Światło życia

Blog ks. Jacka Gomulskiego

Page 55 of 134

Środa V tygodnia Wielkiego Postu

Środa, 28 III 2012 r.

I CZYTANIE Dn 3, 14-20. 91-92. 95
Król Nabuchodonozor powiedział: „Czy jest prawdą, Szadraku, Meszaku i Abed-Nego, że nie czcicie mojego boga ani nie oddajecie pokłonu złotemu posągowi, który postawiłem? Czy teraz jesteście gotowi, w chwili gdy usłyszycie dźwięk rogu, fletu, lutni, harfy, psalterium, dud i wszelkiego rodzaju instrumentów muzycznych, upaść na twarz i oddać pokłon posągowi, który uczyniłem? Jeżeli zaś nie oddacie pokłonu, zostaniecie natychmiast wrzuceni do rozpalonego pieca. Który zaś bóg mógłby was wyrwać z moich rąk?”
Szadrak, Meszak i Abed-Nego odpowiedzieli, zwracając się do króla Nabuchodonozora: „Nie musimy tobie, królu, odpowiadać w tej sprawie. Jeżeli nasz Bóg, któremu służymy, zechce nas wybawić z rozpalonego pieca, może nas wyratować z twej ręki, królu. Jeśli zaś nie, wiedz królu, że nie będziemy czcić twego boga ani oddawać pokłonu złotemu posągowi, który uczyniłeś”.
Na to wpadł Nabuchodonozor w gniew, a wyraz jego twarzy zmienił się w stosunku do Szadraka, Meszaka i Abed-Nega. Wydał rozkaz, by rozpalono piec siedem razy więcej, niż było trzeba. Mężom zaś najsilniejszym spośród swego wojska polecił związać Szadraka, Meszaka i Abed-Nega i wrzucić ich do rozpalonego pieca.
Król Nabuchodonozor popadł w zdumienie i powstał spiesznie. Zwrócił się do swych doradców, mówiąc: „Czy nie wrzuciliśmy trzech związanych mężów do ognia?” Oni zaś odpowiedzieli królowi: „Rzeczywiście, królu”. On zaś w odpowiedzi rzekł: „Lecz widzę czterech mężów rozwiązanych, przechadzających się pośród ognia i nie dzieje się im nic złego; wygląd czwartego przypomina anioła”.
Nabuchodonozor powiedział na to: „Niech będzie błogosławiony Bóg Szadraka, Meszaka i Abed-Nega, który posłał swego anioła, by uratował swoje sługi. W Nim pokładali swą ufność i przekroczyli nakaz królewski, oddając swe ciała, by nie oddawać czci ani pokłonu innemu bogu poza Nim”.
EWANGELIA J 8, 31-42
Jezus powiedział do Żydów, którzy Mu uwierzyli: „Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli”.
Odpowiedzieli Mu: „Jesteśmy potomstwem Abrahama i nigdy nie byliśmy poddani w niczyją niewolę. Jakżeż Ty możesz mówić: «Wolni będziecie?»”
Odpowiedział im Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu. A niewolnik nie przebywa w domu na zawsze, lecz Syn przebywa na zawsze. Jeżeli więc Syn was wyzwoli, wówczas będziecie rzeczywiście wolni. Wiem, że jesteście potomstwem Abrahama, ale wy usiłujecie Mnie zabić, bo nie przyjmujecie mojej nauki. Głoszę to, co widziałem u mego Ojca, wy czynicie to, coście słyszeli od waszego ojca”.
W odpowiedzi rzekli do Niego: „Ojcem naszym jest Abraham”. Rzekł do nich Jezus: „Gdybyście byli dziećmi Abrahama, to byście pełnili czyny Abrahama. Teraz usiłujecie Mnie zabić, człowieka, który wam powiedział prawdę usłyszaną u Boga. Tego Abraham nie czynił. Wy pełnicie czyny ojca waszego”.
Rzekli do Niego: „Myśmy się nie narodzili z nierządu, jednego mamy Ojca – Boga”. Rzekł do nich Jezus: „Gdyby Bóg był waszym ojcem, to i Mnie byście miłowali. Ja bowiem od Boga wyszedłem i przychodzę. Nie wyszedłem od siebie, lecz On Mnie posłał”.

