Światło życia

Blog ks. Jacka Gomulskiego

Page 38 of 134

Uroczystość Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata

Niedziela, 24 listopada 2013 r.

I CZYTANIE 2 Sm 5, 1-3OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wszystkie pokolenia izraelskie zeszły się u Dawida w Hebronie i oświadczyły mu: „Oto my kości twoje i ciało. Już dawno, gdy Saul był królem nad nami, ty wyprawiałeś się i powracałeś na czele Izraela. I Pan rzekł do ciebie: Ty będziesz pasł mój lud, Izraela, i ty będziesz wodzem dla Izraela”. Cała starszyzna Izraela przybyła do króla do Hebronu. I zawarł król Dawid przymierze z nimi wobec Pana w Hebronie. Namaścili więc Dawida na króla nad Izraelem.

II CZYTANIE Kol 1, 12-20

Dziękujcie Ojcu, który was uzdolnił do uczestnictwa w dziale świętych w światłości. On uwolnił nas spod władzy ciemności i przeniósł do królestwa swego umiłowanego Syna, w którym mamy odkupienie, odpuszczenie grzechów. On jest obrazem Boga niewidzialnego, Pierworodnym wobec każdego stworzenia, bo w Nim zostało wszystko stworzone: i to, co w niebiosach, i to, co na ziemi, byty widzialne i niewidzialne, czy Trony, czy Panowania, czy Zwierzchności, czy Władze. Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone. On jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie. I On jest Głową Ciała, to jest Kościoła. On jest Początkiem, Pierworodnym spośród umarłych, aby sam zyskał pierwszeństwo we wszystkim. Zechciał bowiem Bóg, by w Nim zamieszkała cała Pełnia, i aby przez Niego i dla Niego znów pojednać wszystko ze sobą: i to, co na ziemi, i to, co w niebiosach, wprowadziwszy pokój przez Krew Jego Krzyża.

EWANGELIA Łk 23, 35-43

Gdy ukrzyżowano Jezusa, lud stał i patrzył. Lecz członkowie Wysokiej Rady drwiąco mówili: „Innych wybawiał, niechże teraz siebie wybawi, jeśli On jest Mesjaszem, Wybrańcem Bożym”. Szydzili z Niego i żołnierze; podchodzili do Niego i podawali Mu ocet, mówiąc: „Jeśli Ty jesteś królem żydowskim, wybaw sam siebie”. Był także nad Nim napis w języku greckim, łacińskim i hebrajskim: „To jest król żydowski”.

Jeden ze złoczyńców, których tam powieszono, urągał Mu: „Czy Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas”. Lecz drugi, karcąc go, rzekł: „Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił”. I dodał: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa”. Jezus mu odpowiedział: „Zaprawdę powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju”.

Chrystus Król nie jest władcą siedzącym na odległym tronie gdzieś w niedosiężnych przestworzach. Właśnie dlatego Bóg stał się człowiekiem, przyjął krwawy płaszcz i koronę z ciernia, aby nie być tym „dalekim”. Gdy w pierwszym czytaniu słyszymy o Dawidzie, który ma zostać uznany władcą całego Izraela, zebrany lud mówi do niego: „oto my kości twoje i ciało” oraz „ty wyprawiałeś się i powracałeś na czele Izraela”. To samo możemy powiedzieć o Chrystusie, bo – zwłaszcza poprzez Eucharystię – jesteśmy Jego Ciałem. On tez jest tym, który (dosłownie tłumacząc starotestamentalny tekst) wchodzi i wychodzi z nami. Jest z nami. Nigdy nie opuszcza. Ale ta Jego obecność nie jest czymś z zewnątrz, tu nie tylko chodzi o pasterza, czy wodza, ale o Kogoś, kto jest w nas i z nas. Jak dziecko w łonie matki będąc częścią jej samej jest jednocześnie nowym życiem, tak i Chrystus zjednoczył sie ze swoimi uczniami w sposób nierozerwalny – jeśli tylko godzimy się na tę obecność. Sam przecież nazywa siebie krzewem winnym a nas latoroślami.

Takie jest Jego Królowanie. Bliskie i intymne. Nie ma żadnego innego Króla, żadnych innych praw, które tak bardzo wynikałyby z potrzeb naszych serc. Prawo Królestwa nie jest czymś z zewnątrz człowieka, bo oddycha sie w nim powietrzem Edenu. Tym prawem żyli pierwsi rodzice i jego ziarna są w nas ukryte.

