Światło życia

Blog ks. Jacka Gomulskiego

Page 11 of 134

Zazdrość i gniew Jonasza.

Rekolekcje zimowe 2020/Medytacja V

Znamy historię Jonasza, któremu Pan kazał iść do Niniwy, aby ją upomnieć. Wiemy, że świeżo upieczony prorok nie chciał iść za bożym poleceniem i wsiadł na statek w zupełnie przeciwną stronę (Tarszisz oznacza klejnot, coś cennego. Wychodzi na to, żę Bóg nie chciał dla Jonasza błyskotek, kariery, bogactw. A Jonasz?…). 

Po wyrzuceniu przez marynarzy (Cóż za wymowny znak – być odrzuconym bo Twoja obecność jest przeżywana jako zagrożenie! Miałaś tak? Co to w Tobie wywołało? A może odrzucenie przez kogoś wrzuciło cię w fale pożądań, namiętności, grzechu? A może to Ty kogoś tak wyrzuciłaś za burtę swojego serca? Może nawet miałaś na to dobre uzasadnienie, jak marynarze na statku płynącym w stronę Tarszisz, którzy – jako typowi mężczyźni – musieli mieć teorię na poparcie swych działań… lepszą lub gorszą, ale zawsze jakąś…) do morza zostaje pochłonięty przez wielką rybę, niczym jakąś otchłań, jakiś mrok i samotność. 

Kiedy Jonasz modli się przez trzy dni i noce we wnętrznościach ryby, nie słychać w tonie jego wołania ani jednej nuty gniewu, czy skargi. Wydaje się, że niedoszły prorok przyjmuje swoje powołanie – po wyjściu (hmm, exodusie, hmm, uwolnieniu…) z brzucha morskiego potwora idzie do Niniwy i głosi jej orędzie nawrócenia. Mieszkańcy grzesznego miasta przejęli się wezwaniem i poddali się pokucie, co sprawiło, że Pan zdecydował się ich nie karać.

Wydawałoby się, że Jonasz winien teraz wyśpiewać hymn uwielbienia Boga, za ten widomy znak miłosierdzie. Tak się jednak nie dzieje – Jonasz jest pełen gniewu, a może także i zazdrości…

Nie podobało się to Jonaszowi i OBURZYŁ SIĘ. Modlił się przeto do Pana i mówił: «Proszę, Panie, czy nie to właśnie miałem na myśli, będąc jeszcze w moim kraju? Dlatego postanowiłem uciec do Tarszisz, bo wiem, żeś Ty jest Bóg łagodny i miłosierny, cierpliwy i pełen łaskawości, litujący się nad niedolą. Teraz Panie, zabierz, proszę, duszę moją ode mnie, albowiem lepsza dla mnie śmierć niż życie». Pan odrzekł: «Czy uważasz, że słusznie jesteś oburzony?» (Jon 4,1-4)

Jego, Jonasza, Bóg ścigał, dopuścił upokorzenie, udręczenie, może jakieś wielkie pokusy, czy grzechy nawet, jakie symbolizuje wielka ryba. Jonaszowi Bóg jawi się jako sprzeczność, której w swej małoduszności nie pojmuje – bezwzględny i łagodny jednocześnie! Jonasz nie rozumie, czemu jego życie było tak trudne, pełne przeciwności, a Niniwici, którzy pewnie jeszcze porządnie używali uciech życia (każdy grzech wiąże się z jakimś rodzajem przyjemności) otrzymują wybaczenie. Jak to?! Nie będą cierpieć? Gdzie tu sprawiedliwość?!

Pomijam tu, że Jonasz jest maksymalnie skupiony na sobie, na swojej krzywdzie, swojej misji, swoim trudzie jej wykonywania. Dla niego nie liczą się Niniwici i ich dobro, ale to, co on doświadczał, i czego – we własnym mniemaniu – doświadczać powinien, choćby satysfakcji z cierpień grzeszników. On cierpiał, oni też powinni.

Na co się oburzasz? Czego ostatnio zazdrościłaś innym? Rzeczy, uczuć, jakichś ułatwień w życiu?

Jonasz jest zły – zarówno na Niniwitów, jak i na Boga. Pan zakwestionował wszelkie schematy, jakimi Jonasz się żywił, i te odnoszące się do samego Boga, do Jego sposobu działania, do Jonaszowej pobożności (wychodzi bowiem na to, że modlitwa Jonasza była pewnym udawaniem, jego stosunek do Pana nie był prawdziwy) do idei kary za grzech, do tego czym jest surowość, sprawiedliwość i miłosierdzie. Wydaje się jednak, że prorok (to ciekawe – można być prorokiem głosząc Słowo Boże bardziej swoimi wpadkami, aniżeli promieniowaniem świętości moralnej!) jeszcze tkwił w swoich chorych wyobrażeniach światopoglądowych – trzyma swe emocje na wodzy, chowa je skrzętnie na dnie duszy, niczym w brzuchu wieloryba, chce grać porządnego człowieka, któremu nie wypada okazać prawdy o swoim wnętrzu.

Jonasz wyszedł z miasta, zatrzymał się po jego stronie wschodniej, tam uczynił sobie szałas i usiadł w cieniu, ABY WIDZIEĆ CO BĘDZIE SIĘ DZIAŁO w mieście (Jon 4,5).

Chęć ujrzenia klęski Niniwitów musi być w Jonaszu olbrzymia, skoro mimo przyjęcia przez Boga pokuty grzesznych mieszkańców miasta, prorok, buduje sobie szałas, jakby oczekując, że “będzie się działo”. Zupełnie, jakby myślał: “Kiedy im przejdzie? Kiedy pękną i darują sobie to nawracanie?” Odsłania to złośliwość serca Jonaszowego i chęć postawienia na swoim.

A Pan Bóg sprawił, że krzew rycynusowy wyrósł nad Jonaszem po to, by cień był nad jego głową i żeby mu ująć jego goryczy. Jonasz bardzo się ucieszył [tym] krzewem. Ale z nastaniem brzasku dnia następnego Bóg zesłał robaczka, aby uszkodził krzew, tak iż usechł. A potem, gdy wzeszło słońce, zesłał Bóg gorący, wschodni wiatr. Słońce prażyło Jonasza w głowę, tak że osłabł. Życzył więc sobie śmierci i mówił: «Lepiej dla mnie umrzeć aniżeli żyć». Na to rzekł Bóg do Jonasza: «Czy słusznie się oburzasz z powodu tego krzewu?» Odpowiedział: «SŁUSZNIE GNIEWAM SIĘ ŚMIERTELNIE!». (Jon 4,6-9)

Teraz tłumiony wcześniej gniew Jonasza, jego złość, zazdrość i furia wybuchły na całego! To ci okropni, grzeszni Niniwici dobrze się mają, a on, posłuszny w końcu Bogu, cierpi aż do osłabienia! Im się wiedzie a jemu nie! Im Pan błogosławi (i tu pewnie Jonaszowa wyobraźnia podsunęła szereg sytuacji, w jakich mieszkańcy Niniwy korzystają z radości życia) a jego wciąż doświadcza! Gdy jemu Pan dał choć trochę tych możliwości, jakie mają Niniwici! Ale nie, jemu Pan zsyłą tylko same przeciwności! Jak tu żyć… I tak Jonasz popada z gniewu w histerię, panikę i stan depresyjny… Nie chce już żyć…

Jonasz pewnie zrozumiałby się w tym momencie zarówno z pełnym strachu i niechęci do życia Eliaszem na pustyni, jak i starszym bratem z Jezusowej przypowieści o miłosiernym ojcu. Jest pełen pretensji do Boga, do życia, przeżywa olbrzymią złość, poczucie odrzucenia (znowu!), zawiść wobec “tych, którym się udało”, totalne mijanie się z Bogiem, poczucie niezrozumienia, samotność.

W którym z odruchów serca Jonasza odnajdujesz siebie? 

