Blog ks. Jacka Gomulskiego

Miesiąc: Lipiec 2012 (Page 1 of 2)

XVI tydzień Okresu Zwykłego

Sobota, 28 lipca 2012 r.

I CZYTANIE Jr 7, 1-11
Słowo, które Pan skierował do Jeremiasza: „Stań w bramie świątyni i głoś następujące słowa: «Słuchajcie słowa Pana, wszyscy z Judy, którzy wchodzicie tymi bramami, aby oddać pokłon Panu»”. To mówi Pan Zastępów, Bóg Izraela: „Poprawcie postępowanie i wasze uczynki, a pozwolę wam mieszkać na tym miejscu. Nie ufajcie słowom kłamliwym głoszącym: «Świątynia Pana, świątynia Pana, świątynia Pana!»
Albowiem jeżeli naprawdę poprawicie wasze postępowanie i jeżeli będziecie się kierować wyłącznie sprawiedliwością jeden wobec drugiego, jeśli nie będziecie uciskać cudzoziemca, sieroty i wdowy i jeśli krwi niewinnej nie będziecie rozlewać na tym miejscu, i jeżeli nie pójdziecie za obcymi bogami na waszą zgubę, wtedy pozwolę wam mieszkać na tym miejscu w ziemi, którą dałem przodkom waszym od dawna i na zawsze.
Oto wy na próżno pokładacie ufność w zwodniczych słowach. Nieprawda? Kraść, zabijać, cudzołożyć, przysięgać fałszywie, palić kadzidło Baalowi, chodzić za obcymi bogami, których nie znacie. A potem przychodzicie i stajecie przede Mną w tym domu, nad którym wzywano mojego imienia, i mówicie: «Oto jesteśmy bezpieczni», by móc nadal popełniać te wszystkie występki.
Może jaskinią zbójców stał się w waszych oczach ten dom, nad którym wzywano mojego imienia? Ja to dobrze widzę”, mówi Pan.
EWANGELIA Mt 13, 24-30
Jezus opowiedział tłumom tę przypowieść: „Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swojej roli. Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł.
A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się i chwast. Słudzy gospodarza przyszli i zapytali go: «Panie, czy nie posiałeś dobrego nasienia na swej roli? Skąd więc się wziął na niej chwast?» Odpowiedział im: «Nieprzyjazny człowiek to sprawił». Rzekli mu słudzy: «Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go?»
A on im odrzekł: «Nie, byście zbierając chwast nie wyrwali razem z nim i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza»”.

Tylko kiedy będzie to żniwo…

Czasami chciałoby się, żeby Pan Bóg nie był tak cierpliwy. Patrząc dookoła siebie i widząc panoszące się chamstwo, nieuczciwość, obłudę, kłamstwo, czy zdradę najświętszych wartości, człowiek zaczyna się zastanawiać, nad sensownością podtrzymywania w istnieniu naszego ludzkiego grajdołka. Pan jednak patrzy głębiej i widzi więcej. Ten sam bowiem człowiek, którego postrzegam jako egoistę i obłudnika jest jednocześnie bożym synem, dzieckiem, któremu niegdyś Ojciec włożył w serca pewne pragnienia, zasiewając Swe ziarno. Jest tragedią, boską tragedią, że w to samo miejsce złośliwość Nieprzyjaciela zasiała ziarno chwastu. Czy Ojciec może tak łatwo wydać wyrok na swe dziecko? Przedziwne są zakamarki Jego serca, mieści się tam szalona wprost miłość dla człowieka, a jednocześnie jest ono, jak i cały Pan – święte, czyli nie dotknięte żadnym złem, żadnym brakiem, żadną skazą. Nie cierpi więc grzechu. Jeśli zastanawiasz się jak można nie cierpiąc czyichś uczynków, kochać taką osobę – popatrz w serce Boga, tam jest odpowiedź.

Można więc powiedzieć, że Pan jest momentami bezradny wobec ludzkiej wolności. Może prowokować przeróżne sytuacje, dopuszczać nawet konsekwencje zła innych ludzi, alarmować nas poprzez sumienie – ale i tak, to każdy musi sam zachcieć zmiany, zachcieć ucieczki od zabijającego egoizmu, zachcieć prawości i szczerości w swoim życiu. Dopóki się tak nie stanie, serce Stwórcy cierpi.

