Światło życia

Blog ks. Jacka Gomulskiego

Page 76 of 134

Sobota VI tygodnia Okresu Wielkanocnego

Sobota, 4 VI 2011 r.

I CZYTANIE Dz 18, 23-28
Paweł zabawił w Antiochii pewien czas i wyruszył, aby obejść kolejno krainę galacką i Frygię, umacniając wszystkich uczniów.
Pewien Żyd, imieniem Apollos, rodem z Aleksandrii, człowiek uczony i znający świetnie Pisma, przybył do Efezu. Znał on już drogę Pańską, przemawiał z wielkim zapałem i nauczał dokładnie tego, co dotyczyło Jezusa, znając tylko chrzest Janowy. Zaczął on odważnie przemawiać w synagodze. Gdy go Pryscylla i Akwila usłyszeli, zabrali go z sobą i wyłożyli mu dokładniej drogę Bożą.
A kiedy chciał wyruszyć do Achai, bracia napisali list do uczniów z poleceniem, aby go przyjęli. Gdy przybył, pomagał bardzo za łaską Bożą tym, co uwierzyli. Dzielnie uchylał twierdzenia Żydów, wykazując publicznie z Pism, że Jezus jest Mesjaszem.
EWANGELIA J 16, 23b-28
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: O cokolwiek byście prosili Ojca, da wam w imię moje. Do tej pory o nic nie prosiliście w imię moje: Proście, a otrzymacie, aby radość wasza była pełna.
Mówiłem wam o tych sprawach w przypowieściach. Nadchodzi godzina, kiedy już nie będę wam mówił w przypowieściach, ale całkiem otwarcie oznajmię wam o Ojcu. W owym dniu będziecie prosić w imię moje, i nie mówię, że Ja będę musiał prosić Ojca za wami. Albowiem Ojciec sam was miłuje, bo wyście Mnie umiłowali i uwierzyli, że wyszedłem od Boga. Wyszedłem od Ojca i przyszedłem na świat; znowu opuszczam świat i idę do Ojca”.

W zasadzie to boję się prosić, tak jak do tego zachęca dzisiaj Pan. Mam wrażenie, że nie do mnie mówi. Że to do pobożniejszych, albo mocniej wierzących. Do jakichś oszołomów, którzy żyją przykładnie, śniadania jadają z Matka Bożą, a na podwieczorek wpada do nich siedem chórów anielskich. A ja? Zwykły grzesznik. I żeby choć z jakimiś wystrzałowymi rzeczami na sumieniu. A tu nic – sama grzeszna nuda, smutna i szara. I ja mam prosić o wszystko w Jego Imię? Z wiarą? Jak?

Inna rzecz – co będzie, jak On wysłucha? Jak już się spełni to wszystko, czego skrycie pragnę… Trzeba by wówczas, idąc za ciosem, mocniej przylgnąć do Dawcy łask, poddać Mu większe połacie życiowego pola, bardziej ufać, poryzykować sobą dla szczytnych idei. A wtedy i guza można dostać, i stan posiadania uszczuplić, i ponarażać się różnym ważnym. Szumu dużo a satysfakcji mało. To może lepiej nie prosić.

Albo – proszę, a tu nic. Staję na uszach, wysilam się, modły płyną jeden za drugim, różaniec w rękach aż płoni. I nic. Cicho. Jakby ktoś wywiesił tabliczkę „zaraz wracam” i już kolejny tydzień mija. Tabliczka się kolebie, szyby zarosły kurzem, a drzwi jak były tak i są zamknięte. „Jest tam kto?!” Pusto. Czy ktoś se jaja robi. Ze mnie! Albo chce mnie wychować! Mnie! To taki jaki jestem, to niedobry? Wybrakowany? Z fabrycznym defektem? Ciekawe, kto mnie „utkał w żywocie matki”? Krasnoludek? To kto temu winien, że jestem słaby, leniwy, nieufny, zapatrzony w siebie? Nie, wcale się nad sobą nie użalam, tylko dziwię się (tak głośno się dziwię i nieco emocjonalnie) że najpierw się pozwala na istnienie takiego czegoś, jak toto, co stuka po klawiaturze, a potem się milczy czekając na… sam nie wiem na co.. nawrócenie, pokorę, czy co tam jeszcze.

A tu jeszcze mowa o radości. Proś, aby twoja radość była pełna. Coś często ostatnio o tym. A skąd ja mam, u licha ciężkiego, wiedzieć, czym jest pełna radość?

