Światło życia

Blog ks. Jacka Gomulskiego

Page 44 of 134

Czwartek, 17 stycznia 2013 r.

Wspomnienie Św. Antoniego, Opata

I CZYTANIE Hbr 3, 7-14trad

Postępujcie, jak mówi Duch Święty: „Dziś, jeśli głos Jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych jak w buncie, jak w dzień kuszenia na pustyni, gdzie kusili Mnie ojcowie wasi przez wystawianie na próbę, chociaż widzieli dzieła moje przez czterdzieści lat. Gniewałem się przeto na to pokolenie i powiedziałem: «Zawsze błądzą w sercu, oni zaś nie poznali dróg moich»; toteż przysiągłem w gniewie moim: «Nie wejdą do mego odpoczynku»”.

Uważajcie, bracia, aby nie było w kimś z was przewrotnego serca niewiary, której skutkiem jest odstąpienie od Boga żywego, lecz zachęcajcie się wzajemnie każdego dnia, póki trwa to, co „dziś” się zwie, aby żaden z was nie uległ zatwardziałości przez oszustwo grzechu.

Jesteśmy bowiem uczestnikami Chrystusa, jeśli pierwotną nadzieję do końca zachowamy silną.

EWANGELIA Mk 1, 40-45

Trędowaty przyszedł do Jezusa i upadając na kolana, prosił Go: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: „Chcę, bądź oczyszczony”. Natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony.

Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc mu: „Uważaj, nikomu nic nie mów, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich”.

Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego.

– Jeśli chcesz…

Brzmią mi w uszach te słowach nieustannie. Wypowiada je zarówno człowiek, niepewny Boga, jak i Bóg, świadomy wolności człowieka. Jest w tym krótkim zwrocie pytanie, cień nieufności, ale i zaproszenie do wejścia w dialog z Tajemnicą.

Pomyśl dzisiaj chwile nad tym błaganiem trędowatego.

W całej swej nędzy mów do Pana – Jeśli chcesz, jeśli chcesz…

Usłysz Jezusowe – Chcę!

I tydzień Okresu Zwykłego

Wtorek, 15 stycznia 2013 r.

I CZYTANIE Hbr 2, 5-12

Nie aniołom Bóg poddał przyszły świat, o którym mówimy. Ktoś to gdzieś stwierdził uroczyście, mówiąc: „Czym jest człowiek, że pamiętasz o nim, albo syn człowieczy, że się troszczysz o niego; mało co mniejszym uczyniłeś go od aniołów, chwałą i czcią uwieńczyłeś go. Wszystko poddałeś pod nogi jego”.

Ponieważ zaś poddał Mu wszystko, nic nie zostawił nie poddanego Jemu. Teraz wszakże nie widzimy jeszcze, aby wszystko było Mu poddane. Widzimy natomiast Jezusa, który mało od aniołów był pomniejszony, chwałą i czcią ukoronowanego za cierpienia śmierci, iż z łaski Bożej za wszystkich zaznał śmierci.

Przystało bowiem Temu, dla którego wszystko i przez którego wszystko, który wielu synów do chwały doprowadza, aby przewodnika ich zbawienia udoskonalił przez cierpienie. Tak bowiem Ten, który uświęca, jak ci, którzy mają być uświęceni, z jednego są wszyscy. Z tej to przyczyny nie wstydzi się nazwać ich braćmi swymi, mówiąc: „Oznajmię imię Twoje braciom moim, w pośrodku zgromadzenia będę Cię wychwalał”.

EWANGELIA Mk 1, 21-28

W mieście Kafarnaum Jezus w szabat wszedł do synagogi i nauczał. Zdumiewali się Jego nauką: uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie.

Był właśnie w synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego. Zaczął on wołać: „Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić. Wiem, kto jesteś: Święty Boży”. Lecz Jezus rozkazał mu surowo: „Milcz i wyjdź z niego”. Wtedy duch nieczysty zaczął go targać i z głośnym krzykiem wyszedł z niego.

A wszyscy się zdumieli, tak że jeden drugiego pytał: „Co to jest? Nowa jakaś nauka z mocą. Nawet duchom nieczystym rozkazuje i są Mu posłuszne”. I wnet rozeszła się wieść o Nim wszędzie po całej okolicznej krainie galilejskiej.

