Piotr zaś szedł za Nim Z DALEKA. (Łk 22,54)

Bliskość Pana jest wynikiem wyboru! Możesz być daleko, albo blisko. Możesz towarzyszyć Mu, a możesz się do Niego zdystansować. Podobnie z grzechem wobec miłości bliźniego – możesz być w dystansie, a możesz komuś towarzyszyć. Grzech może pojawić się na drodze oddalenia wobec kogoś, kto był Ci bliski. Możesz być w dystansie do żony, dzieci, braci, przyjaciół. Wtedy wchodzisz łatwo w pozór miłowania.

Jesteś daleko, czy blisko? Spoglądasz w Jego Oblicze, czy na Jego oddalającą się sylwetkę? Dopiero gdy Piotr spojrzy w oczy Jezusowi, to zrozumie swoją sytuację. Innymi słowy – kontemplujesz Jego obecność, czy pozwalasz, aby wszystko, co wiąże się z byciem przed Panem (adoracja, medytacja, lektura duchowa, świadomie przeżyta Komunia, rachunek sumienia, spowiedź) oddalało się od Ciebie stając się odklepane, czy bez większego zaangażowania. 

Podobnie możesz to zaobserwować w kontakcie z drugim człowiekiem. Może wciąż oglądasz tylko plecy męża – symbolicznie lub dosłownie. Nie rozmawiasz z nim, nie troszczysz się o niego, nie słuchasz co ma do powiedzenia. To jak? Jesteś daleko niego czy blisko? Wiesz co myśli, co czuje, co przeżywa, czym się martwi a co jest jego radością? Nie jesteś po to, aby z nim walczyć, ale po to, aby mu towarzyszyć – w najgłębszym tego słowa znaczeniu.

To samo przemyśl w kontekście wszystkich osób, które jakoś się sytuują na Twojej mapie codzienności. Jesteś bliska, czy daleka? Obchodzi Cię ktoś poza sobą? A może dystansujesz się, gdy ktoś nie spełnia Twoich oczekiwań i nie idzie za Twoimi pomysłami, tak jak Pan nie poszedł za przekonaniami Piotra. Niby Piotr poszedł za Panem, ale w olbrzymim dystansie! Może tak masz z innymi, jak ktoś nie podziela Twojego punktu widzenia, to się stopniowo oddalasz, może nie tak od razu, może pomału, ale z każdym miesiącem coraz dalej.

Z tego oddalenia jest jednak powrót. W jaki sposób? 

Celnik zaś stanął DALEKO i nie śmiał nawet oczu podnieść ku niebu, lecz bił się w swą pierś i mówił: Boże, okaż miłosierdzie mnie grzesznikowi. (Łk 18,13)

Poprzez skruchę, polegającą na uznaniu swej winy i pragnieniu powrotu do Pana. Skrucha przerywa dystans.

Gdy rozniecili ognisko na środku podwórza i zasiedli wokoło niego, Piotr siadł między nimi. Zobaczyła go jednak jakaś służąca, gdy siedział przy ogniu, przyjrzała się mu uważnie i oznajmiła: — On też był razem z Nim. Ale on zaprzeczył: — NIE ZNAM GO, niewiasto. (Łk 22,55-57)

Ta odpowiedź każe się zastanowić, nad twoją znajomością Boga. Przecież, jeśli wybieram samoubóstwienie, nasycanie się śmieciami, nieczystość, czy lenistwo to zaświadczam właśnie o tym: “Nie znam Go”. 

Krótko potem ktoś inny go zobaczył i powiedział: — Ty też JESTEŚ JEDNYM Z NICH. Piotr zaś odrzekł: — Człowiecze, NIE JESTEM. (Łk 22,58)

Jeśli nie jesteś “jednym z nich”, uczniów Chrystusa, chrześcijan, dzieci kościoła – to skąd jesteś? Jakie środowisko Cię określa? Jeśli nie reagujesz jak uczeń Pana, to jak kto? A może trwasz w fałszywym obrazie “bycia w środku”? 

Po upływie mniej więcej godziny ktoś inny uporczywie twierdził: — Rzeczywiście, on także był z Nim, bo nawet jest Galilejczykiem. Piotr wszakże zaparł się: — Człowiecze, NIE WIEM, CO MÓWISZ. Wtedy gdy to jeszcze mówił, zapiał kogut, (Łk 22,59-60)

Nie wiem o czym mowa, nie wiem co to znaczy być chrześcijaninem, nie wiem co należy do moich obowiązków – czy zdarzają Ci się takie tłumaczenia ?

