Światło życia

Blog ks. Jacka Gomulskiego

Page 52 of 134

Poniedziałek XI tygodnia Okresu Zwykłego

Poniedziałek, 18 czerwca 2012 r.

I CZYTANIE 2 Krn 18, 3-8. 12-17. 22
Król izraelski, Achab, zwrócił się do króla judzkiego Jozafata: „Czy pójdziesz ze mną przeciw Ramot w Gileadzie?” Odpowiedział mu: „Ja tak jak i ty, lud mój jak i twój lud będziemy z tobą na wojnie”.
Ponadto Jozafat rzekł królowi izraelskiemu: „Najpierw zapytaj, proszę, o słowo Pana”.
Król więc izraelski zgromadził czterystu proroków i rzekł do nich: „Czy powinienem wyruszyć na wojnę o Ramot w Gileadzie, czy też powinienem tego zaniechać?” A oni odpowiedzieli: „Wyruszaj, a Bóg je da w ręce króla”. Jednak Jozafat rzekł: „Czy nie ma tu jeszcze jakiegoś proroka Pana, abyśmy przez niego mogli zapytać?” Na to król izraelski odrzekł Jozafatowi: „Jeszcze jest jeden mąż, przez którego można zapytać Pana. Ale ja go nienawidzę, bo mi nie prorokuje dobrze, tylko zawsze źle. Jest to Micheasz, syn Jimli”. Wtedy Jozafat powiedział: „Nie mów tak, królu”. Zawołał więc król izraelski któregoś dworzanina i rzekł: „Pośpiesz się po Micheasza, syna Jimli”. Ten zaś posłaniec, który poszedł zawołać Micheasza, powiedział mu tak: „Oto przepowiednie proroków są jednogłośnie pomyślne dla króla, niechże twoja przepowiednia, proszę cię, będzie jak każdego z nich, taką, żebyś zapowiedział powodzenie”. Wówczas Micheasz odrzekł: „Na życie Pana, na pewno będę mówił to, co powie mój Bóg”.
Potem przyszedł przed króla. Wtedy król się odezwał do niego: „Micheaszu, czy powinniśmy wyruszyć na wojnę przeciw Ramot w Gileadzie, czy też powinniśmy tego zaniechać?” Wtedy do niego przemówił: „Wyruszcie, a zwyciężycie. Będą oni oddani w wasze ręce”. Król zaś mu powiedział: „Ile razy mam ciebie zaklinać, żebyś mi mówił tylko prawdę w imieniu Pana?” Wówczas on rzekł: „Ujrzałem całego Izraela rozproszonego po górach, jak trzodę owiec i kóz bez pasterza. Pan Bóg rzekł: «Nie mają swego pana. Niech wróci każdy w pokoju do swego domu»”.
Wtedy król izraelski zwrócił się do Jozafata: „Czyż ci nie powiedziałem? Nie prorokuje mi pomyślności, tylko nieszczęścia”. Micheasz zaś mówił dalej: „Oto Pan dał teraz ducha kłamstwa w usta tych twoich proroków. Pan bowiem zawyrokował twoją zgubę”.
EWANGELIA Mt 5, 38-42
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Słyszeliście, że powiedziano: «Oko za oko i ząb za ząb». A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi. Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz. Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące. Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie”.

 

Suchy opis Księgi Kronik nie pozostawia zbyt wiele miejsca na analizę dramatu Micheasza. Zresztą, całą scenę widzimy oczami dwóch władców wyraźnie chcących wyruszyć na wojnę. Z jednej strony jest Achab, wyraźnie lubiący przychylne słowa i jasne sytuacje. Z drugiej mamy Jozafata, dzięki któremu Słowo Pana może zostać ogłoszone królowi i ludowi. Dlaczego Jozafat nalega na prorocką przepowiednię? Może nie chce tej wojny, a może prawdziwie boi się Pana. Tak, czy inaczej, naleganie króla każe Achabowi sprowadzić Micheasza – którego władca Izraela wyraźnie nienawidzi, wpisując się tym samym w długi katalog królów, cesarzy, czy prezydentów, którzy wolą nie słyszeć Słowa Pańskiego, gdy jest nieprzychylne ich pragnieniom. W zasadzie to każdy z nas chyba doświadczył tego irytującego momentu, gdy własne zamiary zderzają się boleśnie z wolą Boga, zasadami, czy choćby prawem naturalnym.

