Blog ks. Jacka Gomulskiego

Miesiąc: styczeń 2011 (Page 3 of 7)

Wspomnienie św. Agnieszki, dziewicy i męczennicy

Piątek, 21 I 2011 r.

I CZYTANIE Hbr 8, 6-13
„Oto nadchodzą dni, mówi Pan, a zawrę z domem Izraela i z domem Judy przymierze nowe. Nie takie jednak przymierze, jakie zawarłem z ich ojcami, w dniu, gdym ich wziął za rękę, by wyprowadzić ich z ziemi egipskiej. Ponieważ oni nie wytrwali w moim przymierzu, przeto i Ja przestałem dbać o nich, mówi Pan.
Takie jest przymierze, które zawrę z domem Izraela w owych dniach, mówi Pan: Dam prawo moje w ich myśli, a na sercach ich wypiszę je, i będę im Bogiem, a oni będą Mi ludem. I nikt nie będzie uczył swojego rodaka ani nikt swego brata, mówiąc: «Poznaj Pana!» Bo wszyscy Mnie poznają, od małego aż do wielkiego. Ponieważ ulituję się nad ich nieprawością i nie wspomnę więcej na ich grzechy”. Ponieważ zaś mówi o nowym, pierwsze uznał za przestarzałe; a to, co się przedawnia i starzeje, bliskie jest zniszczenia.
EWANGELIA Mk 3, 13-19
Jezus wyszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego. I ustanowił Dwunastu, aby Mu towarzyszyli, by mógł wysyłać ich na głoszenie nauki i by mieli władzę wypędzać złe duchy.
Ustanowił więc Dwunastu: Szymona, któremu nadał imię Piotr; dalej Jakuba, syna Zebedeusza, i Jana, brata Jakuba, którym nadał przydomek Boanerges, to znaczy: Synowie gromu; dalej Andrzeja, Filipa, Bartłomieja, Mateusza, Tomasza, Jakuba, syna Alfeusza, Tadeusza, Szymona Gorliwego i Judasza Iskariotę, który właśnie Go wydał.

Bóg potrzebuje towarzyszy… Nie tylko naśladowców, nie tylko uczniów, nie tylko sługi. Chce ludzi, którzy będą Mu towarzyszyli, którzy będą przy Nim, którzy Go nie opuszczą.

Znamy te pragnienie. Z autopsji.

Ja też potrzebuję towarzyszy. Ty też. Potrzebujemy przyjaciół. Aby byli blisko, abyśmy mogli się nawzajem wesprzeć. Aby tworzyć dzieła, zakorzenione we wspólnej myśli, we wspólnym patrzeniu na świat. Aby doświadczać każdego dnia tej przedziwnej wspólnoty dusz i umysłów, która nauczy nas zapominania o głośno krzyczącym własnym ego. Aby rozbić duszny pancerz samotności. Aby – co najtrudniejsze – wziąć na swe barki odpowiedzialność za drugiego człowieka, za życie.

To, że my potrzebujemy, to jasne. Ale Bóg?

To niezwykłe, że Jezus przeszedł przez ten smutny świat nie w samotności, nie odcięty od innych, ale pośród przyjaciół. Choć nie miał żony, choć nie założył zwyczajnej rodziny, to jednak żył pomiędzy ludźmi, więcej – potrzebował towarzyszy. Oczywiście, niektórzy sprowadzą dzisiejszy fragment ewangelii do czysto technicznego obsadzenia Urzędów Apostolskich. Ale będą to ci sami, którzy z ogromną nieufnością podchodzą do pojęcia przyjaźni i czystych relacji międzyludzkich, opartych na „patrzeniu w ten sam punkt”, jak to ujął niegdyś C. S. Lewis. Dla pewnego rodzaju ludzi, także tych w sutannach, Bóg, ani Jego przedstawiciele, ani uczniowie, nie potrzebują towarzyszy/przyjaciół. Wystarczą urzędy, funkcje, mijane koleżeństwo, stosunek przełożony – podwładny, a w przypadku bardziej cynicznych jakieś przelotne flirty bardziej lub mniej zabarwione erotycznie. Zresztą, dzisiaj większość ludzi jest gotowa doszukać się w każdej relacji międzyludzkiej, która wykracza poza standardowy dystans, seksualnych inklinacji. Niektórzy szukają ich całkiem świadomie, nie wierząc, że można inaczej.

