Światło życia

Blog ks. Jacka Gomulskiego

Page 36 of 134

Piątek . Trzeci dzień w Oktawie Narodzenia Pańskiego.

Święto św. Jana Apostoła i Ewangelisty

I CZYTANIE 1 J 1, 1-4Św. Jan Apostoł i Ewangelista

To wam oznajmiamy, co było od początku,
cośmy usłyszeli o Słowie życia,
co ujrzeliśmy własnymi oczami,
na co patrzyliśmy
i czego dotykały (obmacały) nasze ręce,
bo życie objawiło się (uczyniło się widocznym).

Myśmy je widzieli,
o nim świadczymy
i głosimy wam życie wieczne, które było w Ojcu, a nam zostało objawione,

oznajmiamy wam,
cośmy ujrzeli
i słyszeli, abyście i wy mieli łączność z nami.

A mieć z nami łączność znaczy: mieć ją z Ojcem i z Jego Synem Jezusem Chrystusem.

Piszemy to w tym celu, aby nasza radość była pełna.

EWANGELIA J 20, 2-8

Pierwszego dnia po szabacie Maria Magdalena pobiegła i przybyła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: „Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono”.

Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka.

Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył.

Trzy razy Apostoł podkreśla empiryczny realizm swojego świadectwa. On jest tym, który widział i słyszał Syna Bożego. Więcej, Słowo dało się dotknąć, a nawet – jak jest dosłownie napisane w tekście greckim – obmacać. A przecież Jan ma być „uczniem umiłowanym”, najmłodszym, najbliższym. Często przedstawiany w sztuce jako eteryczny młodzieniec, mylony z kobietą ze względu na długie włosy, brak zarostu i niewinność wypisana na twarzy. Tu zaś widać kogoś dość twardo stąpającego po ziemi. Kogoś, kto udowadniając swoje przeżycie pisze o dotykaniu, chwyceniu się czegoś. Miłość ludzka (zanurzona w materię i skażenie grzechem pierworodnym) bowiem, wbrew pozorom, potrzebuje dowodów. Zaufanie potrzebuje dowodów. Potrzebuje zobaczyć, usłyszeć, dotknąć, doświadczyć całym sobą, aby podążyć za czymś lub coś przyjąć. Jak widać, nie ma to zbyt wiele wspólnego z romantycznym porywem miłości od pierwszego wejrzenia. Miłość, której dotknął Jan jest też realną pomocą w codziennej wędrówce przez życie. Jak ślepiec, który musi wyciągać przed siebie ręce i macać przestrzeń w poszukiwaniu przeszkody, tak człowiek szuka zagrożeń i pomocnych dłoni, aby wiedzieć, czy zmierza w dobrą stronę.

Po co Jan pisze swój list? Czemu tak bardzo podkreśla realizm swojego spotkania ze Słowem (To określenie nie jest wcale symboliczne, on naprawdę dotykał Słowa, choć brzmi to cokolwiek abstrakcyjnie. Ale czyż równie abstrakcyjnie nie brzmią słowa kolędy Franciszka Karpińskiego: „moc truchleje / Pan niebiosów – obnażony / ogień – krzepnie / blask –  ciemnieje / ma granice – Nieskończony?), które słyszał, na które patrzył i którego dotykał?

Jan pisze bo tylko wtedy naprawdę będzie mógł cieszyć się owym spotkaniem. Jan chce żyć w pełni. Dlatego pragnie wspólnoty, łączności z innymi. A prawdziwym fundamentem takiej łączności jest Obietnica, która się spełniła – Miłość nie będąca szybko znikającym przeżyciem ale trwałym przymierzem. Z Bogiem i braćmi.

Pisząc do kogoś, dzieląc się odkrytą i przeżytą Prawdą, już sprawia, że inni mają możliwość posmakować radości, a przez to owego niezwykłego rodzaju wspólnoty, jakim jest żywy Kościół.

