Blog ks. Jacka Gomulskiego

Miesiąc: czerwiec 2011 (Page 3 of 4)

Wspomnienie św. Jadwigi Królowej

Środa, 8 VI 2011 r.

I CZYTANIE Dz 20, 28-38
Paweł powiedział do starszych Kościoła efeskiego: „Uważajcie na samych siebie i na całą trzodę, nad którą Duch Swięty ustanowił was biskupami, abyście kierowali Kościołem Boga, który On nabył własną krwią. Wiem, że po moim odejściu wejdą między was wilki drapieżne, nie oszczędzając trzody. Także spośród was samych powstaną ludzie, którzy głosić będą przewrotne nauki, aby pociągnąć za sobą uczniów.
Dlatego czuwajcie, pamiętając, że przez trzy lata we dnie i w nocy nie przestawałem ze łzami upominać każdego z was. A teraz polecam was Bogu i słowu Jego łaski władnemu zbudować i dać dziedzictwo z wszystkimi świętymi.
Nie pożądałem srebra ani złota, ani szaty niczyjej. Sami wiecie, że te ręce zarabiały na potrzeby moje i moich towarzyszy. We wszystkim pokazałem wam, że tak pracując trzeba wspierać słabych i pamiętać o słowach Pana Jezusa, który powiedział: «Więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu»”.
Po tych słowach upadł na kolana i modlił się razem ze wszystkimi. Wtedy wszyscy wybuchnęli wielkim płaczem. Rzucali się Pawłowi na szyję i całowali go, smucąc się najbardziej z tego, co powiedział: że już nigdy go nie zobaczą. Potem odprowadzili go na statek.
EWANGELIA J 17, 11b-19
W czasie ostatniej wieczerzy Jezus podniósłszy oczy ku niebu, modlił się tymi słowami: „Ojcze Święty, zachowaj ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, aby tak jak My stanowili jedno. Dopóki z nimi byłem, zachowywałem ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, i ustrzegłem ich, a nikt z nich nie zginął z wyjątkiem syna zatracenia, aby się spełniło Pismo.
Ale teraz idę do Ciebie i tak mówię, będąc jeszcze na świecie, aby moją radość mieli w sobie w całej pełni. Ja im przekazałem Twoje słowo, a świat ich znienawidził za to, że nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Nie pragnę, abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich ustrzegł od złego. Oni nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata.
Uświęć ich w prawdzie. Słowo Twoje jest prawdą. Jak Ty Mnie posłałeś na świat, tak i Ja ich na świat posłałem. A za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie”.

Wejdą wilki…

Ale najpierw, zanim o zagrożeniach, to ważne ostrzeżenie – trzoda nie jest własnością pasterza! Żaden człowiek nie jest własnością drugiego. Mąż nie jest właścicielem żony, ani na odwrót. Dzieci nie są własnością rodziców. Obywatele nie są własnością rządu, ani nie mogą być jak własność traktowani – zwłaszcza jak własność niepełnosprawna i upośledzona, którą można oszukiwać do woli. Wszystkich nabył Swoją Krwią Pan. I choć Paweł martwi się o swoje (czy swoje?) owce, to tylko Chrystus składa samego siebie w ofierze za nas.

Paweł modli się na kolanach za swoich braci. Naśladuje w ten sposób Mistrza i Jego Arcykapłańską modlitwę z Wieczernika. Naśladuje miłość Syna Bożego. Wie, że przyjdą zagrożenia i chciałby przed nimi uchronić, tych, których kocha.

No właśnie – jakie mają być, te zagrożenia? Kim są wilki?

To ci, którzy powstaną spośród uczniów, głosząc przewrotne nauki. Pierwsze herezje i schizmy. Autorzy wielkich rozdarć w rodzinie naśladowców Chrystusa. Zwolennicy indywidualnego i osobistego odczytania Słowa. Ludzie przewrotni. Podobni do syna zatracenia, którego wspomina Jezus.

