Blog ks. Jacka Gomulskiego

Miesiąc: Styczeń 2012 (Page 1 of 2)

Poniedziałek IV tygodnia Okresu Zwykłego

Poniedziałek, 30 I 2012 r.

I CZYTANIE 2 Sm 15, 13-14.30; 16, 5-13a
Przybył ktoś, kto doniósł Dawidowi: „Serca ludzi z Izraela zwróciły się do Absaloma”. Wtedy Dawid dał rozkaz wszystkim swym sługom przebywającym wraz z nim w Jerozolimie: „Wstańcie! Uchodźmy, gdyż nie znajdziemy ocalenia przed Absalomem. Spiesznie uciekajcie, ażeby nas nie napadł znienacka, nie sprowadził na nas niedoli i ostrzem miecza nie wygładził mieszkańców miasta”.
Dawid wstępował na Górę Oliwną. Wchodził na nią płacząc i mając głowę zasłoniętą. Szedł boso. Również wszyscy ludzie, którzy mu towarzyszyli, zasłonili swe głowy i wstępując na górę płakali.
Król Dawid przybył do Bachurim. A oto wyszedł stamtąd pewien człowiek. Był on z rodziny należącej do domu Saula. Nazywał się Szimei, syn Gery. Posuwając się naprzód, przeklinał i obrzucał kamieniami Dawida oraz wszystkich sług króla Dawida, chociaż był z nim po prawej i po lewej stronie cały lud i wszyscy bohaterowie.
Szimei przeklinając, wołał w ten sposób: „Precz, precz, krwawy człowieku i niegodziwcze. Na ciebie Pan skierował wszystką krew rodziny Saula, któremu zagarnąłeś panowanie. Królestwo twoje oddał Pan w ręce Absaloma, twojego syna. Teraz ty sam jesteś w utrapieniu, bo jesteś człowiekiem krwawym”.
Odezwał się do króla Abiszaj, syn Serui: „Dlaczego ten zdechły pies przeklina pana mego, króla? Pozwól, że podejdę i utnę mu głowę”.
Król odpowiedział: „Co ja mam z wami zrobić, synowie Serui? Jeżeli on przeklina, to dlatego, że Pan mu pozwolił: «Przeklinaj Dawida». Któż w takim razie może mówić: «Czemu to robisz?»” Potem zwrócił się Dawid do Abiszaja i do wszystkich swoich sług: „Mój własny syn, który wyszedł z wnętrzności moich, nastaje na moje życie. Cóż dopiero ten Beniaminita? Pozostawcie go w spokoju, niech przeklina, gdyż Pan mu na to pozwolił. Może wejrzy Pan na moje utrapienie i odpłaci mi dobrem za to dzisiejsze przekleństwo”. I tak Dawid posuwał się naprzód wraz ze swymi ludźmi.
EWANGELIA Mk 5, 1-20
Jezus i uczniowie Jego przybyli na drugą stronę jeziora do kraju Gerazeńczyków. Ledwie wysiadł z łodzi, zaraz wybiegł Mu naprzeciw z grobów człowiek opętany przez ducha nieczystego. Mieszkał on stale w grobach i nawet łańcuchem nie mógł go już nikt związać. Często bowiem wiązano go w pęta i łańcuchy, ale łańcuchy kruszył, a pęta rozrywał, i nikt nie zdołał go poskromić. Wciąż dniem i nocą krzyczał, tłukł się kamieniami w grobach i po górach.
Skoro z daleka ujrzał Jezusa, przybiegł, oddał Mu pokłon i krzyczał wniebogłosy: „Czego chcesz ode mnie, Jezusie, Synu Boga Najwyższego? Zaklinam Cię na Boga, nie dręcz mnie”. Powiedział mu bowiem: „Wyjdź, duchu nieczysty, z tego człowieka”. I zapytał go: „Jak ci na imię?” Odpowiedział Mu: „Na imię mi legion, bo nas jest wielu”. I prosił Go na wszystko, żeby ich nie wyganiał z tej okolicy.
A pasła się tam na górze wielka trzoda świń. Prosili Go więc: „Poślij nas w świnie, żebyśmy w nie wejść mogli”. I pozwolił im. Tak duchy nieczyste wyszły i weszły w świnie. A trzoda około dwutysięczna ruszyła pędem po urwistym zboczu do jeziora. I potonęły w jeziorze.
Pasterze zaś uciekli i rozpowiedzieli to w mieście i po zagrodach, a ludzie wyszli zobaczyć, co się stało. Gdy przyszli do Jezusa, ujrzeli opętanego, który miał w sobie legion, jak siedział ubrany i przy zdrowych zmysłach. Strach ich ogarnął. A ci, którzy widzieli, opowiedzieli im, co się stało z opętanym, a także o świniach. Wtedy zaczęli Go prosić, żeby odszedł z ich granic.
Gdy wsiadł do łodzi, prosił Go opętany, żeby mógł zostać przy Nim. Ale nie zgodził się na to, tylko rzekł do niego: „Wracaj do domu, do swoich, i opowiadaj im wszystko, co Pan ci uczynił i jak ulitował się nad tobą”. Poszedł więc i zaczął rozgłaszać w Dekapolu wszystko, co Jezus z nim uczynił, a wszyscy się dziwili.