Skąd?

Cisza. Drzwi zamknięte.

Nie, nie skończę w ten sposób, choć mam taką pokusę. Wiem, co jest za tymi drzwiami. Wiem, że wywieszka ma działać odstraszająco na klientów, którym tylko na towarze zależy – żeby był już, świeżutki i tanio, a najlepiej na kreskę. Lub darmo. Bo im się należy. Bo i tak łaska, że przyszli i zapukali do drzwi. Przecież mogli do tamtego sklepiku za rogiem? Tak? No.

Wiem też, że radość, o której mówi Pan, jest darem – nie, że dla wybranych, ale pewną łaską, którą się dostrzeże z czasem, z dojrzałością. Jak bukiet najlepszego wina. Jak smak prawdziwej miłości – po latach, po tysiącach przebaczeń i przeprosin, po miliardach nocnych rozmów i przetrwaniu setek burz. Pełna radość. Obfite życie.

O to chcę prosić. W Twoje Imię, Panie.

Amen.

Wspomnienie św. męczenników Karola Lwangi i Towarzyszy

Piątek, 3 VI 2011 r.

I CZYTANIE Dz 18, 9-18
Kiedy Paweł przebywał w Koryncie, w nocy Pan przemówił do niego w widzeniu: „Przestań się lękać, a przemawiaj i nie milcz, bo Ja jestem z tobą i nikt nie targnie się na ciebie, aby cię skrzywdzić, dlatego że wiele ludu mam w tym mieście”. Pozostał więc i głosił im słowo Boże przez rok i sześć miesięcy.
Kiedy Gallio został prokonsulem Achai, Żydzi jednomyślnie wystąpili przeciw Pawłowi i przyprowadzili go przed sąd. Powiedzieli: „Ten namawia ludzi, aby czcili Boga niezgodnie z Prawem”.
Gdy Paweł miał już usta otworzyć, Gallio przemówił do Żydów: „Gdyby tu chodziło o jakieś przestępstwo albo zły czyn, zająłbym się wami, Żydzi, jak należy, ale gdy spór toczy się o słowa i nazwy, i o wasze Prawo, rozpatrzcie to sami. Ja nie chcę być sędzią w tych sprawach”. I wypędził ich z sądu.
A wszyscy Grecy, schwyciwszy przewodniczącego synagogi, Sostenesa, bili go przed sądem, lecz Gallio wcale o to nie dbał. Paweł pozostał jeszcze przez dłuższy czas, potem pożegnał się z braćmi i popłynął do Syrii, a z nim Pryscylla i Akwila. W Kenchrach ostrzygł głowę, bo złożył taki ślub.
EWANGELIA J 16, 20-23a
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz zamieni się w radość. Kobieta, gdy rodzi, doznaje smutku, bo przyszła jej godzina. Gdy jednak urodzi dziecię, już nie pamięta o bólu z powodu radości, że się człowiek narodził na świat.
Także i wy teraz doznajecie smutku. Znowu jednak was zobaczę, i rozraduje się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać. W owym zaś dniu o nic Mnie nie będziecie pytać”.

Ileż rzeczy, o których myślę z zazdrością, ze szczerym pragnieniem, że i ja tak chciałbym – dotyka dzisiejsze Słowo… Chciałbym przeżyć, doświadczyć, tez być taki. Chciałbym uwolnić się od własnej małości, od sobie-stanowienia-na-własną-miarę, od religii indywidualnego „miałkizmu”. Chciałbym przekroczyć próg konformistycznego leku, który nieustannie broni odważniej myśleć i mówić, chroni przed jasnym i klarownym opowiedzeniem się po jakiejś stronie. Chciałbym – ale wciąż się boję.

W Dziejach – Paweł, ufając snom (marzyciel, fantasta), marnuje swój czas na Głoszenie, a wreszcie jest świadkiem jak Pan wtrącając się w politykę, ratuje swoich uczniów. Pawłowa wiara i zaufanie dziś nie przekonałyby pewnie nawet proboszcza (o biskupach nie piszę, bo tu potrzebne byłyby z pewnością znaki i cuda, a i te podchodzić by musiały pod wskrzeszenie z martwych) a podejmowanie decyzji na podstawie widzeń naraziłyby go na obserwację w Tworkach.