Pan w Swej modlitwie prosi Ojca – Uświęć ich w prawdzie. To prawda jest ową delikatną właściwością ludzkiego rozumu, która chroni depozyt wiary przed manipulacjami Zwodziciela. Prawda jest też ścieżką do bliskości ze Zbawicielem, który o sobie samym mówi, że jest Prawdą. Prawda jest prawem każdego człowieka, ale także zobowiązaniem. Prawda uświęca, czyli uzdatnia do oglądania Boga, podczas, gdy kłamstwo oddala od Niego. Prawda wiąże się z ofiarą, z daniem siebie, z cierpieniem, oraz z  miłością.

Pytanie do każdego z nas – czy chcemy o prawdę walczyć, mimo wilków, mimo zakazów, mimo, że jest to walka wbrew wszystkim i każdemu. Ale za to za Chrystusem.

Niech przykładem będzie patronka dzisiejszego dnia. Ona wie, co znaczy – w imię prawdy i miłości do Chrystusa – zaprzeć się samego siebie. Odrzuciła przecież perspektywę łatwego szczęścia w zamian za zdobycie Litwy dla Ewangelii. Póki żyła, chroniła mocą autorytetu i pobożności swoje Królestwo przed wilkami w płaszczach z czarnym krzyżem.  Ona wie, co znaczy „zawierzyć Chrystusowi”. To do niej przemówił Cierpiący Zbawiciel z wysokości wawelskiego krzyża, zapraszając młodą królewnę na drogę naśladowania Pana.

Niech nas chroni św. Jadwiga i modli się za nami, abyśmy okazali wierność prawdzie i powołaniu.

Wtorek VII tygodnia Okresu Wielkanocnego

Wtorek, 7 VI 2011 r.

I CZYTANIE Dz 20, 17-27
Paweł z Miletu posłał do Efezu i wezwał starszych Kościoła. A gdy do niego przybyli, przemówił do nich: „Wiecie, jakim byłem wśród was od pierwszej chwili, w której stanąłem w Azji. Jak służyłem Panu z całą pokorą wśród łez i doświadczeń, które mnie spotkały z powodu zasadzek żydowskich. Jak nie uchylałem się tchórzliwie od niczego, co pożyteczne, tak że przemawiałem i nauczałem was publicznie i po domach, nawołując zarówno Żydów, jak i Greków do nawrócenia się do Boga i do wiary w Pana naszego Jezusa.
A teraz, naglony Duchem, udaję się do Jerozolimy; nie wiem, co mnie tam spotka oprócz tego, że czekają mnie więzy i utrapienia, o czym zapewnia mnie Duch Święty w każdym mieście. Lecz ja zgoła nie cenię sobie życia, bylebym tylko dokończył biegu i posługiwania, które otrzymałem od Pana Jezusa: bylebym dał świadectwo o Ewangelii łaski Bożej.
Wiem teraz, że wy wszyscy, wśród których przeszedłem głosząc królestwo, już mnie nie ujrzycie. Dlatego oświadczam wam dzisiaj: Nie jestem winien niczyjej krwi, bo nie uchylałem się tchórzliwie od głoszenia wam całej woli Bożej”.
EWANGELIA J 17, 1-11a
W czasie ostatniej wieczerzy Jezus podniósłszy oczy ku niebu, rzekł: „Ojcze, nadeszła godzina! Otocz swego Syna chwałą, aby Syn Ciebie nią otoczył i aby mocą władzy udzielonej Mu przez Ciebie nad każdym człowiekiem dał życie wieczne wszystkim tym, których Mu dałeś. A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa. Ja Ciebie otoczyłem chwałą na ziemi przez to, że wypełniłem dzieło, które Mi dałeś do wykonania. A teraz Ty, Ojcze, otocz Mnie u siebie tą chwałą, którą miałem u Ciebie pierwej, zanim świat powstał.
Objawiłem imię Twoje ludziom, których Mi dałeś ze świata. Twoimi byli i Ty Mi ich dałeś, a oni zachowali słowo Twoje. Teraz poznali, że wszystko, cokolwiek Mi dałeś, pochodzi od Ciebie. Słowa bowiem, które Mi powierzyłeś, im przekazałem, a oni je przyjęli i prawdziwie poznali, że od Ciebie wyszedłem, oraz uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał.
Ja za nimi proszę, nie proszę za światem, ale za tymi, których Mi dałeś, ponieważ są Twoimi. Wszystko bowiem moje jest Twoje, a Twoje jest moje, i w nich zostałem otoczony chwałą. Już nie jestem na świecie, ale oni są jeszcze na świecie, a Ja idę do Ciebie”.

