Blog ks. Jacka Gomulskiego

Miesiąc: marzec 2012 (Page 2 of 4)

Wtorek IV tygodnia Wielkiego Postu

Wtorek, 20 III 2012 r.

I CZYTANIE Ez 47, 1-9. 12
Podczas widzenia otrzymanego od Pana zaprowadził mnie anioł z powrotem przed wejście do świątyni, a oto wypływała woda spod progu świątyni w kierunku wschodnim, ponieważ przednia strona świątyni była skierowana ku wschodowi; a woda płynęła spod prawej strony świątyni na południe od ołtarza. I wyprowadził mnie przez bramę północną na zewnątrz i poza murami powiódł mnie do bramy zewnętrznej, skierowanej ku wschodowi. A oto woda wypływała spod prawej ściany świątyni, na południe od ołtarza.
Potem poprowadził mnie ów mąż w kierunku wschodnim; miał on w ręku pręt mierniczy, odmierzył tysiąc łokci i kazał mi przejść przez wodę; woda sięgała aż do kostek. Następnie znów odmierzył tysiąc łokci i kazał mi przejść przez wodę; sięgała aż do kolan; i znów odmierzył tysiąc łokci i kazał mi przejść: sięgała aż do bioder; i znów odmierzył tysiąc łokci; był tam już potok, przez który nie mogłem przejść, gdyż woda była za głęboka.
Potem rzekł do mnie: „Czy widziałeś to, synu człowieczy?” I poprowadził mnie z powrotem wzdłuż rzeki. Gdy się odwróciłem, oto po obu stronach na brzegu rzeki znajdowało się wiele drzew. A on rzekł do mnie: „Woda ta płynie na obszar wschodni, wzdłuż stepów, i rozlewa się w wodach słonych, i wtedy wody jego stają się zdrowe. Wszystkie też istoty żyjące, od których tam się roi, dokądkolwiek potok wpłynie, pozostaną przy życiu: będą tam też niezliczone ryby, bo dokądkolwiek dotrą te wody, wszystko będzie uzdrowione.
A nad brzegami potoku mają rosnąć po obu stronach różnego rodzaju drzewa owocowe, których liście nie więdną, których owoce się nie wyczerpują; każdego miesiąca będą rodzić nowe, ponieważ ich woda przychodzi z przybytku. Ich owoce będą służyć za pokarm, a ich liście za lekarstwo”.
EWANGELIA J 5, 1-3a. 5-16
Było święto żydowskie i Jezus udał się do Jerozolimy. W Jerozolimie zaś znajduje się Sadzawka Owcza, nazwana po hebrajsku Betesda, zaopatrzona w pięć krużganków. Wśród nich leżało mnóstwo chorych: niewidomych, chromych, sparaliżowanych.
Znajdował się tam pewien człowiek, który już od lat trzydziestu ośmiu cierpiał na swoją chorobę. Gdy Jezus ujrzał go leżącego i poznał, że czeka już długi czas, rzekł do niego: „Czy chcesz stać się zdrowym?”
Odpowiedział Mu chory: „Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody. Gdy ja sam już dochodzę, inny schodzi przede mną”. Rzekł do niego Jezus: „Wstań, weź swoje łoże i chodź”. Natychmiast wyzdrowiał ów człowiek, wziął swoje łoże i chodził.
Jednakże dnia tego był szabat. Rzekli więc Żydzi do uzdrowionego: „Dziś jest szabat, nie wolno ci nieść twojego łoża”.
On im odpowiedział: „Ten, który mnie uzdrowił, rzekł do mnie: Weź swoje łoże i chodź”. Pytali go więc: „Cóż to za człowiek ci powiedział: Weź i chodź?” Lecz uzdrowiony nie wiedział, kim On jest; albowiem Jezus odsunął się od tłumu, który był w tym miejscu.
Potem Jezus znalazł go w świątyni i rzekł do niego: „Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło”. Człowiek ów odszedł i doniósł Żydom, że to Jezus go uzdrowił. I dlatego Żydzi prześladowali Jezusa, że to uczynił w szabat.

Czy chcesz stać się zdrowym?

Z pozoru dziwne pytanie. Przecież każdy chce. Przecież trzydzieści osiem lat cierpienia jest jak rana posypywana solą. Nikt nie chce bólu, jako stałego towarzysza życia.

