Blog ks. Jacka Gomulskiego

Miesiąc: czerwiec 2010 (Page 2 of 2)

Poniedziałek X Tygodnia Zwykłego

Poniedziałek, 7 VI 2010 r.

I CZYTANIE 1 Krl 17, 1-6
Potem Pan skierował do niego to słowo: „Odejdź stąd i udaj się na wschód, aby ukryć się przy potoku Kerit, który jest na wschód od Jordanu. Wodę będziesz pił z potoku, krukom zaś kazałem, żeby cię tam żywiły”.
EWANGELIA Mt 5, 1-12
„Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni, którzy płaczą, albowiem oni będą pocieszeni. Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy mówią kłamliwie wszystko złe na was z mego powodu. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami”.

Droga ucznia Pańskiego z definicji wiąże się z trudem i wyrzeczeniem. Nie jest cieplarnią. Każdy kto szuka dla siebie na tej drodze optymalnie wygodnych warunków – błądzi z założenia. Jednocześnie droga ucznia Pańskiego jest powierzeniem się opiece Boga. To On troszczy się o swoje owce. On sam, w czasie Jemu dogodnym i w sobie wiadomy sposób daje człowiekowi to, co prawdziwie jest mu potrzebne. Napięcie, pomiędzy naszymi oczekiwaniami, a odpowiedzią (wolną i suwerenna) Boga, to właśnie jest ów trud, na który musi się przygotować każdy, kto na serio chce pójść za Mistrzem z Nazaretu.

Na tym polega droga Błogosławieństw.

Nie dostaniemy królestwa, pociechy, ziemi na własność, sprawiedliwości, miłosierdzia i pokoju wtedy, gdy nam się podoba. Dostaniemy wtedy, gdy On zechce nam je dać, o ile pójdziemy za Nim. Można tęsknić za królestwem, pociechą, ziemią, sprawiedliwością, miłosierdziem i pokojem bez Niego. Wówczas jednak i trud większy i ból i rozczarowanie, gdyż żadna ludzka ideologia nam tego nie da.

Wbrew pozorom, to mordercy ks. Jerzego są pożałowania godni.

On doświadcza szczęścia na wieki.

X Niedziela Zwykła

Niedziela, 6 VI 2010

I CZYTANIE 1 Krl 17, 17-24
…Wówczas powiedziała ona Eliaszowi: „Czego ty, mężu Boży, chcesz ode mnie? Czy po to przyszedłeś do mnie, aby mi przypomnieć moją winę i przyprawić o śmierć mego syna?” Na to Eliasz jej odpowiedział: „Daj mi twego syna”.
II CZYTANIE Ga 1, 11-19
…spodobało się Temu, który wybrał mnie jeszcze w łonie matki mojej i powołał łaską swoją, aby objawić Syna swego we mnie, bym Ewangelię o Nim głosił poganom…
EWANGELIA Łk 7, 11-17
Gdy zbliżył się do bramy miejskiej, właśnie wynoszono umarłego, jedynego syna matki, a ta była wdową. Towarzyszył jej spory tłum z miasta. Na jej widok Pan użalił się nad nią i rzekł do niej: „Nie płacz”. Potem przystąpił, dotknął się mar, a ci, którzy je nieśli, stanęli i rzekł: „Młodzieńcze, tobie mówię, wstań”. Zmarły usiadł i zaczął mówić; i oddał Go jego matce.

Prorok występuje w imieniu Boga. Mówi: „Daj mi”, ale tak naprawdę prosi: „Daj Bogu”. Nie trzymaj dla siebie. Nie czyń się odpowiedzialna za wszystko co się wiąże z Twoim dzieckiem. Nie ustalaj po swojemu jego życia i przyszłości. Nie decyduj po swojemu o jego życiu i o jego śmierci. Nie jesteś właścicielką swego syna. Wychowuj go i wymagaj od niego, ale oddaj gdy przychodzi chwila, w której tylko ja mogę się o niego prawdziwie zatroszczyć.

