Blog ks. Jacka Gomulskiego

Miesiąc: Kwiecień 2011 (Page 1 of 9)

Sobota w Oktawie Wielkanocy

Sobota, 30 IV 2011 r.

I CZYTANIE Dz 4, 13-21
Przełożeni i starsi, i uczeni, widząc odwagę Piotra i Jana, a dowiedziawszy się, że są oni ludźmi nieuczonymi i prostymi, dziwili się. Rozpoznawali w nich też towarzyszy Jezusa. A widząc nadto, że stoi z nimi uzdrowiony człowiek, nie znajdowali odpowiedzi.
Kazali więc im wyjść z sali Rady i naradzali się. Mówili jeden do drugiego: „Co mamy zrobić z tymi ludźmi? Bo dokonali jawnego znaku, oczywistego dla wszystkich mieszkańców Jerozolimy. Przecież temu nie możemy zaprzeczyć. Aby jednak nie rozpowszechniało się to wśród ludu, zabrońmy im surowo przemawiać do kogokolwiek w to imię”.
Przywołali ich potem i zakazali w ogóle przemawiać i nauczać w imię Jezusa. Lecz Piotr i Jan odpowiedzieli: „Rozsądźcie, czy słuszne jest w oczach Bożych bardziej słuchać was niż Boga? Bo my nie możemy nie mówić tego, co widzieliśmy i co słyszeliśmy”. Oni zaś ponowili groźby, a nie znajdując żadnej podstawy do wymierzenia im kary, wypuścili ich ze względu na lud, bo wszyscy wielbili Boga z powodu tego, co się stało.
EWANGELIA Mk 16, 9-15
Po swym zmartwychwstaniu, wczesnym rankiem w pierwszy dzień tygodnia, Jezus ukazał się najpierw Marii Magdalenie, z której wyrzucił siedem złych duchów. Ona poszła i oznajmiła to tym, którzy byli z Nim, pogrążonym w smutku i płaczącym. Oni jednak słysząc, że żyje i że ona Go widziała, nie chcieli wierzyć.
Potem ukazał się w innej postaci dwom z nich na drodze, gdy szli na wieś. Oni powrócili i oznajmili pozostałym. Lecz im też nie uwierzyli.
W końcu ukazał się samym Jedenastu, gdy siedzieli za stołem, i wyrzucał im brak wiary i upór, że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego. I rzekł do nich: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu”.

W zasadzie całe Dzieje Apostolskie są jednym wielkim hymnem o bezradności ludzkich wysiłków wobec mocy Słowa Bożego niesionego z wiarą. Niewiele mogą zrobić przełożeni ludu Piotrowi, co najwyżej – wychłostać, choć jeszcze teraz się na to nie zdobywają. Już wkrótce droga przemocy stanie się jedyną dla przeciwników Ewangelii, podobnie zresztą jak dla przeciwników prawdy wszelkich epok. A dla uczniów Jezusa świadectwo krwi będzie najmocniejszą bronią i najsilniejszym apostołowaniem.

Oczywiście, o męczeństwie i odważnym stawaniu wobec sędziów tego świata – łatwo się pisze. Trudniej być wiernym. Nawet w takiej prywatnej skali mikro. Może dlatego, że mamy problem, aby usłyszeć i zobaczyć Zmartwychwstałego? Piotr i Jan chcą słuchać bardziej niż ludzi Boga, bo Go doświadczyli, bo wiedzą, że ludzkie moce gdzieś się kończą a Jego potęga przenika granice doczesności. My też niby wiemy, ale… gdy przychodzi nam wyjść z naszych małych Wieczerników, wówczas cos paraliżuje naszą miłość i wiarę. Czemu?

A cały świat czeka na głoszoną z mocą Ewangelię…

Piątek w Oktawie Wielkanocy

Piątek, 29 IV 2011 r.

