J e z u s  p o  r a z  d r u g i  u p a d a  p o d  K r z y ż e m

Iz 10,33-34
33. Oto Pan, Bóg Zastępów, z trzaskiem obcina korony drzew: najwyższe wierzchołki już ścięte, najwznioślejsze powalone. 34. Gęstwiny lasu trzebi się toporem. Pada Liban ze swą wspaniałością.
Rz 8,32
32. On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, jakże miałby wraz z Nim i wszystkiego nam nie darować?

Najwyższe wierzchołki już ścięte.

Dlaczego Bóg nie oszczędza tylu cennych istnień? Dlaczego tylu ludzi ginie każdego dnia? Dlaczego tyle ofiar wypadków, kataklizmów, powodzi? Przecież nie zawsze są one wynikiem błędu człowieka. Dlaczego Wszechmogący nie powstrzyma hekatomby nienarodzonych? Dlaczego dopuszcza tyle zła?

Dlaczego nie oszczędził Syna?

Jesteśmy niczym wobec Jego potęgi. I On owo „nic” miłuje. Bez wyjątku. Dlatego pozwala Synowi stać się niczym. Dlatego motłoch jerozolimski widział Boga leżącego w kałuży krwi. Dlatego po trzykroć, a nawet więcej niż po trzykroć, bo przez tysiąclecia, Bóg pada – by powstać, by dać nadzieję, by okazać solidarność z każdym cierpieniem.

By wreszcie, po trzech dniach, wskazać na przebity bok, którym jest miłosierdzie. Dla każdego, kto do Niego przyjdzie.