Jednak Chrystus świadomie zadaje pytanie o wolę chorego człowieka. Gdy spotka go po uzdrowieniu, przestrzeże go surowo, aby więcej nie grzeszył. Wskazuje tym samym na jakiś tajemniczy związek pomiędzy grzechem a chorobą ciała, oraz (jak można się domyślać) duszy. Dodatkową informacją jest skarga chorego – nie mam człowieka, który by mnie wprowadził do uzdrawiającej wody.

Samotność, rozczarowanie, gorycz, wszechobecny ból – a gdzieś w tle grzechy, które doprowadziły do kompletnego paraliżu wszelkich władz ludzkich.

Dziś pojawia się Jezus obok twego posłania nad sadzawką Betesda. Podchodzi do ciebie i pyta czego chcesz. Namyśl się dobrze, bo może się okazać, że umiłowałeś cierpienie goryczy ponad obfite życie. Oto widzisz, jak porusza się woda w sadzawce. Oto widzisz zdrowie i szczęście świeżo uzdrowionych. Oto widzisz, jak wspomagani przez przyjaciół czynią pierwsze kroki w radosnym tańcu. Widzisz na ich twarzach uśmiech, a w nieporadnych gestach i dotyku najbliższych – wolność dzieci bożych. Czy chcesz stać się zdrowym? – pada pytanie Boga. Patrzysz na Jego Twarz, na ich szczęście, a wreszcie na pustkę wokół siebie. Pojawia się ból. Ból ciała. Ból duszy. Niemoc woli.

Przez całe twoje życie, od momentu chrztu, przepływa rzeka łaski – woda żywa i świeża. Zanurzaj w nią świadomie rękę. Pij ją. Nie stój na jej brzegu zastawiając się czy warto z niej skorzystać. On chce uczynić cię zdrowym, ale zanurz się w wodzie łaski, jedz owoce sakramentów. I uwierz bardziej Jemu, aniżeli pustym miejscom po ludziach w twym życiu.

Piątek III tygodnia Wielkiego Postu

Piątek, 16 III 2012 r.

I CZYTANIE Oz 14, 2-10
To mówi Pan: „Wróć, Izraelu, do Pana Boga twojego, upadłeś bowiem przez własną twą winę! Zabierzcie ze sobą słowa i nawróćcie się do Pana. Mówcie do Niego: «Przebacz nam całą naszą winę, w ten sposób otrzymamy dobro za owoc naszych warg. Asyria nie może nas zbawić, nie chcemy już wsiadać na konie ani też mówić 'nasz Boże’ do dzieła rąk naszych. U Ciebie bowiem znajdzie litość sierota».
Uleczę ich niewierność i umiłuję z serca, bo gniew mój odwrócił się od nich. Stanę się jakby rosą dla Izraela, tak że rozkwitnie jak lilia i jak topola rozpuści korzenie. Rozwiną się jego latorośle, będzie wspaniały jak drzewo oliwne, woń jego będzie jak woń Libanu.
I wrócą znowu, by usiąść w mym cieniu, a zboża uprawiać będą, winnice sadzić, których sława będzie tak wielka jak wina libańskiego. Co ma jeszcze Efraim wspólnego z bożkami? Ja go wysłuchuję i Ja nań spoglądam. Ja jestem jak cyprys zielony i Mnie zawdzięcza swój owoc. Któż jest tak mądry, aby to pojął, i tak rozumny, aby to rozważył? Bo drogi Pana są proste: kroczą nimi sprawiedliwi, lecz potykają się na nich grzesznicy”.
EWANGELIA Mk 12, 28b-34
Jeden z uczonych w Piśmie zbliżył się do Jezusa i zapytał Go: „Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?” Jezus odpowiedział: „Pierwsze jest: «Słuchaj, Izraelu, Pan, Bóg nasz, Pan jest jedyny. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą». Drugie jest to: «Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego». Nie ma innego przykazania większego od tych”.
Rzekł Mu uczony w Piśmie: „Bardzo dobrze, Nauczycielu, słusznieś powiedział, bo Jeden jest i nie ma innego prócz Niego. Miłować Go całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego daleko więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary”. Jezus widząc, że rozumnie odpowiedział, rzekł do niego: „Niedaleko jesteś od królestwa Bożego”. I nikt już nie odważył się więcej Go pytać.

