Światło życia

Blog ks. Jacka Gomulskiego

Page 51 of 134

XV tydzień Okresu Zwykłego

Czwartek, 19 lipca 2012 r.

I CZYTANIE Iz 26, 7-9. 12. 16-19
Ścieżka sprawiedliwego jest prosta, Ty równasz prawą drogę sprawiedliwego. Także na ścieżce Twoich sądów, o Panie, my również oczekujemy Ciebie; imię Twoje i pamięć o Tobie to upragnienie duszy. Dusza moja pożąda Ciebie w nocy, duch mój poszukuje Cię w swym wnętrzu; bo gdy Twe sądy jawią się na ziemi, mieszkańcy świata uczą się sprawiedliwości. Panie, użyczysz nam pokoju, bo i wszystkie nasze dzieła Tyś nam zdziałał.
Panie, w ucisku szukaliśmy Ciebie, słaliśmy modły półgłosem, kiedyś Ty chłostał. Jak brzemienna, bliska chwili rodzenia, wije się, krzyczy w bólach porodu, tak myśmy się stali przed Tobą, o Panie. Poczęliśmy, wiliśmy się z bólu, jakbyśmy mieli rodzić; ducha zbawczego nie wydaliśmy ziemi i nie przybyło mieszkańców na świecie.
Ożyją Twoi umarli, zmartwychwstaną ich trupy, obudzą się i krzykną z radości spoczywający w prochu, bo rosa Twoja jest rosą światłości, a ziemia wyda cienie zmarłych.
EWANGELIA Mt 11, 28-30
W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem łagodny i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie”.

 

Kto z nas ma taką odwagę, ba, takie przekonanie wewnętrzne, aby zawołać w ślad za prorokiem: „Imię Twoje to upragnienie mej duszy”?

Czego pragniesz?

Jakoś nie widzę takiego pragnienia na twarzach tych, którzy przychodzą tradycyjnie w niedzielę do kościoła. Nie widzę tego pragnienia na swej twarzy. Nie odnajduję tej Izajaszowej tęsknoty w rozmowach, nawet tych skądinąd pobożnych i dobrych. Obawiam się, że nocami nasze dusze pożądają tysiąca rzeczy, ale nie Bożej Obecności. I wcale nie chodzi mi o jakieś nieczyste sprawy, czy pożądliwości – po prostu jesteśmy tak wypełnieni zmęczeniem i własnymi sprawami, sprawkami i spraweczkami, że miejsca nie staje na pamięć o Panu. Ktoś powie, że to może i dobrze – utrudzony człowiek wypoczywa po pracy. Ale czy rzeczywiście wypoczywa? A może frustruje się, że tyle spraw idzie nie tak, że brak satysfakcji, radości. A może dręczy owo poczucie pustki i braku, irytująca świadomość, że nie daję rady, że coś mi umyka, a ja – goniąc za obowiązkami, pieniędzmi, emocjami, rozwiązywaniem kolejnych, mnożących się jak króliki, problemów – gubię sens tej szarpaniny. Męczę się i nie wiem po co, a jedyne pragnienie, jakie mi towarzyszy, odnosi się do tego, aby odpocząć i zasnąć.

Gdzie w tym miejsce na oczekiwanie czegoś od Pana? Jeśli nawet czegokolwiek oczekuję, to ulżenia ciężarowi, który dźwigam a Bóg jest mi potrzebny jedynie do tego. Choć częściej bywa, że wolę się do Niego w takich sytuacjach nie zwracać, obawiając się, ze wygłosiłby kazanie o dźwiganiu krzyża i dorzucił jeszcze kilka ciężarków, co by nie było mi za lekko – bo przecież jestem grzesznikiem i zasługuję na te trudy.

Nie zdarza ci się tak czasami pomyśleć?