 

Wyobraź sobie, że ktoś, kogo bardzo kochasz, kto jest drogi, o kim myślisz ze wzruszeniem, twój mąż, twoja żona, twoja córka, czy twój syn (bo o syna tu chodzi) – chce cię zabić… Abstrakcja? To pomyśl, że ta osoba chce przede wszystkim twoich pieniędzy, twojego stanowiska, pracy, może twoich przyjaciół. Jej pragnieniem jest ograbienie ciebie ze wszystkiego, co uważasz za dobre i pożyteczne w życiu. Masz nie mieć nic. Masz nic nie znaczyć. Najlepiej, gdybyś zdechł gdzieś pod płotem. może jest tak, że temu komuś sił dodają wszystkie błędy, jakie zdarzyło się ci popełnić w waszej relacji, wszystkie twe słabości, wszystkie twe prawdzie, czy fałszywe winy. I nie ma teraz tłumaczeń, bo każde twoje słowo obraca się zaraz przeciwko tobie, tak wielka jest przecież siła zranionych emocji, siła Złego.

Ktoś powie, że tak się nie dzieje? Czyżby? A rozwodzący się małżonkowie, który podeptawszy przysięgę i wartość słowa, starają się za wszelką cenę śmiertelnie zranić tę drugą stronę? A dawni kochankowie, którzy wybrali egoizm zamiast miłości? A dzieci, które przypominają sobie o starych rodzicach jedynie w obliczu comiesięcznej wypłaty, czy spadku? A ludzie, którzy odrzucili boży fundament, jako wspólny dla relacji, czy przyjaźni, i teraz obwiniają Boga i świat cały za samotność swego życia?

Może jesteś tą atakowaną osobą, a może to właśnie ty atakujesz kogoś, sycąc się bólem człowieka, który niegdyś był ci drogi. Spotkaj się dzisiaj z bólem starego króla Dawida.

To już nie młodzieniec, co mógł przenosić góry i pokonywać Goliatów. To już nie wrażliwy poeta, swoim śpiewem uśmierzający demony Saula. To nie kochający przyjaciel, czy żarliwy kochanek Batszeby. Dzisiaj Dawid jest złamany buntem syna. Jak wielu innych rodziców wszystkich wieków widzi fiasko swego ojcostwa, dostrzega ślepotę i pychę Absaloma. Nawet więcej, z władcy staje się ofiarą, musi uciekać przed własnym dzieckiem. Zdaje sobie sprawę, grozi mu śmierć, więcej jeszcze, wie, że panowanie syna zniszczy kraj, rozwali państwo. Choćby chciał, nie może ustąpić (jakże jest w tym inny od tylu rodziców, którzy ustępują dzieciom w spraw wiary i moralności, gdybyż wiedzieli, jak wilki grzech zaciągają…). Nauczył się Dawid, posłuszeństwa wyrokom pańskim. Nauczył się, że są sprawy i odpowiedzialności, za które trzeba zapłacić cenę wielkiego bólu, a może nawet śmierci. Nauczył się ofiarowywać Panu wszystko, nawet ból ojcowskiego serca. Poznał, że nic nie jest na świecie ważne poza miłością do Pana i odpowiedzialności, co z nią się wiąże. Nauczył się, że władza nie jest zaszczytem, ale bólem i cierpieniem, którego kielich prędzej, czy później musi wypić. Gotów jest nawet znosić oszczerstwa i przekleństwa ludzi małych, ba, Dawid  czuje, że w jakiś sposób się mu one należą.