Problem z nami, że tego nie rozumiemy. Słaba jest nasza wiara. Boimy się oddać Bogu nasze dzieci, nasze całe życie. Wydaje nam się, że On zaszkodzi, że przyniesie raczej nieszczęście niż radość. Wolimy radość na naszą miarę, niż szczęście według woli Boga. Wielu rodziców mówi: nie będę go zmuszać b chodził do kościoła, bo czy ma to sens… A w chwilach kryzysowych, po latach, ci sami, zapłakani rodzice, albo jedno z nich skarży się Bogu: „Dlaczego to moje dziecko tak mnie traktuje na stare lata”…

Gdy Jan Paweł II przybył do grobu ks. Jerzego Popiełuszki w 1987 roku, przytulił tym swoim znanym, ciepłym gestem mamę ks. Jerzego. – Matko, dałaś nam wielkiego syna – powiedział papież do Marianny Popiełuszko. – Ojcze Święty, nie ja dałam, ale Bóg dał przeze mnie światu – odparła matka księdza Jerzego.

Poruszające są słowa tej prostej, nieuczonej kobiety. Proste, ale pełne wiary i mądrości, jakiej nam brakuje.

“Prościusieńko w niebo droga: kochać ludzi, kochać Boga. Kochaj sercem i czynami, będziesz w niebie z aniołkami” – ten wierszyk powtarza pani Marianna wielu dziennikarzom, co to przyjeżdżają do Okopów i chcą się od niej czegoś dowiedzieć o dzieciństwie kapłana. Jakby nie dowierzali, że prostota, normalność i pobożność polskiej wsi wystarczyły. Jakby nie dowierzali, że Bóg wystarcza.

„U mnie wszystkie dzieci były jednakowe. Nie biłam, nie karałam ich, było tylko surowe słowo: tak masz zrobić i już. Z maleńkiego trzeba nauczyć posłuszeństwa rodzicom. A teraz – jak wymagać posłuszeństwa, skoro zaraz ukarzą rodziców, że zmuszają dziecko do czegoś. Teraz rodzice nie mają prawa do dziecka, żeby je wychowywać, jak chcą.” – mówi pani Marianna prawdy niepopularne. Tego TVN nie napisze, tego Gazeta Wyborcza nie wydrukuje. Napiszą o tym, co wzruszające, o tym , że codziennie chodzi na symboliczny grób syna nie-opodal domu, że proste wierszyki cytuje z blisko stuletniej pamięci, że ksiądz Jerzy modlił się od dzieciństwa. Ale o tym, co matka polskiego męczennika sądzi o współczesnej rodzinie, o aborcji, o wychowaniu – boją się pisać.

Niektórzy rodzice pewnie powiedzą: Czego ten Kościół chce? Czy my nie mamy prawa uczy-nić z naszymi dziećmi tego, co sami chcemy? Otóż nie. Nie macie. Bóg jest ich Panem, tak samo jak waszym. Zgadzając się na oddalanie dzieci o wiary i Kościoła, zgadzając się na własne niechlujstwo religijne, na rozwody, na związki pozamałżeńskie, na życie niemoralne, na pogoń za pieniądzem – rozbijacie wiarę i niewinność waszych dzieci. A jeszcze do tego do-chodzą przeróżne nowoczesne pomysły liberalnych „pedagogów”, którzy chcieliby jak naj-szybciej wyrwać dziecko z rodziny, aby urobić młode serca wedle wskazań brukselskich mędrców. Oświecić edukacją seksualną, nauczyć specyficznie pojmowanej „tolerancji” będącej w rzeczywistości zgodą na zło i niemoralność, zatruć logiczne i zdroworozsądkowe myślenie, odciąć od korzeni tradycji i historii.

„Chrześcijański system wychowania oparty na Chrystusie i Jego Ewangelii zdawał wiele razy egzamin w dziejach naszego narodu i to w najtrudniejszych momentach tych dziejów. Dlatego katolickie społeczeństwo Polski jest świadome strat i szkód moralnych, jakie ponosiło i ponosi w wyniku narzucania ludziom wierzącym programu wychowania ateistycznego, programu wrogiego religii.” – nauczał ks. Jerzy. Słowa te nie straciły na aktualności. Skąd te słowa wziął? Przeczytał w mądrych książkach? Ktoś go zmusił, aby tak mówił? Nie. Można powiedzieć, że wyssał je z mlekiem matki.

