Światło życia

Blog ks. Jacka Gomulskiego

Kategoria: Słowo Boże (page 2 of 117)

W świetle, czy w cieniu?

Lampą ciała jest oko jeśli więc oko twoje będzie proste (czyste, szczere) całe ciało twoje będzie w świetle. Jeśli zaś twoje oko byłoby złe całe twoje ciało będzie w ciemności. Jeśli więc światło w tobie jest  ciemnością, jakże wielka to ciemność! (Mt 6,22-23)

Zwykle termin “ciało” ma w Nowym Testamencie znaczenie negatywne, jako pewien element materialny przeciwstawiany temu, co duchowe. Tu jet inaczej. Widać w tym fragmencie pozostałość dawnego semickiego sposoby wyrażania się, w którym “ciało i krew” oznaczają po prostu człowieka.

“Lampa” lub “światło” twego ciała (λυχνος του σωματος – lychnos tou somatos) to podstawa umiejętności rozeznawania, poznania nie tylko ogólnego dobra i zła, ale także rozeznawania poszczególnych drobnych z pozoru rzeczy w życiu.

Oko (οφθαλμος – oftalmos) w Starym Testamencie – podobnie jak serce – to postawa człowieka. Według ST cały człowiek, cała jego osobowość, niejako koncentruje się w oku.

Oko ma być proste. Mateusz używa tu przymiotnika απλους, który można przetłumaczyć także jako “szczere, czyste, jasne”. LXX oraz Nowy Testament tym słowem określa postawę niepodzielonego serca oddanego Bogu. Człowiek który posiada oko „szczere”, niepodzielne, jest otwarty na objawienie, które przynosi Jezus. Człowiek, którego oko jest „złe” zamyka się na objawienie. Przed człowiekiem jest zatem wybór: otworzyć się całkowicie i szczerze na światło orędzia ofiarowanego przez Jezusa albo stanąć wobec niego z „okiem złym”, tj. dokonując własnych kalkulacji i zamykając się na to światło.

Powstaje pytanie – co jest twoją lampą? Co rzuca tak mocne światło na twoje patrzenie na samego siebie i sprawy dookoła, że determinuje całe twoje postrzeganie świata? A może należałoby inaczej zadać pytanie – co rzuca cień na twoje życie? Może jeszcze należycie nie oświetliło cię światło Słowa, które przychodzi:

…aby objawić się tym, którzy siedzą w ciemności i w cieniu śmierci, i nakierować nasze stopy na drogę pokoju. (Łk 1,79)

Czy twoje światło, twoje patrzenie na siebie należycie wydobywa z cienia wszystko, co kryje się w zakamarkach twego serca? Bo przecież:

Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego wychodzą złe zamiary, nierządne czyny, kradzieże, morderstwa, cudzołóstwa, chciwości, niegodziwości, podstęp, wyuzdanie, złe oko (zazdrość), obelżywość, pycha, głupota; wszystkie te złe rzeczy pochodzą z wnętrza i zanieczyszczają człowieka. (Mk 7,21-23)

Warto zwrócić uwagę, że św. Marek użył tu semityzmu “złe oko”, określając nim zazdrość. To także przyczynek do zrozumienia wady twego duchowego wzroku…

Zastanów się, która z tych wszystkich postaw nie zaciemnia twego spojrzenia tak, że nie widzisz Pana, w którego się wpatrujesz na adoracji, widzisz zaś siebie, swoje sprawy, trudności, tęsknoty, czy pragnienia. Pół biedy jeszcze jeśli mówisz o nich Chrystusowi, gorzej jeśli trwasz w kontemplacji własnej ciemności. W ten sposób można doprowadzić się do martwych rozważań, do beznadziei i widzenia wszędzie “tchnienia śmierci” i rozkładu. Podobnie jak starotestamentalny Tobiasz, który wszędzie widział jedynie trupy – niby to w pobożnej chęci spełniania dobrych uczynków grzebania zmarłych – co doprowadziło go do martwych relacji a wreszcie do ślepoty. Dopiero żółć ryby złapanej przez syna wróciłą mu wzrok.

I przystąpił do niego Tobiasz z żółcią z ryby w ręku, i dmuchnął na jego oczy, dotknął się i rzekł: «Ufaj, ojcze!», i przyłożył mu lekarstwo, i odczekał chwilę. Potem zerwał obiema rękami bielmo z kątów jego oczu” (Tb 11, 11–12).

