Blog ks. Jacka Gomulskiego

Miesiąc: Styczeń 2014

ŚWIĘTO CHRZTU PAŃSKIEGO

Niedziela, 12 stycznia 2014 roku

EWANGELIA Mt 3,13-17 Theofany.

13. Wtedy Jezus (JHWH jest zbawieniem) przychodzi z Galilei nad Jordan do Jana (JHWH jest łaskawy), by przyjąć chrzest od (zostać zanurzonym przez) niego. 14. Lecz Jan powstrzymywał Go, mówiąc: „To ja potrzebuję chrztu od (być zanurzonym przez) Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?” 15. Jezus mu odpowiedział: „Pozwól (odpuść, ustąp) teraz, bo tak godzi się nam wypełnić całą sprawiedliwość”. Wtedy Mu ustępuje. 16. A gdy Jezus został ochrzczony (zanurzony), natychmiast wyszedł (wstąpił) z wody. A oto otworzyły Mu się niebiosa i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębicę i przychodzącego na Niego. 17. I oto głos z niebios, mówiący: „Ten jest mój Syn umiłowany, w którym upodobałem”.

Kiedy dzieje się ta opowieść? Ano „wtedy”, to znaczy w momencie, gdy Jan Chrzciciel mówi o tym jak wyobraża sobie przyjście Mesjasza. Ma rację i jej nie ma jednocześnie. Mówi o Mocarzu, który zanurzy cały świat w ogniu, o Kimś, kto spali ludzkie plewy w piekle. Jest to prawda. Świat przepala pewien ogień od dwóch tysięcy lat, a ci, którzy nie chcą mieć z nim do czynienia pogrążają się w wiecznej zagładzie. Ale nie dzieje się to w potędze, którą można byłoby zmierzyć „po naszemu”. Pośród tłumu stoi zwykły syn cieśli z Nazaretu…

Jan nie do końca pojmuje Jezusową misje. Nie wie, w jaki sposób będzie się dokonywało owo zanurzanie w Duchu i ogniu. Być może spodziewa się całkiem czego innego – jakiejś epifanii mocy i grozy, podobnej do starotestamentalnych opisów objawienia się Boga. A tymczasem zbawienie staje obok brudnych grzeszników w tej samej wodzie. Woda, pamiętajmy, jest synonimem otchłani, ciemności, złych sił drzemiących w skażonej ludzkiej naturze. Mesjasz zanurza się w tym brudzie, bierze go na siebie, a przez to solidaryzuje się z grzesznikami oraz uświęca naturę. Kilka razy jeszcze poprzez znaki, przypomni o uświęceniu wody – podepcze wzburzone fale jeziora Galilejskiego, uciszy to jezioro, przemieni wodę w wino, a wreszcie woda wypłynie z Jego przebitego boku na Golgocie. Zanurzenie w Jordanie jest też zapowiedzią wzięcia na siebie przez Kogoś bezgrzesznego wszystkich twoich i moich grzechów. Każda obrzydliwość, którą popełniasz, dotyka Jego boskiego serca, tak jak woda dotyka ciała. Jego reakcją nie jest gniew, czy odrzucenie,  które byłoby zrozumiałe. Przecież w Starym Testamencie, każdy, kto dotknął się Arki Przymierza, a nie był do tego powołany – ginął. Śmierć była zapłatą za zbezczeszczenie Świętego. Tutaj Święty sam się godzi na „dotknięcie nicości”. W tym świetle zrozumiała jest reakcja Jana Chrzciciela, jego niezgoda na obecność Jezusa nad Jordanem, a nawet powstrzymywanie Mesjasza. Ale przez Boże uniżenie z jednej strony oraz pokorne uznanie tego z drugiej może się wypełnić „cała sprawiedliwość”, czyli może się pokazać światu prawdziwa miłość. Bóg ją pokazuje przez ogołocenie i służbę, człowiek zaś przez pokorne przyjęcie tej służby. Spełnia się już teraz to, o czym później napisze św. Paweł: Bóg dla nas grzechem uczynił tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą (2 Kor 5,21).

