Światło życia

Blog ks. Jacka Gomulskiego

Page 3 of 117

VI antyfona „O Rex!”

O Królu narodów przez nie upragniony,
kamieniu węgielny Kościoła,
przyjdź i zbaw człowieka,
którego utworzyłeś z prochu ziemi.

Często bywa w nas tak, jak w macierzyńskim wnętrzu Rebeki, żony patriarchy Izaaka. Doznajemy rozdarcia, dusznej walki, wewnętrznych wstrząsów, nieuporządkowanych myśli i sprzecznych uczuć:

Poszła więc zapytać o to Pana, a Pan jej powiedział:
Dwa narody są w twym łonie,
dwa odrębne ludy wyjdą z twych wnętrzności;
jeden będzie silniejszy od drugiego,
starszy będzie sługą młodszego.
(Rdz 25,23)

Skoro Izaakowe bliźnięta Pismo nazywa – o święta przesado! – narodami, to tym bardziej można ten obraz zmagających się ze sobą ludów zamkniętych w jednym łonie, odnieść do tego co dzieje się we wnętrzu każdego człowieka. Walczące ze sobą odczucia, myśli, pragnienia, plany, ambicje. Uległość spierająca się z brawurą. Ospałość popędzana przez radykalizm. Wszelka skłonność do bylejakości “złapana za piętę” przez marzenie o życiu “pełnym” i owocnym. Wada z cnotą, grzech z łaską. Co z tego wyjdzie? Kto zwycięży? Może trzeba jakiegoś podstępu, jakiejś zmyślnej zagrywki Ducha Św., może szczególnej interwencji Niewiasty, zwłaszcza gdy wydaje się, że głupota obejmie władzę nad całością życia…

Rebeka słyszała to, co Izaak mówił do swego syna Ezawa… rzekła do swego syna Jakuba: Teraz więc, synu mój, posłuchaj mego polecenia, które ci dam. (Rdz 27,5-6.8)

Św. Ludwik Maria Grignon de Monfort widział w Rebece figurę Maryi. Dzięki swej matce Jakub otrzymał błogosławieństwo, jeden lud zwyciężył drugi. Dzięki Maryi błogosławieństwo może otrzymać każdy z nas:

Jakub zbliżył się i pocałował go.
Gdy Izaak poczuł woń jego szat,
dając mu błogosławieństwo mówił: (…)
Niechaj tobie Bóg użycza rosy z niebios i żyzności ziemi,
obfitości zboża i moszczu winnego.
Niechaj ci służą ludy
i niech ci pokłon oddają narody.
(Rdz 27,27-29)

Tylko boża moc, Jego błogosławieństwo, może ujarzmić dziki naród wad i słabości zamknięty w poruszeniach duszy, w nieuporządkowanych odruchach natury. Może warto i tak spojrzeć na tytuł, jakim obdarza Chrystusa dzisiejsza Antyfona – Król narodów! Pan zmagających się ze sobą obcych ludów ukrytych w każdym z nas! Tylko Ten, który ujarzmił groźne fale burzliwego jeziora i stąpał po jego przepastnych wodach, który uciszał demony i koił śmiertelną rozpacz może sprawić, aby wszystko co zostało zaprzęgnięte do służby naszym wadom zostało poddane cnotom. Wtedy “starszy będzie sługą młodszego”, czyli pierwotne odruchy, splamione egotyzmem i pychą, zaczną służyć pragnieniom oczyszczonym Łaską.

Zgoda na pełne mocy działanie Boga w naszym życiu, na Jego absolutne panowanie nie przychodzi łatwo:

Wieść tę narody przyjęły ze drżeniem,
padł strach na mieszkańców filistyńskiej ziemi. (Wj 15,14)

Wiąże się ona bowiem z decyzją (może kolejną, i kolejną, i kolejną) zmiany życia, poddania owych pogańskich ludów okupujących nieodkrytą jeszcze Ziemię bożych Obietnic. Zerwanie z grzechem nie jest łatwe.

Tymi wszystkimi rzeczami nie plugawcie się, bo tymi wszystkimi rzeczami plugawiły się narody, które wypędzam przed wami. Także i ziemia stała się nieczysta. Ukarałem ją więc za jej winę, a ziemia wypluła swoich mieszkańców. Strzeżcie więc ustaw i wyroków moich, nie czyńcie nic z tych obrzydliwości. (Kpł 18,24-26)

Czy chcesz przyjścia Pana, który położy kamień na tej części Twej duszy, która wciąż buntuje się wobec Jego zamysłów?