Dwunastu to nie Konferencja Apostolska, Zarząd Koncernu, czy księża wrzuceni na czas kilku lat na jedną parafię. Dwunastu to Jezusowi przyjaciele, posłańcu uosabiający samego Pana, towarzysze życia i śmierci. Miedzy nimi trwają więzi, łączą ich pasje, są zachwyceni, tym, który ich wybrał. Dlatego też zdrada Judasza nabierze tak bolesnego znaczenia.

Miedzy nimi jest życie – z kłótniami, przechwałkami, wszelką słabością, ale i pełną zaangażowania wiarą.

Bóg dał się poznać („wszyscy Mnie poznają, od małego aż do wielkiego” pisze dziś św. Paweł)  w ludzkim ciele – i w ludzkiej przyjaźni. Wyniósł ją do boskiej godności. Ze względu na nią (a jest ona przecież najpiękniejszą, bo i bezinteresowną formą miłości) oddał życie, jak sam powiedział „za przyjaciół”. Oni także, począwszy od Dwunastu, przez swa tysiące lat, potwierdzali tę więź swoim życiem. Młodziutka Agnieszka w starożytnym Rzymie, nie godząc się na zdradę tak wielkiego Przyjaciela, stała się łupem tych, co w piękno, czystość i szlachetność przyjaźni nie wierzyli. Dziś ta patronka owieczek i baranków pyta Ciebie i mnie o wierność naszych przyjaźni. I tej wielkiej, Chrystusowej, i tych ludzkich, jedynych w swoim rodzaju. Pyta o ich czystość, o bezinteresowność, o wzajemną odpowiedzialność, o to, czy zbyt łatwo z niej nie rezygnujemy.

Trudne pytania, ale domagają się odpowiedzi.

Wspomnienie św. Sebastiana, męczennika

Czwartek, 20 I 2011 r.

I CZYTANIE Hbr 7, 25 – 8, 6
Jezus może zbawiać na wieki tych, którzy przez Niego zbliżają się do Boga, bo zawsze żyje, aby się wstawiać za nimi. Takiego bowiem potrzeba nam było arcykapłana: świętego, niewinnego, nieskalanego, oddzielonego od grzeszników, wywyższonego ponad niebiosa, takiego, który nie jest obowiązany, jak inni arcykapłani, do składania codziennej ofiary najpierw za swoje grzechy, a potem za grzechy ludu. To bowiem uczynił raz na zawsze, ofiarując samego siebie. Prawo bowiem ustanawiało arcykapłanami ludzi obciążonych słabością, słowo zaś przysięgi, złożonej po nadaniu Prawa, ustanawia Syna doskonałego na wieki.
Sedno zaś wywodów stanowi prawda: takiego mamy arcykapłana, który zasiadł po prawicy tronu Majestatu w niebiosach jako sługa świątyni i prawdziwego przybytku zbudowanego przez Pana, a nie przez człowieka. Każdy bowiem arcykapłan ustanawiany jest do składania darów i ofiar, przeto potrzeba, aby Ten także miał coś, co by ofiarował. Gdyby więc był na ziemi, to nie byłby kapłanem, gdyż są tu inni, którzy składają ofiary według postanowień Prawa. Usługują oni obrazowi i cieniowi rzeczywistości niebieskich. Gdy bowiem Mojżesz miał zbudować przybytek, to w ten sposób został pouczony przez Boga: „Patrz zaś, abyś uczynił wszystko według wzoru, jaki ci został ukazany na górze”. Teraz zaś otrzymał w udziale o tyle wznioślejszą służbę, o ile stał się pośrednikiem lepszego przymierza, które oparte zostało na lepszych obietnicach.
EWANGELIA Mk 3, 7-12
Jezus oddalił się ze swymi uczniami w stronę jeziora. A szło za Nim wielkie mnóstwo ludu z Galilei. Także z Judei, z Jerozolimy, z Idumei i Zajordania oraz z okolic Tyru i Sydonu szło do Niego mnóstwo wielkie na wieść o Jego wielkich czynach. Toteż polecił swym uczniom, żeby łódka była dla Niego stale w pogotowiu ze względu na tłum, aby się na Niego nie tłoczyli. Wielu bowiem uzdrowił i wskutek tego wszyscy, którzy mieli jakieś choroby, cisnęli się do Niego, aby się Go dotknąć. Nawet duchy nieczyste na Jego widok padały przed Nim i wołały: „Ty jesteś Syn Boży”. Lecz On surowo im zabraniał, żeby Go nie ujawniały.