SarumanKolejny duchowny, uważany przez wielu (zwłaszcza w gdańskim środowisku) za prawdziwego ojca i pasterza dusz, porzucił swój stan, zakon i owce. Opublikował przy tym swoistą anty-homilię, próbę wytłumaczenia dramatycznej decyzji, jaką podjął. Jest pewnym kuriozum, iż owo expose znajduje się na stronach klasztoru OO. Dominikanów (którego odchodzący kapłan był w swoim czasie przeorem, a w którym posługiwał wielu potrzebującym pomocy) pomiędzy nagraniami kazań i homilii. Wydaje się to oczywiste dla katolika, ale może trzeba to powiedzieć – nie każde przemówienie, choćby nie wiadomo jak osobiste, wzruszające, czy dramatyczne, a nawet pobożne lub obfitujące w psychologiczno – teologiczne skojarzenia, jest równoznaczne z homilią. Ta ostatnia bowiem jest zbudowanym na wierze odniesieniem Jezusowych słów do codziennego życia. Wspomniane expose zaś można jedynie określić, jako zbudowane na niewierze odniesienie do własnych problemów. Co prawda czcigodny syn św. Dominika deklaruje wiarę w Boga, ale z kontekstu mowy nie wynika jakiego Boga ów współbrat św. Tomasza z Akwinu ma na myśli. Bynajmniej, nie jest to Bóg Ewangelii, który w Chrystusie objawił jedyną prawdę o Sobie i o świecie – tę prawdę ludzie ochrzczeni i ufający Tradycji Apostolskiej odczytują w świetle depozytu przechowywanego we wspólnocie zwanej Kościołem.

Smutna jest antyhomilia byłego już zakonnika. Smutne jest to, co dzieje się z inteligentnym człowiekiem, który odrzuca i – w zasadzie – przekreśla dorobek swego życia. Smutne tym bardziej, że czyni to człowiek zdawałoby się uformowany w pewnej tradycji filozoficzno-moralnej, w poszanowaniu dla tomaszowego realizmu, w uznaniu prymatu rozumu i woli nad popędami i władzą uczuć. Smutne jest, gdy kapłan, który niedawno jeszcze sprawował w imieniu Kościoła i Boga sakramenty, rozgrzeszał, radził (nie w swoim – podkreślę to – imieniu) i nauczał, nagle deklaruje wierność nie temu, co od lat czynił, ale odkrytej w swoim sercu pustce.

Przypomina się bł. Matka Teresa z Kalkuty, dla której przez kilkadziesiąt lat Bóg był ciemnością, podczas gdy sama borykała się z najcięższymi lekami i pokusami. Nie zdezerterowała. Nie skazała swoich duchowych synów i (zwłaszcza) córek na sieroctwo. Nie usankcjonowała odkrytej pustki, lecz wolała być wierną pierwszemu wyborowi. Na tym przecież polega miłość – zarówno do Boga jak i do człowieka.

I na koniec jeszcze jedno. Gdy słuchałem nagrania umieszczonego na dominikańskiej stronie, poczułem się naprawdę przejęty tonem i wyraźnie brzmiącymi w nim emocjami mówiącego. Pomału zacząłem współczuć autorowi nagrania i wręcz gratulować wyboru, jaki stał się jego udziałem – tej dramatycznej, lecz także odważnej, a nawet, w jakimś sensie, bohaterskiej decyzji. Jednocześnie gdzieś w tyle głowy majaczyła myśl, że gdzieś już spotkałem się z takim głosem. Później dopiero niejasne skojarzenie nabrało kształtów, gdy zajrzałem do Tolkienwskiego „Władcy Pierścieni” wczytując się opis przemawiającego Sarumana, uwodzącego swym głosem najtwardszych. To było to. Tak mówi mędrzec, który depcze własną misję, a którego serce i wielki umysł, zostaje dotknięte przez fałszywe dobro.

A przecież – jak mówi Apostoł – „mamy mocniejszą, prorocką mowę”!

W dzisiejszej Ewangelii jest ślad Słowa, które ma moc przemiany. Dziwią się Jezusowi słuchacze, że On przemawia, jak ten, który ma władzę, a nie jak biegli w Literze mędrcy, dla których Słowo pozostaje pozbawionym życia, pustym zapisem.

Chrystus zaś, postawiony wobec człowieka, któremu zło poplątało język, rozum i wolę, jest prosty i radykalny zarazem. – Milcz. – mówi krótko – Wyjdź z niego.

Oby nie zabrakło tobie i mnie woli i odwagi, abyśmy – gdy zło poplącze nam język, rozum i wolę – chcieli usłyszeć od Pana takie właśnie krótkie i pełne mocy Słowo.

OKTAWA NARODZENIA PAŃSKIEGO

Świętych Młodzianków, Męczenników

Piątek, 28 grudnia 2012 r.

