Blog ks. Jacka Gomulskiego

Kategoria: Stacja (Page 3 of 3)

STACJA V

S z y m o n  z  C y r e n y  p o m a g a  n i e ś ć  K r z y ż  J e z u s o w i

Mk 15,21
21. I przymusili niejakiego Szymona z Cyreny, ojca Aleksandra i Rufusa, który wracając z pola właśnie przechodził, żeby niósł krzyż Jego.
Mt 21,28-31a
28. Co myślicie? Pewien człowiek miał dwóch synów. Zwrócił się do pierwszego i rzekł: Dziecko, idź dzisiaj i pracuj w winnicy! 29. Ten odpowiedział: Idę, panie!, lecz nie poszedł.
30. Zwrócił się do drugiego i to samo powiedział. Ten odparł: Nie chcę. Później jednak opamiętał się i poszedł.
31. Któryż z tych dwóch spełnił wolę ojca? Mówią Mu: Ten drugi.

Przymusili Szymona.

Żyjący w dobie kultu wolności i dowolności nie pojmujemy wagi tego typu „przymusu”. Staliśmy się bezbronni wobec zalewu zła, w którym zanurzają się nasze dzieci. Nie umiemy wyegzekwować od samych siebie decyzji wiodących ku dobru. Nieustannie sączący się szept przypominający „ty decydujesz, jesteś wolny” zabija boże życie w niejednej duszy.

A przecież gdyby nie przymusili Szymona, to nie spotkałby Pana, to imion jego synów nie wspominaliby pierwsi chrześcijanie, to nie stałby się symbolem wszystkich wspomagających bliźniego.

Może warto czasami kogoś przymusić ku dobru? Może warto wymagać od własnych dzieci? Może warto przymusić siebie? Może warto odkurzyć zapomniane dzisiaj pojęcia: obowiązek, decyzja, wytrwałość, honor.

A czy Chrystusa ktoś „przymusił”?

– Tak. Miłość.

STACJA IV

J e z u s  s p o t y k a  S w o j ą  M a t k ę

2 Mch 7,20
20. Przede wszystkim zaś godna podziwu i trwałej pamięci była matka. Przyglądała się ona w ciągu jednego dnia śmierci siedmiu synów i zniosła to mężnie. Nadzieję bowiem pokładała w Panu.
J 2,5
5. Matka Jego powiedziała do sług: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie.

Przyglądała się mając nadzieję w Panu.

Tak było na Drodze Krzyżowej, gdy Matka Bolesna ze ściśniętym sercem patrzyła na owoc Swego łona, gdy znaczył krwawymi śladami bruk Jerozolimski.

Tak jest i dzisiaj, gdy spogląda Maryja na Swe dzieci pielgrzymujące przez ten świat. Widzi grzechy, wady, słabości. Widzi serca zamknięte, małoduszne, egoistyczne. Widzi przelewaną krew niewinną milionów istnień zabijanych jeszcze w łonach matek. Widzi małżeństwa bez miłości, dzieci bez troski, żony bez oparcia, mężów bez silnej woli. Widzi kłamstwa możnych tego świata pogardliwie wywyższających sie ponad tradycję Narodu.

Płacze.

Modli się.

Ma nadzieję.

STACJA III

J e z u s  p o  r a z  p i e r w s z y  u p a d a  p o d  K r z y ż e m

1 Mch 2,1.6-8
1. W tym czasie powstał Matatiasz, syn Jana, syna Symeona, kapłan z pokolenia Joariba z Jerozolimy, który mieszkał w Modin.
6. Kiedy zobaczył on świętokradztwa, które się działy między ludem w Judzie i w Jerozolimie, 7. powiedział: Biada mi! Dlaczego się urodziłem? Czy po to, żeby oglądać upadek mego narodu i upadek Świętego Miasta? Oto zasiedli tam po to, żeby wydać je w ręce nieprzyjaciół, a świątynię w ręce cudzoziemców. 8. Świątynia stała się podobna do człowieka bez czci.
Mt 12,6
6. Oto powiadam wam: Tu jest coś większego niż świątynia.

Pada Świątynia. Pada Święte Świętych.

W sensie dosłownym, to zostanie rozbita kilkadziesiąt lat po Męce Syna Bożego, ale już za chwilę zadrży ziemia, a zasłona Przybytku zostanie rozdarta na dwoje.

