Blog ks. Jacka Gomulskiego

Miesiąc: luty 2011 (Page 4 of 6)

VI Niedziela Zwykła

Niedziela, 13 II 2011 r.

I CZYTANIE Syr 15, 15-20
Jeżeli zechcesz, zachowasz przykazania, a dochować wierności jest Jego upodobaniem. Położył przed tobą ogień i wodę, co zechcesz, po to wyciągniesz rękę. Przed ludźmi życie i śmierć, co ci się podoba, to będzie ci dane. Ponieważ wielka jest mądrość Pana, potężny jest władzą i widzi wszystko. Oczy Jego patrzą na bojących się Go, On sam poznaje każdy czyn człowieka. Nikomu nie przykazał być bezbożnym i nikomu nie zezwolił grzeszyć.
II CZYTANIE 1 Kor 2, 6-10
Głosimy mądrość między doskonałymi, ale nie mądrość tego świata ani władców tego świata, zresztą przemijających. Lecz głosimy tajemnicę mądrości, mądrość ukrytą, tę, którą Bóg przed wiekami przeznaczył ku chwale naszej, tę, której nie pojął żaden z władców tego świata; gdyby ją bowiem pojęli, nie ukrzyżowaliby Pana chwały; lecz właśnie głosimy, jak zostało napisane, to, czego „ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują”. Nam zaś objawił to Bóg przez Ducha. Duch przenika wszystko, nawet głębokości Boga samego.
EWANGELIA Mt 5, 17-37
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni.Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim. Bo powiadam wam: Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego.
Słyszeliście, że powiedziano przedtem: «Nie zabijaj»; a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu «Raka», podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł «Bezbożniku», podlega karze piekła ognistego. Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar twój przed ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim. Potem przyjdź i dar swój ofiaruj. Pogódź się ze swoim przeciwnikiem szybko, dopóki jesteś z nim w drodze, by cię przeciwnik nie podał sędziemu, a sędzia dozorcy, i aby nie wtrącono cię do więzienia. Zaprawdę powiadam ci: nie wyjdziesz stamtąd, aż zwrócisz ostatni grosz.
Słyszeliście, że powiedziano: «Nie cudzołóż». A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już w swoim sercu dopuścił się z nią cudzołóstwa. Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła. I jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało iść do piekła.
Powiedziano też: «Jeśli kto chce oddalić swoją żonę, niech jej da list rozwodowy». A Ja wam powiadam: Każdy, kto oddala swoją żonę, poza wypadkiem nierządu, naraża ją na cudzołóstwo; a kto by oddaloną wziął za żonę, dopuszcza się cudzołóstwa.
Słyszeliście również, że powiedziano przodkom: «Nie będziesz fałszywie przysięgał, lecz dotrzymasz Panu swej przysięgi». A Ja wam powiadam: Wcale nie przysięgajcie, ani na niebo, bo jest tronem Bożym; ani na ziemię, bo jest podnóżkiem stóp Jego; ani na Jerozolimę, bo jest miastem wielkiego Króla. Ani na swoją głowę nie przysięgaj, bo nie możesz nawet jednego włosa uczynić białym albo czarnym. Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi”.

Ta mowa to wulkan, to potęga, siła i moc!

Wobec Jego słów musisz się opowiedzieć – albo są one prawdą, albo bredzeniem szaleńca!