Mogłoby się wydawać, że uschnięcie krzewu, który daje cień, czy samo istnienie małego robaczka, to zbyt błahe powody, żeby wybuchnąć taką złością. Ale… Nie zdarzało to ci się? A może i takie wydarzenia udało Ci się zepchnąć w otchłań podświadomości, bo przecież… Nie wypada tak myśleć, czy czuć… A potem było kolejne drobne zdarzenie i niekontrolowany wybuch… 

W księdze Estery czytamy o wielkim doradcy króla Aswerusa, Hamanie, który był bardzo czuły na punkcie szacunku do własnej osoby:

Wszyscy słudzy króla, którzy stali w bramie, klękali i oddawali pokłon przed Hamanem, ponieważ taki rozkaz wydał król co do jego osoby. A Mardocheusz nie klękał i nie oddawał pokłonu. Wtedy stojący w bramie słudzy królewscy powiedzieli Mardocheuszowi: «Dlaczego przestępujesz polecenie króla?» Mówili do niego tak codziennie, ale on ich nie słuchał. Powiedzieli więc Hamanowi, aby się przekonać, czy trwałe będą postanowienia Mardocheusza, ponieważ wyznał im, że jest Żydem. I zauważył Haman, że Mardocheusz nie klękał i nie oddawał pokłonu, i napełnił się Haman GNIEWEM. (Est 2,1-5)

W tym gniewie Haman był podobny do swego Pana, który oddalił swą żonę Waszti, bo nie oddawała mu należnego szacunku… Urażony zachowaniem Mardocheusza Haman znalazł posłuch u króla i namówił go do wytępienia wszystkich Żydów. Jeden pyszałek, przewrażliwiony na punkcie swej domniemanej wielkości zrozumiał się z drugim. Ich złość i poczucie urażenia zaowocowały dosłownie morderczym gniewem.

Dzięki miłości i pokorze Estery król mógł znaleźć wyjście z dławionych go pysznych odczuć i gniewu. Jej nieudawana słabość i brak fałszywej dumy ujęły serce Aswerusa. Haman nie miał takiej szansy. Gniew go zgubił.

Jonasz zaczyna bowiem dopiero wtedy prawdziwie rozmawiać z Bogiem, gdy czuje się przyciśnięty „do muru” i rozgniewany, gdy niszczący ogień doświadczenia wydobywa się na zewnątrz. Można odnieść wrażenie, że dopiero gniew doprowadził do tego, że Jonasz zaczął rozmawiać z Bogiem, a nie tylko „czytać” modlitwy. W tym miejscu Księga się urywa, gdyż autor niewątpliwie chciał dać do zrozumienia, że celem tych wszystkich nieprawdopodobnych doświadczeń i głębokiego oburzenia proroka jest doprowadzenie do rozmowy z Bogiem, czyli do dialogu, nawiązania kontaktu, do spotkania. Bogu tak bardzo zależy na relacji z człowiekiem, że dopuszcza takie wydarzenia, na które będziemy tak rozgniewani, że w końcu zwrócimy się do Niego. Niekiedy żadne inne uczucie nie daje nam takiej możliwości. Jeśli agresja daje człowiekowi przystęp do Boga, On ją zaryzykuje, byleby tylko stanąć jak najbliżej nas. Przypomnijmy, że słowo „agresja” pochodzi od łacińskiego aggredi, co oznacza, „podchodzić bliżej, zwracać się do kogoś” i może być przeciwstawiona… regresji, czyli cofaniu się! Ale jeśli nawet tak nie jest, to Bogu zależy też na tym, abyśmy nie ukrywali złości w swoich wnętrzach. Bóg nie chce, aby jego wybrańcy byli magazynami złości, bo to ich przecież niszczy. Złość nie jest zdrowa, jeśli się ją przechowuje zbyt długo w sercu. (O. Augustyn Pelanowski)

Jonasz został przez Boga postawiony w sytuacji, w której musiał skonfrontować się z prawdą o sobie. Musiał zderzyć się z falami zła, zazdrości, gniewu i przeróżnych nieuporządkowanych uczuć w samym sobie. Nie widział, że Panu zależy tak samo na nim, jak i na mieszkańcach Niniwy. Nie dostrzegł, że jest takim samym grzesznikiem jak i oni. Nie umiał przyjąć tego do siebie i wyciągnąć pokornych wniosków. Nie umiał zauważyć w trudnych wydarzeniach życia Bożej miłości! Nie umiał… Nie chciał… Nie było to dla niego tak ważne jak on sam! Bóg dokonywał powolnej detronizacji jedynego prawdziwego bożka Jonasza – jego samego.

Być może przelewają się przez twoje serce niuporządkowane fale emocji, a Bóg tak, jakby wrzucał Cię w nie samego, raz za razem. Nikt tego nie rozumie, co się w Tobie dzieje, a Tobie także trudno przychodzi mówienie o tym. Być może nawet wciąż się nie możesz przyznać do własnych gniewów i zawiści.

Wypowiedz Panu na co się gniewasz? Kogo “poczęstowałaś” swoimi wybuchami, złościami, irytacjami ostatnio? Powiedz Bogu o tych sytuacjach! Komu zazdrościsz? Wydobądź na światło Pana te osoby, sytuacje, rzeczy, sprawy! Nie daj się zwodzić myślom, że to nieważne, głupie, dziecinne, nieistotne! Nazwij je przed Bogiem! Miej odwagę, jak Jonasz powiedzieć: “Słusznie gniewam się śmiertelnie”, choć brzmi tak niedojrzale. Przecież może być to prawdą o Tobie, że wciąż jesteś niedojrzała… Może korzenie tej nieustannej dziecinności tkwią bardzo głęboko, a Ty nie masz tak naprawdę ochoty, aby je wyrwać.

Cóż…

Przydałby się jakiś “robaczek”, który by je podgryzł…

Ogień nieczystości (Syr 23,16-21)

Dwa rodzaje ludzi mnożą grzechy,
a trzeci ściąga
GNIEW karzący:
NAMIĘTNOŚĆ gorąca, jak OGIEŃ płonący,
nie zgaśnie, aż będzie zaspokojona;
człowiek NIECZYSTY wobec swego ciała,
nie zazna spokoju, aż go ogień spali;
ROZPUSTNIK, dla którego każdy chleb słodki,
nie uspokoi się aż do śmieci.
Człowiek popełniając cudzołóstwo
mówi do swej duszy: «Któż na mnie patrzy?
Wokół mnie ciemności, a mury mnie zakrywają,
nikt mnie nie widzi: czego mam się lękać?
Najwyższy nie będzie pamiętał moich grzechów».
Tylko oczy ludzkie są postrachem dla niego,
a zapomina, że oczy Pana, nad słońce

dziesięć tysięcy razy jaśniejsze,
patrzą na wszystkie drogi człowieka
i widzą zakątki najbardziej ukryte.
Wszystkie rzeczy są Mu znane, zanim powstały,
tym więc bardziej – po ich stworzeniu.
Takiego [człowieka] spotka kara na ulicach miasta,
tam gdzie nie będzie się spodziewał niczego
– zostanie schwytany. (Syr 23,16-21) 

Pierwszy rodzaj tekst natchniony nazywa “gorącą namiętnością”, a odnosi się do pożądania osób, emocji, bliskości, władzy nad drugim. Jest ona „jak ogień płonący”, nie zgaśnie, póki nie będzie zaspokojona. 

Co Cię rozpala – praca, pasje, myśl o jakichś rzeczach, czy może właśnie myśli o ciele drugiej osoby? 

Podobnie będzie z drugim rodzajem nieczystości, czy też może etapem, który jednak skierowany jest bardziej do własnego ciała – masturbacją i pornografią. Jako łatwy rodzaj dawania sobie tak bardzo potrzebnego przeżycia, które dotyka głodu czułości, intymności a jednocześnie daje rozładowanie i (krótkotrwałe) poczucie rozluźnienia – wciąga coraz bardziej, spala i wypala człowieka, jego siły życiowe, zostawiając swoiste wypalenie. 

Czy doświadczasz w swoim życiu czułości i delikatności od drugiego człowieka? Tęsknisz za tym?

Te dwa pierwsze rodzaje nieczystości wprowadzają na ścieżkę nawyku, a co za tym idzie nałogu. Do zejścia z tej drogi potrzebne jest współdziałanie Łaski i wytrwałości człowieka.

Jakie chore nawyki lub nałogi paraliżują Twoją duszę? Ukonkretnij je przed Obliczem Pana.