Po pierwsze to Jezus mówi do tych, którzy Mu uwierzyli. Nie spiera się z wrogami, ale – w pewien sposób – z bliskimi. Ich problemem jest nieumiejętność wytrwania. Widzą atrakcyjność Jego nauki, uznają jej słuszność, ale na dłuższą metę nie potrafią (nie chcą?) trwać w jej zasadach. Uciekają przed konsekwencjami przyjętej prawdy. Boją się, że powiedziawszy „Amen” na Jezusowe słowa i dzieło, tym samym pozostaną bez zabezpieczenia, „na lodzie”, w świecie nieprzyjaznym i wrogim. Nie odkryli jeszcze, że to nie idea wyzwala, czy mgliste poczucie słuszności, ale Syn – On czyni ludzi wolnymi. Nie odkryli że sami są synami Ojca. Przy całym uznaniu dla Chrystusowego nauczania nie potrafią (nie chcą?) zobaczyć siebie jako dzieci w ramionach Ojca. Wymyka im się miłość jako więź, która łączy synów człowieczych ze Stwórcą. Widzą jedynie prawo, zasady, idee, tradycje. Są puści, mimo że noszą w sobie dar Abrahamowego dziedzictwa.

Wolność nie leży w ideach, czy nawet prawach, ale w miłości do Syna Bożego.

Jak daleko nam do tego.

Jak bardzo miłość staje się synonimem zniewolenia, przymusu czy wykorzystywania. Może właśnie przez to, że tyle razy byliśmy wykorzystywani, albo sami wykorzystywaliśmy innych,  jest dla nas abstrakcją pojecie miłości Chrystusowej.

Jezus otwiera swoim słuchaczom małą furtkę w tym tragicznym murze niezrozumienia. Wspomina o pełnieniu czynów Abrahama, czyli o wierze. Jest to i dla nas furtka, zaiste, zbawienna. Stoi przy niej św. siostra Faustyna i delikatnie się uśmiechając szepce: Jezu, ufam Tobie”.

Czwartek IV tygodnia Wielkiego Postu

Czwartek, 22 III 2012 r.

I CZYTANIE Wj 32, 7-14
Pan rzekł do Mojżesza: „Zstąp na dół, bo sprzeniewierzył się lud twój, który wyprowadziłeś z ziemi egipskiej. Bardzo szybko odwrócili się od drogi, którą im nakazałem, i utworzyli sobie posąg cielca ulany z metalu i oddali mu pokłon, i złożyli mu ofiary, mówiąc: «Izraelu, oto twój bóg, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej»”. I jeszcze powiedział Pan do Mojżesza: „Widzę, że lud ten jest ludem o twardym karku. Zostaw Mnie przeto w spokoju, aby rozpalił się gniew mój na nich. Chcę ich wyniszczyć, a ciebie uczynić wielkim ludem”. Mojżesz jednak zaczął usilnie błagać Boga swego, Pana, i mówić: „Dlaczego, Panie, płonie gniew Twój przeciw ludowi Twemu, który wyprowadziłeś z ziemi egipskiej wielką mocą i silną ręką? Czemu to mają mówić Egipcjanie: «W złym zamiarze wyprowadził ich, chcąc ich wygubić w górach i wygładzić z powierzchni ziemi». Odwróć zapalczywość Twego gniewu i zaniechaj zła, jakie chcesz zesłać na Twój lud. Wspomnij na Abrahama, Izaaka i Izraela, Twoje sługi, którym przysiągłeś na samego siebie, mówiąc do nich: «Uczynię potomstwo wasze tak liczne jak gwiazdy niebieskie, i całą ziemię, o której mówiłem, dam waszym potomkom, i posiądą ją na wieki»”. Wówczas to Pan zaniechał zła, jakie zamierzał zesłać na swój lud.
EWANGELIA J 5, 31-47
Jezus powiedział do Żydów: „Gdybym Ja wydawał świadectwo o sobie samym, sąd mój nie byłby prawdziwy. Jest przecież ktoś inny, kto wydaje sąd o Mnie; a wiem, że sąd, który o Mnie wydaje, jest prawdziwy.
Wysłaliście poselstwo do Jana i on dał świadectwo prawdzie. Ja nie zważam na świadectwo człowieka, ale mówię to, abyście byli zbawieni. On był lampą, co płonie i świeci, wy zaś chcieliście radować się krótki czas jego światłem.
Ja mam świadectwo większe od Janowego. Są to dzieła, które Ojciec dał Mi do wykonania; dzieła, które czynię, świadczą o Mnie, że Ojciec Mnie posłał. Ojciec, który Mnie posłał, On dał o Mnie świadectwo. Nigdy nie słyszeliście ani Jego głosu, ani nie widzieliście Jego oblicza; nie macie także słowa Jego, trwającego w was, bo wyście nie uwierzyli w Tego, którego On posłał.
Badacie Pisma, ponieważ sądzicie, że w nich zawarte jest życie wieczne: to one właśnie dają o Mnie świadectwo. A przecież nie chcecie przyjść do Mnie, aby mieć życie.
Nie odbieram chwały od ludzi, ale wiem o was, że nie macie w sobie miłości Boga. Przyszedłem w imieniu Ojca mego, a nie przyjęliście Mnie. Gdyby jednak przybył kto inny we własnym imieniu, to byście go przyjęli. Jak możecie uwierzyć, skoro od siebie wzajemnie odbieracie chwałę, a nie szukacie chwały, która pochodzi od samego Boga?
Nie mniemajcie jednak, że to Ja was oskarżę przed Ojcem. Waszym oskarżycielem jest Mojżesz, w którym wy pokładacie nadzieję. Gdybyście jednak uwierzyli Mojżeszowi, to byście i Mnie uwierzyli. O Mnie bowiem on pisał. Jeżeli jednak jego pismom nie wierzycie, jakże moim słowom będziecie wierzyli?”

