Światło życia

Blog ks. Jacka Gomulskiego

Page 69 of 134

Sobota XXVII tygodnia Okresu Zwykłego

Sobota, 8 X 2011 r.

I CZYTANIE Jl 4, 12-21
To mówi Pan: „Niech się ockną i przybędą te narody na Dolinę Joszafat, bo tam zasiądę i będę sądził narody okoliczne. Zapuśćcie sierp, bo dojrzało żniwo; pójdźcie i zstąpcie, bo pełna jest tłocznia, przelewają się kadzie, bo złość ich jest wielka.
Tłumy i tłumy w Dolinie Wyroku znajdować się będą, bo bliski jest dzień Pana w Dolinie Wyroku. Słońce i księżyc się zaćmią, a gwiazdy światłość swą utracą. A Pan zagrzmi z Syjonu i z Jeruzalem głos swój tak podniesie, że niebiosa i ziemia zadrżą. Ale Pan jest ucieczką swego ludu i mocą synów Izraela. I poznacie, że Ja jestem Pan, Bóg wasz, co mieszkam na Syjonie, górze mojej świętej; a tak Jeruzalem będzie święte i przez nie już obcy nie będą przechodzić.
I stanie się owego dnia, że góry moszczem ociekać będą, a pagórki mlekiem opływać i wszystkie strumienie judzkie napełnią się wodą, a z domu Pana wypłynie źródło, które nawodni strumień Szittim. Egipt będzie wydany na spustoszenie, a Edom zamieni się w straszną pustynię z powodu nieprawości uczynionych synom judzkim, gdyż krew niewinną przelewali w ich ziemi. Lecz ziemia Judy na wieki będzie zamieszkana, a Jeruzalem z pokolenia w pokolenie. Pomszczę ich krew, nie pozostawię bez kary; a Pan zamieszka na Syjonie”.
EWANGELIA Łk 11, 27-28
Gdy Jezus mówił do tłumów, jakaś kobieta z tłumu głośno zawołała do Niego: „Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś”. Lecz On rzekł: „Owszem, ale również błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je”.

„Również błogosławieni”. Również jak kto? Jak Jego Matka?

Wydaje się, że zbyt wysoki to poziom odniesienia dla zwykłego człowieka.

A może nikt tak jak Ona nie potrafił słuchać i wypełnić Słowo? W końcu nie bez przyczyny wzywamy jej interwencji, patrzymy na Nią i rozważamy tajemnice Jej Serca.

Ze słów Jezusa wynika jednak jakieś niezwykłe zaproszenie, które poraża swoją bezpośredniością i zarazem stopniem trudności. Słuchać Słowa. Zachowywać Jego wymagania. Proste.

A w perspektywie sąd, o jakim pisze Joel. Niejako w tle owej zwykłości wymagań Jezusowych. To nie straszak, że „jak nie posłuchasz, to uważaj”, to konsekwencja, równie nieuchronna jak noc po dniu. Mierząc się z koleją losu, mierzmy się z sądem, ale mierzmy Słowem.

Czwartek XXVII tygodnia Okresu Zwykłego

Czwartek, 6 X 2011 r.

I CZYTANIE Ml 3, 13-20a
„Bardzo przykre stały się wasze mowy przeciwko Mnie”, mówi Pan. „Wy zaś pytacie: «Cóż takiego mówiliśmy między sobą przeciw Tobie?» Mówiliście: «Daremny to trud służyć Bogu. Bo jakiż pożytek mieliśmy z tego, żeśmy wykonywali polecenia Jego i chodzili smutni w pokucie przed Panem Zastępów? A teraz raczej zuchwałych nazywamy szczęśliwymi, bo wzbogacili się bardzo ludzie bezbożni, którzy wystawiali na próbę Boga, a zostali ocaleni»”.Wtedy mówili między sobą ludzie bojący się Boga, a Pan uważał i to posłyszał. Zapisano to w Księdze Wspomnień przed Nim dla dobra bojących się Pana i czczących Jego imię. „Oni będą moją własnością, mówi Pan Zastępów, w dniu, w którym będę działał, a będę dla nich łaskawy, jak jest litościwy ojciec dla syna, który jest mu potrzebny. „
EWANGELIA Łk 11, 5-13
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajdzie, a kołaczącemu otworzą. Jeżeli którego z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona?Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą?”

