed Sanhedryn. (Dz 6,10-12)

To ciekawe, że do dziś niektórzy z synagogi libertynów nie cierpią prostej prawdy Ewangelii i zgrzytają zębami na całą Europę, słysząc wciąż głoszone hasła, które w ich mniemaniu dawno już powinny spoczywać na śmietniku historii. Bóg jednak lubi nawet na śmietniku za miastem uczynić wielkie rzeczy. Czyż Golgota nie miała być, według niektórych, takim śmietnikiem?

Św. Szczepan zaprasza do bardziej szerokiego spojrzenia zarówno na kwestię napiętych relacji między charyzmatem a hierarchią, jak i do pogłębienia autentycznego zrozumienia wewnętrznego dialogu, jaki toczy się między człowiekiem a Duchem św. Jak się dać tak mocno poprowadzić Prawdzie? Jak poddać się działaniu Tego, „który mówił przez proroków” nie patrząc na bolesne konsekwencje jakie z tego wynikają? Jak być tak wolnym?

VII antyfona “O Emmanuel!”

O Emmanuelu,
nasz Królu i Prawodawco,
oczekiwany Zbawicielu narodów,
przyjdź, aby nas zbawić, nasz Panie i Boże!

Był rok 735 przed Chr. Król Achaz szalał. Z jednej strony zaatakowali go sąsiedzi z Samarii (Efraima) i Damaszku (władca bowiem nie chciał razem z nimi wystąpić zbrojnie przeciw Asyrii), z drugiej czuł już tchnienie groźnej asyryjskiej potęgi. Mimo symbolicznej wymowy własnego imienia (Achaz jest skrótem od wyrazu Jehoachaz, czyli “Jahwe trzyma”) władca czuł się w potrzasku. Co robić? Wtedy pojawił się prorok Izajasz świadomy powołania rodziny Dawidowej i wagi planów, jakie nad domem Dawida miał Bóg. Już sam fakt, że dynastia władców pochodzących od syna Jessego wciąż trwała, powinien być uznawany za cud. Królestwo bowiem po śmierci Salomona rozpadło się na dwie części – większy terytorialnie i silniejszy Izrael (ze stolicą w Samarii) oraz mniejszą Judę (ze stolicą w Jerozolimie), w której wciąż rządziła dynastia pochodząca od zabójcy Goliata.

Izajasz namawia więc zalęknionego Achaza, któremu dotąd nie po drodze było z Bogiem i Jego Prawem, do prowadzenia neutralnej polityki i oparcia się na wierze w Jahwe.

Jeszcze sześćdziesiąt pięć lat,
a Efraim zdruzgotany przestanie być narodem.
Jeżeli nie uwierzycie, nie ostoicie się. (Iz 7, 8b-9b)

Król wątpi. Nie jest pewien. Bardziej przemawiają do niego własne kalkulacje i strategie aniżeli przepowiednie Izajasza. Lata ofiar składanych bożkom zrobiły swoje w jego duszy. To Achazowi bowiem autor natchniony przypisuje wybudowanie posągu Molocha i składanie ofiar z dzieci, ba, nawet z własnego syna… Nisko upadła Dawidowa krew…

Bóg jednak wciąż jest gotów pomóc.

I znowu Pan przemówił do Achaza tymi słowami: «Proś dla siebie o znak od Pana, Boga twego, czy to głęboko w Szeolu, czy to wysoko w górze!» Lecz Achaz odpowiedział: «Nie będę prosił, i nie będę wystawiał Pana na próbę».
Wtedy rzekł Izajasz:
«Słuchajcie więc, domu Dawidowy:
Czyż mało wam naprzykrzać się ludziom,
iż naprzykrzacie się także mojemu Bogu?
Dlatego Pan sam da wam znak:
Oto Panna pocznie i porodzi Syna,
i nazwie Go imieniem Emmanuel». (Iz 7,10-14)