Pijemy dziś „miłość świętego Jana”. Czym ona jest? Praktycznym, codziennym zapomnieniem o sobie (tylko ofiarna miłość ratuje od trucizny trojakiej pożądliwości – oczu, ciała i pychy żywota) na rzecz kogoś drugiego. Czym jeszcze? Wspólnotą jednego Kielicha. Wina, co daje życie. Goryczy, która jest słodkością. Śmierci życiodajnej.

Wtorek IV tygodnia Adwentu

Wtorek, 24 grudnia 2013 r.

I CZYTANIE 2 Sm 7, 1-5. 8b-12. 14a. 16Model drugiej światyni

Gdy król Dawid zamieszkał w swoim domu, a Pan poskromił wokoło wszystkich jego wrogów, rzekł król do proroka Natana: „Spójrz, ja mieszkam w pałacu cedrowym, a Arka Boża mieszka w namiocie”. Natan powiedział do króla: „Uczyń wszystko, co zamierzasz w sercu, gdyż Pan jest z tobą”.

Lecz tej samej nocy skierował Pan do Natana następujące słowa: „Idź i powiedz mojemu słudze Dawidowi: To mówi Pan: «Czy ty zbudujesz Mi dom na mieszkanie? Zabrałem cię z pastwiska spośród owiec, abyś był władcą nad ludem moim, nad Izraelem. I byłem z tobą wszędzie, dokąd się udałeś, wytraciłem przed tobą wszystkich twoich nieprzyjaciół. Dam ci sławę największych ludzi na ziemi. Wyznaczę miejsce mojemu ludowi, Izraelowi, i osadzę go tam, i będzie mieszkał na swoim miejscu, a nie poruszy się więcej, a ludzie nikczemni nie będą go już uciskać jak dawniej.

Od czasu kiedy ustanowiłem sędziów nad ludem moim izraelskim, obdarzyłem cię pokojem ze wszystkimi wrogami. Tobie też Pan zapowiedział, że ci zbuduje dom. Kiedy wypełnią się twoje dni i spoczniesz obok swych przodków, wtedy wzbudzę po tobie potomka twojego, który wyjdzie z twoich wnętrzności, i utwierdzę jego królestwo. Ja będę mu ojcem, a on będzie Mi synem. Przede Mną dom twój i twoje królestwo będzie trwać na wieki»”.

EWANGELIA Łk 1, 67-79

Zachariasz, ojciec Jana, został napełniony Duchem Świętym i prorokował, mówiąc: „Błogosławiony Pan, Bóg Izraela, bo lud swój nawiedził i wyzwolił, i wzbudził dla nas moc zbawczą w domu swego sługi Dawida: jak zapowiedział od dawna przez usta swych świętych proroków; że nas wybawi od naszych nieprzyjaciół i z ręki wszystkich, którzy nas nienawidzą; że naszym ojcom okaże miłosierdzie i wspomni na swe święte przymierze, na przysięgę, którą złożył ojcu naszemu, Abrahamowi.

Da nam, że z mocy nieprzyjaciół wyrwani służyć Mu będziemy bez lęku, w pobożności i sprawiedliwości przed Nim, po wszystkie dni nasze. A i ty, dziecię, zwać się będziesz prorokiem Najwyższego, gdyż pójdziesz przed Panem przygotować Mu drogi; Jego ludowi dasz poznać zbawienie, przez odpuszczenie mu grzechów, dzięki serdecznej litości naszego Boga, z jaką nas nawiedzi z wysoka Wschodzące Słońce, by światłem stać się dla tych, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają, aby nasze kroki skierować na drogę pokoju”.