Moralność i etyka podniesiona do maksimum, i to nie jako lepszy, czy szlachetniejszy sposób funkcjonowania, ale jako wyraz miłości do Boga i człowieka. Jeśli dziś Jego słowa zaskakują, to jakie wrażenie robiły na tych którzy ich wówczas słuchali. Jeśli nas wzywają do decyzji, to przeciętnego Żyda tamtych czasów ustawiały pod ścianą. Nie można było przejść obok nich obojętnie. O tym, który uważał siebie za nowego Mojżesza Prawodawcę musieli mówić wszyscy. Można Go było albo kochać albo nienawidzić. Prości ludzie łapali się za głowy, gdy młody Nauczyciel wywracał świat ich pojęć. Nie odwoływał przy tym dawnych przykazań, nie znosił ich, nie mówił: „nie musicie już przestrzegać Prawa”. On je podnosił na wyższy poziom. Mówił: „Macie nie zabijać? Ale pamiętajcie, że słowem też możecie kogoś zabić! Macie nie cudzołożyć? Ale oczy czasami więcej uczynią spustoszenia niż ręce!” Prawo w Jego interpretacji stawało się żywe, jasne, przepełniające krwiobieg. Przestawało być zewnętrzną klatką narzuconą ludzkiej duszy. Więcej, On nie tylko uczył o Prawie, ale sam stawał się Prawem, przyjmował je w Siebie, nadawał mu Swoja twarz. Sprawiał, że odpowiedź na pytanie „jak żyć”? stawała się nie tyle akademickim rozważanie, czy nawet dysputą mędrców, lecz żywą prawdą. Wystarczyło popatrzeć na Niego. Ona sobą pokazywał jak żyć. To było widać – w Jego gestach, słowach, spojrzeniu. Rabbi z Nazaretu nie wyżyłował przykazań aż do granicy niemożności z wysokości Swego Majestatu. On stał się sposobem realizacji tych przykazań – stał się Drogą.

Jezus z Nazaretu, narodzony z Dziewicy, umęczony z wyroku Sanhedrynu i Poncjusza Piłata, zmartwychwstały i zasiadający po prawicy Ojca, obecny w Swoim Kościele – On jeden jest odpowiedzią na pytanie o sposób życia, o to, jak kochać, jak odnosić się do siebie, Boga i bliźnich. Bez więzi z nim, patrzenia na niego, rozmawiania z Nim, słuchania Go, nie dajemy rady żyć według wskazań Dekalogu i Ewangelii. Moralność staje się wówczas etyczną ideologią, niezbyt różną od wielu innych ideologii wszystkich czasów. To Jego Osoba ożywia naukę Kazania na Górze. Powtarzające się jak refren słowa – „A Ja wam powiadam” potwierdzają ów niezwykły autorytet, będący gwarancją zarówno prawdziwości nauki, jak i możliwości jej zrealizowania w codzienności. Właśnie na to wściekł się cały ówczesny establishment – jak ten nieuczony cieśla może żądać od słuchaczy posłuszeństwo swoim słowom. Szanujący się Rabini powoływali się na innych Rabinów, podkreślając, że głoszą nie swoje mądrości, lecz tradycję przodków. Mnożyli słowa, poszukując w Prawie i Tradycji argumentów, choćby najdrobniejszych dla swych nauk. On tak nie robił. Jedynym autorytetem był On sam. Potwierdził moc Swych nauk zmartwychwstaniem, którego zapowiedzią, przedsmakiem były rozliczne cuda.

Problem w przyjęciu Kazania na Górze nie leży więc w większym, czy mniejszym stopniu trudności moralnej Jezusowych wymagań. Nie to powinno nas przejmować. W o wiele większym stopniu chodzi tu o moje i twoje zawierzeniu autorytetowi Jezusa. Skoro On nas do czegoś zaprasza to – wniosek prosty – jest to możliwe do zrealizowania przez nas. On wie, co mówi. A jeśli nadal przeraża nas trud zapierania się własnych zachcianek, to patrzmy na Niego. On jest Drogą. Przywołujmy Go zawsze, gdy nie wiemy „co” robić, albo „jak”
robić. W tym ukryta jest prawdziwa mądrość. Nie w wiecznym strachu przed Bogiem, nie w wiecznej niemożności, nie w nieustających analizach samych siebie, lecz w uznaniu za prawdziwe słów Tego, który umarł w poniżeniu i zmartwychwstał w chwale.

Za nas.

Sobota V tygodnia Okresu Zwykłego

Sobota, 12 II 2011 r.

