Blog ks. Jacka Gomulskiego

Miesiąc: Lipiec 2011 (Page 2 of 3)

Wspomnienie św. Joachima i Anny, rodziców Najświętszej Maryi Panny

Wtorek, 26 VII 2011 r.

I CZYTANIE Wj 33, 7-11; 34, 5-9. 28
Mojżesz wziął namiot i rozbił go za obozem, i nazwał go Namiotem Spotkania. A ktokolwiek chciał się zwrócić do Pana, szedł do Namiotu Spotkania, który był poza obozem.
Ile zaś razy Mojżesz szedł do namiotu, cały lud stawał przy wejściu do swych namiotów i patrzył na Mojżesza, aż wszedł do namiotu. Ile zaś razy Mojżesz wszedł do namiotu, zstępował słup obłoku i stawał u wejścia do namiotu, i wtedy Pan rozmawiał z Mojżeszem. Cały lud widział, że słup obłoku stawał u wejścia do namiotu. Cały lud stawał i każdy oddawał pokłon u wejścia do swego namiotu. A Pan rozmawiał z Mojżeszem twarzą w twarz, jak się rozmawia z przyjacielem. Potem wracał Mojżesz do obozu, sługa zaś jego, młodzieniec Jozue, syn Nuna, nie oddalał się z wnętrza namiotu.
A Pan zstąpił w obłoku i Mojżesz zatrzymał się koło Niego, i wypowiedział imię Pana. Przyszedł Pan przed jego oczyma, i wołał: „Pan, Pan, Bóg miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność, zachowujący swą łaskę w tysiączne pokolenia, przebaczający niegodziwość, niewierność, grzech, lecz nie pozostawiający bez ukarania go, ale zsyłający kary za niegodziwość ojców na synów i wnuków aż do trzeciego i czwartego pokolenia”. I natychmiast skłonił się Mojżesz aż do ziemi i oddał pokłon, mówiąc: „Jeśli łaskaw jesteś dla mnie, Panie, niech pójdzie Pan w pośrodku nas. Jest to wprawdzie lud o twardym karku, ale przebaczysz winy nasze i grzechy nasze i uczynisz nas swoim dziedzictwem”.
I był tam Mojżesz u Pana czterdzieści dni i czterdzieści nocy, nie jadł chleba i nie pił wody. I napisał na tablicach słowa przymierza – Dziesięć Słów.
EWANGELIA Mt 13, 36-43
Jezus odprawił tłumy i wrócił do domu. Tam przystąpili do Niego uczniowie i prosili Go: „Wyjaśnij nam przypowieść o chwaście”. On odpowiedział:
„Tym, który sieje dobre nasienie, jest Syn Człowieczy. Rolą jest świat, dobrym nasieniem są synowie królestwa, chwastem zaś synowie Złego. Nieprzyjacielem, który posiał chwast, jest diabeł; żniwem jest koniec świata, a żeńcami są aniołowie. Jak więc zbiera się chwast i spala ogniem, tak będzie przy końcu świata. Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia i tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce w królestwie Ojca swego. Kto ma uszy, niechaj słucha”.

Wbrew pozorom Bóg nie przymyka oczu na zło. Nie jest też jak człowiek, który chciałby niezwłocznych reakcji na dziejące się krzywdy, zwłaszcza te, których sam doznaje. W wielu przypadkach nie potrzeba przecież karzących interwencji z góry – wystarczą proste konsekwencje własnych świństw, sięgające często swym zatrutym jadem kilku przychodzących po sobie pokoleń. Wielu z nas przecież nosi na sobie skutki błędnych wyborów, słabości, czy grzechów swoich przodków. Bez przecięcia tego dziedzictwa łaską Bożej miłości, ponawiamy ich wybory, dodajemy do grzechu grzech, gotując swoim dzieciom być może jeszcze gorszy los, aniżeli ten, który stał sie naszym udziałem.

Mojżesz, rozmawiając dziś z Bogiem w Namiocie Spotkania, prosi o nowe dziedzictwo – nie to związane z grzechami ojców, egipskich niewolników, ale o dział dany przez Pana. „Uczyń nas swoimi dziedzicami” – woła. I Bóg przychyla się do tej modlitwy, w sposób radykalny i pełen miłości. Staje się jednym z ludzi, poddaje się słabościom człowieczej natury, i aktem swej mocy wprowadza nowe dziedzictwo. Narzędziem jest Mu w tym Maryja i Jej pokora. Jezus, jako człowiek, jest dziedzicem wszelkiej łaski, jaką Ona posiada. Bóg, w pewien sposób upodabnia się do swego stworzenia, do tego co w nim piękne i szlachetne. A jeszcze inaczej rzecz ujmując – Pan odnajduje wreszcie w człowieku swój Obraz i Podobieństwo. I to dziedzictwo przekazuje synom Adama i Ewy poprzez Maryję i owoc Jej łona – dziedzictwo łaski, nadziei i czynnej miłości.