Dwa rodzaje ludzi mnożą grzechy,
a trzeci ściąga GNIEW karzący… (Syr 23,16)

Trzeci rodzaj nieczystości ściąga na siebie karę bożą, a odnosi się do rozpusty, czyli wyjścia z nieczystością w stronę drugiego człowieka. To już nie wyobrażenia, nie smakowanie grzechu poprzez wzrok, ale generowanie „realnego kontaktu”. Zaiste, w tym „każdy chleb jest słodki”, drugi człowiek (a zwłaszcza jego ciało)  jest sprowadzany do przedmiotu – staje się dostarczycielem wrażeń, emocji i satysfakcji. Może dziać się tak zarówno w przelotnym romansie, flircie, jak i dłużej trwającym związku, opierającym się na dawaniu sobie nawzajem seksualnego przeżycia, a także w chorych poszukiwaniach seksualnych “spełnień”. Kto raz wejdzie na tę drogę „nie uspokoi się aż do śmierci”. 

Można trwać w rozpuście będąc jednocześnie w małżeństwie i nie wchodzić w zdradę. Można “używać” własnej żony do realizacji swoich fantazji, chorych pomysłów, albo sprowadzić relację małżeńską jedynie do aspektu seksualnego. Jak to wygląda u Ciebie?

Zły zaciemnia poznanie rozpustnika i zapomina on, że:

Oczy Pana, nad słońce,
dziesięć tysięcy razy jaśniejsze,
patrzą na wszystkie drogi człowieka
i widzą zakątki najbardziej ukryte.
Wszystkie rzeczy są Mu znane, zanim powstały,
tym więc bardziej – po ich stworzeniu. (Syr 23,19-20)

Pamiętajmy też, że Bóg dopuszcza różnorakie formy upokarzających zniewoleń ku nawróceniu człowieka. W Liście do Rzymian czytamy, że odrzucenie Boga poprzez nieoddawanie Mu czci i brak wdzięczności otwiera człowieka na kult grzechu i celebrowanie własnych namiętności. Dlatego Bóg dopuszcza zniewolenie, aby otworzyć drogę ku nawróceniu. (Por. Rz 1,24-28)

Czy oddajesz Bogu chwałę uwielbiając Go na modlitwie oraz uznając prawdę o sobie?

Skoro jest napisane, że Pan widzi to, co najbardziej ukryte, skoro wszystko jest Mu znane zanim powstało, to zna także przyczyny grzesznych zachowań ludzkich i może w nie wkroczyć. Może wskazać chore miejsca nawet tam, gdzie nie zajrzy ludzka świadomość. Może naprowadzić na korzenie choroby, jaka nas toczy, abyśmy Mu te korzenie oddali w modlitwie. Może oświetlić naszą pamięć, wspomnienia, utarte sposoby radzenia sobie z naszymi głodami i brakami. Byle starać się rozpoznane miejsca Jemu nazywać, Jemu oddawać, zanurzać w drogocennej Krwi Chrystusa, aby prosić o ogień inny, aniżeli ten z namiętności – o ogień Ducha Św. Ten ogień oczyszcza to, co nieczyste!

Tylko żar Ducha Św. może nauczyć człowieka bliskości z Bogiem, a przecież o brak autentycznej bliskości tu idzie. O głęboki głód akceptacji i poddania się Komuś, kto nas w owym podporządkowaniu nie zdepcze, nie zgnoi, nie zawiedzie. Komuś, przed kim odnajdziemy się jako pokorne dzieci, nie szukające dróg wyniosłości. W jaki sposób prosisz o to Pana?

Z kajdan grzechu do otwartych ramion Ojca! Z więzów nałogu do karności, jaką niesie mądrość! Z rózgi szatana do rózgi Chrystusa!

Któż zastosuje RÓZGI NA MOJE MYŚLI,
a do serca mego – KARNOŚĆ MĄDROŚCI,
by nie oszczędzić mnie w moich błędach,
nie przepuść moich grzechów,
aby się nie mnożyły moje winy
i aby moje grzechy się nie wzmagały;
abym nie upadł wobec przeciwników
i nie sprawił uciechy mojemu wrogowi?
Panie, Ojcze i Boże mego życia,
nie dawaj mi wyniosłego oka,
a ŻĄDZĘ ODWRÓĆ ODE MNIE!
Niech NIE PANUJĄ NADE MNĄ

żądze zmysłowe i grzechy cielesne,
nie wydawaj mię

bezwstydnej namiętności! (Syr 23,1-6)

W Apokalipsie jest napisane o Chrystusie, że będzie On pasł narody rózgą żelazną. Uderzenie takiej rózgi łamie twarde karki i wykoślawione dusze, źle zrośnięte, krnąbrne i zatwardziałe w złości i lęku. Takie złamanie nie jest jednak nieszczęściem, choć jest jakimś bólem. Karcenie Jezusa jest zawsze pełne duchowej radości wypływającej z przeżycia uwolnienia od siebie samego, a właściwie od swego skrzywienia duchowego. Rózga się nie złamie, ale pod nią musi się złamać ludzka pycha.

Czy błagasz Pana o rózgę Jego karności? Jakie tego typu rózgi – swoiste boże narzędzia wychowawcze – widzisz w swoim życiu? Mogą to być jakieś wydarzenia, sprawy – a może ludzie postawieni na Twojej drodze. A może odrzuciłeś taką propozycję wychowania Cię przez Pana?

O skarbie i nienasyceniu. (Mt 6,19-21)

Rekolekcje zimowe 2020/Medytacja III

Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. (Mt 6,19)

Co zbierasz? Co zagarniasz do siebie i dla siebie? Ludzi, emocje, przedmioty? Co gromadzisz? 

Mól i rdza niszczą – dosłownie “powodują zanik”. To co zgromadzisz na ziemi, prędzej czy później zniknie. 

Bogactwo wasze zbutwiało, szaty stały się żerem dla moli… (Jk 5, 2)

W wieczność przeniesie się coś zupełnie innego – miłość, wolny czyn uczyniony z ofiarnej miłości. Popatrz na dzisiejszy dzień – widzisz takie czyny? 

W grece rzeczownik przetłumaczony przez polski wyraz “rdza” oznacza również jedzenie, pochłanianie – bądź co bądź mówimy, że rdza coś pożera. Zauważ więc, że pozwalasz, aby rdza pożarła coś materialnego, coś co jest dla ciebie tak cenne, że sam chcesz to zjeść, tym się nasycić. Każdy przedmiot, którym chcesz się “najeść” pożre ktoś inny. Co więc jesz, albo mocniej – co pożerasz?

Nadmierna konsumpcja oznacza nienasycenie, nieustanne pragnienie – uczuć, rzeczy, ludzi, wrażeń. Przypomnij sobie, co Pan powiedział nienasyconej Samarytance:

Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem tryskającym ku życiu wiecznemu (J 4,13–14). 

A powiedział to przy studni, w miejscu gdzie nie tylko można znaleźć wodę, ale także w miejscu, gdzie nawiązywano miłosne znajomości. Dał przez to do zrozumienia, że każde nasze pragnienie bierze swój początek w głodzie miłowania. Czy umiesz odnaleźć ten mechanizm odwiecznego głodu miłości u siebie? Po czym go rozpoznajesz?

Niektórzy tak mocno zepchnęli to pragnienie w głąb swej świadomości, że żyją na co dzień w zimnej obojętności wobec każdego człowieka. Głód odzywa się jednak w innych pragnieniach – im bardziej uporczywych, absolutnych lub wyuzdanych, chorych, tym mocniej wskazujących na ogrom wewnętrznego braku.

Każda próba zaspokojenia tego pragnienia jest jak wypicie oceanu – zachłysnę się lub utopię, ale celu nie zrealizuję. Tylko On może nasycić! 

Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem (J 6,55).

Ponieważ przeżywasz Eucharystię bez refleksji, bez świadomości Daru, bez pamięci, że karmisz się Kimś konkretnym, Osobą – dlatego wciąż chorujesz na nienasycenie.

Uświadom sobie na nowo, że jesz Jego Ciało! Ty, który jesteś żądny tylu wrażeń, czy rzeczy, czy smaków – jesz Jego Ciało!

Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną. Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje (Mt 6,19-21).

Pan mówi najpierw o czynnikach naturalnych mogących dokonać zniszczenia (mól i rdza) rzeczy materialnych, a potem o ludzkich działaniach (złodzieje). Nietrwałość tego, na czym nam zależy jest podwójna – wynika z naturalności przemijania i z działań drugiego człowieka. Zawsze jednak będzie chodzić o niemożność skontrolowania (a co za tym idzie – nasycenia się) rzeczy, przeżyć, doświadczeń.

Dosłownie jest powiedziane o złodziejach nie tyle, że się włamują, co “podkopują się” w domyśle “pod progi domostw”. Właśnie tam bywały zakopywane rzeczy cenne. Miejsce pod progiem to ówczesny sejf. 

Gdzie jest Twój skarb? O co się trzęsiesz, troszczysz, boisz, że stracisz? Na ile się karmisz posiadaniem tego skarbu? 

Skarb w niebie jest wyjęty spod prawa przemijalności i zniszczenia. Niebo to najpewniejszy sejf i bank zarazem. Pomyśl nad takimi Twoimi uczynkami, które tam, w Domu Ojca, są witane z radością pośród aniołów. Kojarzysz takie?

Tak samo, mówię wam, radość wzbiera wśród aniołów Boga z powodu jednego nawracającego się grzesznika. (Łk 15,10)

Pragnienie skarbu – bogactwa, bezpieczeństwa, obfitości jest w nas wpisane, tyle, że czynimy z niego karykaturę. Potrzeba było Wcielania, aby Ktoś ukierunkował te nieuporządkowane porywy ciał i serc.

Potem Jezus, świadom, że już wszystko się dokonało, aby się wypełniło Pismo, rzekł: Pragnę. (J 19,28)

W pragnieniu Ukrzyżowanego zawierają się wszystkie nasze chore pragnienia. On je wziął na krzyż i przybił do drzewa. Możesz Mu je oddać, jedno po drugim, od najpospolitszych po najbardziej chore. Za każdym razem Pan chce je przemienić w pragnienie miłości – doprowadza każde pożądanie do istoty rzeczy, do miłości Ojca.

Na polu próżniaka – lenistwo.

Szedłem koło POLA PRÓŻNIAKA i koło WINNICY NIEROZUMNEGO: a oto wszystko zarosło POKRZYWĄ, CIERNIE całą powierzchnię pokryły, KAMIENNY MUR jest rozwalony. Zwróciłem uwagę, spojrzałem, zobaczyłem i wyciągnąłem naukę: [jeszcze] trochę SNU i trochę DRZEMKI, trochę ZAŁOŻENIA RĄK, aby spocząć, a przyjdzie na ciebie nędza jak ktoś bezczelny i niedostatek jak rozbójnik (Prz 24,30–34).

Pole to miejsce pracy, coś co daje pokarm utrzymujący przy życiu Ciebie i Twoich bliskich – możesz to rozumieć także w sensie duchowym. Pole próżniaka jest zaniedbane, wyjałowione, nieowocne, martwe. 

Może przestrzeń Twojej pracy już nie przynosi owocu, bo nie angażujesz się w ten trud tak, jak niegdyś. I bynajmniej nie chodzi o nawrót pracoholizmu, ale odnalezienie w sobie chęci do walki, do ścierania się, do zmagań. 

Możesz też pomyśleć o pracy nad sobą, o zmaganiach nad własnymi wadami, o trudzie wypracowywania w sobie cnót. Jeśli już to sobie odpuszczasz, to nie dziw się, że nie przynosisz owocu i doświadczasz – duchowo, emocjonalnie i intelektualnie – obumierania i wegetacji.

W języku polskim mówimy także o polu walki. Pomyśl czy o coś jeszcze (albo w ogóle) walczysz w życiu? Na czymś Ci na tyle zależy, aby zaryzykować swój czas, siły, wygodę? A może trawi Cię lęk o utrzymanie tego, co już masz, lub zostało Ci dane?

Pole próżniaka to także obraz duszy człowieka zapatrzonego w siebie, egoisty, który nie pozwala innym nacieszyć się owocami swej pracy, sobka, który nikogo nie wspomaga, nie zdobywa więc skarbów w niebie. Z pola bowiem, podczas żniw, biedni zbierali pozostałe kłosy. Uczynkiem miłosierdzia zaś było na to pozwolić. Tak się stało w przypadku Rut, której Booz kazał nawet pozostawiać najlepsze kłosy i namawiał ją, aby nie chodziłą na inne pole. Zaowocowało to nie tylko pokarmem dla głodnej Rut i jej teściowej, ale także małżeństwem Booza i Rut, odnalezieniem przez nich i Noemi sensu życia, oraz potomstwem – a w konsekwencji życiem Dawida i samego Mesjasza. 

Jakie skutki może przynieść Twoja niechęć do wysiłku, pracy, zmagań ze sobą?

Komu pozwalasz spożywać z twego pola, z owoców twego trudu?

Pamiętaj, że to, co masz, może zostać Ci odebrane…

Syjon zostanie ZAORANY JAK POLE… (Jr 26,18)

SPUSTOSZONE JEST POLE, w żałobie jest ziemia, bo zniszczone jest zboże, wysechł moszcz, zwiędło drzewo oliwne. (Jl 1,10)

Bóg nie chce, abyś zmarnował(a) swoje pole. Będzie wszystko robił, aby dać Ci do zrozumienia, że Twoim powołaniem jest uprawiać, to co Ci powierzył. Dlatego też pojawiają się trudności, zwłaszcza gdy wpadasz w bylejakość, dlatego Pan dopuszcza przykre konsekwencje Twoich zaniedbań. Dlatego zniszczone jest Twoje zboże (o ile może wyrosnąć coś na polu próżniaka) – nie czujesz smaku życia, zaczyna brakować Ci pokarmu i sił witalnych. Dlatego nie masz oliwy – narzędzi do zdobywania światła bożego, umiejętności czytania Słowa, zrozumienia swej sytuacji życiowej. Oliwa to także środek łagodzący powstałe na skórze rany i pęknięcia. Kiedy nie masz oliwy, to życie bardziej Cię boli, mocniej odczuwasz wszelkie trudne sytuacje, szybciej atakują Cię bakterie i wirusy grzechu, spada Twoja odporność na pokusy. Miałabyś to wszystko, gdybyś nie rezygnowała z trudu uprawy… Uważaj, bo pole żyznej ziemi, jaką miałaś uczynić sobie poddaną, może zamienić się w Pole Krwi, Hekeldamah, które przyda się jedynie do grzebania cudzoziemców lub zdrajców… 

Rzuciwszy srebrniki w stronę przybytku, oddalił się. A potem poszedł i powiesił się. Arcykapłani zaś wzięli srebrniki i orzekli: Nie wolno kłaść ich do skarbca świątyni, bo są zapłatą za krew. Po odbyciu narady kupili za nie Pole Garncarza, na grzebanie cudzoziemców. Dlatego pole to aż po dziś dzień nosi nazwę POLA KRWI. (Mt 27,5-8)

Rozniosło się to wśród wszystkich mieszkańców Jeruzalem, tak że nazwano ową rolę w ich języku HAKELDAMACH, to znaczy: POLE KRWI. (Dz 1,19)

***

Winnica to przestrzeń Twojej posługi, służby innym i Bogu. Winnica nierozumnego jest źle uprawiana, niezgodnie z logiką, zasadami, porami roku itp. Nie daje ona dobrego wina. Lepiej ją wyciąć, bo nie nadaje się do niczego. Albo lepiej odebrać ją głupcowi, aby nie kalał dobrych szczepów winnych. 