I dzieje się niezwykłe, oto stary grzesznik, morderca i cudzołożnik upodabnia się do Pana Zastępów, Ojca wszechrzeczy. Bo przecież, czyż Jego Serce nie krwawi, gdy własne dzieci, synowie i córki, chcieliby tylko Jego władzy nad światem?

Ty i ja, boże dzieci, pragniemy często zabić naszego Ojca i wymazać Jego Imię z naszej pamięci i kart historii.

My, bracia i siostry Absaloma.

Wspomnienie św. Tomasza z Akwinu, prezbitera i doktora Kościoła

Sobota, 28 I 2012 r.

I CZYTANIE 2 Sm 12, 1-7a. 10-17
Pan posłał do Dawida proroka Natana. Ten przybył do niego i powiedział: „W pewnym mieście było dwóch ludzi, jeden był bogaczem, a drugi biedakiem. Bogacz miał owce i bydła wiele, biedak nie miał nic, prócz jednej małej owieczki, którą nabył.
On ją karmił i wyrosła przy nim wraz z jego dziećmi, jego chleb jadła i piła z jego kubka, spała u jego boku i była dla niego jak córka. Raz przyszedł gość do bogacza, lecz jemu żal było brać coś z owiec i własnego bydła, czym mógłby posłużyć gościowi, który doń zawitał. Zabrał więc owieczkę owemu biednemu mężowi i przygotował ją człowiekowi, co przybył do niego”.
Dawid oburzył się bardzo na tego człowieka i powiedział do Natana: „Na życie Pana, człowiek, który tego dokonał, jest winien śmierci. Nagrodzi on za owieczkę w czwórnasób, gdyż dopuścił się czynu bez miłosierdzia”.
Natan oświadczył Dawidowi: „Ty jesteś tym człowiekiem. Dlatego właśnie miecz nie oddali się od domu twojego na wieki, albowiem Mnie zlekceważyłeś, a żonę Uriasza Chetyty wziąłeś sobie za małżonkę. To mówi Pan: «Oto Ja wywiodę przeciwko tobie nieszczęście z własnego twego domu, żony zaś twoje zabiorę sprzed oczu twoich, a oddam je twojemu współzawodnikowi, który będzie obcował z twoimi żonami wobec tego słońca. Uczyniłeś to wprawdzie w ukryciu, jednak ja obwieszczę tę rzecz wobec całego Izraela i wobec słońca»”.
Dawid rzekł do Natana: „Zgrzeszyłem wobec Pana”. Natan odrzekł Dawidowi: „Pan odpuszcza ci też twój grzech, nie umrzesz. Lecz dlatego, że owym czynem pobudziłeś wrogów Pana do wielkiej zniewagi, syn, który ci się urodzi, na pewno umrze”. Natan udał się potem do swego domu.
Pan dotknął dziecko, które urodziła Dawidowi żona Uriasza, tak iż ciężko zachorowało. Dawid błagał Boga za chłopcem i zachowywał surowy post, a wróciwszy do siebie, całą noc leżał na ziemi. Dostojnicy jego domu, podszedłszy do niego, chcieli go podźwignąć z ziemi: bronił się jednak i w ogóle z nimi nie jadał.
EWANGELIA Mk 4, 35-41
Przez cały dzień Jezus nauczał w przypowieściach. Gdy zapadł wieczór owego dnia, rzekł do uczniów: „Przeprawmy się na drugą stronę”. Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim.
Naraz zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź się już napełniała. On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: „Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?” On wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: „Milcz, ucisz się”. Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza. Wtedy rzekł do nich: „Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?” Oni zlękli się bardzo i mówili jeden do drugiego: „Kim właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?”

Czy płyniesz z Nim na „drugą stronę”?