Nieco ironicznie pyta Bóg Dawida: „Czy ty zbudujesz mi dom?”. Jakby chciał odsłonić przyszłość i ukryte w niej wysiłki ludzkości, zmierzające do „uczłowieczenia” Wiekuistego. Do dziś każdy nosi w sobie swój prywatny „dom” dla Boga, przykrawając nieco Nieskończoność do własnych rozmiarów. Dlatego Bóg sam zbudował sobie mieszkanie, niejako konkurując z mniej lub bardziej pobożnymi chęciami ludzkości. Zawsze bowiem, gdy gubisz pokorę, czyli prawdę o tym skąd się wziąłeś, wpadasz w pułapkę bożka na własny użytek. A później czynisz największe głupoty w jego najświętsze imię.

Bóg sam wybrał sobie dom. Było nim łono jedynej osoby, która mogła powiedzieć: „Oto ja, Służebnica Pana.” Nikt z nas nie „wymyślił” Maryi, nikt nie ściągnął Boga na ziemię, nie wybudował betlejemskiej groty z przeznaczeniem na izbę porodową Syna Bożego.

Dziś, na kilka godzin przed wigilijną wieczerzą, Bóg pyta nas: „Czy ty zbudujesz mi dom?” patrząc na nasze wysiłki przygotowań, prezentów, zakupów, potraw. Jakby chciał, abyśmy sami zapytali siebie po co to wszystko robimy. Tradycja, religijność, rodzina… Może także jakaś chęć zrobienia miejsca dla łaski, bo przecież potrzeba tego i owego… A przecież On już wybrał sobie dom. Nie tak święty, jak życie Niepokalanej, bardziej może przypominający zimne wnętrze skalnej groty, ale taki, który może stać się (z Jego mocy) równie pełen chwały jak Świątynia Salomona, Dawidowego syna. Chwałą Bożą jest bowiem żyjący człowiek.

Po prostu przyjmij Go dzisiaj.

Tego wieczoru Bóg nawiedzi swój lud, czyli ciebie. Tego wieczoru przyniesie wyzwolenie. Za darmo.

Tego wieczoru uniesie się róg pełen oliwy nad twoja głową i przypomnisz sobie, żeś Królem, Prorokiem i Kapłanem w domu, który On ci daje.

Tylko Go przyjmij.

Środa I tygodnia Adwentu

Środa, 4 grudnia 2013 r.

I CZYTANIE Iz 25, 6-10a

W owym dniu: Pan Zastępów przygotuje dla wszystkich ludów na tej górze ucztę z tłustego mięsa, ucztę z wybornych win, z najpożywniejszego mięsa, z najwyborniejszych win. Zedrze On na tej górze zasłonę, zapuszczoną na twarzy wszystkich ludów, i całun, który okrywał wszystkie narody. Raz na zawsze zniszczy śmierć. Wtedy Pan Bóg otrze łzy z każdego oblicza, odejmie hańbę swego ludu po całej ziemi, bo Pan przyrzekł. I powiedzą w owym dniu: Oto nasz Bóg, Ten, któremuśmy zaufali, że nas wybawi; oto Pan, w którym złożyliśmy naszą ufność: cieszmy się i radujmy z Jego zbawienia! Albowiem ręka Pana spocznie na tej górze.

EWANGELIA Mt 15, 29-37but416.1.1.pt.100

Jezus przyszedł nad Jezioro Galilejskie. Wszedł na górę i tam siedział. I przyszły do Niego wielkie tłumy, mając ze sobą chromych, ułomnych, niewidomych, niemych i wielu innych, i położyli ich u nóg Jego, a On ich uzdrowił. Tłumy zdumiewały się widząc, że niemi mówią, ułomni są zdrowi, chromi chodzą, niewidomi widzą. I wielbiły Boga Izraela. Lecz Jezus przywołał swoich uczniów i rzekł: „Żal Mi tego tłumu. Już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. Nie chcę ich puścić zgłodniałych, żeby kto nie zasłabł w drodze”. Na to rzekli Mu uczniowie: „Skąd tu na pustkowiu weźmiemy tyle chleba, żeby nakarmić takie mnóstwo?”. Jezus zapytał ich: „Ile macie chlebów?” Odpowiedzieli: „Siedem i parę rybek”. Polecił ludowi usiąść na ziemi; wziął siedem chlebów i ryby, i odmówiwszy dziękczynienie, połamał, dawał uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do sytości, a pozostałych ułomków zebrano jeszcze siedem pełnych koszów.

