Światło życia

Blog ks. Jacka Gomulskiego

Category: Słowo Boże (page 2 of 112)

O jonaszowym znaku

a

Jak wygląda Twój Jonasz?

I CZYTANIE Jon 3, 1-10 Niniwa była miastem bardzo rozległym – na trzy dni drogi. Począł więc Jonasz iść przez miasto jeden dzień drogi i wołał, i głosił: «Jeszcze czterdzieści dni, a Niniwa zostanie zburzona».
EWANGELIA Łk 11, 29-32 Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni dzięki nawoływaniu Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz.

Kto jest znakiem dla Ciebie? Czyje słowa, gesty, czyny są wezwaniem, jakie Bóg kieruje do Ciebie?

Jonasz przeszedł przez Niniwę obszarpany, w niezbyt dobrym nastroju – trudno być radosnym, gdy się robi coś, na co się zupełnie nie ma ochoty, po dodatkowym przetrawieniu przez wieloryba – rzucając gniewne, prorockie słowa. W zasadzie nic z tego nie powinno zadziałać, a jednak Niniwa się nawróciła. Znak został właściwie odczytany. Mieszkańcy grzesznego miasta nie zatrzymali się na wyglądzie proroka, czy jego humorze – wszystko to było mało istotne, liczył się przekaz, znak, wiadomość od Boga.

Poprzez kogo Chrystus mówi do Ciebie? On jest Słowem, pełnią tego, co Ojciec chce nam powiedzieć. Jednak często ktoś tu na ziemi przybliża tę wypowiedź w konkretnym miejcu i czasie. Kto to czyni wobec Ciebie? Jesteś temu posłuszny?

O miejscu, z którego przemawia Bóg.

00.159.51_PS1

I CZYTANIE Pwt 26, 4-10 Oddasz pokłon Panu, Bogu swemu.
II CZYTANIE Rz 10, 8-13 …każdy, kto wezwie imienia Pańskiego, będzie zbawiony.
EWANGELIA Łk 4, 1-13 Pełen Ducha Świętego, powrócił Jezus znad Jordanu, a wiedziony był przez Ducha na pustyni czterdzieści dni, i był kuszony przez diabła.

Czas wyjść na pustynię. Wiem, że nie chcesz. Bardzo jest jednak możliwe, że Duch Boży tego chce dla Ciebie.

Pustynia to po hebrajsku midbār , czyli „miejsce z-którego-przemawia-Bóg”. W ciszy i samotności można Go usłyszeć, zwyciężyć Jego mocą pokusy i ocenić w prawdzie własne życie.

Nasza modlitwa wbita często na siłę pomiędzy pracę, poranną kawę i zrobienie obiadu momentami przypomina ochłap obowiązku rzucony Panu Bogu. To praweda, że z natury rzeczy codzienne stawanie przed Panem nie może być mistycznym uniesieniem, ale zbyt często przekraczamy cienką granicę między obowiązkiem a rutyną. To pierwsze jest jak najbardziej dobre i uczy wytrwałości – jednej z bardziej pogardzanych współcześnie cnót – to drugie zaś swą bezdusznością zamienia nasze umysły w pieńki, nie znające celu i przyczyny wykonywanych czynności. Aby się z tego wyrwać trzeba wyjść na pustynię.

Znajdź kaplicę z wystawionym Najświętszym Sakramentem, albo chociaż otwarty kościół. Znajdź pół godziny –  z zegarkiem w ręku. Nie musisz brać Pisma św., różańca, czy pobożnej książki dla zabicia czasu. Po prostu wejdź tam i trwaj. To przedsmak pustyni. Nie bój się własnej pustki, ciszy, nudy. Bądź.

Prędzej czy później przyjdzie zmaganie – najpierw ze sobą, ze skłonnościami własnej upadłej natury. Przez głowę przeleje się milion obrazów, fragmentów rozmów, niezałatwionych spraw, często tak pilnych, że będziesz mieć wyrzuty sumienia, że tak sobie klęczysz i nic nie robisz. Zobaczysz twarze dawno nie widzianych ludzi. Poczujesz stare rany i przypomnisz sobie wszystkie swoje problemy. Nie poddaj się. To twoje ego i szept oskarżyciela będą, w upiornym duecie, przekonywać Cię, że ten czas jest czasem zmarnowanym, a Ty zbyt zajętą osobą, aby się tak niepotrzebnie męczyć. Nie poddaj się.