Czasem tak trzeba. Czasem, On dopuszcza, bądź każe, zostawić innych, choćby nie wiem jak było ci z nimi dobrze i wsiąść z Nim do łodzi – naprzeciw falom. Potem On zasypia, jest cichy, jakby Go nie było. Dookoła tylko fale i samotność walki z żywiołem. I wszechogarniający lęk – nawet nie przed burzą co może bardziej przed bolesną myślą, że On cię oszukał, wyprowadził z domu, od bliskich, na śmierć w otchłani. On jest dobry? Patrzysz na ludzi w innych łodziach i wszędzie widzisz na twarzach malujące się przerażenie. Nawet apostołowie, teoretycznie Mu najbliżsi wyraźnie gubią swe zaufanie do Jego mądrości. A On milczy, śpi. Nic Go nie obchodzi? Wszystko stracone? Może więc lepiej, zamiast siedzieć tu i czekać na nieuchronne, może lepiej wyjść naprzeciw śmierci, wyskoczyć z tej łodzi. Przecież i tak…

I wtedy, w ostatniej chwili, objawia się miłosierdzie.

Czasem tak się układa nasze życie, że trzeba zaryzykować, przepłynąć, coś zostawić – byle z Nim. niekiedy jest to skutek naszych grzechów, błędnych wyborów, tak jak to było w przypadku Dawida, gdy Pan wyprowadził z królewskiego grzechu jakieś dobro. Czasem jednak przychodzi cierpienie, choroba, grzechy innych, których skutki odczuwamy. Wszystko to, może być zaproszeniem do przeprawy na drugą stronę – z Panem.

A po dobiciu do brzegu, On usiądzie przy ognisku, które sam rozpalił i rozdzieli chleb pomiędzy głodnych, wystraszonych i pytających siebie – Kim On jest? Wtedy, gdy wzejdzie słońce, Jego Słońce, sam uznasz (jak patron dzisiejszego dnia) większość swych życiowych zmagań za słomę.

Na drugiej stronie, na brzegu wiary.

Wspomnienie bł. Jerzego Matulewicza, biskupa

Piątek, 27 I 2012 r.

 I CZYTANIE 2 Sm 11, 1-4a. 5-10a. 13-17. 27c
Na początku roku, gdy królowie zwykli udawać się na wojny, Dawid wyprawił Joaba i swoje sługi wraz z całym Izraelem. Spustoszyli oni ziemię Ammonitów i oblegli Rabba. Dawid natomiast pozostał w Jerozolimie.
Pewnego wieczora Dawid, podniósłszy się z posłania i chodząc po tarasie swego królewskiego pałacu, zobaczył z tarasu kąpiącą się kobietę. Kobieta była bardzo piękna. Dawid zasięgnął wiadomości o tej kobiecie. Powiedziano mu: „To jest Batszeba, córka Eliama, żona Uriasza Chetyty”. Wysłał więc Dawid posłańców, by ją sprowadzili. Kobieta ta poczęła, posłała więc, by dać znać Dawidowi: „Jestem brzemienna”. Wtedy Dawid wyprawił posłańca do Joaba: „Przyślij do mnie Uriasza Chetytę”. Joab posłał więc Uriasza do Dawida.
Kiedy się Uriasz stawił u niego, Dawid wypytywał się o powodzenie Joaba, ludu i walki. Następnie rzekł Dawid Uriaszowi: „Wstąp do swojego domu i umyj sobie nogi”. Uriasz opuścił pałac królewski, a za nim niesiono dar ze stołu króla. Uriasz położył się jednak u bramy pałacu królewskiego wraz ze wszystkimi sługami swojego pana, a nie poszedł do własnego domu. Przekazano wiadomość Dawidowi: „Uriasz nie wstąpił do swego domu”. Dawid zaprosił go, aby jadł i pił w jego obecności, aż go upoił. Wieczorem poszedł Uriasz, położył się na swym posłaniu między sługami swojego pana, a do domu swojego nie wstąpił.
Następnego ranka napisał Dawid list do Joaba i posłał go za pośrednictwem Uriasza. W liście napisał: „Postawcie Uriasza tam, gdzie walka będzie najbardziej zażarta, potem odstąpicie go, aby został ugodzony i zginął”.
Joab obejrzawszy miasto, postawił Uriasza w miejscu, o którym wiedział, że walczyli tam dzielni żołnierze nieprzyjacielscy. Ludzie z miasta wypadli i natarli na Joaba. Byli zabici wśród ludu i sług Dawida; zginął też Uriasz Chetyta. Postępek, jakiego dopuścił się Dawid, nie podobał się Panu.
 EWANGELIA Mk 4, 26-34
Jezus mówił do tłumów: „Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy nasienie kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarno w kłosie. A gdy stan zboża na to pozwala, zaraz zapuszcza sierp, bo pora już na żniwo”.
Mówił jeszcze: „Z czym porównamy królestwo Boże lub w jakiej przypowieści je przedstawimy? Jest ono jak ziarnko gorczycy; gdy się je wsiewa w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. Lecz wsiane, wyrasta i staje się większe od innych jarzyn; wypuszcza wielkie gałęzie, tak że ptaki powietrzne gnieżdżą się w jego cieniu”.
W wielu takich przypowieściach głosił im naukę, o ile mogli ją zrozumieć. A bez przypowieści nie przemawiał do nich. Osobno zaś objaśniał wszystko swoim uczniom.

