Światło życia

Blog ks. Jacka Gomulskiego

Page 48 of 134

XXX Niedziela Zwykła

Niedziela, 28 października 2012 r.

I CZYTANIE Jr 31, 7-9

To mówi Pan: Wykrzykujcie radośnie na cześć Jakuba, weselcie się pierwszym wśród narodów. Głoście, wychwalajcie i mówcie: „Pan wybawił swój lud, Resztę Izraela”. Oto sprowadzę ich z ziemi północnej i zgromadzę ich z krańców ziemi. Są wśród nich niewidomi i dotknięci kalectwem, kobieta brzemienna wraz z położnicą; powracają wielką gromadą. Oto wyszli z płaczem, lecz wśród pociech ich przyprowadzę. Przywiodę ich do strumienia wody równą drogą, nie potkną się na niej. Jestem bowiem ojcem dla Izraela, a Efraim jest moim synem pierworodnym.

II CZYTANIE Hbr 5, 1-6

Każdy arcykapłan z ludzi brany, dla ludzi bywa ustanawiany w sprawach odnoszących się do Boga, aby składał dary i ofiary za grzechy. Może on współczuć z tymi, którzy nie wiedzą i błądzą, ponieważ sam podlega słabościom. Powinien przeto jak za lud, tak i za samego siebie składać ofiary za grzechy. I nikt sam sobie nie bierze tej godności, lecz tylko ten, kto jest powołany przez Boga jak Aaron. Podobnie i Chrystus nie sam siebie okrył sławą przez to, iż stał się arcykapłanem, ale uczynił to Ten, który powiedział do Niego: „Ty jesteś moim Synem, Jam Cię dziś zrodził”, jak i w innym miejscu: „Tyś jest kapłanem na wieki na wzór Melchizedeka”.

EWANGELIA Mk 10, 46-52

Gdy Jezus razem z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha, niewidomy żebrak Bartymeusz, syn Tymeusza, siedział przy drodze. Ten słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną”. Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: „Synu Dawida, ulituj się nade mną”. Jezus przystanął i rzekł: „Zawołajcie go”. I przywołali niewidomego, mówiąc mu: „Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię”. On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się i przyszedł do Jezusa. A Jezus przemówił do niego: „Co chcesz, abym ci uczynił?” Powiedział Mu niewidomy: „Rabbuni, żebym przejrzał”. Jezus mu rzekł: „Idź, twoja wiara cię uzdrowiła”. Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą.

Cóż takiego uczyni Bartymeusz, syn Tymeusza, że Kościół zapamiętał jego imię? Nie wygląda na to, żeby był kimś znacznym w ówczesnej społeczności. Nie stał się jakimś szczególnym uczniem Mistrza z Nazaretu, milczą też o nim Dzieje Apostolskie. W czym jest więc wielkość owego ślepego żebraka spod Jerycha?

Bibliści zwracają uwagę na autentyzm opisywanej historii. Imię żebraka, imię  jego ojca, miasto z którego pochodził – tego typu szczegóły podkreślają, że mamy do czynienia z historią o pewnej utrwalonej tradycji ustnego przepowiadania. W Jerychu i Jerozolimie musiała istnieć pamięć pierwszych chrześcijan o tym wydarzeniu. Nie mamy więc do czynienia z pobożną symboliczną baśnią, ale z konkretnym człowiekiem, doświadczonym ślepotą. Z kimś, kto przeżył – emocjonalnie i duchowo – wstrząs tak potężny, że wywrócił życie do góry nogami.

Nie sądzę, aby chodziło o sam fakt zwykłego uzdrowienia. Chrystus uzdrawiał wielu. Dlaczego więc akurat to właśnie uzdrowienie wydało się ewangeliście Markowi i jego kolegom tak ważne, takie wrażenie wywarło na współczesnych, że zostało włączone do przepowiadania Dobrej Nowiny o Synu Bożym.