Gdzieś w tym łańcuchu bożych planów są Joachim i Anna, rodzice Niepokalanej. Jest w tym zamyśle ich wiara, oddanie Bogu, proste i pobożne życie, oczekiwanie na Mesjasza, ich pokora i miłość do własnego dziecka.

Jest też w bożym planie miejsce dla Ciebie i dla mnie… I tylko od nas zależy, jakie dziedzictwo zostanie przekazane następnym pokoleniem.

Czwartek XIV tygodnia Okresu Zwykłego

Czwartek, 7 VII 2011 r.

I CZYTANIE Rdz 44, 18-21. 23b-29; 45, 1-5
Juda oraz jego bracia przyszli do domu Józefa. Juda, zbliżywszy się do niego, rzekł: „Pozwól, panie mój, aby twój sługa powiedział słowo wobec ciebie. I nie gniewaj się na twego sługę, wszakżeś ty jak faraon. Pytał mój pan swoich sług: «Czy macie ojca lub brata?» Odpowiedzieliśmy panu mojemu: «Mamy starego ojca i jednego jeszcze, najmłodszego brata, zrodzonego przez niego już w starości. Brat tego najmłodszego nie żyje; został on więc jeden z tej samej matki i dlatego ojciec go pokochał». Rozkazałeś sługom twoim: «Sprowadźcie go do mnie, abym mógł go zobaczyć. Jeśli nie przyjdzie z wami wasz najmłodszy brat, nie pokazujcie mi się na oczy».
Gdy więc przyszliśmy do twego sługi, ojca naszego, powtórzyliśmy mu twe słowa, panie. Potem zaś powiedział nam ojciec: «Idźcie znów, aby zakupić dla nas żywności». Odpowiedzieliśmy: «Nie możemy iść. Pójdziemy tylko wtedy, gdy z nami pójdzie nasz najmłodszy brat. Bo nie możemy pokazać się owemu mężowi, jeśli nie będzie z nami naszego najmłodszego brata». Wtedy powiedział nam twój sługa, ojciec nasz: «Wiecie, że jedna z mych żon urodziła mi dwóch synów. Jeden wyszedł ode mnie i wtedy pomyślałem sobie, że został rozszarpany, gdyż więcej go już nie widziałem. Jeżeli i tego drugiego zabierzecie ode mnie i spotka go jakieś nieszczęście, moja siwizna zstąpi do krainy zmarłych wśród niedoli»”.
Józef nie mógł opanować swego wzruszenia i wobec wszystkich, którzy tam byli, zawołał: „Niechaj wszyscy stąd wyjdą!” Nikogo nie było z nim, gdy Józef dał się poznać swym braciom.
Wybuchnąwszy głośnym płaczem, tak że aż usłyszeli Egipcjanie oraz dworzanie faraona, rzekł do swych braci: „Ja jestem Józef. Czy ojciec mój jeszcze żyje?” Ale bracia nie byli w stanie mu odpowiedzieć, gdyż zlękli się go. On zaś rzekł do nich: „Zbliżcie się do mnie!” A gdy oni się zbliżyli, powtórzył: „Ja jestem Józef, brat wasz, to ja jestem tym, którego sprzedaliście do Egiptu. Ale teraz nie smućcie się i nie wyrzucajcie sobie, żeście mnie sprzedali. Bo dla waszego ocalenia od śmierci Bóg wysłał mnie tu przed wami”.


EWANGELIA Mt 10, 7-15
Jezus powiedział do swoich apostołów. „Idźcie i głoście: «Bliskie już jest królestwo niebieskie». Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie. Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów. Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski. Wart jest bowiem robotnik swej strawy.
A gdy przyjdziecie do jakiegoś miasta albo wsi, wywiedzcie się, kto tam jest godny, i u niego zatrzymajcie się, dopóki nie wyjdziecie. Wchodząc do domu, powitajcie go pozdrowieniem. Jeśli dom na to zasługuje, niech zstąpi na niego pokój wasz; jeśli nie zasługuje, niech pokój wasz powróci do was.
Gdyby was gdzie nie chciano przyjąć i nie chciano słuchać słów waszych, wychodząc z takiego domu albo miasta, strząśnijcie proch z nóg waszych. Zaprawdę powiadam wam: Ziemi sodomskiej i gomorejskiej lżej będzie w dzień sądu niż temu miastu”.