Bóg nie lekceważy smutku człowieka. Nie przechodzi nad nim do porządku dziennego. Nie mija ludzkiego bólu, wręcz przeciwnie, w przedziwny a zarazem tajemniczy sposób (bo tajemnicą dla ludzkiego rozumu i serca jest boże miłosierdzie) wychodzi naprzeciw każdej człowieczej rozpaczy. Piękno działania Pana tkwi jednak nie tyle w braku obojętności, co w dotknięciu prawdziwych przyczyn smutku. Nie są nimi codzienne, prozaiczne wydarzenia, a nawet jakieś formy niezgody na rzeczywistość. Mrok rodzi się gdzieś w zakamarkach serca, w pustce starannie podsycanej samotnością i niespełnieniem, w dramatycznym pęknięciu więzi miedzy Bogiem a Jego dzieckiem. „Oni są moją własnością” – mówi Pan o smutnych i rozgoryczonych, ale także o zuchwałych i grzesznikach. „Oni”, czyli wszyscy ci, których Jego ręka powołała do istnienia. „Ich” nie odrzucę – zda się mówić Ojciec miłosierdzia – „chyba, że sami odrzucą Mnie”.

Bóg nie lekceważy człowieczej rozpaczy. Sam przecież doświadczył porażającej mocy smutku. Jednak na siłę nie uszczęśliwi nikogo. Wołający smutni, których słowa Pan przytacza w pierwszym czytaniu nie zostaną rozradowani, jeśli nie zwrócą się do Niego. Pułapką byłoby pozostanie li tylko w sobie, we własnym bólu zwróconym w stronę własnego ego. Owszem, jest to pułapka diabelska, nacechowana śladem działania ojca kłamstwa. Wielu jednak w nią wpada, sądząc, że da im ona nieco wytchnienia w codzienności wypełnionej kolejnymi rozczarowaniami.

Bóg jednak woła „proście, szukajcie, kołaczcie, bo ojciec chce wam dać to, co dobre”!

Proś więc, kłóć się, zmagaj, narzekaj – ale Jemu, nie sobie. Bądź natrętny, zwłaszcza dla innych. Zaufaj, że On przejmuje się Twoim smutkiem. Bo kocha.

Czwartek XX tygodnia Okresu Zwykłego

Czwartek, 18 VIII 2011 r.

I CZYTANIE Sdz 11, 29-39a
Duch Pana był nad Jeftem, który przebiegał ziemie Gileadu i Manassesa, przeszedł przez Mispa w Gileadzie, z Mispa w Gileadzie ruszył przeciwko Ammonitom. Jefte złożył też ślub Panu: „Jeżeli sprawisz, że Ammonici wpadną w moje ręce, wówczas ten, kto pierwszy wyjdzie od drzwi mego domu, gdy w pokoju będę wracał z pola walki z Ammonitami, będzie należał do Pana i złożę z niego ofiarę całopalną”.
Wyruszył więc Jefte przeciw Ammonitom zmuszając ich do walki i Pan wydał ich w ręce jego. Rozgromił ich na przestrzeni od Aroeru aż do okolic Minnit, co stanowi dwanaście miast, i dalej aż do Abel-Keramim. Była to klęska straszna. Ammonici zostali poniżeni przez Izraela.
Gdy potem wracał Jefte do Mispa, do swego domu, oto córka jego wyszła na spotkanie, tańcząc przy dźwiękach bębenków, a było to dziecko jedyne; nie miał bowiem prócz niej ani syna, ani córki. Ujrzawszy ją rozdarł swe szaty, mówiąc: „Ach, córko moja! Wielki ból mi sprawiasz! Tyś też wśród tych, co mnie martwią! Oto bowiem nierozważnie złożyłem wobec Pana ślub, którego nie będę mógł odmienić!”
Odpowiedziała mu: „Ojcze mój! Skoro ślubowałeś Panu, uczyń ze mną zgodnie z tym, co usta twoje wyrzekły, skoro Pan pozwolił ci dokonać pomsty na twoich wrogach, synach Ammona!”
Nadto rzekła do swego ojca: „Pozwól mi uczynić tylko to jedno: puść mnie na dwa miesiące, a ja udam się na góry z towarzyszkami moimi, aby opłakiwać moje dziewictwo”. „Idź!” – rzekł do niej. I pozwolił jej oddalić się na dwa miesiące.
Poszła więc ona i towarzyszki jej i na górach opłakiwała swoje dziewictwo. Minęły dwa miesiące i wróciła do swego ojca, który wypełnił na niej swój ślub.
EWANGELIA Mt 22, 1-14
Jezus w przypowieściach mówił do arcykapłanów i starszych ludu: „Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawi ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: «Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę: woły i tuczne zwierzęta pobite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę». Lecz oni zlekceważyli to i poszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy ich, pozabijali.
Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić.
Wtedy rzekł swoim sługom: «Uczta wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie». Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala zapełniła się biesiadnikami. Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka nie ubranego w strój weselny. Rzekł do niego: «Przyjacielu, jakże tu wszedłeś nie mając stroju weselnego?» Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: «Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz w ciemności. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów».
Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych”.