Mocne są słowa Jezusa. A przecież mówi On nie tylko do ludzi swoich czasów, czyli pobożnych Izraelitów, znających na wyrywki Pismo św. Mówi także do nas, pobożnych XXI wieku, nie mniej niż tamci przekonanych o słuszności wyznawanych idei i przyjętych schematów na życie. Podobnie jak oni, my także, zapominamy o tym że Bóg jest żywy, a przez to – nieobliczalny, wymykający się naszym myślowym szufladkom, przekraczający nasze wyobrażenia. Jak to pisał C. S. Lewis „on nie jest lwem oswojonym”. Miał co prawda na myśli swego Aslana, lecz ten to nic innego jak literacka figura Chrystusa.  Czyżby więc Bóg był dziki? Może nie jest to najlepsze słowo, bo stwarza wiele uproszczeń, ale doskonale obrazuje pewien sposób myślenia o Stwórcy, sposób, którego instynktownie nie lubimy. Dla wielu z nas, a zwłaszcza tych, którym dana jest jakaś władza w Kościele, nieobliczalność Bożych natchnień jest zmorą, która spędza sen z powiek. Czyż nie tak czuli się pobożni i ważni Żydzi w czasach Jezusa? Przekonanie, że Pan, o którym wydaje nam się, iż poznaliśmy Jego ścieżki i dróżki, wykręca nam jakiś numer, łamiący wzniosłe schematy, jest przerażające.

Jezus woła – znasz Biblię (katechizm), często może nawet na wyrywki, ale czy przychodzisz poprzez nią do Mnie? Czy odkrywasz, że to Ja jestem Słowem żywym i prawdziwym, a nie to wydrukowane w twej książce? Czy Słowo czytane i słuchane przyprowadza cię do Słowa żywego i wcielonego?

Jezus woła – czy widzisz Moje dzieła? Nie tylko te, które są dla ciebie wygodne do przyjęcia, gładkie, wypłukane z kontrowersji, ale także te, które nie wiadomo dokąd prowadzą? Czy umiesz w ogóle rozpoznać Moje dzieło? Jakimi narzędziami się kierujesz, aby to uczynić? A może po prostu, bezmyślnie powielasz zdanie innych, zwalniając się z myślenia, modlitwy, i całego przebiegu rozeznawania…