Gdy Jezus szokuje Jana, gdy odkrywa jakiś rąbek tajemnicy serca Bożego, wówczas otwiera się niebo. Objawia się tajemnica Trójcy. Słychać głos Ojca a Duch Św. zstępuje szukając dla siebie miejsca w sercach grzeszników. Bóg Ojciec odsłania swój zamysł – każdy, kto pójdzie ścieżką Mesjasza, każdy, kto dokona kenozy (uniżenia), każdy, kto uwierzy w prawo życiodajnej śmierci, będzie mógł usłyszeć te słowa, które dziś Ojciec kieruje do Jedynego Syna, ale w Nim chce skierować do ciebie i mnie.

Nie słyszysz?

Boś pyszny, bo wzdragasz się na samą myśl, aby komukolwiek ustąpić z miłości. Jeśli komuś ustępujesz to z próżności, chęci przypodobania się, dla świętego spokoju, albo niewolniczego posłuszeństwa.

Jezus dzisiaj mówi do ciebie: „Ustąp. Pozwól, abym ci usłużył.”.

Nie napinaj się więc, nie chełp domniemaną wyższością, ustąp wobec tego, co przynosi Pan. Nie musisz wszystkiego rozumieć. Bardzo potrzebujesz dzisiaj odnowienia. Zbyt brudna jest woda, którą pijesz. Jesteś człowiekiem, który kąpie się w cuchnącej cieczy, a przecież wszystko w tobie woła za porządną, kąpielą, pachnącą i ożywiającą wodą – za zanurzeniem się, które odnowi ciało i ducha.

Był kiedyś moment takiego zanurzenia – podczas twojego chrztu. Odnów to. Jak? Jak chwilę pomyślisz nad swym życiem, to dostrzeżesz, gdzie jest twój Jordan i w czym powinieneś ustąpić Bogu. Może to być decyzja o przystąpieniu do spowiedzi, może zgoda na wyjazd na rekolekcje, a może rozmowa z kimś o swoim życiu. Może powinieneś zmienić pracę, a może czas najwyższy wyjść z beznadziejnej i nie mającej żadnej przyszłości relacji. Nie wiem, gdzie płynie twój Jordan. Wiem, że Jezus mówi: „Ustąp”.

Gdy pozwolisz Mu działać tak, jak zamyślił, dopiero wtedy, otworzy się niebo i zrozumiesz…

 

 

 

 

 

OKRES NARODZENIA PAŃSKIEGO

Wtorek, 7 stycznia 2014 r

EWANGELIA Mt 4, 12-17. 23-25

Gdy Jezus usłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jednak Nazaret (hebr. „pąk, pączek, zielona gałązka”), przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu Zabulona (hebr. „obdarzać” i „wywyższyć”) i Neftalego (hebr. „moja walka”, „walka nadludzka”). Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: „Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego. Droga morska, Zajordanie, Galilea pogan. Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci światło wzeszło”.

Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: „Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie”.

I obchodził Jezus całą Galileę nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu. A wieść o Nim rozeszła się po całej Syrii. Przynoszono więc do Niego wszystkich cierpiących, których dręczyły rozmaite choroby i dolegliwości, opętanych, epileptyków i paralityków, a On ich uzdrawiał. I szły za Nim liczne tłumy z Galilei i z Dekapolu, z Jerozolimy, z Judei i z Zajordania.

Mimo okresu Bożego Narodzenia Bóg zaprasza do pozostawienia wszystkiego, co wiąże się z ciepłym przeżywaniem tego czasu. Za nami już prolog tej wielkiej historii. Pan wychodzi z wioski swoich początków, aby osiąść w mieście, w którego arabskiej nazwie niektórzy widzą rdzeń słowa „ruiny” (złożenie „tall” i „hum”, można to tłumaczyć jako „ruiny Nahuma”). Miejscowość ta leży na pograniczu ziem danych niegdyś potomkom pokoleń Zabulona i Netalego. Jest to więc miejsce w którym wywyższenie przyjdzie jedynie po stoczeniu nadludzkiej walki. Odnosić to można zarówno do tej walki, którą musi stoczyć Mesjasz, aby zbawić dusze tych, co mieszkają w „cienistej krainie śmierci”, jak i do zmagań, które muszą stać się udziałem mieszkańców Kafarnaum.  Jak wiemy, ludzie ci przegrali walkę ze złem. Świadczy o tym sam Jezus, gdy mówi: „A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba masz być wyniesione? Aż do Otchłani zejdziesz. Bo gdyby w Sodomie działy się cuda, które się w tobie dokonały, zostałaby aż do dnia dzisiejszego.” (Mt 11, 23)