Świętość nie jest sztampowa. Nie da się stworzyć jednego, doskonałego wzorca świętości, takiej foremki, do której każdy by pasował. Szufladkowanie i klasyfikacja nie należą (wbrew marzeniom wielu, także duchownych) do pojęć przydatnych w delikatnej dziedzinie kontaktów człowieka z Panem Bogiem. Gdy popatrzymy na patrona dnia dzisiejszego, bł. Jerzego Matulewicza, to widzimy człowieka dotkniętego przez całe życie cierpieniem (chorował od dzieciństwa na gruźlicę kości) a zarazem ogarniętego niezwykłą bożą determinacją, „pobożnie” mówiąc – gorliwością. Założył Stowarzyszenie Robotników Katolickich, gimnazjum na Warszawskich Bielanach, oraz Zgromadzenie Sióstr Ubogich a także zreformował Zgromadzenie Księży Marianów. Biskupem Wileńskim pobył tylko kilka lat, a potem zrezygnował z tej godności, aby zająć się swym Zgromadzeniem, co też nie było mu dane, bo zaraz papież mianował go wizytatorem apostolskim na Litwie. Trud, cierpienie, ciężka praca, nieustanne przekraczanie ograniczeń ciała – czy to opis świętości? Tak, i to budzącej szacunek, oraz pewną domieszkę leku…

A teraz popatrzmy na inną postać, którą podsuwa nam dzisiejsza liturgia. Król Dawid. Wybrany i namaszczony jako młodzieniec. Pogromca Goliata. Człowiek, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Wojownik Pana. Włożył niemały trud, aby spełniała się dana mu Obietnica królowania. Wrażliwy poeta opiewający potęgę i wielkość Stwórcy w psalmach. A jednocześnie Dawid to przecież wielki grzesznik – morderca, kobieciarz (Batszeba nie była jedyną w jego życiu), cudzołożnik.

Oba życiorysy prezentują ludzi – de facto – świętych, oddanych Bogu, a jednak są diametralnie różne. Wręcz wydaje się, że bliższy grzesznemu człowiekowi może być chwiejny król Izraela, aniżeli gorliwy lecz surowy biskup. Jednak, obydwaj mają pewną cechę wspólną, którą można zdefiniować jako pragnienie przekraczania czegoś, co wydaje się nieprzekraczalne. Czy będzie to ciężka choroba, czy przeszkody na drodze do spełnienia się Bożej Obietnicy, czy też wreszcie własny grzech i słabość – obaj nie dali się pokonać i parli do przodu. Żyli pod prąd, i to pod ten najtrudniejszy, bo złożony w dużej mierzy z tego, co naturalne. Ich siła? W dużej mierze wiara i Bóg, to jasne, choć często wydaje mi się, że pewną rolę grają w takich wypadkach również jakieś naturalne skłonności, którymi Pan się posługuje prowadząc człowieka, np. upór, czy gniew. Jednak spotkanie z Bogiem, :dotknięcie” Jego mocy ma tu znaczenie fundamentalne. Jest owym ziarnem kiedyś wrzuconym w ziemię umysłu i serca, które z czasem nabiera sił, by potężnieć, decydując o krokach ludzkich.

Czy jest więc wzorzec świętości? Jeśli, to będzie nim wiara. Człowiek święty, to ten, co chce zaufać – zawsze na przekór temu, co dookoła. Zaufać słowu Tego, który jest po trzykroć Święty.

Wspomnienie świętych biskupów Tymoteusza i Tytusa

Czwartek, 26 I 2012 r.