A więc nie jesteście już obcymi i przychodniami,
ale jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga
– zbudowani na fundamencie apostołów i proroków,
gdzie kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus. (Ef 2,19-20)

Tego głazu nikt nie ruszy, jeśli tylko zdecydujesz się radykalnie słuchać swego Króla – czytać Jego Słowo, karmić się i adorować Jego Ciało, aby pójść tam, dokąd On Cię zaprowadzi.

Mówcie wśród pogan: Pan jest królem.
Umocnił świat, by się nie poruszył:
ze słusznością wymierza ludom sprawiedliwość. (Ps 96,10)

Gdyż Bóg jest Królem całej ziemi,
hymn zaśpiewajcie!
Bóg króluje nad narodami,
Bóg zasiada na swym świętym tronie. (Ps 47,8-9)

Przyjdź więc, Królu narodów! Przyjdź i wybaw z wewnętrznego poplątania i chaosu!

V antyfona „O Oriens!”

O Wschodzie,
Blasku światłości wieczystej
i Słońce sprawiedliwości,

przyjdź i oświeć
żyjących w mroku i cieniu śmierci.

Wielu z czytających te słowa może mieć w pamięci obraz pierwszych promieni słonecznych przebijających przez mrok nocy. Może oglądali taki widok w górach, może na nadmorskiej plaży, a może jest to wspomnienie poranka z pięknego wiosennego dnia.

Gdy spoglądam na zachmurzone niebo nad Warszawą, pokryte warstwą gęstych, duszących chmur smogowych, z tęsknotą myślę o złotym blasku wschodzącego słońca. Tu go nie widać. To, że jest ranek poznajemy po większym natężeniu bladego światła, które sprawia jedynie, że mrok nocy zmienia się w szary półmrok dnia. Tylko nie ma dnia. Są ciężkie godziny pracy w nieświeżym powietrzu, albo w sztucznych wnętrzach biur, ze szkła i chromu, których wystrój zdominował kolor szary – symboliczna odsłona stanu serc i umysłów.

Gdzie jasność słońca? Gdzie się podziała nasza ostrość spojrzenia rozświetlonego naturalnym blaskiem? Gdzie świeżość powietrza, podobna temu na górskich szczytach? Co nas ochroni przed trucizną głupoty i znieczuleniem na miłość? Niektórzy noszą maski przeciwsmogowe, ale czy nie jest to tylko półśrodek?

Mądrość … jest odblaskiem wieczystej światłości,
zwierciadłem bez skazy działania Boga,
obrazem Jego dobroci. (Mdr 7,26)

Niejedna dusza nie musi być zanurzona od razu w mrok i beznadzieję – wystarczy szarość, obojętność na dobro, piękno i prawdę. Zniszczona przez wulgarny język pseudokultury lub pornografii (nieważne mocnej czy miękkiej) wrażliwość nie umie już nawet zatęsknić za innym światem niż ten trujący, szary i bezbarwny. Wtedy nie ma pragnień większych, ponad urządzenie swego (a tam “swego”, bankowego!) mieszkania na wzór biura, w którym spędza się większość dnia. Nie ma szukania mądrości, bo i nie ma na to siły oraz wiary, że jakaś mądrość, poza tą sączoną z tej czy innej stajni medialnej istnieje. Nie ma radości, bo zmęczony i znużony człowiek zastąpił ją kolorową plazmą w jakość ultra hd, czy 4k.

A dla was, czczących moje imię,
wzejdzie słońce sprawiedliwości
i uzdrowienie w jego skrzydłach. (Ml 3,20)

Adwent zmierza powoli do końca, jeszcze tylko trzy dni. Czy ponad ciemność, szarzyznę i zniechęcenie wzbija się w tobie pragnienie Jego blasku? Czy wołasz do Pana, aby nad suchą i nieurodzajną ziemią twojej codzienności wzeszło z wysoka jasne Słońce? A prócz tego krzyku – co chcesz zrobić, aby nie zatruć doszczętnie życia sobie i swoim dzieciom? Maska nie wystarczy…

Znów przemówił do nich Jezus tymi słowami:
«Ja jestem światłością świata.
Kto idzie za Mną,
nie będzie chodził w ciemności,
lecz będzie miał światło życia». (J 8,12)