I CZYTANIE Dz 4, 1-12
Gdy Piotr i Jan przemawiali do ludu, po uzdrowieniu chromego, podeszli do nich kapłani i dowódca straży świątynnej oraz saduceusze oburzeni, że nauczają lud i głoszą zmartwychwstanie umarłych w Jezusie. Zatrzymali ich i oddali pod straż aż do następnego dnia, bo już był wieczór. A wielu z tych, którzy słyszeli naukę, uwierzyło. Liczba mężczyzn dosięgała około pięciu tysięcy.
Następnego dnia zebrali się ich przełożeni i starsi, i uczeni w Jerozolimie: arcykapłan Annasz, Kajfasz, Jan, Aleksander i ilu ich było z rodu arcykapłańskiego. Postawili ich w środku i pytali: „Czyją mocą albo w czyim imieniu uczyniliście to?”
Wtedy Piotr napełniony Duchem Świętym powiedział do nich: „Przełożeni ludu i starsi! Jeżeli przesłuchujecie nas dzisiaj w sprawie dobrodziejstwa, dzięki któremu chory człowiek uzyskał zdrowie, to niech będzie wiadomo wam wszystkim i całemu ludowi Izraela, że w imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, którego wy ukrzyżowaliście, a którego Bóg wskrzesił z martwych, że przez Niego ten człowiek stanął przed wami zdrowy.
On jest kamieniem, odrzuconym przez was budujących, tym, który stał się kamieniem węgielnym. I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni”.
EWANGELIA J 21, 1-14
Jezus znowu ukazał się nad Morzem Tyberiadzkim. A ukazał się w ten sposób: Byli razem Szymon Piotr, Tomasz, zwany Didymos, Natanael z Kany Galilejskiej, synowie Zebedeusza oraz dwaj inni z Jego uczniów. Szymon Piotr powiedział do nich: „Idę łowić ryby”. Odpowiedzieli mu: „Idziemy i my z tobą”. Wyszli więc i wsiedli do łodzi, ale tej nocy nic nie złowili.
A gdy ranek zaświtał, Jezus stanął na brzegu. Jednakże uczniowie nie wiedzieli, że to był Jezus. A Jezus rzekł do nich: „Dzieci, czy nie macie nic do jedzenia?”
Odpowiedzieli Mu: „Nie”. On rzekł do nich: „Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie”. Zarzucili więc i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyciągnąć. Powiedział więc do Piotra ów uczeń, którego Jezus miłował: „To jest Pan!” Szymon Piotr usłyszawszy, że to jest Pan, przywdział na siebie wierzchnią szatę, był bowiem prawie nagi, i rzucił się w morze. Reszta uczniów dobiła łodzią, ciągnąc za sobą sieć z rybami. Od brzegu bowiem nie było daleko, tylko około dwunastu łokci.
A kiedy zeszli na ląd, ujrzeli żarzące się na ziemi węgle, a na nich ułożoną rybę oraz chleb. Rzekł do nich Jezus: „Przynieście jeszcze ryb, któreście teraz ułowili”. Poszedł Szymon Piotr i wyciągnął na brzeg sieć pełną wielkich ryb w liczbie stu pięćdziesięciu trzech. A pomimo tak wielkiej ilości sieć się nie rozerwała. Rzekł do nich Jezus: „Chodźcie, posilcie się!” Żaden z uczniów nie odważył się zadać Mu pytania: „Kto Ty jesteś?”, bo wiedzieli, że to jest Pan. A Jezus przyszedł, wziął chleb i podał im, podobnie i rybę.
To już trzeci raz, jak Jezus ukazał się uczniom od chwili, gdy zmartwychwstał.

„Idę łowić ryby…” – mówi na samym początku dzisiejszego fragmentu Ewangelii Piotr. Pobrzmiewa w tym smutne echo rezygnacji. Tak, jakby chciał powiedzieć – co mi zostało, jak nie wrócić do jedynej rzeczy, która mi w życiu wychodziła. W dawnym życiu, dodajmy. A przecież Pan już się ukazywał swoim uczniom! Już Go spotkali! Tomasz już zdążył zawołać: Pan mój i Bóg mój! Co się więc stało? Skąd owa rezygnacja i zanurzenie w codzienność?

A może te kilkanaście dni, jakie dzieli Zmartwychwstanie od Wniebowstąpienia były dla uczniów czasem szczególnej walki wewnętrznej. Może doświadczenie spotkania z Panem, mimo że silne, to jednak nie ugruntowane mocą Ducha Świętego (to dopiero będzie miało miejsce podczas Pięćdziesiątnicy) było nieustannie atakowane przez zło i zwątpienie. Może wszystkie momenty bez widzialnego kontaktu z Mistrzem były momentami walki wewnętrznej. Przecież On sam powiedział niegdyś: „Choćby ktoś z umarłych powstał – nie uwierzą”. Wiara Apostołów rodziła się w bólach i to wielkich, aby później być mocna, aby mogła stać się opoką dla milionów ludzi w ciągu tysięcy lat.