O. Augustyn Pelanowski OSPPE tak komentuje ten fragment:

W języku greckim TO LEUKOMA oznacza nie tylko bielmo, ale też białość w ogóle. Źródłem tego słowa jest wyraz HE LEUKOS – czyli biały, błyszczący, a także uniewinniający!!! W języku polskim istnieje też takie przenośne określenie, że ktoś się wybiela, to znaczy uniewinnia się. Zaślepia nas uniewinnianie siebie samych – zauważmy, że szczególną cechą egocentryzmu jest to, że zawsze INNI SĄ WINNI, NIGDY MY. Zawsze do innych mamy pretensje, do Boga, do ludzi; zawsze inni nas krzywdzą, zawsze inni nie są tacy, jakbyśmy chcieli, aby byli, a my zawsze uważamy się za uczciwych i sprawiedliwych i zawsze się uniewinniamy. Bielmo – czyli skłonność do wybielania siebie samego – trzeba zerwać z własnych oczu, trzeba przyjąć odpowiedzialność za życie, za swoje złości, za swoją żądzę, za swoją pychę, za swoją chciwość, za swoje uczucia. Gdy człowiek wszystko odbiera w mrocznych przewidywaniach, pełnych ukrytej złości, ślepnie! Trzeba nam zaprosić miłość do własnego serca, miłość Boga. Trzeba zobaczyć to, że Bóg patrzy na nas z miłością, a nie z osądem.

Rozpoznanie Bożego spojrzenia dokonuje się przez przyjęcie z wiarą Bożego słowa – tego, które czytasz, lub tego które słyszysz głoszone na rekolekcjach czy homiliach. Ze słowem od Pana, pouczeniem czy po prostu prawdą może przyjść do ciebie życzliwy człowiek – przyjaciel, współmałżonek, kierownik duchowy, spowiednik. Śmiało można nazwać kogoś takiego “lampą”, w końcu sam Chrystus powiedział tak o swoim Poprzedniku:

On był tą Lampą, która płonie i świeci, wy zaś do pewnego czasu pragnęliście cieszyć się jego światłem. (J 5,35)

Pozwalasz tej lampie świecić w twoim życiu, czy też z różnych przyczyn chowasz ją “pod korcem”?

Co przeszkadza ci oglądać Pana? Co cię rozprasza? Grzech, emocje, lęk, jakiś ból?

W jaki sposób szukasz bożej lampy dla swoich ścieżek? Gdzie jest Twoja lampa?

Na kolanach.

Następnie wyszedł i udał się według zwyczaju na Górę Oliwną; uczniowie też poszli z Nim. Gdy znaleźli się na miejscu, powiedział do nich: Módlcie się, aby nie ulec próbie (pokuszeniu).

A sam oddalił się od nich, jakby na rzut kamieniem, upadł na kolana i zaczął się modlić słowami: Ojcze, jeśli chcesz, oddal ten kielich ode Mnie; jednak nie moja wola, ale Twoja niech się dzieje.

Wtedy ukazał Mu się anioł z nieba wzmacniając Go. I pogrążony w boju jeszcze usilniej się modlił; i stał się Jego pot jak krople krwi, spadające na ziemię.

Gdy wstał od modlitwy i przyszedł do uczniów, zastał ich śpiących ze smutku. Wówczas powiedział do nich: Dlaczego śpicie? Wstańcie i módlcie się, abyście nie ulegli próbie. (Łk 22,39-46)

Punktem wyjścia tej perykopy jest Jezusowe wezwanie do modlitwy, skierowane do uczniów i opatrzone wyjaśnieniem: “aby nie ulec próbie”. Noc poprzedzającą swoją Paschę Pan przeznacza na modlitwę i zaprasza do tego także swych uczniów. Zaprasza ich tak naprawdę do wewnętrznego życia Boga, jakim tajemnicze spotkanie Syna z Ojcem w Duchu św. Musimy pamiętać, że uczniowie znali wartość owego zaproszenia, wiedzieli, że modlitwa do której zaprasza Pan odsłania przed nimi prawdę o Jego bóstwie oraz jedności z Ojcem. Poznali przemienione Oblicze Jezusa na górze Tabor. Być może teraz Mistrz chciał odsłonić im inny wymiar swego misterium – pokryte krwią Oblicze Syna Człowieczego. Być może – uczyńmy także i to przypuszczenie – gdyby nie ich ucieczka w sen, to pojmanie Jezusa i Jego Męka nie wywołałyby takiej fali strachu… Ucieczka w sen zaowocowała ucieczką od Pana.

Chrystus wyjaśnia, że modlitwa w tej konkretnej sytuacji jest niezbędnym umocnieniem, przeprowadzającym zwycięsko przez próbę, której elementem jest także pokusa ucieczki. Można potraktować to zaproszenie – kierowane przecież także do nas – jako zachętę do wejścia nie tylko w fakt modlitwy, ale także jej rodzaj. A jest to modlitwa absolutnego uniżenia i poddania swej siły mocy Ojca Niebieskiego. Chrystus – jak to zanotował św. Łukasz – “upadł na kolana i zaczął się modlić”.