Jednak Bóg nie pozostawił nas jedynie na pastwę ruletki naszych wyborów. Jest jeszcze jeden element układanki, na którym opiera się miłość. Jesteśmy bowiem sobie zadani i posyłani do siebie nawzajem. Pan nie czeka bezczynnie, lecz pobudza serca innych ludzi, aby – w porę, zanim przyjdą niebiańskie żniwa – głosili Jego miłość, zbawienie, pokutę i prawdę o odkupieniu. I tu otwiera się szerokie spektrum możliwości. Czasami będzie to głoszenie wprost prorockie, twarde, jak dziś u Jeremiasza, któremu Pan wkładał w usta słowa potężne, raniące, aby burzyły dobre samopoczucie wielu, tzw. porządnych ludzi. Czasami będą to słowa czułe i delikatne, jak te, które wypowiadał choćby św. Franciszek z Asyżu. Czasami będzie to świadectwo radykalnej miłości wyrażone w czynie, jak u bł. Matki Teresy z Kalkuty. Czasami będzie to wytrwała cierpliwość żony do głupiego męża (lub na odwrót). Czasami cicha obecność w cieniu wielkich spraw, połączona z modlitwą i zgodą na wolę bożą, jak w życiu Najświętszej Maryi Panny. Zawsze jednak, u podstaw leży miłość do drugiego człowieka i Boga.

Denerwują cię inni? Ogarnia cię gniew na nieprawość i głupotę panującą dookoła? A co ty robisz, aby „czynić sobie ziemię poddaną”, aby przemieniać oblicze tego świata? Co robisz, aby dać komuś jasne i klarowne świadectwo bycia uczniem Chrystusa? Kogo i jak przyprowadzasz do Pana?

Wspomnienie Św. Joachima i Anny, rodziców Najświętszej Maryi Panny

Czwartek, 26 lipca 2012 r.

I CZYTANIE Syr 44, 1. 10-15
Wychwalajmy mężów sławnych i ojców naszych według następstwa ich pochodzenia. Ci są mężowie pobożni, których cnoty nie zostały zapomniane, pozostały one z ich potomstwem, dobrym dziedzictwem są ich następcy. Potomstwo to trzyma się Przymierza, a przez nich – ich dzieci. Potomstwo ich trwa na zawsze, a chwała ich nie będzie wymazana.
Ciała ich w pokoju pogrzebano, a imię ich żyje w pokoleniach. Narody opowiadają ich mądrość, a zgromadzenie głosi chwałę.
EWANGELIA Mt 13, 16-17
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą. Bo zaprawdę, powiadam wam: Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło ujrzeć to, na co wy patrzycie, a nie ujrzeli; i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie usłyszeli”.

Co sprawia, że (nie) jesteś szczęśliwy?

Nie chcę, aby pytanie to brzmiało zbyt banalnie, i – szczerze powiedziawszy – mam niezbyt wielką ochotę poruszania tak fundamentalnego tematu, ale sam Pan Jezus dotyka kwestii szczęścia. Wskazując na siebie, jako wypełnienie nie tylko proroctw, ale marzeń i pragnień wszystkich tych, którzy oczekiwali „pociechy Izraela”, Chrystus pośrednio pyta o nasze doświadczenie szczęścia. Pyta także o oczekiwania, jakie mamy w sobie – od życia, od Niego, od samych siebie.

Co ma dać ci szczęście? Kiedy, w jakiej sytuacji będziesz mógł mówić o sobie, że jesteś szczęśliwy, czyli – błogosławiony? Co jest źródłem szczęścia – rodzina, miłość do drugiej osoby, pieniądze, zabezpieczenie, kariera, samospełnienie, realizacja jakiegoś dzieła? I nie chodzi, że wszystkie wyżej wymienione rzeczy są jakoś złe i obrzydliwe w oczach Bożych. Może rzeczywiście wiążą się one w jakimś stopniu z realizacją życia, wypełnieniem powołania, pomnożeniem skarbu, jaki ukrył w tobie Pan. Czy jednak realizując owe zamierzenia i pragnienia będziesz szczęśliwy?

A może jest tak, że twoje oczy nie widzą a uszy nie słyszą? Może serce twoje wciąż jest twarde, niczym serce narodu wybranego, bo idziesz bardziej za swymi zachciankami, aniżeli za pragnieniami zadanymi ci przez Pana? Może nie potrafisz zobaczyć źródła twej siły i szczęścia, najpierw tego głównego, którym jest Chrystus, a potem tych drobnych „źródełek”, które Bóg ci pozostawił dla pociechy w wędrówce do nieba?