Pan wzywa do pójścia za Nim. Zdaję sobie sprawę, że zwrot ten jest już mocno zbanalizowany – iść za Jezusem… Taka nowomowa obecna w pewnych kościelnych kręgach… Ale, może warto potraktować to sformułowanie dość dosłownie, radykalnie – po prostu idź. Wyjdź. Przemieść się z jednego miejsca na drugie. Gdzieś leży twój Wschód – nie ten geograficzny, ale ten duchowy. Może, w końcu, czas się na niego zorientować… Może, aby uchronić się przed smogiem i szarością, przed ciemnością i więzieniem, trzeba pozostawić miasto – jakkolwiek ono wygląda w twoim życiu i jakąkolwiek nosi nazwę – i pójść do swojej własnej Ziemi Obiecanej, do miejsca gdzie jest słońce i powietrze. Do miejsca gdzie jest życie.

Myślałeś o tym?

IV antyfona „O Clavis!”

O Kluczu Dawida i Berło domu Izraela, 
Ty który otwierasz a nikt zamknąć nie zdoła,
zamykasz a nikt nie otworzy,
przyjdź i wyprowadź z więzienia
człowieka pogrążonego w cieniu śmierci.

Kluczem domu Dawida nazywa Izajasz Eliakima, zarządcę dóbr królewskiego pałacu – dobrego sługę, na którym mógł się spokojnie oprzeć władca. Przeciwstawia go Szebnie, który piastując ten sam urząd zajmował się głównie budową własnego mauzoleum i kolekcjonowaniem rydwanów. Pan zapowiada zabranie stanowiska Szebnie a powierzenie go Eliakimowi.

Położę klucz domu Dawidowego na jego ramieniu; gdy on otworzy, nikt nie zamknie, gdy on zamknie, nikt nie otworzy. Wbiję go jak kołek na miejscu pewnym; i stanie się on tronem chwały dla domu swego ojca. (Iz 22,22-23)

Jednak proroctwo sięga głębiej, aniżeli zapowiedź wydarzeń z czasów króla Ezechiasza. Do słów Izajasza nawiąże sam Mesjasz, gdy w apokaliptycznej wizji każe pisać swemu umiłowanemu uczniowi na wyspie Patmos listy do siedmiu kościołów, którym zagraża zagłada.

Aniołowi Kościoła w Filadelfii napisz:
To mówi Święty, Prawdomówny,
Ten, co ma klucz Dawida,
Ten, co otwiera, a nikt nie zamknie,
i Ten, co zamyka, a nikt nie otwiera.
Znam twoje czyny.
Oto postawiłem jako dar przed tobą drzwi otwarte,
których nikt nie może zamknąć,
bo ty chociaż moc masz znikomą,
zachowałeś moje słowo
i nie zaparłeś się mego imienia.
(Ap 3,7-8)

Dla domu Dawida, dla ludu nowego Izraela, dla nas – kluczem do zrozumienia wszystkiego jest Chrystus. Nie tylko do zrozumienia, ale także i do życia, do funkcjonowania, do przechodzenia z jednej przestrzeni codzienności do drugiej. Bez Niego, bez relacji z Nim pozostajemy zamknięci w ciasnocie utartych schematów i płytkich wyobrażeń.

Może stoisz w swoim życiu przed jakimiś drzwiami, jakimś wezwaniem do decyzji, której nie potrafisz podjąć. Może dotykasz ściany w swoim zniewoleniu, lub swoistym klinczu emocjonalnym. Może nie widzisz wyjścia z trudnej sytuacji życiowej swojej lub twojej rodziny. Tylko On, “Święty, Prawdomówny” może wskazać drogę lub rzucić światło na to, co dzieje się w tobie i dookoła ciebie.

Chrystus nie tylko jest kluczem, ale także tym, który ma moc otworzyć to, co wydaje się nie do ruszenia – zwyciężyć wszelkie emocjonalne determinanty, zaskorupiałe przekonania o nas samych i naszej wsrtości, poruszyć skostniałe serca i ożywić skamieniałe ścieżki powołania. Tekst Apokalipsy wzywa do nadziei, wskazuje bowiem na “drzwi otwarte” – Pan już zaczął działać, wymaga tylko wiary. Jeśli jednak nie widzisz owych drzwi, to przyłącz się do śpiewu Antyfony i wołaj: “Przyjdź i wyprowadź mnie!”

