Blog ks. Jacka Gomulskiego

Miesiąc: luty 2012 (Page 2 of 2)

Piątek po Popielcu

P i ą t e k ,    2 4   I I   2 0 1 2   r .

 

I CZYTANIE Iz 58, 1-9
To mówi Pan Bóg: „Krzycz na całe gardło, nie przestawaj. Podnoś głos twój jak trąba. Wytknij mojemu ludowi jego przestępstwa i domowi Jakuba jego grzechy. Szukają Mnie dzień za dniem, pragną poznać moje drogi, jakby naród, który kocha sprawiedliwość i nie opuszcza Prawa swego Boga. Proszą Mnie o sprawiedliwe prawa, pragną bliskości Boga: «Czemu pościliśmy, a Ty nie wejrzałeś? Umartwialiśmy siebie, a Tyś tego nie uznał?»
Otóż w dzień waszego postu wy znajdujecie sobie zajęcie i uciskacie wszystkich waszych robotników. Otóż pościcie wśród waśni i sporów, i wśród bicia niegodziwą pięścią. Nie pośćcie tak, jak dziś czynicie, żeby się rozlegał zgiełk wasz na wysokości. Czyż Ja taki post jak ten wybieram sobie w dniu, w którym się człowiek umartwia? Czy zwiesić głowę jak sitowie i użyć wora z popiołem za posłanie, czyż to nazwiesz postem i dniem miłym dla Pana?
Czyż nie jest raczej ten post, który wybieram: Rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli, wypuścić wolno uciśnionych i wszelkie jarzmo połamać? Dzielić swój chleb z głodnym, wprowadzić w dom biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać i nie odwrócić się od współziomków?
Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza i szybko rozkwitnie twe zdrowie. Sprawiedliwość twoja poprzedzać cię będzie, chwała Pana iść będzie za tobą. Wtedy zawołasz, a Pan odpowie, wezwiesz pomocy, a On rzecze: «Oto jestem»”.
EWANGELIA Mt 9, 14-15
Po powrocie Jezusa z krainy Gadareńczyków podeszli do Niego uczniowie Jana i zapytali: „Dlaczego my i faryzeusze dużo pościmy, Twoi zaś uczniowie nie poszczą?”
Jezus im rzekł: „Czy goście weselni mogą się smucić, dopóki oblubieniec jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im oblubieńca, a wtedy będą pościć”.

Krzycz. Wytknij. Nie przestawaj.

Ale przecież do tego można się przyzwyczaić. W zasadzie to w większości każdy z nas umie wzruszyć ramionami i odciąć się od wszelkiego napominania. Że uciskam kogoś? Cóż, takie jest życie. Że poszczę pośród kłótni i z sercem pełnym niechęci do innych? To niech ci inni się zmienią. Że nienawidzę, osądzam, mam dość ludzi dookoła mnie? Wolno mi, a w ogóle to jakoś muszę się bronić w tym świecie, inaczej wszyscy wejdą mi na głowę! Tak, jestem grzeszny i słaby! Tak, mam za złe Wszechmogącemu, że w chwilach mojej nagłej pobożności zatyka uszy! Tak, zastanawiam się, czy nie lepiej i bezpieczniej, zwiesiwszy głowę nieco poudawać te wszystkie posty i umartwienia! Bo przecież On i tak zrobi po swojemu…

Nie przestawaj.

Jak skłonić twoje obolałe serce do miłości, do drugiego człowieka, równie zbitego jak ty sam, do Boga, smutnie wpatrzonego w ślady swych dzieci zmierzające ku przepaści? Jak ukazać prawdziwe szczęście, gdy nikt w nie już nie wierzy – czy to z bólu, czy to z rozpaczy, czy to z pogodzenia się z nieuchronnym? Jakim krzykiem przebić się do uszu przyzwyczajonych do wrzasku pijanych rodziców, do hałasu ulic, czy huku muzyki zabijającej wrażliwość (po co być wrażliwym? – to boli)?