Opowiada więc ta kobieta, nazywana dzisiaj „matką kapłanów”, jak to jej syn wiele kilometrów, często po ciemku, przemierzał dążąc do kościoła w Suchowoli. – Nie bała się pani puszczać go tak po ciemku? – dziwi się dziennikarka. – A Opatrzność Boża gdzie? – odpowiada szybko pani Marianna – Zaufałam Bogu.

Jakie to proste…

A dzisiejsi rodzice, często odradzający dzieciom chodzenie do kościoła, wypełniający kalendarze swych pociech tysiącem kółek zainteresowań, dodatkowych lekcji, spotkań – komu ufa-ją? Komu ufają w swoim życiu małżeńskim? Często mieszanina pychy i egoizmu pomiędzy małżonkami jest tak wielka, że wolą niszczyć awanturami siebie i słuchające wszystko dzieci, niż przyjść po radę i pomoc. Często nie mogąc na siebie patrzeć uciekają od siebie. Pani Marianna wspominając swego, zmarłego już męża, mówi: „Ja bez niego nigdzie nie byłam i on beze mnie. Mój mąż był mi ojcem, a ja jemu matką.”

Jakie to proste…

Bóg wybiera człowieka w łonie matki. Bo każdy człowieka jest Jego, Boga własnością. Marianna Popiełuszko z Okopów wie o tym dobrze, choć nie przeczytała tego w żadnej gazecie, ani nie obejrzała w telewizji. Wie to z modlitwy różańcowej, codziennie odmawianej w domu, wie z litanii i pieśni śpiewanych przy kapliczkach, wie ze Mszy świętej, wie ze spowiedzi, wreszcie wie to z łez swoich, które porobiły długie bruzdy na jej twarzy. Wie to wszystko, bo – tak dziś jak i od lat dziecinnych – ma proste serce, pełne miłości, ale i spokojnego realizmu człowieka, który ciężką pracą dbał o swoje i rodziny życie.

Często rodzice mówią: „Żebyś nie miał, drogie dziecko, ciężko w życiu”. A czemu ma mieć łatwo? Jak jest łatwo, jak wszystko łatwo przychodzi, to człowiek się nie rozwija, to gnuśnieje. To się nudzi, a z nudów, stara się sobie uprzyjemnić życie. Oto nasze rodziny: rodzice zaganiani, często nie umiejący już ze sobą rozmawiać, krzyczący na siebie, zajęci praca, albo odpoczynkiem od niej. I dzieci – z poczuciem braku miłości, niezrozumiane, zamknięte we własnym świecie, odnajdujące krótką radość przed komputerem, w filmach, grach, na przeróżnych portach randkowych, w pornografii, alkoholu, czy szybko odkrywanym świecie do-znań erotycznych.

Chrystus widzi naszą nędzę i ból. Nasze błędy. Nasze zaplątane serca, zamknięte na te prostotę, jaką tylko On może dać. Niech się ulituje nad naszymi rodzinami. To prawda, że są atakowane od zewnątrz, przez głupie i bezbożne prawa, ale o wiele bardziej niszczący jest ten rak serca – rozkładający w człowieku wiarę i miłość. Więc módlmy się o zdrowe serca dla polskich rodzin. O serca pełne ojcowskiej i matczynej miłości. O pojednanie tam, gdzie króluje nienawiść. O uzdrowienie tam, gdzie rozpanoszył się grzech, nałogi, agresja. Aby każde z małżonków walczyło o miłość do drugiej osoby, aby każde uciekało od wszystkiego, co ma choćby pozór zła.

Oddawajmy to pod opiekę Matczynego serca Maryji, naszej Królowej.

A od jutra, błagajmy tez o wstawiennictwo umęczonego syna polskiej ziemi, ks. Jerzego. Nie odmówi pomocy.

Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa

Czwartek, 3 VI 2010 r.