Komu ocierasz łzy?

Wobec kogo twoje serce staje się współczujące, pełne litości i przepełnione pragnieniem pomocy?

Wbrew pozorom nie pytam o łatwe wzruszenia, jak u tych, co to płaczą nad zwierzątkiem a jednocześnie, bez mrugnięcia okiem, zabiliby nienarodzonego człowieka. Pytam o postawę serca, o przeżycie, które nie wyparowuje w jednej chwili, a utrwala się w działaniu. Pytam o miłość – autentyczną, ofiarną i… normalną. O spojrzenie, które potrafi dostrzec coś więcej poza czubkiem własnego nosa. O umiejętność zobaczenia kogoś, kto potrzebuje bardziej, aniżeli ty sam.

Zdarzyło ci się w ten sposób zatrzymać przy kimś? Choćby na chwilę.

Bóg przyrzekł, że nadejdzie dzień, w którym otrze wszystkie łzy cierpiących całego świata. Nie tylko dał taką obietnicę, ale i zaczął ją realizować w swoim Synu. Jezus „zdjęty litością” czynił wiele, czasami nawet jakby na przekór swej ludzkiej naturze. Wskrzeszał, uzdrawiał, oczyszczał z trądu i karmił – jak w dzisiejszej Ewangelii. Wiedział, że najbardziej dojmujący głód to nie ten cielesny, ale taki, który dławi serce, a jednak nie odmówił głodnym zwykłego jedzenia. Dzięki temu jeszcze bardziej chcieli go słuchać, choć zdarzyło się i tak że próbowali przykroić go do swych ludzkich wyobrażeń o dobrym władcy, który – jak trzeba – daje chleb.

Dzisiaj potrzeba bardziej nie tych, co będą dawać chleb z mąki, ale tych co otrą łzy zniewolonych, cierpiących, uzależnionych, dręczonych i zawładniętych przez Zło. Epizod z rozmnożonym chlebem to tylko część prawdy o misji Syna Bożego, choć wielu, także kapłanów chciałoby widzieć w nim esencję Jezusowego dzieła. Chrystus nie przyszedł nakarmić uciśnionych chlebem i dać każdemu po równo. On przyszedł zniszczyć dzieła diabła i dać każdemu przystęp do Domu Ojca. Przyszedł wyrwać nas z grozy Wiecznego Głodu. Szkoda, że tak słabo to rozumiemy. Niedawno, na rekolekcjach dla kapłanów, prowadzący stwierdził z przekąsem, że często współczesny misjonarz w Afryce stawia świątynie, domy, szpitale, stołówki i apteki, ale gdy afrykański chrześcijanin będzie potrzebował duchowej pomocy i wyzwolenia, to pójdzie prędzej do szamana. Od siebie bym dodał, że europejczyk pewnie poszuka ratunku u psychoanalityka…

Otrzyj łzy – nie łatwym słowem pseudopocieszenia, ale prawdziwą pomocą. Jaka to pomoc? Zapytaj Jezusa.

I NIEDZIELA ADWENTU

Niedziela, 1 grudnia 2013 r.

I CZYTANIE Iz 2, 1-5

Widzenie Izajasza, syna Amosa, dotyczące Judy i Jerozolimy: Stanie się na końcu czasów, że góra świątyni Pana stanie mocno na wierzchołku gór i wystrzeli ponad pagórki. Wszystkie narody do niej popłyną, mnogie ludy pójdą i rzekną: „Chodźcie, wstąpmy na Górę Pana do świątyni Boga Jakuba! Niech nas nauczy dróg swoich, byśmy kroczyli Jego ścieżkami. Bo Prawo wyjdzie z Syjonu i słowo Pana z Jeruzalem”. On będzie rozjemcą pomiędzy ludami i wyda wyroki dla licznych narodów. Wtedy swe miecze przekują na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Naród przeciw narodowi nie podniesie miecza, nie będą się więcej zaprawiać do wojny. Chodźcie, domu Jakuba, postępujmy w światłości Pana!