Jak Pan Bóg chce kogoś pokarać to mu rozum odbiera – powiada mądrość ludowa. I ma rację.

Oto Jefte. wódz i Sędzia Izraela. Ze wszech miar bohaterski człowiek i pełen dobrych chęci. Ale cóż, skoro dobrymi chęciami wybrukowane jest piekło. Tak bardzo pragnął wygranej, że potraktował Boga jak jakiegoś Baala, jak demona, jak bóstwo plemienne, które można przekupić. Ponieważ grał Jefte o stawkę najwyższą, to i łapówkę ryzykowną postawił. A gdy człowiek stawia w tak przedziwny zakład sprawy losowe, to i Zły się tam zaplatać może. Trudno przecież domniemywać, że Pan tak żądnym był krwi niewinnych ofiar, tak ostrzył sobie zęby na życie córki Izraelskiego wodza, że taką intrygę, rodem z thrillera ułożył. W głupotę Jeftego wdarło się Zło, przeinaczając dobre skądinąd cechy charakteru tego człowieka. Z prawości wyszło okrucieństwo, z pobożności bałwochwalstwo, a z ofiary – bezduszne morderstwo.

Tylko dlatego, że wydało się Jeftemu, iż Pan jest krwawym satrapą, który za łapówkę uczyni wszystko.

A nam się tak często nie wydaje?

A my nie chcemy poprzekupywać Pana Boga różnymi „ofiarkami”, które nic nie mają wspólnego z Ewangelią?

A my, jako zaproszeni przecież przez Pana na ucztę, czyż nie kombinujemy po swojemu robiąc wszystko, byle tylko nie przyjąć Jego łaski w prostocie i normalności?

Wydaje nam się, że prosta miłość Boga jest zbyt łatwa, że ni możne jej ot tak, zwyczajnie przyjąć, że On tylko udaje życzliwość. Więc, myślimy sobie, trzeba coś zrobić, trzeba się jakoś zasłużyć, trzeba złożyć Mu tak wielki dar, po którym Pan Bóg z lubością poklepie nas po plecach i może wpuści na przedsionki niebiańskich pałaców. A przecież nic nie musimy robić! A przecież uczta czeka!

Wspomnienie św. Jacka, kapłana

Środa, 17 VIII 2011 r.

I CZYTANIE Sdz 9, 6-15
Wszyscy możni miasta Sychem oraz cały gród Millo zgromadzili się i przyszedłszy na równinę, gdzie stała stela w Sychem, ogłosili Abimeleka królem.
Doniesiono o tym Jotamowi, który poszedłszy, stanął na szczycie góry Garizim, a podniósłszy głos, tak do nich wołał: „Posłuchajcie mnie, możni Sychem, a Bóg usłyszy was także. Zebrały się drzewa, aby namaścić króla nad sobą. Rzekły do oliwki: «Króluj nad nami!» Odpowiedziała im oliwka: «Czyż mam się wyrzec mojej oliwy, która służy czci bogów i ludzi, aby pójść i kołysać się ponad drzewami?» Z kolei zwróciły się drzewa do drzewa figowego: «Chodź ty i króluj nad nami!» Odpowiedziało im drzewo figowe: «Czyż mam się wyrzec mojej słodyczy i wybornego mego owocu, aby pójść i kołysać się ponad drzewami?» Następnie rzekły drzewa do krzewu winnego: «Chodź ty i króluj nad nami!» Krzew winny im odpowiedział: «Czyż mam się wyrzec mojego soku, rozweselającego bogów i ludzi, aby pójść i kołysać się ponad drzewami?» Wówczas rzekły wszystkie drzewa do ostu: «Chodź ty i króluj nad nami!» Odpowiedział oset drzewom: «Jeśli naprawdę chcecie mnie namaścić na króla, chodźcie i odpoczywajcie w moim cieniu! A jeśli nie, niech ogień wyjdzie z ostu i spali cedry libańskie»”.
EWANGELIA Mt 20, 1-16a
Jezus opowiedział swoim uczniom następującą przypowieść: „Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy.
Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: «Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam». Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił.
Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: «Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?» Odpowiedzieli mu: «Bo nas nikt nie najął». Rzekł im: «Idźcie i wy do winnicy».
A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: «Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych». Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: «Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty». Na to odrzekł jednemu z nich: «Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?»
Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi”.