Ja jestem tym, którego sprzedaliście – mówi Pan do nas. A może powinno to brzmieć – Ja Jestem Tym, którego sprzedajecie…

W Józefie sprzedany – jak mówi o Chrystusie paschalna homilia Melitona z Sardes. Nie robię więc żadnego nadużycia, nakładając na siebie obydwie historie – Boga zdradzanego przez człowieka, którego ukochał, i brata sprzedanego przez swoją rodzinę. Nie chodzi mi bynajmniej o czas przeszły. W obydwu wypadkach historia kupczenia trwa. Sprzedajemy Boga, za cenę własnego „ego” – wybierając kajdany mechanizmów, znanego sobie nieszczęścia, nieprzełamanych niemożności. Sprzedajemy ludzi, bo to wygodniejsze – nie walcząc o nich, zarówno o miłość czy przyjaźń, jak i poddając bez walki całe wspólnoty: narodowe, społeczne, kościelne. Istotą pozostaje przez wieki swoisty handel. Święty spokój, czy niechęć do przekroczenia siebie, do zawalczenia wbrew sobie, staje się podstawą funkcjonowania wielu z nas, mnie, a może i Ciebie, czytającego te słowa. Święty spokój w zamian za Boga, lub brata w człowieczeństwie.

W owym handlu poczesne miejsce zajmuje kłamstwo. Zwykłe, brudne i trącące smrodem obłudy, choć często upudrowane i ubrane w dostojne szaty, często z rządowymi, lub kościelnymi dystynkcjami. Okłamali starego Jakuba jego synowie (trudno w tym miejscu nie pozbyć się bolesnej dla patriarchy uwagi, że otrzymał on z nawiązką karę za własne szachrajstwa z lat młodości – progenitura Izraelowa okazała się godna swego ojca, oszusta i złodzieja pierworództwa), okłamali i samych siebie (może prócz jednego, Rubena), a i my kłamiemy, gdy wmawiamy sobie, że nie ma potrzeba o cokolwiek walczyć, napominać, bić się o prawdę, czy przymuszać serce do bożych ścieżek.

W Ewangelii zaś Chrystus – ten sprzedany i zdradzony przez swoich – posyła Dwunastu, w których przeplatają się (jak w każdym) chęć zachowania samych siebie z gorącym pragnieniem naśladowania Mistrza. Posyła, aby głosili. Można by zadać pytanie, słuchając tych słów Pańskich – Gdzież oni są? Dający darmo łaskę. Wskrzeszający już nawet nie umarłych, ale nadzieję w świecie cierpiącym na chroniczną depresję. Zdani na Boga i to, co otrzymają z Jego szczodrobliwości. Heroldowie Dobrej Nowiny.

Wiem. Sam tak nie potrafię, a czepiam się innych.

Ale piszę te słowa siedząc na głównym placu Asyżu, przed świątynią Santa Maria sopra Minerwa, gdzie został ochrzczony św. Franciszek. Chodzę w tych dniach po jego śladach. Nie umiem go do końca naśladować w radykalizmie i oddaniu wszystkiego. Fakt, że nie każdy tak potrafi – w końcu nawet jego bracia odeszli od pierwotnych zamierzeń i to jeszcze przed śmiercią Biedaczyny. Ale pozostaje Franciszek fascynującym wyzwaniem, świadectwem niemożliwego, przykładem życia w pełni poddanego Panu. Ten syn zwykłego kupca, wiedział, że życie z Bogiem ma swoją cenę – i zapłacił ją bez zmrużenia okiem. Ogłosił Ewangelię nie tyle kazaniami (choć i te mówił, jak powiadają, z teatralną ekspresją) co sobą – stanięciem w jednym szeregu ze sprzedanymi i wykluczonymi ze spokojnego życia sytych mieszczan.

Gdy sprzedamy już Chrystusa i braci – cóż nam zostanie? Może wtedy popatrzymy na ślady świętych… Z wiarą.

