Światło życia

Blog ks. Jacka Gomulskiego

Page 90 of 134

Czwartek I tygodnia Wielkiego Postu

Czwartek, 17 III 2011 r.

I CZYTANIE Est 14, 1. 3-5. 12-14 (Wlg)
Królowa Estera zwróciła się do Pana, przejęta niebezpieczeństwem śmierci. I błagała Pana, Boga Izraela, i rzekła: „Panie mój, Królu nasz, Ty jesteś jedyny, wspomóż mnie samotną, nie mającą prócz Ciebie żadnego wspomożyciela, bo niebezpieczeństwo jest niejako w ręce mojej. Ja słyszałam od młodości mojej w pokoleniu moim w ojczyźnie, że Ty, Panie, wybrałeś Izraela ze wszystkich narodów i ojców naszych ze wszystkich przodków ich na wieczystą posiadłość i uczyniłeś im tak wiele rzeczy według obietnicy. Wspomnij, Panie, pokaż się w chwili udręczenia naszego i dodaj mi odwagi. Królu bogów i Władco nad wszystkimi władcami. Daj odpowiednią mowę w usta moje przed obliczem lwa i obróć serce jego ku nienawiści wroga naszego, aby zginął on sam i ci, którzy z nim jedno myślą. Wybaw nas ręką Twoją i wspomóż mnie opuszczoną i nie mającą nikogo prócz Ciebie, Panie, który wiesz wszystko”.
EWANGELIA Mt 7, 7-12
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą.
Gdy którego z was syn prosi o chleb, czy jest taki, który poda mu kamień? Albo gdy prosi o rybę, czy poda mu węża? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, da to, co dobre tym, którzy Go proszą.
Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie. Albowiem na tym polega Prawo i Prorocy”.

Dlaczego uważasz, że Bóg nie da Ci tego, czego tak bardzo chcesz?

A może Ty nie dajesz Jemu tego, czego On pragnie – dla Ciebie?

Środa I tygodnia Wielkiego Postu

Środa, 16 III 2011 r.

I CZYTANIE Jon 3, 1-10
Pan przemówił do Jonasza po raz drugi tymi słowami: „Wstań, idź do Niniwy, wielkiego miasta, i głoś jej upomnienie, które Ja ci zlecam”. Jonasz wstał i poszedł do Niniwy, jak Pan powiedział. Niniwa była miastem bardzo rozległym, na trzy dni drogi. Począł więc Jonasz iść przez miasto jeden dzień drogi i wołał, i głosił: „Jeszcze czterdzieści dni, a Niniwa zostanie zburzona”. I uwierzyli mieszkańcy Niniwy Bogu, ogłosili post i oblekli się w wory od największego do najmniejszego. Doszła ta sprawa do króla Niniwy. Wstał więc z tronu, zdjął z siebie płaszcz, oblókł się w wór i siadł na popiele. Z rozkazu króla i jego dostojników zarządzono i ogłoszono w Niniwie to, co następuje: „Ludzie i zwierzęta, bydło i trzoda niech nic nie jedzą, niech się nie pasą i wody nie piją. Niech obloką się w wory, niech żarliwie wołają do Boga. Niech każdy odwróci się od swojego złego postępowania i od nieprawości, którą popełnia swoimi rękami. Kto wie, może się odwróci i ulituje Bóg, odstąpi od zapalczywości swego gniewu, a nie zginiemy?”
Zobaczył Bóg czyny ich, że odwrócili się od swojego złego postępowania. I ulitował się Bóg, i nie zesłał niedoli, którą im zagroził.
EWANGELIA Łk 11, 29-32
Gdy tłumy się gromadziły, Jezus zaczął mówić: „To plemię jest plemieniem przewrotnym. Żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza. Jak bowiem Jonasz był znakiem dla mieszkańców Niniwy, tak będzie Syn Człowieczy dla tego plemienia. Królowa z Południa powstanie na sądzie przeciw ludziom tego plemienia i potępi ich; ponieważ ona przybyła z krańców ziemi słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon. Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni dzięki nawoływaniu Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz”.

Niektórzy usprawiedliwiają swoje lenistwo duchowe tym, że nigdy nie widzieli cudów…

A Ty?

Czym usprawiedliwiasz brak śladów wiary w Twoim życiu?

…„wspólnota na wieczność”…

„Spieszmy się kochać ludzi…” – gdy słyszę ten cytat, mam poczucie sztampy i banału. Tym razem także. Gdy przedstawiciel środowisk rzemieślniczych w ten sposób rozpoczął pożegnanie swego długoletniego duszpasterza, pomyślałem, że będzie to jedno banalne przemówienie więcej.  Ale w pewnym momencie dorosłemu mężczyźnie załamał się głos. Resztę słów odczytał jakby przez łzy.

A potem płacząc żegnali swego proboszcza parafianie. I płakali.

A potem, usłyszałem słowa „wspólnota jest na wieczność”, jakie powtarzał zmarły swoim dzieciom duchowym, których gromadził i prowadził przez trzydzieści lat. Powtórzyli te słowa nad jego trumną, wierząc, że w wieczności miłość trwa.

