Światło życia

Blog ks. Jacka Gomulskiego

Page 56 of 134

Czwartek III tygodnia Wielkiego Postu

Czwartek, 15 III 2012 r.

I CZYTANIE Jr 7, 23-28
To mówi Pan: „Dałem im przykazanie: «Słuchajcie głosu mojego, a będę wam Bogiem, wy zaś będziecie Mi narodem. Chodźcie każdą drogą, którą wam rozkażę, aby się wam dobrze powodziło».
Ale nie usłuchali ani nie chcieli słuchać i poszli według zatwardziałości swego przewrotnego serca; odwrócili się plecami, a nie twarzą. Od dnia, kiedy przodkowie wasi wyszli z ziemi egipskiej, do dnia dzisiejszego posyłałem wam wszystkie moje sługi, proroków, bezustannie, lecz nie usłuchali Mnie ani nie nadstawiali swych uszu.
Uczynili twardym swój kark, stali się gorszymi niż ich przodkowie. Powiesz im wszystkie te słowa, ale cię nie usłuchają; będziesz wołał do nich, lecz nie dadzą ci odpowiedzi. I odezwiesz się do nich: «To jest naród, który nie usłuchał głosu Pana, swego Boga, i nie przyjął pouczenia. Przepadła wierność, znikła z ich ust»”.
EWANGELIA Łk 11, 14-23
Jezus wyrzucał złego ducha, który był niemy. A gdy zły duch wyszedł, niemy zaczął mówić i tłumy były zdumione. Lecz niektórzy z nich rzekli: „Przez Belzebuba, władcę złych duchów, wyrzuca złe duchy”. Inni zaś, chcąc Go wystawić na próbę, domagali się od Niego znaku z nieba.
On jednak, znając ich myśli, rzekł do nich: „Każde królestwo wewnętrznie rozdarte pustoszeje i dom na dom się wali. Jeśli więc i szatan sam przeciw sobie wewnętrznie jest rozdwojony, jakże się ostoi jego królestwo? Mówicie bowiem, że Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy. Lecz jeśli Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy, to przez kogo je wyrzucają wasi synowie? Dlatego oni będą waszymi sędziami. A jeśli Ja palcem Bożym wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło już do was królestwo Boże.
Gdy mocarz uzbrojony strzeże swego dworu, bezpieczne jest jego mienie. Lecz gdy mocniejszy od niego nadejdzie i pokona go, zabierze wszystką broń jego, na której polegał, i łupy jego rozda. Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; a kto nie zbiera ze Mną, rozprasza”.

Bóg to ma naprawdę boską cierpliwość. Przecież ty i ja, przy naszym ludzkim temperamencie, byśmy dawno niejeden Lud Przymierza wywalili z takiej współpracy na zbity pysk. Obiecują wierność, a nie mija chwila, gdy ulewają kolejnego złotego cielca. A jak nie mają na porządny kawał byka, to żeby chociaż jakiś cielczyk, taki malutki, taki tyci, byle nie oddać chwały prawdziwemu Bogu. A potem dziwią się, ze coś na nich spada, jakaś pustynia, zburzenie miasta, choroba, czy inna cholera. I pytają z oskarżeniem w głosie – Czemu, Panie Boże? No jak to? Przecież obiecałeś, że będziesz z nami – a tu, o, wszystko na m się wali. To Ty nie możesz być dobry, bo tyle zła jest na świecie! A, i jeszcze dzieci w Afryce głodują!

I żeby taki scenariusz powtórzył się raz, czy dwa, ale przecież w nieskończoność ciągnie się (i pewnie ciągnąć będzie) ten cykl obietnic wzajemnych, cielców, pustki i konsekwencji grzechu, spuentowany wielkim oskarżeniem kierowanym w stronę Boga. A potem ból, ciemność, rozpacz i potęga Władcy Much.

Chrystus przypomina dzisiaj, ze przyszedł, aby zwyciężyć Belzebubowe knowania. Mimo, ze często oskarżasz Jezusa o złą wolę, o udawanie, o nieczułość na twe problemy, to jednak On nieustannie walczy dla ciebie i o ciebie. Tak naprawdę, to ty masz często złą wolę, udajesz coś tam i jesteś nieczuły na Jego miłość, która spływa po tobie jak po kaczce. Nadzieja w Panu, że coś tam z kropli Łaski zostaje na duszy, choć nie jest to wiele, jak na raka duchowej znieczulicy i zapatrzenia w swoje sprawy.