Nie usłuchali synowie Izraela przestrogi płynącej z mądrej bajki Jotama. Chcieli króla. Ściągnęli tym samym na siebie wojnę, mord, prześladowania i bratobójczą krew. Zapomnieli tez o swym prawowitym władczy – Panu, który wyprowadził zniewolony lud z Egiptu dając mu kraj Kanaan. Dopiero ciężar korony, uciskający nie skronie Abimeleka, lecz życie i mienie synów i córek Narodu Wybranego, nauczył na pewien czas lud, że nie warto „być jak inne narody”. Do czasów Saula Izrael nie miał króla.

Jak łatwo ściągnąć na siebie przekleństwo. Nawet nie dlatego, że Bóg „obraża się” na człowieka. Po prostu łatwo jest, ulegając modom, pożądliwościom, czy lękowi, nie przewidzieć w głupocie własnej skutków swoich decyzji. I gdyby nie było ostrzeżeń. Ale one zawsze gdzieś są. Bóg przecież nie gra z synami ludzkimi w kotka i myszkę, ale stara się, ze wszystkich sił miłości, przeprowadzić ich przez pustynię ku Ziemi Obiecanej.

Tyle, że my chcemy „króla” miast Króla.

My chcemy po swojemu.

A potem stoimy na rynku, czekając aż ktoś nas najmie do pracy. Nieważne kto to będzie – przyjemność, żądza władzy, kłamstwo, czy zdrada. Byle to „coś” nas wzięło, byle wypełniło bezdenną pustkę wypalonych nadziei czy przegranych szans.

Miłosierdzie prawowitego Króla objawia się w tym, że On także staje na rynku, pomiędzy ową hołotą diabelskich gospodarzy i próbuje nas nająć do Siebie. Wiele w ten sposób ryzykuje.

Czasem jednak ułowi kogoś, kto śmiało odrzuci namiastki mocy i stanie się robotnikiem winnicy Pańskiej, choćby i ostatniej godziny – świadomym swej nędzy, ale i pewnym potęgi tego, który go zawołał. Tak ktoś cały poddaje się słowom Gospodarza, wyrywając dla niego coraz to nowe ziemie pod żyzną uprawę, oczyszczając winne grona, cierpliwie obkładając nawozem drzewa i krzewy.

Patron dzisiejszego dnia, św. Jacek Odrowąż, odrzuciwszy spokojny żywot bogatego kanonika, poddał swemu Panu potężny ogród dusz ludzkich. Nie żałował przy tym siebie, swoich sił i możliwości – których zresztą Bóg mu nie poskąpił. Pomorze, Prusy, Ruś, rodzinny Śląsk, Czechy – wielka jest liczba ziem uprawianych przez tego pierwszego polskiego świętego dominikanina.

Gorliwość, pokora, wiara, poddanie się woli i mocy Pana – tego uczy Jacek Odrowąż. Miłosć do Maryi i Najświętszego Sakramentu – to nam dziś zostawia.

I gdy przychodzi chętka, by zrobić mimo przestróg coś „po swojemu” – wspomnijmy na Jacka. Mógł po swojemu, po ludzku nie dotykać spraw św. Dominika. Jednak odważył się na bycie najętym przez większego Pana, aniżeli ten, który daje zaszczyty i święty spokój. Nie zawiódł się.

Święto Przemienienia Pańskiego

Sobota, 6 VIII 2011 r.