A jednak Pismo wyraźnie chwali taką postawę! I co ja mam zrobić – lękliwy wyznawca Tego, co chodził po wodzie, pięć razy sprawdzający, czy mam na czym oprzeć stopę. Naśladować Pawła, to narazić się wszystkim i każdemu z osobna (pół biedy sam dla siebie, gorzej o tym mówić) przetrzymując stawanie przed trybunałami Gallionów naszej durnej epoki. Tamten to przynajmniej przykład rzymskiego stoika (lub cynika, wszystko mi jedno) znającego swoją rolę i prawo. Rzymskiego, podkreślę, a nie polsko – europejskiego. Mnie by przesłuchał tylko chyba jakiś idiota, zastanawiający się przy którym ognisku upiecze więcej jadła – oskarżonego, czy oskarżycieli.

Tak, zazdroszczę Pawłowi. Może nie tyle czasów, co odwagi i wiary. Apostoł to żołnierz Pana, Boży zawodnik. A ja? Pseudointeligent, przegrywający z własnymi majakami, wciąż niepewny tego, co Pan mu już dał. Bo przecież – wezwał Pan? Wezwał. Powołał? Jak najbardziej. Nie daje więcej niż można unieść? Oczywiście. No, to czego Ci trza, matołku?

A Pan przypomina o radości, której nikt nie odbierze temu, kto w niego uwierzy…

A co to jest, owa radość?

A gdzie on, Panie, jest?

Może miał ja Paweł, bo był wolny – zawsze i wszędzie – a ja?

Właśnie…

Czwartek szóstego Tygodnia Okresu Wielkanocnego

Czwartek, 2 VI 2011 r.

I CZYTANIE Dz 18,1-8
Paweł opuścił Ateny i przybył do Koryntu. Znalazł tam pewnego Żyda, imieniem Akwila, rodem z Pontu, który z żoną Pryscyllą przybył niedawno z Italii, ponieważ Klaudiusz wysiedlił z Rzymu wszystkich Żydów. Przyszedł do nich, a ponieważ znał to samo rzemiosło, zamieszkał u nich i pracował; zajmowali się wyrobem namiotów. A co szabat rozprawiał w synagodze i przekonywał tak Żydów, jak i Greków.
Kiedy Sylas i Tymoteusz przyszli z Macedonii, Paweł oddał się wyłącznie nauczaniu i udowadniał Żydom, że Jezus jest Mesjaszem. A kiedy się sprzeciwiali i bluźnili, otrząsnął swe szaty i powiedział do nich: „Krew wasza na waszą głowę, jam nie winien. Od tej chwili pójdę do pogan”.
Odszedł stamtąd i poszedł do domu pewnego „czciciela Boga”, imieniem Tycjusz Justus. Dom ten przylegał do synagogi. Przełożony synagogi, Kryspus, uwierzył w Pana z całym swym domem, wielu też słuchaczy korynckich uwierzyło i przyjmowało wiarę i chrzest.
EWANGELIA J 16,16-20
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jeszcze chwila, a nie będziecie Mnie oglądać, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie”.
Wówczas niektórzy z Jego uczniów mówili między sobą: „Co to znaczy, co nam mówi: «Chwila, a nie będziecie Mnie oglądać, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie»; oraz: «Idę do Ojca?»” Powiedzieli więc: „Co znaczy ta chwila, o której mówi? Nie rozumiemy tego, co mówi”.
Jezus poznał, że chcieli Go pytać, i rzekł do nich: „Pytacie się jeden drugiego o to, że powiedziałem: «Chwila, a nie będziecie Mnie oglądać, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie?» Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz zamieni się w radość”.

Trwa chwila.

Moment.

Czas (krótki) spotykania Boga.

Nie jest tak, że Pan czeka nieustannie cierpliwie obok ciebie, czekając, aż raczysz Mu otworzyć. Często przychodzi na chwilę, by potem iść dalej, do innych drzwi. Nie zdziw się, jak kiedyś w żaden sposób nie „zarejestrujesz” Jego obecności i nic nie będzie na Niego wskazywało – ani czyjeś słowo, ani Pismo św., ani doświadczenie. Można się znieczulić. Gdy Żydzi sprzeciwiali się głoszonej Ewangelii, Paweł świadomie prorokował: „Krew na waszą głowę”, nawiązując do pamiętnego okrzyku z placu przed pałacem Piłata podczas sądu nad Jezusem: „Krew Jego na nas i na dzieci nasze”. Można utracić łaskę. Czy bezpowrotnie? Ten sam Paweł w innym miejscu napisze, że wezwania i Boże i dary łaski są nieodwołalne. Choć może ta konkretna chwila sie skończy, nie wiadomo, czy nie zostanie ci dana kiedyś jeszcze inna chwila. Na tym polega miłosierdzie. To może lepiej poczekać? Może… Ale trzeba pamiętać, że nie ma się pewności, że tę kolejną chwilę rozpoznam. „Nie zatwardzajcie swego serca”…

Trwa chwila.