Odnajdź dziś, najlepiej na Mszy św., moc Zbawiciela i poproś o nią, aby zadziałała w twym życiu. Choć jesteś grzesznikiem i upadasz, to masz przed sobą perspektywę walki o świętość, czyli bożą normalność. Przerwij jednak, albo inaczej – przerywaj nieustannie, odwołaniem się do łaski bożej, ten cykl niewierności. Pokazuj tym samym, że chcesz być z Nim, bo kto nie jest z Nim, jest przeciwko Niemu.

Sobota II tygodnia Wielkiego Postu

Sobota, 10 III 2012 r

I CZYTANIE Mi 7, 14-15. 18-20
Paś lud Twój, Panie, laską Twoją, trzodę dziedzictwa Twego; co mieszka samotnie w lesie, pośród ogrodów. Niech wypasają Baszan i Gilead, jak za dawnych czasów. Jak za dni Twego wyjścia z ziemi egipskiej ukaż nam dziwy. Któryż Bóg podobny Tobie, który oddalasz nieprawość, odpuszczasz występek Reszcie dziedzictwa Twego? Nie żywi On gniewu na zawsze, bo upodobał sobie miłosierdzie. Ulituje się znowu nad nami, zetrze nasze nieprawości i wrzuci w głębokości morskie wszystkie nasze grzechy. Okażesz wierność Jakubowi, Abrahamowi łaskawość, co poprzysiągłeś przodkom naszym od najdawniejszych czasów.
EWANGELIA Łk 15, 1-3. 11-32
W owym czasie zbliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie: „Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi”.
Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: „Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: «Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada». Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zebrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie.
A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola, żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, które jadały świnie, lecz nikt mu ich nie dawał.
Wtedy zastanowił się i rzekł: «Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników». Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca.
A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: «Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem».
Lecz ojciec rzekł do swoich sług: «Przynieście szybko najlepszą suknię i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi. Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się». I zaczęli się bawić.
Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to znaczy. Ten mu rzekł: «Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego».
Na to rozgniewał się i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedział ojcu: «Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę».
Lecz on mu odpowiedział: «Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się»”.

Czytając dzisiejszą przypowieść (tak przecież nam dobrze znaną) można odnieść wrażenie, że opisywany Ojciec, to jakaś kompletnie nieszczęśliwa postać. Z lekka safandułowaty facet, któremu nie udało się za bardzo wychowanie dzieci (sądząc rodziców po zachowaniu progenitury, to mamy tu nie najlepszy obraz). Widać, że nie umiał synom wytłumaczyć zasad rządzących światem a i z wychowaniem do moralności ma kłopoty. Spokojnie zgadza się na chamskie odzywki młodszego (bo co to za tekst, z tym żądaniem podzielenia spadku za życia ojca) a i jakoś za specjalnie nie ucina zadufanych w sobie słów starszego synalka. Można sobie wyobrazić, jak stoi na progu domu i tęsknym wzrokiem wypatruje młodego głupka, zastanawiając się, czy już wystarczająco dużo stracił i pieniędzy i zdrowia na wszystkie przyjemności, jakie tylko mogą przyjść do głowy napalonemu młodzieńcowi. A potem też jakoś tak dziwnie. Zamiast wygłosić dłuższe kazanie, zdrowo opierniczyć smarkacza, zabrać mu złudzenia co do jego przyszłego statusu materialnego (dziedzictwo przecież zdążył już przepić), nadać długą i ciężka pokutę – ojciec organizuje cały ten cyrk z suknią, pierścieniem (znak odzyskanego dziedzictwa, cóż za szczyt niekonsekwencji) sandałami i ucztą. A do tego jeszcze spokojnie znosi fochy starszego, który (poniekąd słusznie) w dość emocjonalny sposób wyraża swoje niezadowolenie. Fakt, ani nie poużywał życia, ani nie miał sposobności się bawić na uczcie w domu – nic dziwnego że teraz strzela fochami. Choć z drugiej strony wiedział chyba jaki jest ojciec, że nie skrzyczy, nie pogrozi palcem, nie wywali na zbity pysk. Właśnie, powinien wiedzieć jaki jest ojciec…

Cóż. Nie jest winą rodziców, że mogą mieć stuknięte dzieci. Nie jest winą Boga, że jesteś wolny i czynisz z tego użytek tak, jak ci się zamarzy. Powinieneś wiedzieć, ze to co On ci ofiaruje poprzez bliskość z nim, jest o niebo większe i wspanialsze niż godziny spędzone na seksie, alkoholu, czy szybkiej jeździe najnowszym modelem samochodu. Miłość także daje adrenalinę. Powinieneś wiedzieć, jaki jest twój ojciec. Że jego radość z powrotu każdego „marnotrawnego” jest ogromna, bo On jeden wie, co byłoby, gdyby owych powrotów zbrakło – wie, że tu idzie o śmierć wieczną. Powinieneś wiedzieć wreszcie, że wszystko co Ojcowskie, do ciebie należy. Powinieneś znać wartość owego „majątku”. Powinieneś.