I CZYTANIE 1 J 1, 5 – 2, 2

Nowina, którą usłyszeliśmy od Jezusa Chrystusa i którą wam głosimy, jest taka: Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności. Jeżeli mówimy, że mamy z Nim współuczestnictwo, a chodzimy w ciemności, kłamiemy i nie postępujemy zgodnie z prawdą. Jeżeli zaś chodzimy w światłości, tak jak On sam trwa w światłości, wtedy mamy jedni z drugimi współuczestnictwo, a krew Jezusa, Syna Jego, oczyszcza nas z wszelkiego grzechu.

Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy. Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, Bóg będąc wiernym i sprawiedliwym odpuści je nam i oczyści nas z wszelkiej nieprawości. Jeśli powiemy, że nie zgrzeszyliśmy, czynimy Go kłamcą i nie ma w nas Jego nauki.

Dzieci moje, piszę wam to dlatego, żebyście nie grzeszyli. Jeśliby nawet ktoś zgrzeszył, mamy Rzecznika wobec Ojca, Jezusa Chrystusa sprawiedliwego. On bowiem jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy, i nie tylko za nasze, lecz również za grzechy całego świata.

EWANGELIA Mt 2, 13-18

Gdy Mędrcy odjechali, oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: „Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić”” On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał aż do śmierci Heroda. Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez Proroka: „Z Egiptu wezwałem Syna mego”.

Wtedy Herod widząc, że go Mędrcy zawiedli, wpadł w straszny gniew. Posłał oprawców do Betlejem i całej okolicy i kazał pozabijać wszystkich chłopców w wieku do dwóch lat, stosownie do czasu, o którym się dowiedział od Mędrców. Wtedy spełniły się słowa proroka Jeremiasza: „Krzyk usłyszano w Rama, płacz i jęk wielki. Rachel opłakuje swe dzieci i nie chce utulić się w żalu, bo ich już nie ma”.

Dzisiejszy dzień powinien być chyba jakoś oficjalnie nazwany dniem modlitwy za wszystkich Herodów, oraz tych mędrców, którzy – świadomie, bądź nie – im pomagają. Historia betlejemskich chłopców, wymordowanych w bezmyślnym gniewie przez żydowskiego satrapę, nawet teraz poraża. Suchy, ewangeliczny opis, spuentowany Jeremiaszowym proroctwem, przypomina niezliczone newsy z aktualnych serwisów informacyjnych – statystyki zabójstw, wypadków, wojen. Pośród nich często brakuje najbardziej przerażających statystyk związanych z liczba mordowanych nienarodzonych. Za tymi liczbami stoją ludzkie decyzje, dramaty i wybory. Za każdym niewinnie zabitym dzieckiem kryje się jakiś mający władzę Herod, zamieszkujący ten, czy inny Biały Dom, urzędujący w takim bądź innym Ministerstwie Zdrowia (choć w tym przypadku, trudno tu o zdrowiu mówić), lub chowający w teczce taki, czy inny mandat poselski.

Ale współczesny Herod, dumny ze swej władzy, to także ten, który świadomie współtworzy zjawisko, określone niegdyś przez bł. Jana Pawła II mianem „cywilizacji śmierci”. Bo przecież zabijanie najmłodszych to nie tylko aborcja, choć tam mamy do czynienia z prawdziwą rzeką krwi i niesprawiedliwości. Po kolejnych wiadomościach o masakrach na terenie amerykańskich szkół należy się zastanawiać nie tyle nad zasadnością prawa do noszenia broni, ale nad zaczadzoną kulturą, jaką oddychamy. Wszystkie filmy, książki, reklamy, klipy, internetowe filmiki, komiksy, programy, mydlane opery i cały ten bajzel przemawiający do masowej wyobraźni a bombardujący od najmłodszych lat – to jest „teatr ogromny” Herodów i mędrców naszej ery. Nie wystawia się tam bynajmniej jasełek, ale krwawe widowiska podważające – zrazu powoli i delikatnie – fundamenty naszej cywilizacji, a w efekcie naszego być i nie być na dziś i jutro.

Widać to choćby w drobiazgach. Ot, moi znajomi poszli z dziećmi na film animowany do kina. Miło wyglądające zwierzątka, w tym przypadku renifery, przezywają swoje animowane przygody. W centrum historia rodzinna, jak to tata renifer zostawia mamę reniferową „bo ma dużo zajęć”. Porzucona mama znajduje sobie nowego tatę renifera, a mały reniferek (główny bohater) musi nauczyć się akceptować nowego braciszka.

