Blog ks. Jacka Gomulskiego

Kategoria: Droga Krzyżowa (Page 2 of 4)

STACJA XIV

J e z u s  z ł o ż o n y  d o  g r o b u

Tb 2,7
7. I wybuchnąłem płaczem.
Potem, gdy słońce zaszło, wyszedłem, wykopałem grób i pogrzebałem tamtego.
Ap 8,1
1. A gdy Anioł otworzył pieczęć siódmą, zapanowała w niebie cisza jakby na pół godziny.

Zatoczyli kamień. Przyszli położyć pieczęcie. Postawili absurdalna straż. Ucichł szloch niewiast. Żołnierze pili wino, grali w kości drwiąc z dziwnych żydowskich zabobonów. Apostołowie pochowali się po kątach Wieczernika. Piotr spazmatycznie szlochał. Piłat szukał głębi w misie z wodą służącą do mycia rąk. Arcykapłani oblizywali palce tłuste od mięsa paschalnego baranka.

Aniołowie na palcach stanęli dookoła Grobu.

W przeraźliwej ciszy pochylili bezcielesne głowy.

Niepojętą zdawała im się Jego miłość. Niepojętą, ale godną największej czci.

Trwali. Czekali.

Wiedzieli, że Pan zstąpił teraz do Otchłani, tam, gdzie ich dawni współbracia z Księciem Ciemności związali dusze ludzkich praojców.

Wiedzieli, że Pan zstąpił teraz w najgłębsze dno śmierci, stając w jednym szeregu z tysiącami synów człowieczych – tych, którzy byli i którzy nadejdą.

Wiedzieli, że Pan wkrótce powróci.

Czekali.

STACJA XIII

J e z u s  z d j ę t y  z  K r z y ż a  i  z ł o ż o n y  w  r a m i o n a  M a t k i

Za 12,10 b -12a
10b. Będą patrzeć na tego, którego przebili, i boleć będą nad nim, jak się boleje nad jedynakiem, i płakać będą nad nim, jak się płacze nad pierworodnym.
11. W owym dniu będzie wielki płacz w Jeruzalem, podobny do płaczu w Hadad-Rimmon na równinie Megiddo. 12. I płakać będzie cały kraj i każda rodzina oddzielnie.
Dn 13,35
35. Ona zaś płacząc spoglądała ku niebu, bo serce jej było pełne ufności w Panu…

Wielki płacz i wielka boleść.

Siedem mieczy przebiło serce Matki.

Spełniła się przepowiednia Starca dana młodziutkiej niegdyś Miriam.

Nie ma już Anioła, który by zawołał: „Nie bój się, Maryjo”. Nie ma Józefa, który, oświecony widzeniem, zrozumiał i wsparł. Nie ma wreszcie tego Jedynego i Jego spojrzenia pełnego miłości. Jest ból, pustka i pełne niechęci spojrzenia tłumu, sąsiadów, znajomych. Jeszcze szloch Magdaleny. Jeszcze silne ale drżące ramiona Jana – ale to nie to samo, nie to samo…

Trzyma na kolanach Ciało, jak niegdyś w Betlejem. Ale On już nie potrzebuje matczynej opieki.

– Cóż Ci dam, Synku… – pytają bezgłośne wargi.

Jedynie nadzieja pozostaje. I wiara mocna, doświadczona przez życie całe, przez wiele boleści i lata samotności.

Wiara, że to nie koniec.

Wierzysz?

STACJA XII

J e z u s  u m i e r a  n a  K r z y ż u

J 10, 17-18
17. Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je potem znów odzyskać. 18. Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać.
Łk 23, 44-46
44. Było już około godziny szóstej i mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. 45. Słońce się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się przez środek.
46. Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego. Po tych słowach wyzionął ducha.

Mam moc – mówi Chrystus – oddać życie i mam moc je znów odzyskać. Czyż mając do dyspozycji takie możliwości nie zrezygnowalibyśmy z cierpienia? Czyż, gdy możemy wybrać coś łatwiejszego i trudniejszego, nie wybieramy w naszej codzienności właśnie tego, co łatwe?

Męka Jezusa jest świadomą decyzją wynikającą z miłości. śmierć krzyżowa nie jest wynikiem nieprzewidzianego splotu dziwnych okoliczności, społecznych i politycznych. Nauczyciel z Nazaretu wie co czyni. Wiedział już przed wiekami, że szalona miłość do człowieczego prochu może doprowadzić Go pod mur, aż na granicę Otchłani.

Niepojęte…

Syn Boży poddał sie śmierci, ciemnościom i mrokom. Oddał ducha. Wraz z ostatnim krzykiem podporządkował wszystko raz podjętej decyzji. I choć przetoczyła się przez Jego serce pokusa zwątpienia, choć wołał: „Czemuś Mnie opuścił”, to ostatnią myślą zwrócił się na nowo ku Ojcu i Jego miłosiernym dłoniom.