Dobra Nowina, jaką ogłasza dzisiaj Ci Jezus nie jest baśniową opowiastką o zwycięskim pojedynku Dobra ze Złem. To raczej uczciwe przypomnienie o tym, jak wielką moc mają twoje decyzje, jak bardzo wpływają na całe twe życie – doczesne i wieczne. Tylko od ciebie zależy, czy odbudujesz ruiny, w których przyszło ci żyć. Czy wejdziesz na drogę wyzwolenia się z zniszczonej ludzkiej natury. Czy odnajdziesz w sobie blask, jaki zapalił w tobie Stwórca w Edenie. Tak, oznacza to walkę – z grzeszną skłonnością samego siebie, ze Złem osobowym. Ponieważ walka ta jest nadludzka i nie w twojej mocy wygrać, pozwól zamieszkać u siebie Jezusowi. On tę walkę wygra – po to przychodzi. Tak, jak niegdyś w Kafarnaum, tak i teraz będzie mieszkał w twoim domu, patrzył na twoje relacje rodzinne, jadł twój chleb i chciał uzdrawiać twoje choroby. Weźmie twoją łódź, i będzie chciał zamienić ją w narzędzie swego działania.

Pozwolisz?

UROCZYSTOŚĆ OBJAWIENIA PAŃSKIEGO

Poniedziałek, 6 stycznia 2014 r.

EWANGELIA Mt 2,1-12 A11

1. Gdy Jezus narodził się w Betlejem (hebr. „Dom Chleba”, arab. „Dom Mięsa”) w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy (magowie) ze Wschodu przybyli do Jerozolimy 2. i pytali: „Gdzie jest narodzony król Żydów? Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać Mu pokłon [cześć]”. 3. Skoro usłyszał to król Herod, przeraził się [został poruszony i zatrwożony], a z nim cała Jerozolima. 4. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. 5. Ci mu odpowiedzieli: „W Betlejem judzkim, bo tak napisał prorok: 6. A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela”. 7. Wtedy Herod przywołał potajemnie Mędrców i wypytał ich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. 8. A kierując ich do Betlejem, rzekł: „Udajcie się tam i wypytujcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie, donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon”. 9. Oni zaś wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę. A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. 10. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. 11. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę. 12. A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do ojczyzny.

Trzy grupy postaw – Magowie, Herod, i ci, których można nazwać całą Jerozolimą, czyli arcykapłani i uczeni ludu. Trzy reakcje na objawienie się Boga, naprawdę, a jeszcze ściślej – na zbawienie, które z poziomu mitów i przepowiedni staje się faktem osadzonym w konkretnym miejscu i czasie.

Magowie to ci, którzy – jak się okaże, jako jedyni – mają w sobie dość pokory, aby przyjąć konsekwencje własnych odkryć. Rozpoznawszy Gwiazdę, jako zwiastuna niezwykłego wydarzenia, porzucają wygodne życie ówczesnego naukowca, badacza przyrody, gwiazd i ruchów planet, aby w niebezpiecznej wędrówce (bo przecież podróż z Babilonii, czy Persji to nie był spokojny spacer z jednego krańca miasta na drugi) skonfrontować swe odkrycie z rzeczywistością. Nie mieli gwarancji, że odnajdą potwierdzenie swych intuicji i obserwacji. Zaufali Gwieździe. A po przybyciu do miejsca zwanego Domem Chleba, w którym Słowo stało się Ciałem, aby być Chlebem, otworzyli swe skarby. Złoto, Kadzidło i Mirra to tylko zewnętrzny – choć o pewnym ładunku symbolicznym – wyraz tego, co człowiek może oddać Bogu. Takim darem może być wiedza, która pokornie klęka przed wiarą, czy też świadomość własnej mocy intelektu, daru wpływania na innych, który ustępuje wobec prawdziwego Władcy. Otwierając swe skarby i dając z nich składasz też ofiarę z tego co dla ciebie cenne – swego wolnego czasu, pasji, umiejętności.

Przeciwieństwem Magów jest Herod. Jego imię oznacza „syna bohatera”, choć motorem owego bohaterstwo jest pycha. Być może takie właśnie dziedzictwo otrzymał ów król w darze po swych idumejskich przodkach. Herod, którego życie było nieustanną walką o władzę i wpływy, jest poruszony nowiną o narodzinach Mesjasza. Panicznie boi się utraty tego, na co pracował długie lata. Nie chce żadnej zmiany.