Bóg mówi do Ciebie.

Dodaje nadziei, gdy mówi, że smutek zamieni się w radość.

Ale kiedy, kiedy to sie stanie, bo za dużo tego smutku dookoła. Kiedy, Panie? Czy możemy to przyspieszyć?

Uczyń z chwili Twoją godzinę, Panie…

Wspomnienie św. Justyna, męczennika.

Środa, 1 VI 2011 r.

I CZYTANIE Dz 17,15.22-18,1
W owych dniach ci, którzy towarzyszyli Pawłowi, zaprowadzili go aż do Aten i powrócili, otrzymawszy polecenie dla Sylasa i Tymoteusza, aby czym prędzej przyszli do niego.
Stanąwszy w środku Areopagu Paweł przemówił: „Mężowie ateńscy, widzę, że jesteście pod każdym względem bardzo religijni. Przechodząc bowiem i oglądając wasze świętości jedną po drugiej, znalazłem też ołtarz z napisem: «Nieznanemu Bogu». Ja wam głoszę to, co czcicie, nie znając. Bóg, który stworzył świat i wszystko na nim, On, który jest Panem nieba i ziemi, nie mieszka w świątyniach zbudowanych ręką ludzką i nie odbiera posługi z rąk ludzkich, jak gdyby czegoś potrzebował, bo sam daje wszystkim życie i oddech, i wszystko. On z jednego człowieka wyprowadził cały rodzaj ludzki, aby zamieszkiwał całą powierzchnię ziemi. Określił właściwe czasy i granice ich zamieszkania, aby szukali Boga, czy nie znajdą Go niejako po omacku. Bo w rzeczywistości jest On niedaleko od każdego z nas. Bo w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy, jak też powiedzieli niektórzy z waszych poetów: „Jesteśmy bowiem z Jego rodu”. Będąc więc z rodu Bożego, nie powinniśmy sądzić, że bóstwo jest podobne do złota albo do srebra, albo do kamienia, wytworu rąk i myśli człowieka. Nie zważając na czasy nieświadomości, wzywa Bóg teraz wszędzie i wszystkich ludzi do nawrócenia, dlatego że wyznaczył dzień, w którym sprawiedliwie będzie sądzić świat przez Człowieka, którego na to przeznaczył, po uwierzytelnieniu Go wobec wszystkich przez wskrzeszenie Go z martwych”.
Gdy usłyszeli o zmartwychwstaniu, jedni się wyśmiewali, a inni powiedzieli: „Posłuchamy cię o tym innym razem”. Tak Paweł ich opuścił. Niektórzy jednak przyłączyli się do niego i uwierzyli. Wśród nich Dionizy Areopagita i kobieta imieniem Damaris, a z nimi inni.
Potem opuścił Ateny i przybył do Koryntu.
EWANGELIA J 16,12-15
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz jeszcze znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek słyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe. On Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam objawi.
Wszystko, co ma Ojciec, jest moje. Dlatego powiedziałem, że z mojego bierze i wam objawi”.

Czy znowu nie stanęliśmy w miejscu, w którym potrzeba, aby ktoś przyszedł i głosił nam to, co czcimy, nie znając? Czy po tysiącleciu chrześcijaństwa na naszej ziemi nie trzeba nam świadków z innych stron świata? Co takiego się stało, że nie wystarcza nam świadectwo szeregu polskich świętych, błogosławionych i sług bożych? Czy już tak mocno wyprano mózgi wiernym polskiego Kościoła?

Tylko gdzie ma dzisiaj stanąć współczesny Paweł z Tarsu? Dzisiejsze Areopagi nie tolerują (choć mówią, że tolerują, ba, hasło tolerancji mają wypisane na sztandarach) inaczej myślących. Są może pojedyncze media, które mogą stać się mównicą dla ucznia Pańskiego, ale ich głos jest zaraz postponowany przez część wierzących. Wychodzi na to, że Paweł miał łatwiej, bo i było skąd nauczać, i audytorium nieco bardziej wyrobione.