Zawsze jakoś zastanawiało mnie to Pawłowe pożegnanie z braćmi w Milecie. Może nawet nie tyle skłaniało ku refleksji, co porażało szczerością i prawdą, na jaką dziś niewielu Pawłowych następców byłoby się w stanie zdobyć. „Nie uchylałem się tchórzliwie”, „nawoływałem Żydów i Greków do nawrócenia”, „naglony Duchem”, „nie cenię sobie życia”, itd., itp. Są te wezwania wyrzutem sumienia w czasach, gdy polityczna poprawność skłania często do zakrywania krzyży w katolickich salach podczas spotkań z innowiercami, gdy uczniowie Jezusa boją się używać nawet słowa „nawracać”, gdy gdzieniegdzie pasterze dbają bardziej o wilki niż o własne owce. Trudne czasy, a ludzi na miarę Pawła z Tarsu wciąż brak.

Trwa Nowenna przed Zesłaniem Ducha Świętego. Może czas przestać niedowierzać codziennej modlitwie setek tysięcy wiernych i zacznijmy – tam, gdzie każdy z nas jest – wzywać do modlitwy z wiarą w konkretnych intencjach. Bóg czeka, by wsłuchiwać się w nasze prośby zgodne z Jego wolą. Gdy Kościół czeka na Ducha Odnowiciela – to módlmy się konkretnie o Jego łaski, tam, gdzie są rzeczywiście potrzebne. Jeśli doświadczamy braku pasterzy na miarę św. Pawła – prośmy o nich. Mocno! Konkretnie! Z ufnością i pokorą! Bóg nie odmówi tego, co dobre, Swoim dzieciom.

W Ewangelii czytamy fragment modlitwy nazywanej Arcykapłańską. Syn Boży wstawia się za swoimi uczniami w obliczu spodziewanej Męki.  Pomijając kolejny paradoks tej sytuacji, niech to Jezusowe błaganie doda nam mocy. Nie jesteśmy sami – oto Chrystus modli się za nas. Prosi Ojca abyśmy umieli i chcieli Go rozpoznawać! Abyśmy znali Prawdę! Nie milion prawd, zmiennych i zależnych od okoliczności i sytuacji politycznej, a także od tego kto o tę prawdę pyta.  Prawdę jedyną, tę w której zawarta jest wola Boża dla każdego z nas. Bez względu na to, czy się ona komuś podoba, czy też nie. Bez względu na trud związany z jej wykonaniem. I bez względu na układy, sympatie, politykę, uwikłania i lęk. Pełną wolę Bożą. O niej to mówił Paweł, że  nigdy nie uchylał się od jej głoszenia.

Oczywiście, jak taka perspektywa, zetknięcia się z prawdą do końca, wywołuje w kimś bardziej strach paniczny, aniżeli radość – cóż… Ktoś taki zawsze będzie wybierał letniość i letnich ludzi. Takich, co to bardziej przyklepią aniżeli pomogą. Ale i takich, którzy w ostatecznym rozrachunku „będą winni krwi”…

Poniedziałek VII tygodnia Okresu Wielkanocnego

Poniedziałek, 6 VI 2011 r.