Dlaczego król Achaz nie chce bożej pomocy? Czy dlatego, że nie wierzy proroctwu? A może dlatego, że się po prostu boi? Bowiem:

Straszną jest rzeczą wpaść w ręce Boga żyjącego. (Hbr 10,31)

Może Achaz ocenia Boga podług swoich wyobrażeń, na podobieństwo krwawych bożków, którym w głębi serca służy? A może swoista dwulicowość zbyt mocno weszła mu w krew, dlatego nie ufa prostocie Boga i Jego proroka? Achaz przecież obłudnie wymawia się od prośby o znak, powołując się na Boże Prawo zabraniające tego. Jest to jednak w królewskich ustach czysta hipokryzja, nie czci on bowiem Boga Jedynego! A może król zapomniał kim jest? Przestał wierzyć w swą tożsamość jako potomka Dawida, dziedzica dynastii, której Bóg złożył wielkie obietnice, dotąd nie zrealizowane.

Wtedy Achaz wysłał posłów do króla asyryjskiego Tiglat-Pilesera ze słowami: „Jestem twoim sługą i twoim synem. Przyjdź i wybaw mnie z ręki króla Aramu i z ręki króla izraelskiego, którzy stanęli przeciwko mnie”. (2 Krl 16, 7)

Jako dar hołdowniczy potomek Dawida i Salomona kazał ogołocić świątynię jerozolimską z wszelkiego srebra i złota i zawieźć królowi asyryjskiemu. Kazał też zniszczyć dotychczasowy ołtarz, wykonany według słów Pańskich, i wybudować nowy, na wzór ołtarzy Asyrii…

Proroctwo o Emmanuelu okazało się w ówczesnych realiach znakiem nieprzyjętym. Jednak przewyższało ono znaczeniem i wagą czasy króla Achaza i jego robaczywe sumienie. Bogu chodziło o coś więcej aniżeli dzieje i decyzje jednego władcy. Jak zwykle w dziejach narodu wybranego, historia, również ta, traktująca o zdradzie i duchowej niewierności, jest typem i zapowiedzią spraw większych. Achaz stał się typem grzesznika, człowieka uwikłanego w układy z grzechem, słabością i szatanem. Kogoś służącego duchowej potędze, z którą mierzyć się można jedynie mocą Pańską. Ucieleśnieniem tej mocy jest Emmanuel. Syn narodzony z Dziewicy. Żywy znak obecności Boga pośród swego ludu.

A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy: „Bóg z nami”. (Mt 1, 22-23)

W sytuacji zagrożenia, czy to przychodzącego z zewnątrz, czy też przeżywanego wewnątrz siebie, wspomnij na Izajaszowe proroctwo, na znak Emmanuela, Boga z nami, na Jego uniżenie i nieustanną Obecność w Słowie i Sakramencie. Nie poddawaj się demonom rozpaczy, które wymuszają śmierć twoich więzi i relacji. Nie oddawaj tych, którzy cię kochają bożkom manipulacji, presji, szantaży emocjonalnych i własnego chłodu. Nie buduj bałwochwalczych posągów opierając się na ludzkich wrażeniach i kulcie emocji. Pan chce darzyć cię łaską. Pan chce cię prowadzić i wielokrotnie już dawał temu dowód.

Co będziesz za chwilę świętować, jeśli nie ucieleśnienie obietnic Pańskich? One wciąż są aktualne.

Zaufaj im.

A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata! (Mt 28,20)

Koniec Adwentu.

Co tak naprawdę będziemy świętować 25 grudnia? Już nawet nie pytam o choinki, Mikołaja, czy karpia w galarecie, ale głębiej – co świętujemy, my, przychodzący na Pasterkę, chcący ocalić stare tradycje, chodzący do spowiedzi (może co kilka miesięcy, może co pół roku, a może co kilka tygodni czy nawet dni) i przyjmujący Komunię (j. w.). Co świętujemy?

