Światło życia

Blog ks. Jacka Gomulskiego

Page 47 of 134

Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych

Piątek, 2 listopada 2012 r.

I CZYTANIE Hi 19, 1. 23-27a

Hiob powiedział: „Któż zdoła utrwalić me słowa, potrafi je w księdze umieścić? Żelaznym rylcem, diamentem, na skale je wyryć na wieki?

Lecz ja wiem: Wybawca mój żyje, na ziemi wystąpi jako ostatni. Potem me szczątki skórą odzieje, i oczyma ciała będę widział Boga. To właśnie ja Go zobaczę”.

II CZYTANIE 1 Kor 15, 20-24a. 25-28

Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli. Ponieważ bowiem przez człowieka przyszła śmierć, przez człowieka też dokona się zmartwychwstanie.

Jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni, lecz każdy według własnej kolejności: Chrystus jako pierwszy, potem ci, co należą do Chrystusa, w czasie Jego przyjścia. Wreszcie nastąpi koniec, gdy przekaże królowanie Bogu i Ojcu.

Trzeba bowiem, ażeby królował, aż położy wszystkich nieprzyjaciół pod swoje stopy. Jako ostatni wróg, zostanie pokonana śmierć. Wszystko bowiem rzucił pod Jego stopy.

Kiedy się mówi, że wszystko jest poddane, znaczy to, że z wyjątkiem Tego, który Mu wszystko poddał. A gdy już wszystko zostanie Mu poddane, wtedy i sam Syn zostanie poddany Temu, który Synowi poddał wszystko, aby Bóg był wszystkim we wszystkich.

EWANGELIA Łk 23, 44-46. 50.52-53; 24, 1-6a

Było już około godziny szóstej i mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Słońce się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się przez środek.

Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego”. Po tych słowach wyzionął ducha.

Był tam człowiek dobry i sprawiedliwy, imieniem Józef, członek Wysokiej Rady. On to udał się do Piłata i poprosił o Ciało Jezusa. Zdjął Je z krzyża, owinął w płótno i złożył w grobie, wykutym w skale, w którym nikt jeszcze nie był pochowany.

W pierwszy dzień tygodnia niewiasty poszły skoro świt do grobu, niosąc przygotowane wonności. Kamień od grobu zastały odsunięty. A skoro weszły, nie znalazły ciała Pana Jezusa. Gdy wobec tego były bezradne, nagle stanęło przed nimi dwóch mężów w lśniących szatach.

Przestraszone, pochyliły twarze ku ziemi, lecz tamci rzekli do nich: „Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał”.

Może i Tobie zdarzyło się oskarżać Boga o nieczułość, obwiniać za nieszczęścia swoje i innych. Może masz chwile, gdy widzisz w Nim surowego i odległego Sędziego, który nie wie czym jest prawdziwe życie tych, których nazywa Swymi dziećmi.

Dzisiaj warto byś usłyszał Dobrą Nowinę – Bóg umarł.

Był taki moment, trwający po ludzku około dwudziestu trzech godzin, podczas którego Bóg przeżył największy ludzki lęk, rozpacz, ból i ciemność. Zszedł do otchłani i poznał stan dusz, tam się znajdujących. Poznał, to znaczy – doświadczył. Poczuł smak samotności, zdrady, odrzucenia, upokorzenia i bezradności na widok triumfującego zła. Bóg wie, co to znaczy osierocić kogoś, gdyż odczuł boleśnie każde drgnienie serca bezbronnej i pozostawionej matki.

Bóg wie, czym jest śmierć.

Jedynie poprzez litość i miłosierdzie dwóch bogaczy, oszczędzono Mu losu milionów bezimiennych, wrzuconych do wspólnego grobu, gdzie mieszają się ze sobą szczątki ludzkie skazane na upodlenie. Jego Ciało zostało złożone do Grobu – chociaż tyle zapragnęli dać mu ludzie prawi, choć zbyt lękliwi, by wprost stawać w Jego obronie. Tylko że Jego Grób stał się znakiem życia – w przeciwieństwie do niezliczonej liczby mogił na całej ziemi.

Bóg umarł, ale żyje. Dlatego możemy nazywać Go Bogiem żywym. Dlatego tylko On może przeprowadzić człowieka poza granicę śmierci. Dlatego, rozumiejąc obumieranie ludzkiego ciała, cały ten przerażający proces smutku, bólu a nawet często bezradnej rozpaczy, może być przyjacielem i pocieszycielem każdego, kto zmaga się ze śmiercią.