Niby nic. Podejrzewam, że niejeden psycholog stwierdziłby, że to bardzo dobra, terapeutyczna bajka. Przecież mamy do czynienia z dziećmi w porozbijanych rodzinach. Pewnie jest w tym jakaś myśl, podobnie jak w produkowaniu medykamentów niwelujących objawy a  nie chorobę. Tymczasem tego typu bajki przyzwyczajają najmłodszych do traktowania rozwodu jako normalnego zjawiska, a rodziny, jako rzeczywistości bardzo umownej, którą można definiować zależnie od potrzeby.

Czy pokolenie wychowane na rozmytych wartościach samo kiedyś nie stanie się Herodem dla swych następców?

Poniedziałek IV tygodnia Adwentu

Poniedziałek, 24 grudnia 2012 r.

I CZYTANIE 2 Sm 7, 1-5. 8b-12. 14a. 16

Gdy król Dawid zamieszkał w swoim domu, a Pan poskromił wokoło wszystkich jego wrogów, rzekł król do proroka Natana: „Spójrz, ja mieszkam w pałacu cedrowym, a Arka Boża mieszka w namiocie”. Natan powiedział do króla: „Uczyń wszystko, co zamierzasz w sercu, gdyż Pan jest z tobą”.

Lecz tej samej nocy skierował Pan do Natana następujące słowa: „Idź i powiedz mojemu słudze Dawidowi: To mówi Pan: «Czy ty zbudujesz Mi dom na mieszkanie? Zabrałem cię z pastwiska spośród owiec, abyś był władcą nad ludem moim, nad Izraelem. I byłem z tobą wszędzie, dokąd się udałeś, wytraciłem przed tobą wszystkich twoich nieprzyjaciół. Dam ci sławę największych ludzi na ziemi. Wyznaczę miejsce mojemu ludowi, Izraelowi, i osadzę go tam, i będzie mieszkał na swoim miejscu, a nie poruszy się więcej, a ludzie nikczemni nie będą go już uciskać jak dawniej.

Od czasu kiedy ustanowiłem sędziów nad ludem moim izraelskim, obdarzyłem cię pokojem ze wszystkimi wrogami. Tobie też Pan zapowiedział, że ci zbuduje dom. Kiedy wypełnią się twoje dni i spoczniesz obok swych przodków, wtedy wzbudzę po tobie potomka twojego, który wyjdzie z twoich wnętrzności, i utwierdzę jego królestwo. Ja będę mu ojcem, a on będzie Mi synem. Przede Mną dom twój i twoje królestwo będzie trwać na wieki»”.

EWANGELIA Łk 1, 67-79

Zachariasz, ojciec Jana, został napełniony Duchem Świętym i prorokował, mówiąc: „Błogosławiony Pan, Bóg Izraela, bo lud swój nawiedził i wyzwolił, i wzbudził dla nas moc zbawczą w domu swego sługi Dawida: jak zapowiedział od dawna przez usta swych świętych proroków; że nas wybawi od naszych nieprzyjaciół i z ręki wszystkich, którzy nas nienawidzą; że naszym ojcom okaże miłosierdzie i wspomni na swe święte przymierze, na przysięgę, którą złożył ojcu naszemu, Abrahamowi.

Da nam, że z mocy nieprzyjaciół wyrwani służyć Mu będziemy bez lęku, w pobożności i sprawiedliwości przed Nim, po wszystkie dni nasze. A i ty, dziecię, zwać się będziesz prorokiem Najwyższego, gdyż pójdziesz przed Panem przygotować Mu drogi; Jego ludowi dasz poznać zbawienie, przez odpuszczenie mu grzechów, dzięki serdecznej litości naszego Boga, z jaką nas nawiedzi z wysoka Wschodzące Słońce, by światłem stać się dla tych, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają, aby nasze kroki skierować na drogę pokoju”.

Czasami człowieka ma dość szalone pomysły. Ot, na przykład stara się opisać istotę Trójcy św. Albo dowiedzieć się, kiedy będzie koniec świata. Albo wybudować Bogu dom. To ostatnie, brzmi równie abstrakcyjnie, jak próba trzymania w bloku lwa na smyczy. A jednak Dawid, wychodząc z całkiem logicznego porównania swojego domostwa z miejscem w jakim przebywała Arka Pana, chce zbudować Panu świątynię. Jak wiemy, uczyni to dopiero Salomon, co zresztą nie poprawi zbyt skutecznie stanu duszy Dawidowego syna, zwiedzionego pięknem setek swych żon.

