Światło życia

Blog ks. Jacka Gomulskiego

Page 3 of 114

O porzuconym nawracaniu…

maxresdefault

Czy jeszcze wierzymy w słuszność – cóż za niepopularne słowo – nawracania? Czy jeszcze pamiętamy, że każdy grzech jest śmiercią dla duszy ludzkiej?

I CZYTANIE Iz 58, 9b-14 ...twe światło zabłyśnie w ciemnościach, a twoja ciemność stanie się południem...
EWANGELIA Łk 5, 27-32 Nie przyszedłem powołać do nawrócenia się sprawiedliwych, lecz grzeszników.

Czasami wydaje się niektórym, że Jezusowe zadawanie się z celnikami i grzesznikami jest niepisaną zgodą na „bycie sobą”, czyli uleganie słabościom („Sam Chrystus nie potępiał takich ludzi, więc  i my nie powinniśmy!”) oraz swoistym policzkiem dla „współczesnych faryzeuszy”, którzy mieliby chcieć jedynie napominać i oceniać innych. Piewcy tak rozumianego miłosierdzia celebrują uśmiech i miłą atmosferę jako znak obecności bożej wobec notorycznych grzeszników (przypomnę, że ten termin odnosi się do każdego, kto w sposób uporczywy, świadomie i dobrowolnie przekracza którekolwiek z przykazań Dekalogu, a więc zarówno szóste, jak i pierwsze), nie wzywając ich zbyt mocno do nawrócenia.  W zasadzie termin „nawracanie” powoli znika z współczesnego słownika kościelnego, wypierany przez szeroko rozumiane „towarzyszenie”. Nie wolno nawracać Żydów, muzułmanów, prawosławnych – to pewnie jeszcze bardziej nie wolno po niedawnym spotkaniu Następcy św. Piotra z patriarchą Moskwy i Wszechrusi – czy protestantów. Pomału zaczyna się rodzić pytanie czy wolno nawracać pogan, skoro mamy szanować wszystkie kultury i wierzenia…

A przecież Pan przyszedł, aby nawracać! Sam o tym mówił przemierzając Galileę i Judeę: „nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!”. Owszem, przebywał z największymi grzesznikami i heretykami tamtych czasów, ale nie po to, aby się uśmiechać i pokazać, że jest z nimi solidarny, ale – jak zanotował to św. Łukasz – by „powołać do nawrócenia”!  Do zmiany myślenia, a co za tym idzie, do zmiany sposobu życia!  Do przyjęcia obiektywnej prawdy na swój temat! Do odwrócenia się od grzechu i kłamstwa i wejścia na drogę ćwiczenia się w cnotach!

Jak bardzo boimy się tak jednoznacznych wezwań,. Jak bardzo daliśmy sobie wmówić, że radykalna wiara musi się wyrażać jedynie w uczynkach ludzkiej dobroci i charytatywnej pomocy. Jak bardzo zredukowaliśmy Dobrą Nowinę do wymiaru ziemskiego humanizmu litującego się nad cierpieniami tych, którzy wybrawszy grzech ponoszą konsekwencje tego wyboru – szczególnie było to widoczne w dyskusjach około synodalnych na temat rozwodników i komunii św.

Pan wzywa do nawrócenia! Najpierw Ciebie i mnie. A potem, poprzez Ciebie i mnie – innych. Nie zatrzymuj więc prawdy dla siebie, ale podawaj ją dalej. Że to trudne, i wbrew zamierzeniom wielu? Cóż, w końcu naszego Pana też za coś ukrzyżowali…

O dobrym samopoczuciu

138a

Nie żyjesz na co dzień w bliskości Pana Młodego. Problem w tym, że Ci to nie przeszkadza.

I CZYTANIE Iz 58, 1-9a Czyż nie jest raczej postem, który Ja wybieram: rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli, wypuścić na wolność uciśnionych i wszelkie jarzmo połamać; dzielić swój chleb z głodnym, do domu wprowadzić biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać i nie odwrócić się od współziomków.
EWANGELIA Mt 9, 14-15 Czy goście weselni mogą się smucić, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy będą pościć.