Upadek Jezusa to upadek tego, co święte i nierozpoznane. Owszem, Zbawiciel dobrowolnie zgadza się na śmierć, ale tak samo dobrowolnie zgadza się w Swej niepojętej pokorze aby pierwszy lepszy syn Adama zrobił z Jego Ciałem co mu się żywnie podoba. Profanowany jest więc Chleb Aniołów, Bóg sam raczy wiedzieć ile tysięcy razy dziennie jak ziemia długa i szeroka. Profanowane są domy Boże i zamieniane na restauracje, dyskoteki, czy sale widowiskowe. Profanowane są święte i namaszczone dłonie kapłańskie. Profanowane są dogmaty wiary, niewinne serca dzieci, krzyże, wizerunki świętych, czy narody niegdyś, przez praojców poświęcane Panu i Jego Matce.

Upada Jezus. Upada Pan po trzykroć Święty.

Ktoś reaguje?

STACJA II

J e z u s   b i e r z e   K r z y ż   n a   S w o j e   r a m i o n a

Flp 2,6-8
6. On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, 7. lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, 8. uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej.
Mt 16,24-26
24. Jezus rzekł do swoich uczniów: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. 25. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. 26. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?

Po ludzku niemalże niemożliwe – wziąć na siebie dobrowolny ciężar, podjąć krzyż bez przymusu, mając świadomość, że w każdej chwili wszystko można cofnąć i rozegrać inaczej. Pan Nieba i Ziemi dokonuje wstrząsającego samoograniczenia. Ze względu na Ciebie i na mnie.

Ogołocił samego siebie… Wziął krzyż…

A my dbamy o samych siebie. O co, jak o co, ale o siebie to umiemy się zatroszczyć. O wygodę. O przyjemność. O zaspokojenie. Często czynimy to jawnie, ale również potrafimy zrobić to z subtelna nutką manipulanctwa i obłudy.

I cóż za korzyść odniesiemy w dłuższej perspektywie? Owo zadbane ciało zgnije pośród robactwa, a dusza zawyje w wieczności. Pół biedy co z nami, ale co z tymi, którzy patrząc na nas zbudują swój żywot na nasz obraz i podobieństwo?

Chryste wybaw nas od głupoty i krótkowzroczności. Wybaw tych, którzy – z Twojego dopustu – mają dźwigać odpowiedzialność za naród…

STACJA I

Jezus odrzucony i skazany na śmierć

1 Mch 1,54.55-57

W dniu piętnastym miesiąca Kislew sto czterdziestego piątego roku na ołtarzu całopalenia wybudowano „ohydę spustoszenia”. Księgi Prawa, które znaleziono, darto w strzępy i palono ogniem. Wyrok królewski pozbawiał życia tego, u kogo gdziekolwiek znalazła się Księga Przymierza albo jeżeli ktoś postępował zgodnie z nakazami Prawa.

Jr 26,11-15

Wtedy kapłani i prorocy zwrócili się do przywódców i do całego ludu tymi słowami: Człowiek ten zasługuje na wyrok śmierci, gdyż prorokował przeciw temu miastu, jak to słyszeliście na własne uszy. Jeremiasz zaś rzekł do wszystkich przywódców i do całego ludu: Pan posłał mnie, bym głosił przeciw temu domowi i przeciw temu miastu wszystkie słowa, które słyszeliście. Teraz więc zmieńcie swoje postępowanie i swoje uczynki, słuchajcie głosu Pana, Boga waszego; wtedy ogarnie Pana żal nad nieszczęściem, jakie postanowił przeciw wam. Ja zaś jestem w waszych rękach. Uczyńcie ze mną, co wam się wyda dobre i sprawiedliwe. Wiedzcie jednak dobrze, że jeżeli mnie zabijecie, krew niewinnego spadnie na was, na to miasto i na jego mieszkańców. Naprawdę bowiem posłał mnie Pan do was, by głosić do waszych uszu wszystkie te słowa.

Czyż nie żyjemy w czasach „ohydy spustoszenia”?

Czyż na naszych oczach to, co święte nie jest deptane, a ślady czystości w sercach wypalane ogniem?

A miasto w którym żyjemy, miejscowość, państwo – czyż nie jest poddane bezbożności i czy nie zatyka uszu na głos proroków naszych dni? Brzmią jeszcze w uszach nawoływania bł. ks. Jerzego, Prymasa Tysiąclecia, Jana Pawła II – wezwania nie podjęte, odrzucone po wielokroć, a wreszcie polukrowane i włożone do gablotki…

Odrzucamy Chrystusa i Jego Dobrą Nowinę. Odrzucamy Jego panowanie. Odrzucamy Jego miłość. Tak samo jak odrzuciliśmy Jego świętych.

Wybieramy więc – świadomie, lub nie; z głupoty, czy lenistwa; z egoizmu, lub niechęci do tego co boże – „ohydę spustoszenia”.

Obyśmy nie musieli dławić się nią na wieczność.

Newer posts »

© 2026 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