Jedno może jest podobne – ówcześni słuchacze Pawła, jak i dzisiejsi wolą inne nauki i inne słowa. Zawsze coś będzie za trudne, dla mentalności człowieka zapatrzonego w swój rozum – z akcentem bardziej na słowie „swój”, aniżeli „rozum”. Wtedy chodziło o niezgodę na fakt zmartwychwstania, dziś generalnie o zaufanie Stwórcy. Człowiek XXI wieku boi się zaufać, boi się w ogóle wejść w osobową relację z Bogiem. Kryzys więzi międzyludzkich wiąże się z kryzysem odniesienia do Pana. Łatwiej już przyjąć istnienie i działanie bliżej niesprecyzowanych sił natury, czy innych spirytyzmów, poszukując w nich odpowiedzi na swe trudności, aniżeli Boga osobowego, który z miłości przyjął ludzkie ciało w Chrystusie. Paradoksalnie, człowiek nie chcąc ślepo wierzyć Bogu, ślepo wierzy jakimś siłom i mocom, ewentualnie samemu sobie. I gdzie tu logika? Gdzie tu rozum? Może już słuchający Apostoła Grecy byli bardzie uczciwi intelektualnie…

Zaraza bezmyślności dotyka także nas w Polsce. Dotarła tu dobrych kilkanaście lat temu i podbija umysły nadwiślańskie z dobrym efektem. Mimo Jana Pawła II i jego racjonalnego wykładu wiary, pokusa „nowoczesnego myślenia” coraz mocniej staje się odpowiedzią na wszystko. Niemała w tym zasługa tych, którzy nazywając się chrześcijanami i mając w ręku władzę, oraz wpływ na edukację, pozwolili na rozwodnienie myślenia i rozpuszczenie mózgów młodych ludzi w roztworze post-nowoczesności przeżyciowo obrazkowej.

Można przenieść sobie pewną ogólność powyższego wywodu na teren bardziej indywidualny. Wystarczy zadać sobie pytanie o logikę własnych decyzji, o ich ciąg przyczynowo – skutkowy. Na czym się opierasz dokonując na co dzień różnorakich wyborów? Na „bo-tak-czuję”? Na „mam-taką-potrzebę”? Jak wygląda twój racjonalny namysł nad rzeczywistością? Czy wyciągasz wnioski z własnych błędów? Czy szukasz odpowiedzi na swoje pytania dotyczące wiary?

A wreszcie – kto głosi ci wiarę? Gdzie znajduje się w twoim życiu areopag serca i rozumu? Jaką Nowinę tam słyszysz?

Święto Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny

Wtorek, 31 V 2011 r.

I CZYTANIE Rz 12, 9-16b
Miłość niech będzie bez obłudy. Miejcie wstręt do złego, podążajcie za dobrem. W miłości braterskiej nawzajem bądźcie życzliwi. W okazywaniu czci jedni drugich wyprzedzajcie. Nie opuszczajcie się w gorliwości. Bądźcie płomiennego ducha. Pełnijcie służbę Panu. Weselcie się nadzieją. W ucisku bądźcie cierpliwi, w modlitwie wytrwali. Zaradzajcie potrzebom świętych. Przestrzegajcie gościnności. Błogosławcie tych, którzy was prześladują. Błogosławcie, a nie złorzeczcie. Weselcie się z tymi, którzy się weselą, płaczcie z tymi, którzy płaczą. Bądźcie zgodni we wzajemnych uczuciach. Nie gońcie za wielkością, lecz niech was pociąga to, co pokorne.
EWANGELIA Łk 1, 39-56
Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w pokoleniu Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała: „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana”. Wtedy Maryja rzekła:
„Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy. Bo wejrzał na uniżenie swojej służebnicy.Oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia.Gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny.Święte jest Jego imię, a Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie nad tymi, co się Go boją.Okazał moc swego ramienia,rozproszył pyszniących się zamysłami serc swoich.Strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych.Głodnych nasycił dobrami, a bogatych z niczym odprawił.Ujął się za swoim sługą, Izraelem, pomny na swe miłosierdzie.Jak przyobiecał naszym ojcom, Abrahamowi i jego potomstwu na wieki”.
Maryja pozostała u niej około trzech miesięcy; potem wróciła do domu.