Pustynia czeka.

O porzuconym nawracaniu…

maxresdefault

Czy jeszcze wierzymy w słuszność – cóż za niepopularne słowo – nawracania? Czy jeszcze pamiętamy, że każdy grzech jest śmiercią dla duszy ludzkiej?

I CZYTANIE Iz 58, 9b-14 ...twe światło zabłyśnie w ciemnościach, a twoja ciemność stanie się południem...
EWANGELIA Łk 5, 27-32 Nie przyszedłem powołać do nawrócenia się sprawiedliwych, lecz grzeszników.

Czasami wydaje się niektórym, że Jezusowe zadawanie się z celnikami i grzesznikami jest niepisaną zgodą na „bycie sobą”, czyli uleganie słabościom („Sam Chrystus nie potępiał takich ludzi, więc  i my nie powinniśmy!”) oraz swoistym policzkiem dla „współczesnych faryzeuszy”, którzy mieliby chcieć jedynie napominać i oceniać innych. Piewcy tak rozumianego miłosierdzia celebrują uśmiech i miłą atmosferę jako znak obecności bożej wobec notorycznych grzeszników (przypomnę, że ten termin odnosi się do każdego, kto w sposób uporczywy, świadomie i dobrowolnie przekracza którekolwiek z przykazań Dekalogu, a więc zarówno szóste, jak i pierwsze), nie wzywając ich zbyt mocno do nawrócenia.  W zasadzie termin „nawracanie” powoli znika z współczesnego słownika kościelnego, wypierany przez szeroko rozumiane „towarzyszenie”. Nie wolno nawracać Żydów, muzułmanów, prawosławnych – to pewnie jeszcze bardziej nie wolno po niedawnym spotkaniu Następcy św. Piotra z patriarchą Moskwy i Wszechrusi – czy protestantów. Pomału zaczyna się rodzić pytanie czy wolno nawracać pogan, skoro mamy szanować wszystkie kultury i wierzenia…

A przecież Pan przyszedł, aby nawracać! Sam o tym mówił przemierzając Galileę i Judeę: „nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!”. Owszem, przebywał z największymi grzesznikami i heretykami tamtych czasów, ale nie po to, aby się uśmiechać i pokazać, że jest z nimi solidarny, ale – jak zanotował to św. Łukasz – by „powołać do nawrócenia”!  Do zmiany myślenia, a co za tym idzie, do zmiany sposobu życia!  Do przyjęcia obiektywnej prawdy na swój temat! Do odwrócenia się od grzechu i kłamstwa i wejścia na drogę ćwiczenia się w cnotach!

Jak bardzo boimy się tak jednoznacznych wezwań,. Jak bardzo daliśmy sobie wmówić, że radykalna wiara musi się wyrażać jedynie w uczynkach ludzkiej dobroci i charytatywnej pomocy. Jak bardzo zredukowaliśmy Dobrą Nowinę do wymiaru ziemskiego humanizmu litującego się nad cierpieniami tych, którzy wybrawszy grzech ponoszą konsekwencje tego wyboru – szczególnie było to widoczne w dyskusjach około synodalnych na temat rozwodników i komunii św.

Pan wzywa do nawrócenia! Najpierw Ciebie i mnie. A potem, poprzez Ciebie i mnie – innych. Nie zatrzymuj więc prawdy dla siebie, ale podawaj ją dalej. Że to trudne, i wbrew zamierzeniom wielu? Cóż, w końcu naszego Pana też za coś ukrzyżowali…

O dobrym samopoczuciu

138a

Nie żyjesz na co dzień w bliskości Pana Młodego. Problem w tym, że Ci to nie przeszkadza.

I CZYTANIE Iz 58, 1-9a Czyż nie jest raczej postem, który Ja wybieram: rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli, wypuścić na wolność uciśnionych i wszelkie jarzmo połamać; dzielić swój chleb z głodnym, do domu wprowadzić biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać i nie odwrócić się od współziomków.
EWANGELIA Mt 9, 14-15 Czy goście weselni mogą się smucić, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy będą pościć.