Tylko czy chcesz dać Mu się prowadzić? Czy chcesz uwierzyć Jemu, który zna i życie i śmierć? Czy też wolisz dać posłuch beznadziejnej i smutnej wizji – jakże kłamliwej wizji, dodajmy – krainy wiecznej ciszy i pustki?

Wybieraj, Na wieczność.

Uroczystość Wszystkich Świętych

Czwartek, 1 listopada 2012 r.

I CZYTANIE Ap 7, 2-4. 9-14

Ja, Jan, ujrzałem innego anioła, wstępującego od wschodu słońca, mającego pieczęć Boga żywego. Zawołał on donośnym głosem do czterech aniołów, którym dano moc wyrządzić szkodę ziemi i morzu: „Nie wyrządzajcie szkody ziemi ani morzu, ani drzewom, aż opieczętujemy na czołach sługi Boga naszego”. I usłyszałem liczbę opieczętowanych: sto czterdzieści cztery tysiące opieczętowanych ze wszystkich pokoleń synów Izraela.

Potem ujrzałem wielki tłum, którego nikt nie mógł policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem. Odziani są w białe szaty, a w ręku ich palmy. I głosem donośnym tak wołają: „Zbawienie Bogu naszemu, Zasiadającemu na tronie, i Barankowi”.

A wszyscy aniołowie stanęli wokół tronu i Starców, i czworga Zwierząt, i na oblicze swe padli przed tronem, i pokłon oddali Bogu, mówiąc: „Amen. Błogosławieństwo i chwała, i mądrość, i dziękczynienie, i cześć, i moc, i potęga Bogu naszemu na wieki wieków. Amen!”

A jeden ze Starców odezwał się do mnie tymi słowami: „Ci przyodziani w białe szaty kim są i skąd przybyli?” I powiedziałem do niego: „Panie, ty wiesz”. I rzekł do mnie: „To ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku, i opłukali swe szaty, i wybielili je we krwi Baranka”.

II CZYTANIE 1 J 3, 1-3

Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: Zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy. Świat zaś dlatego nas nie zna, że nie poznał Jego.

Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się to objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jaki jest.

Każdy zaś, kto pokłada w Nim nadzieję, uświęca się, podobnie jak On jest święty.

EWANGELIA Mt 5, 1-12a

Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami:

„Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.

Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.

Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.

Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.

Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.

Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.

Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy mówią kłamliwie wszystko złe na was z mego powodu. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie”.

Co myślisz chodząc po cmentarnych alejkach? Czy gdzieś, między zapaleniem kolejnego znicza, kupnem wiązanki, lub kwiatów, a zwyczajowymi pogawędkami z dawno nie widzianą rodziną, pozwolisz sobie na refleksję o tych, co spoczywają pod ziemią przykryci kamiennymi płytami? Czy pozwalasz, aby twój umysł przekroczył traumatyczną granicę najtrudniejszego pytania, iście życiowego: Co się z nimi teraz dzieje? Co się będzie ze mną działo?

To może jest okrutne, ale przecież dawno zmarły wujek, czy praprababcia może obecnie doświadcza prawdziwej śmierci ducha – otchłani. Wówczas nasza modlitwa (mniej lub bardziej autentyczna i gorliwa) nie na wiele się przyda… Owszem, Bóg traktując serio (tak samo jak serio traktuje nasze życiowe wybory pozwalając nam ponosić ich konsekwencje w wieczności) nasze prośby wspomoże łaską tych, którym owe odpusty i błagania są bardziej potrzebne, ale ci, którzy w ostatecznej rozgrywce łaskę utracili, na wieczność otrzymują zatratę.

