Światło życia

Blog ks. Jacka Gomulskiego

Category: Słowo Boże (page 2 of 113)

O winie jawnej i ukrytej oraz ścigającym Miłosierdziu.

Jezus pisze po ziemi.

W tej scenie jest tylko jeden bezgrzeszny.

EWANGELIA J 8, 1-11 - I Ja ciebie nie potępiam. Idź i odtąd już nie grzesz.

Jest tylko jeden bezgrzeszny – Jezus. Reszta jest winna.

Najłatwiej wskazać grzech kobiety, gdyż ją „pochwycono na cudzołóstwie”. Wina uczonych w Piśmie i faryzeuszy jest nieco bardziej zakamuflowana. Na pierwszy rzut oka trudno im coś zarzucić – troszczą się o Prawo, umieją odróżnić dobro od zła, nawet dopytują, gdy nie są pewni swej interpretacji zasad podanych przez Mojżesza. W istocie nie chodzi im o dobro duszy grzeszącej niewiasty (mówią o niej z pogardą „tamta”), nie chodzi im o Prawo (staje się ono tylko narzędziem do ukazania racji) ani o Boga (który został sprowadzony do notariusza własnych ustaw). Uczeni w Piśmie dokonali uprzedmiotowienia wszystkiego i wszystkich, sami stając się zakładnikami swych idei.

Gdzieś tam jesteśmy. Albo pośród tych, którzy grzeszą wprost, mniej lub bardziej jawnie łamiąc któreś z przykazań. Znamy swoje winy, niewiele pewnie z tym robimy. Może kiedyś, ktoś nas wywlecze na środek (a przecież przyjdzie taki moment, że „wszystko tajne jawnym będzie”) i przyjdzie na nas wielki wstyd i żałość.

Możemy też kryć się pośród tłumu faryzeuszy, z nieco bardziej skomplikowanym sumieniem. W pełnym przekonaniu o swej racji sprowadzimy innych do poziomu wypełniaczy naszej woli, „używając ich” – czasami także samego Boga – kiedy tylko będzie to służyło naszym pobożnym i idealistycznym interesom.

To nie jest tak, ż Jezus potępił tamtych oskarżycieli a uniewinnił kobietę. Oni uznali w końcu, że nie są bez winy. Dał im na to czas. Wyrzucili kamienie i poszli. Ufajmy, że do świątyni, aby złożyć przebłagalną ofiarę. Może tam dokonało się to, co między kobietą a Jezusem – stanięcie twarzą w twarz z Bogiem. Jak napisał św. Augustyn: „Relicti sunt duo: misera et misericordia ‑ Pozostali [tylko] dwoje: nędzna i Miłosierdzie”. Oto bowiem chodzi, aby poodpadały z nas tłumaczenia i etykiety, żeby nie było pobożnych hipokrytów i upadłej ofiary, ale tylko „misera et misericordia”. Tylko wtedy Miłosierdzie ma moc.

Na koniec tegorocznego misterium pasyjnego w mojej parafii Zmartwychwstały wypowiada słowa, będące parafrazą fragmentu „Dzienniczka” św. Faustyny:

„Nie mogę kochać duszy, którą plami grzech, ale kiedy żałuje, to nie ma granicy dla Mojej hojności, jaką mam ku niej. Miłosierdzie Moje ogarnia ją i usprawiedliwia. Miłosierdziem swoim ścigam grzeszników na wszystkich drogach ich i raduje się serce Moje, gdy oni wracają do Mnie. … Jeżeli uciekają przed miłosiernym sercem Moim, wpadną w sprawiedliwe ręce Moje. Powiedz grzesznikom, że zawsze czekam na nich, wsłuchuję się w tętno ich serca, kiedy uderzy dla Mnie. Napisz, że przemawiam do nich przez wyrzuty sumienia, przez niepowodzenie i cierpienia, przez burze i pioruny, przemawiam przez glos Kościoła, a jeżeli udaremnią wszystkie łaski Moje, poczynam się gniewać na nich, zostawiając ich samym sobie i daję im czego pragną” (Dz 1728).

O św. Pawle, winie i nawróceniu.

beztytułu

Nieukrywające swych słabości filary Kościoła. Pokornym trwaniem w prawdzie i własną krwią okupili dawne grzechy.

I CZYTANIE Ez 18, 21-28 Jeśliby występny porzucił wszystkie swoje grzechy, które popełniał, a strzegłby wszystkich moich ustaw i postępował według prawa i sprawiedliwości, żyć będzie, a nie umrze: nie będą mu policzone żadne grzechy, jakie popełnił, lecz będzie żył dzięki sprawiedliwości, z jaką postępował. Czyż tak bardzo miałoby mi zależeć na śmierci występnego – mówi Pan Bóg – a nie raczej na tym, by się nawrócił i żył?
EWANGELIA Mt 5, 20-26 Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego.

„Św. Paweł, który zaczął jako prześladowca,  czyli raczej SBek niż TW,  miałby przechlapane u dzisiejszych polskich Chrześcijan.” – tak napisał jeden z możnych tego świata, komentując ostatnie zamieszanie.