Dobre samopoczucie to jeden z grzechów głównych przeciętnego katolika. Dosłownie i w przenośni. Trąci bowiem pychą, a ta, jak wiadomo jest matką i królową wszystkich grzechów. Trudno nas wybić z tego stanu świętego kompromisu ze wszelkimi słabościami i obojętności na grzech, tak bardzo czujemy się pewni nieba, łaski, i tego, że „wszystko jest w porządku” a każdy stara się być przecież dobrym człowiekiem. Gdyby nie jacyś inni (mąż, żona, politycy z telewizora, złośliwy sąsiad, czy pazerni na pieniądze księża) to w ogóle nie mielibyśmy żadnych problemów, a tak, to człowiek się denerwuje i przeklina.

Nie wiemy, nie dopuszczamy do siebie, że zabrano nam pana młodego. Wciąż myślimy, że jesteśmy na weselu, że jest fajnie, tylko ktoś trochę nam przeszkadza. A przecież nie ma Go i powinno wywołać to w nas jakiś żal i smutek. Żyjemy w oddaleniu od Pana. Nie ufamy Mu na co dzień. Naśladujemy milion ludzkich postaw, tylko nie Jego. Fakt, że nasz Ojciec i nasz Pan są w ukryciu, co najwyżej może wywołać w nas przekonanie o nieuchronnym porządku świta „widać tak ma być”, a nie staje się motywacją do poszukiwania, odnalezienia i naśladowania.

Wybij się wielkopostnie z dobrego mniemania o sobie. Uświadom sobie, że jesteś na ziemi dalekiej od Pana, i powinno Cię to boleć. Porzuć kompromis z wygodnym poczuciem, że nie musisz się starać Go szukać, że sam Cię znajdzie, że do śmierci masz czas. Pość, aby Mu okazać, że jest dla Ciebie ważny. Pość, to nie znaczy „nie jeść cukierków” (choć czasami może znaczyć), ale zacząć chcieć kochać drugiego, walczyć z niesprawiedliwością wokół siebie, nie chować głowy w piasek. Pość i nie oczekuj zbyt szybko, że wesele z panem młodym zaraz się rozpocznie.

Ono będzie.

W wieczności.

O tym, że może kiedyś pokochasz…

Kopiowanie z 854213179_bc3070506e_o

Kiedyś może pokochasz Go dla Niego samego. Dziś – przekrocz swoją naturę.

I CZYTANIE Pwt 30, 15-20 ... Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię, kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo.
EWANGELIA Łk 9, 22-25 ... Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje.

To nie Ty dzisiaj musisz wiele wycierpieć, zostać odrzuconym i zabitym, aby zmartwychwstać.

Ty – wystarczy, że zaczniesz działać wbrew swej upadłej naturze i weźmiesz swój krzyż. Codziennie. Wytrwale.

Może na jakimś etapie obudzi się w Tobie myśl, aby być jak On. Aby kochać jak On. Aby być przy Nim w tajemnicach Jego życia ziemskiego – bo bliżej Boga być nie można. Może kiedyś pokochasz Go dla Niego samego. Wtedy zniesiesz każde cierpienie dla miłości Boga, i odrzucenie i śmierć nawet.

Ale to jeszcze chyba nie teraz. Dziś tylko nie zgadzaj się na to, do czego ciągnie cię Twoja natura, choćby ci mówili, że to, o czym myślisz jest jak najbardziej normalne, dobre, czy powszechnie uznawalne. Chrystus przyszedł uszlachetnić upadłą ludzką naturę – już nie popędliwość, emocjonalność, pożądanie, prawo silniejszego, czy nawet – choć jest to słuszne prawo – ochrona swego życia za wszelką cenę. Naucz się przekraczać własne słabości. Cierpliwie walcz o to, choćby świat miał wytykać Cię palcami, boś taki niedzisiejszy.

Aż nauczysz się kochać, czyli naśladować Go.

Older posts Newer posts

© 2017 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