I CZYTANIE Tt 1, 1-5
Paweł, sługa Boga i apostoł Jezusa Chrystusa, posłany do szerzenia wśród wybranych Bożych wiary i poznania prawdy wiodącej do życia w pobożności, w nadziei życia wiecznego, jakie przyobiecał przed wiekami prawdomówny Bóg, a we właściwym czasie objawił swe słowo przez nauczanie powierzone mi z rozkazu Boga, Zbawiciela naszego, do Tytusa, dziecka mego prawdziwego we wspólnej nam wierze. Łaska i pokój od Boga Ojca i Chrystusa Jezusa, Zbawiciela naszego. W tym celu zostawiłem cię na Krecie, byś należycie załatwiał zaległe sprawy i ustanowił w każdym mieście prezbiterów, jak ci poleciłem.
 EWANGELIA Łk 10, 1-9
Spośród swoich uczniów wyznaczył Pan jeszcze innych, siedemdziesięciu dwóch, i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał. Powiedział też do nich: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo.
Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Nie noście ze sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie. Gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie: «Pokój temu domowi!» Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was. W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasługuje robotnik na swą zapłatę.
Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiego miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: «Przybliżyło się do was królestwo Boże»”.

 

Chyba każdy z nas o tym marzy – doświadczać z kimś żywej więzi i wspólnego celu, wspólnej misji. Taka jest przecież definicja przyjaźni, owego najbardziej bezinteresownego ze  wszystkich rodzajów miłości.

Patronami dnia są Tymoteusz i Tytus, przyjaciele, towarzysze, ba, synowie duchowi Apostoła Pawła. Połączył ich Chrystus i gorąca chęć głoszenia Jego Ewangelii. Zarazem jednak złączyła ich przyjaźń – wzruszająca i uderzająco głęboka; widzimy to podczas lektury Pawłowych listów.

Czy byśmy tak nie chcieli?

Warto pomyśleć dziś o swoich przyjaciołach. Warto za nich podziękować, zwłaszcza gdy łączy nas coś więcej aniżeli pragnienie wspólnego spędzania wolnego czasu. Warto oddać dziś Panu, Jego Sercu zawierzyć owe więzi, prosząc o ich wzmocnienie.

A jeśli są w twoim życiu ludzie, których możesz nazwać swoimi duchowymi dziećmi, swoimi duchowymi ojcami, czy matkami – tym bardziej przedstaw ich Bogu. I nie zapominaj!

Święto Nawrócenia Św. Pawła Apostoła

Środa, 25 I 2012 r.

I CZYTANIE Dz 22, 3-16
Paweł powiedział do ludu: „Ja jestem Żydem, urodzonym w Tarsie w Cylicji. Wychowałem się jednak w tym mieście, u stóp Gamaliela otrzymałem staranne wykształcenie w Prawie ojczystym. Gorliwie służyłem Bogu, jak wy wszyscy dzisiaj służycie. Prześladowałem tę drogę, głosując nawet za karą śmierci, wiążąc i wtrącając do więzienia mężczyzn i kobiety, co może poświadczyć zarówno arcykapłan, jak i cała starszyzna. Od nich otrzymałem też listy do braci i udałem się do Damaszku z zamiarem uwięzienia tych, którzy tam byli, i przyprowadzenia do Jerozolimy dla wymierzenia kary.
W drodze, gdy zbliżałem się do Damaszku, nagle około południa otoczyła mnie wielka jasność z nieba. Upadłem na ziemię i posłyszałem głos, który mówił do mnie: «Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?» Odpowiedziałem: «Kto jesteś, Panie?» Rzekł do mnie: «Ja jestem Jezus Nazarejczyk, którego ty prześladujesz». Towarzysze zaś moi widzieli światło, ale głosu, który do mnie mówił, nie słyszeli. Powiedziałem więc: «Co mam czynić, Panie?» A Pan powiedział do mnie: «Wstań, idź do Damaszku, tam ci powiedzą wszystko, co masz czynić».
Ponieważ zaniewidziałem od blasku owego światła, przyszedłem do Damaszku prowadzony za rękę przez moich towarzyszy. Niejaki Ananiasz, człowiek przestrzegający wiernie Prawa, o którym wszyscy tamtejsi Żydzi wydawali dobre świadectwo, przyszedł, przystąpił do mnie i powiedział: «Szawle, bracie, przejrzyj!» W tejże chwili spojrzałem na niego. On zaś powiedział: «Bóg naszych ojców wybrał cię, abyś poznał Jego wolę i ujrzał Sprawiedliwego, i Jego własny głos usłyszał. Bo wobec wszystkich ludzi będziesz świadczył o tym, co widziałeś i słyszałeś. Dlaczego teraz zwlekasz? Ochrzcij się i obmyj z twoich grzechów, wzywając Jego imienia!»”
 EWANGELIA  Mk 16, 15-18
Po swoim zmartwychwstaniu Jezus ukazał się Jedenastu i powiedział do nich:
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: W Imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą i ci odzyskają zdrowie”.