I CZYTANIE Dz 19, 1-8
Kiedy Apollos znajdował się w Koryncie, Paweł przeszedł okolice wyżej położone, przybył do Efezu i znalazł jakichś uczniów. Zapytał ich: „Czy otrzymaliście Ducha Świętego, gdy przyjęliście wiarę?” A oni do niego: „Nawet nie słyszeliśmy, że istnieje Duch Święty”. Zapytał: „Jaki więc chrzest przyjęliście?” A oni odpowiedzieli: „Chrzest Janowy”. Powiedział Paweł: „Jan udzielał chrztu nawrócenia, przemawiając do ludu, aby uwierzyli w Tego, który za nim idzie, to jest w Jezusa”.
Gdy to usłyszeli, przyjęli chrzest w imię Pana Jezusa. A kiedy Paweł włożył na nich ręce, Duch Święty zstąpił na nich. Mówili też językami i prorokowali. Wszystkich ich było około dwunastu mężczyzn. Następnie wszedł do synagogi i odważnie przemawiał przez trzy miesiące rozprawiając i przekonując o królestwie Bożym.
EWANGELIA J 16, 29-33
Uczniowie rzekli do Jezusa: „Oto teraz mówisz otwarcie i nie opowiadasz żadnej przypowieści. Teraz wiemy, że wszystko wiesz i nie trzeba, aby Cię kto pytał. Dlatego wierzymy, że od Boga wyszedłeś”. Odpowiedział im Jezus: „Teraz wierzycie? Oto nadchodzi godzina, a nawet już nadeszła, że się rozproszycie każdy w swoją stronę, a Mnie zostawicie samego. Ale Ja nie jestem sam, bo Ojciec jest ze Mną.
To wam powiedziałem, abyście pokój we Mnie mieli. Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat”.

Spełniło się. Jesteśmy rozproszeni. Coraz mocniej w Kościele widać ślady jakiegoś potężnego uderzenia, którego skutki odczuwamy. Nic nie jest jasne do końca, nic nie jest proste ową prostotą dziecka, które wchodzi w świat tradycji ojca, dziadków i pradziadków. Jakby coś (może tylko pozornie) pękło i nie może się skleić.

Rozproszeni. Każdy w swoją stronę – liturgii z dawnych wieków, liturgii odnowionej, darów charyzmatycznych, władzy i posłuszeństwa, głębokiego odczytywania Pisma, polityki, patriotyzmu, przepowiadania wiary. Każda z tych rzeczywistości sama w sobie nie jest zła, tylko wyraźnie gdzieś poprzestawiały się akcenty. Jakby brakło autorytetu, który by to wszystko skleił. Wszak żyjemy w świecie, w którym sami biskupi w wielu miejscach świata podkopują autorytet Następcy św. Piotra. Wszak są katolicy, którzy wprost odsądzają od czci i wiary poprzedniego Papieża, stając w ten sposób w jednym szeregu z otwartymi wrogami Kościoła. A Chrystus pozostaje sam – z Ojcem.

Jednak nie grozi Kościołowi jakaś zatrata. Przecież bramy piekła nie przemogą go. Jedynie (!) przeróżni ludzie Kościoła zniszczą sami siebie i tysiące dusz za sobą pociągną – jeśli nie zadamy sobie trudu, aby spotkać się w Chrystusie. To On zwyciężył już świat i staramy się ogłaszać Jego wygrana na tej arenie zmagań o dusze od dwóch tysięcy lat. Gdzieś są, także pośród nas, wrogowie tej wiktorii. „Swąd szatana wdarł się do Kościoła” – jak mówił Paweł VI. Nie wytępimy ich, podobnie jak raczej nie wytępimy grzechu. Kąkol będzie rósł razem z pszenicą aż do żniw ostatecznych. Możemy jedynie (aż) uobecniać w swoim życiu i pośród innych ludzi moc Jego miłości. Zwycięskiej miłości. Nadziei, której tak potrzebujemy. Moc wiary, czyli zaufania Jemu.