Brak rozpoznania drogi wyjścia wiąże się z ciemnościami w jakich możesz tkwić. Są one najczęściej skutkiem grzechu, bądź jednorazowego aktu, bądź przywiązania do jakiegoś nałogu. Coś skutecznie przykryło w twoim życiu blask światła, może stając się światłem fałszywym, złudnym, zwodniczo prowadząc na manowce i skłaniając do błędnych, lub wprost grzesznych, decyzji. Psalmista woła:

Siedzieli w ciemnościach i mroku,
uwięzieni nędzą i żelazem,
gdyż bunt podnieśli przeciw słowom Bożym
i pogardzili zamysłem Najwyższego.
Trudami przygiął ich serca:
chwiali się, lecz nikt im nie pomógł.
I w swoim ucisku wołali do Pana,
a On ich uwolnił od trwogi.
I wyprowadził ich z ciemności i mroku,
a ich kajdany pokruszył. (Ps 107,10-14)

Zaiste, nędza codzienności przejawiająca się w braku perspektyw, czy nadziei na lepszą przyszłość, a zwłaszcza nędza człowieka wątpiącego w Łaskę – to ogromna ciemność. Źródło tej nędzy bije – według psalmisty – w buncie przeciwko Słowu i wzgardzeniu wolą Pana.

Bunt i pogarda – pomyśl, czy nie pojawiły się w jakimś aspekcie w twoim życiu. Może zlekceważyłeś niegdyś bożą propozycję, a trud jaki obecnie przeżywasz jest wprost konsekwencją tego typu wyborów? Może zabrakło Ci ufności, aby szukać rady w Bożym Słowie a upatrywałeś jej w ludzkich rzeczach, a zwłaszcza we własnej mądrości, lub działałeś powodowany lękami różnego rodzaju. Dziś możesz być osamotniony w swoim więzieniu niemożności. Wołaj więc słowami Antyfony: “Przyjdź i wyprowadź mnie!”.

Możesz też doświadczać olbrzymiej udręki w swojej beznadziei. Może wpatrując się w swoje porażki, czy nawet katastrofy życiowe (bardziej lub mniej obiektywne), swoją samotność czy chorobę, masz poczucie balansowania między “być” lub “nie być”. Może powraca co jakiś czas pokusa samobójstwa? Jesteśmy słabi i żyjemy w epoce słabych ludzi. Trud, który nasi przodkowie by znosili dla nas wydaje się często nie do udźwignięcia. Pokolenia przed nami wielokrotnie żyły “w cieniu śmierci” i były w stanie, uciekając się do wiary ojców, przetrwać i ocalić oraz przekazać dalej ten bezcenny depozyt. My jesteśmy o wiele bardziej bezbronni. Dlatego musimy nagiąć swoją spróchniałą często wolę, aby przyjęła Zachariaszową zapowiedź:

…dzięki litości serdecznej Boga naszego. Przez nią z wysoka Wschodzące Słońce nas nawiedzi, by zajaśnieć tym, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają, aby nasze kroki zwrócić na drogę pokoju». (Łk 1,78-79)

Na miarę swej bezsiły i przerażenia “cieniem śmierci” – cień bowiem to jeszcze nie to samo co sama śmierć – wołaj w ślad za Antyfoną: “Przyjdź i wyprowadź mnie!”.

III antyfona „O Radix!”

O Korzeniu Jessego,
który się wznosisz jako znak dla narodów,
przed Tobą zamilkną królowie,
a ludy będą się modlić do Ciebie,
przyjdź nas wyzwolić już dłużej nie zwlekaj.

Oryginalny tekst dzisiejszej Antyfony mówi o “radix Jesse”, korzeniu Jessego. Jest to odniesienie do Izajaszowego proroctwa, w którym mowa (w łacińskim tłumaczeniu Pisma) zarówno o “korzeniu”, jak i “różdżce” Jessego.

I wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się odrośl z jego korzeni. I spocznie na niej Duch Pański… (Iz 11,1-2)

Owego dnia to się stanie: Korzeń Jessego stać będzie na znak dla narodów. Do niego ludy przyjdą po radę, i sławne będzie miejsce jego spoczynku. (Iz 11,10)

Jakim znakiem może być mała gałązka wychodząca z wielkiego, starego pnia, w czasach Izajasza uważanego za bezpowrotnie wyschły i nie owocujący konar? Czy prorokowi chodziło tylko o znak żywotności obietnicy złożonej w rodzie wielkiego władcy, o wezwanie do nadziei, że wymarła dynastia może jeszcze się odrodzić?