II CZYTANIE Rz 13, 11-14

Rozumiejcie chwilę obecną: teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu. Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas niż wtedy, gdyśmy uwierzyli.

Noc się posunęła, a przybliżył się dzień. Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła. Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości. Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie troszczcie się zbytnio o ciało, dogadzając żądzom.

EWANGELIA Mt 24, 37-44

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jak było za dni Noego, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, że przyszedł potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Wtedy dwóch będzie w polu: jeden będzie wzięty, drugi zostawiony. Dwie będą mleć na żarnach: jedna będzie wzięta, druga zostawiona.

Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. A to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o której porze nocy złodziej ma przyjść, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie”.

Kiedyś przyjdzie moment, w którym skończy się odwieczna walka. Powrócisz do pierwotnej, rajskiej świętości. Zniknie zmaganie się z ciałem, słabością i wszelkimi podstępami demona. Nie będzie kłótni z szefem w pracy i podejrzliwości wobec najbliższych. Przestaniesz żebrać o miłość i poszukiwać zachłannie jej cieni. Nie będziesz musiał przezwyciężać samego siebie. Jak mówi prorok w pierwszym Czytaniu: „nie będą się więcej zaprawiać do wojny”.

Kiedyś…

Ale teraz trwają potyczki i bitwy. Dotykają cię pokusy i pułapki sprytnie zastawiane przez nieprzyjaciela, którego gniew jest tym większy, im bardziej zdaje sobie sprawę z upływającego czasu. On wie, że „zbawienie jest bliżej nas” i lęka się nadchodzącej światłości. Aby nie poddać się zasadzkom i ułudzie szatana załóż dzisiaj zbroję – jest nią światło, które ma dotknąć twego rozumu. Dlatego św. Paweł wzywa do wypowiedzenia wojny wszystkiemu co ów rozum może osłabić – zaspokajaniu pożądliwości, czy szkodliwym namiętnościom. To swoisty plan na Adwent.

Póki trwa walka musisz być czujny. Nie wiesz kiedy, w jakich okolicznościach czy przy jakiej czynności zaskoczy cię przychodzący Pan i usłyszysz wezwanie aniołów i świętych: „Chodź na górę Pańską!”. Dlatego uważaj! Adwent to nie kilka tygodni na planowanie listy świątecznych zakupów, ale czujność wbrew słabnącemu ciału. Adwent to czuwanie na drugie przyjście Chrystusa. Może nie będzie w tym roku choinki i prezentów, a nawet Bożego Narodzenia w znanej ci formie. Może to za kilka dni „góra świątyni Pana stanie mocno na wierzchołku gór i wystrzeli ponad pagórki”?! Może to w tym roku jeszcze nadejdzie godzina ogólnoludzkiej pobudki?

Bądź czujny!

Święto Św. Andrzeja, Apostoła

Sobota, 30 listopada 2013 r.

bassano_fishes_480x280 1545

„Powołanie Apostołów”, Jacopo Bassano, XVI w.

I CZYTANIE Rz 10, 9-18

Jeżeli ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych, osiągniesz zbawienie. Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami – do zbawienia. Wszak mówi Pismo: „Żaden, kto wierzy w Niego, nie będzie zawstydzony”. Nie ma już różnicy między Żydem a Grekiem. Jeden jest bowiem Pan wszystkich. On to rozdziela swe bogactwa wszystkim, którzy Go wzywają. „Albowiem każdy, kto wezwie imienia Pańskiego, będzie zbawiony”. Jakże więc mieli wzywać Tego, w którego nie uwierzyli? Jakże mieli uwierzyć w Tego, którego nie słyszeli? Jakże mieli usłyszeć, gdy im nikt nie głosił? Jakże mogliby im głosić, jeśliby nie zostali posłani? Jak to jest napisane: „Jak piękne stopy tych, którzy zwiastują dobrą nowinę”. Ale nie wszyscy dali posłuch Ewangelii. Izajasz bowiem mówi: „Panie, któż uwierzył temu, co od nas posłyszał?” Przeto wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa. Pytam więc: Czy może nie słyszeli? Ależ tak: „Po całej ziemi rozszedł się ich głos, aż na krańce świata ich słowa”.