Wspomnienie bł. Marii Teresy Ledóchowskiej, dziewicy

Środa, 6 VII 2011 r.

I CZYTANIE Rdz 41, 55-57; 42, 5-7. 14-15a. 17-24a
Kiedy w Egipcie głód zaczął dawać się we znaki, ludność domagała się chleba od faraona. Wtedy faraon mówił do wszystkich Egipcjan: „Udajcie się do Józefa i co on wam powie, czyńcie”. Gdy był głód na całej ziemi, Józef otwierał wszystkie spichrze, w których było zboże, i sprzedawał zboże Egipcjanom w miarę, jak w Egipcie głód stawał się coraz większy.
Ze wszystkich krajów ludzie przybywali do Egiptu, by kupować zboże od Józefa, gdyż głód po całej ziemi się wzmagał. Kiedy synowie Izraela przybyli wraz z innymi, którzy tam również się udawali, aby kupić zboża, bo głód był w Kanaanie, Józef sprawował władzę w kraju i on to sprzedawał zboże wszystkim mieszkańcom tego kraju.
Bracia Józefa, przybywszy do niego, oddali mu pokłon twarzą do ziemi. Gdy Józef ujrzał swoich braci, poznał ich; udał jednak, że jest im obcy, i przemówił do nich surowo tymi słowami: „Skąd przyszliście?” Odpowiedzieli: „Z Kanaanu, aby kupić żywności”. Józef rzekł do nich: „Jesteście szpiegami. Co do tego zostaniecie wybadani”. I oddał ich pod straż na trzy dni.
A trzeciego dnia Józef rzekł do nich: „Uczyńcie, co mówię, a zostaniecie przy życiu, bo ja czczę Boga. Skoro jesteście uczciwi, niechaj jeden wasz brat pozostanie w więzieniu, w którym was osadzono, wy zaś idźcie, zawieźcie zboże dla wyżywienia waszych rodzin. Potem przyprowadźcie do mnie najmłodszego brata waszego, aby się okazało, czy powiedzieliście prawdę; bo inaczej czeka was śmierć”.
I tak uczynili. Mówili między sobą: „Ach, zawiniliśmy przeciwko bratu naszemu, patrząc na jego strapienie, kiedy nas błagał o litość, a nie wysłuchaliśmy go. Dlatego przyszło na nas to nieszczęście”. Ruben zaś tak im wtedy powiedział: „Czyż wam tego nie mówiłem: «Nie dopuszczajcie się wykroczenia względem tego chłopca», ale nie usłuchaliście mnie? Toteż teraz żąda się odpowiedzialności za jego krew”. Nie wiedzieli zaś, że Józef to rozumie, bo rozmawiał z nimi przez tłumacza. Odszedłszy więc od nich, rozpłakał się. Potem wrócił i  rozmawiał z nimi.
EWANGELIA Mt 10, 1-7
Jezus przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości.
A oto imiona dwunastu apostołów: pierwszy Szymon, zwany Piotrem, i brat jego Andrzej, potem Jakub, syn Zebedeusza, i brat jego Jan, Filip i Bartłomiej, Tomasz i celnik Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Tadeusz, Szymon Gorliwy i Judasz Iskariota, ten, który Go zdradził.
Tych to Dwunastu wysłał Jezus, dając im następujące wskazania: „Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego. Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: «Bliskie już jest królestwo niebieskie»”.

W ziemi Kanaan panuje głód.

Ale nie głód chleba i wody, zdatnej do spożywania lecz głód prawdy, która nie jest manipulanckim wykorzystywaniem części autentycznej wiedzy o kimś, ale dającą życie konfrontacją z rzeczywistością. Bracia Józefa głodni są jeszcze miłości w jej najbardziej podstawowej formie – miłości bliźniego. Już raz przeciwko niej zgrzeszyli, w momencie gdy zgodzili się na kłamstwo i sprzedanie brata. Ciąży ta zbrodnia na ich duszach tak silnie, że doświadczają tego porażającego łaknienia, nie zdając sobie do końca sprawy z przyczyn owego stanu. Bóg jednak prowadzi ich do prawdy, a czy to w sposób dość bolesny dla nich samych.