Na marginesie warto odnotować uprzednią rolę gestu modlitewnego wobec aktu modlitwy. Najpierw Jezus “upadł na kolana” a potem “zaczął się modlić”. Chociaż pozostali synoptycy nie wspominają o “padaniu na kolana” ale o “padaniu na twarz” (co zresztą się nie wyklucza, podkreśla jedynie uniżoność postawy wchodzącego w mękę Jezusa) to zachowują ów porządek gestu i modlitwy. Warto pamiętać, że gest może niejako “nieść” modlitwę, czy też ją uprzedzać.

Kard. Ratzinger, omawiając znaczenie postawy klęczącej w liturgii, stwierdza w “Duchu liturgii”:

Hebrajczycy uważali kolana za symbol siły; zgięcie kolan jest zatem ugięciem naszej siły przed żywym Bogiem, uznaniem tego, że wszystko, czym jesteśmy, od Niego pochodzi.

Chrystus, poprzez swoje ogołocenie i uniżenie, oraz podkreślenie swej zależności od woli Ojca, daje wzór autentycznego oddania Bogu, autentycznej adoracji Wszechmogącego, autentycznego poddania się Bożej Opatrzności. W tym kontekście Ratzinger odnosi się do Hymnu o kenozie Chrystusa z pawłowego listu do Filipian. Pisze:

Hymn kreśli postać Chrystusa, przeciwstawiając Go pierwszemu Adamowi: podczas gdy ten ostatni samowolnie chciał być równy Bogu, Chrystus, „istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem”, lecz uniżył się aż do śmierci krzyżowej. Właśnie ta pokora, która pochodzi z miłości, jest tym, co prawdziwie Boskie i co daje Mu „imię ponad wszelkie imię”, „aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych”. Hymn Kościoła apostolskiego podejmuje tu wspomniane słowa obietnicy z Księgi Izajasza: „Przysięgam na siebie samego, z moich ust wychodzi sprawiedliwość, słowo nieodwołalne. Tak, przede Mną zegnie się każde kolano” (Iz 45, 23).

Naśladować Chrystusa w Jego uniżeniu to wejść w tę postawę, którą uosabia klęczący Sługa Pański w Ogrodzie Oliwnym. Niestety, ci, którzy mieli być Jego naśladowcami, spali. Zamiast uniżenia i skupienia się na Bogu wybrali skupienia na sobie. A przecież każda modlitwa, a zwłaszcza adoracja jest zaproszeniem do zapomnienia o sobie. Lęk lub niepewność wobec Tajemnicy objawionej podczas Ostatniej Wieczerzy napełniły serca apostołów znużeniem. Uciekli w siebie, w tę ukrytą część swoich serc, która staje się (pozornym) schronieniem ludzi skupionych na swoim trudzie. Można powiedzieć, że w pewien sposób adorowali samych siebie, swoje zmory i obawy do tego stopnia, że zapadli w sen. Tymczasem Pan potrzebował ich obecności. Jego trud i ból kolan przyzywał ich trudu, ale nie znalazłszy go, jeszcze bardziej zasmucił boskie serce.

Zauważmy, że Chrystusowa postawa uniżenia spotyka się z reakcją Ojca. Posyła On anioła, który wzmacnia Jezusa. Jak? Łukasz używa tu słowa, które pojawia się w jego pismach jeszcze w opisie nawrócenia św. Pawła. Ochrzczony i na nowo widzący Szaweł, przebywając w Damaszku otrzymuje pożywienie, które go wzmacnia. Możemy domyślać się w tym dodającym sił posiłku Eucharystii. Przypomina się Jezusowe zdanie, jakie wypowiedział do uczniów po spotkaniu z Samarytanką:

Ja mam do jedzenia pokarm, którego wy nie znacie. (J 4,32)

Czyż więc nie wolno nam utożsamić adorowanego i przyjmowanego w Komunii Chleba z wolą Ojca, która jednocześnie jest zadaniem i darem dodającym sił do wykonania owego zadania?

Mamy więc dwie postawy wobec trudności, wobec ofiary – adorację siebie prowadzącą do ucieczki w odrealnienie oraz pełną pokory (symbolizowanej przez ugięte kolana) adorację woli bożej, ucieleśnionej w Eucharystii.


W co uciekasz wobec trudności? Na czym polega twój sen, odrealnienie, próba zapomnienia o trudzie?

Czy zdarzyło Ci się, że przeżywane trudności zamieniłeś w modlitwę?

W jaki sposób i przed kim “zginasz kolana”, czyli ulegasz? Przed Bogiem? Przed drugim człowiekiem? Ze strachu, czy z przekonania o czyjeś miłości lub wypowiedzianej prawdzie?

Pokarm mizerny.