Pan zaś odwrócił się i SPOJRZAŁ (przypatrzył się) na Piotra.  (Łk 22,61)

To Chrystus jest pierwszym w działaniu, w tej scenie. To On reaguje na zdradę ucznia – odwraca się w jego kierunku. To gest Dobrego Pasterza, poszukującego owcy, lub kobiety, która wypatruje w zakamarkach domu zagubionej drachmy.

Spojrzenie Jezusa stoi w pewnym kontraście do spojrzenia służącej. To nie mogło być spojrzenie wyrzutu, zemsty, czy obojętności. Przypomnij sobie jakieś doświadczenie polegające na przyjęciu spojrzenia Chrystusa – na Adoracji, podczas Eucharystii, może na spowiedzi. Odśwież w sobie to doświadczenie. Przypomnij, co Pan mówi. Pomyśl, że mówi to do Ciebie.

Tak mówi Pan Zastępów, Przesławny, do narodów, które was ograbiły: – KTO WAS DOTYKA, DOTYKA ŹRENICY MOJEGO OKA. (Za 2,12)

Jak myślisz — jakim spojrzeniem obdarzył Piotra Jezus?

Piotr PRZYPOMNIAŁ SOBIE SŁOWA PANA, gdy Ten mu zapowiedział: „Dzisiaj, zanim kogut zapieje, zaprzesz się mnie trzy razy”, wyszedł stamtąd i gorzko zapłakał. (Łk 22,61-62)

Reakcją na spojrzenie Jezusa jest przypomnienie sobie Jezusowego proroctwa, oraz akt skruchy wyrażający się we łzach. Piotr przypomniał sobie Słowo Pana, a potem pozwolił sobie na szczerą reakcję – płacz.

Czy nad Twoim życiem jest jakieś Słowo Pana? Jakieś szczególne proroctwo? Jakiś fragment Pisma, który przypominasz sobie w momencie gdy zdajesz sobie sprawę z własnego grzechu?

Problem braku skruchy często polega na próbie przeskoczenia naturalnych etapów wzbudzenia w sobie żalu, skonfrontowania się ze Słowem, i pozwolenia sobie na adekwatna reakcję. Te trzy elementy występują w opowieści o Piotrze. Żal pojawia się w momencie uświadomienia sobie pełnego miłości wzroku Jezusa, prawda zaczyna brzmieć przy przypomnieniu sobie Słowa Bożego, łzy są konsekwencją powyższych.

Przeskakujemy te etapy do szybkiej spowiedzi, odklepania pokuty (albo i to nie), oraz jeszcze szybszego zapomnienia o sprawie. Wstyd, będący dobrą i naturalną reakcją na grzech zostaje bardzo szybko wyparty, zapomniany, mówiąc językiem psychologicznym – nieprzeżyty. Prawda o wyrządzonym złu jedynie naskórkowo dotyka intelektu nie schodząc na poziom “serca”, czyli woli i emocji. O ile pojawia się myśl o popełnieniu grzechu, o tyle brakuje woli: “Chcę to zmienić, chcę to naprawić, nie chcę ranić Tego, kto mnie kocha”. Już bardziej: “Nie chcę odczuwać wyrzutów sumienia. Nie chcę czuć dyskomfortu związanego z przypomnieniem sobie, że jestem słaby.” Piotr trwał w żywym odniesieniu do Pana, nawet, gdy był z dala, nawet gdy grzał się pośród służby. My tracimy to odniesienie, nie podtrzymujemy go, bardzo łatwo Bóg przestaje być żywą osobą – z gorejącym Sercem, pragnieniami wobec nas, obietnicami, ufnością. Podobnie zresztą ma się rzecz z grzechem wymierzonym w bliźniego. 

Problem braku skruchy, to problem zimnych serc i braku miłości – do Boga i do człowieka. Wtedy pozostaje lęk, zasady, Prawo, dyscyplina, powinności, itd. Pojęcie ofiary zaczyna być rozumiane jako dramatyczna, odczłowieczona kara, którą trzeba przebłagać Kogoś obrażonego, Kogoś, kto ma – mówiąc kolokwialnie – focha. A przecież:

MIŁOŚCI PRAGNĘ, nie krwawej ofiary, POZNANIA BOGA bardziej niż całopaleń. (Oz 6,6)

A prawdziwa ofiara, autentyczne stawanie się żertwą wymaga wolności i miłości, wymaga więzi z Bogiem, wymaga trwania w miłosnej intymności. Do tego zaprosił Piotra Jezus po zmartwychwstaniu, gdy trzykrotnie pytał go – o miłość, o przyjaźń, o trwanie z Nim i braćmi.