Światło życia

Blog ks. Jacka Gomulskiego

Page 29 of 134

PIĄTEK PO POPIELCU

Piątek, 20 lutego 2015 r.

Mt 9, 14-15

Po powrocie Jezusa z krainy Gadareńczyków podeszli do Niego uczniowie Jana i zapytali: „Dlaczego my i faryzeusze dużo pościmy, Twoi zaś uczniowie nie poszczą?” Jezus im rzekł: „Czy goście weselni mogą się smucić, dopóki oblubieniec jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im oblubieńca, a wtedy będą pościć”.

Goście weselni to my. Rzeczywiście, ktoś nam zabrał Pana Młodego z imprezy weselnej, bo ani Go nie widzimy, ani słyszymy, ani nie możemy uścisnąć Go i złożyć życzeń. W zasadzie jest jeszcze gorzej bo i Panny Młodej nie bardzo jesteśmy w stanie dostrzec.

Zabrał nam Chrystusa nasz grzech, z którym jesteśmy w lepszej komitywie, aniżeli z Nim. Mając często świadomość zła, udajemy niewiedzę, aby zrobić po „swojemu”. Nie mamy obok siebie Pana Młodego, tylko skutki własnych nieprawości.

Przed nami czas najsmutniejszy, jeśli nie opamiętamy się w porę. W czyśćcu (wybieram tę pozytywniejszą opcję naszej przyszłości), kiedy dotrze do nas smutna prawda o naszych wyborach, będziemy chcieli pościć (czytaj: pokutować), ale będzie na to już za późno. Może więc warto czynić to teraz.

Słowa o poście i gościach weselnych, którym zabrano Oblubieńca Jezus wypowiada po powrocie z kraju Gadareńczyków, ludzi, dla których stado świń było cenniejsze od uzdrowienia opętanego. Gdy demony spustoszyły ich stada Gadareńczycy prosili Jezusa, aby ich opuścił. Zbyt wiele tracili przez Niego. Ileż to świń jest dla Ciebie cenniejszych od Jezusa…

Szukaj dzisiaj Pana Młodego, zrób krok w Jego stronę. Nie spotkasz się z Nim jeszcze twarzą w twarz, ale możesz zacząć opłakiwać swoje przywiązanie do świń. Jak? Przez post – jeśli nie za siebie to za innych.

CZWARTEK PO POPIELCU

Czwartek, 19 lutego 2015 r.

EWANGELIA Łk 9, 22-25

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie”.

Potem mówił do wszystkich: „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. Bo cóż za korzyść ma człowiek, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie?”

Ile razy dzisiaj odrzuciłeś swój krzyż? Ile razy narzekałeś na swą codzienność, masz w pogardzie zwykłe obowiązki, nie chcesz być systematyczny, uciekasz od trudnych rozmów i pracy nad wyrobieniem w sobie sprawiedliwości, męstwa, roztropności i umiarkowania?

Zaprzyj się dziś choć raz siebie samego – w pracy, na studiach, w domu, gdziekolwiek będziesz.

To jest pierwszy krok na drodze za Jezusem.

Pomódl się: „Panie, pomóż mi dzisiaj choć trochę siebie stracić!”

ŚRODA POPIELCOWA

Środa, 18 lutego 2015 r.

Słowo Boże 2 Kor 5, 20 – 6, 2

W imieniu Chrystusa spełniamy posłannictwo jakby Boga samego, który przez nas udziela napomnień. W imię Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem. On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą.

Współpracując zaś z Nim napominamy was, abyście nie przyjmowali na próżno łaski Bożej. Mówi bowiem Pismo:

„W czasie pomyślnym wysłuchałem ciebie, w dniu zbawienia przyszedłem ci z pomocą”.

Oto teraz czas upragniony, oto teraz dzień zbawienia.