EWANGELIA Łk 9, 11b-17
Jezus opowiadał rzeszom o królestwie Bożym, a tych, którzy leczenia potrzebowali, uzdrowił. Dzień począł się chylić ku wieczorowi. Wtedy przystąpiło do Niego Dwunastu, mówiąc: „Odpraw tłum; niech idą do okolicznych wsi i zagród, gdzie znajdą schronienie i żywność; bo jesteśmy tu na pustkowiu”. Lecz On rzekł do nich: „Wy dajcie im jeść”.
Oni odpowiedzieli: „Mamy tylko pięć chlebów i dwie ryby; chyba że pójdziemy i nakupimy żywności dla wszystkich tych ludzi”. Było bowiem około pięciu tysięcy mężczyzn. Wtedy rzekł do swych uczniów: „Każcie im rozsiąść się gromadami mniej więcej po pięćdziesięciu”. Uczynili tak i rozmieścili wszystkich.
A On wziął te pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo i odmówiwszy nad nimi błogosławieństwo, połamał i dawał uczniom, by podawali ludowi. Jedli i nasycili się wszyscy, i zebrano jeszcze dwanaście koszów ułomków, które im zostały.
Jezus opowiadał rzeszom o królestwie Bożym, a tych, którzy leczenia potrzebowali, uzdrowił. A następnie …jedli i nasycili się wszyscy.

W Ewangelii świętej, Pan Jezus czyni wobec nas trzy rzeczy: mówi o Królestwie Bożym, uzdrawia tych, którzy tego potrzebują, a wreszcie karmi głodnych. To wszystkie czynności streszcza w sobie wymowa procesji Bożego Ciała, gdy Pan wychodzi do nas w sposób tak dosłowny i namacalny.

My, przeniknięci duchem tego świata, poszczególnymi lewicującymi prądami – które poznajemy z kolorowych pisemek, lub z wypowiedzi przeróżnych autorytetów – mamy tendencję do wyciągania z Ewangelii jedynie tych rzeczy, które nam odpowiadają.

Jeśli ktoś widzi Kościół jedynie jaką instytucję charytatywną, to nie będzie chciał aby opowiadać mu w jaki sposób ma prowadzić swe życie, by dojść do nieba. Więcej, wiele pseudo kościelnych autorytetów umocni go w tym mniemaniu. Księża i siostry zakonne – w myśl takiej wizji – mają zająć się jedynie dziełami charytatywnymi i nie wtrącać się do polityki, czy spraw sumienia, nie pytać o system wartości i wyznanie, nie przypominać słów św. Pawła o homoseksualizmie, nie używać wyrażeń „Ojczyzna”, czy „patriotyzm”, broń Boże nie piętnować zła obecnego w ludzkich czynach, a jeśli już koniecznie muszą coś mówić w przestrzeni publicznej to tylko w ścianach świątyni oraz podawać wszystko w formie lekkiej, łatwej i przyjemnej.

Chrystus wymyka się tym „mądrym” napomnieniom.

Głosi Ewangelię – ukazując prawdę o życiu człowieka.

Uzdrawia chorych – jakby na kpinę wszystkim, którzy zapomnieli o mocy wiary i ewangelii, wszystkim kpiącym z pobożnej prostoty polskiego ludu.

Karmi głodnych – przypominając, że interesuje go każdy wymiar ludzkiego życia.

A gdy Kościół zapomina o którymś z wymiarów swego działania na ziemi, to Pan przypomina o tym swoim sługom. Tak jak napomniał Apostołów, aby nakarmili rzesze. Tak jak napomina nas w każdej epoce poprzez swoje sługi – świętych i błogosławionych. Tak, jak napomina nas, Polaków, rządzących i rządzonych, kandydatów i wyborców, Kapłanów, biskupów i świeckich, napomina nas poprzez beatyfikację ks. Jerzego Popiełuszki.

Ta beatyfikacja to wielkie Boże napomnienie.

Przyjrzyjmy się owym trzem wymiarom działania Chrystusa.

Jezus opowiadał rzeszom o królestwie Bożym

Powtarza się sytuacja ewangeliczna.

Nie o gruszkach na wierzbie, nie obiecuje nie wiadomo czego, drugiej Irlandii, czy Japonii

Nie mówi tego, czego byśmy chcieli słuchać, nie podlizuje się naszym tanim gustom.

Nie kieruje się słupkami popularności

On odpowiada na prawdziwe problemy każdego z nas – mówi o Bożym Królestwie. Mówi całą prawdę o naszym życiu.

Królestwo Boże, to nie abstrakcja. Nie można go oderwać od naszej codziennej egzystencji. Nie może być tak, że czym innym jest nasza modlitwa, a czym innym praca, dom i wychowanie dzieci. Religia nie jest prywatną sprawą człowieka.