Na szczęście może być też i na odwrót. Wyżej wspomniani wujek, czy praprababcia, być może na ziemi zasłużyli na chwałę nieba, żyjąc w miłości i prawości, oraz szerząc dookoła siebie ducha ośmiu błogosławieństw. Gdy wiec ty depczesz jesienne liście, oni stoją w owym wielkim tłumie „z każdego narodu i wszystkich pokoleń”, o jakim pisze Jan Apostoł. Ty sie modlisz za nich, a oni modlą się za ciebie i za tych, którzy oczekując na zbawienie w czyśćcu, tej modlitwy potrzebują. To będzie dość śmieszne, gdy kiedyś dowiemy się ilu naszych biskich wspierało nas z góry modlitwą zbawionych. Tak samo, cóż, będzie tragiczne, gdy okaże się kto z bliskich zapadł się w otchłań…

Jednak chrześcijanie nie świętują ze zmarłymi, zwłaszcza z tymi, którzy umarli na wieczność. Uczniowie Chrystusa świętują ze świętymi, cieszą się ze szczęścia tych, którzy mogą patrzeć Bogu w twarz bez lęku i doświadczać życia w pełni jego wolności, piękna i miłości. Na tym polega różnica między czymś, co nazywa się Świętem Zmarłych (nie ma czegoś takiego dla naśladowców Jezusa z Nazaretu) a Uroczystością Wszystkich Świętych. Niektórzy, idąc w ślad za rozmaitymi modami, próbują obchodzić jakieś Noce Duchów, nie wiedząc, że narażają się na świętowanie z ludźmi naprawdę umarłymi – potępionymi. Osobiście nie widzę w tym żadnej przyjemności, chyba że ktoś ma zamiar spędzać słodkie chwile w atmosferze rozpaczy i depresji.

Chodząc po cmentarzu, pomyśl o tych, którzy poszli z tego świata. Pomyśl, nie tylko wspominając ich doczesne życie, ale także zatroszcz się o to, co dzieje się z nimi teraz.

XXX tydzień Okresu Zwykłego

Środa, 31 października 2012 r.

I CZYTANIE Ef 6, 1-9

Dzieci, bądźcie posłuszne w Panu waszym rodzicom, bo to jest sprawiedliwe. „Czcij ojca twego i matkę (jest to pierwsze przykazanie z obietnicą), aby ci było dobrze i abyś był długowieczny na ziemi”. A wy, ojcowie, nie pobudzajcie do gniewu waszych dzieci, lecz wychowujcie je stosując karcenie i napominanie Pańskie.

Niewolnicy, ze czcią i bojaźnią, w prostocie serca bądźcie posłuszni waszym doczesnym panom, jak Chrystusowi, nie służąc tylko dla oka, by ludziom się podobać, lecz jako niewolnicy Chrystusa, którzy z duszy pełnią wolę Bożą. Z ochotą służcie, jak byście służyli Panu, a nie ludziom, świadomi tego, że każdy, jeśli czyni co dobrego, otrzyma to z powrotem od Pana, czy to niewolnik, czy wolny.

A wy, panowie, tak samo wobec nich postępujcie: zaniechajcie groźby, świadomi tego, że w niebie jest Pan zarówno ich, jak wasz, a u Niego nie ma względu na osoby.

EWANGELIA Łk 13, 22-30

Jezus, nauczając, szedł przez miasta i wsie i odbywał swą podróż do Jerozolimy. Raz ktoś Go zapytał: „Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni?”

On rzekł do nich: „Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli. Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: «Panie, otwórz nam»; lecz On wam odpowie: «Nie wiem, skąd jesteście». Wtedy zaczniecie mówić: «Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś». Lecz On rzecze: «Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy dopuszczający się niesprawiedliwości».

Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych. Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym. Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi”.

Czy miałeś dziś szansę przejść przez „ciasne drzwi”? Gdzie one były? W czym tkwiła ich „ciasnota” – z czym wiązał się twój trud? A może uznałeś, ze nie warto pchać się na siłę tam gdzie ciasno, trudno, niewygodnie?

Każdego dnia, być może nawet kilka razy dziennie dotykamy „ciasnych drzwi”. Straszą nas one stopniem uciążliwości, jak wiąże się z przechodzeniem przez nie. Boimy się cierpienia, podnoszonej poprzeczki na drodze do zbawienia (tak jakby nam się ono należało), tego, że coś stracimy, wysiłku, albo staramy się zaangażować intelekt do udowodnienia sobie, ze przechodzenie przez owe drzwi nic nie da i jest tylko stratą czasu.