Różdżka to odrośl, gałązka, młody pęd odrastający z pnia lub korzenia drzewa czy rośliny. Łaciński wyraz “virga” jest wieloznaczny, może odnosić się również do berła, czy kija, a jednocześnie kojarzy się z innym łacińskim słowem “virgo” – dziewica. Papież Leon Wielki (V w.) napisał: „W tej różdżce bez wątpienia przewidziana była błogosławiona Dziewica Maryja, która pochodząc od Jessego i Dawida, z Ducha Świętego poczęła i wydała nowy kwiat ludzkiego ciała z macierzyńskiego choć dziewiczego łona”.

Znakiem jest brzemienna Maryja, niczym Arka Przymierza kryjąca w sobie żywą bożą obecność. Znakiem jest też gałąź, jaką odrąbano z nieznanego nam drzewa, a która po obciosaniu stała się belką dźwigająca na sobie umęczone Wcielone Słowo. Oba te znaki są pełne łaski Ducha – i Oblubienica i Drzewo życia. W obu odnajdziesz radę, oba wyznaczą ci kierunek myślenia i działania.

Na oba też możesz się zbuntować, tak, jak czyni to świat, odrzucając zarówno pokorę Służebnicy Pańskiej jak i sens odkupieńczego cierpienia.

Jak wielu osłupiało na Jego widok – tak nieludzko został oszpecony Jego wygląd i postać Jego była niepodobna do ludzi – tak mnogie narody się zdumieją, królowie zamkną przed Nim usta, bo ujrzą coś, czego im nigdy nie opowiadano, i pojmą coś niesłychanego. (Iz 52,14-15)

Nie tylko królowie zamilkną wobec “korzenia Jessego” – wobec Maryi, jak i wobec Krzyża milknie każda dusza, która zada sobie trochę cudu, aby wejść na drogę kontemplacji. Na ścianie mojego pokoju wisi krzyż a obok niego kopia ikony Matki Bożej Advocata (bodajże najstarsze ikonowe przedstawienie Maryi). Wiem, że można dużo czasu spędzić po prostu wpatrując się w obydwa znaki “różdżki z pnia Jesego”. Lubię te chwile, w których szukam Jej spojrzenia, przypominam sobie słowa modlitwy “one miłosierne oczy Twoje na nas zwróć”, w ciszy spojrzeń dokonuje się spotkanie. Maryja na tej ikonie nie ma Dzieciątka na ręku, dłonie zwraca delikatnie ku niebu, ale nie jest to ów osławiony gest “orantki”, obecny na tylu innych przedstawieniach Bogarodzicy. Przez moment zastanawiałem się czy nie jest to wizerunek Panny Brzemiennej, ale patrząc na wiszący obok ikony krucyfiks, oraz na rysy twarzy dojrzałej kobiety, uzmysłowiłem sobie, że Ona wskazuje na Mękę swego Syna. Że to Matka Bolesna. Nie płacze już. Nie załamuje rąk. Nie ma wbitych w serce siedmiu mieczy boleści. Dłonie ma – pozornie – puste, bez umęczonego ciała Syna. Ale oczy… jakby nieco podpuchnięte, podkrążone. Widać po Niej, że cierpiała – przez Golgotę, przeze mnie… przez nas… Może to ikona Wielkiej Soboty, znaku przeraźliwej ciszy, obecnej tak często w naszym życiu? A może niemniej trudnego czasu po odejściu Syna do nieba? Czasu wielkiej samotności i niezmiernej tęsknoty…

Tyle myśli. Tyle ciszy.

… ujrzą coś, czego im nigdy nie opowiadano, i pojmą coś niesłychanego. (Iz 52,15)

Nieznany autor zakończył tym razem Antyfonę niecierpliwym: “nie zwlekaj”. Chciałbym dziś za nim powtórzyć to wezwanie. Tak. Nie opóźniaj się, Panie, boska gałązko ze szczepu Jessego, przyjęty przez Maryję i rozpięty na drzewie Krzyża!

Przyjdź i na nowo nadaj sens ciszy i samotności.

II antyfona „O Adonai!”

O Adonai, Wodzu Izraela, 
Tyś w krzaku gorejącym objawił się Mojżeszowi 
i na Syjonie dałeś mu Prawo, 
przyjdź nas wyzwolić swym potężnym ramieniem.

Nie możesz być bezpański, bez przewodnika, bez wodza. Potrzebujesz kogoś, kto zepnie wszystkie siły twojej duszy i ciała w jedno. Sam tego nie potrafisz. Sam możesz, co najwyżej, zacząć krzyczeć, a często i wyć, nie do końca nawet wierząc, że twój krzyk do kogoś dotrze i ktoś się nim naprawdę przejmie.