Może dlatego, że z Bartymeuszem jest jak w naszym życiu. Ot, jesteśmy sobie – z jakąś historią, z większymi, lub mniejszymi problemami, z pracą, rodziną, pozycją społeczną – całym tym bagażem, które można nazwać dziedzictwem, a które w historii żebraka jest wyrażone w podaniu imienia jego ojca. Bo pochodzenie, świadomość swoich korzeni, znajomość własnej genealogii – to wszystko było tożsame z wiedzą o tym kim się jest, czego się w życiu chce. Bartymeusz nie był anonimem. Miał ojca, więc miał wszystko.

Coś się jednak musiało stać w jego życiu. Oślepł. Gdy mówi do Jezusa: „Panie, abym przejrzał” to jednocześnie daje do zrozumienia, ze kiedyś widział, tak, jak wszyscy inni. Może się rozchorował, może przeżył wypadek, albo jakieś traumatyczne wydarzenie. Tak, czy inaczej ślepota stała się katastrofą życiową. Zaczął żebrać. Pamiętajmy jednocześnie, że Jerycho to jest miasto pobożnych ludzi, którzy przejdą obok potrzebującego nie zadając sobie trudu pomocy – Jezusowa przypowieść o miłosiernym Samarytaninie musiała mieć swoje zakorzenienie w jakimś realnym obrazie mieszkańców Jerycha. Być może niejedno wycierpiał żebrak od religijnych współmieszkańców. Być może sądzili oni, że choroba syna Tymeuszowego jest karą za jego grzechy i omijali go z daleka.

W tę życiową nędzę wkracza Chrystus. Bartymeusz Go nie widzi. Nie doświadcza Jego mocy. Na razie o Nim słyszał. Jest ślepy, więc nie może do końca zrewidować opowieści o cudotwórcy i nauczycielu. Ale z głębi swego nieszczęścia zaczyna wołać do Jezusa. Mocno, głośno, namolnie. Aż pobożni i religijni ludzie próbują zagłuszyć ten wrzask, to wycie zranionego zwierzęcia, które jakoś kłuje ich w uszy. Może oni nie potrafią tak uwierzyć jak ten ślepiec?

Wreszcie Bartymeusz słyszy wezwanie. To jeszcze nie jest głos Jezusa, to jeszcze mówią inni: „Bądź dobrej myśli. Wstań. On cię woła”. Więcej mu nie trzeba. Zrywa się i biegnie w stronę Jezusa. Może ktoś mu pomógł. Może ktoś podał mu rękę. Mimo to nie jest łatwo ślepemu odnaleźć w tłumie poszukiwaną osobę. Można się potknąć, można zgubić płaszcz, czyli jedyny majątek, można się zranić, można się narazić na śmieszność, można wreszcie się zawieść, gdyby się okazało, że z tym Jezusem to jedna, wielka lipa.

Jednak, mimo zagrożeń i lęków, żebrak staje przed Nauczycielem z Nazaretu. „Czego chcesz ode Mnie? – Jezus zadaje fundamentalne pytanie, pokazując tym samym jak bardzo serio traktuje niewidomego. Bartymeusz nie jest dla Niego dzieckiem, nie jest jakimś poślednim rodzajem człowieka.

Przystańmy w tym miejscu ewangelicznej sceny. Jesteś ty – ze swoją ślepotą, z takim a nie innym „poczuciem”, świadomością siebie. Może rozczarowałeś się ludźmi, którzy są dookoła ciebie. Może oni rozczarowali się tobą. Może pozwalasz sobie świadomie na ślepotę, jak pierwsi rodzice w raju, którzy bardzo chcieli „przejrzeć” by być niby Bóg, a jednocześnie oślepli na wszystko co wartościowe i sprawiedliwe. Może zaślepia cię władza, pieniądze, seks, egoizm, a może własna religijność i zewnętrzna pobożność. A może wszystko po trochu. Słyszysz co nieco o Jezusie, mówili ci o Nim na kazaniach i w szkole i na blogu czytasz. Może byłeś, czy jesteś w jakiejś wspólnocie czy ruchu i masz głowę pełną różnych pobożnych słów i obrazów o Nim. Ale jest bardzo możliwe, że już kiedyś Go spotkałeś i czegoś udało ci się od Niego doświadczyć. Tak, czy inaczej, jeśli czytasz wciąż te słowa to bądź dobrej myśli. Wstań. On cię woła.