Zastów się więc w co się wpatrujesz, czego i kogo słuchasz? Zobaczysz wówczas, w czym upatrujesz szczęście swego życia.

Rozważanie o szczęściu liturgia łączy ze wspomnieniem dziadków Mesjasza. Być może święci Joachim i Anna za swych ziemskich dni (choć o Annie tradycja – uwieczniona w ikonograficznym typie św. Anny Samotrzeciej – mówi, że ujrzała jeszcze Syna swej Córki) nie mogli ujrzeć swego Wnuka. Być może zmarli przed Jego narodzeniem. Być może należą do wielkiego szeregu postaci Starego Testamentu, które żyły w tęsknocie za wypełnieniem wyzwalającej obietnicy Boga. Żyli nadzieją. Teraz widzą jej wypełnienie.

I są szczęśliwi.

Święto Św. Jakuba, Apostoła

Środa, 25 lipca 2012 r.

I CZYTANIE 2 Kor 4, 7-15

Przechowujemy skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas. Zewsząd znosimy cierpienia, lecz nie poddajemy się zwątpieniu; żyjemy w niedostatku, lecz nie rozpaczamy; znosimy prześladowania, lecz nie czujemy się osamotnieni, obalają nas na ziemię, lecz nie giniemy. Nosimy nieustannie w ciele naszym konanie Jezusa, aby życie Jezusa objawiało się w naszym ciele. Ciągle bowiem jesteśmy wydawani na śmierć z powodu Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym śmiertelnym ciele.
Tak więc działa w nas śmierć, podczas gdy w was – życie. Cieszę się przeto owym duchem wiary, według którego napisano: „Uwierzyłem, dlatego przemówiłem”; my także wierzymy i dlatego mówimy, przekonani, że Ten, który wskrzesił Jezusa, z Jezusem przywróci życie także nam i stawi nas przed sobą razem z wami. Wszystko to bowiem dla was, ażeby w pełni obfitująca łaska zwiększyła chwałę Bożą przez dziękczynienie wielu.

EWANGELIA Mt 20, 20-28

Matka synów Zebedeusza podeszła do Jezusa ze swoimi synami i oddając Mu pokłon, o coś Go prosiła. On ją zapytał: „Czego pragniesz?” Rzekła Mu: „Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim królestwie, jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie”. Odpowiadając Jezus rzekł: „Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić?” Odpowiedzieli Mu: „Możemy”. On rzekł do nich: „Kielich mój pić będziecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej i lewej, ale dostanie się ono tym, dla których mój Ojciec je przygotował”.
Gdy dziesięciu pozostałych to usłyszało, oburzyli się na tych dwóch braci. A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł: „Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym. Na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu”.

 

„Przechowujemy skarb w naczyniach glinianych”. Dobrze, ale jaki „skarb”? Co ci dano do przechowania? Czym jest ów depozyt, który Bóg w tobie złozył?

Dla Pawła skarbem jest Ewangelia, którą ma głosić. Otrzymał ją pod Damaszkiem, a swoje pragnienia poddał oczyszczeniu we wszystkich latach następujących zaraz po nawróceniu. Ale co jest skarbem dla ciebie?

Przechowywanie takiego skarbu wiąże się z lękiem, może z pychą, może z beztroską. Bóg jednak wie, co czyni obdarowując cię owym skarbem – chce w ten sposób ukazać prawdę, o tym, że to On jest Panem, Stwórcą i Królem. On ochroni ów skarb, nawet przed tobą samym. Ale czym ten skarb jest? Jakie jest boże zaproszenie skierowane do ciebie?

Dla Pawła wiąże się ono z cierpieniem, z krzyżem, jaki odnajduje na drodze realizacji owego zaproszenia. Ofiara i cierpienie nie są głównymi motywami, czy celem Pawłowego życia. On ma przede wszystkim głosić Dobrą Nowinę, i na to jest nastawiony. To Nowina napotyka na opór, którego rezultatem jest ciernista droga życia apostolskiego. Paweł, który używa w swym liście (częściej, aniżeli się nam wydaje) metafor sportowych, ukazuje swe życie jako walkę toczona w jednym celu. Jak w innym miejscu (1 Kor 9,24-26) napisze:  „Czyż nie wiecie, że gdy zawodnicy biegną na stadionie, wszyscy wprawdzie biegną, lecz jeden tylko otrzymuje nagrodę? Przeto tak biegnijcie, abyście ją otrzymali.”