Wiara, aby była wiarą żywą musi przenikać każde nasze działanie. Inaczej stanie się tylko powierzchowną ideologią. A jeśli stanie się tak w życiu naszym i w życiu naszego narodu, jeśli – jak chciałoby wielu – pozwolimy na to, by Krzyż stał się znakiem zakazanym w przestrzeni publicznej, jeśli zgodzimy się na to, że można nazywać siebie katolikiem i jednocześnie opowiadać się za niszczeniem życia, jeśli – przez bezczynność i głupotę – przyzwolimy na upodobnienie naszego społeczeństwa do społeczeństw zachodnich – wówczas podetniemy sami korzenie temu wielkiemu dębowi, któremu na imię Polska. Wiara bowiem jest elementem konstytutywnym naszej tożsamości i kultury.

Ks. Jerzy nauczał: „Naszemu narodowi nie jest potrzebna tak zwana moralność laicka, bo jest ona bez oblicza i bez nadziei, jak mówił zmarły Prymas Tysiąclecia. Stawarza ona zagrożenie dla wartości duchowych narodu i osłabia te siły, które stanowią o jego jedności.”

Nie można sprowadzać wiary jedynie do pobożnej otoczki. Wielu w ten sposób wykorzystuje wiarę i Kościół – również czyni tak wielu ludzi ubiegających się o władzę i stanowiska w naszym państwie. Jeden z kandydatów, na kilka miesięcy przed wyborami 2005 roku wziął ślub kościelny po 27 latach od zawarcia związku cywilnego. Inny, już obecnie, ogłasza się jako wierzący katolik, choć publicznie popiera procedury In vitro, na które Kościół nie wyraża zgody. Tak, dzisiaj można bezkarnie ośmieszać Chrystusa i modlitwę, jak czynił to pewien błazen-polityk nie tak dawno, gdy opowiadał publicznie o swojej rzekomej przemianie, jaką miła przejść po tragicznej śmierci Prezydenta RP, tego samego którego ów polityk wielokrotnie obrażał w poprzednich latach, nazywając „chamem”, czy „alkoholikiem”. Co ciekawe, owych słów, mimo „przemiany”, nie odwołał.

Jezus uzdrowił tych, którzy potrzebowali leczenia

Chrystus w dzisiejszej Ewangelii nie tylko mówi o Królestwie, On chorych uzdrawia, a głodnych karmi.

Chrześcijaństwo nie jest oderwane od życia – ono jest głęboko zakorzenione w realnych sprawach, w realnych problemach.

Chrystus uzdrawia potrzebujących. On jeden widzi głęboko i widzi rany naszych serc. On jeden ma moc uzdrowienia ludzkiego życia.

On może dotknąć braku miłości, egoizmu, pychy, nieprzebaczenia.

On może scalić małżeństwa na krawędzi rozpadu, dodać sił żonom i matkom alkoholików, wypełnić samotność ludzi starszych i porzuconych przez rodziny.

On daje nadzieję i przemienia rozpacz.

Ks. Jerzy nauczał: „Prosimy Boga o nadzieję, bo tylko ludzie silni nadzieją są zdolni przetrwać wszelkie trudności. Prosimy o wewnętrzną radość, bo jest ona najgroźniejszą bronią przeciwko szatanowi, który smutny jest z urodzenia. Prosimy o wolność od zemsty i nienawiści, o tę wolność, która jest owocem miłości.”

Jedli i nasycili się wszyscy

Chrystus odpowiada na nasze potrzeby, na nasze „głody”. Zarówno te wewnętrzne, duchowe, jak i te zewnętrzne, fizyczne. To Bóg, ustami setek kapłanów, ujmował i ujmuje się za człowiekiem wykorzystanym, opuszczonym, ubogim.

Chrystus jeden – podczas gdy politycy bawią się w gry wyborcze – widzi nędzę setek ludzi których życie zostało zniszczone poprzez powódź. Politycy będą przyjeżdżać, robić sobie zdjęcia i opowiadać sentencje, w stylu: „W zeszłym roku powódź, w tym roku powódź, więc pewnie ludzie są już oswojeni, obyci z żywiołem”.