Ikonograficzny obraz Najświętszej Maryi Panny, jako uduchowionej świątobliwej niewiasty z oczętami skierowanymi w dół (lub w górę, zależnie od inwencji malarza), rączkami pobożnie złożonymi i całą postawą nierzucającej się w oczy osoby, delikatnie mówiąc – może nas wprowadzać w błąd.

Biblijny obraz jest nieco inny. Młodziutka Miriam (jak wynika z dzisiejszej Ewangelii) jest pełna dynamizmu, siły i odwagi wiary. Długa, samotna droga z Nazaretu do Ain Karim, gdzie mieszkała Elżbieta wymagała na pewno siły fizycznej i gotowości znoszenia trudów. Konfrontacja z wizjami, jakie roztaczał Anioł świadczy o odwadze. Hymn, jaki wyśpiewuje Matka Mesjasza, jest dobitnym znakiem jej pobożności – dynamicznej, żywej, a nawet żywiołowej. Chęć niesienia pomocy (ale nie z wiecznym cierpieniem na twarzy, jakie zaobserwować można u co niektórych niewiast poświęconych Panu) potrzebującej starszej kuzynce również świadczy o sile i miłości, oraz prostej, naturalnej dobroci. Cała ta wyprawa ukazuje też wolność Miriam – ona w pełni dysponuje sobą i może dawać innym siebie nic nie tracąc!

Poza naturalną, jak się wydaje, tendencją do „odczłowieczania” postaci Maryi, jest jeszcze skłonność do pewnego „usztywniania” Matki Bożej. Traci Ona wówczas swój autentyzm, zarówno w przeżywanych radościach, jak i w cierpieniu. A przecież, gdy odrobinę mocniej wpatrzymy się w ewangeliczne przekazy, to zobaczymy Jej życie w pełnym blasku promieni galilejskiego słońca! Po zielonych łąkach Galilei i skalistych pagórkach Judei nie kroczyła majestatyczna Dama w koronie i ciężkich szatach, lecz młodziutka dziewczyna – może nieco onieśmielona ogromem łaski, jaki na nią niespodzianie został złożony, ale jednocześnie pełna życia i wolności. Nawiedzenie to swoista manifestacja tych cech. To wulkan szczęścia! To śpiew radości! To wolność w najczystszej postaci!

Maryja modli się chwaląc Boga: nie za czyny przeczytane gdzieś w książce, nie za opowieści przodków – w Jej głosie co rusz pobrzmiewa głębokie doświadczenie. Przecież przed chwilą, na Jej oczach Elżbieta potwierdziła cudowną opowieść Anioła! Przed chwilą dziecię kuzynki, oddało chwałę dziecięciu Maryi! Przed chwilą usłyszała, że jest błogosławiona! Czyż jest większa radość!?

Wolność, radość wiary, zaufanie Bogu, odwaga – gdzie to wszystko u nas? Gdzie smak naszego chrześcijaństwa?

W świecie, który wulgaryzuje każde piękno i niszczy wszelką świeżość (choć nieustannie jej poszukuje) jak mam ocalić w sobie kryształ życia obfitego? Jak zachować skarb radosnej afirmacji życia i ufnego patrzenia w Niebo? Jak nie zbezcześcić prostoty (nie prostactwa, czy głupoty) na miarę Franciszka z Asyżu, cz właśnie Dziewczyny z Nazaretu? Jak ucieszyć się błękitem nieba, kolorami pól, rześkim powietrzem, czy wreszcie możliwością dawania siebie i doświadczeniem miłosnego tchnienia nad swoją głową? Jak odrzucić ciężar beznadziei, miliona samo narzucających się zadań do wykonania, pseudo miłości, czy całego tego niewolnictwa, które dzień za dniem podbija coraz to nowe płaszczyzny życia.

Zamiast radości – orgazm.

Zamiast wolności – odlot.

Zamiast miłości – nienasycone pożądanie.

Oto co mamy na wyciągnięcie ręki…

Jest taki stan, który nazywa się duchowym zaślepieniem. Polega on na usterce rozumu, który swój wysiłek poznawczy zawęża jedynie do pewnego zakresu. Z czasem pole działania staje się coraz bardziej ograniczone. To przerażające, ale (przy odrobinie złej woli, trwaniu w grzechu i odwracaniu się od tego, który jest Prawdą, Dobrem i Pięknem) można kiedyś już nie umieć pojąć wolności i miłości, a pragnienie „życia obfitego” zda się tylko czczą iluzją.

Maryjo, Matko życia, prosta i przeczysta, ocal nas!

« Older posts Newer posts »

© 2026 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