Blog ks. Jacka Gomulskiego

Miesiąc: grudzień 2011 (Page 2 of 2)

Wspomnienie św. Ambrożego, biskupa i doktora Kościoła

Środa, 7 XII 2011 r.

I CZYTANIE Iz 40, 25-31
„Z kimże byście mogli Mnie porównać, tak, żeby Mi dorównał?” – mówi Święty. Podnieście oczy w górę i patrzcie: Kto stworzył te gwiazdy? Ten, który w szykach prowadzi ich wojsko, wszystkie je woła po imieniu. Spod takiej potęgi i olbrzymiej siły nikt się nie uchyli.
Czemu mówisz, Jakubie, i ty, Izraelu, powtarzasz: „Zakryta jest moja droga przed Panem i prawo me przed Bogiem przeoczone?” Czy nie wiesz tego? Czyś nie słyszał? Pan to Bóg wieczny, Stwórca krańców ziemi. On się nie męczy ani nie nuży, Jego mądrość jest niezgłębiona. On dodaje mocy zmęczonemu i pomnaża siły omdlałego.
Chłopcy się męczą i nużą, chwieją się słabnąc młodzieńcy; lecz ci, co zaufali Panu, odzyskują siły, otrzymują skrzydła jak orły; biegną bez zmęczenia, bez znużenia idą.
EWANGELIA Mt 11, 28-30
Jezus przemówił tymi słowami: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźmijcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem łagodny i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie”.

Bóg się mną nie nuży.

Nie da się ukryć, że to pokrzepiające odkrycie. Zwłaszcza, gdy mam wrażenie, że sam jestem sobą zmęczony – tymi samymi grzechami, czy słabościami, od lat nadającymi na identycznych falach. A do tego jeszcze zniechęca mnie do siebie samego jakiś rodzaj mroku okrywający to, co przede mną. Próbuję przebić się przez tę ciemność, ale wydaje się, że jeszcze bardziej wówczas nie wiem, co mam robić, gdzie podążać. Wreszcie, po kilku próbach rozproszenia tego zamętu, mam dość. Nie chce mi się walczyć, przebijać, próbować, starać się. Jest pusto? To niech będzie. Jest głucho? Trudno. Nie wiem kim jestem i dokąd dążę? Bywa. Mam siebie dość? Nic nowego i nie zanosi się na zmianę.

„Przyjdź do Mnie”!

Reaguję niedowierzaniem na te słowa, szukając w nich haczyka. Bo to nie może być takie darmowe, bezinteresowne, na wyciągnięcie ręki. Bo przecież zaraz On zaproponuje dziwną zamianę – da mi swoje jarzmo, a na top raczej nie mam ochoty, spodziewając się nie wiadomo czego. Przy takich wezwaniach pojawia się przeświadczenie, że są one tylko dla nadzwyczajnych siłaczy wiary, z chęcią porywających się na duchowe Himalaje, podczas gdy ja z niedowierzaniem patrzę na Giewont. Przecież, skoro za prostym zaproszeniem kryje się zaraz jakiś boży „geszeft”, jakaś „zamiana jarzm”, to ja na pewno, na sto procent, ja się do tego nie nadaję.

I jeszcze jarzmo ma być słodkie!

Kosmos!

W mrokach Adwentu, Przychodzący stara się przygotować sobie miejsce w moim sercu. Odpowiadam brakiem zaufania i rezerwą. Zasłaniam się zmęczeniem. Ale pod tym, gdzieś tam we mnie, płonie światełko, jakiś płomyczek (wątły, przyznaję) nadziei – że On te wszystkie moje „ale” przezwycięży.

Kilkaset lat temu, pewien młody retor, który z czasem został jednym z większych świętych Kościoła, plątał się w podobnych wątpliwościach, może nawet większych i bardziej szlachetnych. Aż dał się poprowadzić słowom biskupa Mediolanu, człowieka wielkiej gorliwości, który skłaniał cesarzy do ukorzenia się przed prawdą Bożą.

Chciałoby się umieć rozpoznać swojego św. Ambrożego, takiego na własną miarę, ale z równą gorliwością…

Wspomnienie św. Mikołaja, biskupa

Wtorek, 6 XII 2011 r.