Nadszedł Wielki Post. Może być kolejnym nic nie znaczącym czasem w Twoim życiu, ot, kilka tygodni przed świętami. Może być wyjątkowy swoją obrzędowością, śpiewami, czy „mistycznym:” charakterem – ale to także nie o to chodzi. Może być ciężarem i trudem o tyle większym, o ile nie będzie Ci chodziło w nim o zmianę swego myślenia. Nie wiem na jaki temat powinieneś je zmienić – może to jest zbyt dobre lub zbyt negatywne mniemanie o sobie samym, może jakiś bezsens życia, a może zbytnie „poukładanie” bez miejsca na wiatr Ducha, który „wieje kędy chce”. Może Twoja wiara jest zbudowana w dużej mierze na „uczuciach religijnych” i potrzebach chwili, a może za dużo w niej schematu i magicznych formuł. A może w ogóle nie masz wiary i jesteś jednym z wielu niewierzących-praktykujących. Może odrzuca Cię na myśl o wymaganiach, jakie stawia Chrystus, a może wiesz, że Ci ich potrzeba i tylko nie masz sił, aby je podjąć.

Tak, czy inaczej – zacznij post. Wielki Post.

W imię Chrystusa zapraszam Cie do wędrówki razem z Nim drogą do Jerozolimy. Tam On zostanie zdradzony (przez Ciebie), wyśmiany (przez Ciebie) i przybity do krzyża (przez Ciebie). Gdy jednak nie zadławisz się rozpaczą jak jeden z Jego uczniów, ale uwierzysz w Miłość, to zobaczysz Go powstałego z martwych.

To nie Ty musisz umrzeć podczas najbliższych czterdziestu dni, choć pewnie niektórzy z nas zakosztują zarówno wewnętrznego obumierania, jak i jak najbardziej realnej śmierci ciała. To On idzie ku śmierci, aby dojść do życia. Idzie za Ciebie, bo Ty nie umiesz. Pozwól jednak, aby odsłonił prawdę o tym, co robisz każdego dnia – o Twoich świństwach, wypracowanych wadach (przez które często sam cierpisz), przekłamaniach na swój temat, a także o tym, czego jeszcze o sobie nie wiesz. Szczególnie o tym, jak wielka jest Jego troska o Ciebie, większa aniżeli ta, którą obdarza samego siebie największy egoista.

Pamiętaj, ten czas się już nie powtórzy, choć pewnie jeszcze niejeden Wielki Post dane Ci będzie przeżyć. Nie będzie to jednak ten sam Wielki Post. Od dziś zaczyna się dla Ciebie czas łaski, czas zbawienia. Nie zmarnuj go.
Jeśli miąłbyś zamiar jedynie poprzyglądać się i pozastanawiać, czy dasz radę – daruj sobie. Za św. Pawłem wolę Cię ostrzec – „Nie przyjmuj na próżno łaski Bożej!”. Jemu, choć bardzo Cię kocha, nie zależy na tłumach wyznawców. Jemu zależy na zaufaniu.

Jeżeli jednak masz choć trochę odwagi w sercu, zapraszam Cie do wspólnej wędrówki ze Słowem jako mapą. Mamy przed sobą około czterdzieści dni. Po prostu znajdź każdego dnia czas na to, aby usłyszeć od Niego trochę prawdy, przyjrzeć się sobie i popatrzeć na to, co On robi. Jak możesz, nakarm się też Jego Ciałem – Jezus jest szczodry w dawaniu samego siebie. Staraj się Go naśladować, daj Mu coś – modlitwę, ofiaruj wyrzeczenie, podziel się z Nim ukrytym w drugim człowieku.

Co będzie na końcu drogi? On zmartwychwstanie, bo zawsze zwycięża.

A Ty?

Święto Św. Szczepana, pierwszego Męczennika

Piątek, 26 grudnia 2014 r.

Chrystus przestrzega dzisiaj: „Miejcie się na baczności przed ludźmi!” Skąd tak zaskakujące stwierdzenie w ustach kogoś, kto oddał swoje życie za ludzi?