I CZYTANIE Rdz 3, 9-24
Pan Bóg zawołał Adama i zapytał go: „Gdzie jesteś?” On odpowiedział: „Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się”. Rzekł Bóg: „Któż ci powiedział, że jesteś nagi? Czy może zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść?” Mężczyzna odpowiedział: „Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa i zjadłem”. Wtedy Pan Bóg rzekł do niewiasty: „Dlaczego to uczyniłaś?”
Niewiasta odpowiedziała: „Wąż mnie zwiódł i zjadłam”. Wtedy Pan Bóg rzekł do węża: „Ponieważ to uczyniłeś, bądź przeklęty wśród wszystkich zwierząt domowych i polnych; na brzuchu będziesz się czołgał i proch będziesz jadł po wszystkie dni twego istnienia. Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę”.
Do niewiasty powiedział: „Obarczę cię niezmiernie wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła dzieci, ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą”.
Do mężczyzny zaś Bóg rzekł: „Ponieważ posłuchałeś swej żony i zjadłeś z drzewa, co do którego dałem ci rozkaz w słowach: «Nie będziesz z niego jeść», przeklęta niech będzie ziemia z twego powodu: w trudzie będziesz zdobywał od niej pożywienie dla siebie po wszystkie dni twego życia. Cierń i oset będzie ci ona rodziła, a przecież pokarmem twym są płody roli. W pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie, póki nie wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz”.
Mężczyzna dał swej żonie imię Ewa, bo ona stała się matką wszystkich żyjących. Pan Bóg sporządził dla mężczyzny i dla jego żony odzienie ze skór i przyodział ich. Po czym Pan Bóg rzekł: „Oto człowiek stał się taki jak My: zna dobro i zło; niechaj teraz nie wyciągnie przypadkiem ręki, aby zerwać owoc także z drzewa życia, zjeść go i żyć na wieki”. Dlatego Pan Bóg wydalił go z ogrodu Eden, aby uprawiał tę ziemię, z której został wzięty. Wygnawszy zaś człowieka, Bóg postawił przed ogrodem Eden cherubów i połyskujące ostrze miecza, aby strzec drogi do drzewa życia.
EWANGELIA Mk 8, 1-10
Gdy znowu wielki tłum był z Jezusem i nie mieli co jeść, przywołał do siebie uczniów i rzekł im: „Żal mi tego tłumu, bo już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. A jeśli ich puszczę zgłodniałych do domu, zasłabną w drodze; bo niektórzy z nich przyszli z daleka”. Odpowiedzieli uczniowie: „Skąd tu na pustkowiu będzie mógł ktoś nakarmić ich chlebem?” Zapytał ich: „Ile macie chlebów?” Odpowiedzieli: „Siedem”. I polecił ludowi usiąść na ziemi. A wziąwszy te siedem chlebów, odmówił dziękczynienie, połamał i dawał uczniom, aby je rozdzielali. I rozdali tłumowi. Mieli też kilka rybek. I nad tymi odmówił błogosławieństwo i polecił je rozdać. Jedli do sytości, a pozostałych ułomków zebrali siedem koszów. Było zaś około czterech tysięcy ludzi. Potem ich odprawił. Zaraz też wsiadł z uczniami do łodzi i przybył w okolice Dalmanuty.

Co robi człowiek, zaraz po akcie pierwotnej pychy? Ucieka. Reaguje na swój błąd jakąś piramidalną głupotą – zapominając o mocy Stwórcy myśli, że uda mu się przed Nim schować. Wierzy, że krzaki będą fantastyczna ochroną przed Obecnością Wszechmogącego. Sądzi, że Pan jest taki jak on, człowiek, że ma tak samo ciasne serce, że jest podobnie małoduszny. A jeszcze chwilę wcześniej w Imię Pana dawał nazwę wszystkim żywym istotom, niejako wstrzeliwując się w Boże plany, współpracując w dziele Stworzenia.

Ta reakcja pozostaje niezmienna przez tysiąclecia. Nie inaczej zachowujesz się, gdy zdasz sobie sprawę ze zdrady, nieczystości, kradzieży, czy kłamstwa. Najczęstszy mechanizm – walczysz z grzechem, ulegasz, a potem chowasz się przed Bogiem reagując agresją na każdą wzmiankę o Nim. Wydaje ci się, że powrót do Pana oznacza upokorzenie, trud i jakieś przeraźliwe konsekwencje, zapewne złośliwie obmyślone przez księdza w konfesjonale. Niektórzy w swojej niechęci do Boga mogą zajść wówczas dość daleko, wchodząc w otwartą walkę ze wszystkim (i wszystkimi), co wyda im się prawe, czyste, szlachetne, Boże.