Tłum pospolitego ludu, który był wśród nich, ogarnęła żądza. Izraelici również zaczęli płakać, mówiąc: «Któż nam da mięsa, abyśmy jedli? Wspominamy ryby, któreśmy darmo jedli w Egipcie, ogórki, melony, pory, cebulę i czosnek. Tymczasem tu giniemy, pozbawieni tego wszystkiego. Oczy nasze nie widzą nic poza manną». (Lb 11,4-6)

Od góry Hor szli w kierunku Morza Czerwonego, aby obejść ziemię Edom; podczas drogi jednak lud stracił cierpliwość. I zaczęli mówić przeciw Bogu i Mojżeszowi: «Czemu wyprowadziliście nas z Egiptu, byśmy tu na pustyni pomarli? Nie ma chleba ani wody, a uprzykrzył się nam już ten pokarm mizerny».

Zesłał więc Pan na lud węże o jadzie palącym, które kąsały ludzi, tak że wielka liczba Izraelitów zmarła. Przybyli więc ludzie do Mojżesza mówiąc: «Zgrzeszyliśmy, szemrząc przeciw Panu i przeciwko tobie. Wstaw się za nami do Pana, aby oddalił od nas węże». I wstawił się Mojżesz za ludem. Wtedy rzekł Pan do Mojżesza: «Sporządź węża i umieść go na wysokim palu; wtedy każdy ukąszony, jeśli tylko spojrzy na niego, zostanie przy życiu».

Sporządził więc Mojżesz węża miedzianego i umieścił go na wysokim palu. I rzeczywiście, jeśli kogo wąż ukąsił, a ukąszony spojrzał na węża miedzianego, zostawał przy życiu. (Lb 21,4-9)

Użyte w tekście 21 rozdziału księgi Liczb sformułowanie “pokarm mizerny” można przetłumaczyć, jako „pokarm nieznaczny”, „upokorzony”, „zlekceważony”, a nawet „przeklinany”. Czyż nie odpowiada to częstemu stosunkowi do Eucharystii, do tej niezwykłej Obecności Pana? Czy nie tracimy cierpliwości wobec Jego tajemniczego spokoju, jaki emanuje z adorowanej Hostii? Czy nie wydaje się ona zbyt marnym lekarstwem na bóle naszej duszy, a zwłaszcza na nasze nienasycone głody? Na silne oceny siebie oraz innych? Na rozbuchane apetyty? Na gargantuiczną chęć pożarcia całego świata doznań – węchem, słuchem, smakiem, a zwłaszcza dotykiem i wzrokiem? Człowiek przeżarty niczym nie skrępowaną pożądliwością może trwać w pogardzie wobec prawdziwego “chleba niebiańskiego”, nawet jeśli go przyjmuje…

O. Augustyn Pelanowski OSPPE komentując fragment Księgi Liczb mówiący o mannie zauważył:

W drugim tekście jest mowa o żądzy mięsa. Tak, wzgarda Eucharystii jest zawsze podyktowana żądzą ciała, żądzą mięsa, podobnie jak Eucharystia sprawia, że gardzimy żądzą, gardzimy grzechem. (…) Tymczasem dla wielu z nas manna eucharystyczna nie wystarcza, tęsknimy za mięsem Egiptu. Pragniemy zabawy, zapachu restauracji i tytoniu, potoków alkoholu, podniecającej muzyki, dobrego jedzenia, głupich rozmów, pragniemy wolności od starania się o prawdziwą miłość Boga, swobody, kłębowiska pieniędzy szeleszczących niczym węże w naszych kieszeniach, forsowania wszędzie własnej woli, kolorowych filmów akcji i paprykowych chipsów, golonki, makaronu, niedosmażonych steków. Wszystkiego tego bardziej niż Jezusa.

Tym, którzy nie chcą odnaleźć w “mizernym pokarmie” Obecności Pańskiej i uparcie chcą posługiwać się jedynie kategoriami ciała, za nim tęskniąc i jego pragnąc, Bóg dotyka ich ciał – zsyła “węże o jadzie palącym”. Odtąd jeszcze bardziej nabiera znaczenia dla nich kwestia przyniesienia ulgi ciału, które boli i piecze.

Jeśli bowiem nie boli wzgardzone Ciało Pana, to musi boleć ciało własne, zanurzone w jadzie wężowym…

Jeśli nie boli lekceważenie Obecności, to musi zaboleć poczucie wyobcowania i samotności związane z każdą choroba ciała lub duszy…

To, co czyni Mojżesz jest zapowiedzią zarówno wywyższonego i umęczonego Ciała Pańskiego na Golgocie, jak i tego, co dzieje się na niezliczonych adoracjach uwielbionego Ciała Eucharystycznego. Uzdrowienie z palącego jadu ma się dokonać poprzez spojrzenie na wywyższonego węża z miedzi. Zadziwiać musi w tym miejscu uniżenie Syna Bożego, który używa niezwykłych znaków, aby zapowiedzieć dzieło, jakiego ma dokonać na ziemi. Wąż jest znanym symbolem księcia ciemności, a oto Pan Światłości używa tego symbolu, aby ukazać swój przyszły tryumf. Szatan nie jest bowiem dla Boga równorzędnym przeciwnikiem, a walka jaka się dokonuje nie jest gnostycką wizją walki dwóch równych sobie bóstw dobra i zła. Bóg może się posłużyć wszystkim i z każdego zła wyprowadzić dobro. Wąż zostanie zdeptany a bramy piekła połamane, kiedy to Pan zstąpi do Otchłani ogłosić, że panowanie śmierci i grzechu ustaje.