Jednocześnie, te parę dni po Zmartwychwstaniu, kształtuje się, niejako automatycznie, wspólnota kościoła – również w tej przestrzeni naturalnych funkcji, zadań i relacji. Apostołowie nie odstępują Piotra, a każdy z nich posługuje wewnątrz wspólnoty darami, jakie otrzymał od Chrystusa. Jest znamienne, że to właśnie Jan rozpoznaje
Pana na brzegu jeziora, ale to Piotr jako pierwszy dopada brzegu, by przypaść Jezusowi do kolan. Konsekwencją podporządkowania się powołaniu zgodnemu z własnym charyzmatem, oraz ostatecznego zawierzenia Zmartwychwstałemu i przyjęcia Ducha Świętego jest siła świadectwa apostolskiego w pierwotnym Kościele. Scena z pierwszego czytania ukazująca pełną odwagi postawę Piotra pokazuje dokąd prowadzi słabego i grzesznego człowieka konsekwentna decyzja zaufania Temu, kogo obiera się na swego Pana. I choć słabość nie znika w cudowny sposób z życia Księcia Apostołów (a przekonujemy się o tym i w tradycji kościoła i na kartach Nowego Testamentu), to Chrystus – Prawda – pozostaje dla niego trwałym punktem odniesienia.

Czwartek w Oktawie Wielkanocy

Czwartek, 28 IV 2011 r.

I CZYTANIE Dz 3, 11-26
Gdy chromy, uzdrowiony, trzymał się Piotra i Jana, cały lud zdumiony zbiegł się do nich w krużganku, który zwano Salomonowym.
Na ten widok Piotr przemówił do ludu: „Mężowie izraelscy! Dlaczego dziwicie się temu? I dlaczego także patrzycie na nas, jakbyśmy własną mocą lub pobożnością sprawili, że on chodzi? Bóg naszych ojców, Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba wsławił Sługę swego, Jezusa, wy jednak wydaliście Go i zaparliście się Go przed Piłatem, gdy postanowił Go uwolnić. Zaparliście się świętego i sprawiedliwego, a wyprosiliście ułaskawienie dla zabójcy. Zabiliście Dawcę życia, ale Bóg wskrzesił Go z martwych, czego my jesteśmy świadkami.
I przez wiarę w Jego imię temu człowiekowi, którego widzicie i którego znacie, Imię to przywróciło siły. Wiara wzbudzona przez niego dała mu tę pełnię sił, którą wszyscy widzicie.
Lecz teraz wiem, bracia, że działaliście w nieświadomości, tak samo jak przełożeni wasi. A Bóg w ten sposób spełnił to, co zapowiedział przez usta wszystkich proroków, że Jego Mesjasz będzie cierpiał. Pokutujcie więc i nawróćcie się, aby grzechy wasze zostały zgładzone, aby nadeszły od Pana dni ochłody, aby też posłał wam zapowiedzianego Mesjasza, Jezusa, którego niebo musi zatrzymać aż do czasu odnowienia wszystkich rzeczy, co od wieków przepowiedział Bóg przez usta swoich świętych proroków.
Powiedział przecież Mojżesz: «Proroka jak ja wzbudzi wam Pan, Bóg nasz, spośród braci waszych. Słuchajcie Go we wszystkim, co wam powie. A każdy, kto nie posłucha tego Proroka, zostanie usunięty z ludu». Zapowiadali te dni także pozostali prorocy, którzy przemawiali od czasów Samuela i jego następców.
Wy jesteście synami proroków i przymierza, które Bóg zawarł z waszymi ojcami, kiedy rzekł do Abrahama: «Błogosławione będą w potomstwie twoim wszystkie narody ziemi». Dla was w pierwszym rzędzie wskrzesił Bóg Sługę swego i posłał Go, aby błogosławił wam w sprawie odwrócenia się każdego z was od swoich grzechów”.
EWANGELIA Łk 24, 35-48
Uczniowie opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak poznali Jezusa przy łamaniu chleba. A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: „Pokój wam”.
Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: „Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam”. Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi.
Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: „Macie tu coś do jedzenia?” Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i jadł wobec wszystkich.
Potem rzekł do nich: „To właśnie znaczyły słowa, które mówiłem do was, gdy byłem jeszcze z wami: Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach”. Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma. I rzekł do nich: „Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie; w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom począwszy od Jerozolimy. Wy jesteście świadkami tego”.