A ty, Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich! Z ciebie wyjdzie dla mnie Ten, który będzie władał w Izraelu, a pochodzenie Jego od początku, od dni wieczności. (Mi 5,1-2)

Świętujemy uniżenie, ukorzenie, umniejszenie się.

Świętujemy najbardziej owocną małość świata. Życiodajną.

Sformułowanie „Betlejem Efrata” znaczy tyle co „płodny dom chleba”. Było ono miastem ważnym w historii narodu wybranego. Tam urodził się Dawid, tam też, jeszcze przed nim, zmarła przy porodzie Rachela, żona patriarchy Jakuba. Miejscowość z taką sławą powinna coś znaczyć, jednak z czasem podupadła sława Dawidowego rodu, a z nią sława Beth Lehem. Może o tobie też mówili – „Dobrze się zapowiada”, a potem, wyszło, tak… zwyczajnie… niepozornie… Znakiem naszego świętowania jest nieudane miasto i – po naszemu – nieudane życie. Takie do końca „nie takie, jak trzeba”. Nawet kiedy już Mesjasz przyszedł – będziemy o tym czytać za kilka dni – oni, ci z Betlejem, nie przyjęli Go. Sama bowiem małość nie wystarcza, chrześcijaństwo nie jest religią zwykłych wyrzutków, odrzuconych i tych „na peryferiach”, trzeba jeszcze posłuszeństwa Panu.

«Oto idę, aby spełnić wolę Twoją». (Hbr 10,8)

Uniżenie Boga jest zaproszeniem do pokory i ogołocenia, do bycia najmniejszym. Owa małość nabiera jednak sensu dopiero w podporządkowaniu się Panu, na wzór Syna Bożego, który uniżył się ze względu na wolę Swego Ojca. Na wzór młodziutkiej Miriam, ukrytej w cieniu nazaretańskich domów, której ziemskie życie niewiele znaczyło w oczach ówczesnego świata.

Nie chciej więc znaczyć. Nie chciej potwierdzać siebie w oczach innych. Nie chciej być perfekcjonistą – chciej być święty!

VI antyfona „O Rex!”

O Królu narodów przez nie upragniony,
kamieniu węgielny Kościoła,
przyjdź i zbaw człowieka,
którego utworzyłeś z prochu ziemi.

Często bywa w nas tak, jak w macierzyńskim wnętrzu Rebeki, żony patriarchy Izaaka. Doznajemy rozdarcia, dusznej walki, wewnętrznych wstrząsów, nieuporządkowanych myśli i sprzecznych uczuć:

Poszła więc zapytać o to Pana, a Pan jej powiedział:
Dwa narody są w twym łonie,
dwa odrębne ludy wyjdą z twych wnętrzności;
jeden będzie silniejszy od drugiego,
starszy będzie sługą młodszego.
(Rdz 25,23)

Skoro Izaakowe bliźnięta Pismo nazywa – o święta przesado! – narodami, to tym bardziej można ten obraz zmagających się ze sobą ludów zamkniętych w jednym łonie, odnieść do tego co dzieje się we wnętrzu każdego człowieka. Walczące ze sobą odczucia, myśli, pragnienia, plany, ambicje. Uległość spierająca się z brawurą. Ospałość popędzana przez radykalizm. Wszelka skłonność do bylejakości “złapana za piętę” przez marzenie o życiu “pełnym” i owocnym. Wada z cnotą, grzech z łaską. Co z tego wyjdzie? Kto zwycięży? Może trzeba jakiegoś podstępu, jakiejś zmyślnej zagrywki Ducha Św., może szczególnej interwencji Niewiasty, zwłaszcza gdy wydaje się, że głupota obejmie władzę nad całością życia…

Rebeka słyszała to, co Izaak mówił do swego syna Ezawa… rzekła do swego syna Jakuba: Teraz więc, synu mój, posłuchaj mego polecenia, które ci dam. (Rdz 27,5-6.8)