Aż wreszcie pojawia się Prorok. Wchodzi do opowieści dość szumnie ogłaszając własną prawowierność i posłuszeństwo Panu. Zbyt szumnie, jak się okazuje. Czy Micheasz się po prostu boi, czy też ma dość wiecznego stawania w poprzek królewskim zamierzeniom – tego nie wiemy. Tak, czy inaczej staje się mimowolnym dowodem słabości tego ludzkiego materiału, z którego ulepiony jest każdy z nas, nawet boży prorok.

A w Ewangelii inny Prorok z mocą głosi niepopularne orędzie o nadstawianiu drugiego policzka – przykazanie najbardziej chyba niezrozumiane i wypaczone przez naśladowców Nauczyciela z Nazaretu, którzy od dwóch tysięcy lat balansują pomiędzy skrajnościami w interpretacji tego prawa. Albo udają przebaczenie w skrytości serca marząc o pomście na wrogach, albo też robią z siebie płaczliwe niuńki, które w imię „drugiego policzka” nie są w stanie obronić dobra przed nikim.

Ludzka słabość. Prorocka słabość. Uczniowska słabość.

Nad nią jednak unosi się Słowo Pana, które ową słabość przekracza, ogranicza, przemienia i wypełniając mocą nie z tego świata, czyni znakiem Swej Potęgi.

Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa

Piątek, 15 czerwca 2012 r.

I CZYTANIE Oz 11, 1. 3-4. 8c-9
To mówi Pan: „Miłowałem Izraela, gdy jeszcze był dzieckiem, i syna swego wezwałem z Egiptu. A przecież Ja uczyłem chodzić Efraima, na swe ramiona ich brałem; oni zaś nie rozumieli, że troszczyłem się o nich. Pociągnąłem ich ludzkimi więzami, a były to więzy miłości.
Byłem dla nich jak ten, co podnosi do swego policzka niemowlę, schyliłem się ku niemu i nakarmiłem go.
Moje serce się wzdryga i rozpalają się moje wnętrzności. Nie chcę, aby wybuchnął płomień mego gniewu, i Efraima już więcej nie zniszczę, albowiem Bogiem jestem, nie człowiekiem; pośrodku ciebie jestem Ja – Święty, i nie przychodzę żeby zatracać”.
II CZYTANIE Ef 3, 8-12. 14-19
Mnie, zgoła najmniejszemu ze wszystkich świętych, została dana ta łaska: ogłosić poganom jak Dobrą Nowinę niezgłębione bogactwo Chrystusa i wydobyć na światło, czym jest wykonanie tajemniczego planu, ukrytego przed wiekami w Bogu, Stwórcy wszechrzeczy. Przez to teraz wieloraka w przejawach mądrość Boga poprzez Kościół stanie się jawna Zwierzchnościom i Władzom na wyżynach niebieskich, zgodnie z planem wieków, jaki powziął Bóg w Chrystusie Jezusie, Panu naszym. W Nim mamy śmiały przystęp do Ojca z ufnością dzięki wierze w Niego.
Dlatego zginam kolana moje przed Ojcem, od którego bierze nazwę wszelki ród na niebie i na ziemi, aby według bogactwa swej chwały sprawił w was przez Ducha swego wzmocnienie siły wewnętrznego człowieka. Niech Chrystus zamieszka przez wiarę w waszych sercach; abyście w miłości wkorzenieni i ugruntowani, wraz ze wszystkimi świętymi zdołali ogarnąć duchem, czym jest Szerokość, Długość, Wysokość i Głębokość, i poznać, miłość Chrystusa, przewyższającą wszelką wiedzę, abyście napełnieni zostali całą Pełnią Bożą.
EWANGELIA J 19, 31-37
Ponieważ był to dzień Przygotowania, aby zatem ciała nie pozostawały na krzyżu w szabat, ów bowiem dzień szabatu był wielkim świętem, Żydzi prosili Piłata, aby ukrzyżowanym połamano golenie i usunięto ich ciała. Przyszli więc żołnierze i połamali golenie tak pierwszemu, jak i drugiemu, którzy z Nim byli ukrzyżowani. Lecz gdy podeszli do Jezusa i zobaczyli, że już umarł, nie łamali Mu goleni, tylko jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda. Zaświadczył to ten, który widział, a świadectwo jego jest prawdziwe. On wie, że mówi prawdę, abyście i wy wierzyli. Stało się to bowiem, aby się wypełniło Pismo: „Kości Jego nie będą łamane”. I znowu na innym miejscu mówi Pismo: „Będą patrzeć na Tego, którego przebodli”.