Bóg próbuje przekonać wylęknionych ludzi o Swym istnieniu. Pozwala, aby niejako „zawiśli” na Jego łasce, na Jego działaniu. W dzisiejszej Ewangelii to On jest jedynym aktywnym, działającym, szukającym człowieka. On wkracza w rozbity świat uczniów, On obdarza ich darami, On umacnia ich Duchem św., On wreszcie ich posyła. Apostołowie są biernymi świadkami działania Zmartwychwstałego, i choć mimo, że najważniejszą postawa człowieka Biblii jest szukanie Boga, to jednak tym razem sami zostają odnalezieni.

Może i przed nami staje dziś Zwycięzca śmierci. Może i nas odnalazł w naszym, zamkniętym na wszystkie spusty Wieczerniku. Może do nas mówi teraz próbując przekonać nasze pełne strachu i niedowierzania serca. Ale bez tchnienia Ducha, bez Jego pokoju – niewiele uczynimy.

Środa w Oktawie Wielkanocy

Środa, 27 IV 2011 r.

I CZYTANIE Dz 3, 1-10
Gdy Piotr i Jan wchodzili do świątyni na modlitwę o godzinie dziewiątej, wnoszono właśnie pewnego człowieka, chromego od urodzenia. Kładziono go codziennie przy bramie świątyni, zwanej Piękną, aby wstępujących do świątyni prosił o jałmużnę. Ten, zobaczywszy Piotra i Jana, gdy mieli wejść do świątyni, prosił ich o jałmużnę.
Lecz Piotr wraz z Janem przypatrzywszy mu się powiedzieli: „Spójrz na nas”. A on patrzył na nich, oczekując od nich jałmużny. Piotr powiedział: „Nie mam srebra ani złota, ale co mam, to ci daję: W imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, chodź!” I ująwszy go za prawą rękę, podniósł go. Natychmiast też odzyskał władzę w nogach i stopach. Zerwał się i stanął na nogach, skacząc i wielbiąc Boga.
A cały lud zobaczył go chodzącego i chwalącego Boga. I rozpoznawali w nim tego człowieka, który siadał przy Pięknej Bramie świątyni, aby żebrać, i ogarnęło ich zdumienie i zachwyt z powodu tego, co go spotkało.
EWANGELIA Łk 24, 13-35
W pierwszy dzień tygodnia dwaj uczniowie Jezusa byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. Rozmawiali oni ze sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali ze sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali.
On zaś ich zapytał: „Cóż to za rozmowy prowadzicie ze sobą w drodze?” Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: „Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało”. Zapytał ich: „Cóż takiego?”
Odpowiedzieli Mu: „To, co się stało z Jezusem z Nazaretu, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A myśmy się spodziewali, że właśnie On miał wyzwolić Izraela. Teraz zaś po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Co więcej, niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: Były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli”.
Na to On rzekł do nich: „O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?” I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego. Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: „Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił”.
Wszedł więc, aby zostać z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili nawzajem do siebie: „Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?”
W tej samej godzinie wybrali się i wrócili do Jerozolimy. Tam zastali zebranych Jedenastu i innych z nimi, którzy im oznajmili: „Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi”. Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak Go poznali przy łamaniu chleba.

Chciałbym  kiedyś pójść do Emaus.

Chciałbym, żeby Ktoś dołączył się do mnie po drodze. I może po raz pierwszy nie gadałbym sam ze sobą, ale wreszcie z Nim. I może po raz pierwszy umiałbym słuchać Jego wyjaśnień, pouczeń – nawet jeśli zacząłby mi wyrzucać bark wiary i upór w trwaniu we własnych mitach.

Chciałbym usłyszeć z jego ust dlaczego męka, dlaczego w ten sposób, dlaczego tego nie rozumiem.

Chciałbym, aby mówił. Do mnie. Ze mną. Chciałbym to słyszeć. Chciałbym patrzeć mu w oczy. Widzieć kolor Jego włosów. Znać jego zapach, tembr Jego głosu, sposób mówienia.

Chciałbym, aby serce mojej pałało, gdy będzie mówił. nawet jeślibym nie zauważył dziwnych ran na Jego dłoniach. Chciałbym doświadczyć owego niezwykłego uczucia, że rozmawiam z Kimś kto mnie doskonale zna, i choć widzi cały bezmiar moich głupot, i choć wie, że to moje czyny przyczyniły się do Jego bólu – to kocha. Chciałbym doświadczyć tego, że ktoś mnie kocha.