Niejedno młode małżeństwo jest dzisiaj z ducha Herodowego. Bojąc się własnych dzieci i tego, że poprzestawiają im życie odwlekają na długie lata perspektywę rodzicielstwa. Pojawia się wtedy łatwość sięgania po antykoncepcję. I tak do grzechu dodaje się grzech. Lęk przed innym życiem pcha do wypełniaczy, jakimi będą kariera, pieniądze, zabawa, samozadowolenie a bywa że i zwykłe lenistwo, egoizm i ospałość wewnętrzna. Gdy jednak pojawi się dziecko, pierwszą reakcją będzie strach i poruszenie fundamentów (mniej lub bardziej) wygodnego życia.

Herodem będzie też każdy, kto uświęcił w swoim postępowaniu grzech i doprowadził go do perfekcyjnego narzędzia układającego każdy wymiar życia codziennego. Kłamstwo, chciwość, próżność, nieczystość – każda grzeszna sprawność traktowana na zasadzie cnoty staje się fundamentem przerażenia, jakie może ogarnąć człowieka, gdy spotka się z bożą prawdą o sobie i świecie.

Jest jeszcze ”cała Jerozolima”. Są w tej grupie saducejscy arcykapłani, układający się z władzą polityczną i chciwi na władzę finansową, są faryzejscy przyjaciele prostego ludu, uczeni w Piśmie i wierzący w drobiazgowe przestrzegania Prawa, jest wreszcie ówczesny mainstream, wpływowa elita intelektualno biznesowa. Taka „warszawka” Palestyny przełomu er. Wszyscy oni mają o sobie duże mniemanie, wygórowane ambicje, świadomość, że są „nie do ruszenia”. Znają dobrze proroctwa, bo to ludzie jakoś po swojemu pobożni, ale odkrywane słowa Pisma nie sprawiają w ich życiu żadnego ruchu. Są poruszeni i – podobnie jak tyran – przerażeni tym, że ktoś może zagrozić ich status quo. Mimowolnie przykładają rękę do rzezi, jaką za chwilę wywoła Herod, gdy Magowie ominą stolicę i nie przyniosą mu upragnionych wiadomości. Już teraz dokonuje się sojusz elit, który za trzydzieści lat doprowadzi do wydarzeń Wielkiego Piątku.

Gdzie jesteś? Pośród Magów? Na dworze Heroda? A może pewny siebie i swojej pobożności liczysz jedynie na własne schematy i swoją „doskonałość”?

Ps. Patrząc na Heroda dochodzę do wniosku, że jest to człowiek, który przeszedł wszystkie dwanaście stopni pychy, jakie wyróżnił św. Bernard z Clairvaux. Znalazłem w sieci dość ciekawy skrót tego rozróżnienia. Polecam. Może się na którymś odnajdziesz…

II Niedziela po Narodzeniu Pańskim

5 stycznia 2014 r.

EWANGELIA J 1, 1-18

Przyszło do swoich (rzeczy, spraw), a swoi Go nie przyjęli.

Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli,

dało moc (władzę),

aby się stali dziećmi Bożymi,

tym, którzy wierzą w imię Jego

którzy ani z krwi,

ani z woli ciała,

ani z woli męża,

ale z Boga zrodzeni zostali.

A Słowo stało się ciałem (mięsem)

i zamieszkało (rozbiło namiot) wśród nas.

I oglądaliśmy (ujrzeliśmy) Jego chwałę,

Jesteśmy oto w sercu wielkiego hymnu o Słowie. Św. Jan Apostoł, ten, który spoczywał podczas Ostatniej Wieczerzy na łonie swojego Mistrza (czyli był najbliższy tajemnicom Jego serca) teraz odkrywa to, co pozornie ukryte dla ludzkiego poznania a zawarte w osobie Jezusa z Nazaretu. Nazywa Go Jednorodzonym Bogiem, istniejącym w łonie Ojca i już bardziej nie może podkreślić intymnej bliskości, jaka jest między Ojcem a Synem. Na pewno sam coś z niej doświadczył w relacji z Jezusem i z tego osobistego doświadczenia bycia „umiłowanym” w stosunku do Syna bierze się jakieś zrozumienie stosunku Syna do Ojca wszechrzeczy.