Podejdź do niego.

Oderwij się od komputera.

Poszukaj wzrokiem krzyża na ścianie, obrazka, różańca.

„Co chcesz, abym ci uczynił?” Pamiętaj, Jezus traktuje cię serio.

I porozmawiaj z Nim.

Wspomnienie Św. Jadwigi Śląskiej

Wtorek, 16 października 2012 r.

I CZYTANIE Ga 5, 1-6

Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli. Oto ja, Paweł, mówię wam: Jeżeli poddacie się obrzezaniu, Chrystus wam się na nic nie przyda. I raz jeszcze oświadczam każdemu człowiekowi, który poddaje się obrzezaniu: jest on zobowiązany zachować wszystkie przepisy Prawa. Zerwaliście więzy z Chrystusem; wszyscy, którzy szukacie usprawiedliwienia w Prawie, wypadliście z łaski.

My zaś z pomocą Ducha na zasadzie wiary wyczekujemy spodziewanej sprawiedliwości. Albowiem w Chrystusie Jezusie ani obrzezanie, ani jego brak nie mają żadnego znaczenia, tylko wiara, która działa przez miłość.

EWANGELIA Łk 11, 37-41

Pewien faryzeusz zaprosił Jezusa do siebie na obiad. Poszedł więc i zajął miejsce za stołem. Lecz faryzeusz, widząc to, wyraził zdziwienie, że nie obmył wpierw rąk przed posiłkiem.

Na to rzekł Pan do niego: „Właśnie wy, faryzeusze, dbacie o czystość zewnętrznej strony kielicha i misy, a wasze wnętrze pełne jest zdzierstwa i niegodziwości. Nierozumni! Czyż Stwórca zewnętrznej strony nie uczynił także wnętrza? Raczej dajcie to, co jest wewnątrz, na jałmużnę, a zaraz wszystko będzie dla was czyste”.

Niewola duchowa kojarzy nam się często z grzechem, z nałogami, z nieczystością, jednym słowem z czymś, co jasno wydaje się być złe. Jest jednak jeszcze inny rodzaj niewoli, grzeszny, ale jednocześnie z pozoru niejednoznaczny – niewola pseudopobożności. Niewola traktowania relacji z Bogiem jako swoistego Prawa, przepisów, które należy pieczołowicie wypełniać, aby osiągnąć swoiście pojmowane zbawienie. Ów rodzaj obłudy jest tym bardziej niebezpieczny, że może skutecznie zakłamać wewnętrzne życie duszy, poprzez brak wymagań, niechęć do konfrontacji własnego życia i codziennych wyborów, czy nieumiejętność odczytywania woli Bożej.

Dlaczego twoja modlitwa nie zmienia życia? Dlaczego Słowo Boże wpada ci jednym uchem, aby zaraz wypaść drugim? Dlaczego uważasz, że nic nie musisz zmieniać w swoim postępowaniu? Dlaczego tworzysz sobie Boga na swoją miarę nie chcąc zobiektywizować tego obrazu w sakramencie pojednania i sprowadzając spowiedź do obmywania „zewnętrznej strony kubka i misy”? Dlaczego uciekasz od wymagań Ewangelii pocieszając się, że i tak nie jest z tobą najgorzej?

Niewola obłudy i budowanie duchowych zamków z piasku to choroba tych, którzy zetknęli się jakoś z Bogiem, będąc w grupie, wspólnocie czy duszpasterstwie kościelnym i nie chcąc iść dalej za Mistrzem stanęli w pół drogi duchowej (albo na samym jej początku) i oszukują się (często, niestety, przy – daj Boże, nieświadomej –  pomocy duchownych) widząc samych siebie, jako czynnych, czy zaangażowanych uczniów Chrystusa. Życie się wówczas nie zmienia, ale przynajmniej jest poczucie pobożności i widoczne zewnętrzne przejawy tejże. Nie ma się wtedy co dziwić, że misyjność takich ludzi, grup, czy wspólnot jest bliska zeru, bo Ewangelia letnia i rozgotowana nikomu nie zasmakuje. Nie będzie się wówczas radykalnym świadkiem wiary i żywego Boga, ale raczej świadkiem pobożnych form i schematów, mądrych konspektów, fantastycznych zwyczajów i niezliczonej liczby pustych modlitw. Gdy jednak ktoś w takiej grupie zaczyna odkrywać radość życia Ewangelią, to – choć z początku jest traktowany jak intruz na salonach – szybko znajdą się inni, zarażeni mocą Słowa.