 

Do końca, do ostatniej kropli przelanej krwi Jezusa z Nazaretu, a nawet dłużej, do odsunięcia kamienia z grobowej pieczary, niebo i ziemia nie rozpoznały, że realizuje się „wykonanie tajemniczego planu” Boga. Co więcej, mimo dwóch tysięcy lat, żyjący na ziemi człowiek również nie potrafi rozpoznać owego planu, a nawet często nie domyśla się, że jest owego zamysłu podmiotem. Przyjęcie bowiem założenia, że Bóg z miłości oszalał, rozbija w proch wszystkie oskarżenia, jakie gromadzą się przez wieki wobec Stworzyciela: że jest tyranem, potworem, Istotą bez serca, Sprawiedliwością samą, niezainteresowanym nami Architektem, czy mściwym satrapą, karmiącym się strachem swych stworzeń.

Soren Kierkegaard opowiedział kiedyś historię o potężnym i bogatym władcy, który, zakochany w jednej ze swych poddanych – wiejskiej dziewczynie, chciał poprosić ją o rękę. Naszły go jednak wątpliwości, czy wybranka będzie kochać jego, czy tez pieniądze, władzę i potęgę, czyli wszystkie przymioty, które osiągnie wraz z małżeństwem. Władca uznał, że jest tylko jeden sposób, aby się przekonać o szczerości serca dziewczyny i nie wystawiać jej na pokusę posiadania. Po prostu zrzekł się tronu, władzy, i bogactw stając się równy tej, którą pokochał. Potem dopiero oświadczył się wybrance. Kierkegaard konkluduje „Tylko w miłości ktoś, kto nie jest równy, takim się staje”.

Tajemniczy plan Boga zakładał cierpienie, krzyż, odrzucenie i upokorzenie najwyższego Króla. Bóg podjął największe ryzyko świata, to samo, które przeżywa niemal każdy człowiek, gdy kocha – ryzyko odrzucenia. I nie chodzi tu tylko o ból boskiego Serca, ale także o serce i duszę człowieka. Odrzucenie bowiem (ostateczne odrzucenie) miłości Boga, przez kogoś, kto na tej miłości jest zbudowany, oznacza autodestrukcję.. Człowiek zabijający w sobie Boga, tym samym zabija samego siebie…

Póki żyjemy na tym świecie, póty mamy wybór – nieustannie możemy odnaleźć drogę do Serca (zarówno do Serca Boga, jak i do własnego serca, zagubiliśmy bowiem ścieżki do obydwu). Wiedzie ona poprzez Ranę – tę, która przebiła Jego bok, a dzięki której wytrysnął strumień Wody i Krwi, oraz poprzez nasze rany, zwłaszcza te związane z odrzuceniem, upokorzeniem, zdeptaną miłością. Czasami tylko poprzez to możemy doświadczyć, że jesteśmy tak jakby równi Ukrzyżowanemu.

Wspomnienie bł. Michała Kozala, Biskupa i Męczennika

Czwartek, 14 czerwca 2012 r.

 

I CZYTANIE 1 Krl 18, 41-46
Eliasz powiedział Achabowi: „Idź! Jedz i pij, bo słyszę odgłos deszczu”. Achab zatem poszedł jeść i pić, a Eliasz wszedł na szczyt Karmelu i pochyliwszy się ku ziemi, wtulił twarz między swoje kolana. Potem powiedział swemu słudze: „Podejdź no! Spójrz w stronę morza!” On podszedł, spojrzał i wnet powiedział: „Nie ma nic!” Na to mu odrzekł: „Wracaj siedem razy!” Za siódmym razem powiedział: „Oto obłok mały jak dłoń człowieka podnosi się z morza!” Wtedy mu rozkazał: „Idź, powiedz Achabowi: «Zaprzęgaj i odjeżdżaj, aby cię deszcz nie zaskoczył»”.
Niebawem chmury oraz wiatr zaciemniły niebo i spadła ulewa. Więc Achab wsiadł na wóz i udał się do Jizreel. A ręka Pana wspomogła Eliasza; opasawszy swe biodra pobiegł przed Achabem w kierunku Jizreel.
EWANGELIA Mt 5, 20-26
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego.
Słyszeliście, że powiedziano przodkom: «Nie zabijaj»; a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu «Raka», podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł «Bezbożniku», podlega karze piekła ognistego. Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przed ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim. Potem przyjdź i dar swój ofiaruj.
Pogódź się ze swoim przeciwnikiem szybko, dopóki jesteś z nim w drodze, by cię przeciwnik nie podał sędziemu, a sędzia dozorcy, i aby nie wtrącono cię do więzienia. Zaprawdę powiadam ci: nie wyjdziesz stamtąd, aż zwrócisz ostatni grosz”.