Chrystus nie jest cyniczny. On zna i widzi nędzę i stracone nadzieje. Nie siedzi w wygodnym fotelu przed telewizorem, a nasze problemy nie są dla niego kolejnym kanałem na ekranie, wzruszającym serialem, czy artykułem w gazecie. To On pobudza serca wszystkich ludzi dobrej woli, aby spieszyli z pomocą potrzebującym. To On umacniał serce ks. Jerzego, gdy ten wołał: „Kościół zawsze staje po stronie tych którym odebrano wolność, którym łamie się sumienie.” On dał moc Ducha św., aby w ciemna noc stanu wojennego rozległy się słowa modlitwy za oszukanych, zdradzonych, w nocy pojmanych, zastrzelonych górników, przesłuchiwanych, na mrozie trzymanych.

Dziś na nowo Chrystus pragnie upomnieć się o człowieka potrzebującego.

Ks. Jerzy nauczał: ”Godność człowieka to również godność ludzkiej pracy. To prawo do takich warunków pracy, by ludzkie siły nie słabły, by człowiek nie był prawdziwie wyniszczony. (…) Można człowieka poniżyć, można odebrać mu godność również i przez pracę, gdy uczyni się go tylko narzędziem produkcji.”

I jeszcze: „Jeśli stwarza się ludziom pracującym sytuacje, w których – aby utrzymać kilkuosobową rodzinę – muszą brać dodatkowe etaty, lub pracować w niedzielę, dokonuje się mordu na ludzkich sumieniach. Niszczy się rodziny. Okrada się dzieci z czasu, który rodzice powinni im poświęcić.”

Jakże aktualnie brzmię te słowa! Czyż do „narzędzia produkcji” nie sprowadzają dziś pracownika niektóre korporacje? Czyż narzędziem produkcji nie bywają często pracownicy supermarketów, którzy za marny grosz muszą poświęcać godziny z zakazem opuszczania stanowiska pracy, nawet na chwilę? Czyż nie są tak traktowani młodzi (jak najmłodsi, aby łatwo było sterować) pracownicy popularnych sieci szybkiego jedzenia? Czyż w naszych czasach pracownik nie jest jedynie siłą roboczą, często przyuczaną do kłamstwa i kradzieży? Czyż wielkie firmy, wiążąc swych pracowników ze sobą nie zawłaszczają ich do tego stopnia, że znika wszelkie prywatne życie? Czyż organizowane przez niektóre korporacje wyjazdy integracyjne nie pogłębiają plagi rozwodów, związków pozamałżeńskich, czy nałogów?

Czy ktoś z rządzących się o to troszczy? A może nikogo te sprawy nie obchodzą, gdyż ta sama ręka ustala nieludzkie i poniżające człowieka zasady, i ta sama wypłaca olbrzymie sumy na kampanie, czy spoty reklamowe partii politycznych.

Chrystus o tym wie. On widzi. On się upomni o ludzi traktowanych przez swych braci jak śmiecie.

On się upomni o ludzi okłamywanych – często z premedytacją – przez różne media.

On się upomni i nasyci głód sprawiedliwości tych, którzy padają ofiarami bezdusznej machiny prawniczo-biznesowej.

On się upomni o ludzi manipulowanych, zmuszanych do działania wbrew sumieniu, o dzieci sześcioletnie traktowane jak doświadczalne króliki nowych pomysłów edukacyjnych liberalnych pedagogów.

On się upomni o masowo mordowane nienarodzone jeszcze dzieci. W naszym kraju mordowane często za zgodą rządzących, jak – w zeszłym roku – dziecko nastolatki z Lublina, do czego przyłożyła rękę sama pani minister zdrowia.

On się upomni o rodziny obkładane przepisami, które mają skłonić małżonków do posiadania jak najmniejszej liczby dzieci.

On się upomni o kobiety zwalniane z pracy, gdyż spodziewają się dziecka. O kobiety w stanie błogosławionym które nie są zatrudniane na pełne etaty, o młode kobiety, którym umożliwia się karierę, ale pod warunkiem że w ciągu kilku lat nie zajdą w ciążę.

On się upomni o sprawiedliwość.

Zróbcie Mu miejsce, Pan idzie z nieba,

Pod przymiotami ukryty chleba.

Zagrody nasze widzieć przychodzi

I jak się dzieciom Jego powodzi.

Tak śpiewano w pieśni na Boże Ciało.