PIERWSZE CZYTANIE 2 P 1, 16-19
Nie za wymyślonymi mitami postępowaliśmy wtedy, gdy daliśmy wam poznać moc i przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa, ale nauczaliśmy jako naoczni świadkowie Jego wielkości. Otrzymał bowiem od Boga Ojca cześć i chwałę, gdy taki oto głos Go doszedł od wspaniałego Majestatu: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie”. I słyszeliśmy, jak ten głos doszedł z nieba, kiedy z Nim razem byliśmy na górze świętej.Mamy jednak mocniejszą, prorocką mowę, a dobrze zrobicie, jeżeli będziecie przy niej trwali jak przy lampie, która świeci w ciemnym miejscu, aż dzień zaświta, a gwiazda poranna wzejdzie w waszych sercach.
EWANGELIA Mt 17, 1-9
Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką osobno. Tam przemienił się wobec nich: Twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło.
A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: „Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”.
Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie”. Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: „Wstańcie, nie lękajcie się”. Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im, mówiąc: „Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie”.

Ponoć nowocześnie bibliści wydedukowali na podstawie tekstów ewangelicznych (oświeconych mocą ludzkiego rozumu), że fakt przemienienia na górze Tabor sprowadzał się do kilku zjawisk psychologiczno-biologicznych. Otóż w źrenicach spoglądających w blask słoneczny apostołów wydzieliła się rodopsyna, na skutek której, patrzącym pod słońce apostołom wydało się, że widzą obok Mistrza dwie plamy, które następnie zinterpretowali jako Mojżesza i Eliasza. Natomiast promienie zachodzącego słońca sprawiły, że na ich tle Chrystus wydał się jaśniejący.

Można wszystko zakwestionować. Można całe Pismo, Tradycję Kościoła, moralność, sakramenty i żywoty świętych sprowadzić do psychologii, biologii, socjologii i innych –logii. Można, patrząc uporczywie na rzeczywistość nie ujrzeć rzeczywistości – w jej autentycznym przejawie i bogactwie. Można widzieć w życiu człowieka splot przypadków, a w historii państw i narodów plątaninę zwykłych, przyrodzonych mechanizmów i zależności.

Można. Ale jak to zubaża ludzkie życie, sprawiając, że tak naprawdę nic nie widzimy poza ciemnością – o ile w ciemności można coś widzieć.

Jakby na przekór tym zarzutom, św. Piotr woła dzisiaj – Nie szedłem za mitem, ani zmyśleniem, gdy słyszałem Głos Ojca! To nie jakaś bajka sprawiła, że byłem gotów oddać Zycie. nie sprawiło też to owo cudowne objawienie Przemienionego, ale Słowo, za którym podążałem wiernie. Na Jego Słowo zarzuciłem ongiś sieci na połów, choć mój rozum i doświadczenie podpowiadało mi coś innego. Na Jego Słowo miłości stałem się Pasterzem Jego owiec. Na Jego Słowo oddałem życie, by potwierdzić Ewangelię własną krwią.

Dlatego też mówi do nas dziś z wyżyn Taboru Głos Ojca Niebieskiego – To jest mój Syn. Słuchajcie Go!

Podobnie i Maryja w Kanie Galilejskiej poprosiła sługi – Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie!

Chrystusa trzeba usłyszeć. Trzeba, aby on wyjaśnił nam rzeczywistość, która napełnia coraz większą trwogą. Zdaje się, że zło, jak lawa z gorącego wulkanu, pomału wylewa się na powierzchnię naszej codzienności. To nie jest tak, że głowa państwa ginie bez przyczyny, przez przypadek, czy zwykły błąd. To nie jest tak, że przypadkowo razem z tym, który uosabia majestat Narodu, ginie elita polityczna. Nie jest też przypadkiem, że nie z tego ni z owego wiesza się były wicepremier. Nie przypadkiem też urzędujący premier uważał polską martyrologię za nic nie warty balast. Nie przypadkiem w wieczór 1 sierpnia, gdy mieszkańcy Warszawy przychodzą całymi rodzinami oddać hołd powstańcom na cmentarz powązkowski, akurat zamyka sie bramy, argumentując, że nie ma przecież dzisiaj żadnego święta. TO nie sa złudzenia, mity, czy baśnie. To rzeczywistość.

Zło wylewa się na powierzchnię.

Ktoś musi nam to wytłumaczyć.

„Jego słuchajcie”!

« Older posts Newer posts »

© 2026 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