Mimo jednak, że Jezus jest kimś tak bliskim dla każdego chrześcijanina, jak kość dla ciała, to trwa nieustanna zdawałoby się chęć ucieczki od Królestwa.

Jedni stoją i patrzą, żądni sensacji i przeżyć w swoim życiu.

Inni drwią, próbując obśmiać to, co w głębi serc rozpoznają jako prawdziwe.

Jeszcze inni spędzają całe życie na ciągłym próbowaniu Boga: „Jeśli jesteś, to zrób to, lub tamto…”

Są i tacy, co zdołali sobie wyrobić zdanie na Jego temat, wiele wiedzą, może nawet są jakoś pobożni, ale nie chcą za nic poddać się obyczajom Królestwa i uwierzyć prawu życiodajnej śmierci.

Niektórzy zaś zrobią wszystko, byle tylko otrzymać doraźne wybawienie, zaspokojenie tej potrzeby, która akurat właśnie najbardziej krzyczy w duszy.

A wreszcie może znajdą się gdzieś i ci, zdawałoby się przegrani i trudzący się wielce, często w konsekwencji własnych grzechów, którzy rozpoznają w odepchniętym przez świat, wyśmianym i zdradzonym Boga i Króla. Ci – uwierzą. Ci – będą nieśmiertelni.

Na koniec Roku Wiary – uwierz w bliskość Króla. W Jego miłość.

Pozwól sobie na nieśmiertelność.

Czwartek, XXVII tygodnia Okresu Zwykłego

Czwartek, 10 października 2013 r.

I CZYTANIE Ml 3, 13-20a SONY DSC

„Bardzo przykre stały się wasze mowy przeciwko Mnie”, mówi Pan. „Wy zaś pytacie: «Cóż takiego mówiliśmy między sobą przeciw Tobie?» Mówiliście: «Daremny to trud służyć Bogu. Bo jakiż pożytek mieliśmy z tego, żeśmy wykonywali polecenia Jego i chodzili smutni w pokucie przed Panem Zastępów? A teraz raczej zuchwałych nazywamy szczęśliwymi, bo wzbogacili się bardzo ludzie bezbożni, którzy wystawiali na próbę Boga, a zostali ocaleni»”.

Wtedy mówili między sobą ludzie bojący się Boga, a Pan uważał i to posłyszał. Zapisano to w Księdze Wspomnień przed Nim dla dobra bojących się Pana i czczących Jego imię. „Oni będą moją własnością, mówi Pan Zastępów, w dniu, w którym będę działał, a będę dla nich łaskawy, jak jest litościwy ojciec dla syna, który jest mu potrzebny. Wtedy zobaczycie różnicę między sprawiedliwym a krzywdzicielem, między tym, który służy Bogu, a tym, który Mu nie służy. Bo oto nadchodzi dzień palący jak piec, a wszyscy pyszni i wszyscy wyrządzający krzywdę będą słomą, więc spali ich ten nadchodzący dzień, mówi Pan Zastępów, tak że nie pozostawi po nich ani korzenia, ani gałązki. A dla was, czczących moje imię, wzejdzie słońce sprawiedliwości i uzdrowienie w jego promieniach”.

EWANGELIA Łk 11, 5-13

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Ktoś z was, mając przyjaciela, pójdzie do niego o północy i powie mu: «Przyjacielu, użycz mi trzy chleby, bo mój przyjaciel przybył do mnie z drogi, a nie mam co mu podać». Lecz tamten odpowie z wewnątrz: «Nie naprzykrzaj mi się. Drzwi są już zamknięte i moje dzieci leżą w łóżku. Nie mogę wstać i dać tobie». Mówię wam: Chociażby nie wstał i nie dał z tego powodu, że jest jego przyjacielem, to z powodu jego natręctwa wstanie i da mu, ile potrzebuje. I Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajdzie, a kołaczącemu otworzą. Jeżeli którego z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą?”

Może właśnie przeżywasz zniechęcenie, czy zmęczenie – pracą, najbliższymi, czy jakimkolwiek wysiłkiem, który wydaje Ci się bezproduktywny. Może masz poczucie bezowocności swoich przeróżnych starań. Może też myślisz sobie, że deklarowana wiara nie daje Ci pomocy w Twoich trudnościach, wręcz przeciwnie, zdaje Ci się tylko dodatkowym obciążeniem z mnóstwem nic nie wnoszących zakazów i nakazów. Patrzysz na innych ludzi i widząc niewierzących, albo wręcz deklarujących się jako wrogowie chrześcijańskiego stylu życia i moralności, masz wrażenie, że mógłbyś (albo chciałbyś) żyć jak oni. Nie są świętsi od Ciebie a robią wrażenie szczęśliwszych. Może więc, jak ci ludzie z Malachiaszowego proroctwa, wołasz: „Jaki pożytek mam z wierności wobec Boga?”…

Chrystus mówi Ci dzisiaj dwie rzeczy.