Obcy panowie

Reforma liturgiczna, uczyniona po Soborze Watykańskim II zastawiła co prawda obficie stół Słowa Bożego, ale jednocześnie pocięła owo Słowo niemiłosiernie, aplikując konkretne fragmenty na poszczególne dni roku. Dlatego też z dzisiejszego pierwszego czytania zniknęło kilka wersetów – szczerze mówiąc, zupełnie nie łapię, czemu tak się stało. Cenzorskie nożyce liturgistów (czy jak tam ich zwać) usunęły na przykład werset 13 Izajaszowego proroctwa: „Panie, Boże nasz, inni panowie niż Ty nas opanowali, ale my Ciebie samego, Twoje imię wysławiamy.” A przecież ów fragment wiele tłumaczy, zwłaszcza w kontekście udręczenia ludu, o którym mowa, że w ucisku szuka Pana, pośród bożej chłosty, w bólu takim, jakiego doświadcza brzemienna w chwili porodu, ta, co wije się i krzyczy. Skąd ten trud? Skąd nasze zmęczenie?

Inni panowie nas opanowali.

Mimo, że Izrael wzywa imienia Pańskiego, to jednak jęczy w niewoli. Jest zawładnięty. Serce ludu jest zniewolone.

Podobnie jak nasze serca – poddane obcym panom. Jakim?

Wbrew pozorom nie uruchomię tu stałej wyliczanki, wymieniającej przeróżne idole, jakimi możemy być owładnięci. Bo panów sobie tak naprawdę sami znajdujemy. To nie jest tak, że niewola przychodzi na nas z zewnątrz, a my, biedne robaczki, mimo zmagań, ulegamy temu naciskowi zła. Nie. Niewolnikiem jest ten, kto ma serce niewolnika – serce wprost szukające, jakiemu panu ma się poddać. Najświętsze sprawy wówczas, najpiękniejsze dzieła, najpobożniejsze modlitwy i formy modlitw mogą stanąć się wówczas tyranem, a my niewolnikami owych spraw – bez radości, bez pokoju, bez satysfakcji, bez miłości.

Utrudzeni i obciążeni

Znamy ten obraz Chrystusa wyciągającego ręce ku nam i wołającego „Przyjdźcie, utrudzeni i obciążeni!”. Do kogo On to mówi? Kogo przywołuje. Niby jest napisane „przyjdźcie do Mnie wszyscy utrudzeni i obciążeni”, ale czym owi „wszyscy” mają być tak utrudzeni, aby kwalifikowali się do odpowiedzi na owo wezwanie?

Ów 11 rozdział (i następny) Mateuszowej Ewangelii, w którym znajduje się powyższy passus, poświęcony jest krytyce, jaką Chrystus poddaje naukę głoszoną przez faryzeuszów i uczonych w Prawie. Przedstawia ich jako dzieci, wiecznie niezadowolone z darów, jakie Bóg przynosi. Przeciwstawia zaś im postawę prostoty serca, „prostaczków”, którym Ojciec objawił wielkie rzeczy. Już za chwilę będziemy świadkami sceny łamania szabatu przez Jezusowych uczniów, kiedy to głodni oraz idący pośród pól pszenicy, będą łuskali kłosy, aby się pożywić. Wywoła to oburzenie faryzejskich uczonych, którzy – widząc jawne pogwałcenie zakazu pracy w szabat (a przecież, gdy się łuska kłos, to robi się mąkę, co jest pracą) – usłyszą, że szabat jest dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu. Nie jest więc ważniejszy święty post, ale człowiek, który cierpi głód.

A jednak dla faryzeuszów liczyło się bardziej owo ludzkie cierpienie, wywołane poruszaniem się w uciążliwych granicach Prawa, bo poprzez nie – jak ufali – grzeszny człowiek otrzymywał zbawienie. Uczeni w Prawie nie mieli oczu i serc zamkniętych na trud ludu, jaki prowadzili. Oni po prostu uważali, że tak ma być, że Pan chce tego trudu, że Pan jest zadowolony widząc ludzkie udręczenie, które ma być formą zasłużenia przed Nim na Łaskę i błogosławieństwo. Do tego zresztą sprowadzano rozumienie starotestamentalnych ofiar, które należy składać Panu, aby ugłaskać Jego gniew.