Jezus woła – czy przyjmujesz Mnie, żywego i pełnego mocy, oraz Mnie, upadającego pod ciężarem win wszystkich ludzi, także i tych „pobożnych”? Czy masz w sobie miłość mojego Ojca, czy też wciąż, po części świadomie, nie dopuszczasz jej do swego serca i rozumu? Czy zgadzasz się, aby ta miłość prowadziła cię dokądkolwiek zechcę? Czy też poubierałeś już swe życie i tę więź ze Mną w schematy, w których się dusisz, ale które (jak sądzisz) zapewniają ci bezpieczeństwo? A jeśli Mnie nie przyjmujesz, to który z ludzi, który z twoich konstruktów myślowych, jaka idea, czy zamysł jest przez ciebie przyjęty na Moje miejsce?

Pytania o Boga, o wiarę, o uświęcony przepis na religię – o własnego złotego cielca…

Środa IV tygodnia Wielkiego Postu

Środa, 21 III 2012 r.

I CZYTANIE Iz 49, 8-15
Tak mówi Pan: „Gdy nadejdzie czas mej łaski, wysłucham cię, w dniu zbawienia przyjdę ci z pomocą. A ukształtowałem cię i ustanowiłem przymierzem dla ludu, aby odnowić kraj, aby rozdzielić spustoszone dziedzictwa, aby rzec więźniom: «Wyjdźcie na wolność!»; marniejącym w ciemnościach: «Ukażcie się!»
Oni będą się paśli przy wszystkich drogach, na każdym bezdrzewnym wzgórku będzie ich pastwisko. Nie będą już łaknąć ni pragnąć, i nie porazi ich wiatr upalny ni słońce, bo ich poprowadzi Ten, co się lituje nad nimi, i zaprowadzi ich do tryskających zdrojów. Wszystkie me góry zamienię na drogę, i moje gościńce wzniosą się wyżej.
Oto ci przychodzą z daleka, oto tamci z Północy i z Zachodu, a inni z krainy Sinitów. Zabrzmijcie weselem, niebiosa! Raduj się, ziemio! Góry, wybuchnijcie radosnym okrzykiem! Albowiem Pan pocieszył swój lud, zlitował się nad jego biednymi. Mówił Syjon: «Pan mnie opuścił, Pan o mnie zapomniał». Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie!”
EWANGELIA J 5, 17-30
Żydzi prześladowali Jezusa, ponieważ uzdrowił w szabat. Lecz Jezus im odpowiedział: „Ojciec mój działa aż do tej chwili i Ja działam”. Dlatego więc usiłowali Żydzi tym bardziej Go zabić, bo nie tylko nie zachował szabatu, ale nadto Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się równym Bogu.
W odpowiedzi na to Jezus im mówił: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Syn nie mógłby niczego czynić sam od siebie, gdyby nie widział Ojca czyniącego. Albowiem to samo, co On czyni, podobnie i Syn czyni. Ojciec bowiem miłuje Syna i ukazuje Mu to wszystko, co On sam czyni, i jeszcze większe dzieła ukaże Mu, abyście się dziwili.
Albowiem jak Ojciec wskrzesza umarłych i ożywia, tak również i Syn ożywia tych, których chce. Ojciec bowiem nie sądzi nikogo, lecz cały sąd przekazał Synowi, aby wszyscy oddawali cześć Synowi, tak jak oddają cześć Ojcu. Kto nie oddaje czci Synowi, nie oddaje czci Ojcu, który Go posłał. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Kto słucha słowa mego i wierzy w Tego, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie idzie na sąd, lecz ze śmierci przeszedł do życia.
Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, że nadchodzi godzina, nawet już jest, kiedy to umarli usłyszą głos Syna Bożego, i ci, którzy usłyszą, żyć będą. Podobnie jak Ojciec ma życie w sobie, tak również dał Synowi: mieć życie w sobie samym. Przekazał Mu władzę wykonywania sądu, ponieważ jest Synem Człowieczym.
Nie dziwcie się temu! Nadchodzi bowiem godzina, w której wszyscy, którzy spoczywają w grobach, usłyszą głos Jego: a ci, którzy pełnili dobre czyny, pójdą na zmartwychwstanie życia; ci, którzy pełnili złe czyny, na zmartwychwstanie potępienia. Ja sam z siebie nic czynić nie mogę. Tak, jak słyszę, sądzę, a sąd mój jest sprawiedliwy; nie szukam bowiem własnej woli, lecz woli Tego, który Mnie posłał”.