A jeśli nawet uda ci się jakoś zreflektować, pojawia się nowa trudność – uznanie prawdy. Skoro już widzisz, ze zrobiłeś źle, to będziesz się starać wszelkimi siłami obronić samego siebie. „To nie do końca moja wina” – zawołasz rozżalony na Boga i ludzi, że wrzucają ci na barki poczucie winy, a przecież i tak ci ciężko.

Scena w raju z przerzucaniem się odpowiedzialnością za złamanie Bożego zakazu jest schematem, który nieustannie się powtarza. Adam zwala na Ewę, Ewa zwala na Węża, ten tylko jakby nie ma na kogo… Jednocześnie wszyscy podskórnie są przekonani, że właściwym winowajcom jest sam Stwórca. „To Ty postawiłeś tę kobietę przy mnie, jakbyś tego nie zrobił to by nie było całego zamieszania.” – zda się wołać Adam.

Masz więc wytłumaczenie swego chowania się po krzakach. „Uciekam od Ciebie, bo wszystko to Twoja wina” – wołasz do Boga, jak zbuntowany nastolatek skupiony jedynie na swoim podrażnionym ego. „To Ty mnie tu umieściłeś (w tej rodzinie, pośród takich durnych ludzi, w tej relacji, w tym życiu), to Ty stworzyłeś takie niemożliwe do zrealizowania zasady, to Ty dałeś mi tak beznadziejne cechy charakteru, czy wyglądu. To przez Ciebie.”

Bogu dzięki, Bóg nie jest pełnym winy rodzicem nastolatka i nie da się zastraszyć takim prostackim szantażem emocjonalnym. On wie, czyja moc kryje się pod tak głośno wykrzykiwanymi kłamstwami. Dlatego przeklina Węża, odkrywając jego prawdziwą naturę i ustalając na wieki granicę dla jego działań. Bóg przekracza twój wrzask i oskarżenia. On, będąc ponad tym kręgiem wzajemnych oskarżeń (co może cię jeszcze bardziej irytować), jednocześnie jest bliżej ciebie, niż ci się wydaje. W tym jednym momencie (jeśli w ogóle możemy tu używać jakichś czasowych kategorii) rajskiej historii Pan decyduje się oddać życie za ciebie – w ten sposób może udowodnić swoją miłość  i przywrócić proporcje prawdzie.

Tak więc, gdy ty uciekasz i chowasz się, Pan rozmnaża chleb dla naprawdę głodnych – karmi cię Sobą.

Wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Lourdes

Piątek, 11 II 2011 r.

I CZYTANIE Rdz 3, 1-8
Wąż był najbardziej przebiegły ze wszystkich zwierząt polnych, które Pan Bóg stworzył. On to rzekł do niewiasty: „Czy to prawda, że Bóg powiedział: «Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu»?” Niewiasta odpowiedziała wężowi: „Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: «Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli»”. Wtedy rzekł wąż do niewiasty: „Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy, i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło”.
Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią; a on zjadł. A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski.Gdy zaś mężczyzna i jego żona usłyszeli kroki Pana Boga przechadzającego się po ogrodzie, w porze kiedy był powiew wiatru, skryli się przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu.
EWANGELIA Mk 7, 31-37
Jezus opuścił okolice Tyru i przez Sydon przyszedł nad Jezioro Galilejskie, przemierzając posiadłości Dekapolu. Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę. On wziął Go na bok osobno od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: „Effatha”, to znaczy: „Otwórz się”. Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić. Jezus przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali. I pełni zdumienia mówili: „Dobrze uczynił wszystko. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę”.

Czasami pozwól, aby Ktoś odprowadził cię od tłumu, pośród którego tracisz swój głos. Pozwól, aby przemówił do ciebie. Pozwól, aby była to rozmowa intymna, własna, osobista. Pozwól, aby cię dotknął delikatnie i z miłością. Pozwól, aby Jego słowa przeniknęły twe usta, uszy, serce. niech będą jak pocałunek. Pozwól sobie samemu uwierzyć w szept miłości, w westchnienie troski o ciebie, w spojrzenie, w którym kryje się współczucie.

Pozwól sobie usłyszeć: Effatha.

A wtedy otworzą Ci się oczy na Jego Obecność pełną troski o ciebie.