Apostołowie w trakcie Męki pouciekali, każdy w swoją stronę. Ten się zaparł, inny wyparł, jeden tylko pozostał przy Panu. I choć fakt Zmartwychwstania wolno docierał do ich przerażonych serc, to ogień Ducha, którym zostali ochrzczeni w dzień Pięćdziesiątnicy, sprawił, że mogli – w jedności, choć każdy z właściwą sobie nutą indywidualizmu – podbić świat dla Dobrej nowiny. My też możemy. Co nam trzeba? Ducha św., trochę wiary i odwagi. I jeszcze jasności spojrzenia, aby nie ciągnąć w swoją stronę.

Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego

Niedziela, 5 VI 2011 r.

I CZYTANIE Dz 1, 1-11
Pierwszą książkę napisałem, Teofilu, o wszystkim, co Jezus czynił i nauczał od początku aż do dnia, w którym udzielił przez Ducha Świętego poleceń Apostołom, których sobie wybrał, a potem został wzięty do nieba. Im też po swojej męce dał wiele dowodów, że żyje: ukazywał się im przez czterdzieści dni i mówił o królestwie Bożym. A podczas wspólnego posiłku kazał im nie odchodzić z Jerozolimy, ale oczekiwać obietnicy Ojca. Mówił: „Słyszeliście o niej ode Mnie: Jan chrzcił wodą, ale wy wkrótce zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym”. Zapytywali Go zebrani: „Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela?” Odpowiedział im: „Nie wasza to rzecz znać czas i chwile, które Ojciec ustalił swoją władzą, ale gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi”.
Po tych słowach uniósł się w ich obecności w górę i obłok zabrał Go im sprzed oczu. Kiedy uporczywie wpatrywali się w Niego, jak wstępował do nieba, przystąpili do nich dwaj mężowie w białych szatach. I rzekli: „Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba”.
II CZYTANIE Ef 1, 17-23
Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam ducha mądrości i objawienia w głębszym poznawaniu Jego samego, to znaczy światłe oczy dla waszego serca, tak byście wiedzieli, czym jest nadzieja waszego powołania, czym bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych i czym przemożny ogrom Jego mocy względem nas wierzących na podstawie działania Jego potęgi i siły, z jaką dokona dzieła w Chrystusie, gdy wskrzesił Go z martwych i posadził po swojej prawicy na wyżynach niebieskich, ponad wszelką zwierzchnością i władzą, i mocą, i panowaniem, i ponad wszelkim innym imieniem wzywanym nie tylko w tym wieku, ale i w przyszłym. I wszystko poddał pod Jego stopy, a Jego samego ustanowił nade wszystko Głową dla Kościoła, który jest Jego Ciałem, Pełnią tego, który napełnia wszystko na wszelki sposób.
EWANGELIA Mt 28, 16-20
Jedenastu uczniów udało się do Galilei na górę, tam gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus zbliżył się do nich i przemówił tymi słowami: „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”.

Wiara to naprawdę kraina paradoksów. Pełno w niej łajdaków, którzy zostają świętymi, wody, która jest winem, lub wina które jest Krwią. Nic nie jest takie na jakie wygląda. Człowiek, z którym żyje się trzy lata widząc Jego zmęczenie, pot na szyi i cierpienie przed śmiercią jest Bogiem, a Bóg, który zawsze jawił się jako daleki i niedosiężny, okazuje się być bliskim przyjacielem.

Wiara uczy innego spojrzenia, aniżeli to, którym posługuję sie na co dzień, muskając po łebkach rzeczywistość, słowa i ludzi. Karze patrzeć głębiej, zadawać sobie pytanie – o co w tym chodzi, jaka jest prawda na dany temat.

Oczywiście, ktoś, prostszy sercem, może by powiedział, że przecież jest odwrotnie – widać od razu, że łajdak zostanie świętym, a tą „wodą” nie pozmywasz naczyń. Ale to chyba trzeba mieć oczy i serce dziecka, żeby tak umieć. Ja, w każdym razie, tak nie potrafię.