Czy my inaczej myślimy? Czy nie robimy z chrześcijaństwa takiej, nieco ucywilizowanej formy podobnego rozumienia Boga? Czy nie staje się On Wielkim Sadystą, dorzucającym ludziom coraz to nowych ciężarów, które ładnie nazywamy krzyżami? „Bierz krzyż i idź za Panem Jezusem, bo to konsekwencje twoich grzechów i jakoś musisz wynagrodzić Bogu” – czasami słyszymy. Wygląda to zupełnie, jakby Pan Bóg tak się wkurzył na nas, tak się wściekł, że teraz trzeba Go koniecznie ugłaskać własnym cierpieniem. Gdyby tak było, to po co posyłałby Swego Syna na ziemię? Niektórzy mówią w tym miejscu – „No właśnie, posłał, a ty obrażasz Jego mękę swoim życiem”. Czyli – Pan Bóg jeszcze bardziej jest wkurzony! Jeszcze mocniej szlag Go trafia, gdy na ciebie patrzy! Więc przebłagaj Go w ten, czy inny masochistyczny sposób. Spiętrz modlitwy, dołóż litanie, popraw postami i cierp, bo na to zasługujesz.

A przecież Chrystus już nas odkupił! Nie muszę się zasłaniać swoim cierpieniem, bo to by znaczyło, że Jego cierpienie jest niewystarczające! Zbawienie jest łaską, daną od Boga darmo! „Nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił” – powie św. Paweł. A więc nie wysłużymy sobie odkupienia nawet największym cierpieniem, nawet najpobożniejszym czynem!

Zresztą nie prześcigniesz Męki Pańskiej swoim cierpieniem. Chrystus nie każe ci dźwigać Swojego, Jezusowego Krzyża, ale twój, ludzki, własny. Owszem, możesz pić z Jego Kielicha, ale to wciąż pozostaje Jego Kielich, Jego ból, Jego Męka. Wolno się z nią jednoczyć, nawet współofiarować rozmaite trudy, ale nie jest to koniecznym warunkiem zbawienia.

Utrudzeni i obciążeni, to ci, którzy są przygnieceni jarzmem Prawa i fałszywych przekonań o Bogu. Utrudzeni są ci, którzy próbując żyć w miarę dobrze, uważając, że nie wolno im walczyć o szczęście i radość, że muszą dźwigać jarzmo nakazów narzucanych przez innych a przy tym nie wolno pisnąć ani słowa skargi. Utrudzeni są ci, którzy wierzą, że im gorzej w ich życiu, tym lepiej w przyszłości. Utrudzeni są ci, którzy w Bogu widzą jedynie uosobienie wymagań i powinności, zapominając o Jego Sercu i (że użyję antropomorfizmu) namiętnościach, jakie w Nim płoną. Utrudzeni są ci wreszcie, którzy idąc ścieżką faryzeuszy naszych czasów, uczynili z nich sobie panów i tyranów.

Kij i marchewka?

Jezus wyraźnie współczuje utrudzonym Prawem ludziom. „Przyjdźcie do Mnie”, woła. Ale jednocześnie, już zaraz, dodaje: „weźcie moje jarzmo na siebie”… Aha… Czyli jest tu jakiś haczyk… Już było ładnie, a tu nagle! Była marchewka, ale jest i kij, żebyśmy się zbyt dobrze nie poczuli. Zamiast jednego jarzma – drugie, kto wie, czy nie trudniejsze…

Spokojnie.

To prawda, ze niektórzy kaznodzieje w ten właśnie sposób tłumaczą ów fragment, wierząc święcie, ze Pan Jezus pokrzepi utrudzonych dopiero wtedy, gdy wezmą to Jego jarzmo. Zupełnie, jakby Bóg był cwanym kupcem, targującym się z człowiekiem i zastawiającym sprytne sidła na duszę. I znów dotykamy problemu obrazu Boga, jaki mamy w sercach. Przecież nie chodzi o to, aby wymienić jeden trud na inny, jedno jarzmo na inne, jedno cierpienie na inne. To Jezusowe jarzmo musi się czymś różnić, od tego, co proponowali faryzeusze. Chrystus – wbrew temu, co nam się często wydaje –  nie jest takim samym panem, jak owi „panowie” z proroctwa w pierwszym czytaniu. Nie możemy postawić Go w tym samym szeregu tyranów. Jego panowanie, jest zupełnie inne. Tego jednak nie łapiemy, i często w dobrej wierzy, czynimy Go potworem i bezwzględnym szefem wielkiej korporacji, której na imię Zbawienie Wieczne.