Jest paradoksem, że gdy (jak ulegasz pokusie) otwierają ci się oczy na grzech i zło, wówczas zamykasz usta i serce na słowa miłości i prawdy. Automatycznie zaczynasz widzieć opłakane skutki swoich grzechów, widzisz spustoszenie, ale też zaczyna ci się wydawać, że Bóg jest Kimś strasznym, przed Kim należy się chować. Zasłaniasz oczy przed miłosierdziem. Nie chcesz o Nim mówić, nie chcesz do Niego wracać. Jedyne, co jest jasne, to przyziemna satysfakcja płynąca z grzechu, „rozkosz dla oczu”, przedziwna „wiedza” o złu, w jakie wchodzisz. Dugi człowiek jawi ci się, jako ktoś, kogo warto wciągnąć w owo doświadczenie nieprawości. W ten sposób tworzy się tłum – ślepy i głuchy na więzi oparte na dawaniu siebie. Pośród zgiełku obijających się o siebie egoistów nie jesteś w stanie usłyszeć wołania Oblubieńca.

Więc pozwól, aby On sam (taki już jest, że zniża się do nas, ślepych szczeniąt) odprowadził Cię na bok, osobno…

Pozwól, aby uzdrowił. Przede wszystkim, aby otworzył usta, słuch i oczy zranionej duszy.

Wspomnienie św. Scholastyki, dziewicy

Czwartek, 10 II 2011 r.

I CZYTANIE Rdz 2, 18-25
Pan Bóg rzekł: „Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam; uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc”.Ulepiwszy z gleby wszelkie zwierzęta ziemne i wszelkie ptaki powietrzne, Pan Bóg przyprowadził je do mężczyzny, aby przekonać się, jaką on da im nazwę. Każde jednak zwierzę, które określił mężczyzna, otrzymało nazwę „istota żywa”. I tak mężczyzna dał nazwy wszelkiemu bydłu, ptakom powietrznym i wszelkiemu zwierzęciu polnemu, ale nie znalazła się pomoc odpowiednia dla mężczyzny.
Wtedy to Pan sprawił, że mężczyzna pogrążył się w głębokim śnie, i gdy spał, wyjął jedno z jego żeber, a miejsce to zapełnił ciałem. Po czym Pan Bóg z żebra, które wyjął z mężczyzny, zbudował niewiastę. A gdy ją przyprowadził do mężczyzny, mężczyzna powiedział:
„Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała. Ta będzie się zwała niewiastą, bo ta z mężczyzny została wzięta”. Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem. Chociaż mężczyzna i jego żona byli nadzy, nie odczuwali nawzajem wstydu.
EWANGELIA Mk 7, 24-30
Jezus udał się w okolice Tyru i Sydonu. Wstąpił do pewnego domu i chciał, żeby nikt o tym nie wiedział, lecz nie mógł pozostać w ukryciu. Wnet bowiem usłyszała o Nim kobieta, której córeczka była opętana przez ducha nieczystego. Przyszła, upadła Mu do nóg, a była to poganka, Syrofenicjanka rodem, i prosiła Go, żeby złego ducha wyrzucił z jej córki.Odrzekł jej: „Pozwól wpierw nasycić się dzieciom; bo niedobrze jest wziąć chleb dzieciom i rzucić psom”. Ona Mu odparła: „Tak, Panie, lecz i szczenięta pod stołem jadają z okruszyn dzieci”. On jej rzekł: „Przez wzgląd na te słowa idź, zły duch opuścił twoją córkę”. Gdy wróciła do domu, zastała dziecko leżące na łóżku, a zły duch wyszedł.

W prapoczątkach nie odczuwaliśmy wstydu. Byliśmy wobec siebie jak otwarta księga, przejrzyści, jaśni, pełni zaufania. Nie było masek, ukrytych pragnień, ciemnych myśli.

Dzisiaj często, też nie odczuwamy wstydu. Możemy kłamać, udawać, zdradzać, oszukiwać. Niegdzie nie widać tego tak mocno, jak w przestrzeni publicznej, na salonach polityki i tzw. kultury. Tam wszystko jest dozwolone. Wszystko uchodzi, wystarczy tylko użyć kilku słów kluczy: PR, tolerancja, mniejszość, samorealizacja. Tam nie ma zdrady, kłamstwa, głupoty – będzie pragmatyzm, obrona interesów, mocne wyrażanie poglądów.