Najpierw chce żebyś wiedział, że jest mu przykro – Jego serce cierpi, gdy stajesz na krawędzi beznadziei. Nie dlatego, żeby był jakiś szczególnie obrażalski (choć jest bardzo wrażliwy), ale dlatego, że wie jak blisko jesteś pułapki. Szatan jest tuż obok ze swoją propozycją rozpaczy. Wielu daje się uwieść taniej ciemności i niby kojącej wizji „nie ma dla mnie wyjścia, ani ratunku – będzie gorzej”. Po przekroczeniu granicy takiego myślenia zaczyna się przeraźliwa pustka i otchłań smutku.

Jest Mu przykro również dlatego, że On zna ten stan duszy. Sam wołał na krzyżu „Boże, mój Boże, czemuś Mnie opuścił…” Choć nigdy nie przekroczył granicy grzechu, to wie czym jest ludzkie piekło i zaglądająca do oczu beznadzieja.

Jednocześnie Chrystus chce abyś trwał. Abyś nie zszedł ze ścieżki która wiedzie za Nim. Choć może nie widzisz dzisiaj Jego śladów i masz poczucie podążania samemu, to jednak nie wycofuj się. Stukaj do Jego drzwi, proś, szukaj Jego obecności. Nie daj sobie wmówić, że wybór dobra jest pozbawiony sensu a Twój trud życia uczciwego, czy wysiłek modlitwy idzie na marne. Jeśli tylko chcesz jakąś częścią siebie Jego woli – nie poddawaj się. Jezus mówi: „Proś o Ducha Św., a dam Ci doświadczyć Jego prowadzenia.” Pokorna modlitwa jest przerwaniem zaklętego kręgu samowystarczalności. Szatan się jej bardzo lęka, bo wezwanie obecności Ducha Św. chroni duszę i otwiera na inną perspektywę aniżeli ta, wynikająca z ludzkiego doświadczenia przepełnionego grzechem i słabością.

Jeśli więc widzisz dzisiaj w swoim życiu mrok, proś z ufnością, aby Duch Św. zamieszkał na nowo w Twoim myśleniu i decyzjach.

Rocznica Poświęcenia Rzymskiej Bazyliki Najświętszej Maryi Panny

Poniedziałek, 5 sierpnia 2013 r.

I CZYTANIE Lb 11, 4b-15

Na pustyni synowie Izraela mówili: „Któż nam da mięsa, abyśmy jedli? Wspominamy ryby, któreśmy darmo jedli w Egipcie, ogórki, melony, pory, cebulę i czosnek. Tymczasem tu giniemy pozbawieni tego wszystkiego. Oczy nasze nie widzą nic poza manną”. Manna zaś była podobna do nasion kolendra i miała wygląd bdelium. Ludzie wychodzili i zbierali ją, potem mełli w ręcznych młynkach albo tłukli w moździerzach. Gotowali ją w garnkach lub robili z niej podpłomyki; smak miała taki jak ciastko na oleju. Gdy nocą opadała rosa na obóz, opadała równocześnie i manna. Gdy Mojżesz usłyszał, że lud narzeka rodzinami, każda u wejścia do swego namiotu, wtedy rozpalił się potężny gniew Pana. To wydało się złe Mojżeszowi. Rzekł więc do Pana: „Czemu tak źle się obchodzisz ze sługą swoim, czemu nie jesteś dla mnie łaskawy i złożyłeś na mnie cały ciężar tego ludu? Czy to ja począłem ten lud w łonie albo ja go zrodziłem, żeś mi powiedział: «Noś go na łonie swoim, jak nosi piastunka dziecię, i zanieś go do ziemi, którą poprzysiągłem dać ich przodkom»? Skądże wezmę mięsa, aby dać temu całemu ludowi? A przecież przeciw mnie podnoszą skargę i wołają: «Daj nam mięsa do jedzenia». Nie mogę już sam dłużej udźwignąć troski o ten lud, już mi nazbyt ciąży. Jeśli chcesz tak ze mną postępować, to raczej mnie zabij, jeśli jesteś dla mnie łaskawy, bym już nie patrzył na swoje nieszczęście”.