Janowy prolog jest tekstem obfitym w znaczenia i konsekwencje objawianych prawd. Chciałbym skupić się na tych kilku wersetach zaznaczonych powyżej. Budzą one pewne zdziwienie, bo obiecują pewną moc do nieustannego stawania się dziećmi Boga. Użyty grecki rzeczownik oznacza pewną „władzę”, sprawność niezbędną do przemiany siebie. Czy taką moc odnajdujesz w sobie? Obawiam się, że wielu z nas, łącznie z piszącym te słowa, częściej doświadcza swoistej „niemocy” i paraliżu w sferze ducha. Co to znaczy?

Ale najpierw spytajmy się kto może ową władzę nad sobą otrzymać? Św. Jan pisze że ci, którzy zrodzili się nie „z krwi, ani z woli ciała, ani z woli męża, ale z Boga”. Zrodzeni z krwi jesteśmy w sposób naturalny, przez biologiczne przyjście na świat. W znaczeniu duchowym rodzimy się z krwi wówczas, gdy powielamy życiowe scenariusze naszych rodziców, wybieramy ich życiowe perspektywy i realizujemy ich plany czy niespełnione ambicje. Rodzimy się z krwi, gdy naszym Bogiem stają się dziedziczne obciążenia, albo ”bóstwa” którym nasi przodkowie oddawali cześć, poświęcając im całe życie.

Rodzimy się z woli ciała, gdy ulegamy naszym zachciankom, naszym „mam ochotę”, „chce mi się”, albo „nie chce mi się”. Gdy pobłażamy samym sobie i innym przyjmując za Ewangelię prawo ciała z wszystkimi jego pożądliwościami. Możemy to poznać po owocach, gdyż – jak mówi Pan Jezus do Nikodema – „co się z ciała narodziło, jest ciałem, a to, co się z Ducha narodziło, jest duchem” (J 3,6). Nasze cielesne zrodzenie jest doświadczalne w tym, co św. Paweł nazywa uczynkami z ciała: „nierząd, nieczystość, wyuzdanie, uprawianie bałwochwalstwa, czary, nienawiść, spór, zawiść, wzburzenie, niewłaściwa pogoń za zaszczytami, niezgoda, rozłamy, zazdrość, pijaństwo, hulanki” (Ga 5,19-21).

Rodzimy się z woli męża, gdy pozostajemy nieustannie niewolnikami lęku przed drugim człowiekiem. Gdy byliśmy dziećmi nie było to jeszcze tak brzemienne w skutki jak dzisiaj. Możemy świadomie uprawiać niewolnictwo wobec swoich bliskich, szefa w pracy czy nawet pewnych rzeczywistości jak Prawo, Schematy, a nawet Religijność pozbawiona wiary.

Władzę, czy moc niezbędną do przemiany otrzymujemy jedynie wtedy gdy jesteśmy zrodzeni z Boga. Są to owe ponowne narodziny „z Ducha”, o których mówi w innym miejscu Janowej Ewangelii Jezus Nikodemowi: „Trzeba wam się powtórnie narodzić” (J 3,7). Każdy ma świadomie i dobrowolnie dokonać odwrotności tego, co uczynił Syn Boży. On przyjął na siebie ludzka naturę. My mamy dostąpić łaski przybrania za synów, przebóstwienia, aby w efekcie stać się „drugimi Chrystusami”, synami w Synu. Dokonuje się to przez wiarę będącą zarówno jednorazowym aktem jak i postawą życiową oraz przyjęcie tchnienia Ducha św. O ile pierwsze jest owocem aktów woli, o tyle drugie spotkaniem konkretnej bożej łaski dawanej w sakramentach i modlitwie. Do tego spotkania się z łaską też jest potrzebna, rzecz jasna, decyzja woli.

Chciej się wiec narodzić na nowo. Odrzucić zrodzenie z krwi, ciała i ludzkiego przymusu na rzecz pójścia za pragnieniem głębszym aniżeli zaspokajane pożądliwości. Chciej codziennie wyznawać wiarę, choćby w tych prostych słowach „Jezu, ufam Tobie”. Chciej się po prostu szczerze modlić. Szybko doświadczysz jak Słowo, boża obietnica, staje się namacalną rzeczywistością Twojego życia.

© 2021 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