J e z u s p o r a z t r z e c i u p a d a p o d K r z y ż e m
Rdz 3,-19
19. W pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie, póki nie wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz!
Ps 22,7-8. 13-16
7. Jestem robak, a nie człowiek, pośmiewisko ludzkie i wzgardzony u ludu. 8. Szydzą ze mnie wszyscy, którzy na mnie patrzą, rozwierają wargi, potrząsają głową.
13. Otacza mnie mnóstwo cielców, osaczają mnie byki Baszanu. 14. Rozwierają przeciwko mnie swoje paszcze, jak lew drapieżny i ryczący. 15. Rozlany jestem jak woda i rozłączają się wszystkie moje kości; jak wosk się staje moje serce, we wnętrzu moim topnieje. 16. Moje gardło suche jak skorupa, język mój przywiera do podniebienia, kładziesz mnie w prochu śmierci.
Nieśmiertelny dotknął prochu śmierci. Doświadczył zderzenia z ową przerażającą granicą, która sprawia, że życie wielu synów człowieczych staje się jedną wielką ucieczką przed nieuchronnym. Istniejący poza czasem, nieskończenie inny od przemijalnego mułu i prochu ziemi leży na niej przyjmując ból i miałkość ludzkiej egzystencji.
Brak siły. Ciało, które odmawia posłuszeństwa. Pokusy, które jedna za drugą przebiegają przez znękany umysł. Otchłań beznadziei zapraszająca do tego, aby się w niej zanurzyć. Czający się strach, przekonujący, że wszystko, że całe życie – było na darmo; że wszystko przeminie wraz ze śmiercią; że nikt nic nie pojął; że nie da się zbawić pyłu, bo i tak wiatr go rozwieje.
Jak wielką trzeba mieć siłę, aby podnieść się z prochu…
Jak wielka moc musi kierować upadającym…
Jak wielka miłość do człowieczego pyłu ziemi…