W całej swej słabości, synowie patriarchy Jakuba, są praojcami i zapowiedzią innych dwunastu mężów, jakich wybrał sobie Bóg, aby nieśli prawdę na krańce świata. Oni również musieli zmagać się z meandrami prawdy na ścieżkach swego życia, doświadczali upadków, pokus i zwątpień, zdradzali i ulegali ślepocie duchowej. Zachowali jednak w sercach (może poza jednym) głód, albo raczej, nazwijmy – pragnienie. Miłości i prawdy. Pragnienie o tyle silne, że – w ich świadomości, przez pamięć o latach spędzonych przy boku Boga – realne i możliwe do spełnienia.

W ziemi naszych serc panuje głód…

Wtorek XIV tygodnia Okresu Zwykłego

Wtorek, 5 VII 2011 r.

I CZYTANIE Rdz 32, 23-33
Jakub wstał w nocy i zabrawszy obie swe żony, dwie ich niewolnice i jedenaścioro dzieci, przeprawił się przez bród potoku Jabbok. A gdy ich przeprawił przez ten potok, przeniósł również na drugi brzeg to, co posiadał.
Gdy zaś wrócił i został sam jeden, ktoś zmagał się z nim aż do wschodu jutrzenki, a widząc, że nie może go pokonać, dotknął jego stawu biodrowego i wywichnął Jakubowi ten staw podczas zmagania się z nim. A wreszcie rzekł: „Puść mnie, bo już wschodzi zorza!” Jakub odpowiedział: „Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz!” Wtedy tamten go zapytał: „Jakie masz imię?” On zaś rzekł: „Jakub”. Powiedział: „Odtąd nie będziesz się zwał Jakub, lecz Izrael, bo walczyłeś z Bogiem i z ludźmi, i zwyciężyłeś”. Potem Jakub rzekł: „Powiedz mi, proszę, jakie jest twe imię?” Ale on odpowiedział: „Czemu pytasz mnie o imię?” I pobłogosławił go na owym miejscu.
Jakub dał temu miejscu nazwę Penuel, mówiąc: „Mimo że widziałem Boga twarzą w twarz, jednak ocaliłem me życie”. Słońce już wschodziło, gdy Jakub przechodził przez Penuel, utykając na nogę, został bowiem porażony w staw biodrowy, w to właśnie ścięgno.
EWANGELIA Mt 9, 32-37
Przyprowadzono do Jezusa niemowę opętanego. Po wyrzuceniu złego ducha niemy odzyskał mowę, a tłumy pełne podziwu wołały: „Jeszcze się nigdy nic podobnego nie pojawiło w Izraelu”.
Lecz faryzeusze mówili: „Wyrzuca złe duchy mocą ich przywódcy”.
Tak Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelię królestwa i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości. A widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza.
Wtedy rzekł do swych uczniów: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo”.

Jak to się dzieje, że jednym Pan każe wręcz mocować się ze sobą, „aż do wschodu jutrzenki”, a innym łaska wydaje się tak wielką oczywistością, że przepełnieni miłością biegną aż na krańce świata z Pańskim orędziem na ustach… Przedziwne są ścieżki, którymi zachwyt tym, co Boże dociera do serc człowieczych.

Aby jednak dusze synów i córek Adamowych doświadczyły spotkania z Bogiem, czy to w wewnętrznych zapasach, czy też w zachwycie nad pięknem ziemi Umbryjskiej, sam Pan wychodzi naprzeciw słabości człowieka. Usta niezdolne do wyśpiewania chwały muszą zostać oczyszczone, oczy niewidzące wspaniałość dzieł muszą być obmyte, a wreszcie serce, ten najbardziej przepastny skarbiec uczuć i woli, musi odnaleźć w sobie delikatną i ulotną nutę miłości. To z tym ostatnim miał problem patriarcha Jakub.

Poznawszy juz kim jest Pan i odbywszy niejedne życiowe rekolekcje, zwłaszcza te w Betel, musi syn Izaakowy mocować się z Aniołem Pańskim, nie wierząc w zbyt łatwe błogosławieństwo. Jakub bowiem, jak każdy mężczyzna nie spaczony przez łatwą drogę do sukcesu, wierzył tylko w efekt pracy własnych rak i własnego rozumu. A że dobry Bóg nie poskąpił mu ani sprytu, ani siły i wytrwałości, ufał mocno biblijny praojciec temu co w sobie samym odnajdzie. Pan zaś był dla niego szczodrym Bogiem, ale jednocześnie groźnym i surowym  opiekunem, który zna Jakubowe kroki, zwłaszcza te, o jakich sam Jakub wolałby zapomnieć. Ciążyła patriarsze durna i pełna cwaniactwa młodość, owo oszukiwanie starego Izaaka, owe podstępy wobec topornie ciosanego umysłu brata, owe konszachty z podstępną i ślepo zakochaną w synu matką. I choć w Betel zobaczył otwarte niebiosa i Wszechmogącego u szczytu schodów anielskich, to jednak nie zawarł z Panem przymierza, jak to czynił jego dziad Abraham. Obawiał się bowiem Jakub Pana… Obawiał się, że przyjdzie mu zapłacić za wszystkie podstępy i udawania, za wszelkie sytuacje w których był „hej, do przodu” i próbował własnym sprytem pokryć braki charakteru, wiary i zwłaszcza miłości.