Jarzmo Jezusowe

Cóż to więc jest, owo Jezusowe jarzmo?

A co Syn Boży przyszedł nam przynieść, w miejsce Prawa Litery? Co chce nam ofiarować zamiast religii zasługiwania i przypodobywania się Bogu? Co dał w miejsce ofiar przebłagalnych?

Miłość.

Jarzmo Jezusa to miłość. Wolna decyzja ofiarowania samego siebie. Serce, które w sposób zupełnie nieprzymuszony chce tak mocno dobra, dla kogoś drugiego, że zapominając o sobie, gotowe jest złożyć każdą ofiarę, ponieść wszelki trud, aby owo dobro uczynić. Wtedy, i tylko wtedy, udręczenie może zmienić się w słodkie jarzmo. Musi być decyzją człowieka, wynikającą nie z czyjegoś nakazu, nie z przymusu, nie z pomysłu czyjegoś, ale z pragnienia serca i oczekiwania duszy. Nie „powinienem”, nie „muszę”, nie „wypadałoby”, nie „trzeba by”, ale „chcę”, „pragnę”, „potrzebuję”!

Tylko tak rozumiane jarzmo sprawia, że nasze serca, zamiast być rozdrażnione, pełne złości i kwasu, mogą stać się łagodne i pokorne. Przy czym łagodność nie oznacza bycia chrześcijańską popierdółką, stojącą w kącie i potakującą z miłym uśmiechem każdemu. Pokora to nie cecha „ciamciaramci” wiecznie wpatrzonej w swoje palce u stóp. Nie takie serce miał Chrystus Pan, który przecież jak było trzeba i krzyknął, i zawołał „Biada!”, i uderzył, a nawet (ku utrapieniu co bardziej poprawnych egzegetów) zapytał podczas Meki: „Dlaczego mnie bijesz?”, gdy sługa pobożnego człowieka uderzył Go w twarz. Co prawda, dodał zaraz prośbę o wskazanie miejsca, w którym skłamał podczas publicznego nauczania, ale nie schował głowy w piasek. Chrystus nie bronił w ten sposób swej cielesnej nietykalności, bo to mógłby uczynić przyzywając armię aniołów na pomoc, bronił swego głoszenia, Prawdy, jaką nauczał, a którą nazywano kłamstwem. Serce ciche i pokorne to serce kogoś kto nie broni swego „ja”, ale wartości, które są dla niego święte, prawdy, którą rozpoznał i wyznaje. I żeby było jasne – nie chodzi tu tylko o prawdę tego co na zewnątrz nas samych, ale także o prawdę o sobie i swoim powołaniu! „Możesz Mnie bić, ale nie mów żem kłamca!”- zda się wołać Jezus przed sądem Annasza.

Miłość w prawdzie

Co więc odnajdujesz na dnie swego serca? Jaki trud i udręczenie? Kogo czynisz swoim osobistym tyranem? Szefa w pracy, żonę, męża, dzieci, jakiegoś księdza? A może jesteś niewolnikiem wielkich spraw, słusznych idei, które wiążą cię, nie pozwalając ucieszyć się danym od Boga życiem? Czy sam zaprzągłeś się do tego kieratu, czy tez ktoś pokazał ci go palcem udowadniając, że ciężka pracą odkupisz swe grzechy i słabości (o które, być może, nadal się potykasz, bo nic innego nie daje ci zadowolenia)? A może uczyniłeś tyrana z Boga samego, wierząc święcie, iż potrzebuje on daniny twych dobrych czynów, bo bez nich na pewno trafisz do piekła?

Co mówi twoje serce? O jakich pragnieniach byś rozmyślał, gdyby dano ci możliwość uwolnienia i pokazano, jak wiele darów posiadasz? Być może te same rzeczywistości, które traktujesz niczym niewolnik swego pana, stałyby się wyborem twej wolności – ale wyborem świadomym i wynikającym z głębi tego, co zapisał Bóg w twym wnętrzu…

Dopiero gdy zobaczysz siebie, jako udręczonego jakimś rodzajem prawa, będziesz mógł ujrzeć życie obfite, jakie przynosi Chrystus. Wtedy dopiero zrozumiesz Jego jarzmo, podjęte dobrowolnie. Wtedy przyniesie ci ono słodycz, w miejsce goryczy, jaką przeżuwasz co wieczór. Ku wolności bowiem – jak woła Paweł – wyswobodził nas Chrystus, a spełnione  pragnienie – jak czytamy w księdze Przysłów – ukoi duszę.