Kim jest Eliasz, Mąż Boży?

To ten, który wyprzedza fakty swoją wiarą. To człowiek, który tak ufa w dar, jakiego Bóg mu udzielił, że opiera na tej ufności wszystko w swoim życiu.

Zaraz potem, jak zaryzykował wszystko wyzywając na modlitewne zawody proroków Baala, pragnie zakończyć suszę w kraju, aby ostatecznie przekonać niedowierzającego króla o potędze Boga Jedynego. Co ciekawe, najpierw stwierdza wobec Achaba, że niepotrzebny jest dalszy post, gdyż właśnie zbliża się upragniony deszcz – a przecież sługa, który siedem razy wybiega wyglądając ciemnych chmur, dopiero za ostatnim razem widzi ciemne niebo. Tak naprawdę Eliasz nie słyszy deszczu, gdy rozmawia z Achabem, jest jednak przekonany, że jego modlitwa będzie wysłuchana, zgodnie z wcześniejszym zapewnieniem Boga, który związał losy suszy (a wiec losy kraju) ze słowem prorockim.

Mógłby Eliasz zwątpić, mógłby pomyśleć sobie, że jest niegodny własną modlitwą decydować o życiu i śmierci, mógłby zarzucać sobie pychę i skłonność do ryzykanctwa. Na szczęście Eliasz wierzy Bogu, a sobie o tyle, o ile wypływa to z Bożego słowa. Eliasz jest człowiekiem, którego tożsamość jest zbudowana nie przez własne słabości, umiejętności, czy chęci, ale poprzez Słowo Stwórcy, Słowo powołania i zadania.

Taki jest Eliasz, Mąż Boży.

Wspomnienie Św. Antoniego z Padwy, Prezbitera i Doktora Kościoła

Środa, 13 czerwca 2012 r.

I CZYTANIE 1 Krl 18, 20-39
Achab rozesłał polecenie wszystkim Izraelitom i zgromadził proroków na górze Karmel. Wówczas Eliasz zbliżył się do całego ludu i rzekł: „Dopókiż będziecie chwiać się na obie strony? Jeżeli Pan jest prawdziwym Bogiem, to Jemu służcie, a jeżeli Baal, to służcie jemu!” Na to nie odpowiedzieli mu ani słowa. Wtedy Eliasz przemówił do ludu: „Tylko ja sam ocalałem jako prorok Pana, proroków zaś Baala jest czterystu pięćdziesięciu. Wobec tego niech nam dadzą dwa młode cielce. Oni niech wybiorą sobie jednego cielca i porąbią go oraz niech go umieszczą na drwach, ale ognia niech nie podkładają. Ja zaś oprawię drugiego cielca oraz umieszczę na drwach i też ognia nie podłożę. Potem wy będziecie wzywać imienia waszego boga, a następnie ja będę wzywać imienia Pana, aby się okazało, że ten Bóg, który odpowie ogniem, jest naprawdę Bogiem”. Cały lud odpowiadając na to zawołał: „Dobry pomysł”.
Eliasz więc rzekł do proroków Baala: „Wybierzcie sobie jednego młodego cielca i zacznijcie pierwsi, bo was jest więcej. Następnie wzywajcie imienia waszego boga, ale ognia nie podkładajcie”. Wzięli więc cielca i oprawili go, a potem wzywali imienia Baala od rana aż do południa, wołając: „O Baalu, odpowiedz nam!” Ale nie było ani głosu, ani odpowiedzi. Zaczęli więc tańczyć przyklękając przy ołtarzu, który przygotowali.
Kiedy zaś nastało południe, Eliasz szydził z nich mówiąc: „Wołajcie głośniej, bo to bóg. Więc może jest zamyślony albo zajęty, albo udaje się w drogę. Może on śpi, więc niech się obudzi”. Potem wołali głośniej i kaleczyli się według swojego zwyczaju mieczami oraz oszczepami, aż się pokrwawili.
Nawet kiedy już południe minęło, oni jeszcze prorokowali aż do czasu składania ofiar z pokarmów. Ale nie było ani głosu, ani odpowiedzi, ani też dowodu uwagi. Wreszcie Eliasz przemówił do ludu: „Zbliżcie się do mnie!” A oni przybliżyli się do niego. Po czym naprawił rozwalony ołtarz Pana. Potem Eliasz wziął dwanaście kamieni według liczby pokoleń potomków Jakuba, któremu Pan powiedział: „Imię twoje będzie Izrael”. Następnie ułożył kamienie na kształt ołtarza ku czci Pana i wykopał dokoła ołtarza rów o pojemności dwóch sea ziarna.
Potem ułożył drwa i porąbawszy młodego cielca, położył go na tych drwach i rozkazał: „Napełnijcie cztery dzbany wodą i wylejcie do rowu oraz na drwa!” I tak zrobili. Potem polecił: „Wykonajcie to drugi raz!” Oni zaś to wykonali. I znów nakazał: „Wykonajcie trzeci raz!” Oni zaś wykonali to po raz trzeci, aż woda oblała ołtarz dokoła i napełniła też rów.
Następnie o czasie składania ofiary z pokarmów prorok Eliasz wystąpił i rzekł: „O Panie, Boże Abrahama, Izaaka oraz Izraela! Niech dziś będzie wiadome, że Ty jesteś Bogiem w Izraelu, a ja, Twój sługa, na Twój rozkaz to wszystko uczyniłem. Wysłuchaj mnie, o Panie! Wysłuchaj, aby ten lud zrozumiał, że Ty, o Panie, jesteś Bogiem i Ty nawróciłeś ich serce”. A wówczas spadł ogień od Pana z nieba i strawił żertwę i drwa oraz kamienie i muł, jako też pochłonął wodę z rowu. Cały lud to ujrzał i upadł na twarz, a potem rzekł: „Naprawdę Pan jest Bogiem! Naprawdę Pan jest Bogiem!”
EWANGELIA Mt 5, 17-19
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni. Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim”.