Wniebowstąpienie, to jednocześnie moment pożegnania Jezusa z uczniami i pozostania z nimi na wieki. Odchodzę, ale Jestem z wami. Nie widzicie Mnie, ale doświadczacie w wierze. Dana Mi jest wszelka władza, ale nie wasza to rzecz kiedy Ojciec przywróci Izraelowi królestwo. Ufff…

W pewien sposób Pan skazał nas (i Siebie, może przede wszystkim Siebie) na wieczne rozdarcie pomiędzy niedopełnieniem, ciągłym otwarciem „ku”, a czymś skończonym, zamkniętym i dokonanym. To trochę, jak zbawienie – niby wykonało się, ale można się nie załapać. Jeśli chcemy być Jego uczniami, to zawsze już będziemy niecierpliwie patrzyli w niebo, jak Apostołowie w dzień Wniebowstąpienia. Szyje nas mogą od zadzierania głów rozboleć. Ale przecież nasze stopy stoją na ziemi, twardo stoją, czujemy ją, czasami aż za bardzo wbja się ten żwir w nasze pięty. I jedno i drugie jest nam dane. Teraz.

Ciekawy jest ten fragment Dziejów, w którym aniołowie, nieco zirytowani zapatrzonymi uczniami, z lekka ich stawiają do pionu. Tak jakby chcieli powiedzieć – dobra, powzruszaliście się, teraz koniec mazgajstwa, wróćcie na ziemię, do roboty! Iść i nauczać! Głosić! On kiedyś przyjdzie, a wy zróbcie wszystko, aby miał gdzie przyjść!

Tylko, jak przygotować ten świat na Jego przyjście, gdy świat ma to przyjście w głębokim poważaniu? Jak przekonać ludzi, zajętych tylko sobą, do rozszerzenia skurczonych serc? Jak wbić do zakutych łbów wielbicielom przeróżnych izmów (zwłaszcza tych, które już się zdążyły skompromitować), że ideologia nie daje życia? Jak jasno i wyraźnie wskazać na jedyną prawdę, gdy każdy dookoła wrzeszczy, że prawda jest jego i basta? Jak w tym wszystkim spodziewać się królestwa Izraela? Jak się czegokolwiek spodziewać?

Ale to Ty masz władzę nad wszystkim, Panie. I choć nie widzę zbytnio, abyś z niej za często korzystał (o paradoksalna ślepoto i świetle wiary) to w Twoim ręku niebo i ziemia. Chciałbym, aby każdy umiał to uznać i według tego chciał żyć. Ileż rzeczy byłoby prostszych…

A może nie dzieje się tak, bo zbyt mało po mnie widać Twą władzę? Może zbytnio komplikuję paradoksy wiary, zamiast zawalczyć o prostotę dziecka…

Sobota VI tygodnia Okresu Wielkanocnego

Sobota, 4 VI 2011 r.

I CZYTANIE Dz 18, 23-28
Paweł zabawił w Antiochii pewien czas i wyruszył, aby obejść kolejno krainę galacką i Frygię, umacniając wszystkich uczniów.
Pewien Żyd, imieniem Apollos, rodem z Aleksandrii, człowiek uczony i znający świetnie Pisma, przybył do Efezu. Znał on już drogę Pańską, przemawiał z wielkim zapałem i nauczał dokładnie tego, co dotyczyło Jezusa, znając tylko chrzest Janowy. Zaczął on odważnie przemawiać w synagodze. Gdy go Pryscylla i Akwila usłyszeli, zabrali go z sobą i wyłożyli mu dokładniej drogę Bożą.
A kiedy chciał wyruszyć do Achai, bracia napisali list do uczniów z poleceniem, aby go przyjęli. Gdy przybył, pomagał bardzo za łaską Bożą tym, co uwierzyli. Dzielnie uchylał twierdzenia Żydów, wykazując publicznie z Pism, że Jezus jest Mesjaszem.
EWANGELIA J 16, 23b-28
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: O cokolwiek byście prosili Ojca, da wam w imię moje. Do tej pory o nic nie prosiliście w imię moje: Proście, a otrzymacie, aby radość wasza była pełna.
Mówiłem wam o tych sprawach w przypowieściach. Nadchodzi godzina, kiedy już nie będę wam mówił w przypowieściach, ale całkiem otwarcie oznajmię wam o Ojcu. W owym dniu będziecie prosić w imię moje, i nie mówię, że Ja będę musiał prosić Ojca za wami. Albowiem Ojciec sam was miłuje, bo wyście Mnie umiłowali i uwierzyli, że wyszedłem od Boga. Wyszedłem od Ojca i przyszedłem na świat; znowu opuszczam świat i idę do Ojca”.