Zawsze intryguje mnie odpowiedź na pytanie, czemu ludzie tak naprawdę przychodzą do Jezusa. Oczywiście, świadczy to o nieco podejrzliwym usposobieniu… A może o zmyśle realistycznego patrzenia na świat… Jednak czytając dzisiejszą Ewangelię nieodparcie nasuwa się wątpliwość – czy przypadkiem nie przychodzą chcąc uzyskać jedynie nikłą część tego, co On może im dać. Te tłumy ciągnące do Pana z Galilei, Judei, Jerozolimy, Idumei, Zajordania a nawet okolic Tyru i Sydonu – czego chcą? Są spragnieni widowiska? Nowinek? Ówczesnej odmiany cyrku? Czy, po prostu, zdrowia? Cóż, to ostatnie, to przecież wcale nie najgorsze, w końcu dokąd ma się udać człowiek w potrzebie, jak nie do tego, o którym niesie wieść, że może pomóc. Jak trwoga, to gdzie indziej, jak nie do Boga?

A jednak…

Uzdrowienie, jakiego mogą oczekiwać to niewiele w porównaniu z tym, co On może dać. Traktowanie Boga, jedynie jako pocieszacza w bólach to odkrywanie nikłego odblasku Tego, Kim naprawdę On jest.

Paradoksalnie – jak zwrócił mi uwagę pewien przyjaciel – jedynie piekło i szatani mówią w dzisiejszym tekście Ewangelii prawdę. Tylko demony uznają w Jezusie Syna Bożego i padają przed Nim na twarz. Ludziom się to nie zdarza. Być może dlatego, że są za bardzo zapatrzeni w swój problem, który chcą jak najszybciej rozwiązać. Przy takiej postawie można i całe życie przeżyć ze swoistymi klapkami na oczach… Nawet będąc uzdrowionym.

Sam się łapię, że piszę niejako dla samego siebie, gdyż właśnie tego dnia wybieram się do szpitala na niegroźny zabieg. Ale – zadaję sobie pytanie – o co w tym proszę Jezusa… I kim jest dla mnie w tej sytuacji? Lekarzem o specjalności anestezjologa – byle nie bolało? Czy Panem, który w krzyżu zbawił świat i zaprasza do podążania za Nim. Tak jak zaprosił patrona dzisiejszego dnia, św. Sebastiana, który z odwagą wszedł w krąg męczeństwa.

I jeszcze jedno. Szatani może i wiedzieli kim był ten Rabbi z Nazaretu. Nie znali jednak tego przedziwnego uczucia, które rodzi się w sercu ludzkim dotkniętym dobrocią i miłosierdziem. Dla demonów fakt, iż stoją przed Synem Boga żywego niewiele zmieniał. A dla nas? Dla mnie?

„Jezus może zbawiać na wieki tych, którzy przez Niego zbliżają się do Boga, bo zawsze żyje, aby się wstawiać za nimi.”

Wspomnienie św. Józefa Sebastiana Pelczara, biskupa

Środa, 19 I 2011 r.

I CZYTANIE Hbr 7, 1-3. 15-17
Jezus jest arcykapłanem na wieki na wzór Melchizedeka. Ten to Melchizedek, król Szalemu, kapłan Boga Najwyższego, wyszedł na spotkanie Abrahama, wracającego po rozgromieniu królów, i udzielił mu błogosławieństwa. Jemu Abraham także wydzielił dziesięcinę z wszystkiego łupu. Imię jego najpierw oznacza króla sprawiedliwości, a następnie także króla Szalemu, to jest Króla Pokoju. Bez ojca, bez matki, bez rodowodu, nie ma ani początku dni, ani też końca życia, upodobniony zaś do Syna Bożego, pozostaje kapłanem na zawsze.
Jest to jeszcze bardziej oczywiste i wskutek Tego, że na podobieństwo Melchizedeka występuje inny kapłan, który stał się takim nie według przepisu prawa cielesnego, ale według siły niezniszczalnego życia. Dane Mu jest bowiem takie świadectwo: „Ty jesteś kapłanem na wieki na wzór Melchizedeka”.
EWANGELIA Mk 3, 1-6
W dzień szabatu Jezus wszedł do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschłą rękę. A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć.On zaś rzekł do człowieka, który miał uschłą rękę: „Stań tu na środku”. A do nich powiedział: „Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego, czy coś złego? Życie ocalić czy zabić?” Lecz oni milczeli. Wtedy spojrzawszy wkoło po wszystkich z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serca, rzekł do człowieka: „Wyciągnij rękę”. Wyciągnął i ręka jego stała się znów zdrowa. A faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz odbyli naradę przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić.