Że nie wiesz i nie znasz?

To nie wina Ojca, że ma tak ślepe dziecko.

I jeszcze jedno. To prawda, że ojciec z przypowieści jakiś taki niemrawy jest. Ale trzeba wziąć poprawkę na to o kim tak naprawdę mówi Jezus, i jak tego kogoś (a właściwie Kogoś) widzieli ówcześni słuchacze. Bóg w wyobrażeniu przeciętnego Żyda był przecież bardziej Królem i Panem Zastępów aniżeli ojcem rodziny, poczciwie stojącym na progu niebieskich pałaców czekając na rozbrykanie dzieci. Bóg grzmiał na synów Izraela ustami gniewnych proroków, co chwilę ukazując coraz to wymyślniejsze zjawiska, jakie przyjdą na niepokorny lud w Dzień gniewu. Boże zagniewanie i zranioną miłość trzeba przebłagiwać – ofiarami, postami, modlitwami, czy długą i skomplikowaną pokutą. Bóg, który nie grzmi i cicho przygarnia do serca skruszonego grzesznika, był nieco trudny do przyjęcia w potocznej mentalności. Oczywiście, znawcy Pisma wiedzieli, że Pan lituje się nad swymi dziećmi, że choćby matka opuściła swe potomstwo, to On je z miłością przygarnie, że wyrył na swych dłoniach imiona dzieci Izraelowych. Wiedzieli, to nie znaczy, że tym żyli – podobnie zresztą jka i my, choć prawda o miłosierdziu bożym jest nam tak dobrze znana. Jednorodzony Syn zapragnął pouczyć o tym jaki naprawdę jest Pan, więc ukazał Go w zaskakującej (zapewne nawet uczonych w Piśmie) postaci – opuszczonego, samotnego ojca, tęsknie wyglądającego swych dzieci, pogrążonego w smutku i lęku przed ich samozagładą. Może i ten ojciec z przypowieści jest z lekka safandułowaty i jakby bezbronny, ale doświadczyć takiego przyjęcia i takiej miłości, to każdy z nas, grzeszników, bardzo by pragnął.

Piątek II tygodnia Wielkiego Postu

Piątek, 9 III 2012 r.