Cóż, czasami należałoby nieco poduczyć się historii i teologii, zanim coś się palnie w ogniu dyskusji… Szaweł z Tarsu rzeczywiście ma bogatą przeszłość jako prześladowca wyznawców Jezusa z Nazaretu, ale nigdy tej przeszłości nie ukrywał, więcej nawet – często o niej mówił, ukazując w ten sposób swą nędzę. Zawsze zaznaczał, że jest „płodem poronionym”, „niegodnym nazywania siebie apostołem”, i dawnym „prześladowcą Kościoła”.

W życiu św. Pawła, jak i wielu nawróconych grzeszników, powtarza się motyw, o jakim dziś wspomina prorok Ezechiel – banalnie prostej, aczkolwiek trudnej, drogi nawrócenia. Zaczyna się ona w momencie nazwania swego grzechu po imieniu, następnie porzucenia go, przechodzi w zmianę życia i radykalne odwrócenie się od swego postępowania, aby wreszcie żyć w prawdzie – „Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione, ani nic tajemnego, co by nie było poznane i na jaw nie wyszło” (Łk 8,17). Kościół uściślił ten proces zaznaczając, że jeśli grzesznik popełniał zło publiczne, to i zadośćuczynienie winno być publiczne, podobnie – w pewnych wypadkach – pokuta.

Ciężar swej niechlubnej przeszłości Apostoł Narodów dźwigał całe życie, wielokrotnie o tym wspominając. Okupił swe winy służbą Chrystusowi, pokorą, a wreszcie śmiercią męczeńską.

Podobnie – choć Pismo o tym nie wspomina wprost – było ze św. Piotrem, o którego tchórzostwie wiedział cały Kościół. Jak mówi tradycja, Książę Apostołów sam do tego nawiązywał w swych kazaniach, ukazując swą małość i potęgę miłosierdzia Pana.

Nie jest więc problem grzech, choćby tak obrzydliwy jak zdrada – problemem w chrześcijańskim przeżywaniu nawrócenia jest chęć przyznania się do grzechu, nazwania go po imieniu, podjęcia pokuty i zadośćuczynienia. Niestety, powszechną chorobą sumień polskich katolików jest ślepota na własne winy, zamykająca się w przekonaniu: „nie mam się z czego spowiadać”. O tym też mówił Chrystus, gdy wzywał do  „sprawiedliwości większej niż uczonych w Piśmie”. O sprawiedliwości zaczynającej od siebie.

O jonaszowym znaku

a

Jak wygląda Twój Jonasz?

I CZYTANIE Jon 3, 1-10 Niniwa była miastem bardzo rozległym – na trzy dni drogi. Począł więc Jonasz iść przez miasto jeden dzień drogi i wołał, i głosił: «Jeszcze czterdzieści dni, a Niniwa zostanie zburzona».
EWANGELIA Łk 11, 29-32 Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni dzięki nawoływaniu Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz.

Kto jest znakiem dla Ciebie? Czyje słowa, gesty, czyny są wezwaniem, jakie Bóg kieruje do Ciebie?

Jonasz przeszedł przez Niniwę obszarpany, w niezbyt dobrym nastroju – trudno być radosnym, gdy się robi coś, na co się zupełnie nie ma ochoty, po dodatkowym przetrawieniu przez wieloryba – rzucając gniewne, prorockie słowa. W zasadzie nic z tego nie powinno zadziałać, a jednak Niniwa się nawróciła. Znak został właściwie odczytany. Mieszkańcy grzesznego miasta nie zatrzymali się na wyglądzie proroka, czy jego humorze – wszystko to było mało istotne, liczył się przekaz, znak, wiadomość od Boga.

Poprzez kogo Chrystus mówi do Ciebie? On jest Słowem, pełnią tego, co Ojciec chce nam powiedzieć. Jednak często ktoś tu na ziemi przybliża tę wypowiedź w konkretnym miejcu i czasie. Kto to czyni wobec Ciebie? Jesteś temu posłuszny?

O miejscu, z którego przemawia Bóg.

00.159.51_PS1

I CZYTANIE Pwt 26, 4-10 Oddasz pokłon Panu, Bogu swemu.
II CZYTANIE Rz 10, 8-13 …każdy, kto wezwie imienia Pańskiego, będzie zbawiony.
EWANGELIA Łk 4, 1-13 Pełen Ducha Świętego, powrócił Jezus znad Jordanu, a wiedziony był przez Ducha na pustyni czterdzieści dni, i był kuszony przez diabła.

Czas wyjść na pustynię. Wiem, że nie chcesz. Bardzo jest jednak możliwe, że Duch Boży tego chce dla Ciebie.

Pustynia to po hebrajsku midbār , czyli „miejsce z-którego-przemawia-Bóg”. W ciszy i samotności można Go usłyszeć, zwyciężyć Jego mocą pokusy i ocenić w prawdzie własne życie.