Na czym polega Prawo, które tak bardzo mi ciąży?

Ponoć – jak twierdzą prorocy Twoi i ludzie mądrzy – na pełnieniu Twej woli, która wyraża się w przykazaniach, a zwłaszcza w tym jednym przykazaniu: „Miłuj!”. Niby proste, nieprawdaż? Ale jednocześnie inni ludzie, niemniej mądrzy, od razu postanowili, że Twoja wola i wypełnianie przykazań musi (tak właśnie, musi) oznaczać wierne realizowanie ponad sześciuset przepisów wykonawczych, całkiem tak, jakbyś był jednym wielkim Najwyższym Trybunałem, którego Słowo wyraża się w paragrafach i kanonach. I choć w kółko powtarzałeś za swych ziemskich dni, że to nie człowiek jest dla przepisu, ale przepis dla człowieka, to dzisiejsi uczeni w Prawie i faryzeusze-gorliwcy jakoś nie chcą przyjąć do siebie Tajemnicy Ducha, który tchnie pomiędzy literami Prawa.

Wiesz dobrze, że nigdy nie pociągało mego serca skrupulancie przestrzeganie jakichkolwiek reguł, choć uczysz mnie tego, że i one są potrzebne. W końcu się im poddałeś, wypełniając to, czego oczekiwało od Ciebie Prawo i obyczaj. (Choć z tym obyczajem, przyznasz, Panie, to różnie bywało, biorąc pod uwagę ludzi nie najlepszej opinii u Twego boku, czy ten nieszczęsny bicz ze sznurków w świątyni…) Wskazywałeś jednak na cel Prawa, na jego sens, który przyszedłeś – no, właśnie – wypełnić. Stało się to na krzyżu.

Co jakiś czas sprawiasz, ze pojawiają się ludzie, którzy – chwytając się przeróżnych środków, często mało obyczajnych i bardzo szokujących – chcą razem z Tobą wypełniać Prawo, wsłuchując się z całą uwagą w delikatne poruszenia Ducha. Czasami wywracają ludzkie przyzwyczajenia na opak, czasami gorszą, czasami przerażają, zawsze czyniąc błogosławiony zamęt. Nie należą do wyznawców świętej Litery, są po prostu „gwałtownikami Królestwa”. Taki był Eliasz, „prorok jak ogień”,  taki był Antoni, i wielu, wielu innych.

Uwolnij mnie, Panie od ciężaru Prawa, od lęku z nim związanego, od owej ograniczającej koncentracji na przepisach, paragrafach i tradycjach. Na związanej z nią pokusie zewnętrzności, z której mały krok do obłudy. Daj mi wolność, która prowadzi do wypełnienia Prawa, do miłości, która nie przejmuje się ograniczeniami, bo jest poza Literą. Niech Prawo zaprowadzi mnie poza samo siebie, do świeżości gorliwej wiary, Eliaszowej wiary, Eliaszowej miłości i troski o Dom Twój, Panie.