Skarb jest przechowywany w glinianym naczyniu. Czemu? „Aby nadmiar mocy był z Boga i nie z nas” – a może, abyśmy nadmiarem własnej mocy (w szerokim tego słowa znaczeniu) owego skarbu nie zepsuli. Stąd nasze słabości, grzechu, braki, cała kruchość działań i woli. Bo byśmy boże dzieło popsuli i sobie przywłaszczyli. A moc z Boga ma być!

Zgadzając się na trudy życia, którego głównym imperatywem jest własne powołanie, a które otrzymuje się niejako „przy okazji” walki o to najważniejsze, Apostoł zgadza się także na pewien rodzaj specjalnych cierpień. Ma wszak stać się świadkiem i znakiem mocy Boga, nie tylko jego słowa, ale całe życie, a nawet – wprost – jego ciało. Mówi o sobie, że nosi w swym ciele konanie Jezusa. Być może chodzi tu o stygmaty, które wg pewnych tradycji Apostoł miał pod koniec życia. Ale chodzi tu też o pewien wymiar profetycznego stylu życia, na jaki się zgodził. Wszak sam Chrystus obiecał mu, że wiele wycierpi dla Jego imienia. Gdzieś w tym powołaniu głosiciela Radosnej Nowiny jest zgoda na stanie się ofiarą, dla uczynienia uczniów – znakiem tej ofiary jest cierpienie, które męczy, lecz nie zabija.

Uwaga – to jest nie do naśladowania dla wszystkich! To znaczy, owszem, świętych należy naśladować, ale najpierw trzeba wiedzieć dokąd się biegnie. Żeby nurkować, trzeba nauczyć się pływać. Aby skomponować symfonię, trzeba tego chcieć i umieć grać gamy. Inaczej grozi nam jakieś tragiczne pomylenie swoich bólów i cierpień ze współcierpieniem z Ukrzyżowanym. Np. zona powie sobie, ze ona składa ofiarę z siebie w intencji swego męża, więc przestaje dbać o siebie, przestaje męża zachwycać, itp. I jak tu mąż ma biec wytrwale po wieniec zwycięstwa, gdy z obrzydzeniem patrzy po swoim domu?

Inna rzecz – św. Paweł pisze o swej radości. Przyjmuje udręki życia z radością. A my? Z musu? Jak niewolnicy? Z reguły tak. Dlaczego? Bo nie wiemy po co one są! W ten sposób radość i satysfakcja stają się papierkiem lakmusowym podjęcia (bądź nie) życiowego powołania.

W ten sposób dochodzimy do pytania, jakie Pan zadał matce synów Zebedeuszowych (ona przynajmniej wiedziała czego chce): Czego pragniesz? I nie potępia Jakuba i Jana, nie mówi im, że głupio pragną. Przypomina tylko, że kielich wypiją ci, którym Ojciec to przygotował, to znaczy ci, których powołał i wybrał do tego. A powołanie rozpoznaje się w swym sercu, w pragnieniach i idącej za nimi gorliwości. Więc tak naprawdę, Pan Jezus nie daje synom Zebedeusza negatywnej odpowiedzi na ich pragnienie, wyrażone ustami (zbyt) troskliwej matki. Czyż nie są powołani do picia z Jezusowego kielicha?

Pragnienie Jakuba i Jana wskazuje na chęć towarzyszenia Jezusowi, na miłość, jak płonie w ich sercach mocnym, aczkolwiek może nieco zbyt gorliwym płomieniem. Synowie Gromu chcą być przy Mistrzu, chcą dzielić z nim trudy i troski Jego życia, chcą z nim współcierpieć. Piękna to przyjaźń!

Do takiej przyjaźni Pan zaprasza, ale nie wszystkich. Jakub i Jan nie mieli żon i dzieci, oraz związanych z tym zobowiązań. Nie mogli – jak pisze św. Paweł – troszczyć się tylko o sprawy Pana. Ich oddanie Chrystusowi nie było oddaniem się człowieka świeckiego. Jednakże myślę, że wolno pragnienie gorliwego podążanie za Chrystusem także w Jego cierpieniach złożyć u stóp Pana, nawet jeśli obowiązki stanu wymagają dyspozycyjności względem najbliższych.