Krzykiem rozpaczy kochającego Ojca stał się Syn – Oblubieniec. Jest ze mną. Jest z tobą. On nie podniesie głosu, ani trzciny nadłamanej nie zniszczy. Jest delikatny, pokorny a jednocześnie pełen tej niezwykłej mocy, z którą poniesie krzyż. Twój krzyż – twój ból i zagubienie, tak zręcznie maskowane butą, pychą i dumą. Pozwól. I wówczas zacznij z serca pościć.

Wtedy zawołasz, a Pan odpowie, wezwiesz pomocy, a On rzecze: „Oto jestem”!

Czwartek po Popielcu

Czwartek, 23 II 2012 r.

I CZYTANIE Pwt 30, 15-20
Mojżesz przemówił do ludu: „Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście. Ja dziś nakazuję ci kochać twego Boga, Pana, i chodzić Jego drogami, pełniąc Jego nakazy, polecenia i przykazania; abyś żył i mnożył się, a twój Bóg, Pan, będzie ci błogosławił w kraju, który idziesz posiąść.
Ale jeśli swoje serce odwrócisz, nie usłuchasz, zbłądzisz i będziesz się kłaniał obcym bogom, służąc im, oświadczam wam dzisiaj, że na pewno zginiecie, niedługo zabawicie na ziemi, którą idziecie posiąść, po przejściu Jordanu.
Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię, kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc, abyście żyli wy i wasze potomstwo, miłując Boga swego, Pana, słuchając Jego głosu, lgnąc do Niego; bo tu jest twoje życie i długie trwanie twego pobytu na ziemi, którą Pan poprzysiągł dać ojcom twoim: Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi”.

 

EWANGELIA Łk 9, 22-25
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie”.
Potem mówił do wszystkich: „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. Bo cóż za korzyść ma człowiek, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie?”

Co dziś zyskasz, a co stracisz?

Ludzi, emocje, miłość, pieniądze, niepozałatwiane sprawy,  a może świat cały.

Co zyskujesz każdego dnia, o co walczysz, starasz się, zabiegasz? Nad czym się trudzisz?

To nie są podchwytliwe pytania. Chcę jedynie abyś to dojrzał, abyś zobaczył – zgodnie z wezwaniem Mojżeszowym – „Patrz!” Być może walczysz o rzeczy słuszne, o Boga w życiu swoim i innych, o jakiś wymiar prawdy, o miłość w twojej rodzinie. Być może po prostu zarabiasz pieniądze aby twoi najbliżsi mieli za co żyć. Być może bierzesz swój krzyż, nie odrzucasz łaski z nim związanej, szukasz – często przez łzy – dobra w cierpieniu i samotności. A być może w pogoni za sprawami słusznymi, ważnymi i ze wszech miar godnymi uwagi – tracisz zbyt wiele. Przecież tak często bywa. Chcesz dobrze. Angażujesz się w jakiś projekt, czy ideę, a jednocześnie gubisz najcenniejsze skarby miłości, znajdując sobie zawsze dobre wytłumaczenie.

Popatrz dzisiaj, na ile twoje życie (nie w warstwie deklaracji, ale praktyki dnia codziennego) jest twoim świadomym wyborem, a na ile to efekt karuzeli zmiennych i plątanina spraw, na które nie masz już wpływu.

Patrz…

ŚRODA POPIELCOWA

Środa, 22 lutego 2012 r.

I CZYTANIE Jl 2, 12-18

Tak mówi Pan: Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem, przez post i płacz, i lament. Rozdzierajcie jednak wasze serca, a nie szaty! Nawróćcie się do Pana, Boga waszego! On bowiem jest łaskawy, miłosierny, nieskory do gniewu i wielki w łaskawości, a lituje się na widok niedoli. Któż wie, czy się nie zastanowi, czy się nie zlituje i pozostawi po sobie błogosławieństwo plonów na ofiarę z pokarmów i ofiarę płynną dla Pana, Boga waszego. Dmijcie w róg na Syjonie, zarządźcie święty post, ogłoście zgromadzenie. Zbierzcie lud, zwołajcie świętą społeczność, zgromadźcie starców, zbierzcie dzieci i ssących piersi; niech wyjdzie oblubieniec ze swojej komnaty, a oblubienica ze swego pokoju.