Bóg jest przedziwnym wodzem – dowódcą (księciem, jak dosłownie nazywa Go dzisiejsza Antyfona) i Ojcem zarazem. Chce cię wyprowadzić z niewoli, którą często sam sobie urządziłeś, chce cię prowadzić ku wypełnieniu obietnicy, jaką ma dla każdego z nas, chce wreszcie uporządkować twoje życie, abyś nie przewracał się o własne nogi. Tych pragnień Swego Serca nie tai. Nie każe się domyślać, jaki jest. Bóg nie bawi się z nami w duchowe zgadywanki. Mówi jasno, jak Mojżeszowi wobec gorejącego krzewu – tego niezwykłego znaku wiecznie płonącej miłości (takim ogniem chciałby nas zapalić! Tak, możemy stać paliwem Jego Łaski! Ona nie niszczy, choć wyniszcza. Ona, w zetknięciu z twoją i moją wiernością, trwaniem, poddaniem się, udzieli innym światła i ciepła! Nie chciałbyś być takim krzewem? Jak Maryja!), nie jest złośliwym bóstwem, ale Panem, Adonai, nieskończenie bliższym naszym prawdziwym nieszczęściom, aniżeli my sami.

Dosyć napatrzyłem się na udrękę ludu mego w Egipcie i nasłuchałem się narzekań jego na ciemięzców, znam więc jego uciemiężenie. Zstąpiłem, aby go wyrwać z ręki Egiptu i wyprowadzić z tej ziemi do ziemi żyznej i przestronnej (Wj 3,7-8)

Bóg nie chce naszej udręki! Bóg słucha naszych narzekań! Bóg wie, na czym polega ból człowieczej duszy, które wplątała się w niewolnicze jarzmo!

Bóg interweniuje!

Dodajemy grzech do grzechu, kiedy myślimy, że Pan w skrytości cieszy się z ludzkiego zniewolenia, że Pana raduje nasze cierpienie, że Pan lubuje się skargami i jękami uciemiężonych. Swoją solidarność z ujarzmionym człowiekiem objawił najpełniej w Tym, na którego czekamy – w Swoim Synu. W Jego ogołoceniu, uniżeniu i męce.

“Zstąpiłem” – mówi do Mojżesza, aby nas:

… wyrwać z ręki Egiptu i wyprowadzić z tej ziemi do ziemi żyznej i przestronnej, do ziemi, która opływa w mleko i miód, na miejsce Kananejczyka, Chetyty, Amoryty, Peryzzyty, Chiwwity i Jebusyty. Teraz oto doszło wołanie Izraelitów do Mnie, bo też naocznie przekonałem się o cierpieniach, jakie im zadają Egipcjanie. (Wj 3,8-9)

W sytuację, jaką dziś przeżywasz, Pan pragnie się zaangażować osobiście. Tyle razy przecież dawał dowód swej żywej, dynamicznej i pełnej mocy Obecności. Nie wątp więc, tylko daj się poprowadzić.

Trud wychodzenia z grzechu, ze zniewolenia, z zaplątania się w przymus egoizmu i pychy jest duży, ale nie śmiercionośny. To prawda, że wędrówka przez pustynię ku Ziemi Obiecanej dużo kosztuje. Potrzeba w niej samozapracia, zaufania, swoistego odcięcia się od tego najgłębszego, wyprowadzonego z lat myślenia grzechem, sposobu wnioskowania o sobie i świecie. Ale masz do wyboru wyniszczać się w grzesznej pogoni za wiatrem, oszukiwać się, szukać siebie w poszukiwaniu władzy nad drugim, mamony, przyjemności – albo obumrzeć w Jego rękach. Przebitych rękach.

Pan pocieszył swój lud, zlitował się nad jego biednymi.
Mówił Syjon: „Pan mnie opuścił, Pan o mnie zapomniał”.
Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu,
ta, która kocha syna swego łona?
A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie.
Oto wyryłem cię na obu dłoniach, twe mury są ustawicznie przede Mną. Spieszą twoi budowniczowie, a którzy burzyli cię i pustoszyli, odchodzą precz od ciebie. (Iz 49,13-17
)

Zstąp więc, Panie. Przyjdź! Wyciągnij swoją prawicę w naszej obronie i poprowadź tam, gdzie sami nigdy nie mielibyśmy się się wybrać.

« Older posts Newer posts »

© 2019 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