I CZYTANIE Iz 40, 1-11
Pocieszcie, pocieszcie mj lud! mówi wasz Bóg. Przemawiajcie do serca Jeruzalem i wołajcie do niego, że czas jego służby się skończył, że nieprawość jego odpokutowana, bo odebrało z ręki Pana karę w dwójnasób za wszystkie swe grzechy”. Głos się rozlega: „Przygotujcie na pustyni drogę dla Pana, wyrównajcie na pustkowiu gościniec naszemu Bogu! Niech się podniosą wszystkie doliny, a wszystkie góry i wzgórza obniżą; równiną niechaj się staną urwiska, a strome zbocza niziną gładką.
Wtedy się chwała Pana objawi, zobaczy ją wszelkie ciało, bo powiedziały to usta Pana”. Głos się odzywa: „Wołaj!” – I rzekłem: „Co mam wołać?” – „Wszelkie ciało

to jakby trawa, a cały wdzięk jego jest niby kwiat polny. Trawa usycha, więdnie kwiat, gdy na nie wiatr Pana powieje. Prawdziwie trawą jest naród. Trawa usycha, więdnie kwiat, lecz słowo Boga naszego trwa na wieki”.
Wstąpże na wysoką górę, zwiastunko dobrej nowiny w Syjonie! Podnieś mocno twój głos, zwiastunko dobrej nowiny w Jeruzalem! Podnieś głos, nie bój się! Powiedz miastom judzkim: „Oto wasz Bóg!” Oto Pan, Bóg, przychodzi z mocą i ramię Jego dzierży władzę. Oto Jego nagroda z Nim idzie i przed Nim Jego zapłata. Podobnie pasterz pasie swą trzodę, gromadzi ją swoim ramieniem, jagnięta nosi na swej piersi, owce karmiące prowadzi łagodnie.
EWANGELIA Mt 18, 12-14
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jak wam się zdaje? Jeśli kto posiada sto owiec i zabłąka się jedna z nich: czy nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu na górach i nie pójdzie szukać tej, która się zabłąkała? A jeśli mu się u

da ją odnaleźć, zaprawdę powiadam wam: cieszy się nią bardziej niż dziewięćdziesięciu dziewięciu tymi, które się nie zabłąkały. Tak też nie jest wolą Ojca waszego, który jest w niebie, żeby zginęło jedno z tych małych”.

Usycham. Więdnę. Czy to znaczy, że owiewa mnie „wiatr Pana”? Czy też to wynik moich zaniedbań? Sam nie wiem czy już zabłąkałem się gdzieś w krzakach (zapewne tych samych, w których skrył się praojciec Adam po tym, jak zdradził Boga, swą żonę i siebie) czy też jeszcze z gębą pełną samozadowolenia pasę się na górach. Wiem, że jest coś głęboko nie tak, jak być powinno. Nie. Nie „jak być powinno”, lecz jak chcę, aby było. Bo nie chcę uschnąć, by mnie wycięto i w ogień rzucono. Tylko to jakoś tak „samo” wychodzi.

A Bóg woła „pocieszcie mój lud”. Do kogo to wezwanie? Do jakiejś szczególnej kategorii ludzi? Ktoś powie, że do proroków. Ale przecież od momentu chrztu każdy, kto ten sakrament przyjął jest prorokiem. Więc? Że niby to ja mam pocieszyć kogoś drugiego? Ja przecież schnę i tylko tym jestem zajęty… Sobą… A „pocieszyć” to znaczy: dostrzec, chcieć zrozumieć, zatrzymać się przy kimś. A ja przecież chcę, aby to przy mnie się ktoś zatrzymał, mnie zauważył, itp… Ja potrzebuję świętego Mikołaja, co by kilka prezencików odpalił i tylko poudawał, że czegoś wymaga, a tu wygląda na to, że Pan Bóg wolałby, bym miast brodatego dostawcy upominków był raczej pasterzem szukającym zagubionej owcy. Bym pocieszył.

Pasterz, pocieszyciel, prorok – to przede wszystkim On, Wszechmogący, Ojciec, Syn, Duch. Ale to także każdy z nas, niezależnie, czy świecki, czy duchowny. Bo każdy z tych tytułów, czy funkcji, to zaproszenie, aby być „wobec” drugiego, by wyjść z siebie.

Trudne.

Ale inaczej się uschnie.

A jak się usycha to potrzeba wtedy ingerencji z zewnątrz. Zwłaszcza jakieś świętej ingerencji. Dzisiejszy patron to nie tylko „dostarczyciel prezentów”, warto pamiętać, że był czczony jako cudotwórca. O tym mówi ilustracja na górze, oraz piosenka, którą wykonuje Jacek Kowalski.