Jakub i Jan chcieli zasiąść po prawicy i lewicy Jezusa. Dlaczego? Kilka rozdziałów wcześniej św. Mateusz przytacza Jezusową obietnicę „Zaprawdę, powiadam wam: Przy odrodzeniu, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie chwały, wy, którzy poszliście za Mną, zasiądziecie również na dwunastu tronach, sądząc dwanaście pokoleń Izraela.” Mt 19,28 Być może te słowa mieli w uszach gdy rozmawiali z Panem. Św. Paweł precyzuje, że ta przyszłość ma czekać nie tylko wybranych z grona Dwunastu, ale każdego ucznia Pańskiego: ”Czyż nie wiecie, że będziemy sądzili także aniołów?” 1 Kor 6,3. Synowie Zebedeusza pragną   jednak nie tylko stać się sędziami świata, jako uczniowie Mesjasza, chcą także być mesjaszowymi przyjaciółmi. Gotowi są towarzyszyć Jezusowi we wszystkim, co na Niego przyjdzie. A zdradzają się z tym w przeddzień Wielkiego Tygodnia, jakby przeczuwając, że zbliża się najtrudniejszy moment Jezusowej misji.

Synowie Gromu, mimo braku świadomości przeróżnych konsekwencji swego pragnienia, wiedzą czego chcą. Deklarują gotowość zapłacenia każdej ceny. I będą w swoim postępowaniu konsekwentni. Bóg przyjmuje ich pragnienie, błogosławi je, a oni, pomnażając swój skarb, na mecie swego życia, otrzymają wieniec zwycięstwa.

Wspomnienie św. Kingi, dziewicy

Wtorek, 24 lipca 2012 r.

I CZYTANIE Mi 7, 14-15. 18-20
Paś lud Twój laską Twoją, trzodę dziedzictwa Twego, co mieszka samotnie w lesie, pośród ogrodów. Niech wypasają Baszan i Gilead, jak za dawnych czasów. Jak za dni swego wyjścia z ziemi egipskiej, ukaż nam dziwy.
Któż, Boże, podobny Tobie, który oddalasz nieprawość, odpuszczasz występek Reszcie dziedzictwa Twego? Nie żywi On gniewu na zawsze, bo upodobał sobie miłosierdzie. Ulituje się znowu nad nami, zetrze nasze nieprawości i wrzuci w głębokości morskie wszystkie nasze grzechy. Okażesz wierność Jakubowi, Abrahamowi łaskawość, co poprzysiągłeś przodkom naszym od najdawniejszych czasów.
EWANGELIA Mt 12, 46-5O
Gdy Jezus przemawiał do tłumów, oto Jego Matka i bracia stanęli na dworze i chcieli z Nim mówić. Ktoś rzekł do Niego: „Oto Twoja Matka i Twoi bracia stoją na dworze i chcą mówić z Tobą”.
Lecz On odpowiedział temu, który Mu to oznajmił: „Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi?”
I wyciągnąwszy rękę ku swoim uczniom, rzekł: „Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką”.

 

Ktoś kiedyś narzekał na polski narodowy mesjanizm – że to takie zaściankowe, że nie można się tak użalać nad własną martyrologią, że wysoce niewłaściwe jest myślenie o własnym jakimś szczególnym wybraniu. Nie będę przytaczał teraz wszystkich objawień (z fragmentami z Dzienniczka św. Faustyny na czele), w których Chrystus, czy Najświętsza Maryja Panna, zapewniali o niebiańskiej opiece i związanych z nią wezwaniach dla Polaków. Popatrzmy na Słowo Boże, które opisuje inny naród, jak najbardziej słusznie zwany wybranym. A ponieważ to członkowie owego narodu spisywali Objawienie, więc można by powiedzieć, że w Biblii zawiera się samoświadomość narodu, odpowiedź na pytanie jak ów naród siebie widzi.