I CZYTANIE Rdz 37, 3-4. 12-13a. 17b-28
Izrael miłował Józefa najbardziej ze wszystkich swych synów, gdyż urodził mu się on w podeszłych jego latach. Sprawił mu też długą szatę z rękawami. Bracia Józefa widząc, że ojciec kocha go więcej niż ich wszystkich, tak go znienawidzili, że nie mogli zdobyć się na to, aby przyjaźnie z nim porozmawiać.
Kiedy bracia Józefa poszli paść trzody do Sychem, Izrael rzekł do niego: „Wiesz, że bracia twoi pasą trzody w Sychem. Chcę więc posłać ciebie do nich”. Józef zatem udał się za swymi braćmi i znalazł ich w Dotain.
Oni ujrzeli go z daleka, i zanim się do nich zbliżył, postanowili podstępnie go zgładzić, mówiąc między sobą: „Oto nadchodzi ten, który miewa sny. Teraz zabijmy go i wrzućmy do którejkolwiek studni, a potem powiemy: «Dziki zwierz go pożarł». Zobaczymy, co będzie z jego snów”.
Gdy to usłyszał Ruben, postanowił ocalić go z ich rąk; rzekł więc: „Nie zabijajmy go”. I mówił Ruben do nich: „Nie doprowadzajcie do rozlewu krwi. Wrzućcie go do studni, która jest tu na pustkowiu, ale ręki nie podnoście na niego”. Chciał on bowiem ocalić go z ich rąk, a potem zwrócić go ojcu. Gdy Józef przyszedł do swych braci, oni zdarli zeń jego odzienie, długą szatę z rękawami, którą miał na sobie. I pochwyciwszy go, wrzucili go do studni: studnia ta była pusta, pozbawiona wody.
Kiedy potem zasiedli do posiłku, ujrzeli z dala idących z Gileadu kupców izmaelskich, których wielbłądy niosły wonne korzenie, żywicę i olejki pachnące; szli oni do Egiptu. Wtedy Juda rzekł do swych braci: „Cóż nam przyjdzie z tego, gdy zabijemy naszego brata i nie ujawnimy naszej zbrodni? Chodźcie, sprzedamy go Izmaelitom. Nie zabijajmy go, wszak jest on naszym bratem”. I usłuchali go bracia.
I gdy kupcy madianiccy ich mijali, wyciągnąwszy spiesznie Józefa ze studni, sprzedali go Izmaelitom za dwadzieścia sztuk srebra, a ci zabrali go z sobą do Egiptu.
EWANGELIA Mt 21, 33-43. 45-46
Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu: „Posłuchajcie innej przypowieści: Był pewien gospodarz, który założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznię, zbudował wieżę, w końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał.
Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego zaś kamieniami obrzucili. Wtedy posłał inne sługi, więcej niż za pierwszym razem, lecz i z nimi tak samo postąpili. W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: «Uszanują mojego syna». Lecz rolnicy zobaczywszy syna mówili do siebie: «To jest dziedzic; chodźcie, zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo». Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili. Kiedy więc właściciel winnicy przyjdzie, co uczyni z owymi rolnikami?”
Rzekli Mu: „Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze”.
Jezus im rzekł: „Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: «Kamień, który odrzucili budujący, ten stał się kamieniem węgielnym. Pan to sprawił i jest cudem w naszych oczach». Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce”.
Arcykapłani i faryzeusze słuchając Jego przypowieści poznali, że o nich mówi. Toteż starali się Go ująć, lecz bali się tłumów, ponieważ Go miały za proroka.

Można mieć delikatną satysfakcję, patrząc na końcówkę dzisiejszego pierwszego czytania. W końcu Pan Jezus nieco drożej kosztował – o całe 10 sztuk srebra… Wychodzi na to, że Judasz miał bardziej rozbudzony zmysł biznesowy aniżeli bracia Józefowi, być może dlatego (co by nieco przemawiało na korzyść synów starego Jakuba), że nie tyle zależało im na zarobku, co na szybkim pozbyciu się zarozumiałego braciszka. Dwadzieścia sztuk srebra i spokój od szczeniaka, któremu wydaje się, że pozjadał wszystkie rozumy, a starsi i poważni bracia mają mu, gnojkowi, się kłaniać – same pozytywy. A że rodzina? Cóż, już wówczas myślano, że z rodziną to najlepiej na obrazku (jeśli takowe były wtedy w użytku).

Fakt, jeden z najmłodszych synów Jakuba był naprawdę trudny do wytrzymania, sam patriarcha też zresztą za młodu do najprzykładniejszych też nie należał. Cała ta rodzina, od Abrahama poczynając, nie może uchodzić za wzorową, i na świętych obrazkach lepiej jej nie pokazywać, bo to więcej zgorszenia niż pożytku. Może przez to właśnie, jeśli tylko poczyta się pierwsze rozdziały Księgi Rodzaju bez cukierkowych a pobożnych uproszczeń, można zobaczyć zwykłe ludzkie życie, pełne małości, draństwa ale i odruchów geniuszu, czy szlachetności. Historia egipskiego Józefa to przykład tego, co Bóg może zdziałać z człowiekiem, jeśli tylko ten da Mu się choć trochę poprowadzić. Przy pewnego rodzaju ludzkiej spolegliwości, to Pan z największego złą może wyprowadzić dobro. I tak zadufany w sobie objaśniacz snów stał się znakiem zapowiadającym samego Mesjasza, „Jedynego Sprawiedliwego”, niewinnie cierpiącego i zdradzonego. Tym, co łączy obydwu Mężów, jest sam fakt sprzedania, czyli uprzedmiotowienia osoby ludzkiej. Zarówno Judasz, jak i synowie Jakuba za nic mają relacje i więzi między ludzkie. Gotowi są wszelką bliskość przehandlować, jeśli tylko dotyka ona ich wygodnictwa, czy komfortu emocjonalnego. A jak jest z nami?

Właśnie. Kogo przehandlowałeś ostatnio? I za co?