W zasadzie to boję się prosić, tak jak do tego zachęca dzisiaj Pan. Mam wrażenie, że nie do mnie mówi. Że to do pobożniejszych, albo mocniej wierzących. Do jakichś oszołomów, którzy żyją przykładnie, śniadania jadają z Matka Bożą, a na podwieczorek wpada do nich siedem chórów anielskich. A ja? Zwykły grzesznik. I żeby choć z jakimiś wystrzałowymi rzeczami na sumieniu. A tu nic – sama grzeszna nuda, smutna i szara. I ja mam prosić o wszystko w Jego Imię? Z wiarą? Jak?

Inna rzecz – co będzie, jak On wysłucha? Jak już się spełni to wszystko, czego skrycie pragnę… Trzeba by wówczas, idąc za ciosem, mocniej przylgnąć do Dawcy łask, poddać Mu większe połacie życiowego pola, bardziej ufać, poryzykować sobą dla szczytnych idei. A wtedy i guza można dostać, i stan posiadania uszczuplić, i ponarażać się różnym ważnym. Szumu dużo a satysfakcji mało. To może lepiej nie prosić.

Albo – proszę, a tu nic. Staję na uszach, wysilam się, modły płyną jeden za drugim, różaniec w rękach aż płoni. I nic. Cicho. Jakby ktoś wywiesił tabliczkę „zaraz wracam” i już kolejny tydzień mija. Tabliczka się kolebie, szyby zarosły kurzem, a drzwi jak były tak i są zamknięte. „Jest tam kto?!” Pusto. Czy ktoś se jaja robi. Ze mnie! Albo chce mnie wychować! Mnie! To taki jaki jestem, to niedobry? Wybrakowany? Z fabrycznym defektem? Ciekawe, kto mnie „utkał w żywocie matki”? Krasnoludek? To kto temu winien, że jestem słaby, leniwy, nieufny, zapatrzony w siebie? Nie, wcale się nad sobą nie użalam, tylko dziwię się (tak głośno się dziwię i nieco emocjonalnie) że najpierw się pozwala na istnienie takiego czegoś, jak toto, co stuka po klawiaturze, a potem się milczy czekając na… sam nie wiem na co.. nawrócenie, pokorę, czy co tam jeszcze.

A tu jeszcze mowa o radości. Proś, aby twoja radość była pełna. Coś często ostatnio o tym. A skąd ja mam, u licha ciężkiego, wiedzieć, czym jest pełna radość?

Skąd?

Cisza. Drzwi zamknięte.

Nie, nie skończę w ten sposób, choć mam taką pokusę. Wiem, co jest za tymi drzwiami. Wiem, że wywieszka ma działać odstraszająco na klientów, którym tylko na towarze zależy – żeby był już, świeżutki i tanio, a najlepiej na kreskę. Lub darmo. Bo im się należy. Bo i tak łaska, że przyszli i zapukali do drzwi. Przecież mogli do tamtego sklepiku za rogiem? Tak? No.

Wiem też, że radość, o której mówi Pan, jest darem – nie, że dla wybranych, ale pewną łaską, którą się dostrzeże z czasem, z dojrzałością. Jak bukiet najlepszego wina. Jak smak prawdziwej miłości – po latach, po tysiącach przebaczeń i przeprosin, po miliardach nocnych rozmów i przetrwaniu setek burz. Pełna radość. Obfite życie.

O to chcę prosić. W Twoje Imię, Panie.

Amen.

« Older posts Newer posts »

© 2026 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