EWANGELIA Mt 4, 18-22

Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci, Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: „Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi”. Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim.  A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci, Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim.

Bardzo często słyszy się pytanie: „Czy wszyscy będą zbawieni?”. Bardzo często też pada odpowiedź, że przecież Pan Bóg jest miłosierny, a chrześcijanie nie dają zbyt dobrego świadectwa, więc niech każdy żyje zgodnie z prawem naturalnym – byle był „dobry”, cokolwiek to słowo by nie oznaczało. Nawet wielcy ludzie Kościoła przebąkują tu i ówdzie, że najważniejsze jest życie podług zasad indywidualnego sumienia, jakby nie było słów Pisma, które dziś słyszymy w pierwszym czytaniu.

Ewangelia rozniosła się po całej ziemi. Żyjemy w czasach w których trudno powiedzieć, ze chrześcijaństwo gdzieś jeszcze nie dotarło. Może znajdzie się w skali globu jakiś ułamek procenta ludzkości, która nie usłyszał jeszcze Dobrej Nowiny, ale w przeważającej większości świat współczesny jest obmyty deszczem Ewangelii. Zresztą, stwierdza to już św. Paweł, gdy pisze o przepowiadaniu Apostołów: „Po całej ziemi rozszedł się ich głos, aż na krańce świata ich słowa”.

Pozostaje oczywiście dwa pytania: Na ile autentycznie uczniowie Chrystusa świadczyli o swoim Mistrzu, oraz czy owo świadectwo zostało faktycznie przyjęte?

Aby zejść ze skali ogólnoświatowej odpowiedz sobie na te pytania odnosząc je do własnego życia. Jak wygląda twoje świadectwo o tym, że to Jezus jest Panem życia człowieka i wszystkich spraw jego? Czy jest to dla ciebie tak dobra wiadomość, że chcesz się tym spontanicznie dzielić z innymi, równie chętnie co wieścią o wygranej w lotto? Czy doświadczasz w ciężarze codzienności usprawiedliwienia we Krwi Jezusa? Bo może też być, że wiara pozostaje trudem i pustym rytuałem powtarzanym bezrozumnie (zastanawia mnie jak często widzimy ów rytualizm u innych – argument wielu nie praktykujących polega na gorszeniu się innymi – a jak rzadko u siebie) bez jakiegokolwiek żywego odniesienia do prawdy objawionej w Chrystusie.

I druga rzecz. Pisze św. Paweł, że nie wszyscy dali posłuch Ewangelii. Ci, co jeszcze pielgrzymują po tym świecie, mają każdy kolejny dzień na naprawienie tego błędu. Twoi przodkowie jednak są już gdzie indziej. Okaż posłuszeństwo dzisiaj swojej wierze i pomódl się za tych z Twojej rodziny, którzy gdzieś za ziemskich dni rozminęli się z przykazaniami. Może swoim miłosierdziu Pan każe im czekać na bawienie, może nie umarli w grzechu ciężkim i potrzebują teraz twojej pomocy. Wyłów ich z czyśćca poprzez modlitwę, Mszę w ich intencji, ofiarowany odpust. Wtedy i tobie pomogą modlitwą od tronu bożego.

Ewangelię głosi się bowiem nie tylko po tej stronie wieczności, a jej moc przekracza granice tego, co doczesne.

 

 

 

 

« Older posts Newer posts »

© 2026 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