Nasza modlitwa wbita często na siłę pomiędzy pracę, poranną kawę i zrobienie obiadu momentami przypomina ochłap obowiązku rzucony Panu Bogu. To praweda, że z natury rzeczy codzienne stawanie przed Panem nie może być mistycznym uniesieniem, ale zbyt często przekraczamy cienką granicę między obowiązkiem a rutyną. To pierwsze jest jak najbardziej dobre i uczy wytrwałości – jednej z bardziej pogardzanych współcześnie cnót – to drugie zaś swą bezdusznością zamienia nasze umysły w pieńki, nie znające celu i przyczyny wykonywanych czynności. Aby się z tego wyrwać trzeba wyjść na pustynię.

Znajdź kaplicę z wystawionym Najświętszym Sakramentem, albo chociaż otwarty kościół. Znajdź pół godziny –  z zegarkiem w ręku. Nie musisz brać Pisma św., różańca, czy pobożnej książki dla zabicia czasu. Po prostu wejdź tam i trwaj. To przedsmak pustyni. Nie bój się własnej pustki, ciszy, nudy. Bądź.

Prędzej czy później przyjdzie zmaganie – najpierw ze sobą, ze skłonnościami własnej upadłej natury. Przez głowę przeleje się milion obrazów, fragmentów rozmów, niezałatwionych spraw, często tak pilnych, że będziesz mieć wyrzuty sumienia, że tak sobie klęczysz i nic nie robisz. Zobaczysz twarze dawno nie widzianych ludzi. Poczujesz stare rany i przypomnisz sobie wszystkie swoje problemy. Nie poddaj się. To twoje ego i szept oskarżyciela będą, w upiornym duecie, przekonywać Cię, że ten czas jest czasem zmarnowanym, a Ty zbyt zajętą osobą, aby się tak niepotrzebnie męczyć. Nie poddaj się.

Pustynia czeka.

O porzuconym nawracaniu…

maxresdefault

Czy jeszcze wierzymy w słuszność – cóż za niepopularne słowo – nawracania? Czy jeszcze pamiętamy, że każdy grzech jest śmiercią dla duszy ludzkiej?

I CZYTANIE Iz 58, 9b-14 ...twe światło zabłyśnie w ciemnościach, a twoja ciemność stanie się południem...
EWANGELIA Łk 5, 27-32 Nie przyszedłem powołać do nawrócenia się sprawiedliwych, lecz grzeszników.

Czasami wydaje się niektórym, że Jezusowe zadawanie się z celnikami i grzesznikami jest niepisaną zgodą na „bycie sobą”, czyli uleganie słabościom („Sam Chrystus nie potępiał takich ludzi, więc  i my nie powinniśmy!”) oraz swoistym policzkiem dla „współczesnych faryzeuszy”, którzy mieliby chcieć jedynie napominać i oceniać innych. Piewcy tak rozumianego miłosierdzia celebrują uśmiech i miłą atmosferę jako znak obecności bożej wobec notorycznych grzeszników (przypomnę, że ten termin odnosi się do każdego, kto w sposób uporczywy, świadomie i dobrowolnie przekracza którekolwiek z przykazań Dekalogu, a więc zarówno szóste, jak i pierwsze), nie wzywając ich zbyt mocno do nawrócenia.  W zasadzie termin „nawracanie” powoli znika z współczesnego słownika kościelnego, wypierany przez szeroko rozumiane „towarzyszenie”. Nie wolno nawracać Żydów, muzułmanów, prawosławnych – to pewnie jeszcze bardziej nie wolno po niedawnym spotkaniu Następcy św. Piotra z patriarchą Moskwy i Wszechrusi – czy protestantów. Pomału zaczyna się rodzić pytanie czy wolno nawracać pogan, skoro mamy szanować wszystkie kultury i wierzenia…

A przecież Pan przyszedł, aby nawracać! Sam o tym mówił przemierzając Galileę i Judeę: „nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!”. Owszem, przebywał z największymi grzesznikami i heretykami tamtych czasów, ale nie po to, aby się uśmiechać i pokazać, że jest z nimi solidarny, ale – jak zanotował to św. Łukasz – by „powołać do nawrócenia”!  Do zmiany myślenia, a co za tym idzie, do zmiany sposobu życia!  Do przyjęcia obiektywnej prawdy na swój temat! Do odwrócenia się od grzechu i kłamstwa i wejścia na drogę ćwiczenia się w cnotach!

Jak bardzo boimy się tak jednoznacznych wezwań,. Jak bardzo daliśmy sobie wmówić, że radykalna wiara musi się wyrażać jedynie w uczynkach ludzkiej dobroci i charytatywnej pomocy. Jak bardzo zredukowaliśmy Dobrą Nowinę do wymiaru ziemskiego humanizmu litującego się nad cierpieniami tych, którzy wybrawszy grzech ponoszą konsekwencje tego wyboru – szczególnie było to widoczne w dyskusjach około synodalnych na temat rozwodników i komunii św.

Pan wzywa do nawrócenia! Najpierw Ciebie i mnie. A potem, poprzez Ciebie i mnie – innych. Nie zatrzymuj więc prawdy dla siebie, ale podawaj ją dalej. Że to trudne, i wbrew zamierzeniom wielu? Cóż, w końcu naszego Pana też za coś ukrzyżowali…

Older posts Newer posts

© 2018 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