EWANGELIA Mt 14, 13-21

Gdy Jezus usłyszał o śmierci Jana Chrzciciela, oddalił się stamtąd w łodzi na miejsce pustynne, osobno. Lecz tłumy zwiedziały się o tym i z miast poszły za Nim pieszo. Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych.

A gdy nastał wieczór, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: „Miejsce to jest puste i pora już spóźniona. Każ więc rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią sobie żywności”. Lecz Jezus im odpowiedział: „Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść”. Odpowiedzieli Mu: „Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb”. On rzekł: „Przynieście mi je tutaj”.

Kazał tłumom usiąść na trawie, następnie wziął te pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby, dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do sytości i zebrano z tego, co pozostało, dwanaście pełnych koszy ułomków. Tych zaś, którzy jedli, było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci.

„Wy dajcie im jeść” – to wezwanie obowiązuje każdego, bo jest zaproszeniem do odpowiedzialności.

1. Czym jest „wielki tłum” jaki cię otacza? Kto jest dookoła ciebie, komu jesteś winien troskę? Kto będzie głodny, jeśli ty go nie nakarmisz? I nie chodzi tu tylko o chleb, czy codzienne obiady, ale także o to „coś więcej”, co każdy z nas po sobie zostawia.

2. W jakich przestrzeniach swego życia czujesz, że nie masz co dać drugiemu człowiekowi? Kiedy najbardziej widzisz, że masz puste ręce, że jesteś „nic”, że doświadczasz paraliżującej słabości? Bywa przecież, iż wydaje nam się, że jesteśmy puści a drugi człowiek wydaje się być bardziej zagrożeniem bo czegoś od nas chce) aniżeli kimś, kim należałoby się zająć.

3. Chrystus chce, abyś – może wbrew sobie – nakarmił tym, co daje życie, swoich bliskich, czy tych, których postawił na twojej drodze. Kogo nakarmisz? I czym?

Wspomnienie Św. Alfonsa Marii Liguoriego

69 rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego

Czwartek, 1 sierpnia 2013 r.

I CZYTANIE Wj 40, 16-21. 34-38

Mojżesz wykonał wszystko tak, jak mu to Pan nakazał uczynić. Wzniesiono przybytek dnia pierwszego, miesiąca pierwszego roku drugiego. Postawił Mojżesz przybytek, założ2722748271_07106bce5d_oył podstawy, ustawił dach, umieścił poprzeczki oraz ustawił słupy. I rozciągnął namiot nad przybytkiem i nakrył go przykryciem namiotu z góry, jak to nakazał Pan Mojżeszowi. Następnie wziął Świadectwo i położył je w Arce, włożył też drążki do pierścieni Arki i przykrył z wierzchu przebłagalnią. Wniósł następnie Arkę do przybytku i zawiesił zasłonę zakrywającą i okrył nią Arkę Świadectwa, jak nakazał Pan Mojżeszowi.

Wtedy to obłok okrył Namiot Spotkania, a chwała Pana napełniła przybytek. I nie mógł Mojżesz wejść do Namiotu Spotkania, bo spoczywał na nim obłok i chwała Pana wypełniała przybytek. Ile razy obłok wznosił się nad przybytkiem, synowie Izraela wyruszali w drogę, a jeśli obłok nie wznosił się, nie ruszali w drogę, aż do dnia uniesienia się obłoku. Obłok bowiem Pana za dnia zakrywał przybytek, a w nocy błyszczał jak ogień w oczach całego domu izraelskiego w czasie całej ich wędrówki.

EWANGELIA Mt 13, 47-53

Jezus powiedział do tłumów: „Podobne jest królestwo niebieskie do sieci zarzuconej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju. Gdy się napełniła, wyciągnęli ją na brzeg i usiadłszy, dobre zebrali w naczynia, a złe odrzucili. Tak będzie przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych i wrzucą w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.

Zrozumieliście to wszystko?” Odpowiedzieli Mu: „Tak jest”. A On rzekł do nich: „Dlatego każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare”. Gdy Jezus dokończył tych przypowieści, oddalił się stamtąd.

