Światło życia

Blog ks. Jacka Gomulskiego

Page 98 of 134

V Niedziela Zwykła

Niedziela, 6 II 2011 r.

I CZYTANIE Iz 58, 7-10
To mówi Pan: „Dziel swój chleb z głodnym, wprowadź w dom biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziej i nie odwróć się od współziomków. Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza i szybko rozkwitnie twe zdrowie. Sprawiedliwość twoja poprzedzać cię będzie, chwała Pana iść będzie za tobą. Wtedy zawołasz, a Pan odpowie, wezwiesz pomocy, a On rzecze: «Oto jestem!» Jeśli u siebie usuniesz jarzmo, przestaniesz grozić palcem i mówić przewrotnie, jeśli podasz twój chleb zgłodniałemu i nakarmisz duszę przygnębioną, wówczas twe światło zabłyśnie w ciemnościach, a twoja ciemność stanie się południem”.
II CZYTANIE 1 Kor 2, 1-5
Bracia, przyszedłszy do was, nie przybyłem, aby błyszcząc słowem i mądrością głosić wam świadectwo Boże. Postanowiłem bowiem, będąc wśród was, nie znać niczego więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego. I stanąłem przed wami w słabości i w bojaźni, i z wielkim drżeniem. A mowa moja i moje głoszenie nauki nie miały nic z uwodzących przekonywaniem słów mądrości, lecz były ukazywaniem ducha i mocy, aby wiara wasza opierała się nie na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej.
EWANGELIA Mt 5, 13-16
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Wy jesteście solą ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie”.

„Wy jesteście” – czyli kto? Ja? Ty? O kogo Mu chodzi? Tak trudno zdać sobie sprawę z tego, że Jezus mówi do mnie. Trudno, bo trzeba by przyjąć, że mam coś, co jest ważne dla innych, dla świata. A cóż ja mogę mieć, prócz swoich wad i słabości. Oczywiście, to może i miło brzmi, może i łechce pychę, ale jakieś to takie… Ja?

Jezus mówi do swoich uczniów. Dzisiejszy fragment Ewangelii jest puentą Błogosławieństw i początkiem Mateuszowego Kazania na Górze. Trochę niefortunnie reforma liturgiczna przecięła obydwie perykopy, stąd jakby gubimy kontekst. A przecież sól ziemi i światło dla świata to ci, którzy chcą iść drogą Błogosławieństw. To ludzie obmyci Krwią Baranka, umocnieni namaszczeniem Ducha, utwierdzani przebaczeniem Ojca. Mogą, rzecz jasna, stanąć w pół drogi, wówczas będą solą zwietrzałą, bez smaku, zdatną jedynie do wyrzucenia.

„Wy jesteście” – przekonuje mnie Jezus. A ja widzę w sobie niewiele smaku czy blasku. Doświadczam częściej rozmaitych odmian półmroku, gradacji szarości, widzę nieostro samego siebie i często wolę nie widzieć innych. Jak mam znaleźć w sobie tę sól, o której On mówi? Gdzie jest ukryta ta esencja, jakość, istota mojego chrześcijaństwa. Nie widzę jej na co dzień. Często pytam – czego wiec mam robić więcej? Modlić się? Służyć? Umartwiać? Pewnie tak, ale czy to o to Mu chodzi?

Nakarm głodnego, daj ubranie bezdomnemu, nie odwracaj się od potrzebującego. A gdzie oni są?

Pytanie brzmi: dlaczego ich nie widzisz? Potrzebujący są wszędzie, ale nie zawsze tacy, na jakich masz ochotę.

Sól ziemi jest słaba, jest jej mało, jest niepozorna i niezbyt przebojowa. Nie objawia się w blasku reflektorów, czy pośród wielkich tego świata. Łatwo można nią wzgardzić. Niewiele jest pomiędzy politykami, parlamentarzystami, a momentami wydaje się nawet, że i hierarchowie jakoś tacy niesłoni. Godna pogardy, niezbyt praktyczna sama w sobie, mało tolerancyjna szczypta… Zaufać temu czemuś w sobie?