We wcześniejszym zdaniu Pan Jezus posyła swych uczniów: „jak owce między wilki”. Aby przetrwać i wypełnić swą misję, mają być roztropni (przemyślni) jak węże, oraz nieskazitelni (prości) jak gołębie. Owce muszą tylko uważać na ludzi, mają być czujne wobec nich, a nawet czasami ich odrzucić – te znaczenia kryją się za greckim czasownikiem tu użytym. Kim są „ludzie”? Św. Jan wczoraj pisał o tych, którzy narodzili się z krwi, z żądzy ciała, czy z woli męża, natomiast nie narodzili się z Boga. Nie mają wiary, nie obmył ich chrzest, ani nie umocnił Duch. To poganie, ale także ci, którzy porzucili chrześcijaństwo i albo udając pozór pobożności, wyrzekli się jej mocy (por 2 Tm 3,5), albo nie chcą mieć nic wspólnego z Bogiem i wszelkimi przejawami Jego istnienia. Tych ludzi należy się strzec. Wobec nich każdy uczeń Chrystusa, każda owca, musi pamiętać, żeby przyoblec się w wężową przebiegłość i gołębią prostotę. Choć wąż od Edenu jest symbolem diabła, to w tym miejscu chodzi bardziej o pewną cechę „wężowatości”, którą jest spryt, inteligencja, przezorność i rozwaga. Oczywiście, granica miedzy zmyślnością, czyli pewnym rodzajem roztropności, która nakazuje odpowiedni dobór środków do celu, a manipulacją, która uświęca owe środki, jest cienka. Dlatego właśnie Jezusowa owca nie może stać się do końca wężem – musi jednocześnie być gołębiem w czystości intencji i prostocie serca. A wilki, na których terenie działają owce? To pewna rzeczywistość duchowa, którą św. Paweł nazywa „pierwiastkami duchowymi zła”. To szatan i jego aniołowie, krążący nieustannie wokół owiec, aby je porwać i pożreć.

Mamy więc być przebiegli i ostrożni, a jednocześnie z jasno sprecyzowanym celem. Przezornie spoglądajmy na tych, którzy nie chcą się rodzić z Boga i odrzucają moc swej wiary. Nie bójmy się jednak ich oskarżeń, zarzutów i krzywych spojrzeń. Ponieważ narodziliśmy się z Ducha i chcemy tworzyć społeczności o moc Ducha oparte, dlatego to On będzie mówił – nie tyle „za nas”, co „w nas”.

Wzorem takiego życia jest św. Szczepan „pełen łaski i mocy”, młody człowiek, który całą swą gorliwość zwrócił ku ubogim i potrzebującym, a oskarżony o herezję, podjął się uzasadnienia wobec „ludzi” i „wilków” swej wiary.

Nowonarodzony, bezbronny niczym baranek, stawia pytanie o Twe relacje, o to według czego się układają – wiary, czy jakichkolwiek innych kryteriów? Jesteś owcą w skórze węża i sercu (pełnym łaski i mocy) gołębia, czy też człowiekiem, którego drażnią wszystkie „owcze” sprawy i tęsknym okiem spoglądasz ku sile wilczych kłów?

Uroczystość Narodzenia Pańskiego

Czwartek, 25 grudnia 2014 r.

Iz 52, 7-10; Hbr 1, 1-6; J 1, 1-18

Murillo_EstebanBartoleme-TheHolyFamily_c1662Najzwyklejszy obraz na świecie – tata, mama i dziecko. Najzwyklejszy, a jednocześnie najbardziej chyba dekonstruowany i rujnowany – od wewnątrz, przez grzech, oraz od zewnątrz , przez wszelkiej maści ideologów.
Bóg stał się człowiekiem, aby przywrócić temu obrazowi właściwe proporcje –  aby „ruiny Jeruzalem” zabrzmiały radosnym śpiewem. Wczoraj wieczorem, przy wigilijnym stole, co dało się usłyszeć? Prawdziwą radość, szczerą, niczym dziecięce pytania (w przyciemnionej kaplicy dziecko pyta mamę: „Czemu jest ciemno”, ta zaś odpowiada: „Tak jest w Twoim sercu, kiedy robisz coś źle”. „A kiedy będzie światło?”, „Gdy przepraszasz, i zaprosisz do siebie Pana Jezusa.” – odpowiada mama. Dziecko konstatuje: „Wtedy On się rodzi we mnie…”) i prawdziwe odpowiedzi rodziców? Co zobaczyłeś na Twojej wigilii w rodzinie? Dom o niebezpiecznie pękających ścianach, czy miejsce dla ochrony, zbudowane na solidnym fundamencie prawdy?