Zróbmy Mu miejsce.

Chrystus za chwile pójdzie pomiędzy nas. Będzie patrzył nam w oczy. Badał serca. Otworzy ramiona, aby objąć u czterech ołtarzy cztery strony świata. Otworzy usta, by mówić nam Swojej miłości i nieustającej Obecności. Jest Bogiem wiernym. Nie opuścił nas w żadnym naszym zawirowaniu życiowym. Nie opuścił naszej Ojczyzny nawet, gdy sami wzruszaliśmy ramionami zachłystując się wolnością.

Widząc nasze zapieranie się prawdy i ucieczkę od Ewangelii, nasz brak wiary w Jego moc, nasz nienasycony głód chleba i miłości – woła do nas, słowami, jakimi natchnął ks. Jerzego. Słowami napomnienia i swoistego testamentu: „Niech na koniec będzie nam ostrzeżeniem świadomość, że naród ginie, gdy brak mu męstwa, gdy oszukuje sam siebie mówiąc, że jest dobrze, gdy jest źle, gdy zadowala się tylko półprawdami. Niech na co dzień towarzyszy nam świadomość, że żądając prawdy od innych, sami musimy żyć prawdą. Żądając sprawiedliwości, sami musimy być sprawiedliwi. Żądając odwagi i męstwa, sami musimy być na co dzień mężni i odważni.”

Amen.

Wspomnienie św. Justyna męczennika

Wtorek, 1 VI 2010 r.

I CZYTANIE 2 P 3, 12-15a. 17-18
Oczekujemy jednak, według obietnicy, nowego nieba i nowej ziemi, w których będzie mieszkała sprawiedliwość.
EWANGELIA Mk 12, 13-17
Lecz On poznał ich obłudę…

W 165 roku, w Rzymie zostaje ścięty mieczem filozof i apologeta. Mistrz Słowa. Justyn. Przed śmiercią Prefekt Rzymu zapytał go: „Posłuchaj ty, który mówisz, że jesteś uczony, i utrzymujesz, żeś poznał prawdziwą naukę: jeżeli zostaniesz ubiczowany, a potem ścięty, to myślisz, że pójdziesz do nieba?” Justyn mu odpowiedział: „Mam żywą nadzieję, że jeżeli mnie to spotka, to pójdę do Niego; wiem bowiem, że aż do czasu, gdy świat przeminie, nie odmawia On swojej łaski tym, którzy żyją według Jego nauki”. Prefekt Rzymu kontynuował: „Tak więc przypuszczasz, że pójdziesz do nieba, aby tam odebrać odpowiednią nagrodę?”. Odpowiedź św. Męczennika była konkretna: „Nie przypuszczam, lecz wiem, że tak jest i jestem tego pewien”.

Niedawno ks. Prymas senior, w wywiadzie dla Newsweeka, powtórzył tezę, stworzona swego czasu przez SB, a obecnie lekko zmodyfikowaną – „ks. Jerzy pchał się do męczeństwa”. W zasadzie można powiedzieć to samo o św. Justynie. W przypadku tego drugiego dowodem mogą być wyżej cytowane słowa samego męczennika. A w przypadku ks. Jerzego?

W jednym z kazań mówił: „Trwa proces nad Chrystusem w Jego braciach. Bo aktorzy dramatu i procesu Chrystusa żyją nadal. Zmieniły się tylko ich nazwiska i twarze, zmieniły się daty i miejsca ich urodzin. Zmieniają się metody, ale sam proces nad Chrystusem trwa. Uczestniczą w nim ci wszyscy, którzy zadają ból i cierpienie braciom swoim, ci, którzy walczą z tym, za co Chrystus umierał na krzyżu. Uczestniczą w nim ci wszyscy, którzy usiłują budować na kłamstwie, fałszu i półprawdach, którzy poniżają godność ludzką, godność dziecka Bożego, którzy zabierają współrodakom wartość tak bardzo szanowaną przez samego Boga, zabierają i ograniczają wolność. (…)Krzyż to brak prawdy”.

Pchli się do męczeństwa?

A może inaczej nie można było, aby nie zaprzeczyć czemuś większemu, co objawiło się w ich życiu?

Orate pro nobis.

Newer posts »

© 2026 Światło życia

Theme by Anders NorenUp ↑