A jednak nasz Mistrz wiele uzależnia od naszej woli przechodzenia przez takie właśnie bramy. Nie wystarczy się do Niego modlić, nie wystarczy pieczołowicie kolekcjonować pierwsze piątki miesiąca, czy drogi krzyżowe, nie wystarczy bezmiar odmówionych różańców, koronek, czy nowenn, nie wystarczy życie „w miarę przyzwoite” – potrzebne są wielokrotnie przekraczane „ciasne drzwi”. Tylko w ten sposób ścieramy w sobie własne wady i skłonność do pychy. Tylko tak uczymy się pracować nad charakterem. Tylko w ten sposób dorośniemy do ofiarności, czyli – do miłości prawdziwej. Bo przecież nie ma miłości bez trudu i wyrzeczenia, bez ofiary z własnego egoizmu. A tego właśnie uczą „ciasne drzwi”.

Nie uciekaj więc przed nimi, jeśli jutro nagle pojawią sie w którejś godzinie dnia. Nie obchodź ich dookoła. Przekrocz śmiało, bez lęku, ze coś cię to będzie kosztować.

Ale decyzja należy do ciebie.

Co wybierasz?

XXX tydzień Okresu Zwykłego

Wtorek, 30 października 2012 r.

I CZYTANIE Ef 5, 21-33

Bądźcie sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej. Żony niechaj będą poddane swym mężom jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus Głową Kościoła: On Zbawca Ciała. Lecz jak Kościół poddany jest Chrystusowi, tak i żony mężom we wszystkim.

Mężowie, miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo, aby osobiście stawić przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany.

Mężowie powinni miłować swoje żony tak jak własne ciało. Kto miłuje swoją żonę, siebie samego miłuje. Przecież nigdy nikt nie odnosił się z nienawiścią do własnego ciała, lecz każdy je żywi i pielęgnuje, jak i Chrystus Kościół, bo jesteśmy członkami Jego Ciała. „Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną, i będą dwoje jednym ciałem”. Tajemnica to wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła. W końcu więc niechaj także każdy z was tak miłuje swą żonę jak siebie samego. A żona niechaj się odnosi ze czcią do swojego męża.

EWANGELIA Łk 13, 18-21

Jezus mówił: „Do czego podobne jest królestwo Boże i z czym mam je porównać? Podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posadził w swoim ogrodzie. Wyrosło i stało się wielkim drzewem, tak że ptaki powietrzne gnieździły się na jego gałęziach”.

I mówił dalej: „Z czym mam porównać królestwo Boże? Podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż wszystko się zakwasiło”.

Tak trudne wydaje się zmienianie siebie. Tak trudne wydają się wymagania wiary, zachowywanie przykazań, modlitwa, czytanie Pisma św. Tak trudna wydaje się jakakolwiek wytrwałość w dobru, wierność, przezwyciężanie siebie. Tak trudna wydaje się walka o miłość do drugiego człowieka, wybaczanie, troska o prawdziwe dobro ukochanej osoby. Tak trudna wydaje się droga chrześcijanina, który tylu rzeczy wydawałoby się, że nie może, że mu nie wolno, że nie wypada. Tak trudno czasami być uczniem Chrystusa, bo jest w to wpisany krzyż, praca nad sobą, postępowanie nie podług swoich zachcianek, ale Jezusowego spojrzenia ewangelii.

Ale ów trud jest tak naprawdę pozorny i wynika z twojego ciążenia ku byciu niewolnikiem prawa i zasad. A masz być pełnym wolności dzieckiem Boga!

Wszystko zaczyna się od spotkania. Od miłości, wyrażonej w zetknięciu z Jezusem. Od zgody na towarzyszeniu Mu. Od zaufania Jego miłosierdziu. Od chęci zmiany sposobu patrzenia na siebie, Boga i ludzi. Dopiero potem są zasady i prawa, które nie muszą być ciężarem, ale przyjętą przez ciebie w wolności formą ochrony tego, co dobre.

Naprawdę to niewiele trzeba, aby się zmieniać. Niewiele trzeba, aby wejść w wymagania wiary, przykazań, czy rozmowę z Bogiem. Niewiele trzeba, aby kochać jak Chrystus.

Trzeba chcieć.

To trochę chcenia, trochę nadziei, trochę zaufania urasta prędko w wielkie drzewo. To niewiele „zakwasza” skutecznie twoje życie, tak, że jesteś w stanie zmagać się z tym, co jeszcze wczoraj zdarzyło ci się uważać za zbyt trudne.

Czy chcesz?

XXX tydzień Okresu Zwykłego

Poniedziałek, 29 października 2012 r.