W bojaźni i z wielkim drżeniem…

A jednak pełna mocy. I wiem o tym, za każdym razem, gdy pozwolę jej zaistnieć, gdy zaufam sile światła i soli, jakie tkwi we mnie. W jakiś przedziwny sposób zbiega się to z mocą krzyża, który jest skandalem tysiącleci. Jednemu i drugiemu trzeba uwierzyć. Od tego zależy nie tylko mój dobry humor, świadomość, że coś tam jest mi dane, ale świat cały – i to nie jest przenośnia. Nie tylko w znaczeniu świadectwa, które dajemy, jako chrześcijanie. Jest coś więcej. O tym mówił Abraham, gdy (w iście semickim duchu) spierał się z Bogiem, aby ocalić Sodomę. O tym pisała św. Faustyna, gdy przypominała o potrzebie istnienia dusz wybranych. Ten, choćby słaby, smak ziemi i światło jest znakiem dla Pana – kochamy, jesteśmy, bądź miłosierny.

Nie tylko dla mnie.

Wspomnienie św. Agaty, dziewicy i męczennicy

Sobota, 5 II 2011 r.

I CZYTANIE Hbr 13, 15-17. 20-21
Przez Jezusa składajmy Bogu ofiarę czci ustawicznie, to jest owoc warg, które wyznają Jego imię. Nie zapominajcie o dobroczynności i wzajemnej więzi, gdyż cieszy się Bóg takimi ofiarami. Bądźcie posłuszni waszym przełożonym i bądźcie im ulegli, ponieważ oni czuwają nad duszami waszymi i muszą zdać sprawę z tego. Niech to czynią z radością, a nie ze smutkiem, bo to nie byłoby dla was korzystne.
Bóg zaś pokoju, który na mocy krwi przymierza wiecznego wywiódł spomiędzy zmarłych Wielkiego Pasterza owiec, Pana naszego Jezusa, niech was uzdolni do wszelkiego dobra, byście czynili Jego wolę, sprawując w was, co miłe jest w oczach Jego, przez Jezusa Chrystusa, któremu chwała na wieki wieków. Amen.
EWANGELIA Mk 6, 30-34
Po swojej pracy apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. A On rzekł do nich: „Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco”. Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu.
Odpłynęli więc łodzią na miejsce pustynne osobno. Lecz widziano ich odpływających. Wielu zauważyło to i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich uprzedzili.Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum i zdjęła Go litość nad nimi; byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać.

Kocham ten realizm Ewangelii – wypocznijcie nieco! Pan Jezus nie jest oderwanym od ludzkiej doli nadczłowiekiem, herosem, czy lepszą wersją Buddy. On zna słabość ludzkiego ciała i wie, co jest potrzebne Jego uczniom. Jak często o tym zapominamy, pełni strachu, że za chwile On zażąda od nas czegoś tak trudnego, że w piety nam pójdzie. Jak mocno (i głupio) wierzymy, że Pan na niebiosach co chwilę obdarza swoich wybranych jakimś nieszczęściem z tym większą satysfakcją o ile widzi większe ich zmęczenie i obciążenie! Jak bardzo wymagamy też od siebie i innych umiejętności przyjmowania takich chwil, jak szczególnie wartościowych darów – im gorzej tym lepiej, mówią niektórzy.

Odpocznij. Masz do tego prawo.

Choć może Apostołowie nie nawrócili wszystkich mieszkańców Galilei, nie uzdrowili wszystkich chorych i nie wypędzili wszystkich demonów z dusz dzieci Izraela, to jednak Pan widzi ich zmęczenie i udręczenie. Czy zasłużyli na ten odpoczynek? Czy wykonali wszystko co chciał Nauczyciel? Pewnie nie. Należało im się? Po naszemu pewnie nie. A jednak On wie, czego im trzeba.

Odpocznij.

Ale pamiętaj, że jest pewna subtelna granica między odpoczynkiem a lenistwem. Łączy się ona z egoizmem i miłością. Gdy stanie obok drugi człowiek potrzebujący ciebie – słowa, czasu, pomocy – zatroszcz się o tę jego potrzebę. Skoro Bóg zatroszczył się o ciebie… I pamiętaj, że On wie czego ci trzeba, więc ty też otwórz oczy, zobacz „tłum”, daj ogarnąć się miłosierdziu i rozdaj, to co masz.