A wstyd? Odchodzi do lamusa wraz z pojęciami grzechu, winy, kary, pokory, czy prawdy. Zaczyna nam brakować zarówno poczucia wstydu, jak i otwartości. Żeby się wstydzić, musimy umieć uznawać własne błędy, własne winy. Aby to osiągnąć trzeba z kolei mieć w sobie punkt odniesienia, jakąś stałą wartość obiektywną, jakąś prawdę, która jest niezmienna i której nic nie jest w stanie podważyć i zniszczyć. Tu jest kolejny problem, bo nawet miłość, poddana wielorakim wątpliwościom, nie jest siłą napędową naszego życia. Wystarczy powiedzieć: „Nie umiem kochać” i sprawa załatwiona. Nie musze się męczyć, przekraczać, pracować nad tonami chorych oczekiwań wobec drugiego człowieka, przebaczać.

Jednak gdy wszystko zakwestionujemy, co nam pozostanie?

Kobieta z dzisiejszej Ewangelii, choć poganka, pozwala Chrystusowi, aby wydobył z niej to, co najlepsze. Mimo, że z początku przybiera maskę pobożnej żydówki ( w redakcji Mateusza i Łukasza woła przecież za Jezusem: „Synu Dawida”, choć nie wierzy w ów tytuł, niemal jak współczesne nam cyganki, czy Rumunki siadające pod kościołami w niedzielne przedpołudnia i mogące wyrecytować wszystkie litanie i pacierze, byle tylko osiągnąć swój cel) to widzimy jej miłość. Jasną, prostą i mocną. Jej pragnienie zdrowia dla córki jest tak silne, że pokonuje wszelki fałsz i udawanie. W dialogu, jaki prowadzi z Bogiem uderza prawda i autentyzm.

Tylko Jezus wydaje się być w tej Ewangelii jakiś nieczuły. Dzieci, psy, szczenięta – te porównania, jakoś nie łączą się nam z obrazem łagodnego Baranka. A może staje się On taki zawsze, gdy styka się z maską, z ludzkim bagnem, z udawaniem. Może ważniejsza niż dobre samopoczucie tej kobiety jest prawda o niej? Przecież, koniec końców, Pan nie pozostawia jej dziecka bez pomocy. My byśmy chcieli, aby wszystko się działo już, natychmiast. Ważniejsze jest jednak, by Ktoś otworzył nas na przylgnięcie do tego, co najprawdziwsze i najautentyczniejsze w nas samych, byśmy nie zakłamali do końca samych siebie.

Dziwne, że jeśli czegoś się wstydzimy, to tych najprostszych porywów i postaw. A to one przecież mówią coś o naszym autentyzmie.

Środa V tygodnia Okresu Zwykłego

Środa, 9 II 2011 r.

I CZYTANIE Rdz 2, 4b-9. 15-17
W dniu, w którym Pan Bóg stworzył ziemię i niebo, nie było jeszcze żadnego krzewu polnego na ziemi ani żadna trawa polna jeszcze nie wzeszła, bo Pan Bóg nie zsyłał deszczu na ziemię i nie było człowieka, który by uprawiał ziemię i rów kopał w ziemi, aby w ten sposób nawadniać całą powierzchnię gleby.Wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą. A zasadziwszy ogród w Eden na wschodzie, Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił. Na rozkaz Pana Boga wyrosły z gleby wszelkie drzewa miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące oraz drzewo życia w środku tego ogrodu i drzewo poznania dobra i zła.Pan Bóg wziął zatem człowieka i umieścił go w ogrodzie Eden, aby uprawiał go i doglądał. A przy tym Pan Bóg dał człowiekowi taki rozkaz: „Z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać według upodobania; ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz”.
EWANGELIA Mk 7, 14-23
Jezus przywołał znowu tłum do siebie i rzekł do niego: „Słuchajcie Mnie wszyscy i zrozumcie. Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha”.
Gdy się oddalił od tłumu i wszedł do domu, uczniowie pytali Go o to przysłowie. Odpowiedział im: „I wy tak niepojętni jesteście? Nie rozumiecie, że nic z tego, co z zewnątrz wchodzi w człowieka, nie może uczynić go nieczystym; bo nie wchodzi do jego serca, lecz do żołądka i na zewnątrz się wydala”. Tak uznał wszystkie potrawy za czyste.
I mówił dalej: „Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym”.