I CZYTANIE Ef 4, 32 – 5, 8

Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni. Przebaczajcie sobie nawzajem, tak jak i Bóg nam przebaczył w Chrystusie.

Bądźcie więc naśladowcami Boga jako dzieci umiłowane i postępujcie drogą miłości, bo i Chrystus was umiłował i samego siebie wydał za nas w ofierze i w darze na wdzięczną wonność Bogu.

O nierządzie zaś i wszelkiej nieczystości albo chciwości niechaj nawet mowy nie będzie wśród was, jak przystoi świętym, ani o tym, co haniebne, ani o niedorzecznym gadaniu lub nieprzyzwoitych żartach, bo to wszystko jest niestosowne. Raczej winno być wdzięczne usposobienie.

O tym bowiem bądźcie przekonani, że żaden rozpustnik ani nieczysty, ani chciwiec – to jest bałwochwalca – nie ma dziedzictwa w królestwie Chrystusa i Boga. Niechaj was nikt nie zwodzi próżnymi słowami, bo przez te grzechy nadchodzi gniew Boży na buntowników. Nie miejcie więc z nimi nic wspólnego.

Niegdyś bowiem byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości.

EWANGELIA Łk 13, 10-17

Jezus nauczał w szabat w jednej z synagog. A była tam kobieta, która od osiemnastu lat miała ducha niemocy: była pochylona i w żaden sposób nie mogła się wyprostować.

Gdy Jezus ją zobaczył, przywołał ją i rzekł do niej: „Niewiasto, jesteś wolna od swej niemocy”. Włożył na nią ręce, a natychmiast wyprostowała się i chwaliła Boga.

Lecz przełożony synagogi, oburzony tym, że Jezus w szabat uzdrowił, rzekł do ludu: „Jest sześć dni, w które należy pracować. W te więc przychodźcie i leczcie się, a nie w dzień szabatu”.

Pan mu odpowiedział: „Obłudnicy, czyż każdy z was nie odwiązuje w szabat wołu lub osła od żłobu i nie prowadzi, by go napoić? A tej córki Abrahama, którą szatan osiemnaście lat trzymał na uwięzi, nie należało uwolnić od tych więzów w dzień szabatu?”

Na te słowa wstyd ogarnął wszystkich Jego przeciwników, a lud cały cieszył się ze wszystkich wspaniałych czynów, dokonywanych przez Niego.

Czujesz się dzieckiem światłości?

Św. Paweł twierdzi, że nim jesteś, a w związku z tym wymaga od ciebie określonych zachowań, jako konsekwencji tym, kim się jest. Skoro więc jesteś dzieckiem światłości, to czemu wszystkie te Pawłowe napomnienia przyjmujesz z lekkim niedowierzaniem, z uśmiechem, że to takie nieżyciowe, albo z niewiarą, jakby nie do ciebie były kierowane. To jesteś dzieckiem światłości, czy nie?

To może inaczej – czy kobieta z dzisiejszej ewangelii byłą dzieckiem światłości przed uzdrowieniem, czy już po doświadczeniu spotkania z Chrystusem, którego widzialnym śladem było uzdrowienie? Albo – czy dziećmi światłości byli faryzeusze i przełożony synagogi. ludzie, bądź co bądź, pobożni i znający Pismo św.?

Nieważne, czy czujesz owo dziecięctwo. Nieważne, czy rozpoznajesz u siebie dojmującą niemoc, która przygina cię do ziemi, jak ową kobietę z synagogi. Nieważne, ze może masz tendencje do obłudy i hipokryzji. Nieważne, tak do końca, co o sobie myślisz i jak siebie widzisz. Jeśli jesteś człowiekiem ochrzczonym to jesteś dzieckiem światłości. Pytanie tylko, co chcesz z owym dziedzictwem zrobić – bo owo dziecięctwo, owa godność, to tak, jakby majątek, testament, spadek. Co z tym zrobisz? Kłopot to tylko większy, czy radość? Zawracanie głowy, czy szansa na dobrą, życiową inwestycję? Ciężar, na który patrzysz niczym niewolnik na kolejne zadania, jakie daje właściciel, czy opcja uskrzydlająca, wywołująca nowe nadzieje?

Co zrobisz z darem swego Ojca, drogie dziecko światłości?

Nic nie robienie, już jest decyzją…

« Older posts Newer posts »

© 2026 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