 

Co jakiś czas podlegamy, większej lub mniejszej, weryfikacji. Sprawdza nas życie, drugi człowiek, a wreszcie Bóg. Kiedyś przyjdzie weryfikacja ostateczna, której rezultatem może być – nie daj Boże – unicestwienie. Teraz, co najwyżej, wynikiem może być śmierć – tylko (aż) tyle – podczas gdy kresem tej wiecznej będzie piec rozpalony, płacz i zgrzytanie zębów. Dziś jeszcze możemy, umierając – czy obumierając – wiele ocalić, zarówno w sobie, jak i dookoła siebie.

Weryfikacją są różne trudności jakie niesie ze sobą codzienność – choroby, cierpienia, wyzwania apelujące do naszej odpowiedzialności za drugiego człowieka. Bezradność dziecka, czy starca. Czyjś ból. Samotność. Zło, na które trzeba zareagować. Niesprawiedliwość. To wszystko domaga się od nas wyjścia z siebie, zadania bólu staremu człowiekowi w nas, a wreszcie otwarcia oczu na niewidzialne.

Narody też mają swoje weryfikacje, swoje sądy (nie do końca) ostateczne. Pokolenia także.

Dziś o 17.00 Warszawa, a może i Polska, zatrzyma się na chwilę, aby wspomnieć weryfikację sprzed 69 lat. Nie chodzi o to, aby podgrzewać spór o sensowności Powstania. Pewnie można by wiele na ten temat mówić i pisać. To, co jednak wydaje się najcenniejsze to wielki przykład heroizmu i ofiarności, wielkim głosem wołająca odpowiedź na pytanie o to, czy są rzeczy warte życia. Jakie by słowa nie padały, to przecież każdy z nas, osadzonych w swoich (czasem błahych)  problemach i troskach widzi, że tamtym młodym ludziom z pokolenia Kolumbów o coś szło. Że dla nich rzeczywiście pewne wartości nie były obojętne – niepodległość, wolność, godność, honor. Oni, w przeciwieństwie do nas, nie byli byle jacy…

I choć żal i trwoga, że tylu wielkich wówczas zginęło, że zmasakrowano elity narodowe, że zagrożone było przetrwanie Ojczyzny, to jednak pojawia się duma, bo ktoś dał świadectwo – że można. Że warto. Że nie jesteśmy skazani na staczanie się po równi pochyłej i życie w beznadziei. Można podnieść głowę i zawalczyć, nawet, jeśli wiąże się to z ofiarą i poświęceniem. Nic innego chyba, jak to właśnie przekonanie nie jest nam potrzebne.

Nie trzeba dzisiaj zakładać hełmu, czy brać do rąk butelek z benzyną. Nie widzimy niemieckich mundurów na ulicach Warszawy. Są inne oznaki innej okupacji, czy powolnego zniewalania, może nawet bardziej ducha, aniżeli ciała. To też wezwanie do weryfikacji. Do zmagania się o dusze narodu, o dusze naszych dzieci. Wezwanie do ofiary.

Kto je podejmie?

Sieć królestwa niebieskiego została zarzucona w morze…

Wspomnienie Św. Ignacego Loyoli

Środa, 31 lipca 2013 r.

CZYTANIE Wj 34, 29-35ignatius-of-loyola

Gdy Mojżesz zstępował z góry Synaj z dwiema tablicami Świadectwa w ręku, nie wiedział, że skóra na jego twarzy promieniała na skutek rozmowy z Panem. Gdy Aaron i synowie Izraela zobaczyli Mojżesza z dala i ujrzeli, że skóra na jego twarzy promienieje, bali się zbliżyć do niego. A gdy Mojżesz ich przywołał, Aaron i wszyscy przywódcy zgromadzenia przyszli do niego i Mojżesz rozmawiał z nimi. Potem przyszli także i synowie Izraela, a on dawał im polecenia, powierzone mu przez Pana na górze Synaj.

Gdy Mojżesz zakończył z nimi rozmowę, nałożył zasłonę na twarz. Ilekroć Mojżesz wchodził przed oblicze Pana na rozmowę z Nim, zdejmował zasłonę aż do wyjścia. Gdy zaś wyszedł, opowiadał synom Izraela to, co mu Pan rozkazał. I wtedy to synowie Izraela mogli widzieć twarz Mojżesza, że promienieje skóra na jego twarzy. A Mojżesz znów nakładał zasłonę na twarz, póki nie wszedł na rozmowę z Panem.

EWANGELIA Mt 13, 44-46

Jezus powiedział do tłumów: „Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Uradowany poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę. Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną, drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją”.