Spojrzenie na miedzianego węża uzdrawiało. Nie chodzi tu jednak o jakieś przypadkowe spojrzenie, o zerknięcie, czy o zupełne bezmyślne gapienie się. W tekście jest użyte sformułowanie „zobaczyć spojrzeniem”, co oznacza spojrzenie pełne skupienia, intensywne wpatrywanie się. Żydowski komentator zauważa, że przy takim patrzeniu ważna jest „kawana”, czyli intencja, cel patrzącego, jego koncentracja. Podkreśla to wagę skupienia adorującego, ale jednocześnie każe zastanowić się, czy aby adoracja nie działa w dwie strony? Kto bowiem jest w stanie osiągnąć w sposób doskonalszy ową „kawana” – człowiek czy Bóg? Wpatrując się w Jego uwielbione Ciało, jednocześnie pamiętaj, że o wiele bardziej sam Stwórca intensywnie wpatruje się w ciebie – w twoje ciało, duszę, myśli, czyny, słowa i uczucia. W ciebie całego. I nigdy nie ma dość… I nie jest to spojrzenie złośliwego oskarżyciela…

Izraelici musieli wpatrywać się intensywnie w miedzianego węża, ów znak będący odwróceniem tego, co przyniosło im ból. Musieli niejako odwrócić jakość swego spojrzenia. Dotąd wpatrywali się intensywnie, oczami swych wspomnień i rozbudzonych pragnień, w egipskie przysmaki – mięso, ryby, ogórki, melony… Nie chcieli natomiast wpatrywać się w mannę. Wpatrywali się w swoje nienasycenie co najwyżej wylewając swoje żale przed innymi. Nie chcieli wpatrywać się w niewidzialnego Pana, który zaznaczył swą obecność w ich losach poprzez niezwykłe cuda.

A przecież patrząc na uwielbione Ciało Syna Bożego, na ten “mizerny” kawałek chleba, widzisz żywy i skuteczny znak największego tryumfu! Co więcej, Bóg nie tylko pokonał zło, ale także pozostawił tobie, osadzonemu w czasie, siebie samego. Adorując go, patrząc na Niego, poddając mu swoje rany wywołane wężowym jadem, zapraszając do swoich otchłani, jednocześnie uznajesz niewypowiedzianą Miłość, która zaprasza do dziękczynienia.

W czym może wyrażać się twoja niechęć (może posunięta aż do wzgardy) wobec Eucharystii, zarówno przyjmowanej jak i adorowanej?

Jak odpowiadasz Panu na Jego pełne miłości ogołocenie, którego szczególnym znakiem jest Eucharystia?

Czy zapraszasz Pana do swoich otchłani? W jaki sposób to się dzieje?

Sześć dzbanów

W centrum opowieści o cudzie w Kanie (co można przetłumaczyć jako trzcinowy pręt mierniczy, miara) Galilejskiej stoi sześć kamiennych stągwi, dzbanów – jak mówi Ewangelista – “przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń”, Rzadko zwracamy uwagę na to, że nie służyły one do przechowywania wina! Wino – jak pisze O. Karol Meissner OSB – przechowywano raczej w bukłakach, na co zresztą zwraca uwagę sam Chrystus w Ewangelii. Kamienne stągwie miały znaczenie rytualne i były naczyniami na wodę której używano zgodnie z Prawem do usunięcia rytualnej nieczystości, np. Po zetknięciu z kimś nieczystym, czy – najczęściej – przed posiłkiem. Dla ówczesnych żydów nieczystość rytualna była synonimem grzechu. Chrystus w swoim nauczaniu krytykuje ten pogląd, kiedy mówi, że nie niszczy nas to, co przychodzi z zewnątrz:

Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego wychodzą złe zamiary, nierządne czyny, kradzieże, morderstwa, cudzołóstwa, chciwości, niegodziwości, podstęp, wyuzdanie, złe oko, obelżywość, pycha, głupota; wszystkie te złe rzeczy pochodzą z wnętrza i zanieczyszczają człowieka. (Mk7,21-23)

Tej Chrystusowej lekcji wciąż nie możemy sobie przyswoić. Wciąż myślimy, że czyni nas gorszymi, nieczystymi to, co przychodzi z zewnątrz. To inni są przecież winni naszych problemów. To ktoś mnie zdenerwował, ktoś sprawił, że bluzgam, że nienawidzę. To z powodu zewnętrznych przyczyn kradnę, kłamię, cudzołożę.