Młode wino w smutku, WINNICA PODUPADŁA, wzdychają wszyscy ludzie wesołego serca. Ustała wesołość bębenków, ucichła wrzawa hulających, umilkł wesoły dźwięk cytr. Nie piją wina wśród pieśni, sycera gorzknieje pijakom. (Iz 24,7-9)

Podupadła winnica także obraz braku troski o własną duszę, niechęć do trwania w winnym krzewie, jakim jest Pan, letniości życia duchowego. Nierozumny nie troszczy się o to, aby wydobywać z zasadzonych we własnej duszy owoców, które Pismo nazywa owocami Ducha św. Rosną przecież w Tobie szczepy winne sakramentów, dawana jest Ci łaska, przyjmujesz Eucharystię, Pojednanie, a u korzenia Twej winnicy jest Chrzest i Bierzmowanie. Wzmocniono Cię także sakramentem małżeństwa! Bóg w ten sposób wszczepił Cię w Swego Syna, w Jego Mistyczne Ciało – Kościół. Głupota polega na zaniedbaniu tych darów, na nie ustrzeżeniu ich, na wpuszczeniu wilków i zbójców do winnicy serca, na nieprzyjmowaniu przycinania jej pędów.

Jak dbasz o winnicę duszy i owoce, jakie ma sprawić w Tobie łaska sakramentów? Jak smakuje Twoje wino? Czy wlewasz je do nowych bukłaków, czy Ci się nie chce i kurczowo trzymasz się starych nawyków i schematów nie pozwalając działać Duchowi? 

Postaraj się przyjąć Słowo, którym Pan Cię karmi w tym czasie. Zadaj sobie trud przekroczenia własnego lenistwa, niechęci do modlitwy i medytacji. Wzbudź w sobie lat wiary w działanie Pana, bo to właśnie niewiara i bałwochwalstwo stoi u podstaw grzechu lenistwa, zwłaszcza duchowego. Dziś Bóg daje Ci swoje Słowo i obiecuje, że jeśli za nim podążysz, on przemieni miałkość Twoje codzienności!

Zaiste, podobnie jak ulewa i śnieg spadają z nieba i tam nie powracają, dopóki nie nawodnią ziemi, nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju, tak iż wydaje nasienie dla siewcy i chleb dla jedzącego, tak słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa. (…) ZAMIAST CIERNI WYROSNĄ CYPRYSY, zamiast pokrzyw wyrosną mirty. I będzie to Panu na chwałę, jako znak wieczysty, niezniszczalny! (Iz 55,10-13)

***

Rozwalony kamienny mur to obraz otwartości na pokusy. Nic nie strzeże pola i winnicy. Wskutek lenistwa i gnuśności możesz doprowadzić się takiego stanu, w którym otworzysz się na każdą słabość. Wszelka nieprawość znajdzie posłuch u ciebie. Brakuje wtedy duchowej ochrony przed trudem i cierpieniem, przed ludzką niegodziwością i nienawiścią diabła.

Rozbity mur z kamieni to także symbol pozorów – cóż z tego, że zewnętrznie jesteś pobożna, skoro Twoja pobożność pozbawiona jest mocy! 

Jak możesz na nowo zbudować ochronę wokół swej duszy?

Kiedy nie czytam przez kilka godzin Biblii albo pozwolę sobie zabrać czas na adorację, mam poczucie nieodwracalnej straty, bez względu na to, czy to z mojej winy, czy z winy innych. Dzień bez Mszy Świętej, adoracji, Biblii czy różańca jest otwarciem się na potworność grzechu. (O. Augustyn Pelanowski)

Ale wy, bracia, nie jesteście w ciemnościach, aby ów dzień miał was zaskoczyć jak złodziej. Wszyscy wy bowiem jesteście synami światłości i synami dnia. Nie jesteśmy synami nocy ani ciemności. NIE ŚPIJMY przeto jak inni, ale CZUWAJMY i BĄDŹMY TRZEŹWI. Ci, którzy śpią, w nocy śpią, a którzy się upijają, w nocy są pijani. My zaś, którzy do dnia należymy, bądźmy trzeźwi, przyodziani w pancerz wiary i miłości oraz w hełm nadziei zbawienia. (1 Tes 5,4-9)

Pycha Nabuchodonozora (Dn 4)

Rekolekcje zimowe 2020/Medytacja I
Na motywach rozważań O. Augustyna Pelanowskiego „Umieranie ożywiające”.

(1) Ja, Nabuchodonozor, zażywałem spokoju w swoim domu i radości w swoim pałacu. (2) Miałem widzenie we śnie, które mnie przeraziło. Zaniepokoiły mnie myśli na moim łożu i widziadła [powstałe] w mojej głowie.

Zwróć uwagę na kontrast pomiędzy spokojem i radością a zaniepokojeniem i przerażeniem. Gdzie król doświadczał spokoju i radości? W swoim domu i w swoim pałacu, czyli w miejscach, które miał pod kontrolą. Lęk, myśli niepokojące i widziadła przychodziły wtedy, gdy nie mógł się kontrolować – podczas snu.

Można dążyć do poddania kontroli wszystkiego dookoła siebie – ludzi, pracy, funkcjonowania domu – ale zawsze będą przestrzenie, w których dojdzie do głosu jakaś prawda o nas, miejsca nad którymi nie mamy władzy.

Czy miewasz złe sny i bliżej nieokreślone niepokoje?

Pycha króla łączy się z podkreśleniem jego “ego”. Mówi o “swoim” domu, “swoim” pałacu. Są takie miejsca, które nazywasz swoimi, a jeśli ktoś tego nie uszanuje, niejako “wejdzie” na Twój teren, poprzestawia coś, pozmienia, nie uszanuje ich – wpadasz w złość. Gdy jesteś lepiej wychowany to starasz się to kamuflować, chować w sobie, udawać, tworzyć pozór – wówczas trudniej ci odnaleźć prawdę o sobie, o swej pysze. Być może w ten sposób ukrywasz na dnie serca wiele nie wyznanych grzechów… Być może sumienie odzywa się w Tobie tylko nocą, albo w momentach, gdy się nie kontrolujesz, gdy nikt nie patrzy…

Czy myśli, jakie powstają w Twojej głowie przed snem to widziadła, czy pocieszenia?

Król w czasie snu umierał z lęku, gdyż zobaczył, że jego władza jest co prawda ogromna, ale nie jest umieraniem dla innych i może być mu w każdej chwili zabrana przy pomocy dowolnego wydarzenia. Był władcą, ale nie ojcem; zniewalał, ale nie obdarowywał wolnością; uprowadzał, ale nie uwalniał. Posiadał wszystkich, ale z nikim nie był. Był otoczony mnóstwem ludzi, ale czuł się samotny. Typowy przykład człowieka uzależniającego innych od siebie. Posiadanie i zniewalanie nie zaspokoją naszego głodu uczuciowego. (O. AP)

Pamiętaj, że widziadła przydarzają się tu człowiekowi, który odniósł wielki sukces. Nabuchodonozor to nie jest pierwszy lepszy nieudacznik, ale ktoś komu się “udało”, osiągnął wiele, cieszy się własną potęgą – i to go upaja oraz usypia. Często się nam wydaje że miarą błogosławieństwa bożego jest to, że nam coś po ludzku wychodzi. Cóż, w myśl tego założenia, to Zbawicielowi się nie udało… 

Może masz taki obraz siebie – udało mi się w życiu, mam pieniądze, rodzinę, żonę, męża, dzieci, jestem w miarę pobożny, modlę się, jeszcze czynię wobec Boga więcej niż inni, w pracy doszedłem do pewnego pułapu swoich możliwości. Ale coś cię niepokoi – jakiś grzech, który Bóg dopuszcza, jakieś niezadowolenie z siebie, sytuacja, której nie możesz skontrolować, a która wyprowadza cię (w większy, lub mniejszy sposób) z równowagi. Jeśli jedna, czy kilka drobnych spraw Cię uwierają, przy ogólnym samozadowoleniu, czy samouśpieniu – to znak, że diabeł zaciemnia Twoje patrzenie na swoje życie, że karmisz się jego kłamstwami i przesiąkasz jego sposobem myślenia. Nie żyjesz błogosławieństwami Jezusa! Piąty rozdział Mateuszowej Ewangelii (Kazanie na górze) niewiele dla Ciebie znaczy. Pycha żywota zagarnęła twoje życie.

(3) Toteż wydałem polecenie, by sprowadzono do mnie wszystkich mędrców babilońskich, żeby mi dali wyjaśnienie snu. (4) Zjawili się więc wykładacze snów, wróżbici, Chaldejczycy i astrologowie. Opowiedziałem im sen, ale nie mogli mi podać jego wyjaśnienia. 