Drogi Pana są proste…

A przecież często wydaje ci się, że Bóg chodzi krętymi ścieżkami. Nawet prorocy powtarzali, nie pojmując nagłych zwrotów biblijnej akcji (przypomnij sobie Jonasza rozżalonego z głębi serca, gdy Pan nie wylał swego gniewu na Niniwę) że niezbadane są wyroki Boga i nie do wyśledzenia Jego ścieżki. A tu Ozeasz nagle – przecież to proste wszystko! Jeśli kręte i zagmatwane, to dla grzeszników, to dla tych, których – jak pisze św. Paweł, obdarzając takich ludzi mianem niewiernych – „umysły zaślepił bóg tego świata, aby nie olśnił ich blask Ewangelii chwały Chrystusa”. Jeśli ktoś nie pojmuje nic z Ewangelii, z miłości Boga, jeśli zamyka się na potencjalną możliwość Jego żywego Istnienia, jeśli sprawia, że jego Bogiem jest brzuch i przyjemność – to przecież jest jasne, że nic nie pojmie ze spraw duchowych. Nam się wydaje, ż wiara jest trudną sztuką i trzeba stanąć trzy razy na głowie, pościć przez czterdzieści dni i odmówić sto różańców, a może Pan Bóg „obdarzy nas łaską wiary”. Nic bardziej mylnego. Mamy wolna wole i możemy posługiwać się rozumem – najcenniejszym darem miłosierdzia bożego. Jeśli odrzucamy możliwość zaistnienia miłosiernego Boga – nasza to rzecz, i nasze też konsekwencje.

Proste są Pańskie drogi. Proste dla sprawiedliwych, czyli dla tych którzy zaryzykują wiarę i nadzieję na miłość. Jezus przypomina, że to ona jest najważniejsza – do Boga i do drugiego człowieka. Jednocześnie ona jest najtrudniejsza, i choć proste są dróżki, którymi przechadza się Łaska, to trudne i wymagające uwagi jest spotkanie się z nią. Prędzej, czy później ono nadejdzie, ale trzeba go wyczekiwać z wiernością. Wszak mówi Pismo: „Łaska i wierność spotkają się ze sobą”…

Wejdź na drogę prostą, choć krzyżową. Bądź wierny. Oto nadchodzi.

Czwartek III tygodnia Wielkiego Postu

Czwartek, 15 III 2012 r.

I CZYTANIE Jr 7, 23-28
To mówi Pan: „Dałem im przykazanie: «Słuchajcie głosu mojego, a będę wam Bogiem, wy zaś będziecie Mi narodem. Chodźcie każdą drogą, którą wam rozkażę, aby się wam dobrze powodziło».
Ale nie usłuchali ani nie chcieli słuchać i poszli według zatwardziałości swego przewrotnego serca; odwrócili się plecami, a nie twarzą. Od dnia, kiedy przodkowie wasi wyszli z ziemi egipskiej, do dnia dzisiejszego posyłałem wam wszystkie moje sługi, proroków, bezustannie, lecz nie usłuchali Mnie ani nie nadstawiali swych uszu.
Uczynili twardym swój kark, stali się gorszymi niż ich przodkowie. Powiesz im wszystkie te słowa, ale cię nie usłuchają; będziesz wołał do nich, lecz nie dadzą ci odpowiedzi. I odezwiesz się do nich: «To jest naród, który nie usłuchał głosu Pana, swego Boga, i nie przyjął pouczenia. Przepadła wierność, znikła z ich ust»”.
EWANGELIA Łk 11, 14-23
Jezus wyrzucał złego ducha, który był niemy. A gdy zły duch wyszedł, niemy zaczął mówić i tłumy były zdumione. Lecz niektórzy z nich rzekli: „Przez Belzebuba, władcę złych duchów, wyrzuca złe duchy”. Inni zaś, chcąc Go wystawić na próbę, domagali się od Niego znaku z nieba.
On jednak, znając ich myśli, rzekł do nich: „Każde królestwo wewnętrznie rozdarte pustoszeje i dom na dom się wali. Jeśli więc i szatan sam przeciw sobie wewnętrznie jest rozdwojony, jakże się ostoi jego królestwo? Mówicie bowiem, że Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy. Lecz jeśli Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy, to przez kogo je wyrzucają wasi synowie? Dlatego oni będą waszymi sędziami. A jeśli Ja palcem Bożym wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło już do was królestwo Boże.
Gdy mocarz uzbrojony strzeże swego dworu, bezpieczne jest jego mienie. Lecz gdy mocniejszy od niego nadejdzie i pokona go, zabierze wszystką broń jego, na której polegał, i łupy jego rozda. Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; a kto nie zbiera ze Mną, rozprasza”.