XIV tydzień Okresu Zwykłego

Poniedziałek, 9 lipca 2012 r.

I CZYTANIE Oz 2, 16. 17b-18. 21-22
To mówi Pan: „Chcę przynęcić niewierną oblubienicę, na pustynię ją wyprowadzić i mówić do jej serca, i będzie mi tam uległa jak za dni swej młodości, gdy wychodziła z egipskiego kraju. I stanie się w owym dniu, że nazwie Mnie: «Mąż mój», a już nie powie: «Mój Baal».I poślubię cię sobie znowu na wieki, poślubię przez sprawiedliwość i prawo, przez miłość i miłosierdzie. Poślubię cię sobie przez wierność, a poznasz Pana”.
EWANGELIA Mt 9, 18-26
Gdy Jezus mówił, pewien zwierzchnik synagogi przyszedł do Niego i oddając pokłon, prosił: „Panie, moja córka dopiero co skonała, lecz przyjdź i włóż na nią rękę, a żyć będzie”. Jezus wstał i wraz z uczniami poszedł za nim.
Wtem jakaś kobieta, która dwanaście lat cierpiała na krwotok, podeszła z tyłu i dotknęła się frędzli Jego płaszcza. Bo sobie mówiła: „Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa”. Jezus obrócił się i widząc ją, rzekł: „Ufaj córko; twoja wiara cię ocaliła”. I od tej chwili kobieta była zdrowa.
Gdy Jezus przyszedł do domu zwierzchnika i zobaczył fletnistów oraz tłum zgiełkliwy, rzekł: „Usuńcie się, bo dziewczynka nie umarła, tylko śpi”. A oni wyśmiewali Go. Skoro jednak usunięto tłum, wszedł i ujął ją za rękę, a dziewczynka wstała. Wieść o tym rozeszła się po całej tamtejszej okolicy.

 

Czego pragnie Bóg?

Ciebie.

Użyje wszelkich środków, aby wskazać ci drogę do Serca – zarówno twojego jak i własnego, bo spotkanie z nim zawsze pokazuje prawdę o tobie. W całym zagubieniu wywołanym przez lenistwo, niewiarę i bezduszność, On nie chce Cię pozostawić na pastwę zabójczych konsekwencji wad i słabości. Nie może pozwolić abyś do końca stał się łupem przeróżnych Baalów, bożków, którym oddajesz codziennie cześć. Przeprowadzi cię przez pustynię, abyś poznał, że niczym są twoi idole i nie mają mocy, zdolnej zgasić twoje pragnienie i ukoić ból poparzonej od żaru słońca skóry. Zapomni o twojej niewierności i będzie mówić wprost do serca, do najintymniejszego sanktuarium twego „ja”, do miejsca, którego jeszcze przed nikim nie otworzyłeś – tak że w głębi siebie poczujesz (tak właśnie, poczujesz) ogień Ducha. Ten palący płomień przerazi cię, ale i pocieszy, jakby dotknięciem  przyjaznej, pełnej mocy dłoni. Zaboli, ale i pozwoli uwierzyć, że życie ma większy sens, aniżeli ten, który sam mu nadałeś, zapatrzony we własną pożądliwość.

Bóg pragnie.

Pytanie, czy ty też pragniesz?

Czy potrafisz, jak zwierzchnik synagogi przyjść do Chrystusa i wręcz zażądać Jego interwencji w obliczu rozkładu tego, co nazywasz swoim życiem? Czy zawalczysz o Jego pomoc, nawet jeśli wszystko będzie krzyczało w tobie, o bezsensie takiego działania? Czy wytrzymasz śmiech demonów i ludzi, wyszydzających taki akt naiwnej, zdawałoby się, wiary w Jego potęgę i miłosierdzie?

Co więc decydujesz? Czego pragniesz?

Wspomnienie św. Alojzego Gonzagi, zakonnika

Czwartek, 21 czerwca 2012 r.