Nabuchodonozor nie może znieść, że w jego wspaniałym, budowanym mozolnie świecie jest jakiś błąd, że na tym cudownym gmachu spokoju i kontroli jest rysa. 

W zasadzie nawet się nie trudzi, aby coś z tym zrobić. Z jego słów dalej przebija pycha: “wydałem polecenie… sprowadzono do mnie”. Król nie przyjmuje do siebie prawdy, że sam musiałby się natrudzić, aby coś tu zmienić, aby pojąć siebie i swoje życie. Zupełnie jak ktoś, kto przyjeżdża na rekolekcje, licząc na “magiczne sztuczki” rekolekcjonisty (albo chodzi na terapię przekonany, że wspaniały terapeuta coś niego wydobędzie, przy minimalnym wysiłku własnym, lub nieszczerości), mądrość nauk, cudowną rozmowę, ale sam nie chce zdać sobie trudu przyjrzenia się sobie, autorefleksji. Zapomina przy tym, także i tego, że to Pan jest sprawcą chcenia i działania.

Król jest wyraźnie zirytowany tym, że ktoś mu nie dał tego, czego on oczekuje – wyjaśnienia snów. Kiedy ogarnia cię pyszna irytacja, bo ktoś nie spełnia Twoich oczekiwań? Przypomnij sobie takie sytuacje.

(5) W końcu przybył do mnie Daniel, któremu na imię według imienia mojego boga Belteszassar, a w którym mieszka duch świętych bogów. Opowiedziałem mu sen. 

Bóg się jednak lituje nawet nad pyszałkami. Jak się lituje? Wiedziała to Maryja, która wyśpiewała, że litość Boża objawia się wtedy, gdy Pan “rozprasza [ludzi] pyszniących się zamysłami serc swoich. Strąca władców z tronu” (Łk 1,51-52).

(6) Belteszassarze, przełożony wykładaczy snów! Wiem, że w tobie mieszka duch świętych bogów i że żadna tajemnica nie stanowi dla ciebie trudności. Oto mój sen, który widziałem; wyjaśnij mi go!
(7) W mojej głowie, na moim łożu, widziałem takie obrazy: Patrzałem, a oto – drzewo w środku ziemi, a jego wysokość ogromna. (8) Drzewo wzrastało potężnie, wysokością swą nieba sięgało, widać je było aż po krańce ziemi. (9) Liście jego były piękne, a owoce obfite, dawało ono pożywienie wszystkim. Pod nim szukały cienia zwierzęta lądowe, na jego gałęziach mieszkały ptaki powietrzne, z niego żywiło się wszelkie ciało. (10) Patrzyłem, w moim łożu, na obrazy [istniejące] w mojej głowie, a oto Czuwający i Święty zstępował z nieba.
(11) Wołał On głośno i tak mówił: „Wyrąbcie drzewo i obetnijcie gałęzie, otrząśnijcie liście i odrzućcie owoce! Zwierzęta niech uciekają spod niego, a ptaki z jego gałęzi! (12) Lecz pień jego korzeni pozostawcie w ziemi, i to w okowach z żelaza i brązu wśród polnej zieleni. Niech zwilża go rosa z nieba, a trawę polną niechaj dzieli ze zwierzętami! (13) Jego ludzkie serce niech ulegnie odmianie, a niech otrzyma serce zwierzęce; siedem okresów [czasu] niech nad nim przeminie! (14) Według postanowienia Czuwających [taki jest] dekret, sprawa rozstrzygnięta przez Świętych, aby wszyscy żyjący wiedzieli, że Najwyższy jest władcą nad królestwem ludzkim. Może je dać, komu zechce, może ustanowić nad nimi najniższego z ludzi”.
(15) Taki jest sen, jaki widziałem, ja, król Nabuchodonozor. Teraz zaś, Belteszassarze, podaj mi jego znaczenie, bo wszyscy mędrcy mojego kraju nie mogli go wyjaśnić, ty zaś możesz, bo posiadasz ducha świętych bogów».

Drzewo bywa w Biblii także symbolem Izraela, jako narodu (por. Ez 17,1-24), ale także pojedynczego człowieka (por. Ps 1,3).

Wspomniany „Czuwający” to anioł – ten który nigdy nie śpi, nie spóźnia się, a jego zadaniem jest wypełnić wolę bożą w oznaczonym czasie. Warto zauważyć, że anioł jest tu zarówno wyrazicielem wyroku, a jednocześnie głosem miłosierdzia. Bóg nie chce zniszczyć króla, ale zmienić jego sposób myślenia. Anioł nie każe zniszczyć całego drzewa, ale każe pozostawić korzeń, pień, z którego jeszcze coś może wyrosnąć. Odrzucenie przez Boga jest często pozorem, bo jest aktem „ku nawróceniu”. Prawdziwe odrzucenie może mieć miejsce tylko wtedy, gdy człowiek nie będzie w stanie już dokonać wolnego wyboru – po śmierci. Wielkich pyszałków należy nawracać mocnymi środkami…

Zaznaczmy, że król, mimo wszystko posiada jakąś iskierkę rozsądku, widzi w Danielu męża bożego, chce go słuchać. Nie każdego pyszałka stać na to, aby otworzył ucho na innego człowieka.

Kogo słuchasz? Kto jest dla Ciebie Danielem?

(17) Drzewem, które ujrzałeś, jak rosło i stało się potężne, tak że wysokość jego sięgała nieba i że było widoczne na całej ziemi, (18) którego liście były piękne, a owoce obfite, na którym było pożywienie dla wszystkich, pod którym przebywały zwierzęta lądowe i na którego gałęziach gnieździły się ptaki powietrzne – (19) jesteś ty, o królu. Wzrosłeś i stałeś się potężny, a wielkość twoja wzrastała i sięgała aż do nieba, panowanie zaś twoje aż po krańce świata. (20) To natomiast, że król widział Czuwającego i Świętego zstępującego z nieba i mówiącego: „Wyrąbcie drzewo i zniszczcie je, tylko pień jego korzeni pozostawcie w ziemi i to w żelaznych i brązowych okowach wśród polnej zieleni; niech go zwilża rosa z nieba, niech dzieli los ze zwierzętami polnymi, aż nie upłynie nad nim siedem okresów czasu” – (21) to jest wyjaśnienie, królu, i postanowienie Najwyższego, które dopełni się na królu, moim panu. (22) Wypędzą cię spośród ludzi i będziesz przebywał wśród lądowych zwierząt. Tak jak wołom będą ci dawać trawę do jedzenia, a rosa z nieba będzie cię zwilżać. Siedem okresów czasu upłynie nad tobą, aż uznasz, że Najwyższy jest władcą nad królestwem ludzkim i powierza je, komu zechce. (23) To zaś, że wydano polecenie, by zostawić pień i korzenie [oznacza, że]: Pozostawią ci królestwo, skoro uznasz, że Niebo sprawuje władzę. (24) Dlatego, królu, przyjmij moją radę i okup swe grzechy uczynkami sprawiedliwymi, a swoje nieprawości miłosierdziem nad ubogimi; wtedy może twa pomyślność okaże się trwałą.

Sen dzieje się w ciemnościach, wtedy, gdy człowiek jest rzeczywiście sam. Nabuchodonozor był sam na kilku płaszczyznach – z wyboru, z pysznego oddalenia się, może także z faktu trwania w udawanych relacjach (musiał mieć na dworze cały harem, a przyznajmy, że w takim środowisku trudno o prawdziwe więzi). 

Drzewem, jakie ujrzał był on sam – ogarniający mnóstwo stworzeń, jakby dający im życie, pełny owoców i piękna. 