Zapominamy często, jaka była kondycja rodziny przed przyjściem Chrystusa. Nie myślę tu nawet o wielożeństwie, czy nieskrępowaniu obyczajowym ówczesnych rzymian. Bardziej chodzi mi o wszechwładzę ojca, czy niemal niewolniczy status matki lub dziecka. Dopiero chrześcijaństwo wniosło pojęcie godności kobiety (wbrew pozorom femin-poprawności), która wcześniej, w zasadzie w każdym społeczeństwie, była przedmiotem do określonych zadań – reproduktywnych, ozdobnych, lub zaspokojenia żądz. Dla ucznia Chrystusowego, kobieta jednak ma rysy Matki Boga, ma tą samą godność, oraz miejsce w planie Stwórcy co mężczyzna. Jest mu równa, co nie znaczy, że taka sama. Wielu mężczyzn patrząc na Maryję musiało poddać swój niczym nie skrępowany egotyzm posłuszeństwu prawdzie o wspólnym – męskim i kobiecym – udziale w planach bożych. A dzieci? Przypomnijmy sobie, że nic nie znaczyły! Spartanie mogli bezkarnie je zabijać, jeśli nie spełniały pewnych warunków – sprawności, zdrowia i zdatności do rodzenia dzieci, lub walki! Czyż obecnie, pewne kręgi ludzkiej rodziny, nie staczają się w tym samym pogańskim kierunku? Bóg Wcielony, leżący na sianie w żłobie pomiędzy bydłem, przywrócił właściwe miejsce w rodzinie każdemu z jej członków.

Uczynił jeszcze więcej – więzy krwi, na których wspiera się rodzinny gmach, okazują się przecież zbyt kruche. Widać to po matkach zabijającychwłasne dzieci, czy porzucających je, po ojcach uciekających od odpowiedzialności, wiecznych chłopcach zatraconych w poszukiwaniu coraz to nowych wrażeń. Pisze dziś św. Jan: „Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc”! Jest siła do scementowania ruin! Jest moc do wznoszenia nowych gmachów, dla ochrony miłości! Jest dar, przekraczający wyobrażenia naszych praojców, którzy myśleli głównie w kategoriach władzy, bogactwa, wpływów, posiadania ziemi, czy zaspokajania żądz. Już nie krew, nie wola człowieka, nie natura, ani nie chęć panowania tworzy więź między ludźmi. „Któż jest moją Matką i mymi braćmi” – zapyta kilkadziesiąt lat po betlejemskiej nocy Syn Boży. I odpowie: „Ci. którzy wypełniają Boże Słowo!” Ci, którzy narodzą się z Ducha, tworząc więzi z Ducha – silniejsze ponad śmierć.

Dlatego w dzień Bożego Narodzenia zatęsknij nad rodziną odbudowaną z ruin, opartą na wierze i prawdzie, jasno dążącą ku jedynemu celowi istnienia człowieka, jakim jest Bóg. Zatęsknij za spokojem, głęboką radością, bezpieczeństwem i tą mocą, którą Pan może wypełnić pęknięcia i szczeliny każdego domu. Zadbaj o wspólną modlitwę. W miejsce telewizora włóż spacer. Usiądź z bliskimi, poczytaj książkę, zaśpiewaj kolędę. Przyjmij to Słowo, które jest Ci głoszone, a które dziś się narodziło.

A jeśli Twój dom jest niepełny, to pamiętaj zapewnienie Boga: „Jeśliby nawet matka zapomniała o swym dziecku, ja nie zapomnę o Tobie” (por. Iz 49, 15) i „Ja będę Mu Ojcem, a On będzie Mi Synem” (por. Hbr 1, 5).
Nie jesteś sam. Bóg stał się Człowiekiem, abyś Ty był synem Bożym, a rodzina (którą posiadasz, lub założysz) była oparta o coś więcej, aniżeli tylko więzy krwi.

« Older posts Newer posts »

© 2026 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