Co masz robić? To, co jest miłe w Jego oczach. Tylko i aż.

Piątek IV tygodnia Okresu Zwykłego

Piątek, 4 II 2011 r.

I CZYTANIE Hbr 13, 1-8
Niech trwa w nas braterska miłość. Nie zapominajmy też o gościnności, gdyż przez nią niektórzy, nie wiedząc, aniołom dali gościnę. Pamiętajcie o uwięzionych, jakbyście byli sami uwięzieni, i o tych, co cierpią, bo i sami jesteście w ciele. We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane, gdyż rozpustników i cudzołożników osądzi Bóg.
Postępowanie wasze niech będzie wolne od chciwości na pieniądze: zadowalajcie się tym, co macie. Sam bowiem powiedział: „Nie opuszczę cię ani pozostawię”. Śmiało więc mówić możemy: „Pan jest wspomożycielem moim, nie ulęknę się, bo cóż może mi uczynić człowiek?”
Pamiętajcie o swych przełożonych, którzy głosili wam słowo Boże, i rozpamiętując koniec ich życia, naśladujcie ich wiarę. Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki.
EWANGELIA Mk 6, 14-29
Król Herod posłyszał o Jezusie, gdyż Jego imię nabrało rozgłosu, i mówił: „Jan Chrzciciel powstał z martwych i dlatego moce cudotwórcze działają w nim”. Inni zaś mówili: „To jest Eliasz”; jeszcze inni utrzymywali, że to prorok, jak jeden z dawnych proroków. Herod, słysząc to, twierdził: „To Jan, którego kazałem ściąć, zmartwychwstał”.
Ten bowiem Herod kazał pochwycić Jana i związanego trzymał w więzieniu z powodu Herodiady, żony brata swego Filipa, którą wziął za żonę. Jan bowiem wypominał Herodowi: „Nie wolno ci mieć żony twego brata”. A Herodiada zawzięła się na niego i rada byłaby go zgładzić, lecz nie mogła. Herod bowiem czuł lęk przed Janem, znając go jako męża prawego i świętego, i brał go w obronę. Ilekroć go posłyszał, odczuwał duży niepokój, a przecież chętnie go słuchał.
Otóż chwila sposobna nadeszła, kiedy Herod w dzień swoich urodzin wyprawił ucztę swym dostojnikom, dowódcom wojskowym i osobom znakomitym w Galilei. Gdy córka tej Herodiady weszła i tańczyła, spodobała się Herodowi i współbiesiadnikom. Król rzekł do dziewczęcia: „Proś mnie, o co chcesz, a dam ci”. Nawet jej przysiągł: „Dam ci, o co tylko poprosisz, nawet połowę mojego królestwa”. Ona wyszła i zapytała swą matkę: „O co mam prosić?” Ta odpowiedziała: „O głowę Jana Chrzciciela”.
Natychmiast weszła z pośpiechem do króla i prosiła: „Chcę, żebyś mi zaraz dał na misie głowę Jana Chrzciciela”. A król bardzo się zasmucił, ale przez wzgląd na przysięgę i na biesiadników nie chciał jej odmówić. Zaraz też król posłał kata i polecił przynieść głowę jego. Ten poszedł, ściął go w więzieniu i przyniósł głowę jego na misie; dał ją dziewczęciu, a dziewczę dało swojej matce. Uczniowie Jana, dowiedziawszy się o tym, przyszli, zabrali jego ciało i złożyli je w grobie.

Dziś czytania kapitalnie się uzupełniają. Paweł mówi jak ma być, a Ewangelia pokazuje skutki tego jak jest, gdy nie jest jak trzeba.