Jezus kontynuuje wczorajszą lekcję na temat Prawa (chodzi o Prawo Boże, a nie cywilne. To drugie często jest uzurpatorem). Po cóż ono jest? Aby życie ocalić, czy zniszczyć? Do czego ma prowadzić?

Czytaj dzisiejsze Słowo zawsze wtedy, gdy widzisz, że uciekasz przed wymaganiami, przed przykazaniem, jakie by ono nie było. Czytaj wtedy, gdy Twoje przykazanie staje się ważniejsze aniżeli to Chrystusowe. Czytaj, gdy przestajesz widzieć sens przestrzegania tego, czy innego Prawa. Czytaj, gdy buntujesz się wobec autorytetu, poprzez który Bóg do Ciebie przemawia.

To przecież fałszywe założenie – prawo, czy ludzka bieda. Syn Człowieczy wie jak odpowiedzieć na ludzka biedę i nic nie stoi Mu na przeszkodzie. On jest Panem szabatu, jak i On jest Lekarzem wszelkich ludzkich bied. Ani Ty, ani ja nie umiemy odpowiedzieć wystarczająco na słabość i nędze drugiego człowieka. Jednocześnie nie umiemy też rozwiązać dylematu, przed którym postawili Jezusa ci, którzy go śledzili. Dlatego On pokazuje drogę. Każe ludzkiemu cierpieniu stanąć na środku. Tak, aby było widoczne. Tak, aby kłuło w oczy. Tak, abyśmy zapamiętali, co jest dla Niego ważne – tu i teraz. A potem zagląda nam w serca, nie w zasady, czy nasze mądrości. Pyta o miłość. Pyta, czy udało nam się takim, a nie innym prawem ochronić to, co najcenniejsze między ludźmi.

Reszta jest konsekwencją tych dwóch gestów.

Więc – czy widzisz czyjąś biedę?

Więc – czy kochasz?

A wreszcie – czy pozwalasz Jemu działać, czy też starasz sie złapać Boga w potrzask?

Wtorek II tygodnia Okresu Zwykłego

Wtorek, 18 I 2011 r.

I CZYTANIE Hbr 6, 10-20
Albowiem gdy Bóg Abrahamowi uczynił obietnicę nie mając nikogo większego, na kogo mógłby przysiąc, przysiągł na samego siebie, mówiąc: „Zaiste, hojnie cię pobłogosławię i ponad miarę rozmnożę”. A ponieważ tak cierpliwie oczekiwał, otrzymał to, co było obiecane. Ludzie przysięgają na kogoś wyższego, a przysięga dla stwierdzenia prawdy jest zakończeniem każdego sporu między nimi. Dlatego Bóg pragnąc okazać ponad wszelką miarę dziedzicom obietnicy niezmienność swego postanowienia, wzmocnił je przysięgą, abyśmy przez dwie rzeczy niezmienne, co do których niemożliwe jest, by skłamał Bóg, mieli trwałą pociechę, my, którzyśmy się uciekli do uchwycenia zaofiarowanej nadziei. Trzymajmy się jej jako bezpiecznej i silnej kotwicy duszy, kotwicy, która przenika poza zasłonę, gdzie Jezus poprzednik wszedł za nas, stawszy się arcykapłanem na wieki na wzór Melchizedeka.
EWANGELIA Mk 2, 23-28
Pewnego razu, gdy Jezus przechodził w szabat wśród zbóż, uczniowie Jego zaczęli po drodze zrywać kłosy. Na to faryzeusze rzekli do Niego: „Patrz, czemu oni robią w szabat to, czego nie wolno?” On im odpowiedział: „Czy nigdy nie czytaliście, co uczynił Dawid, kiedy znalazł się w potrzebie, i był głodny on i jego towarzysze? Jak wszedł do domu Bożego za Abiatara, najwyższego kapłana, i jadł chleby pokładne, które tylko kapłanom jeść wolno; i dał również swoim towarzyszom”. I dodał: „To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu. Zatem Syn Człowieczy jest panem szabatu”.