Być tak blisko Boga, aby móc z największą pewnością mówić podobnie jak Jezus. Jak daleko mi do tego. Jak bardzo jestem zaplatany w swoje „ja”, w swoje bóle i troski, a wreszcie – w swoje niepewności. A przecież to, co wprost uderza ze słów Jezusa, to pewność – pełna pokory („sam z siebie nic czynić nie mogę”) i miłości („Ojciec miłuje Syna”) a także spokojnej prostoty. Syn jest pewien mocy wskrzeszania umarłych, pewien jest własnej godności, pewien jest władzy, jaka posiada, a wreszcie pewien jest przyszłości sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Pewien jest też tego – tak zwyczajnie, po ludzku – że jest kochany.

I tu się wywracam w moich konstrukcjach myślowych.

Bo dużo mogę przyjąć o sobie i Bogu, ale świadomość bezinteresownej miłości, momentami mnie przerasta, zwłaszcza, gdy codzienny szlag mnie trafia na samego siebie.

Masz podobnie?

A Bóg ustami Izajasza, jakby odpowiadając z uśmiechem woła – „Nie zapomnę o tobie”! A nam nie mieści się to w głowach… Nie, przepraszam, w głowach to może jeszcze jakoś tak, ale w sercu to już miejsca na tak proste prawdy nie ma.

Pójdź na Mszę. Przyjmij Komunię. Stań się żywym tabernakulum. I uświadom sobie, że On nie przychodzi do ciebie z przymusu, albo w poszukiwaniu wrażeń. Przychodzi – bo kocha.

Wtorek IV tygodnia Wielkiego Postu

Wtorek, 20 III 2012 r.

I CZYTANIE Ez 47, 1-9. 12
Podczas widzenia otrzymanego od Pana zaprowadził mnie anioł z powrotem przed wejście do świątyni, a oto wypływała woda spod progu świątyni w kierunku wschodnim, ponieważ przednia strona świątyni była skierowana ku wschodowi; a woda płynęła spod prawej strony świątyni na południe od ołtarza. I wyprowadził mnie przez bramę północną na zewnątrz i poza murami powiódł mnie do bramy zewnętrznej, skierowanej ku wschodowi. A oto woda wypływała spod prawej ściany świątyni, na południe od ołtarza.
Potem poprowadził mnie ów mąż w kierunku wschodnim; miał on w ręku pręt mierniczy, odmierzył tysiąc łokci i kazał mi przejść przez wodę; woda sięgała aż do kostek. Następnie znów odmierzył tysiąc łokci i kazał mi przejść przez wodę; sięgała aż do kolan; i znów odmierzył tysiąc łokci i kazał mi przejść: sięgała aż do bioder; i znów odmierzył tysiąc łokci; był tam już potok, przez który nie mogłem przejść, gdyż woda była za głęboka.
Potem rzekł do mnie: „Czy widziałeś to, synu człowieczy?” I poprowadził mnie z powrotem wzdłuż rzeki. Gdy się odwróciłem, oto po obu stronach na brzegu rzeki znajdowało się wiele drzew. A on rzekł do mnie: „Woda ta płynie na obszar wschodni, wzdłuż stepów, i rozlewa się w wodach słonych, i wtedy wody jego stają się zdrowe. Wszystkie też istoty żyjące, od których tam się roi, dokądkolwiek potok wpłynie, pozostaną przy życiu: będą tam też niezliczone ryby, bo dokądkolwiek dotrą te wody, wszystko będzie uzdrowione.
A nad brzegami potoku mają rosnąć po obu stronach różnego rodzaju drzewa owocowe, których liście nie więdną, których owoce się nie wyczerpują; każdego miesiąca będą rodzić nowe, ponieważ ich woda przychodzi z przybytku. Ich owoce będą służyć za pokarm, a ich liście za lekarstwo”.
EWANGELIA J 5, 1-3a. 5-16
Było święto żydowskie i Jezus udał się do Jerozolimy. W Jerozolimie zaś znajduje się Sadzawka Owcza, nazwana po hebrajsku Betesda, zaopatrzona w pięć krużganków. Wśród nich leżało mnóstwo chorych: niewidomych, chromych, sparaliżowanych.
Znajdował się tam pewien człowiek, który już od lat trzydziestu ośmiu cierpiał na swoją chorobę. Gdy Jezus ujrzał go leżącego i poznał, że czeka już długi czas, rzekł do niego: „Czy chcesz stać się zdrowym?”
Odpowiedział Mu chory: „Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody. Gdy ja sam już dochodzę, inny schodzi przede mną”. Rzekł do niego Jezus: „Wstań, weź swoje łoże i chodź”. Natychmiast wyzdrowiał ów człowiek, wziął swoje łoże i chodził.
Jednakże dnia tego był szabat. Rzekli więc Żydzi do uzdrowionego: „Dziś jest szabat, nie wolno ci nieść twojego łoża”.
On im odpowiedział: „Ten, który mnie uzdrowił, rzekł do mnie: Weź swoje łoże i chodź”. Pytali go więc: „Cóż to za człowiek ci powiedział: Weź i chodź?” Lecz uzdrowiony nie wiedział, kim On jest; albowiem Jezus odsunął się od tłumu, który był w tym miejscu.
Potem Jezus znalazł go w świątyni i rzekł do niego: „Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło”. Człowiek ów odszedł i doniósł Żydom, że to Jezus go uzdrowił. I dlatego Żydzi prześladowali Jezusa, że to uczynił w szabat.