Przez ostatnie dni przelewała się przez nasz kraj fala żałoby. Niestety, wraz ze smutkiem i niosłą ze sobą potrzebę poszukiwania winnych. Kto zawinił, że zostało popełnione morderstwo? Oczywiście, wiemy, że zawinił ten, który wyciągnął nóż, aby nim ugodzić, ale wielu poszukuje dalszych winnych. Pokusa zobaczenia wroga w drugim człowieku jest wielka i większość nas jej ulega. Kto jest winny? Wyciągając wnioski z nauczania Pana Jezusa trzeba z mocą powiedzieć – winny jest grzech, który w nas mieszka! Winny jest grzech, który staje się naszą wadą, czyli grzeszną postawą! Winny jest grzech, który zagościł w naszej świadomości zniekształcając poznanie świata na tyle, że nie chcemy i nie umiemy z nim walczyć. Dlatego staje się wręcz wadą społeczną czy narodową.

Problem nasz polega jednak na tym, że nie chcemy widzieć w sobie serca nieczystego, szukamy powodów naszej nieczystości poza nami samymi, a co gorsza – nie chcemy uznać grzechu za naszego wroga i nie chcemy upatrywać ratunku w Bogu i Jego łasce. Nie chcemy też wychowywać naszych dzieci w nienawiści do grzechu. Nie chcemy kształtować w nich postawy, której dał wyraz św. Dominik Savio “Raczej umrzeć niż zgrzeszyć”. Dziś częściej wychowujemy do postawy raczej umrzeć niż być biednym, niż się nudzić, aż wreszcie – niż cierpieć.

Kilkadziesiąt lat temu, nie tak znowu bardzo dawno, cały naród polski słowami Prymasa Tysiąclecia ślubował Matce Bożej na Jasnej Górze:

Pragniemy, aby każdy z nas żył w łasce uświęcającej i był świątynią Boga, aby cały Naród żył bez grzechu ciężkiego, aby stał się Domem Bożym i Bramą Niebios, dla pokoleń wędrujących poprzez polską ziemię – pod przewodem Kościoła katolickiego – do Ojczyzny wiecznej. Królowo Polski, przyrzekamy!
Zwycięska Pani Jasnogórska! Przyrzekamy stoczyć pod Twoim sztandarem najświętszy i najcięższy bój z naszymi wadami narodowymi. Przyrzekamy wypowiedzieć walkę lenistwu i lekkomyślności, marnotrawstwu, pijaństwu, rozwiązłości. Przyrzekamy zdobywać cnoty: wierności i sumienności, pracowitości, oszczędności, wyrzeczenia się siebie i wzajemnego poszanowania, miłości i sprawiedliwości społecznej.

Sługa Boży Prymas Wyszyński z genialną intuicją zdefiniował problem polaków – grzech i wady narodowe z siedmiu grzechów głównych wynikające. To nie troska o małe dziki czy eksterminowane karpie ale troska o życie w łasce uświęcającej powinna nam nieustannie towarzyszyć i stawać główną przesłanką w wychowaniu dzieci i kształtowaniu samych siebie.

Podobnie ujmował nasz problem wielki przyjaciel Polski, uciemiężonej wówczas pod zaborami, bł. papież Pius IX, ten sam, który miał podarować słynną świecę polskiej delegacji, prosząc, aby zapalono ją w wolnej Warszawie. Świeca ta była żywym świadkiem bożego miłosierdzia nad naszym narodem i towarzyszyła niedawnym obchodom 100 lecia odzyskania niepodległości.

Podczas narodowej audiencji dla Polaków 6 czerwca 1877 r. Pius IX powiedział:

Błogosławię Koronie Polskiej i proszę Boga, aby to błogosławieństwo spłynęło na całą ziemię Waszą. Ku temu celowi starajcie się usunąć przyczynę niedoli Waszej, którą jest grzech, przyczyna wszelkiego prześladowania.

Dziwnym zrządzeniem Bożej Opatrzności równo trzy tygodnie po tej audiencji prawie identyczne wezwanie usłyszeli Polacy od Matki Bożej objawiającej się w Gietrzwałdzie.

Ktoś powie “Cóż znaczą moje drobne wady, małe grzechy codzienne”? Odpowiem słowami św. Jana Pawła II, który w adhortacji “Reconciliatio et paenitentia”, będącej pokłosiem synodu biskupów z 1983 r. – na którym kościół przyznał, że dookoła nas istnieją struktury zła –  pisał:

Nie ma grzechu, nawet najbardziej wewnętrznego i tajemnego, najściślej indywidualnego, który odnosiłby się wyłącznie do tego, kto go popełnia. Każdy grzech rzutuje z mniejszą lub większą gwałtownością, z mniejszą lub większą szkodą na całą strukturę kościelną i na całą ludzką rodzinę. W tym pierwszym znaczeniu można bezsprzecznie przypisać każdemu grzechowi charakter grzechu społecznego.