Czy chcesz dać prowadzić sie Duchowi w wierze? Czy chcesz żyć wiarą, zamiast obumierać schematami bez życia?

Decyduj!

Wspomnienie Św. Teresy od Jezusa, Dziewicy i Doktora Kościoła

Poniedziałek, 15 października 2012 r

I CZYTANIE Ga 4, 22-24. 26-27. 31 – 5, 1

Napisane jest, że Abraham miał dwóch synów, jednego z niewolnicy, a drugiego z wolnej. Lecz ten z niewolnicy urodził się tylko według ciała, ten zaś z wolnej, na skutek obietnicy.

Wydarzenia te mają jeszcze sens alegoryczny. Niewiasty te wyobrażają dwa przymierza: Jedno, zawarte pod górą Synaj, rodzi ku niewoli, a wyobraża je Hagar. Natomiast górne Jeruzalem cieszy się wolnością i ono jest naszą matką. Wszak napisane jest: „Wesel się, niepłodna, która nie rodziłaś, wykrzykuj z radości, która nie znałaś bólów rodzenia, bo więcej dzieci ma samotna niż ta, która żyje z mężem”.

Tak to, bracia, nie jesteśmy dziećmi niewolnicy, ale wolnej. Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli.

EWANGELIA Łk 11, 29-32

Gdy tłumy się gromadziły, Jezus zaczął mówić: „To plemię jest plemieniem przewrotnym. Żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza. Jak bowiem Jonasz był znakiem dla mieszkańców Niniwy, tak będzie Syn Człowieczy dla tego plemienia. Królowa z Południa powstanie na sądzie przeciw ludziom tego plemienia i potępi ich; ponieważ ona przybyła z krańców ziemi słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon. Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni dzięki nawoływaniu Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz”.

Śniąc mity o nieskrepowanej swobodzie, tęskniąc za świeżością słowa „mogę wszystko”, wmawiając sobie, że jesteś panem swojego losu i nikt nie będzie ci mówił co masz robić – ani współmałżonek, przyjaciel, ksiądz, czy rodzic – mimo wszystko wciąż tkwisz w niewolnictwie. Być może obracasz się wokół ludzi, którzy doskonale wiedzą, co powinieneś robić, jak żyć, a nawet jak wyglądać i w co się ubierać. Być może nawet w iluś tam sprawach mają rację, cóż z tego, skoro każde ich słowo, gest, czy nawet spojrzenie, odbierasz niczym pies wpatrzony niewolniczo w swego pana, niczym niewolnik, którego szczęście trwa tyle, ile sen właściciela (bo to jedyne chwile bez kontroli), niczym małe dziecko potrzebujące akceptacji rodziców, a nieszczęśliwe gdy okazują swe niezadowolenie. Czy to owe osoby mają problem, czy to raczej twoje serce zniewolniczało? A może są też jacyś ludzie, którzy przy tobie czują sie niczym niewolnicy twojej wizji świata, choćby najlepszej? Co się więc dzieje z naszymi sercami, że kochając wolność, jesteśmy niewolnikami…

Chrystus woła do twego serca. Chrystus chce dla twego serca życia pełnego, wolności, pokoju, który tylko On może dać. Chrystus chce, aby twoje serce kochało!

To miłość – owszem mistyczna, cudowna i rozkoszna zarazem – doprowadziła patronkę dzisiejszego dnia, św. Teresę Wielką do pełni wolności. To owa niezwykła wieź z Ukochanym dała tej hiszpance o ognistym temperamencie siłę do pokonywania niezliczonych przeszkód, przetrzymania wiezienia, znoszenia plotek, obrony wobec trybunału inkwizycyjnego, nienawiści ze strony świątobliwych współsióstr karmelitanek. Miłość nauczyła ją cierpliwości, ale także świadomości własnego powołania życiowego i konsekwencji w podejmowaniu wyborów, choćby najbardziej szalonych i radykalnych. Umiała Teresa odczytać pragnienia własnego serca, umiała poddać je oczyszczeniu w boskich wyrokach, umiała usłyszeć również pragnienia Serca Boga – poprzez modlitwę i kontemplację.