Czy chcesz stać się zdrowym?

Z pozoru dziwne pytanie. Przecież każdy chce. Przecież trzydzieści osiem lat cierpienia jest jak rana posypywana solą. Nikt nie chce bólu, jako stałego towarzysza życia.

Jednak Chrystus świadomie zadaje pytanie o wolę chorego człowieka. Gdy spotka go po uzdrowieniu, przestrzeże go surowo, aby więcej nie grzeszył. Wskazuje tym samym na jakiś tajemniczy związek pomiędzy grzechem a chorobą ciała, oraz (jak można się domyślać) duszy. Dodatkową informacją jest skarga chorego – nie mam człowieka, który by mnie wprowadził do uzdrawiającej wody.

Samotność, rozczarowanie, gorycz, wszechobecny ból – a gdzieś w tle grzechy, które doprowadziły do kompletnego paraliżu wszelkich władz ludzkich.

Dziś pojawia się Jezus obok twego posłania nad sadzawką Betesda. Podchodzi do ciebie i pyta czego chcesz. Namyśl się dobrze, bo może się okazać, że umiłowałeś cierpienie goryczy ponad obfite życie. Oto widzisz, jak porusza się woda w sadzawce. Oto widzisz zdrowie i szczęście świeżo uzdrowionych. Oto widzisz, jak wspomagani przez przyjaciół czynią pierwsze kroki w radosnym tańcu. Widzisz na ich twarzach uśmiech, a w nieporadnych gestach i dotyku najbliższych – wolność dzieci bożych. Czy chcesz stać się zdrowym? – pada pytanie Boga. Patrzysz na Jego Twarz, na ich szczęście, a wreszcie na pustkę wokół siebie. Pojawia się ból. Ból ciała. Ból duszy. Niemoc woli.

Przez całe twoje życie, od momentu chrztu, przepływa rzeka łaski – woda żywa i świeża. Zanurzaj w nią świadomie rękę. Pij ją. Nie stój na jej brzegu zastawiając się czy warto z niej skorzystać. On chce uczynić cię zdrowym, ale zanurz się w wodzie łaski, jedz owoce sakramentów. I uwierz bardziej Jemu, aniżeli pustym miejscom po ludziach w twym życiu.

Piątek III tygodnia Wielkiego Postu

Piątek, 16 III 2012 r.