I CZYTANIE Syr 48, 1-14
Powstał Eliasz, prorok jak ogień, a słowo jego płonęło jak pochodnia.
On głód na nich sprowadził, a swoją gorliwością zmniejszył ich liczbę. Słowem Pańskim zamknął niebo, z niego również trzy razy sprowadził ogień.
Jakże wsławiony jesteś, Eliaszu, przez swoje cuda i któż się może pochwalić, że tobie jest równy?
Ty, który ze śmierci wskrzesiłeś zmarłego i słowem Najwyższego wywiodłeś go z krainy umarłych. Ty, który zaprowadziłeś królów na zgubę, zrzucając z łoża okrytych chwałą.
Ty, któryś na Synaju otrzymał rozkaz wykonania kary, i na Horebie wyroki pomsty, Ty, który namaściłeś królów jako mścicieli i proroka, następcę po sobie.
Ty, który zostałeś wzięty w skłębionym płomieniu, na wozie o koniach ognistych. O tobie napisano, żeś zachowany na czasy stosowne, by uśmierzyć gniew przed pomstą, by zwrócić serce ojca do syna i pokolenia Jakuba odnowić.
Szczęśliwi, którzy cię widzieli, i ci, którzy w miłości posnęli, albowiem i my na pewno żyć będziemy.
Gdy Eliasza zakrył wir powietrzny, Elizeusz został napełniony jego duchem. Za dni swoich nie lękał się żadnego władcy i nikt nie osiągnął nad nim przewagi.
Nic nie było zbyt wielkie dla niego i w grobowym spoczynku ciało jego prorokowało. Za życia czynił cuda i przy śmierci jego działy się rzeczy przedziwne.
EWANGELIA Mt 6, 7-15
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Na modlitwie nie bądźcie gadatliwi jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo będą wysłuchani. Nie bądźcie podobni do nich. Albowiem wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, wpierw zanim Go poprosicie. Wy zatem tak się módlcie:
Ojcze nasz, któryś jest w niebie: święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj; i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom; i nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, ale nas zbaw ode złego.
Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, i Ojciec wasz nie przebaczy wam waszych przewinień”.

Daj nam, Ojcze, dwie części Eliaszowego ducha!

Udziel tej ognistej mocy słowa, które władne jest zamknąć niebo, wskrzesić to, co umarłe, głód sprowadzić a pustynny step zamienić w żyzny Eden.

Daj doświadczyć, że życie chrześcijanina nie jest nudnym czekaniem na śmierć, w którym każda przeżywana sekunda ma smak styropianu! Wróć smak naszym dniom – smak wiary, gorliwości i orzeźwienia! Niech nie triumfuje w nas diabelskie kłamstwo (tak mocne przecież, tak wyraźne, tak nachalne) o bezsensie i braku nadziei.

Daj rozpoznać powołanie, które wpisałeś w człowiecze serca, pasje, jakie są w nich ukryte, dobre pragnienia, których nie realizujemy ze strachu czy niewiary.

Jeśli taka wola Twa – zapal nas Eliaszowym ogniem! Ale na pewno taka jest Twa wola, bo czyż możesz odmówić Ducha tym, którzy o Niego proszą? Jakiż ojciec odmówi tego, co dobre, swoim dzieciom? Wiesz przecież, że Ducha mocy potrzebujemy – bośmy wypaleni, słabi, zanurzeni w różnorakie pożądliwości, zapatrzeni w słabość, służący sobie lub Literze, niewierzący w dary, jakimi nas obdarzyłeś, niewidzący Twego działania.

Nie pozwól, abyśmy zatrzymali się na zgorzknieniu, które prowadzi do ucieczki od Twych przykazań, do nieprzebaczania, do zabicia Twego życia w nas samych.

Daj nam, Ojcze, ducha prorockiego! Wzbudź proroków w Twym Kościele!

Środa XI tygodnia Okresu Zwykłego

Środa, 20 czerwca 2012 r.