Wspomnienie bł. 108 męczenników II wojny światowej

Wtorek, 12 VI 2012 r.

I CZYTANIE 1 Krl 17, 7-16
Po upływie pewnego czasu wysechł potok, przy którym ukrywał się Eliasz; w kraju bowiem nie padał deszcz. Wówczas Pan skierował do Eliasza to słowo: „Wstań! Idź do Sarepty koło Sydonu i tam będziesz mógł zamieszkać, albowiem kazałem tam pewnej wdowie, aby cię żywiła”. Wtedy wstał i zaraz poszedł do Sarepty. Kiedy wchodził do bramy tego miasta, pewna wdowa zbierała tam sobie drwa. Więc zawołał ją i powiedział: „Daj mi, proszę, trochę wody w naczyniu, abym się napił”. Ona zaś zaraz poszła, aby jej nabrać, ale zawołał na nią i rzekł: „Weź, proszę, dla mnie i kromkę chleba”.
Na to odrzekła: „Na życie Pana twego, Boga! Już nie mam pieczywa, tylko garść mąki w dzbanie i trochę oliwy w baryłce. Właśnie zbieram kilka kawałków drewna i kiedy przyjdę, przyrządzę sobie i memu synowi strawę. Zjemy to, a potem, pomrzemy”. Eliasz zaś jej powiedział: „Nie bój się! Idź, zrób, jak rzekłaś; tylko najpierw zrób z tego mały podpłomyk dla mnie i wtedy mi przyniesiesz. A sobie i twemu synowi zrobisz potem. Bo Pan Bóg Izraela rzekł tak: «Dzban mąki nie wyczerpie się i baryłka oliwy nie opróżni się aż do dnia, w którym Pan spuści deszcz na ziemię»”. Poszła więc i zrobiła, jak Eliasz powiedział, a potem zjadł on i ona oraz jej syn, i tak było co dzień. Dzban mąki nie wyczerpał się i baryłka oliwy nie opróżniła się według obietnicy, którą Pan wypowiedział przez Eliasza.
EWANGELIA Mt 5, 13-16
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Wy jesteście solą ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi.
Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie”.

No dobrze, Panie. Jesteśmy solą.

Tylko czemu ta sól musi zostać mocno zmielona, aby przydała się Tobie i ludziom? Nie można było jakoś inaczej? Pozwoliłeś, aby w latach piekła, jakie (pewnie przez nasze ludzkie głupoty i błędy) rozpętało się na ziemi podczas II wojny, miliony (nie tylko owych 108 beatyfikowanych) ludzi zostały zmiażdżone stopa diabła. Czy dlatego, że sól wcześniej traciła swój smak, a stulecia uczą (Ciebie i nas), że tylko w prześladowaniach sól na powrót staje się solą?

Jesteśmy światłem.

Bardzo ładne jest to porównanie, Panie Jezu.

Ale jakoś zapomniałeś powiedzieć, że aby dawać światło trzeba się stracić. Spala się knot w lampie, spala się oliwa, spala się świeca. To dziś mamy elektryczność, która daje nam złudne poczucie, ze nie trzeba się spalać, aby usłużyć innym. To dziś przy Twoich ołtarzach usunięto świece, stawiając w zamian plastikowe podróbki świec, aby nikomu patrzącemu nie przyszło do głowy, ze światło wiąże się z traceniem siebie. 108 męczenników straciło siebie do końca, cóż zyskali? Mówisz z uśmiechem, że życie wieczne. Taak… Nie sposób Ci zaprzeczyć…

Z drugiej strony sam się przekonuję, że każdy „brak”, zaprzęgnięty do Twojej służby, wyzwala moc, której w żaden inny sposób nie da się zdobyć. Każda bieda, każda strata, każda (jakoś doszedłem do tego słowa) ofiara, ma w sobie siłę owocowania, jeśli tylko przeżywana jest z Tobą.

Ja to wiem. Ale wcale, niestety, owa wiedza nie przynagla mnie do zgody na bycie zmiażdżonym, czy utratę bezcennej oliwy. Wiem jednak, że możesz coś z tym zrobić. Jakoś, nie wiem jak…

 

 

 

« Older posts Newer posts »

© 2026 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