Bóg to ma naprawdę boską cierpliwość. Przecież ty i ja, przy naszym ludzkim temperamencie, byśmy dawno niejeden Lud Przymierza wywalili z takiej współpracy na zbity pysk. Obiecują wierność, a nie mija chwila, gdy ulewają kolejnego złotego cielca. A jak nie mają na porządny kawał byka, to żeby chociaż jakiś cielczyk, taki malutki, taki tyci, byle nie oddać chwały prawdziwemu Bogu. A potem dziwią się, ze coś na nich spada, jakaś pustynia, zburzenie miasta, choroba, czy inna cholera. I pytają z oskarżeniem w głosie – Czemu, Panie Boże? No jak to? Przecież obiecałeś, że będziesz z nami – a tu, o, wszystko na m się wali. To Ty nie możesz być dobry, bo tyle zła jest na świecie! A, i jeszcze dzieci w Afryce głodują!

I żeby taki scenariusz powtórzył się raz, czy dwa, ale przecież w nieskończoność ciągnie się (i pewnie ciągnąć będzie) ten cykl obietnic wzajemnych, cielców, pustki i konsekwencji grzechu, spuentowany wielkim oskarżeniem kierowanym w stronę Boga. A potem ból, ciemność, rozpacz i potęga Władcy Much.

Chrystus przypomina dzisiaj, ze przyszedł, aby zwyciężyć Belzebubowe knowania. Mimo, ze często oskarżasz Jezusa o złą wolę, o udawanie, o nieczułość na twe problemy, to jednak On nieustannie walczy dla ciebie i o ciebie. Tak naprawdę, to ty masz często złą wolę, udajesz coś tam i jesteś nieczuły na Jego miłość, która spływa po tobie jak po kaczce. Nadzieja w Panu, że coś tam z kropli Łaski zostaje na duszy, choć nie jest to wiele, jak na raka duchowej znieczulicy i zapatrzenia w swoje sprawy.

Odnajdź dziś, najlepiej na Mszy św., moc Zbawiciela i poproś o nią, aby zadziałała w twym życiu. Choć jesteś grzesznikiem i upadasz, to masz przed sobą perspektywę walki o świętość, czyli bożą normalność. Przerwij jednak, albo inaczej – przerywaj nieustannie, odwołaniem się do łaski bożej, ten cykl niewierności. Pokazuj tym samym, że chcesz być z Nim, bo kto nie jest z Nim, jest przeciwko Niemu.

Sobota II tygodnia Wielkiego Postu

Sobota, 10 III 2012 r

I CZYTANIE Mi 7, 14-15. 18-20
Paś lud Twój, Panie, laską Twoją, trzodę dziedzictwa Twego; co mieszka samotnie w lesie, pośród ogrodów. Niech wypasają Baszan i Gilead, jak za dawnych czasów. Jak za dni Twego wyjścia z ziemi egipskiej ukaż nam dziwy. Któryż Bóg podobny Tobie, który oddalasz nieprawość, odpuszczasz występek Reszcie dziedzictwa Twego? Nie żywi On gniewu na zawsze, bo upodobał sobie miłosierdzie. Ulituje się znowu nad nami, zetrze nasze nieprawości i wrzuci w głębokości morskie wszystkie nasze grzechy. Okażesz wierność Jakubowi, Abrahamowi łaskawość, co poprzysiągłeś przodkom naszym od najdawniejszych czasów.
EWANGELIA Łk 15, 1-3. 11-32
W owym czasie zbliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie: „Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi”.
Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: „Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: «Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada». Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zebrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie.
A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola, żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, które jadały świnie, lecz nikt mu ich nie dawał.
Wtedy zastanowił się i rzekł: «Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników». Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca.
A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: «Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem».
Lecz ojciec rzekł do swoich sług: «Przynieście szybko najlepszą suknię i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi. Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się». I zaczęli się bawić.
Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to znaczy. Ten mu rzekł: «Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego».
Na to rozgniewał się i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedział ojcu: «Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę».
Lecz on mu odpowiedział: «Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się»”.