Rodzina Heroda jest grupą ludzi połączonych wszystkim tylko nie miłością. Gdy się zabierze miłość (rozumianą, jako bezinteresowny dar z siebie) ze wzajemnych międzyludzkich odniesień, wówczas powstaje hybryda zazdrości, pożądliwości, lęków i manipulacji. Warto zrobić sobie rachunek sumienia dorosłych ludzi – co mną kieruje w codziennych kontaktach z najbliższymi? Jakie miejsce zajmuje Bóg i jego Słowo w naszej rodzinie? Czy przez pomyłkę nie oszukujemy samych siebie jakąś pseudo religijnością, czysto sformalizowaną, lub oderwaną od jakichkolwiek obiektywnych kryteriów. Dość łatwo przecież, zwłaszcza osobom posiadającym pewną wewnętrzną wrażliwość, stworzyć sobie indywidualną duchowość. Można się modlić, chodzić do kościoła, ale nigdy nie spotkać Boga i Jego woli. W innym wypadku przejawem takiej, oderwanej od żywej wiary religijności będzie zabobonny lek przed wszystkim, co zakrawa w naszej wyobraźni na posiadające tajemniczą moc. Wówczas ludzie, rośliny, gwiazdy, przedmioty (zwłaszcza jakoś poświęcone) stają się niemalże boskim punktem odniesienia. Niekoniecznie będziemy się z tym do końca liczyć, ale będą wywoływać lęk i wyrzuty sumienia. Jak u Heroda.

Czy obraz życia chrześcijańskiego kreślony przez Pawła w pierwszym czytaniu nie jest zbyt idealny? Widzimy ludzi gościnnych, pełnych miłości, spieszących na pomoc ludziom zniewolonym, nie związanych chciwością, ufającym Bogu. Uff. Za piękne, chciałoby się powiedzieć…

Jednakże ów obraz nie jest celem samym w sobie. To nie do obrazu, choćby najpiękniejszego życia, mamy się dopasować. To Chrystus jest punktem odniesienia dla dzieci Bożych. To Jego śladami mamy iść. Nie swoich pożądliwości i chorych oczekiwań, lecz po znakach Jego miłości dojdziemy do stworzenia domu, w którym wszytko będzie na swoim miejscu.

Wspomnienie św. Błażeja, biskupa i męczennika

Czwartek, 3 II 2011 r.


I CZYTANIE Hbr 12, 18-19. 21-24
Nie przystąpiliście do dotykalnego i płonącego ognia, do mgły, do ciemności i burzy ani też do grzmiących trąb i do takiego dźwięku słów, iż wszyscy, którzy go słyszeli, prosili, aby do nich nie mówił. A tak straszne było to zjawisko, iż Mojżesz powiedział: „Przerażony jestem i drżę”.
Wy natomiast przystąpiliście do gór Syjonu, do miasta Boga żyjącego, Jeruzalem niebieskiego, do niezliczonej liczby aniołów, na uroczyste zebranie, do Kościoła pierworodnych, którzy są zapisani w niebiosach, do Boga, który sądzi wszystkich, do duchów sprawiedliwych, które już doszły do celu, do pośrednika Nowego Testamentu – Jezusa, do pokropienia krwią, która przemawia mocniej niż krew Abla.
EWANGELIA Mk 6, 7-13
Jezus przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch. Dał im też władzę nad duchami nieczystymi. I przykazał im, żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie. „Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien”.
I mówił do nich: „Gdy do jakiego domu wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd wyjdziecie. Jeśli w jakim miejscu was nie przyjmą i nie będą was słuchać, wychodząc stamtąd strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich”. Oni więc wyszli i wzywali do nawrócenia. Wyrzucali też wiele złych duchów oraz wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali.

Nowy Testament jest dla dzieci.

Bożych.

Szczęśliwych z powodu wolności i życia, jakie dał im Ojciec. Choć słusznym pewnie byłoby drżeć wobec potęgi przechodzącego Pana, to nie o taką reakcję Mu chodzi. Jezus nie zstąpił na ziemię, aby zionąć ogniem, lecz odwrócić dzieła diabła w synach człowieczych. Pytanie brzmi, co do nas silniej przemawia – groza Wszechmocnego, czy krew niewinnego Baranka…  Oczywiście, że każdy z tych znaków Boga ma swoja wymowę i każdy jakąś część prawdy o Jego obliczu odsłania. Problem z tym, że mamy tendencję do skrajności i łatwo nam zagubić bojaźń Bożą na rzecz przekonania, że wszystko nam wolno, a krew Baranka nam się należy.