I CZYTANIE 2 Krl 2, 1. 6-14
Kiedy Pan miał wśród wichru unieść Eliasza do nieba, szedł Eliasz z Elizeuszem z Gilgal. Wtedy rzekł Eliasz do niego: „Zostańże tutaj, bo Pan posłał mnie aż do Jordanu”. Elizeusz zaś odpowiedział: „Na życie Pana i na twoje życie: nie opuszczę cię!” I szli dalej razem. A pięćdziesiąt osób z uczniów proroków poszło i stanęło z przeciwka, z dala, podczas gdy obydwaj przystanęli nad Jordanem.
Wtedy Eliasz zdjął swój płaszcz, zwinął go i uderzył wody, tak iż się rozdzieliły w obydwie strony. A oni we dwóch przeszli po suchym łożysku. Kiedy zaś przeszli, rzekł Eliasz do Elizeusza: „Żądaj, co mam ci uczynić, zanim wzięty będę od ciebie”. Elizeusz zaś powiedział: „Niechby, proszę, dwie części twego ducha przeszły na mnie!” On zaś odrzekł: „Trudnej rzeczy zażądałeś. Jeżeli mnie ujrzysz, jak wzięty będę od ciebie, spełni się twoje życzenie; jeśli zaś nie ujrzysz, nie spełni się”.
Podczas gdy oni szli i rozmawiali, oto zjawił się wóz ognisty wraz z rumakami ognistymi i rozdzielił obydwóch: a Eliasz wśród wichru wstąpił do niebios. Elizeusz zaś patrzał i wołał: „Ojcze mój! Ojcze mój! Rydwanie Izraela i jego jeźdźcze”. I już go więcej nie ujrzał. Ująwszy następnie szaty swoje, Elizeusz rozdarł je na dwie części i podniósł płaszcz Eliasza, który spadł z góry od niego.
Wrócił i stanął nad brzegiem Jordanu. I wziął płaszcz Eliasza, który spadł z góry od niego, uderzył wody, lecz one się nie rozdzieliły. Wtedy rzekł: „Gdzie jest Pan, Bóg Eliasza?” I uderzył wody, a one rozdzieliły się w obydwie strony. Elizeusz zaś przeszedł środkiem.
EWANGELIA Mt 6, 1-6. 16-18
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie.
Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.
Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.
Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę powiadam wam: już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś gdy pościsz, namaść sobie głowę i umyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie”.

 

 

Elizeusz wie, czego chce, nie jest smutnym cieniem Eliasza. Odkrywa swe prorockie powołanie i wie też co z Eliaszowej posługi jest mu, w realizacji owego powołania, potrzebne. Elizeusz nie chce być jak inni „prorocy”, których kilkudziesięciu towarzyszy z dala mistrzowi. Zna swoją wartość i swoje miejsce – zarówno te u boku Eliasza, jak i te w Bożym planie. Więc walczy  – o to, by towarzyszyć staremu prorokowi, o to by otrzymać dziedzictwo dwóch części Eliaszowego ducha.

Gdy wiesz, czego chcesz, to walcz o to. Nawet, jeśli wydaje się to niemożliwe, lub trudne do osiągnięcia. Walcz o swoje powołanie, o realizację darów, jakie Stwórca złożył w tobie. Walcz o przejęcie dziedzictwa wielkich – proroków i świętych, na których barkach stoisz. Walcz, bo nie wiesz kiedy ognisty wóz przejedzie przed Twoim nosem i szansa na urzeczywistnienie dobra przeminie.

Jak walczyć?

Postem, modlitwą i jałmużną, wiedząc, że będzie patrzył na to Ojciec Twój, który widzi w ukryciu. Walka ta nie jest strojem, jaki zakładasz, by ludzie cię widzieli, rozpoznawali walkę, doceniali zaangażowanie, może nawet cmokali z uznaniem nad garścią twych wysiłków. Walka idzie o zwycięstwo, o Łaskę, o dobro, jakie poprzez ciebie Pan będzie mógł zdziałać.

A wówczas rozdzielą się wody i suchą nogą przejdziesz przez życie, uzbrojony w bliskość Łaski ukrytej w glinianym naczyniu serca.

Wtorek XI tygodnia Okresu Zwykłego

Wtorek, 19 czerwca 2012 r.