Warto wrócić do podjęcia walki z grzesznymi postawami z pychą, chciwością, nieczystością, lenistwem, zazdrością, obżarstwem i pijaństwem, czy gniewem. Wspólnym ich mianownikiem będzie zawsze jakaś forma bałwochwalstwa, odebrania Bogu należnej Mu czci czy innymi słowy – detronizacja prawdziwego Pana. A przecież nie tak dawno, jako naród, uznaliśmy w Jezusie Chrystusie Zbawcę, Pana i Króla!

Świadomi naszych win i zniewag zadanych Twemu Sercu przepraszamy za wszelkie nasze grzechy, a zwłaszcza za odwracanie się od wiary świętej, za brak miłości względem Ciebie i bliźnich. Przepraszamy Cię za narodowe grzechy społeczne, za wszelkie wady, nałogi i zniewolenia. Wyrzekamy się złego ducha i wszystkich jego spraw.

Pokornie poddajemy się Twemu Panowaniu i Twemu Prawu. Zobowiązujemy się porządkować całe nasze życie osobiste, rodzinne i narodowe według Twego prawa.

Ewangeliczni słudzy z Kany Galilejskiej poddali się wezwaniu Maryi i Jezusa. Wbrew swojemu doświadczeniu zaczerpnęli z kamiennych stągwi aby zanieść weselnemu staroście – w ich mniemaniu wody – przemienionego napoju. Gdy pozwolisz sobie samemu na radykalne posłuszeństwo Chrystusowi wówczas możesz doświadczyć jednego z najbardziej poszukiwanych cudów – cudu przemienionego życia. Pusty dzban nieczystości zostanie wypełniony wodą posłuszeństwa, aby obfitować w wino bożej łaski.

Oto miara życia!

Gwiazda i nawrócenie.

A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie,
postępowała przed nimi,
aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię.
Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. (Por. Mt 2, 10)

Przeczytajcie uważnie poniższe tezy i pomyślcie, czy nie są wam znajome:

Każdy człowiek ma swobodę wyboru i wyznawania religii, którą przy pomocy światła rozumu uzna za prawdziwą.

Ludzie mogą znaleźć drogę do wiecznego zbawienia i osiągnąć to wieczne zbawienie przez praktykowanie jakiejkolwiek religii.

Należy mieć przynajmniej zasadną nadzieję co do zbawienia wiecznego tych wszystkich, którzy w żaden sposób nie przynależą do prawdziwego Kościoła Chrystusowego. (Pius IX, Syllabus, 15-17)

Napisał je papież Pius IX i umieścił w dokumencie nazywanym „Syllabus errorum”, co można przetłumaczyć jako “zestawienie będów”. Dokument ów był dodatkiem do encykliki “Quanta Cura” z 1864 r. Ojciec święty wskazał w niej błędne sposoby rozumowania, jakie rozpowszechniły się wśród katolików wieku XIX. Dlaczego to uczynił? Bo poważnie traktował swój urząd Najwyższego Pasterza, czyli tego który karmi powierzone sobie owce zdrowym pokarmem, tak jak nakazywał to św. Paweł młodemu biskupowi Tymoteuszowi:

Głoś naukę, nastawaj w porę, nie w porę, wykaż błąd, poucz, podnieś na duchu z całą cierpliwością, ilekroć nauczasz. Przyjdzie bowiem chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według własnych pożądań – ponieważ ich uszy świerzbią – będą sobie mnożyli nauczycieli. Będą się odwracali od słuchania prawdy, a obrócą się ku zmyślonym opowiadaniom. (2 Tm 4,2-4)

Wydaje się, że poglądy, potępiane ongiś przez papieży, w naszych czasach zyskały olbrzymie grono gorliwych zwolenników, zarówno pośród zwykłych wiernych, jak i na szczytach kościelnej hierarchii, zarówno tej administracyjnej  jak i opiniotwórczej czy teologicznej. Konsekwencją tego typu idei jest zatrzymanie zapału misyjnego Kościoła, traktowanie z pogardą wszystkiego, co kryje się za sformułowaniem “nawracać”, oraz zredukowanie apostolstwa do oddziaływań charytatywnych czy akcyjnych.

Pewien polski biskup tak kilka lat temu tak komentował zbliżającą się pielgrzymkę papieża Franciszka do naszego kraju:

Papież nie będzie nikogo nawracał. Nie będzie mówił by ktoś robił coś tak czy inaczej, bo papież nie jest od tego. Będzie głosił Ewangelię i liczył na to, że to jego przepowiadanie znajdzie rezonans u wszystkich.