Czytając dzisiejszą przypowieść (tak przecież nam dobrze znaną) można odnieść wrażenie, że opisywany Ojciec, to jakaś kompletnie nieszczęśliwa postać. Z lekka safandułowaty facet, któremu nie udało się za bardzo wychowanie dzieci (sądząc rodziców po zachowaniu progenitury, to mamy tu nie najlepszy obraz). Widać, że nie umiał synom wytłumaczyć zasad rządzących światem a i z wychowaniem do moralności ma kłopoty. Spokojnie zgadza się na chamskie odzywki młodszego (bo co to za tekst, z tym żądaniem podzielenia spadku za życia ojca) a i jakoś za specjalnie nie ucina zadufanych w sobie słów starszego synalka. Można sobie wyobrazić, jak stoi na progu domu i tęsknym wzrokiem wypatruje młodego głupka, zastanawiając się, czy już wystarczająco dużo stracił i pieniędzy i zdrowia na wszystkie przyjemności, jakie tylko mogą przyjść do głowy napalonemu młodzieńcowi. A potem też jakoś tak dziwnie. Zamiast wygłosić dłuższe kazanie, zdrowo opierniczyć smarkacza, zabrać mu złudzenia co do jego przyszłego statusu materialnego (dziedzictwo przecież zdążył już przepić), nadać długą i ciężka pokutę – ojciec organizuje cały ten cyrk z suknią, pierścieniem (znak odzyskanego dziedzictwa, cóż za szczyt niekonsekwencji) sandałami i ucztą. A do tego jeszcze spokojnie znosi fochy starszego, który (poniekąd słusznie) w dość emocjonalny sposób wyraża swoje niezadowolenie. Fakt, ani nie poużywał życia, ani nie miał sposobności się bawić na uczcie w domu – nic dziwnego że teraz strzela fochami. Choć z drugiej strony wiedział chyba jaki jest ojciec, że nie skrzyczy, nie pogrozi palcem, nie wywali na zbity pysk. Właśnie, powinien wiedzieć jaki jest ojciec…

Cóż. Nie jest winą rodziców, że mogą mieć stuknięte dzieci. Nie jest winą Boga, że jesteś wolny i czynisz z tego użytek tak, jak ci się zamarzy. Powinieneś wiedzieć, ze to co On ci ofiaruje poprzez bliskość z nim, jest o niebo większe i wspanialsze niż godziny spędzone na seksie, alkoholu, czy szybkiej jeździe najnowszym modelem samochodu. Miłość także daje adrenalinę. Powinieneś wiedzieć, jaki jest twój ojciec. Że jego radość z powrotu każdego „marnotrawnego” jest ogromna, bo On jeden wie, co byłoby, gdyby owych powrotów zbrakło – wie, że tu idzie o śmierć wieczną. Powinieneś wiedzieć wreszcie, że wszystko co Ojcowskie, do ciebie należy. Powinieneś znać wartość owego „majątku”. Powinieneś.

Że nie wiesz i nie znasz?

To nie wina Ojca, że ma tak ślepe dziecko.