Chciałbym mieć tyle odwagi, by u kresu wędrówki, w miasteczku, gdzie rynek wyznacza pusty plac z kilkoma kotami i gromadą bezpańskich psów, powiedzieć Mu – Zostań ze mną. Chciałbym, wiedząc doskonale to, co wiem – że mrok i ciemność to nienajlepsi towarzysze, że pod osłoną blasku księżyca działa Zły, że mój mrok i moja ciemność to świat rozbity i pęknięty, świat groźny, mimo że (pozornie) oswojony – zawalczyć o Jego Obecność, z wiarą, że On tej walki właśnie chce, a nie mojego ciągłego poddawania się.

Chciałbym wreszcie rozpoznać Go podczas nie wiem już której Eucharystii w moim życiu. Chciałbym, by milionowy Chleb, który przyjmuję, dał mi radość błysku zrozumienia. Chciałbym upaść wtedy na twarz i poczuć bezmiar wdzięczności. Nawet jeśliby miał  zniknąć mi z oczu. Nawet jeśliby już nigdy więcej takie spotkanie nie miało się odbyć – to ta jedna chwila wspólnej wędrówki, rozmowy i łamanego Chleba, starczyłaby za wszystko.

A potem, chciałbym umieć z odwaga o tym mówić… Bo po cóż innego by się ze mną spotkał.

Chyba, że uczynił by to dla mnie?… A może to pycha tak myśleć? Nie wiem.

No więc, gdzie jest to Emaus?


Wtorek w Oktawie Wielkanocy

Wtorek, 26 IV 2011 r.

I CZYTANIE Dz 2, 36-41
W dniu Pięćdziesiątnicy Piotr mówił do Żydów: „Niech cały dom Izraela wie z niewzruszoną pewnością, że tego Jezusa, którego wyście ukrzyżowali, uczynił Bóg i Panem, i Mesjaszem”.
Gdy to usłyszeli, przejęli się do głębi serca i zapytali Piotra i pozostałych Apostołów: „Cóż mamy czynić, bracia?” Powiedział do nich Piotr: „Nawróćcie się i niech każdy z was ochrzci się w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a weźmiecie w darze Ducha Świętego. Bo dla was jest obietnica i dla dzieci waszych, i dla wszystkich, którzy są daleko, a których powoła Pan Bóg nasz”.
W wielu też innych słowach dawał świadectwo i napominał: „Ratujcie się spośród tego przewrotnego pokolenia”. Ci więc, którzy przyjęli jego naukę, zostali ochrzczeni. I przyłączyło się owego dnia około trzech tysięcy dusz.
EWANGELIA J 20, 11-18
Maria Magdalena stała przed grobem płacząc. A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli siedzących, jednego przy głowie, a drugiego przy nogach, w miejscu, gdzie leżało ciało Jezusa.
I rzekli do niej: „Niewiasto, czemu płaczesz?” Odpowiedziała im: „Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono”. Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus. Rzekł do niej Jezus: „Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?” Ona zaś sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: „Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę”.
Jezus rzekł do niej: „Mario!” A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: „Rabbuni”, to znaczy: Nauczycielu. Rzekł do niej Jezus: „Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: «Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego»”.
Poszła Maria Magdalena oznajmiając uczniom: „Widziałam Pana i to mi powiedział”.

„Dla was jest obietnica!” – woła dzisiaj Piotr.

Jak wielka musiała być moc tego wezwania! Jak wielka siła świadectwa Apostoła! Jak wielka pewność wiary w Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego.

U nas bledziutko z ową „niewzruszona pewnością”, gdy przychodzi nam o coś z wiarą prosić. Nawet wątpimy w to, czy Pan zechce na nas popatrzeć łaskawie. Ciąży świadomość własnych zaniedbań, grzechów, słabości, niepodjętych intuicji czy wreszcie osobistej pustki i samotności. Czy tacy świadkowie wiary jak Piotr mieli inaczej? Przecież pamiętamy płacz Apostoła po wizycie na dziedzińcu Arcykapłana w wielkoczwartkową noc. Widzimy Magdalenę łkającą nad Grobem, zapatrzoną w smutek śmierci.

Ale spotkał ich Pan. Ale przemówił do nich. Ale jedno jego słowo dotknęło najgłębszych miejsc duszy, wytłumaczyło wszystko, wyprostowało pokręcone ludzkie myślenie, pocieszyło, tak jak tylko Miłość to potrafi. Ale pozwolili sobie rozradować się Zmartwychwstałym!

Dlaczego u nas tak to nie działa?

« Older posts

© 2020 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