Potężne drzewo ogarniało mnóstwo stworzeń, czyli tych, których od siebie uzależniał. Drzewo było jednak spięte lękiem przed samotnością. Nikt nie osiągnie dojrzałości do bycia z innymi, kto nie potrafi żyć bez innych. Nie cieszy nas tak naprawdę obecność drugiej osoby ani nawet tysięcy ludzi, jeśli ich kurczowo sobą zniewalamy. Pięść zaciśnięta musi w końcu puścić to, co ukrywa. Przerażenie wynikające z odkrycia, że jestem samotny i świadomość, że nikt mnie nie kocha, pomimo tego, że mnóstwo osób sobą zniewalam, może być początkiem wiary i początkiem odrodzenia. Nabuchodonozor stworzył taki uzależniający mechanizm w relacjach międzyludzkich, ponieważ nie miał relacji do Boga. To, że nie czerpiemy miłości od Boga i że nie obdarowujemy Go miłością sprawia, że obżeramy się jak szarańcza ludzkimi emocjami, afektami i trzymamy innych w zniewalających związkach tak, jak trzyma się ptaki w klatkach. Myślę, że drzewo, które przyśniło się Nabuchodonozorowi mogło być równie dobrze wizją drzewa genealogicznego, ale na pewno była to przede wszystkim wizja jego osobowości – klatka uczuciowego głodu samotności, zniewalająca całe mnóstwo stworzeń. Przyśnił mu się istny „folwark zwierzęcy” Orwella, choć w jego mniemaniu wydawał się być człowiekiem, który opiekował się całymi narodami. (…)

Tyranem emocjonalnie zniewalającym nie musi być król – może nim być każdy człowiek: kobieta i mężczyzna, matka i ojciec, mąż i kochanek, porzucona matka, zniewalająco kochająca swe dzieci i niewierny mąż, który uzależnia od siebie kolejne kobiety, szukając u nich mleka, które niedostatecznie płynęło z matczynej piersi. Nabuchodonozorem może był młody mężczyzna i dziewczyna, którzy zniewalająco się kochają i ubóstwiają swoje uczucia. Może być ojciec, który zniewala swą dumą i apodyktycznością całą rodzinę, a także szef firmy, który paraliżuje strachem innych oraz prezydent państwa, który staje się tyranem dla swych podwładnych, albo przełożony zakonny, który żąda nieustannych dowodów posłuszeństwa. Oni wszyscy szukają tak naprawdę miłości i gdy nie potrafią jej znaleźć, to wymuszają uległość przy pomocy paraliżującej tyranii. Wcześniej czy później każda niewola uczuciowa musi przejść śmiertelną próbę przeobrażenia albo po prostu skończy się śmiercią. Wcale nierzadko taki rodzaj uczucia przechodzi w postać zupełnie w sobie sprzeczną – w nienawiść. Mówi się wtedy o enantiodromii.

Według Heraklita z Efezu każda rzecz wpada po jakimś czasie w przeciwieństwo. Zła miłość staje się w końcu umiłowaniem złośliwości, a osoba uwielbiana staje się znienawidzoną. Jest to kara za ubóstwienie, za nagromadzenie energii emocjonalnej w jakiejś osobie, która nawet gdyby była bogiem, nie potrzebowałaby aż takiej adoracji. Wielu ludzi popełnia samobójstwo z powodu miłości zawiedzionej lub zdradzonej, albo odrzuconej, wielu też posuwa się do zabójstwa jako aktu rozpaczliwej chęci posiadania kogoś jedynie dla siebie. (O. AP)

Pamiętamy skrajność reakcji króla opisaną we fragmencie o trzech młodzieńcach, których kazał wtrącić do ognistego pieca. Najpierw „wyraz jego twarzy zmienił się” w stosunku do nich, a już za chwilę, obsypuje ich zaszczytami (por Dn 3, 19,21.95-97). Współcześnie zapewne zdiagnozowano by u Nabuchodonozora chorobę afektywną dwubiegunową, która polega na szybkim przechodzeniu z gniewu do niewspółmiernej łagodności, z manii nadaktywności do depresji. Uprowadzonych z Jerozolimy żydów czyni dygnitarzami państwowymi, po krótkim czasie strąca do jaskini lwów, a po tygodniu wydobywa stamtąd i traktuje jak ukochanego syna. Tak było w przypadku Daniela. Król z pasją miłuje i z pasją nienawidzi. Wszystkie emocje przeżywa skrajnie i bardzo intensywnie. Chce być opiekuńczy, ale jest odstręczający. Próbuje być ojcowski, wręcz „tatusiowaty”, ale staje się zabójcą w relacji do często tych samych osób. Balansuje pomiędzy wymuszaniem miłości i szacunku a chęcią mordu wobec tych, o których myśli, że go odtrącają. Emocje są w nim olbrzymią, nieokiełznaną siłą.

Dzisiaj, pośród nas, żyje wielu Nabuchodonozorów: idealizują swoją miłość, aby za chwilę poczuć się rozczarowanymi tymi osobami, którymi byli jeszcze czas jakiś temu zafascynowani; żyją przez pewien czas w zauroczeniu, aby za chwilę odczuwać wstręt i nienawiść do tych samych osób. Nie są wytrwali w uczuciach, ale za to intensywni. Są zbyt wysoko, by można było ich prawdziwe kochać, dlatego każdy udaje wobec nich miłość, a oni wyczuwając nieszczerość wobec siebie, doprowadzają się w krótkim czasie do morderczej podejrzliwości. Zapewne król budził śmiertelne przerażenie, gdyż nikt nie wiedział, co za chwilę może go spotkać: awans czy śmierć. Jakiż to stres! Życie w takich skrajnościach – od zauroczenia i uzależnienia aż po nienawiść i odtrącenie doprowadza do załamań i depresji – wręcz pragnienia śmierci. Z całych sił kontrolują tych, których zniewalają, penetrują ich życie, żywią zazdrość i podejrzliwość, wymagają deklaracji i absolutnej wierności, a jednocześnie nienawidzą i złoszczą się pogardzając tymi, których jeszcze nie tak dawno uwielbiali. Nie tylko pragną niewolniczego uwielbienia, ale też sami uwielbiają i kochają „na śmierć”. Manipulują i szantażują, wymuszają miłość i czołobitność, żądają wierności i jednocześnie sami jej nie zachowują, zabezpieczając się poprzez „ukryte” relacje. Nie tylko są zdolni zabić z poczucia odtrącenia, ale też są w stanie sami siebie zniszczyć podcinając sobie żyły, albo głodząc się na śmierć. Pod tymi poplątanymi gałęziami uczuć, ukrywa się korzeń samotności, korzeń lęku przed osamotnieniem. Im większy lęk przed samotnością, tym silniejsze tendencje do kontrolowania innych, tym większe pragnienie zadawania komuś poniżającego bólu i tym bardziej nieopanowane szaleństwo manifestowania swoich emocji, które pożerają jak szarańcza. A schodząc jeszcze głębiej i patrząc na drzewo ich życia, można dojść do wniosku, że pielęgnują w sobie korzeń przekonania o bezwartościowości swojego istnienia, a także, że są źli, a nawet najgorsi. Przy takich „korzeniach” nie da się długo wytrzymać z samym sobą, dlatego z całą mocą przerzucają swoją wściekłość na innych, tę samą, którą żywią do siebie: inni są źli, inni zwodzą, są bezwartościowi, słabi, samotni. Nabuchodonozor miał na sumieniu wiele zbrodni i do jeszcze większych był zdolny. Oskarżanie daje poczucie władzy i złudne przekonanie, że odzyskało się kontrolę nad sytuacją i sobą samym. A jeszcze bardziej staje się to niebezpieczne, gdy władza daje możliwość oskarżania. Niektórzy, przerażeni swoimi skrajnymi uczuciami, wolą żyć przez jakiś czas w samotności, odsuwając się od wszystkich. Lękają się tej ogromnej siły emocjonalnej, która okazuje się wyniszczać ich samych i innych. Odczuwają także ogromną siłę autodestrukcyjną. Życzą sobie śmierci i odmawiają jakichkolwiek relacji z innymi. Żyją w autopotępieniu i nienawiści do samych siebie. Kto wie, czy nie na tym polegał wyrok Boga, który doprowadził Nabuchodonozora do pustynnej pokuty? Bóg bowiem jest nie tylko Bogiem naszych czynów i modlitw, ale też Bogiem naszej psychiki.

Jedyną osobą, zdolną podać królowi właściwe lekarstwo prawdy, był Daniel. Być może dlatego, że nie bał się ataków króla, bo wiedział, że jego panem jest Bóg Izraela, a nie poddany zezwierzęceniu pełen samouwielbienia tyran.