Legenda o świętym Mikołaju, biskupie – Jacek Kowalski


II Niedziela Adwentu

4 XII 2011 r.

I CZYTANIE Iz 40,1-5.9-11
„Pocieszcie, pocieszcie mój lud!” mówi wasz Bóg. „Przemawiajcie do serca Jeruzalem i wołajcie do niego, że czas jego służby się skończył, że nieprawość jego odpokutowana, bo odebrało z ręki Pana karę w dwójnasób za wszystkie swe grzechy”.
Głos się rozlega: „Przygotujcie na pustyni drogę dla Pana, wyrównajcie na pustkowiu gościniec naszemu Bogu! Niech się podniosą wszystkie doliny, a wszystkie góry i wzgórza obniżą; równiną niechaj się staną urwiska, a strome zbocza niziną gładką. Wtedy się chwała Pana objawi, zobaczy ją wszelkie ciało, bo powiedziały to usta Pana”.
Wstąpże na wysoką górę, zwiastunko dobrej nowiny w Syjonie!
Podnieś mocno twój głos, zwiastunko dobrej nowiny w Jeruzalem!
Podnieś głos, nie bój się! Powiedz miastom judzkim: „Oto wasz Bóg!”. Oto Pan, Bóg, przychodzi z mocą i ramię Jego dzierży władzę. Oto Jego nagroda z Nim idzie i przed Nim Jego zapłata. Podobnie pasterz pasie swą trzodę, gromadzi ją swoim ramieniem, jagnięta nosi na swej piersi, owce karmiące prowadzi łagodnie.

Czym pocieszasz się w swoich trudach i smutkach? Co daje ci wytchnienie i radość? Jak długo trwają skutki takiego pocieszania się?

Przypomnij sobie takie wydarzenia czy sytuacje, w których czułeś się prawdziwie usprawiedliwiony i pełen radości przed Bogiem?

jakie uczucia wywołuje w tobie wieść o nadchodzącym Bogu? Boisz się, czy może bardziej daje ci to wytchnienie? Uciekasz przed Jego przyjściem, czy też może wyczekujesz tego utęsknieniem?

II CZYTANIE 2 P 3,8-14
Umiłowani, niech to jedno nie będzie dla was tajne, że jeden dzień u Pana jest jak tysiąc lat, a tysiąc lat jak jeden dzień. Nie zwleka Pan z wypełnieniem obietnicy, bo niektórzy są przekonani, że Pan zwleka, ale On jest cierpliwy w stosunku do was. Nie chce bowiem niektórych zgubić, ale wszystkich doprowadzić do nawrócenia. Jak złodziej zaś przyjdzie dzień Pański, w którym niebo ze świstem przeminie, gwiazdy się w ogniu rozsypią, a ziemia i dzieła na niej zostaną spalone. Skoro to wszystko w ten sposób ulegnie zagładzie, to jakimi winniście być wy w świętym postępowaniu i pobożności, gdy oczekujecie i staracie się przyspieszyć przyjście dnia Bożego, który sprawi, że niebo zapalone pójdzie na zagładę, a gwiazdy w ogniu się rozsypią. Oczekujemy jednak, według obietnicy, nowego nieba i ziemi nowej, w których będzie mieszkała sprawiedliwość. Dlatego, umiłowani, oczekując tego, starajcie się, aby On was zastał bez plamy i skazy, w pokoju.

W jakich sytuacjach zdarzało ci się myśleć, że Pan Bóg zwleka ze swoim działaniem? Kiedy masz wrażenie, że Pan Bóg powinien zainterweniować w życie twoje, czy innych ludzi?

Czym jest dla ciebie oczekiwanie „nowego nieba i nowej ziemi”? Czy jest to tylko bliżej niesprecyzowana teoria, czy może raczej gorące pragnienie? A może jeszcze inaczej patrzysz na tę obietnicę? Dlaczego?

EWANGELIA Mk 1,1-8
Początek Ewangelii o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym. Jak jest napisane u proroka Izajasza: „Oto Ja posyłam wysłańca mego przed Tobą; on przygotuje drogę Twoją. Głos wołającego na pustyni: Jak jest napisane u proroka Izajasza: „Oto Ja posyłam wysłańca mego przed Tobą; on przygotuje drogę Twoją. Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego”. Wystąpił Jan Chrzciciel na pustyni i głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów. Ciągnęła do niego cała judzka kraina oraz wszyscy mieszkańcy Jerozolimy i przyjmowali od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając przy tym swe grzechy. Jan nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a żywił się szarańczą i miodem leśnym. I tak głosił: „Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby się schylić i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym”.

Kto jest dla ciebie głosem przygotowującym drogę dla Pana? Czyje słowa, czy rady pomagają ci spotkać się z Bogiem? Dzięki komu możesz prostować ścieżki swego życia na spotkanie Boga? Kto będzie dla ciebie jasnym punktem odniesienia (nawet jeśli się z nim nie zgadzasz) w twoim życiu moralnym i duchowym? Czy masz kierownika duchowego, albo stałego spowiednika? Dlaczego? Wymień ludzi, którzy mówią ci prawdę, nawet jeśli jest trudna. Podziękuj za nich Bogu.

Newer posts »

© 2026 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