I jeszcze jedno. To prawda, że ojciec z przypowieści jakiś taki niemrawy jest. Ale trzeba wziąć poprawkę na to o kim tak naprawdę mówi Jezus, i jak tego kogoś (a właściwie Kogoś) widzieli ówcześni słuchacze. Bóg w wyobrażeniu przeciętnego Żyda był przecież bardziej Królem i Panem Zastępów aniżeli ojcem rodziny, poczciwie stojącym na progu niebieskich pałaców czekając na rozbrykanie dzieci. Bóg grzmiał na synów Izraela ustami gniewnych proroków, co chwilę ukazując coraz to wymyślniejsze zjawiska, jakie przyjdą na niepokorny lud w Dzień gniewu. Boże zagniewanie i zranioną miłość trzeba przebłagiwać – ofiarami, postami, modlitwami, czy długą i skomplikowaną pokutą. Bóg, który nie grzmi i cicho przygarnia do serca skruszonego grzesznika, był nieco trudny do przyjęcia w potocznej mentalności. Oczywiście, znawcy Pisma wiedzieli, że Pan lituje się nad swymi dziećmi, że choćby matka opuściła swe potomstwo, to On je z miłością przygarnie, że wyrył na swych dłoniach imiona dzieci Izraelowych. Wiedzieli, to nie znaczy, że tym żyli – podobnie zresztą jka i my, choć prawda o miłosierdziu bożym jest nam tak dobrze znana. Jednorodzony Syn zapragnął pouczyć o tym jaki naprawdę jest Pan, więc ukazał Go w zaskakującej (zapewne nawet uczonych w Piśmie) postaci – opuszczonego, samotnego ojca, tęsknie wyglądającego swych dzieci, pogrążonego w smutku i lęku przed ich samozagładą. Może i ten ojciec z przypowieści jest z lekka safandułowaty i jakby bezbronny, ale doświadczyć takiego przyjęcia i takiej miłości, to każdy z nas, grzeszników, bardzo by pragnął.

Piątek II tygodnia Wielkiego Postu

Piątek, 9 III 2012 r.

I CZYTANIE Rdz 37, 3-4. 12-13a. 17b-28
Izrael miłował Józefa najbardziej ze wszystkich swych synów, gdyż urodził mu się on w podeszłych jego latach. Sprawił mu też długą szatę z rękawami. Bracia Józefa widząc, że ojciec kocha go więcej niż ich wszystkich, tak go znienawidzili, że nie mogli zdobyć się na to, aby przyjaźnie z nim porozmawiać.
Kiedy bracia Józefa poszli paść trzody do Sychem, Izrael rzekł do niego: „Wiesz, że bracia twoi pasą trzody w Sychem. Chcę więc posłać ciebie do nich”. Józef zatem udał się za swymi braćmi i znalazł ich w Dotain.
Oni ujrzeli go z daleka, i zanim się do nich zbliżył, postanowili podstępnie go zgładzić, mówiąc między sobą: „Oto nadchodzi ten, który miewa sny. Teraz zabijmy go i wrzućmy do którejkolwiek studni, a potem powiemy: «Dziki zwierz go pożarł». Zobaczymy, co będzie z jego snów”.
Gdy to usłyszał Ruben, postanowił ocalić go z ich rąk; rzekł więc: „Nie zabijajmy go”. I mówił Ruben do nich: „Nie doprowadzajcie do rozlewu krwi. Wrzućcie go do studni, która jest tu na pustkowiu, ale ręki nie podnoście na niego”. Chciał on bowiem ocalić go z ich rąk, a potem zwrócić go ojcu. Gdy Józef przyszedł do swych braci, oni zdarli zeń jego odzienie, długą szatę z rękawami, którą miał na sobie. I pochwyciwszy go, wrzucili go do studni: studnia ta była pusta, pozbawiona wody.
Kiedy potem zasiedli do posiłku, ujrzeli z dala idących z Gileadu kupców izmaelskich, których wielbłądy niosły wonne korzenie, żywicę i olejki pachnące; szli oni do Egiptu. Wtedy Juda rzekł do swych braci: „Cóż nam przyjdzie z tego, gdy zabijemy naszego brata i nie ujawnimy naszej zbrodni? Chodźcie, sprzedamy go Izmaelitom. Nie zabijajmy go, wszak jest on naszym bratem”. I usłuchali go bracia.
I gdy kupcy madianiccy ich mijali, wyciągnąwszy spiesznie Józefa ze studni, sprzedali go Izmaelitom za dwadzieścia sztuk srebra, a ci zabrali go z sobą do Egiptu.
EWANGELIA Mt 21, 33-43. 45-46
Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu: „Posłuchajcie innej przypowieści: Był pewien gospodarz, który założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznię, zbudował wieżę, w końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał.
Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego zaś kamieniami obrzucili. Wtedy posłał inne sługi, więcej niż za pierwszym razem, lecz i z nimi tak samo postąpili. W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: «Uszanują mojego syna». Lecz rolnicy zobaczywszy syna mówili do siebie: «To jest dziedzic; chodźcie, zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo». Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili. Kiedy więc właściciel winnicy przyjdzie, co uczyni z owymi rolnikami?”
Rzekli Mu: „Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze”.
Jezus im rzekł: „Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: «Kamień, który odrzucili budujący, ten stał się kamieniem węgielnym. Pan to sprawił i jest cudem w naszych oczach». Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce”.
Arcykapłani i faryzeusze słuchając Jego przypowieści poznali, że o nich mówi. Toteż starali się Go ująć, lecz bali się tłumów, ponieważ Go miały za proroka.