Proś dziś św. Teresę, aby pomogła ci w odkryciu czym jest prawdziwa wolność. Proś o determinację w rozpoznawaniu zarówno tajników własnego serca, jak i tajemnic ukrytych w przebitym boku Pana. Proś o wolę nawrócenia, zgodnie z dzisiejszym Chrystusowym wołaniem, ale takiego nawrócenia, które jest wynikiem twoich pragnień i decyzji, a nie zewnętrznego przymusu, czy niewoli „tego, co wypada”, czy „bo tak trzeba”.

Co zdecydujesz?

Wspomnienie bł. Ładysława z Gielniowa, patrona Warszawy

Wtorek, 25 września 2012 r.

I CZYTANIE Prz 21, 1-6. 10-13

Serca króla w ręku Pana jak płynąca woda; On zwraca je, dokąd sam chce: Każdego droga zdaje mu się prawa, lecz Pan osądza serca. Postępowanie uczciwe i prawe milsze dla Pana niż krwawa ofiara. Dumne oczy i serce nadęte, ta pochodnia występnych jest grzechem. Zamiary pracowitego przynoszą zysk, a wszystkich spieszących się biedę. Gromadzenie skarbów językiem kłamliwym to wiatr ścigany, szukanie śmierci. Dusza grzesznika pożąda zła, w jego oczach bliźni nie znajduje łaski. Gdy karzą naśmiewcę, mądrzeje prostaczek, gdy uczą mądrego, on wiedzę zdobywa. Sprawiedliwy Bóg myśli o domu zbrodniarza, w nieszczęście wtrąca nieprawych. Kto uszy zatyka na krzyk ubogiego, sam będzie wołał bez skutku.

EWANGELIA Łk 8, 19-21

Przyszli do Jezusa Jego matka i bracia, lecz nie mogli się dostać do Niego z powodu tłumu. Oznajmiono Mu: „Twoja matka i bracia stoją na dworze i chce się widzieć z Tobą”. Lecz On im odpowiedział: „Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je”.

Najcenniejszym darem, jakiego Bóg nam udzielił jest – obok rozumu – łaska wolności. Jak mówi Pismo św. „pozostawił On człowieka wolnej mocy rozstrzygania”. I rzeczywiście, w zasadzie otrzymujemy jedynie to, czego chcemy w taki, czy inny sposób. Chociaż czasami głośno mówimy, że nasze życie, takie, jakim ono jest nie jest świadomym wyborem, to jednak niewiele (bądź nic) nie robimy, aby coś w nim zmienić. Zmiana bowiem mogłaby wiązać się z trudem, z walką, z zaprzeczeniem jakimś swoim wcześniejszym postawom, z szukaniem pomocy. Skąd jednak mam wiedzieć, poza wypadkami, w których jest to definitywnie jasne, poza podstawowym wyborem między grzechem a życiem łaski, że dana rzeczywistość jest dla mnie (czy dla kochanej przeze mnie osoby) lepsza? Jak ocenić własne serce, gdy pcha do pewnych decyzji?

Serce Króla w ręku Pana jak płynąca woda… Gdy zakorzenisz swoje serce w Bogu, gdy pozwolisz się sobie z Nim spotykać, gdy nauczysz się kontemplacji Pana, gdy zaczniesz myśleć Jego słowem – wówczas twoje serce samo będzie cię wiodłow stronę większego dobra. Bóg prowadzi nie poprzez zniewalanie serc, ale przez zmianę sposobu myślenia, o ile jest ono zakorzenione w Jego Sercu. Zakorzeń się więc w Bogu, a twoje pragnienia On sam ukształtuje. Będziesz wówczas naprawdę, a nie tylko z nazwy, czy zewnętrznych prak tyk, członkiem Jezusowej rodziny.