 

I CZYTANIE 2 Krn 18, 25-31a. 33-34
Król izraelski Achab rozkazał: „Weźcie Micheasza i zaprowadźcie go ż powrotem do Amona, dowódcy miasta, i do syna królewskiego, Joasza, i powiedzcie: «Tak rzekł król: Wtrąćcie go do więzienia i żywcie chlebem i wodą jak najskąpiej, aż do mego powrotu w pokoju»”. Na to Micheasz powiedział: „Gdybyś miał powrócić w pokoju, to znaczyłoby, że Pan nie mówił przeze mnie”.
Jednak król izraelski i Jozafat, król judzki, wyruszyli na Ramot w Gileadzie. Tam król izraelski powiedział Jozafatowi: „Zanim pójdę w bój, przebiorę się. Ty zaś wdziej swoje szaty”. Następnie król izraelski przebrał się i dopiero wtedy przystąpili do walki. A król syryjski dowódcom swoich rydwanów wydał taki rozkaz: „Nie walczcie ani z małym, ani z wielkim, lecz tylko z samym królem izraelskim”. Toteż kiedy dowódcy rydwanów zobaczyli Jozafata, powiedzieli: „Ten jest królem izraelskim”. Wtedy otoczyli go, aby z nim walczyć.
A pewien człowiek naciągnął łuk i przypadkiem ugodził króla izraelskiego między spojenia pancerza. Powiedział więc król woźnicy: „Zawróć i ratuj mnie z tej walki, bo zostałem zraniony”. Tego dnia rozgorzała walka, a król izraelski utrzymywał się stojąc na rydwanie naprzeciw Syryjczyków aż do wieczora, a zmarł o zachodzie słońca.

 

EWANGELIA Mt 5, 43-48
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Słyszeliście, że powiedziano: «Będziesz miłował swego bliźniego», a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych.
Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski”.

 

– Nie walczcie z małym, ani z wielkim – woła syryjski władca do swych żołnierzy. On wie, kto jest prawdziwym nieprzyjacielem. Zna wroga. I choć nasze sympatie są pewnie po stronie połączonych sił Izraela i Judy, to wypada w tym miejscu zastosować się do Chrystusowej rady, w myśl której, synowie ciemności są roztropniejsi od synów światłości w sprawach tego świata.

Czy znasz swego wroga? Ale nie małego, czy wielkiego, lecz samego króla!

Można nienawidzić ludzi sobie nieżyczliwych, tropić ich poczynania, pozwalać, by żółć zalewała serca i wątroby mieszając w umysłach. Można codziennie rozpoznawać coraz to nowych wrogów – w Ojczyźnie (jej wrogów także), w Kościele, wśród dalszych i bliższych sąsiadów, w rodzinie, pośród znajomych. I można przy tych wnikliwych obserwacjach mieć rację.

I cóż z tego?

Owszem, prawda ma to do siebie, że chce być nazywana, domaga się ujawnienia. Ale co robić, gdy doprowadza nas ona tylko do niechęci czy (co gorsze) do nienawiści? Może też tak zakwasić i zaciemnić nasze spojrzenie, że rzeczywistość, że poprzestaniemy na tropieniu coraz to nowych wrogów, wypełniając sobie czas błogim poczuciem samozadowolenia – że tacyśmy prawi i sprawiedliwi.

A przecież – nie walczcie z małym, ani z wielkim, lecz z samym królem…

Walka, do której prowadziłoby cytowane zdanie syryjskiego władcy, jest straceńcza, ale jedyna właściwa. Nie ogniskuje się bowiem na ludziach, nie kieruje emocji przeciwko nim, nie koncentruje na rzeczach nieważnych, lecz prowadzi do sedna. Jest w niej miejsce na prawdę o ludzkich czynach, ale jeszcze bardziej na obnażenie mechanizmów podejmowania człowieczych decyzji. Jest w niej przestrzeń na odnajdywanie rzeczywistości taką, jaka jest, ale także na odkrycie ostatecznego celu wysiłków. I wreszcie – prowadzi do autentycznej sprawiedliwości, w której wyroki nie zastępują „małego” „wielkim”, czy na odwrót, lecz składają swe ostrza u stóp Stwórcy, który ustanowił ład we wszechświecie. Jak zawoła św. Paweł – „nie walczymy bowiem przeciw krwi i ciału, lecz przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich”.

Sancte Michael Archangele, defende nos in proelio…

« Older posts Newer posts »

© 2026 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