Można mieć delikatną satysfakcję, patrząc na końcówkę dzisiejszego pierwszego czytania. W końcu Pan Jezus nieco drożej kosztował – o całe 10 sztuk srebra… Wychodzi na to, że Judasz miał bardziej rozbudzony zmysł biznesowy aniżeli bracia Józefowi, być może dlatego (co by nieco przemawiało na korzyść synów starego Jakuba), że nie tyle zależało im na zarobku, co na szybkim pozbyciu się zarozumiałego braciszka. Dwadzieścia sztuk srebra i spokój od szczeniaka, któremu wydaje się, że pozjadał wszystkie rozumy, a starsi i poważni bracia mają mu, gnojkowi, się kłaniać – same pozytywy. A że rodzina? Cóż, już wówczas myślano, że z rodziną to najlepiej na obrazku (jeśli takowe były wtedy w użytku).

Fakt, jeden z najmłodszych synów Jakuba był naprawdę trudny do wytrzymania, sam patriarcha też zresztą za młodu do najprzykładniejszych też nie należał. Cała ta rodzina, od Abrahama poczynając, nie może uchodzić za wzorową, i na świętych obrazkach lepiej jej nie pokazywać, bo to więcej zgorszenia niż pożytku. Może przez to właśnie, jeśli tylko poczyta się pierwsze rozdziały Księgi Rodzaju bez cukierkowych a pobożnych uproszczeń, można zobaczyć zwykłe ludzkie życie, pełne małości, draństwa ale i odruchów geniuszu, czy szlachetności. Historia egipskiego Józefa to przykład tego, co Bóg może zdziałać z człowiekiem, jeśli tylko ten da Mu się choć trochę poprowadzić. Przy pewnego rodzaju ludzkiej spolegliwości, to Pan z największego złą może wyprowadzić dobro. I tak zadufany w sobie objaśniacz snów stał się znakiem zapowiadającym samego Mesjasza, „Jedynego Sprawiedliwego”, niewinnie cierpiącego i zdradzonego. Tym, co łączy obydwu Mężów, jest sam fakt sprzedania, czyli uprzedmiotowienia osoby ludzkiej. Zarówno Judasz, jak i synowie Jakuba za nic mają relacje i więzi między ludzkie. Gotowi są wszelką bliskość przehandlować, jeśli tylko dotyka ona ich wygodnictwa, czy komfortu emocjonalnego. A jak jest z nami?

Właśnie. Kogo przehandlowałeś ostatnio? I za co?

Popatrz dookoła. Czy nie widzisz, jak marną wartość mają ludzkie wzajemne odniesienia, gdy tylko zostaną pozbawione interesowności? Jak pozbywamy się bliskich? Zdrady, rozwody, domy starców, długoletnie kłótnie o spadek pośród najbliższych – to ślady swoistego handlu żywym towarem. A patrząc na sprawę nieco subtelniej, to podobne zachowania kryją się w rozluźnieniu zwykłych relacji, w schładzaniu przyjaźni, w zamykaniu się w gąszczu oczekiwań. Problem zwykle zaczyna się w momencie, gdy dopuścisz do siebie myśl, że jakaś sprawa, rzecz, czy nawet idea (choćby najszczytniejsza) jest konkurencją dla bliskiej ci osoby.

A przecież Panu Bogu spodobało się, abyśmy nasze relacje z Nim opierali właśnie o więzi ojcowsko dziecięce, takie jak w rodzinie. Nie na darmo Chrystus mówi o sobie, jako o Synu, którego synostwo, dodajmy to, nas usynawia.

Kogo więc ostatnio sprzedałeś, synu Ojca niebieskiego?

« Older posts Newer posts »

© 2022 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