A Bóg Ojciec, jak każdy izraelski patriarcha, rozdarł Swą szatę, rozpaczając po śmierci pierworodnego.

STACJA XI

J e z u s  p r z y b i t y  d o  K r z y ż a

Mt 27,22-25
22. Rzekł do nich Piłat: Cóż więc mam uczynić z Jezusem, którego nazywają Mesjaszem? Zawołali wszyscy: Na krzyż z Nim! 23. Namiestnik odpowiedział: Cóż właściwie złego uczynił? Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli: Na krzyż z Nim! 24. Piłat widząc, że nic nie osiąga, a wzburzenie raczej wzrasta, wziął wodę i umył ręce wobec tłumu, mówiąc: Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego. To wasza rzecz.
25. A cały lud zawołał: Krew Jego na nas i na dzieci nasze.
Hbr 6,6b
6. Krzyżują bowiem w sobie Syna Bożego i wystawiają Go na pośmiewisko.

Każde uderzenie młota to kolejne strumienie Krwi wypływającej z nadgarstków i stóp. Podniesienie Krzyża również wywołuje nieopisany ból, potęgowany przez okrzyki kapłanów i uczonych w Piśmie. Spieczone usta, a w nich język jak kawałek drewna. Powieki zlepione Krwią.

Ból.

Kto jest temu winien?

Judasz? Sanhedryn? Piłat?

– My. Ja i Ty.

To my krzyżujemy wciąż Bożego Syna. To my nie umiemy żyć mocą zmartwychwstania. To my poddajemy się niewierze poszukując uspokojenia w grzechu. To my odrzucamy przyjaźń Boga. To my traktujemy Jego przebaczenie jak coś, co nam się święcie należy. To my żądamy chrztu dla naszych dzieci, ślubu, a najbardziej pogrzebu z błogosławieństwem Jego Ciął, czyli Kościoła. To my śmiało zdradzamy siebie, oszukujemy, zabijamy słowem zuchwale sądząc, że On nam to wszystko odpuści. To my czynimy z Jego Męki pośmiewisko, zgadzając się na niezliczone profanacje Jej znaku. To my, zakosztowawszy raz słodyczy bycia z Nim porzucamy Go na rzecz człowieka, ciała czy żądzy.

To moja, to Twoja ręka wbija gwóźdź w nadgarstek Boga.

STACJA X

J e z u s  z  s z a t  o b n a ż o n y

1 Kor 11,23-30
23. Ja bowiem otrzymałem od Pana to, co wam przekazałem, że Pan Jezus tej nocy, kiedy został wydany, wziął chleb 24. i dzięki uczyniwszy połamał i rzekł: To jest Ciało moje za was wydane. Czyńcie to na moją pamiątkę!
25. Podobnie, skończywszy wieczerzę, wziął kielich, mówiąc: Ten kielich jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej. Czyńcie to, ile razy pić będziecie, na moją pamiątkę! 26. Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pańską głosicie, aż przyjdzie.
27. Dlatego też kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej. 28. Niech przeto człowiek baczy na siebie samego, spożywając ten chleb i pijąc z tego kielicha. 29. Kto bowiem spożywa i pije nie zważając na Ciało Pańskie, wyrok sobie spożywa i pije.
30. Dlatego to właśnie wielu wśród was słabych i chorych i wielu też umarło.

Nagie Ciało pokryte strużkami Krwi. Wywyższone na wzgórzu śmierci. Wystawione na spojrzenia przechodzących. Wydrwione. Upokorzone.

Wcześniej dał Swoje Ciało i Krew do spożywania na wiek wieków. I choć jest to Ciało chwalebne Zmartwychwstałego i uwielbionego po prawicy Ojca, to jednak cierpi w naszych rękach, ustach i żołądkach. Przecież karmimy się Nim często codziennie. Przecież oglądamy Go regularnie. Przecież ręce kapłanów (i nie tylko) dotykają Go mogąc zrobić z Nim dosłownie wszystko. Czy nas to zmienia? Ile razy doświadczamy siły płynącej z tej jedynej w swoim rodzaju Obecności? Ile razy uświadamiamy sobie, że to nie trochę mąki z wodą, ale Bóg Jedyny?

Czyż często nie zbliżamy się do granicy, o której mówi Paweł, pisząc o spożywaniu i piciu wyroku na samych siebie?

Jedyna szata, jaka okrywa Skazańca na Golgocie to purpura Krwi. Jedyna korona to ta cierniowa. Sztandarem Pana jest szubienica – Krzyż. Insygniami – Jego rany.

Eucharystia jest nierozerwalnie związana z cierpieniem i ofiarą. A On woła – Czyńcie to na moja pamiątkę!

Naśladować Go?!

« Older posts Newer posts »

© 2026 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