Trzoda Pana

Prorok Micheasz, w ślad za tradycją biblijną, nazywa Izraelitów ludem Pańskim. W swej modlitwie wprost prosi Boga, aby „pasł Swą trzodę”. Odwołując się do znaku pasterskiej laski zgadza się tym samym na wszelkie trudy, bo przecież kij pasterza bynajmniej nie służy do głaskania owiec. Jednocześnie naród jawi się jako osamotniony, w pewien sposób będący w opozycji do narodów okolicznych. Rzeczywiście, Izraelici ze swym kurczowym (mimo wielu odstępstw) przywiązaniem do monoteizmu, byli czymś szczególnym na tle swych politeistycznych sąsiadów. Samotność Izraela była też samotnością kogoś, kto przechowując cenny skarb nie znajduje wsparcia, ani ochrony u nikogo. Ba, nawet w sobie samym musi odgadywać świadomość wagi daru, jaki mu powierzono. Jest to zadanie, trud i ciężar. Bóg nie pozostawia jednak narodu w osamotnieniu. Micheasz nie mówi nic o pustyni, na którą Pan wyprowadza lud, jak niewierną żonę. W prorockim obrazie z dzisiejszego pierwszego czytania, widzimy las i ogród, w którym zamieszkuje trzoda Pańska. Jak zwykle w Biblii ogród jest dalekim echem tego pierwszego idealnego ogrodu, czyli Edenu. Osadzenie ludu w raju jest znakiem bożej opieki, troski Pana o swoje dziedzictwo. Mimo samotności, tak naprawdę, naród wybrany, ma wszystko, co jest mu potrzebne, do przechowania cennego depozytu wiary.

A jednak…

Moc nadziei

Gdy czytamy księgę Micheasza, widzimy wyraźnie, że w ogrodzie, w którym samotnie mieszka Izrael zapanowało zło. Oto „nie ma grona do zjedzenia ani wczesnej figi, której łaknę” (Mi 7,1). Lud odstąpił od swego Pana: „wyginął z ziemi pobożny, prawego nie ma między ludźmi; wszyscy bez wyjątku na krew czyhają, jeden na drugiego sieć nastawia” (Mi 7,2). W obliczu powszechnego zepsucia prorok głosi jednak orędzie nadziei.

Przedziwna jest ta prorocka modlitwa. Micheasz w pewien sposób przymusza Pana Boga do działania. Powołując się na znane z historii Izraela (a była ona, jak wiemy, zapisem relacji miedzy Bogiem i jego kochanymi, choć nader niesfornymi dziećmi) „dzieła” Pana, prorok  niejako stwierdza obecność bożego przebaczenia i odpuszczenia występków. Prorok wie, że Bóg oddala nieprawość swego ludu. Wobec takiej pewności dziecka serce Ojca pozostaje bezbronne…

A co na to sąsiedzi?

Układający lekcjonarz mędrcy wycięli (jak zwykle) najciekawsze fragmenty proroctwa z 7 rozdziału Micheaszowej księgi. Wersety 16 i 17 brzmią bowiem następująco: „Ujrzą przeto narody i będą zawstydzone mimo całej potęgi swojej; położą rękę na usta, uszy ich będą głuche. Proch lizać będą jak wąż, jak to, co pełza po ziemi; wyjdą dygocąc z warowni swoich przed Pana, Boga naszego, drżeć będą i lęk odczuwać przed Tobą”.

Sąsiedzi Izraela mają się zawstydzić wobec tej szczególnej więzi, jaka łączy naród wybrany z Bogiem. Wstyd ten nie doprowadza ościennych krain do nawrócenia, wręcz przeciwnie, ze strachu ogłuchną na bożą obecność upodabniając się do węża, który jest symbolem uosobionego zła. Staną wobec Pana, wezwani na sąd, ale będzie to dla nich chwila straszliwej klęski i zawodu. Mały i samotny Izrael, a nawet jego Resztka, ocaleje w dniu gniewu Pańskiego – nie ze względu na jakieś własne zasługi, ale z racji wierności, jaką Bóg ma wobec Przymierza, które zawarł z praojcami. Obietnice boże są bowiem nieodwołalne, jak uczy św. Paweł.

Serce niewolnika

Jeśli więc Pan obiecał także naszemu narodowi łaskę, jeśli ma wobec niego jakieś szczególne zamierzenia, to – o ile jakaś Resztka (a Resztka w świetle Nowego Testamentu jest znakiem Kościoła) zachowa depozyt wiary – mimo wielu odstępstw, jakie mają miejsce, można mieć nadzieję na bożą opiekę i miłosierdzie. Zarówno w perspektywie osobistej, indywidualnej, jak i – a może przede wszystkim – na płaszczyźnie narodu.