Dobre samopoczucie to jeden z grzechów głównych przeciętnego katolika. Dosłownie i w przenośni. Trąci bowiem pychą, a ta, jak wiadomo jest matką i królową wszystkich grzechów. Trudno nas wybić z tego stanu świętego kompromisu ze wszelkimi słabościami i obojętności na grzech, tak bardzo czujemy się pewni nieba, łaski, i tego, że „wszystko jest w porządku” a każdy stara się być przecież dobrym człowiekiem. Gdyby nie jacyś inni (mąż, żona, politycy z telewizora, złośliwy sąsiad, czy pazerni na pieniądze księża) to w ogóle nie mielibyśmy żadnych problemów, a tak, to człowiek się denerwuje i przeklina.

Nie wiemy, nie dopuszczamy do siebie, że zabrano nam pana młodego. Wciąż myślimy, że jesteśmy na weselu, że jest fajnie, tylko ktoś trochę nam przeszkadza. A przecież nie ma Go i powinno wywołać to w nas jakiś żal i smutek. Żyjemy w oddaleniu od Pana. Nie ufamy Mu na co dzień. Naśladujemy milion ludzkich postaw, tylko nie Jego. Fakt, że nasz Ojciec i nasz Pan są w ukryciu, co najwyżej może wywołać w nas przekonanie o nieuchronnym porządku świta „widać tak ma być”, a nie staje się motywacją do poszukiwania, odnalezienia i naśladowania.

Wybij się wielkopostnie z dobrego mniemania o sobie. Uświadom sobie, że jesteś na ziemi dalekiej od Pana, i powinno Cię to boleć. Porzuć kompromis z wygodnym poczuciem, że nie musisz się starać Go szukać, że sam Cię znajdzie, że do śmierci masz czas. Pość, aby Mu okazać, że jest dla Ciebie ważny. Pość, to nie znaczy „nie jeść cukierków” (choć czasami może znaczyć), ale zacząć chcieć kochać drugiego, walczyć z niesprawiedliwością wokół siebie, nie chować głowy w piasek. Pość i nie oczekuj zbyt szybko, że wesele z panem młodym zaraz się rozpocznie.

Ono będzie.

W wieczności.

O tym, że może kiedyś pokochasz…

Kopiowanie z 854213179_bc3070506e_o

Kiedyś może pokochasz Go dla Niego samego. Dziś – przekrocz swoją naturę.

I CZYTANIE Pwt 30, 15-20 ... Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię, kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo.
EWANGELIA Łk 9, 22-25 ... Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje.

To nie Ty dzisiaj musisz wiele wycierpieć, zostać odrzuconym i zabitym, aby zmartwychwstać.

Ty – wystarczy, że zaczniesz działać wbrew swej upadłej naturze i weźmiesz swój krzyż. Codziennie. Wytrwale.

Może na jakimś etapie obudzi się w Tobie myśl, aby być jak On. Aby kochać jak On. Aby być przy Nim w tajemnicach Jego życia ziemskiego – bo bliżej Boga być nie można. Może kiedyś pokochasz Go dla Niego samego. Wtedy zniesiesz każde cierpienie dla miłości Boga, i odrzucenie i śmierć nawet.

Ale to jeszcze chyba nie teraz. Dziś tylko nie zgadzaj się na to, do czego ciągnie cię Twoja natura, choćby ci mówili, że to, o czym myślisz jest jak najbardziej normalne, dobre, czy powszechnie uznawalne. Chrystus przyszedł uszlachetnić upadłą ludzką naturę – już nie popędliwość, emocjonalność, pożądanie, prawo silniejszego, czy nawet – choć jest to słuszne prawo – ochrona swego życia za wszelką cenę. Naucz się przekraczać własne słabości. Cierpliwie walcz o to, choćby świat miał wytykać Cię palcami, boś taki niedzisiejszy.

Aż nauczysz się kochać, czyli naśladować Go.

O Ojcu w ukryciu

1038146_22420130

Nawróćcie się do Mnie – woła Ojciec, który jest w ukryciu.