Św. Ludwik Maria Grignon de Monfort widział w Rebece figurę Maryi. Dzięki swej matce Jakub otrzymał błogosławieństwo, jeden lud zwyciężył drugi. Dzięki Maryi błogosławieństwo może otrzymać każdy z nas:

Jakub zbliżył się i pocałował go.
Gdy Izaak poczuł woń jego szat,
dając mu błogosławieństwo mówił: (…)
Niechaj tobie Bóg użycza rosy z niebios i żyzności ziemi,
obfitości zboża i moszczu winnego.
Niechaj ci służą ludy
i niech ci pokłon oddają narody.
(Rdz 27,27-29)

Tylko boża moc, Jego błogosławieństwo, może ujarzmić dziki naród wad i słabości zamknięty w poruszeniach duszy, w nieuporządkowanych odruchach natury. Może warto i tak spojrzeć na tytuł, jakim obdarza Chrystusa dzisiejsza Antyfona – Król narodów! Pan zmagających się ze sobą obcych ludów ukrytych w każdym z nas! Tylko Ten, który ujarzmił groźne fale burzliwego jeziora i stąpał po jego przepastnych wodach, który uciszał demony i koił śmiertelną rozpacz może sprawić, aby wszystko co zostało zaprzęgnięte do służby naszym wadom zostało poddane cnotom. Wtedy “starszy będzie sługą młodszego”, czyli pierwotne odruchy, splamione egotyzmem i pychą, zaczną służyć pragnieniom oczyszczonym Łaską.

Zgoda na pełne mocy działanie Boga w naszym życiu, na Jego absolutne panowanie nie przychodzi łatwo:

Wieść tę narody przyjęły ze drżeniem,
padł strach na mieszkańców filistyńskiej ziemi. (Wj 15,14)

Wiąże się ona bowiem z decyzją (może kolejną, i kolejną, i kolejną) zmiany życia, poddania owych pogańskich ludów okupujących nieodkrytą jeszcze Ziemię bożych Obietnic. Zerwanie z grzechem nie jest łatwe.

Tymi wszystkimi rzeczami nie plugawcie się, bo tymi wszystkimi rzeczami plugawiły się narody, które wypędzam przed wami. Także i ziemia stała się nieczysta. Ukarałem ją więc za jej winę, a ziemia wypluła swoich mieszkańców. Strzeżcie więc ustaw i wyroków moich, nie czyńcie nic z tych obrzydliwości. (Kpł 18,24-26)

Czy chcesz przyjścia Pana, który położy kamień na tej części Twej duszy, która wciąż buntuje się wobec Jego zamysłów?

A więc nie jesteście już obcymi i przychodniami,
ale jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga
– zbudowani na fundamencie apostołów i proroków,
gdzie kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus. (Ef 2,19-20)

Tego głazu nikt nie ruszy, jeśli tylko zdecydujesz się radykalnie słuchać swego Króla – czytać Jego Słowo, karmić się i adorować Jego Ciało, aby pójść tam, dokąd On Cię zaprowadzi.

Mówcie wśród pogan: Pan jest królem.
Umocnił świat, by się nie poruszył:
ze słusznością wymierza ludom sprawiedliwość. (Ps 96,10)

Gdyż Bóg jest Królem całej ziemi,
hymn zaśpiewajcie!
Bóg króluje nad narodami,
Bóg zasiada na swym świętym tronie. (Ps 47,8-9)

Przyjdź więc, Królu narodów! Przyjdź i wybaw z wewnętrznego poplątania i chaosu!

V antyfona „O Oriens!”

O Wschodzie,
Blasku światłości wieczystej
i Słońce sprawiedliwości,

przyjdź i oświeć
żyjących w mroku i cieniu śmierci.

Wielu z czytających te słowa może mieć w pamięci obraz pierwszych promieni słonecznych przebijających przez mrok nocy. Może oglądali taki widok w górach, może na nadmorskiej plaży, a może jest to wspomnienie poranka z pięknego wiosennego dnia.