Są tacy, co lubią szukać dookoła winnych własnych błędów. W zasadzie to każdy z nas czasami woli wejść w postawę obronną, oskarżając kogoś (lub coś, przeróżne zjawiska nieosobowe również wchodzą w grę) a nie widząc swoich zaniedbań. „Nie robię czegoś” – nie dlatego, że mi się nie chce, ale „mam za dużo zajęć”, „zbyt wiele się ode mnie wymaga”, „wszyscy mi przeszkadzają”, albo po prostu „mam zły humor”. „Nie wytrzymam z nim (nią)” – nie z powodu moich grzechów (chociaż czasami ktoś wspaniałomyślnie bąknie coś „winie, która leży po dwóch stronach”), ale: „bo on (ona) taki (taka) jest”, „bo jej (jego) rodzice to…”, „bo w pracy za dużo obowiązków”.

Współczesna psychologia także czasami może nam zamieszać. W pędzie do poprawy zaburzonej samoakceptacji niezbyt lotni terapeuci (a są i tacy) potrafią doprowadzić do samousprawiedliwienia wszystkiego w życiu człowieka. Podejrzewam, że katalog grzechów, jaki wymienia dzisiaj Pan Jezus również łatwo można uznać za niegroźne słabości, będące wynikiem wartościującego wpływu innych, opresyjnego wychowania, czy też ciasnego fundamentalistycznego myślenia. A przecież wiadomo współczesnym Jaśnie Oświeconym, że człowiek jest z natury dobry i wolno mu wszystko (chyba, że zagraża to żywotnym interesom uciskanych mniejszości). W dzisiejszym świecie granice moralne i zakazy już niczemu nie służą (przynajmniej oficjalnie), liczy się samorealizacja, pozbawiona elementarnej logiki i metafizyki.

Pan Jezus (a za Nim Kościół) z uporem maniaka powtarza, że w sercu człowieka także mieszka zło. Zagnieździło się ono od czasu, gdy Adam uznał, że Ojca nie trzeba traktować na serio i przyjemniej dać wiarę arcyciekawym newsom pewnego Węża. Zaraz potem (o czym będziemy czytać jutro) Ewa dała początek mechanizmowi szukania winnych zaistniałego zła – to nie ja, to on, ona, a przede wszystkim Ty.

Przyznanie się do grzechu, do przejawów starego człowieka w nas, jest wyzwalające. Niektórzy boją się myśląc, że ta droga doprowadzi ich jedynie do samopognębienia. To kolejna bzdura, autorstwa ojca kłamstw. Ojciec przecież, widząc i odrzucając grzech, miłuje grzesznika i pragnie jego wyzwolenia. Jego Syn nie przyszedł do zdrowych, lecz do chorych. Nie potępić, lecz by zbawić. Jednak przyjęcie uzdrowienia serca jest niemożliwe, gdy nie ma w człowieku uznania choroby. Gdy wszyscy dookoła (wraz z przysłowiową szkołą, do której zawsze było pod górkę) są winni moich błędów, tylko nie ja sam, wówczas nie trafi do mnie łaska zbawienia. Może do tych dookoła, ale ja pozostanę nadal z tymi samymi błędami, smutkiem i potrzebą obarczania otoczenia odpowiedzialnością za moje grzechy.  Oczywiście, często nosimy też skutki grzechów innych ludzi (jak i oni naszych), ale nie zwalnia nas to z przyjęcia prawdy o zepsuciu własnego wnętrza.

Więc, nie broń się, gdy ktoś pokazuje ci twój grzech. Moc nad tym ma jedynie Chrystus. Przyjdź do Niego, aby podprowadził cię do Ojca, do Jego miłości, na którą się wiecznie zamykasz, nie dowierzając takiemu darowi.

« Older posts Newer posts »

© 2026 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