Bóg jest wierny. To my pozostawiamy Jego wolę niezrealizowaną. I nie to jest najgorsze, że okazujemy się niewierni, że upadamy, ale to, że nie walczymy o nadzieję w naszych sercach. Mimo tylu tysięcy lat tułaczek i wygnań, naród Izraela po dziś dzień nie poddał się niewoli. Serce narodu pozostało wolne i dumne. Jak jest u nas? Obawiam się, że niewolniczejemy…

Niech św. Kinga wymodli nam wewnętrzną wolność i zakorzenioną w niej nadzieję!

Święto Św. Brygidy, Zakonnicy, Patronki Europy

Poniedziałek, 23 lipca 2012 r.

I CZYTANIE Ga 2, 19-20
Ja dla Prawa umarłem przez Prawo, aby żyć dla Boga: razem z Chrystusem zostałem przybity do krzyża. Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie.
EWANGELIA J 15, 1-8
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który uprawia. Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Trwajcie we Mnie, a Ja w was trwać będę. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie, o ile nie trwa w winnym krzewie, tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie.
Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie.
Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poprosicie, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami”.

Czasami wydaje się, że większość rzeczy w życiu idzie całkiem nieźle. Przykazania w miarę wypełniamy, odnajdujemy jakąś swoją ścieżynkę pośród dróg powołania, wiemy już o co nam idzie w życiu, znamy swoje słabości i wady, mamy wrażenie, ze już niczym siebie samych nie zaskoczymy, przyzwyczailiśmy się do swych grzechów oraz tego, w czym jesteśmy dobrzy, aż tu nagle… Na naszym ułożonym życiu pojawia się jakaś rysa. Zrazu mała, niewyraźna z czasem jednak zaczyna przeszkadzać, bo psuje nam ułożony obraz samych siebie i świata dookoła. Zaczyna boleć jak kamyk w bucie, którego nie można tak od razu wyjąć. Coraz bardziej zdajemy sobie sprawę, że nie jesteśmy już w stanie normalnie funkcjonować, tak bardzo nasz obraz świata i samych siebie zaczyna nam doskwierać. Czasami pojawia się jeszcze kilka takich zarysowań, a czasami jakieś trudne wydarzenie, czy wymuszająca nietypowe decyzje życiowa okoliczność sprawiają, że obraz ułożonego świata pęka w drobny mak. Pojawiają się ze zdwojoną siłą dawno nie zadawane sobie pytania, na nowo widzimy miałkość naszych działań, uderza zło grzechów i zaniedbań, upokarzają przyklepywane przez lata słabości i słabostki. Zadajemy sobie pytanie o owoce naszych trudów, inaczej patrzymy na rodzinę, przyjaciół i bliskich, szukając u nich wsparcia, a często nawet litości. Czujemy się zagubieni we własnych wątpliwościach, i choć dla innych mamy gotową receptę na wyjście z trudności, nie potrafimy zastosować jej sami do siebie. Rozum podpowiada nam modlitwę, jako pomoc i drogę do odnalezienia światła w naszych mrokach, duch nasz jednak jest tak bardzo przerażony i sparaliżowany rozbiciem pseudo-uporządkowanego świata, że nie odważamy się stanąć przed Bogiem by poszukiwać odpowiedzi.

A to On przecież dopuszcza ów stan, oczyszczając latorośl, która przynosi owoc. Jego zamiarem i planem jest jeszcze pełniejszy i obfitszy plon naszego życia.

I być może jakoś to przeczuwamy, ową bożą pedagogikę obumierania, oczyszczania i wzrostu, ale wolimy pozostać pod przykryciem lęków, żalu, smutku, a nade wszystko olbrzymiego rozczarowania samymi sobą czy ludźmi, którzy nas otaczają.

Bóg nas oczyszcza. Często musi to czynić po wielokroć w ciągu naszego życia, abyśmy nie uschnęli w bylejakości. Abyśmy nie popadli w jakiś rodzaj samozachwytu i ułożenia się ze słabością, pogodzenia się, że wyżej już nie podskoczymy, a nasze dzieła nie muszą być wcale do końca takie jak sobie zakładaliśmy na początku (często ten sposób myślenia nazywamy pokorą, zupełnie tak, jakby Pan Bóg nie wszczepiał nam w serca pewnych wielkich pragnień). Abyśmy zawsze, tak po Pawłowemu, biegli ku wyznaczonej dla nas mecie, gdzie kryterium nie będzie subiektywny obraz samych siebie i własnych możliwości, ale życie wiary pozwalającej zawołać – Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia!

« Older posts

© 2020 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