Gdy spoglądam na zachmurzone niebo nad Warszawą, pokryte warstwą gęstych, duszących chmur smogowych, z tęsknotą myślę o złotym blasku wschodzącego słońca. Tu go nie widać. To, że jest ranek poznajemy po większym natężeniu bladego światła, które sprawia jedynie, że mrok nocy zmienia się w szary półmrok dnia. Tylko nie ma dnia. Są ciężkie godziny pracy w nieświeżym powietrzu, albo w sztucznych wnętrzach biur, ze szkła i chromu, których wystrój zdominował kolor szary – symboliczna odsłona stanu serc i umysłów.

Gdzie jasność słońca? Gdzie się podziała nasza ostrość spojrzenia rozświetlonego naturalnym blaskiem? Gdzie świeżość powietrza, podobna temu na górskich szczytach? Co nas ochroni przed trucizną głupoty i znieczuleniem na miłość? Niektórzy noszą maski przeciwsmogowe, ale czy nie jest to tylko półśrodek?

Mądrość … jest odblaskiem wieczystej światłości,
zwierciadłem bez skazy działania Boga,
obrazem Jego dobroci. (Mdr 7,26)

Niejedna dusza nie musi być zanurzona od razu w mrok i beznadzieję – wystarczy szarość, obojętność na dobro, piękno i prawdę. Zniszczona przez wulgarny język pseudokultury lub pornografii (nieważne mocnej czy miękkiej) wrażliwość nie umie już nawet zatęsknić za innym światem niż ten trujący, szary i bezbarwny. Wtedy nie ma pragnień większych, ponad urządzenie swego (a tam “swego”, bankowego!) mieszkania na wzór biura, w którym spędza się większość dnia. Nie ma szukania mądrości, bo i nie ma na to siły oraz wiary, że jakaś mądrość, poza tą sączoną z tej czy innej stajni medialnej istnieje. Nie ma radości, bo zmęczony i znużony człowiek zastąpił ją kolorową plazmą w jakość ultra hd, czy 4k.

A dla was, czczących moje imię,
wzejdzie słońce sprawiedliwości
i uzdrowienie w jego skrzydłach. (Ml 3,20)

Adwent zmierza powoli do końca, jeszcze tylko trzy dni. Czy ponad ciemność, szarzyznę i zniechęcenie wzbija się w tobie pragnienie Jego blasku? Czy wołasz do Pana, aby nad suchą i nieurodzajną ziemią twojej codzienności wzeszło z wysoka jasne Słońce? A prócz tego krzyku – co chcesz zrobić, aby nie zatruć doszczętnie życia sobie i swoim dzieciom? Maska nie wystarczy…

Znów przemówił do nich Jezus tymi słowami:
«Ja jestem światłością świata.
Kto idzie za Mną,
nie będzie chodził w ciemności,
lecz będzie miał światło życia». (J 8,12)

Pan wzywa do pójścia za Nim. Zdaję sobie sprawę, że zwrot ten jest już mocno zbanalizowany – iść za Jezusem… Taka nowomowa obecna w pewnych kościelnych kręgach… Ale, może warto potraktować to sformułowanie dość dosłownie, radykalnie – po prostu idź. Wyjdź. Przemieść się z jednego miejsca na drugie. Gdzieś leży twój Wschód – nie ten geograficzny, ale ten duchowy. Może, w końcu, czas się na niego zorientować… Może, aby uchronić się przed smogiem i szarością, przed ciemnością i więzieniem, trzeba pozostawić miasto – jakkolwiek ono wygląda w twoim życiu i jakąkolwiek nosi nazwę – i pójść do swojej własnej Ziemi Obiecanej, do miejsca gdzie jest słońce i powietrze. Do miejsca gdzie jest życie.

Myślałeś o tym?

« Older posts Newer posts »

© 2019 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