I płakali.

Te słowa o wspólnocie na wieczność wróciły do mnie kilkadziesiąt minut później, gdy po zakończonym już pogrzebie przykryty wieńcami grób otaczał tłum ludzi w różnym wieku. Mimo skończonej liturgii trwała modlitwa. Pieśni płynęły jedna za drugą. W ten sposób dzieci żegnały na jakiś czas swego ojca. Nabrałem przekonania, że nie byłoby tych ludzi, ich rodzin, dzieci, wnuków, nie byłoby kapłanów, w pewien sposób pewnie nie byłoby też mnie – gdyby nie poświęcenie, determinacja i wiara tego jednego człowieka – ks. Wiesława Kwietnia.

Gdyby nie jego otwartość na Boga, jego „przeźroczystość” – jak wyraził się ks. Wojciech Bartkowicz we wstępie do homilii.

Pamiętam, jak ojciec Kwiecień opowiadał o początkach wspólnoty, którą swego czasu założył. O prześladowaniach, spadających na niego z tego powodu. O krzywych spojrzeniach i donosach kolegów księży. O niezrozumieniu, jakiego doświadczał. Wielokrotnie powtarzał – „Są ludzie, którzy nie rozumieją czym jest wspólnota, nigdy tego nie doświadczyli. Jeśli doświadczyłeś, to wiesz, że jest to dobre. Za tych, którzy nie wiedzą co to jest – trzeba się modlić.”

Wybór jakiego dokonał wydał owoc w postaci wspólnoty, która nosi dziś nazwę Kana Galilejska. Dziś już chyba trzecie pokolenie wzrasta w tym środowisku, zrodzonym z miłości jednego człowieka. Gdy o tym myślę wraca do mnie obraz rzeźby, jaka się znajduje na sarkofagu ks. Franciszka Blachnickiego w Krościenku. Z sarkofagu wyrasta drzewo, którego gałęziami i liśćmi są ludzie połączeni w jedną rodzinę – wspólnotę, będącą konkretnym doświadczeniem Żywego Kościoła. Tak właśnie – jak sądzę – jest w przypadku tych rodzin, czy kapłanów wrośniętych w dzieło zwane Kaną Galilejską. Tak właśnie chcę rozumieć i czuć Kościół.

Ludzie wrośnięci w Chrystusa poprzez posługę kapłana. Ludzie wrośnięci  w siebie, tworzący rodzinę Pańską –  nie tylko z nazwy, dekretu, nadania, ale z serca, z ducha (a może Ducha), z przyjaźni, z tej niezwykłej więzi, jaką tworzą dzieci i rodzice – nie tylko ci biologiczni. Wrośnięci nie na chwilę, nie na studencką młodość, nie na zabawę szczenięcych lat, lecz na życie całe, „na wieczność”, z pełną odpowiedzialnością za siebie nawzajem.

Niemożliwe? Trudne, to fakt, ale da się.

Można oprzeć się tym wszystkim „schematom” duszpasterskim, tym nieco sztucznie wykoncypowanym teoriom, tym psychologizmom kościelnym. Opowiadał ks. Kwiecień, że mu zarzucano, iż przywiązuje ludzi o siebie, bo wędrują za nim z parafii do parafii. Aż wreszcie Prymas Tysiąclecia nakazał mu objąć funkcję duszpasterza przy kościele św. Anny i zabrać tam ze sobą tych wszystkich, którym towarzyszy (albo, którzy mu towarzyszą) jako pasterz. A gdy został proboszczem parafii Nawiedzenia NMP w Warszawie, to przyszli tam razem z nim, znajdując trwałą przystań. I pewnie wielu zacnych kapłanów było zniesmaczonych takim funkcjonowaniem, i wielu zgorszonych, i wielu (załóżmy, że w dobrej wierze) na piśmie wyrażało swe oburzenie i niesmak na widok owych tłumów kręcących się wokół jednego księdza. Może niektórzy z nich stali na owym pogrzebie, obok trumny tego skromnego człowieka i patrzyli na tak liczne owoce jednego życia. Może pomyśleli…

Ojciec Kwiecień był bardzo pokorny. Pewnie nie chciałby i tego co tu wypisuję, i tych słów, jakie rodziły się w głowach na pogrzebie. Pewnie chciałby ukierunkować to wszystko na Boga. Pewnie rację miał pogrzebowy homileta, gdy chcąc uszanować życie zmarłego, po prostu dał jemu samemu szansę przemówienia niejako z wieczności. I tak słuchaliśmy homilii na Niedzielę Dobrego Pasterza sprzed kilku lat – czyż można bardziej dobitnie coś przekazać? Bo dobry pasterz daje przecież życie za owce…

Ale ks. Kwiecień mówił czasami o sobie, o swoich słabościach, o swoim nawróceniu, o swoim przezywaniu miłosierdzia Bożego, o swojej miłości do Słowa – wszystko tak, że stawało się piorunującym w swej prostocie świadectwem. Wszystko było podporządkowane miłości do kogoś drugiego, wszystko stawało się darem – również doświadczenie słabości. „Pamiętaj – powtarzał –  dzięki temu, co cię spotyka, także dziki twoim upadkom możesz zrozumieć innych. Nie osądzisz ich pryncypialnie. Możesz współczuć.”