Aż do tej nocy u potoku Jabbok, zaraz przed spotkaniem z chmurnym Ezawem…

Obawa zmieniła się wówczas w spotkanie.

Jak?

Jak to się stało, że Jakub znowu dostał to, co chciał?

Jak to się dzieje, że Pan w Swej wielkoduszności posługuje się słabościami ludzkich serc? Przecież powinien zagrzmieć potężnym lwim gniewem chroniąc Swoja wszechmocność od „chceń” Jakubowych. Powinien zgnieść cwanego patriarchę pokazując tym samym, że w ostatecznych rozgrywkach spryt niewiele się liczy. Powinien… A tu nic. Walczy, a potem błogosławi. Wprawdzie już do końca swych dni kulał patriarcha, z każdym krokiem wspominając owe zapasy z Bogiem, ale jednak otrzymał łaskę.

Warto być sprytnym? A może warto chcieć błogosławieństwa, niezależnie od głopot, jakie się w życiu narobiło.

Wspomnienie Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny

Sobota, 2 VII 2011 r.

I CZYTANIE Iz 61, 9-11
Plemię narodu mego będzie znane wśród narodów i między ludami ich potomstwo. Wszyscy, co ich zobaczą, uznają, że oni są szczepem błogosławionym Pana.Ogromnie się weselę w Panu, dusza moja raduje się w Bogu moim, bo mnie przyodział w szaty zbawienia, okrył mnie płaszczem sprawiedliwości, jak oblubieńca, który wkłada zawój, jak oblubienicę strojną w swe klejnoty. Zaiste, jak ziemia wydaje swe plony, jak ogród rozplenia swe zasiewy, tak Pan Bóg sprawi, że się rozpleni sprawiedliwość i chwała wobec wszystkich narodów.
EWANGELIA Łk 2, 41-51
Rodzice Jezusa chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał On lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego rodzice. Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami.
Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: „Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie”. Lecz On im odpowiedział: Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany.
A Matka Jego chowała wiernie te wspomnienia w swym sercu.

Serce każdej matki jest podobne do siebie. Pełne czułości, miłości, troski, czy obawy. Choć może czasami nieumiejętnie (jak każdy człowiek) dawkuje wszystkie te elementy, to jednak na pierwszym miejscu całej wytężonej matczynej świadomości jest dziecko – niezależnie, ile ma lat i czym się zajmuje.

Takie jest prawo macierzyństwa.

Taka jest też Maryja w dzisiejszej Ewangelii. Prędka w trosce, lękająca się o Syna, gotowa upomnieć, gdy trzeba, lecz przy tym jakby zagubiona pośród wielkich spraw bożo-ludzkich. I choć Niepokalana, bez skazy i grzechu – to zmieszana, tak zupełnie po człowieczemu, wielkością Tajemnicy, do jakiej Ją zaproszono. Z jednej strony dziecko, które zaginęło, z drugiej Mesjasz, co ponad ojca przedkłada Ojca, a potem posłuszny Syn, poddany we wszystkim i ukryty przed światem na dwadzieścia bez mała lat. Czyż te wszystkie potężne sprawy może pomieścić serce jakiejkolwiek Matki?

Wielkość Niewiasty z Nazaretu polega nie tylko na Jej wybraniu przez Pana i pokornej zgodzie na Jego działanie. Ona po prostu ustąpiła – ze swych przyrodzonych praw matczynych, ukryła w sercu ból i lęk, troskę i niepokój, radość i szczęście. Będąc Matką oddała w pełni Syna Ojcu, nie chcąc dla siebie nic w zamian. I dlatego też stała się nasza Matką! Bo teraz o nas myśli, o nas się lęka, o nas troszczy. I nadal nic nie chce dla siebie – wszystko dla Niego i… dla nas!

« Older posts Newer posts »

© 2021 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