I CZYTANIE Jl 2, 12-18 Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem, przez post i płacz, i lament». Rozdzierajcie jednak serca wasze, a nie szaty!
II CZYTANIE 2 Kor 5, 20 – 6, 3  Oto teraz czas upragniony, oto teraz dzień zbawienia.
EWANGELIA Mt 6, 1-6. 16-18 ...A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.

Twój Ojciec jest w ukryciu. Nie możesz Go uściskać, nie możesz usłyszeć Jego śmiechu, nie poczujesz przyjacielskiego klepnięcia po ramieniu. Możesz się z Nim spotkać jedynie, kiedy uwierzysz słowom, jakie pozostawił i ludziom, którzy od tysięcy lat twierdzą, że mają z Nim kontakt. Niektórzy żyją obok Ciebie, niektózy zostawili swoje pisma, jak mapę do niezwykłej wędrówki. Możesz doświadczyć Jego wspomagającej Cię obecności gdy zaczniesz wcielać w życie zasady przekazane przez jedynego człowieka na świecie, który mówił o sobie, że jest Bogiem i dał tego dowody trwające do dziś. (Takim dowodem jest istnienie Kościoła – gdyby miął być tylko ludzkim pomysłem, dawno już by się sobą zadławił).

Twój Ojciec jest w ukryciu. Kontakt z nim jest trudny, choć nie niemożliwy. Wielu będzie mówiło, że wiedzą, jak Go spotkać. Wielu jednak nic nie wie, starając się jedynie o przypodobanie wrogom Twego Ojca, którzy chcieliby mieć Boga skrojonego na miarę własnych słabości. Chcieliby Go czuć, rozmawiać z Nim jak z kumplem na piwie, mieć stałe poczucie, że jest z nich zadowolony, a przynajmniej nie wtrąca się w ich trudne, codzienne wybory. Nie słuchaj ich, bo to za łatwe.

Twój Ojciec jest w ukryciu. Przez najbliższe czterdzieści dni – jeśli się zgodzisz, bo On zawsze szanuje twoją wolność – będzie wymagał od Ciebie. I choć ciśnie mi się na klawiaturę stwierdzenie, że nie będą to wielkie wymagania (bo nie będą), to muszą Cię trochę kosztować (bo jednak będą wielkie). Ile włożysz wysiłku, aby znaleźć owo ukrycie, w którym się schował, tyle Łaski otrzymasz. Ile razy bardziej zaufasz temu, czego nie doświadczasz zmysłami, tylekroć będziesz mocniejszy.

Szukaj Go więc w tym Wielki Poście. Nie angażuj w tę działalność swych zmysłów – obudź swój intelekt. „Nawrócenie” oznacza dosłownie „zmianę sposobu myślenia”. Czytaj Słowo, ale z komentarzem. Słuchaj kazań, ale nie daj się złapać na sentymentalizm. Módl się, ale pamiętaj że cenniejsza jest modlitwa, która przebija zmęczenie i rozproszenie. Pość, ale nie zapomnij, że post może także dotyczyć Internetu, czy telewizji. Dawaj jałmużnę, ale nie myśl o sobie, że jak już wrzucisz te parę groszy komuś na ulicy to święty jesteś – najpewniej ten  ktoś zaraz przepije twoją dobroczynność.

Wydobądź Boga z ukrycia. Myśl i wierz.

O światłości rozbijającej skały…

Jerusalem-0581

Uroczystość Bożego Narodzenia.

I CZYTANIE Iz 9, 1-3. 5-6 …Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło…
II CZYTANIE Tt 2, 11-14 …abyśmy wyrzekłszy się bezbożności i żądz światowych, rozumnie i sprawiedliwie, i pobożnie żyli na tym świecie...
EWANGELIA Łk 2, 1-14 …W tej samej okolicy przebywali w polu pasterze i trzymali straż nocną nad swoją trzodą….

Pasterz popatrzył na niebo.

Mrok sięgał wszędzie. Ogarniał skały, nieliczne pastwiska, zbite w ciasną gromadę owce, zmęczonych trudnym życiem towarzyszy. Jedynie dalekie zabudowania Betlejem dawały o sobie znać połyskującymi światełkami, liczniejszymi niż zwykle.