Między przedsionkiem a ołtarzem niechaj płaczą kapłani, słudzy Pana! Niech mówią: „Przepuść, Panie, ludowi Twojemu i nie daj dziedzictwa swego na pohańbienie, aby poganie nie zapanowali nad nami. Czemuż mówić mają między narodami: Gdzież jest ich Bóg?” Pan zapalił się zazdrosną miłością ku swojej ziemi, i zmiłował się nad swoim ludem.

II CZYTANIE 2 Kor 5, 20 – 6, 2

W imieniu Chrystusa spełniamy posłannictwo jakby Boga samego, który przez nas udziela napomnień. W imię Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem. On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą. Współpracując zaś z Nim napominamy was, abyście nie przyjmowali na próżno łaski Bożej. Mówi bowiem Pismo: „W czasie pomyślnym wysłuchałem ciebie, w dniu zbawienia przyszedłem ci z pomocą”. Oto teraz czas upragniony, oto teraz dzień zbawienia.

EWANGELIA Mt 6, 1-6. 16-18

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie.

Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.

Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.

Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę powiadam wam: już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś gdy pościsz, namaść sobie głowę i umyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie”.

 

Fakt, łatwiej rozedrzeć szatę niż serce. Łatwiej zrobić ponurą minę niż pogrzebać w duszy wystawiając ją na ryzyko bólu – że nie jest taka cudna i nieskalana, jak by się wydawało. Bardziej ciągnie człowieka do tych zewnętrzności, do gestów na pokaz, do woru i popiołu, aniżeli do realnego… no właśnie, czego? Zadawania sobie bólu? Autoanalizy? Umartwienia?  Masochizmu? Ale po co to wszystko? Po co chleb i woda, po co rybka w piątek, po co jałmużna, po co ten popiół dzisiaj, po co Gorzkie Żale, Drogi Krzyżowe, Pasje i rekolekcje? Czyżbyś już tak był przygnieciony własnym ego, że trzeba raz na jakiś czas do bólu wstrząsnąć twoim sumieniem i sercem? Tak, żeby zabolało, żebyś przez łzy dostrzegł krótkowzroczność swoich wysiłków. Chodzisz, starasz się, cierpisz, coś tam próbujesz i klecisz to swoje życie, pocieszając się, że inni również mają niełatwo i do czegoś dochodzą. Mimo trudu ulegasz złudzeniu, że jest w miarę – no, może nie najlepiej, ale i nie najgorzej, Pan Bóg gdzieś na horyzoncie (no, w końcu jestem jakoś tam wierzący), z grzechami, czy nałogami już się jakoś ułożyłeś (przecież nie jestem święty), a że nie jesteś szczęśliwy, to cóż – któż jest? Do kościoła pójdziesz, popiołkiem posypią, skłonisz cicho głowę na słowa o prochu którym jesteś i wrócisz do swojego życia – cieplutkiego bagienka tych samych problemików. I nic się nie zmieni – bo i po co?

A On chce wbić ci pazur w serce i rozorać aortę…

Tak, ma zaboleć. Nie dlatego, że jest jakimś sadystą, ale wie, że gdy nie zaboli dzisiaj, to nic nie pojmiesz ze śmierci Bożego  Syna; że będziesz jak widz w teatrze, czy usychający z pragnienia na pustyni.

To specyficzny „czas zbawienia”. Nie polega on na ułożeniu się z samym sobą, lecz na rozbiciu miliona drobnych przyzwyczajonek i samozezwoleń. Na zdarciu sobie z oczu różowych okularów, które osładzają własne życie i obraz samego siebie. Bo przecież, jeśli twoje życie jest żałosne, to nie udawaj, że jest inaczej. Jeśli jest w nim cierpienie, to nie mów, że to nic, że da się je osłodzić alkoholem, seksem, czy jakimiś namiastkami życia. Jeśli jest w nim samotność, to nie udawaj, że możesz ją zapełnić pracą. Jeśli porozbijały ci się wszystkie relacje, to nie mów, że to twój wybór i wszyscy są nie warci twego czasu i sił. Po prostu – nie udawaj. Nie bój się. Niech zaboli.

A wtedy popatrz na Ukrzyżowanego, na przebity bok, na samotność zawieszoną między niebem a ziemią.

A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.

Newer posts »

© 2026 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