W mentalności żydowskiej, ukształtowanej przez wieki najazdów, wypędzeń i powrotów, szabat stał się znakiem tożsamości, jednym z elementów ramy, chroniącej lud od rozpłynięcia się w oceanie narodów pogańskich. Nie wolno zapominać, że był to czynnik niesłychanie ważny dla przeciętnego Żyda. Jezusowe zdanie o wyższości człowieka nad szabatem musiało więc być szokujące. Jednak nie popełniajmy tak popularnego dziś błędu, polegającego na narzuceniu współczesnej nam mentalności (tak łatwo zwalniającej się od jakichkolwiek wymagań i praw) na zasady i sposób myślenia (ludzi) Starego Testamentu. Zdaję sobie zresztą sprawę z tego, że gdy pisze o Starym Testamencie, od razu czytelnik dokona specyficznego wartościowania – skoro Stary, to nieważny. A przecież Pan Jezus jasno powiedział, że nie przyszedł Prawa znieść lecz wypełnić. Może więc nie trzeba tak łatwo deprecjonować szabatowego przykazania, zbyt prędkim podkreślaniem prymatu Ducha nad Literą. Mam wrażenie że takie wnioskowanie jest dziś po prostu przykrywką dla kompletnego odejścia od jakiejkolwiek „surowości”, czy różnych odmian posłuszeństwa wobec czegoś, co zwykliśmy nazywać Prawem Bożym. Zapominamy, że dekalog (a więc także i szabat), miał chronić najważniejszą zasadę świata – miłość między człowiekiem a Bogiem, oraz innymi ludźmi. Szabat nie może zostać wyrwany z tego kontekstu i sprowadzony do śmiesznych (wydawałoby się) rozważań na temat prac dozwolonych. Oczywiście, że przepisy szabatowe, stosowane przez współczesnych wyznawców judaizmu wydają się sztuczną konstrukcją, już nie wiadomo, co chroniącą. Mam na myśli choćby słynne windy, kursujące pomiędzy piętrami samoczynnie, gdyż naciśnięcie przycisku byłoby pracą, której szabat zabrania. Nie da się jednak zaprzeczyć, że takie pomysły są konsekwencją śmiertelnie poważnie traktowanego Prawa, radykalną konsekwencją, przyznaję – choć może trochę tego radykalizmu by się nam przydało. I tu dochodzimy do ważnej rzeczy. Zbyt łatwo wszystkie nasze pomysły gotowi jesteśmy usprawiedliwić tym jednym zdaniem Pana z dzisiejszej Ewangelii. Często świadomie rozmywamy granicę miedzy sacrum a profanum, powołując się na wyższość Ducha nad Literą. Jednocześnie w naszym przeżywaniu relacji z Bogiem – o ludzka schizofrenio! – kostniejemy w Literze, jakby nie dowierzając Duchowi miłości. W działaniu więc wolno nam wszystko, w relacji zaś boimy się szaleńczo kochać. A przecież Jezus dzisiaj przede wszystkim okazuje miłosierdzie dla zwykłych ludzkich potrzeb! Wie, że człowiek może być głodny! Widzi to! I wcale nie mówi, że szabat jest zły, że należy go znieść. Wcale też nie oddaje władzy nad szabatem ludziom. Nie mów, że „człowiek jest Panem szabatu”, ale że „Syn Człowieczy jest Panem szabatu”. To różnica dość zasadnicza, której często nie uwzględniamy, czyniąc się panami sacrum – modlitwy, liturgii, czy też miejsc, rzeczy lub słów uświęconych Bożą Obecnością.

Jak łatwo wchodzimy w manipulowanie Bogiem!

Syn Człowieczy jest Panem Prawa. Tylko On nauczy mnie i Ciebie życia z Ducha. Sami jedynie możemy coś poknocić, pokręcić, przerabiając na własną modłę. Sami, zwalniając się z Prawa tam, gdzie nam wygodnie, tworzymy sobie Boga na własną miarę.