Nawet, jeśli przyjmiemy, że jest to luźna wypowiedź, nie będą przemyślaną częścią jakiejś homilii, to zastanawia owa niechęć, jaką nacechowane jest w niej pojęcie “nawracania”. A przecież św. Jan Paweł II pisał w 1990 r.:

Dziś wezwanie do nawrócenia, kierowane przez misjonarzy do niechrześcijan, poddaje się pod dyskusję lub przemilcza. Widzi się w nim akt prozelityzmu; mówi się, że wystarczy pomagać ludziom, by byli bardziej ludźmi i bardziej wierni własnej religii, że wystarczy budować wspólnoty ludzkie zdolne do działania na rzecz sprawiedliwości, wolności, pokoju, solidarności. Zapomina się jednak, że każdy człowiek, by zrealizować w pełni swe powołanie, ma prawo usłyszeć Dobrą Nowinę Boga, który objawia się i daje siebie w Chrystusie. (Św. Jan Paweł II, Redemptoris missio, 46)

Z tych słów świętego papieża wynikałoby, że ci, którzy – pomijam tu kazus ludzi, którzy nie mieli szans poznać Chrystusowej nauki – pozostają z dala od Kościoła żyjąc w innych religiach nie są w stanie zrealizować swego powołania!

Jeśli by ktoś mniemał, że chodzi tu tylko o głoszenie Ewangelii, czyli nawracanie wyznawców jedynie religii niechrześcijańskich, myliłby się. Chodzi, o to, aby wszyscy ludzie odnaleźli Prawdę w Kościele katolickim, czyli powszechnym – otwartym i zamyślanym przez Pana dla wszystkich narodów:

…działalność misyjna ma swoje uzasadnienie w woli Boga, który chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do uznania prawdy. (…) Do Niego więc, poznanego przez nauczanie Kościoła, wszyscy powinni się nawrócić i przez chrzest złączyć się z Nim oraz z Kościołem, który jest Jego Ciałem… (Sobór Watykański II, Ad gentes, 7)

Głoszenie Ewangelii i świadczenie o niej jest pierwszą posługą, jaką chrześcijanie mogą spełnić wobec każdej osoby i całego rodzaju ludzkiego, są oni bowiem powołani do mówienia wszystkim o miłości Bożej. (Benedykt XVI, 2006)

Dlaczego tak bardzo pogardzamy terminem “nawracać”? Dlaczego poddajemy w wątpliwość Prawdę, daną nam jako depozyt do przechowania, pogłębiania i przekazywania innym?

Bł. John Henry Newman, który na początku związany był ze wspólnotą anglikańską, po nawróceniu na katolicyzm, pisał:

Nie mogę pochwalić wszystkich bardziej, jak tylko mówić, że powinni być katolikami. Nie mogę wyświadczyć im bardziej czułej przysługi, niż modlić się, aby któregoś dnia zostali katolikami.

Jakże kontrastują owe słowa z tymi, wypowiedzianymi przez współczesnego polskiego hierarchę:

Już dawno przestaliśmy w Kościele mówić o jedności w kategoriach „nawracania” innych. Trzeba nawracać siebie.

Ten sam duchowny na pytanie o to czy nie jest więc idealną sytuacją, aby każdy pozostał przy własnym wyznaniu odpowiedział:

Do końca nie wiemy, jak ma wyglądać następny krok. Nikt już dzisiaj nie mówi, że miałby on polegać na tym, że wszyscy staną się katolikami.

Ewangelia mówi nam dziś o świetle gwiazdy, które było znakiem pociągającym magów do długiej wędrówki w poszukiwaniu nowonarodzonego Króla. Za Ojcami Kościoła można w niej zobaczyć typ misyjnego zaangażowania każdego ucznia Chrystusa. Jednocześnie gwiazda przypomina “liczne jak gwiazdy” potomstwo Abrahama, człowieka wierzącego w Boga i ufającego Mu bezgranicznie. Gwiazda więc to człowiek płonący ogniem wiary, które oświetla drogę innym, nie chowający swego światła pod korcem, ale stawiający je wysoko, ze względu na tych, którzy przebywają w ciemności.

Powstań! Świeć, Jeruzalem, bo przyszło twe światło i chwała Pańska rozbłyska nad tobą. Bo oto ciemność okrywa ziemię i gęsty mrok spowija ludy, a ponad tobą jaśnieje Pan, i Jego chwała jawi się nad tobą. (Iz 60, 1-6)

Pamiętasz koronę Niewiasty z Apokalipsy? Wieniec z dwunastu gwiazd? Chcesz być jedną z nich?

Świeć więc swoją wiarą i nie wstydź się jej!

« Older posts Newer posts »

© 2019 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