S z y m o n  z  C y r e n y  p o m a g a  n i e ś ć  K r z y ż  J e z u s o w i

Mk 15,21
21. I przymusili niejakiego Szymona z Cyreny, ojca Aleksandra i Rufusa, który wracając z pola właśnie przechodził, żeby niósł krzyż Jego.
Mt 21,28-31a
28. Co myślicie? Pewien człowiek miał dwóch synów. Zwrócił się do pierwszego i rzekł: Dziecko, idź dzisiaj i pracuj w winnicy! 29. Ten odpowiedział: Idę, panie!, lecz nie poszedł.
30. Zwrócił się do drugiego i to samo powiedział. Ten odparł: Nie chcę. Później jednak opamiętał się i poszedł.
31. Któryż z tych dwóch spełnił wolę ojca? Mówią Mu: Ten drugi.

Przymusili Szymona.

Żyjący w dobie kultu wolności i dowolności nie pojmujemy wagi tego typu „przymusu”. Staliśmy się bezbronni wobec zalewu zła, w którym zanurzają się nasze dzieci. Nie umiemy wyegzekwować od samych siebie decyzji wiodących ku dobru. Nieustannie sączący się szept przypominający „ty decydujesz, jesteś wolny” zabija boże życie w niejednej duszy.

A przecież gdyby nie przymusili Szymona, to nie spotkałby Pana, to imion jego synów nie wspominaliby pierwsi chrześcijanie, to nie stałby się symbolem wszystkich wspomagających bliźniego.

Może warto czasami kogoś przymusić ku dobru? Może warto wymagać od własnych dzieci? Może warto przymusić siebie? Może warto odkurzyć zapomniane dzisiaj pojęcia: obowiązek, decyzja, wytrwałość, honor.

A czy Chrystusa ktoś „przymusił”?

– Tak. Miłość.