(25) Wszystko to spełniło się na królu Nabuchodonozorze. (26) Po upływie dwunastu miesięcy, gdy przechadzał się na tarasie królewskiego pałacu w Babilonie, (27) król odezwał się i powiedział: «Czy nie jest to wielki Babilon, który ja zbudowałem jako siedzibę królewską siłą mojej potęgi i chwałą mojego majestatu?» (28) Nim król jeszcze wypowiedział swoje słowo, padł głos z nieba: «Otrzymujesz zapowiedź, królu Nabuchodonozorze! Panowanie odstąpiło od ciebie; 

Pyszna duma z własnych osiągnięć, przejawiająca się w odebraniu Bogu miana źródła wszystkiego, jest charakterystyczna dla chwili przed upadkiem człowieka. Widzimy to w Słowie:

Serce ludzkie jest wyniosłe przed upadkiem, ale prawdziwą chwałę poprzedza pokora. (Prz 18,12)

Jakże podobna jest reakcja króla do tego co mówił ewangeliczny bogacz:

I powiem sobie: Masz wielkie zasoby dóbr, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj! (Łk 12,19)

A przecież:

Cóż masz, czego byś nie otrzymał? A jeśliś otrzymał, to czemu się chełpisz, tak jakbyś nie otrzymał (1 Kor 4,7)

Mała rysa na pięknym obrazie, jakim były nie dające się skontrolować sny królewskie okazał się zapowiedzią utraty panowania… nad sobą… w pełnym tego stwierdzenia znaczeniu. Może gdyby, po usłyszeniu wyjaśnienia snu, król ukorzył się przed Panem, odnalazł pokorę – co zresztą radził mu Daniel – powstrzymałby naturalne konsekwencje swej pychy.

Nabuchodonozor traci władzę nie dlatego, ze jest to złośliwa kara Boga. Słowo podkreśla, że wszystko dzieje się z łaski Boga. Można powiedzieć, że los króla toczył się naturalnym biegiem, bo naturalną konsekwencją pychy jest upadek, upokorzenie. Dla człowieka czującego się w jakiejkolwiek przestrzeni życia mocnym, specjalistą, znawcą – a któż nie czepia się kurczowo tej świadomości, w końcu na tym opiera się wiele szkół terapeutycznych – jest nie do zniesienia świadomość, że można to stracić, być słabym, nieznającym się, niepewnym. Myśl o niedołęstwie jest nie do przyjęcia dla sprawnych. Dlatego to:

Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. (Mt 9,12)

Potrzebujesz lekarza, czy wciąż czujesz się silny? Pomyśl, w jakich przestrzeniach doświadczasz swojej mocy, umiejętności?

Może masz wiele przestrzeni, w których jesteś słaby i nie akceptujesz tego, i jedną, która przynosi Ci zadowolenie. Czy nie jest tak, że tą jedną starasz się “przykryć” tamte? Że Twoja pycha, zagnieżdżona w tej jednej rzeczywistości, pozwala Ci się karmić samozadowoleniem, świadomością, że nie potrzebujesz nikogo, że w tej przestrzeni wszystko sam byś zrobił najlepiej – ale gdy zwrócisz uwagę na wszystkie słabości i niemożności, to szalenie cierpisz, nie znosisz siebie, szukasz pociechy w grzechu? Czy nie jest tak, że bardziej chcesz aby definiowała Cię przestrzeń, na której się znasz, aniżeli przestrzeń twoich słabości? A przecież definiuje Cię miłość Twego Stwórcy i Odkupiciela! Tylko On może bowiem zaspokoić każdy brak – dlatego wyśpiewał niegdyś na wzgórzach galilejskich hymn o ośmiu błogosławieństwach!

(29) zostaniesz wypędzony spośród ludzi. Będziesz mieszkał wśród zwierząt polnych i będą ci dawać jak wołom trawę na pokarm. Siedem okresów czasu upłynie nad tobą, dopóki nie uznasz, że Najwyższy jest władcą nad królestwem ludzkim. 
(30) Natychmiast wypełniła się zapowiedź na Nabuchodonozorze. Wypędzono go spośród ludzi, żywił się trawą jak woły, a rosa z nieba zwilżała go. Włosy jego urosły [niby] pióra orła, paznokcie zaś jego jak [pazury] ptaka.

Pierwszą konsekwencją pychy jest izolacja, gorzka samotność odrzucenia – prawdziwego bądź subiektywnego. Drugi skutek Słowo upatruje w swoistym zezwierzęceniu. Jednym z jego aspektów jest życie pozbawione smaku, piękna, radości. Innym – bezmyślność.

Zezwierzęcenie pyszałka to także rodzaj drapieżności, ostrości, nieliczenia się z innymi, ranienia ich.

Czy zdarzają Ci się czyny, o których byś powiedział, że są swego rodzaju zezwierzęceniem, może ześwinieniem, zbydlęceniem?

(31) Gdy zaś upłynęły oznaczone dni, ja, Nabuchodonozor, podniosłem oczy ku niebu. 

Miłosierdzie Boga podało dwa lekarstwa uniesionej pychą duszy włądcy. Pierwsze to słowa Daniela, jedynego, który nie był w swej duszy niewolnikiem króla, bo był sługa Kogoś innego. Daniel podał Nabuchodonozorowi słowa prawdy. Drugie lekarstwo to owo trudne i upokarzające doświadczenie zezwierzęcenia, które król przyjął i przeżył, nie próbując z niego uciekać. Dopadło go to, czego się obawiał w snach i… przetrwał. Przyjął siebie samego jako słabeusza! Uznał, że niewiele się różni od zwierząt! Nie stworzył sobie jakiejś mądrej teorii wyjaśniającej swoje niedomagania, ale zgodził się na samego siebie w rozbiciu!

Dopiero wtedy mógł wznieść oczy ku niebu, do Boga. I dopiero wtedy został wysłuchany.

Kto Ci mówi prawdę, tak jak Daniel? Czy doświadczasz takiego szaleństwa jak król – brak smaku życia, jakaś zwierzęca słabość, poczucie upadku?

Po dłuższym czasie król wspomniał o Bogu, jako Panu wszystkiego i zaczął się modlić.

Wtedy powrócił mi rozum i wysławiałem Najwyższego, uwielbiałem i wychwalałem Żyjącego na wieki, bo Jego władza jest władzą wieczną, panowanie Jego przez wszystkie pokolenia. (32) Wszyscy mieszkańcy ziemi nic nie znaczą; według swojej woli postępuje On z niebieskimi zastępami. Nie ma nikogo, kto by mógł powstrzymać Jego ramię i kto by mógł powiedzieć do Niego: «Co czynisz?» (33) W tej samej chwili powrócił mi rozum i na chwałę Jego panowania powrócił mi majestat i blask. Doradcy moi i możnowładcy odszukali mnie i przywrócili mi władzę królewską, i dano mi jeszcze większy zakres władzy. (34) Ja, Nabuchodonozor, wychwalam teraz, wywyższam i wysławiam Króla Nieba. Bo wszystkie Jego dzieła są prawdą, a drogi Jego sprawiedliwością, tych zaś, co postępują pysznie, może On poniżyć.

To doświadczenie nauczyło króla uniżenia się pod ręką Boga. Uznał on w Nim, tego, który panuje – ma władzę i moc nad wszystkim. Zszedł z piedestału (bardziej lub mniej zakamuflowanego) samouwielbienia, autobałwochwalstwa.

Wszystko co miał – było już na chwałę panowania Boga. Przestał przypisywać sobie, jakim jest wspaniałym władcą, ile zdziałał, co zrobił, co stworzył. Zaznacza udział innych ludzi w swoim powołaniu. Uznaje, że nie jest samowystarczalny.

Na koniec Nabuchodonozor uwielbia Boga! Coś, co nam się nie zdarza…

Spróbuj przyjrzeć się tym wszystkim przestrzeniom swego życia, w których nie dopuszcza innych do głosu, albo dopuszczasz w niewielkim, kontrolowanym przez siebie stopniu.

« Older posts Newer posts »

© 2026 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