Popatrz dookoła. Czy nie widzisz, jak marną wartość mają ludzkie wzajemne odniesienia, gdy tylko zostaną pozbawione interesowności? Jak pozbywamy się bliskich? Zdrady, rozwody, domy starców, długoletnie kłótnie o spadek pośród najbliższych – to ślady swoistego handlu żywym towarem. A patrząc na sprawę nieco subtelniej, to podobne zachowania kryją się w rozluźnieniu zwykłych relacji, w schładzaniu przyjaźni, w zamykaniu się w gąszczu oczekiwań. Problem zwykle zaczyna się w momencie, gdy dopuścisz do siebie myśl, że jakaś sprawa, rzecz, czy nawet idea (choćby najszczytniejsza) jest konkurencją dla bliskiej ci osoby.

A przecież Panu Bogu spodobało się, abyśmy nasze relacje z Nim opierali właśnie o więzi ojcowsko dziecięce, takie jak w rodzinie. Nie na darmo Chrystus mówi o sobie, jako o Synu, którego synostwo, dodajmy to, nas usynawia.

Kogo więc ostatnio sprzedałeś, synu Ojca niebieskiego?

Czwartek II tygodnia Wielkiego Postu

Czwartek, 8 III 2012 r.

I CZYTANIE Jr 17, 5-10
To mówi Pan Bóg: „Przeklęty mąż, który pokłada nadzieję w człowieku i który w ciele upatruje swą siłę, a od Pana odwraca swe serce. Jest on podobny do dzikiego krzaka na stepie. Nie dostrzega, gdy przychodzi szczęście. Wybiera miejsca spalone na pustyni, ziemię słoną i bezludną.
Błogosławiony mąż, który pokłada ufność w Panu, i Pan jest jego nadzieją! Jest on podobny do drzewa zasadzonego nad wodą, co swe korzenie puszcza ku strumieniowi. Nie obawia się, skoro przyjdzie upał, bo utrzyma zielone liście. Także w roku posuchy nie doznaje niepokoju i nie przestaje wydawać owoców.
Serce jest zdradliwsze niż wszystko inne i niepoprawne. Któż je zgłębi? Ja, Pan, badam serce i doświadczam sumienie, bym mógł każdemu oddać stosownie do jego postępowania, według owoców jego uczynków”.
EWANGELIA Łk 16, 19-31
Jezus powiedział do faryzeuszów: „Żył pewien człowiek bogaty, który ubierał się w purpurę i bisior i dzień w dzień świetnie się bawił. U bramy jego pałacu leżał żebrak okryty wrzodami, imieniem Łazarz. Pragnął on nasycić się odpadkami ze stołu bogacza; nadto i psy przychodziły i lizały jego wrzody.
Umarł żebrak, i aniołowie zanieśli go na łono Abrahama. Umarł także bogacz, i został pogrzebany.
Gdy w Otchłani, pogrążony w mękach, podniósł oczy, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie. I zawołał: «Ojcze Abrahamie, ulituj się nade mną i poślij Łazarza; niech koniec swego palca umoczy w wodzie i ochłodzi mój język, bo strasznie cierpię w tym płomieniu».
Lecz Abraham odrzekł: «Wspomnij, synu, że za życia otrzymałeś swoje dobra, a Łazarz przeciwnie, niedolę; teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki cierpisz. A prócz tego między nami a wami zionie ogromna przepaść, tak że nikt, choćby chciał, stąd do was przejść nie może ani stamtąd do nas się przedostać».
Tamten rzekł: «Proszę cię więc, ojcze, poślij go do domu mojego ojca. Mam bowiem pięciu braci: niech ich przestrzeże, żeby i oni nie przyszli na to miejsce męki».
Lecz Abraham odparł: «Mają Mojżesza i Proroków, niechże ich słuchają». «Nie, ojcze Abrahamie, odrzekł tamten, lecz gdyby kto z umarłych poszedł do nich, to się nawrócą». Odpowiedział mu: «Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą»”.

Nie uwierzą bo nie chcą. Wolą zaufać temu co marne, ale dające krótkotrwały sukces. Wolą zawalczyć na krótką metę, zapełnić pustkę żądzą – władzy, pieniędzy, przyjemności, ciała. Wolą iść na wojnę z wiarą innych ludzi, z prostotą, z pobożnością, pogardliwie nie słysząc wołania serc. Wolą wejść w pyszny świat jedynie słusznych elit, zadufanych w swe „posłannictwo”. Nie uwierzą, bo łatwiej im odrzucić wiarę i to co wynika z więzi Kościoła z Narodem, aniżeli ponieść konsekwencje własnych ciemnych wyborów. Nie uwierzą, bo już odrzucili znaki czasu – znak bł. Ks. Jerzego, znak Papieża Polaka, wszelkie katastrofy i klęski. Nie uwierzą, bo musieliby przekreślić to wszystko, co stworzyło ich samych, ich władzę nad innymi, stanowiska, i liczne kompromisy z moralnością.