I CZYTANIE Oz 14, 2-10
To mówi Pan: „Wróć, Izraelu, do Pana Boga twojego, upadłeś bowiem przez własną twą winę! Zabierzcie ze sobą słowa i nawróćcie się do Pana. Mówcie do Niego: «Przebacz nam całą naszą winę, w ten sposób otrzymamy dobro za owoc naszych warg. Asyria nie może nas zbawić, nie chcemy już wsiadać na konie ani też mówić 'nasz Boże’ do dzieła rąk naszych. U Ciebie bowiem znajdzie litość sierota».
Uleczę ich niewierność i umiłuję z serca, bo gniew mój odwrócił się od nich. Stanę się jakby rosą dla Izraela, tak że rozkwitnie jak lilia i jak topola rozpuści korzenie. Rozwiną się jego latorośle, będzie wspaniały jak drzewo oliwne, woń jego będzie jak woń Libanu.
I wrócą znowu, by usiąść w mym cieniu, a zboża uprawiać będą, winnice sadzić, których sława będzie tak wielka jak wina libańskiego. Co ma jeszcze Efraim wspólnego z bożkami? Ja go wysłuchuję i Ja nań spoglądam. Ja jestem jak cyprys zielony i Mnie zawdzięcza swój owoc. Któż jest tak mądry, aby to pojął, i tak rozumny, aby to rozważył? Bo drogi Pana są proste: kroczą nimi sprawiedliwi, lecz potykają się na nich grzesznicy”.
EWANGELIA Mk 12, 28b-34
Jeden z uczonych w Piśmie zbliżył się do Jezusa i zapytał Go: „Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?” Jezus odpowiedział: „Pierwsze jest: «Słuchaj, Izraelu, Pan, Bóg nasz, Pan jest jedyny. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą». Drugie jest to: «Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego». Nie ma innego przykazania większego od tych”.
Rzekł Mu uczony w Piśmie: „Bardzo dobrze, Nauczycielu, słusznieś powiedział, bo Jeden jest i nie ma innego prócz Niego. Miłować Go całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego daleko więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary”. Jezus widząc, że rozumnie odpowiedział, rzekł do niego: „Niedaleko jesteś od królestwa Bożego”. I nikt już nie odważył się więcej Go pytać.

Drogi Pana są proste…

A przecież często wydaje ci się, że Bóg chodzi krętymi ścieżkami. Nawet prorocy powtarzali, nie pojmując nagłych zwrotów biblijnej akcji (przypomnij sobie Jonasza rozżalonego z głębi serca, gdy Pan nie wylał swego gniewu na Niniwę) że niezbadane są wyroki Boga i nie do wyśledzenia Jego ścieżki. A tu Ozeasz nagle – przecież to proste wszystko! Jeśli kręte i zagmatwane, to dla grzeszników, to dla tych, których – jak pisze św. Paweł, obdarzając takich ludzi mianem niewiernych – „umysły zaślepił bóg tego świata, aby nie olśnił ich blask Ewangelii chwały Chrystusa”. Jeśli ktoś nie pojmuje nic z Ewangelii, z miłości Boga, jeśli zamyka się na potencjalną możliwość Jego żywego Istnienia, jeśli sprawia, że jego Bogiem jest brzuch i przyjemność – to przecież jest jasne, że nic nie pojmie ze spraw duchowych. Nam się wydaje, ż wiara jest trudną sztuką i trzeba stanąć trzy razy na głowie, pościć przez czterdzieści dni i odmówić sto różańców, a może Pan Bóg „obdarzy nas łaską wiary”. Nic bardziej mylnego. Mamy wolna wole i możemy posługiwać się rozumem – najcenniejszym darem miłosierdzia bożego. Jeśli odrzucamy możliwość zaistnienia miłosiernego Boga – nasza to rzecz, i nasze też konsekwencje.

Proste są Pańskie drogi. Proste dla sprawiedliwych, czyli dla tych którzy zaryzykują wiarę i nadzieję na miłość. Jezus przypomina, że to ona jest najważniejsza – do Boga i do drugiego człowieka. Jednocześnie ona jest najtrudniejsza, i choć proste są dróżki, którymi przechadza się Łaska, to trudne i wymagające uwagi jest spotkanie się z nią. Prędzej, czy później ono nadejdzie, ale trzeba go wyczekiwać z wiernością. Wszak mówi Pismo: „Łaska i wierność spotkają się ze sobą”…

Wejdź na drogę prostą, choć krzyżową. Bądź wierny. Oto nadchodzi.

« Older posts Newer posts »

© 2026 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