Taki był patron dzisiejszego dnia, bł. Ładysław z Gielniowa, patron Warszawy. Gorliwy duszpasterz, wprowadzający polski język do pieśni i nabożeństw. Dobry ojciec dla swych współbraci bernardynów, którzy kilkakrotnie wybierali go na ważne stanowiska w zakonie. Wymagający i surowy asceta wobec samego siebie, zakorzeniony w Bogu – nosił zawsze ze sobą wypisane na tabliczce Imię Jezusa, i od tego Imienia zaczynał teksty układanych przez siebie pieśni. Upodobał sobie nabożeństwo do Chrystusowej Męki, widząc w niej źródło siły i mocy, oraz światło w podejmowaniu codziennych decyzji. Głosił płomienne kazania, chcąc nauczyć warszawski lud wierności Ewangelii i Krzyżowi – jak bardzo potrzeba jego ducha dzisiaj, gdy stolica odwraca sie od wartości, jakimi żył ów mnich bernardyński (nie tak dawno radni warszawscy zmienili odwołującą sie do św. Zofii, a liczącą ponad sto lat, nazwę jednego ze szpitali).

Zakorzeń się w Bogu. Bez tego serce nie będzie w ręku Pana jak woda płynąca, ale „jak muł i koń bez rozumu” (Ps 32) a twoje decyzje niekoniecznie będą wyborem większego dobra, wypływającego z wnętrza. Zakorzeń się w Bogu, bo do tego jesteś powołany, aby samemu rozstrzygać i decydować, bo masz namaszczenie, które trwa (1 J, 2)!

Jeśli chcesz.

XXV tydzień Okresu Zwykłego

Poniedziałek, 24 września 2012 r.

I CZYTANIE Prz 3, 27-35

Synu mój: Pracownikom nie odmawiaj zapłaty, gdy masz możność działania. Nie mów bliźniemu: „Idź sobie, przyjdź później, dam jutro”, gdy możesz dać zaraz.

Nie spiskuj przeciw bliźniemu, gdy mieszka przy tobie beztrosko. Niesłusznie nie sprzeczaj się z nikim, o ile ci zła nie wyrządził. Nie zazdrość krzywdzicielowi, nie skłaniaj się ku jego drogom.

Bo Pan się brzydzi przewrotnym, a z wiernymi obcuje przyjaźnie. Przekleństwo Pana na domu występnego, On błogosławi mieszkanie uczciwych; On się naśmiewa z szyderców, a pokornym udziela swej łaski. Mądrzy dostąpią chwały, udziałem głupich jest hańba.

EWANGELIA Łk 8, 16-18

Jezus powiedział do tłumów: „Nikt nie zapala lampy i nie przykrywa jej garncem ani nie stawia pod łóżkiem; lecz stawia na świeczniku, aby widzieli światło ci, którzy wchodzą. Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione, ani nic tajemnego, co by nie było poznane i na jaw nie wyszło. Uważajcie więc, jak słuchacie. Bo kto ma, temu będzie dane; a kto nie ma, temu zabiorą i to, co mu się wydaje, że ma”.

Jak dzisiaj świecisz? Komu? Kto przy twoim świetle dojrzał coś w swoim życiu?

Dla kogo stało sie jasne, gdy patrzył na ciebie, że jego codzienne wybory są niezgodne z prawem Ewangelii? Kto w blasku twojego postępowania poczuł sie zachęcony do większych wysiłków w wierności Panu? Jest Jesteś mocną, jasno świecącą lampą, czy lampę tylko udajesz, świecąc własnym światełkiem, zwodniczym i niepewnym? Powiesz, że nie masz czym świecić? Może Pan zabiera ci, nawet tę resztkę, żebyś innych w błąd nie wprowadzał, obłudnie przekonując, że mądrość, jaką sie z innymi dzielisz od Boga pochodzi, podczas, gdy jest tylko efektem twego mędrkowania, czy pożądliwości.

Jak i komu świecisz?

Jeśli chcesz wskazywać innym Chrystusa, do czego On sam zaprasza każdego swego ucznia i uczennicę – świeć!

Jeśli chcesz.

« Older posts Newer posts »

© 2026 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