 

„Ja… nie mam grzechów. Jestem porządnym człowiekiem. Nie kradnę, nie oszukuję. Staram się dobrze żyć. Do kościoła chodzę, jakoś tam modlę się… Nie mam grzechów.”

Takie frazy często słyszą spowiednicy. W ten sposób często sami o sobie myślimy. Z dumą jesteśmy gotowi wyliczyć wszystkie nasze zasługi – pochodzenie, status, gorliwość, pobożność, oraz wszystko, co odróżnia nas od tzw. grzeszników. Wszystko to podszyte jest niejednokrotnie porażającą pycha i ślepotą. Wydaje się, że podobnie myślał o sobie Szaweł z Tarsu, a ślady owej postawy dają się rozpoznać, nawet wiele lat po nawróceniu. Faryzeusz, Żyd, dobrze wychowany, świetnie wykształcony, i to „u stóp” nie byle kogo, bo samego Gamaliela, znawca Prawa, gorliwy do granic – oto Szawłowe „ja”. Czy było w nim miejsce dla Boga Żywego? Wydaje się, że nie. Wydaje się, że duma z siebie była w nim tak wielka, iż zasłaniała wszystko. Musiał Pan doprowadzić młodego faryzeusza pod Damaszek, aby wraz z zesłaną ślepotą ciała przywrócić mu wzrok duszy. jakiś czas później napisze Paweł – „wszystko to uznałem za śmieci”. Co jest więc ważne – poznać Pana, głosić Go „wobec wszystkich ludzi”!

Święto Nawrócenia Pawła jest świętem wielkiej przemiany. To uroczystość światła, które wdarło się pod powieki dumnego człowieka i zawładnęło nim do końca, jednocześnie obracając życiowe priorytety o 180 stopni. To także dobry moment, aby odszukać w sobie tęsknotę za podobną przemianą. Na miejsce lęku przed utratą tego co wydaje ci się cenne, proś Boga o pragnienie zmiany. Nawet, jeśli się jej bardzo boisz, jeśli nie wyobrażasz sobie życia innego niż to, które jest obecnie, tak grzeszno-poukładane.

Oczywiście, przemiana owa jest kolejnym krokiem. Najpierw musi przyjść świadomość – „Mylę się”. Mylę się w ocenie siebie, swego postępowania, pobożności, pochodzenia, statusu materialnego, czy tego, co mnie odróżnia od innych. Nie jestem doskonały, co nie znaczy, że jestem niczym. Ktoś mnie kiedyś zapytał – Jak to jest, że jedni mówią o człowieku, że to „proch i nic”, a inni, że to dziecko Boże? To kim my właściwie jesteśmy? Ano jesteśmy ukochanym prochem Pana Boga. Prochem, za który Bóg umarł na krzyżu z miłości. Nie – pępkiem świata, ani nic nie wartym workiem na kości. Św. Paweł zrozumiał tę myśl podczas tych kilku dni rekolekcji w ciemnościach, podczas których oczekiwał na zapowiedzianego Ananiasza. Bo ciemność, nawet jeśli spada za Bożym dopustem, zawsze doprowadzi do poznania Pana, jeśli będzie z Nim przeżywana.

Więc – co myślisz o sobie? Co cię najlepiej opisuje? Albo inaczej, jaka owocująca światłem ciemność nadał rytm i pęd twojemu życiu? Żadna? To może sprawdź, gdzie leży Damaszek i skieruj się wreszcie w jego kierunku.

« Older posts

© 2020 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