Jednak prawdziwy Dom Boży to miejsce, które staje się Ciałem Boga, Jego członkami i przestrzenią w jakiej przebywa Duch Pański. Prawdziwy Dom Boga narodził się Betlejem. Prawdziwym Domem Boga i Jego Świątynią jesteś ty, gdy przyjmujesz Ciało Pańskie i chcesz oddychać Jego wolą.

Dziś wieczorem Bóg zastuka do twych drzwi z propozycją: „Czy chcesz stać się mieszkaniem dla mnie?”

Nie bądź jak ludzie z Betlejem sprzed dwóch tysięcy lat. Nie pozwól Mu w grudniową noc tułać się od serca do serca. Przyjmij Boga do siebie. Stań się Domem Pana.

Jeśli chcesz…

IV Niedziela Adwentu

Niedziela, 23 grudnia 2012 r.

I CZYTANIE Mi 5, 1-4a

To mówi Pan: A ty, Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich. Z ciebie wyjdzie Ten, który będzie władał w Izraelu, a pochodzenie Jego od początku, od dni wieczności. Przeto Pan wyda ich aż do czasu, kiedy porodzi, mająca porodzić. Wtedy reszta braci Jego powróci do synów Izraela. I powstanie, i będzie ich pasterzem mocą Pana, przez majestat imienia Pana Boga swego. Będą żyli bezpiecznie, bo Jego władza rozciągnie się aż do krańców ziemi. A On będzie pokojem.

II CZYTANIE Hbr 10, 5-10

Chrystus przychodząc na świat mówi: „Ofiary ani daru nie chciałeś, aleś Mi utworzył ciało; całopalenia i ofiary za grzech nie podobały się Tobie. Wtedy rzekłem: Oto idę. W zwoju księgi napisano o Mnie, abym spełniał wolę Twoją, Boże”. Wyżej powiedział: „Ofiar, darów, całopaleń i ofiar za grzechy nie chciałeś i nie podobały się Tobie”, choć składa się je na podstawie Prawa. Następnie powiedział: „Oto idę, abym spełniał wolę Twoją”. Usuwa jedną ofiarę, aby ustanowić inną. Na mocy tej woli uświęceni jesteśmy przez ofiarę ciała Jezusa Chrystusa raz na zawsze.

EWANGELIA Łk 1, 39-45

W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w pokoleniu Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała: „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w łonie moim. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana”.

Znałem niegdyś człowieka, dla którego powyższy fragment Micheaszowego proroctwa dzisiejszej liturgii był swoistym słowem życia. Wezwaniem, a zarazem określeniem darów, powołania i dalszej drogi. Niestety, słowo to zostało odrzucone. Trudno jest pogodzić się ze swą małością, czy słabością i widzieć w niej tę moc, co doskonali się w niedoskonałości.

Najmniejsze z judzkich miast, stało się miejscem urodzenia największego z synów człowieczych.

Gdy stajesz się nieposłuszny Słowu, gubisz – często bezpowrotnie – obfitość łask, jakimi chce karmić cię Bóg. Gubisz ścieżkę, która jest przystosowana dla twoich stóp. Gasisz lampę, która jest jedynym źródłem światła  w zasięgu wzroku.

Syn Boży, zaprawdę musiał być szalony z miłości, gdy poddał się woli Ojca, aby doświadczyć na sobie naszego odrzucenia, pogardy, czy lekceważenia. Złożył ofiarę z samego siebie. Wydał siebie. Oddał wszystko od momentu narodzin w ludzkim ciele – położony w żłobie, gdzie zwykle leży pasza dla bydląt. I to one Go poznały bardziej niż ludzie w myśl słów Pisma: „Wół rozpoznaje swego pana i osioł żłób swego właściciela, Izrael na niczym się nie zna, lud mój niczego nie rozumie. (Iz 1:3)”.

Rozpoznaj swoją małość i przyjmij ją.

Otwórz szerzej oczy, a ujrzysz w samym środku twego ubóstwa miejsce dla Boga. On z miłości do ciebie nie zważa na grzeszność całego życia. On chce się w tobie jutro narodzić. Mimo wszystko, nie jesteś bardziej nędzny od betlejemskiej obory.

Ucz się od wołu i osła. Rozpoznaj pokarm, który daje życie – to Ciało Bożego Syna. Niech cię nauczy ofiarności.

A gdy uznasz prawdę o sobie i przyjmiesz Słowo, które w tobie chce stać się Ciałem, wówczas nie tylko św. Elżbieta zakrzyknie z radości, ale całe niego zacznie ucztę!

Jeśli chcesz…

Ps. A za nieznanego ci człowieka, który niegdyś zostawił słowo, odmów „Zdrowaś Maryjo”…

« Older posts Newer posts »

© 2026 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