– Ludzie… – pomyślał pasterz z niechęcią.

W jego świecie nie było miejsca na ludzkie radości, zabawy, układy. Nie miał złudzeń, co do swych bliźnich. Wiedział co o nim myślą. Słyszał kiedyś niewybredne opinie, jakie o pasterzach wygłaszali mieszkańcy dolin – pasterze mieli być, według tych plotek, pijakami, rozpustnikami, złodziejami, ludźmi, gotowymi za pieniądze zrobić wszystko, mieli prowadzić się niemoralnie, a nawet obcować ze zwierzętami. Nie mieli nic wspólnego z dobrotliwymi wieśniakami, sielskimi pastuszkami, ani – tym bardziej – z pobożnymi faryzeuszami, co to troskliwe dbali, by nie otrzeć się o kogokolwiek nie znającego Pism. Za taką pobożność, to ja dziękuję – myślał pasterz i omijał szerokim łukiem synagogi. Zresztą i tak rzadko kiedy miał czas, aby w szabat zawitać do miasteczek. Po co? Rodziny nie miał, a widok domów, z których wprost biło ciepłem i dostojną, świąteczną radością sprawiał jakiś ból w okolicach pasterskiego serca. Za to świątynię nawiedzał, jak każdy dorosły Żyd, raz do roku. Tam czuł się bezpiecznie – samotny i anonimowy. Ofiar nie składał, tylko stawał na dziedzińcu mężczyzn, wznosił ręce ku Przybytkowi i tak trwał, kiwając się w bezgłośnej modlitwie. Wierzył, że Stwórca wówczas na chwile przerywa Ważne Zajęcia i kątem oka dostrzega jego potężną postać o sękatych, podniesionych w górę dłoniach. Zapewne to spojrzenie Pana trwało tylko chwilę (bo czemuż miałby Wszechmocny poświęcać więcej uwagi komuś takiemu jak on), ale wystarczało na cały rok chodzenia po górach i strzeżenia cudzych stad. Chociaż… Czy naprawdę wystarczało?… Ten smutek, ten ból…

Na wschodzie pojawiła się łuna. Pasterz zmrużył oczy, przyzwyczajone do przenikania ciemności i wypatrywania zagrożeń dla stada. Nie kojarzył tego typu blasku, a znał się na niebie i umiał określić położenie przeróżnych gwiazd, choć ich imiona były dla niego zagadką.

Światło przybierało na sile.

Pasterz przysłonił ręką czoło.

Wraz z rozprzestrzenianiem się blasku pasterza ogarniało jakieś nieznane uczucie. Coś, jakby tęsknota, najpierw bolesna, uwierająca wiecznym niespełnieniem i poszukiwaniem nieodnalezionego, potem pełna niedowierzania, a wreszcie eksplodująca dziwną radością, inną od codziennych radości. Dało się w niej wyczuć nadzieje i pragnienia wykraczające poza jedno życie, tak jakby z głębi epok, z czasów zamierzchłych królów, ze zwojów prastarych proroków, z oczekiwań tysięcy synów i córek narodu zwącego się dumnie wybranym przez Boga, z bólu i rozpaczy zniewalanych przez silniejszych od siebie – z przeszłości dobiegało błaganie o spełnienie się pradawnych zapowiedzi. I, co najbardziej zaskoczyło pasterza, w tym potężnym chórze, odnalazł swój głos, szept może raczej, spokojny i pokorny, ale pełen skamieniałego cierpienia i pozornego pogodzenia się z codziennością.

Popatrzył na swych towarzyszy. Wydawało się, że i oni coś czują, bo pomału wstawali ze swych miejsc spoglądając nieufnie dookoła siebie.

Blask narastał, wdzierając się nie tylko w ich źrenice, ale także serca i umysły. Wiedzieli, że dzieje się coś niebywałego i nie jest to żaden omam, czy skutek działania wina, pętającego często ludzkie myśli.