O kim to wszystko? O władzy naszego biednego kraju? A może między innymi o tobie?

Środa II tygodnia Wielkiego Postu

Środa, 7 III 2012 r.

I CZYTANIE Jr 18, 18-20
Niegodziwi rzekli: „Chodźcie, uknujemy zamach na Jeremiasza. Bo przecież nie zabraknie kapłanowi pouczenia ani mędrcowi rady, ani prorokowi słowa. Chodźcie, uderzmy go językiem, nie zważajmy wcale na jego słowa”.
Usłysz mnie, Panie, i słuchaj głosu moich przeciwników. Czy złem za dobre się płaci? A oni wykopali dół dla mnie. Wspomnij, jak stawałem przed Tobą, aby się wstawiać za nimi, aby odwrócić od nich Twój gniew.
EWANGELIA Mt 20, 17-28
Mając udać się do Jerozolimy, Jezus wziął osobno Dwunastu i w drodze rzekł do nich: „Oto idziemy do Jerozolimy: tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą Go poganom na wyszydzenie, ubiczowanie i ukrzyżowanie; a trzeciego dnia zmartwychwstanie”.
Wtedy podeszła do Niego matka synów Zebedeusza ze swoimi synami i upadając Mu do nóg o coś Go prosiła. On ją zapytał: „Czego pragniesz?” Rzekła Mu: „Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim królestwie jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie”. Odpowiadając Jezus rzekł: „Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić?” Odpowiedzieli Mu: „Możemy”.On rzekł do nich: „Kielich mój pić będziecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej i lewej, ale dostanie się ono tym, dla których mój Ojciec je przygotował”. Gdy dziesięciu to usłyszało, oburzyli się na tych dwóch braci. A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł: „Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie waszym niewolnikiem. Na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu”.

Odpowiedz dzisiaj.

W jakich sytuacjach zdarza ci się świadomie polemizować z czymś, co jest jawnie dobre? Niegodziwi z pierwszego czytania walczą z Jeremiaszem, mając świadomość wagi jego posłania. Dopuszczają myśl, że będą walczyć z prorokiem, ale nie cofa ich to przed atakiem i chwytaniem się wszelkich środków, aby ten, który mówi niewygodne słowa zamilkł. Pomyśl, w jakich sytuacjach odkrywasz w sobie serce przewrotne, wykrzywiające proste ścieżki Pańskie? Czy kogoś przy tym wprost skrzywdziłeś, zraniłeś? A może są to sprawy z twojej dalszej przeszłości, które – nie załatwione – ciągną się od lat? Połóż w tym Wielkim Poście na niech pieczęć Chrystusowej prawdy.

W Ewangelii nadopiekuńcza matka synów Zebedeusza próbuje „załatwić” swoim dzieciom posady w Jezusowym królestwie. Może byłoby to nawet komiczne, gdyby nie powaga Mistrza, który niejako wykorzystując prośbę Salome (takie imię nosi w innych redakcjach tej perykopy) dotyka istoty towarzyszenia mu – zarówno na ziemi, jak i w wiecznym królestwie. Odpowiedz sobie dzisiaj na to samo pytanie, jakie zadaje Pan synom Zebedeusza (to ciekawe, że kieruje je do niech, a nie do matki, która przecież zaczęła kwestię „miejsca po prawicy i lewicy”) – czy możesz pić kielich Jezusa? Czy możesz uczestniczyć w Jego uniżeniu, męce i śmierci? Czy możesz Go naśladować w umieraniu, aby z Nim zmartwychwstać? Czy możesz dzisiaj starać się zapomnieć o sobie na rzecz jakiejkolwiek formy służby, ale tak, aby On był w tym obecny? W czym może się to dziś uobecnić, w jakim czynie, w jakich postawach?

Św. Łukasz zaczyna tę perykopę od przypomnienia, że Jezus jest w drodze do Jerozolimy. On zna cel swego pielgrzymowania, wie, że u kresu tej drogi czeka go męka. Czy wiesz do czego zmierzasz? Czy jesteś świadomy celu swej drogi – zarówno w perspektywie całego życia, jak i aktualnych, dzisiejszych wyborów?

« Older posts Newer posts »

© 2026 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