U Jezusa szukaj więc zrozumienia dla swego głodu. Nie w sobie. Inaczej będziesz jedynie użalającym się nad sobą wiecznym dzieckiem. Przecież On wie, czego Ci trzeba.

Wspomnienie św. Antoniego, opata

Poniedziałek, 17 I 2011 r.

I CZYTANIE Hbr 5, 1-10
Każdy arcykapłan z ludzi brany, dla ludzi bywa ustanawiany w sprawach odnoszących się do Boga, aby składał dary i ofiary za grzechy. Może on współczuć z tymi, którzy nie wiedzą i błądzą, ponieważ sam podlega słabości. Powinien przeto jak za lud, tak i za samego siebie składać ofiary za grzechy. I nikt sam sobie nie bierze tej godności, lecz tylko ten, kto jest powołany przez Boga jak Aaron.
Podobnie i Chrystus nie sam siebie okrył sławą przez to, iż stał się arcykapłanem, ale uczynił to Ten, który powiedział do Niego: „Ty jesteś moim Synem, Jam Cię dziś zrodził”, jak i w innym miejscu: „Tyś kapłanem na wieki na wzór Melchizedeka”.
Z głośnym wołaniem i płaczem za dni ciała swego zanosił On gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci, i został wysłuchany dzięki swej uległości. A chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał. A gdy wszystko wykonał, stał się sprawcą zbawienia wiecznego dla wszystkich, którzy Go słuchają, nazwany przez Boga kapłanem na wzór Melchizedeka.
EWANGELIA Mk 2, 18-22
Uczniowie Jana i faryzeusze mieli właśnie post. Przyszli więc do Jezusa i pytali: „Dlaczego uczniowie Jana i uczniowie faryzeuszów poszczą, a Twoi uczniowie nie poszczą?”
Jezus im odpowiedział: „Czy goście weselni mogą pościć, dopóki pan młody jest z nimi? Nie mogą pościć, jak długo pana młodego mają u siebie. Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy, w ów dzień, będą pościć.
Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania. W przeciwnym razie nowa łata obrywa jeszcze część ze starego ubrania i robi się gorsze przedarcie. Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków. W przeciwnym razie wino rozerwie bukłaki; i wino przepadnie, i bukłaki. Lecz młode wino należy lać do nowych bukłaków”.

Dwa oblicza Jezusa odsłaniają się dzisiejszej liturgii słowa. Pełen posłuszeństwa cierpiący Syn i Oblubieniec. Znów się zadziwiam nad niezwykłością Boga, nad Jego bogactwem, nad Miłością, której nie można uchwycić w jeden sposób. To tylko ułamek, okruch, aspekt tego, co możemy powiedzieć o Nim.

Jaki On więc jest dla nas dzisiaj? Jest żywą Miłością, która zna smak cierpienia. Jest tym, który mi współczuje (Bóg nam współczuje! Bóg z nami współodczuwa!), bo wie, czym jest „głośne wołanie i płacz”. Jest Ofiarą z siebie samego. Jest Kapłanem tę Ofiarę celebrującym. Jest Panem Młodym, pełnym wesela. Jest tym, który przynosi młode wino zbawienia. Jest Panem dającym lśniącą szatę nowego człowieka – strój weselny.

Możesz teraz odnaleźć siebie idąc śladem każdego obrazu, jaki przybliża Boga. Odnajdując siebie odnajdziesz Pana, a znalazłszy Pana znajdziesz siebie.

Gdy cierpisz z miłości – odnajdziesz Miłość.

Gdy jesteś na dnie bólu – odnajdziesz tego, który był tam przed Toba.

Gdy dławi cię egoizm i niechęć dawania siebie – odnajdziesz żywą żertwę ofiarną.

Gdy nie umiesz się modlić – znajdziesz Kapłana na wzór Melchizedeka, Syna Bożego.

Gdy smutek zatruwa twoje myśli – spotkaj pełnego szczęścia Oblubieńca zakochanego w twojej duszy.

Gdy rozpaczasz z powodu ciągle tych samych grzechów – on da Ci pić wino nadziei.

Gdy widzisz jedynie swoją nędzę i żałość ran – On okryje Cie płaszczem, da pierścień i sandały oraz nakaże ucztę radości.

Daj Mu się spotkać.

« Older posts Newer posts »

© 2026 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