Świętość jest ukryta. Spowijają ją przeróżne zasłony, podobne do tej, która spoczywała na twarzy Mojżesza, chroniąc oczy Izraelitów przed blaskiem światłości Pańskiej.

1.         Świętość trudno rozpoznać pod maska codzienności, zwykłych słów, czy gestów do których zdołaliśmy się przyzwyczaić. Bywa też tak, że nie potrafimy oddzielić naszych wyobrażeń o świętości od jej istoty zamkniętej w życiu zgodnym z wolą bożą. Byłoby wielkim uproszczeniem, gdybyśmy poszukiwali świętości na wielkich stadionach, pośród emocjonalnych wzlotów, a nawet w potężnych manifestacjach mocy Ducha Św., uzdrowieniach, czy nawet wskrzeszeniach. Wszak sam Chrystus uzdrawiał jakby przy okazji, a często wręcz niechętnie. Sam też powtarzał: „Nie każdy, kto mówi mi – Panie, Panie! wejdzie do Królestwa Niebieskiego.”

2.         Być świętym to chcieć wypełniać zamysł Boga. Często taka postawa jest niewidoczna dla postronnych, bo któż wie, co naprawdę dzieje się w sercu drugiego człowieka? Oczywiście, patrzymy na siebie przez pryzmat czynów, postaw i słów – w tym wyraża się prawda naszych serc. Czasami widzimy więc ludzi, którzy – choć trudni, o skomplikowanym charakterze, a nawet pewnych słabościach – starają się trwać w łasce uświęcającej, walczą o prymat miłości w swoim życiu, a w modlitwie szukają siły do codziennej walki ze Złym. Patrzymy na ich cichą świętość nie rozpoznając jej mocy. Wydaje nam się ona jakaś szara, nijaka. Brakuje nam aureoli, cudów, unoszenia się nad ziemią i może tego dziwnego wyrazu uduchowienia, który niektórzy pobożni artyści oddają na wizerunkach przez różowe policzki i wzniesione w górę źrenice.

3.         Są też tacy święci, którzy nas przerażają. Ich życie jest głośnym wołaniem o zmianę naszych wad i grzesznych przyzwyczajeń. Radykalni do bólu, wymagają dużo od samych siebie i są w stanie znosić złe opinie czy szyderstwa na swój temat. Z powodu wyrzutów sumienia, jakie powodują bywają znienawidzeni, pogardzani, prześladowani, czy zakwalifikowani do grona szaleńców. Patrzymy na nich z lękiem, który miesza się w równych proporcjach z uznaniem. Rozpoznajemy bowiem w ich głosie brzmienie prawdy i podzielamy słuszność argumentacji, gdy piętnują zło panoszące się dookoła nas. Jednak strach przed konsekwencjami życia podług ich „szaleństwa” nie pozwala nam publicznie uznać ich życia jako drogi do świętości.

Jest też grupa świętych, najmniej liczna, o których wiemy, że są świętymi, poznając tę niezwykłą cechę „przejrzystości” na boże światło. To może kilka osób na dekadę. Wybrani w sposób szczególny. Uratowani z „przewrotnego pokolenia” współczesności.

4.         Gdzieś w tym wszystkim jest każdy z nas. Może nie mamy silnej woli patrona dzisiejszego dnia św. Ignacego Loyoli, pokory św. Franciszka z Asyżu, czy cholerycznego temperamentu św. Teresy z Avila. Nie potrafimy czynić cudów jak św. O. Pio, brak nam poczucia humoru św. Filipa Nereusza, czy pasji św. Dominika. Myśl o męczeństwie św. Maksymiliana, czy ks. Jerzego nas przeraża, a heroizm św. Joanny Molla budzi wątpliwości co do naszej  miłości do własnych dzieci. Przy jasnej czystości bł. Karoliny Kózkówny jesteśmy zażenowani, determinacja św. Stanisława Kostki – choć zachwyca – to zniechęca, o ofierze krwi pierwszych chrześcijan z aren cyrkowych Cesarstwa nie wspominając. Podziwiamy ich wszystkich, ale jakoś trudno nam się zebrać, aby ich naśladować. Wydaje nam się (i słusznie) że każdy i każda z nich jest niczym gwiazda na niebie, jak piękny klejnot, podczas gdy my to pyłki sadzy fruwające bez ładu. Na naszych oczach też spoczywa zasłona…

Bo przecież boski Kupiec widzi w nas drogocenną perłę!

« Older posts Newer posts »

© 2026 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