Nie odrobiłem jeszcze tej lekcji…

Nie zrobiłem wielu rzeczy, które należałoby. Zabrakło jeszcze wielu słów, jakie należałoby wypowiedzieć. Wielu pytań nie zadałem. Zabrakło owego: „dziękuję, Ojcze”.

Dopiero w wieczności.

Wtorek I tygodnia Wielkiego Postu

Wtorek, 15 III 2011 r.

I CZYTANIE Iz 55, 10-11
To mówi Pan Bóg: „Podobnie jak ulewa i śnieg spadają z nieba i tam nie powracają, dopóki nie nawodnią ziemi, nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju, tak iż wydaje nasienie dla siewcy i chleb dla jedzącego, tak słowo, które wychodzi z ust moich: nie wraca do Mnie bezowocnie, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa”.
EWANGELIA Mt 6, 7-15
Słowa Ewangelii według św. Mateusza. Jezus powiedział do swoich uczniów: „Na modlitwie nie bądźcie gadatliwi jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo będą wysłuchani. Nie bądźcie podobni do nich. Albowiem wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, wpierw zanim Go poprosicie.
Wy zatem tak się módlcie: Ojcze nasz, któryś jest w niebie: święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj; i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym  winowajcom; i nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, ale nas zbaw ode złego.
Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, i Ojciec wasz nie przebaczy wam waszych przewinień”.

Byłem dziś na pogrzebie kogoś, kto całym sobą świadczył o istnieniu Ojca w niebie. Można powiedzieć, że był ikoną Ojca. Nawet nie tyle, że tylko dla mnie osobiście (choć w jakimś sensie „zradzał” moje kapłaństwo), co dla wielu ludzi – kapłanów, świeckich, rodzin. Kochał i o Miłości świadczył sobą. Z jego ofiary życia, troski, niezłomności, wytrwałości, a wreszcie wiary w miłosierdzie – zrodziły się małżeństwa, powołania, przyjaźnie, rodziny.

Ks. Wiesław Kwiecień…

Ojciec…

Być ojcem, to złożyć się w ofierze, ku wzrastaniu dzieci.

Ot, wielkopostne pytanie do ojców…

Ale, jest jeszcze być synem – przyjąć ofiarę i być jej posłusznym. Upodobnić się do Ojca. Jak Chrystus.

Lekcja jeszcze nieodrobiona…

Poniedziałek I tygodnia Wielkiego Postu

Poniedziałek, 14 III 2011 r.

I CZYTANIE Kpł 19, 1-2. 11-18
Pan powiedział do Mojżesza: „Mów do całej społeczności synów Izraela i powiedz im: «Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz. Nie będziecie kraść, nie będziecie kłamać, nie będziecie oszukiwać jeden drugiego. Nie będziecie przysięgać fałszywie na moje imię. Byłoby to zbezczeszczeniem imienia Boga twego. Ja jestem Pan.
Nie będziesz uciskał bliźniego, nie będziesz go wyzyskiwał. Zapłata najemnika nie będzie pozostawać w twoim domu przez noc aż do poranka. Nie będziesz złorzeczył głuchemu. Nie będziesz kładł przeszkody przed niewidomym, ale będziesz się bał Boga twego. Ja jestem Pan.
Nie będziesz wydawać niesprawiedliwych wyroków. Nie będziesz stronniczym na korzyść ubogiego ani nie będziesz miał względów dla bogatego, sprawiedliwie będziesz sądził bliźniego. Nie będziesz szerzył oszczerstw między krewnymi, nie będziesz czyhał na życie bliźniego. Ja jestem Pan.
Nie będziesz żywił w sercu nienawiści do brata. Będziesz upominał bliźniego, aby nie zaciągnąć winy z jego powodu. Nie będziesz mściwy, nie będziesz żywił urazy do synów twego ludu, ale będziesz kochał bliźniego jak siebie samego. Ja jestem Pan»”.
EWANGELIA Mt 25, 31-46
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie, pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jedne od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie.
Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: «Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata. Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie».
Wówczas zapytają sprawiedliwi: «Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?» A Król im odpowie: «Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili».
Wtedy odezwie się do tych po lewej stronie: «Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom. Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić; byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie; byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie».
Wówczas zapytają i ci: «Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie?» Wtedy im odpowie: «Zaprawdę powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili». I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego”.

Wymień (Bogu i sobie) przynajmniej jedną konkretną rzecz, jak dziś (lub wczoraj) uczyniłeś dla jakiegoś człowieka – niekoniecznie przysłowiowego bezdomnego…

« Older posts Newer posts »

© 2026 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