Pasterz zamknął oczy. Miał nieodparte wrażenie, że nie wolno mu tak po prostu patrzeć na niebo. Wydawało mu się, że jego ludzkie spojrzenie jedynie zaciemnia obraz rzeczywistości, a dopiero przymknięcie powiek nadaje skałom, wzgórzom, owcom, współtowarzyszom i dalekim zabudowaniom Betlejem kształty, zapachy i kolory.

Wtedy usłyszał.

Pieśń odwiecznej tęsknoty splotła się z innym hymnem, jaśniejszym i czystszym od poprzedniego. Był to śpiew zachwytu i zauroczenia. Radość, która z niego biła, była utkana z tysięcy głosów, różnych od siebie, a przecież podobnie pełnych, obfitych. Śpiewały o dobrych pastwiskach, na które Pan prowadzi ludzi dobrej woli, o pastwiskach obfitujących zieloną trawą, o pastwiskach, poprzez które płyną strumienie żywej, wartkiej wody, o pastwiskach bezpiecznych, bo pilnowanych przez troskliwe oko Pana wszechrzeczy; Tego, który jest wielki i wspaniały; którego chwała jest niezmierzona; który jest żywą miłością; który z uśmiechem patrzy na synów ludzkich! Pieśń wysławiała prawdomówność Pana, który spełnia Swe obietnice – i to już, teraz, zaraz! Na oczach pasterzy! Więc niech nie stoją przerażeni – śpiewały głosy – niech nie patrzą nieufnie dookoła, niech uwierzą, wyjątkowo, swoim zmysłom, tak bardzo przecież wyczulonym na niebezpieczeństwa (a przecież nic złego się nie dzieje im i ich stadom), niech przyjmą do swych serc i trzewi tę prawdę – dziś przyszedł Mesjasz! A oni będą tego przyjścia świadkami!

Pasterz usiadł i złapał się za głowę.

Przeraził się tego, co doświadcza i co tak mocno wkracza w jego zwykłą, prostą codzienność.

Niemalże czuł wiatr będący dziełem tysięcy anielskich skrzydeł (wiedział, że owe głosy mogą dochodzić tylko z anielskich ust, bo kimże innym posługuje się Wszechmocny, aby oznajmić wielkie sprawy, a przecież świadkiem takich właśnie się – mimo woli – stawał) żywo machających na chwałę Pana Zastępów.

Nie wątpił, że to dzieje się naprawdę. Ani przez chwilę nie przestał ufać swoim zmysłom. Wierzył w przyjście Mesjasza i nie zdziwiło go to, że takie wydarzeni właśnie następuje. Kiedyś przecież musi On przyjść. Wierzył w wszechmoc Boga i istnienie Jego anielskich posłańców. Tylko jedno mu nie pasowało w tym całym obrazie – on sam. Czuł, że do tego nie pasuje. Czuł, z każdą chwilą coraz mocniej, że powinien zniknąć, zapaść się pod ziemie, że jest niegodny słuchania cudownych głosów, że jego życie kompletnie nie pasuje do tej pieśni, która przedzierała się przez jego myśli. Czuł, że coś go dławi, niby wewnętrzny szloch, czy krzyk lęku. Jakby coś próbowało się z niego wydostać, ale nie potrafiło – słowo, uczucie, czy może jęk.

Ktoś trącił go w bok. Otworzył oczy.

– Idziesz. Do Betlejem.

To nie było pytanie, raczej stwierdzenie oczywistego faktu.

Wstał i lekko kołysząc się na boki z ogromu przeżywanego wzruszenia, którego nawet nie umiałby nazwać i wyrazić, ze łzami płynącymi po spękanych policzkach, przeczuwając w niewytłumaczalny sposób, że jest jednym z głównych (jeśli nie głównym) aktorów wielkiego widowiska, całkiem, jakby bez niego nie mogłoby się ono odbyć – poszedł w stronę miasta Dawidowego, nad którym jaśniała potężna łuna.

Głosy nadal śpiewały.

Tekst powstał w 2011 r. Chyba nic lepszego nie umiem dziś napisać…

Idźcie do Betlejem!

« Older posts Newer posts »

© 2018 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