Wobec grozy człowiek winien jedynie (jak szatani w Markowej Ewangelii) paść na twarz. Wobec Pana, który uwalnia i daje siebie też trzeba oddać pokłon, ale także odnaleźć w sobie dziękczynienie i dać świadectwo niezwykłej bliskości, do jakiej jesteśmy zaproszeni.

A do tego jeszcze ów niezwykły dar wolności! Już nie strach i drżenie, lecz wędrówka, głoszenie i uwalnianie w Jego Imię! Bóg nie jest dalekim, przerażającym Głosem, lecz niejako wkracza w ciebie i mnie. To my stajemy się jego głosem dającym światło, ręką, która uzdrawia. Dla innych. Aby pokazać wszystkim, jaki naprawdę jest Ojciec.

A co jeśli nam się to miesza i prędzej ucieklibyśmy ze strachu, aniżeli zaświadczyli sobą o Jego miłości?

To szukajmy kogoś, kto w Jego imię z mocą wezwie nas do nawrócenia, wyrzuci ślady demonów, przypomni o namaszczeniu, jakie w nas trwa i (jak w sakramentaliach dnia dzisiejszego) uzdrowi. Proste? Zbyt?

Taka jest nasza wiara!

Święto Ofiarowania Pańskiego

Środa, 2 II 2011 r.

I CZYTANIE Ml 3, 1-4
To mówi Pan Bóg: „Oto Ja wyślę anioła mego, aby przygotował drogę przede Mną, a potem nagle przybędzie do swej świątyni Pan, którego wy oczekujecie, i Anioł Przymierza, którego pragniecie. Oto nadejdzie, mówi Pan Zastępów. Ale kto przetrwa dzień Jego nadejścia i kto się ostoi, gdy się ukaże? Albowiem On jest jak ogień złotnika i jak ług farbiarzy. Usiądzie więc, jakby miał przetapiać i oczyszczać srebro, i oczyści synów Lewiego, i przecedzi ich jak złoto i srebro, a wtedy będą składać Panu ofiary sprawiedliwe. Wtedy będzie miła Panu ofiara Judy i Jeruzalem, jak za dawnych dni i lat starożytnych”.
EWANGELIA Łk 2, 22-40
Gdy upłynęły dni oczyszczenia Maryi według Prawa Mojżeszowego, rodzice przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: „Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu”. Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego.
A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek prawy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż nie zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił:
„Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela”.
A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: „Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu”.
Była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostała wdową. Liczyła już osiemdziesiąty czwarty rok życia. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą.
Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy. A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta Nazaret. Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim.

Prorok przestrzega – Pan przybędzie do swej świątyni nagle. Czemu to mówi? Aby byli tacy, co będą Go oczekiwali. W jaki sposób? Poprze wierność Prawu Bożemu. Inaczej można się rozminąć z Bogiem. Przecież trudno zauważyć Stwórcę w małym dziecku, noszonym na rękach ubogiej, wiejskiej dziewczyny. Jedynie trwający przy jego Prawie otrzymają, jak Symeon i Anna znak od Ducha. Jedynie sprawiedliwi, jak cieśla z Nazaretu, staną się rodziną Boga.

Ale, ktoś zapyta, o jakie Prawo chodzi? Czy drobiazgową wierność Dekalogowi? Czy o przepisy szabatowe?

A co jest wypełnieniem Prawa? Czego pragnie Bóg bardziej niż ofiar i całopaleń? Jaką ofiarę możemy Mu złożyć? Co Mu dać?

„Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał”…

„Miłość usuwa lęk”…

„Nikt nie ma większej miłości”…

Kochaj, a spotkasz Pana.

Ofiaruj Mu serce i siebie. Rozdawaj się braciom. Służ – to jest sprawiedliwe.

A spotkasz Pana.

« Older posts Newer posts »

© 2026 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